Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumKwiecień 20 2019 03:20:00
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 10
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
6
6
Irak
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Grzegorz Grabowski - Zrehabilitować szlachecką Polskę
[b]Grzegorz Grabowski[/b]

[b]Zrehabilitować szlachecką Polskę[/b]

W wielkanocnym "Naszym Dzienniku" (23-25.04.2011) poczytać można było "O utraconym szlachectwie Polaków". W tekście pod takim tytułem prof. Andrzej Waśko usiłował się przebić do świadomości czytelników "ND" (bo sam fakt publikacji świadczy już o tym, że do świadomości Redakcji nareszcie się udało) z rewolucyjną wydawałoby się tezą, że tradycja Pierwszej Rzeczypospolitej jest jedyną autentyczną i brutalnie przerwaną, a następnie spotwarzoną i ośmieszoną tradycją polską, oraz że sarmatyzm i jego spuścizna były - wbrew utrzymującym się po dziś dzień propagandowym opiniom - czymś bardzo pozytywnym w historii polskiego narodu, w przeciwieństwie do zjawiska tzw. polskiego Oświecenia, z jego ideologią, twórcami, apologetami, skutkami i epigonami z kręgów dzisiejszej "nowej lewicy" włącznie.
Nie będzie rozwiązania polskich dzisiejszych problemów bez weryfikacji wypaczonej "przez propagandę komunistyczną" wizji sarmatyzmu i kultury szlacheckiej - powiada słusznie Autor - i bez spojrzenia na nowo na naszą przedoświeceniową przeszłość i w tym właśnie nieskażonym kontekście prawdy o katolickiej I Rzeczypospolitej - na okres zaborów i wynikającą z niego współczesność. Nie będzie polskiej Polski bez uprzedniego rozbicia "historycznej matrycy tkwiącej głęboko w zbiorowej podświadomości kilku ostatnich pokoleń", która samopowiela się jako skutek "edukacji historycznej okresu PRL, bezrefleksyjnie kontynuowanej dziś w większości podręczników szkolnych i w mediach" i tym samym utrwala krzywdzące i szkodliwe dla narodowej świadomości mity o dawnej Polsce i Polakach.
Dwa z nich są dziś dla nas szczególnie groźne: po pierwsze mit, że "w XVIII wieku Polska upadła wyłącznie z winy szlachty, dlatego że broniła ona liberum veto i była (...) ciemna, zacofana i nietolerancyjna", a po drugie mit, w którym "Polskę w XVIII wieku chcieli ratować wyłącznie oświeceniowi zwolennicy reform", upatrujący główne zagrożenie państwowego bytu w prowincjonalnej, tradycjonalistycznej i katolickiej, czyli "sarmackiej części polskiego społeczeństwa", a nie tam gdzie było ono naprawdę, czyli na Zachodzie i na Wschodzie. Te dwa mity - jak twierdzi Autor - miały i mają bezpośrednie przełożenie na sytuację polityczną w Polsce od początku tzw. transformacji, albowiem "Wszystko, co dziś potępia się w ten sam sposób, w jaki za czasów Stanisława Augusta potępiano sarmatyzm, i co dziś piętnuje się wymyśloną w czasach oświecenia nazwą ciemnogród, jest zatem z definicji niesłuszne i nie może być traktowane poważnie. Natomiast każda współczesna reforma, o jakąkolwiek by nie chodziło, rolna (za Bieruta) czy emerytalna (za Buzka) lub oświatowa (za minister Hall), z tych samych przyczyn nie może podlegać żadnej krytyce, gdyż na gruncie polskiej wersji mitu postępu zostaje automatycznie zakwalifikowana jako kontynuacja zbawiennych reform oświecenia: dzieł Konarskiego, Staszica i Kołłątaja."
I problem w tym, że chociaż zbawienność owych reform - dawniej i dziś - jest łatwa do zakwestionowania, to "czarna legenda dziejów Polski", a zwłaszcza Polski szlacheckiej i sarmackiej przytłacza nas i paraliżuje, nie pozwalając nam nie tylko powstać z kolan i spojrzeć na jej twórców i propagatorów z właściwej wysokości, ale i pozbawiając nas jedynego właściwego wzorca, punktu oparcia, fundamentu i natchnienia cywilizacyjnego, jakim była i być powinna dla potomnych łacińska Najjaśniejsza Rzeczpospolita - a przede wszystkim skazując nas, zagubionych maluczkich, na samobójczą akceptację nowej (a gruncie rzeczy dwustukilkudziesięcioletniej) ideologii, w myśl której - jak pisze prof. Waśko - "Naród tak zacofany i nietolerancyjny jak Polacy nie dorósł do demokracji, muszą więc nim rządzić lewicowo-liberalne elity Okrągłego Stołu." Które, być może, jak to już w czasach okołorozbiorowych bywało, zmodernizują nam Polskę do szczętu…
Ratunkiem może być odrzucenie fałszywej postoświeceniowej wizji przeszłości i wypracowanie programu aktywnego działania na przyszłość na bazie prawdziwie narodowej polskiej tradycji, przy czym "Pewne wydaje się to, że zapoczątkowany już powrót do pozytywnego postrzegania doświadczeń Polski przedrozbiorowej byłby właściwą inspiracją tego rodzaju programu, a współczesna rehabilitacja sarmatyzmu mogłaby stać się jego adekwatnym, choć nieco przekornym symbolem." - konkluduje Autor.
Witając ten nie nowy przecież wniosek z uznaniem, należałoby stwierdzić, że powinien się on pojawić na łamach "Naszego Dziennika" już znacznie wcześniej, wiele lat temu, gdy gościły tam również artykuły zawierające widoczne elementy wspomnianej "czarnej legendy' I Rzeczypospolitej (której przecież nie stworzyli dopiero komuniści, lecz postoświeceniowa historiografia, i to także katolicka), czy wskazujące z uporem na Rosję, jako na rzekomego głównego sprawcę likwidacji państwa polskiego w XVIII wieku i zdradzające sympatię dla wszystkiego, co wówczas było w Polsce antyrosyjskie, a w skutkach nie zawsze dla naszego państwa, polskości i katolicyzmu fortunne (ot, chociażby Konstytucja 3 Maja).
By zrozumieć właściwie ideę sarmackiej republiki szlacheckiej - Rzeczy Pospolitej - musimy pamiętać, że była ona wprawdzie światem oryginalnym i odrębnym, przeciwstawiającym się zarówno Wschodowi, jak i Zachodowi, ale była też zarazem - chociażby przez związki językowe, religijne i obyczajowe swej ludności - związana ze światem słowiańskim, ruskim znacznie silniej, aniżeli z jakimkolwiek innym. Dlatego ten świat słowiański i ruski nie mógł być (i nie był) Polsce i Polakom najbardziej wrogi, a tradycja współdziałania Polski i Rosji w dobie sarmatyzmu jest niepodważalnym faktem. Szlachectwo, o którym była mowa na wstępie, zobowiązywało nas, być może, do bycia przedmurzem chrześcijaństwa, ale nie antyrosyjskości. Warto i to dziś uznać za spuściznę dawnej, prawdziwej Polski.

[b]Grzegorz Grabowski[/b]

P.S.: Okazuje się jednak, że byłem zbytnim optymistą: oto w przeddzień 220 rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja ukazał się w "Naszym Dzienniku" (29.04.2011) artykuł prof. Jana Ptaka zatytułowany "Witaj majowa jutrzenko…" , powtarzający w miłej dla katolickiego ucha hurrapatriotycznej i bogoojczyźnianej formule starą propagandową śpiewkę pochwalną postoświeceniowców na temat "pierwszej w Europie" konstytucji wymyślonej, napisanej i przeforsowanej przez masonów w celu realizacji zadań stawianych sobie przez masonów. Przede wszystkim przez angielskich, francuskich i pruskich, od których masońscy przywódcy tzw. stronnictwa patriotycznego na Sejmie Czteroletnim całkowicie byli zależni. Autor prześlizguje się nad tym gładko, nie używając ani razu pojęcia "masoneria' czy "wolnomularstwo" i nie wskazując na fakt, że przejście sejmu (i króla) pod batutę masonerii prozachodniej umożliwiło nie tylko uchwalenie konstytucji w Polsce, ale, co gorsza, umożliwiło uchwalenie masońskiej konstytucji (anty)francuskiej we wrześniu 1791 roku i likwidację katolickiej monarchii francuskiej w roku następnym. Te zaś wydarzenia zapoczątkowały rozwój i pochód tego wszystkiego, co nazwano potem socjalizmem, a co zniszczyło kilkakrotnie Polskę i do dnia dzisiejszego nie pozwala się jej odrodzić (nad czym na łamach „Naszego Dziennika” regularnie wylewa się krokodyle łzy). Wpisanie się sejmu polskiego w antykatolickie działania europejskiej masonerii, sprowokowanie Rosji uchwałą konstytucyjną i podjęcie z nią walki zbrojnej w 1792 roku poskutkowało w następnych stuleciach praktycznym porzuceniem (przymusowym!) chrześcijańskiej łacińskości z determinującym jej istnienie ustrojem państwa stanowego na rzecz masońskiej demokracji z determinującą jej istnienie anarchią cywilizacyjną, prowadzącą wprost do dzisiejszego "stanu acywilizacyjnego" (prof. M. Giertych), a w najbliższej przyszłości - jak przewidywał prof. Koneczny - do zwycięstwa cywilizacji najniższej nad wszystkimi innymi. Nie ma więc jakiegokolwiek sensu wychwalanie masońskiego sukcesu w postaci Konstytucji 3 Maja, gdy ma się świadomość, że idea demokratyczna była od ponad dwustu lat taranem, którym antycywilizacja (lub: "cywilizacja śmierci") uderzała w Kościół, chrześcijaństwo i wszystkie państwa obstające przy Chrystusowej wierze i wynikającym z niej ładzie społecznym.
Wartość propagandowych bajeczek o miłości Polaków do Konstytucji 3 Maja i spuścizny tzw. Oświecenia jest co najmniej dyskusyjna. Uchwalenie Konstytucji i wojna z Rosją, to przecież osiemnastowieczna wersja wymachiwania szabelką i buńczucznego wykrzykiwania, że "silni, zwarci i gotowi" nie oddamy "ani guzika". Polacy, rzecz jasna, nie mogli czerpać z tego natchnienia, zwłaszcza widząc każdorazowo tragiczne tego skutki. Prof. Jerzy Łojek podkreślał, że przez większość XIX wieku społeczeństwo polskie pod zaborami odrzucało narzucane mu ideały oświeceniowe, "postępowe", demokratyczne, a więc i "trzeciomajowe", na rzecz kultywowania sarmacko-katolickiej, zachowawczej "tradycji Baru". Już w drugiej połowie XVIII wieku tzw. Oświecenie w zasadzie przegrało w Polsce z katolickim sarmatyzmem, albowiem zwycięstwo "swoistej rewolucji umysłowej" dotyczyło w zasadzie tylko "szczytów światopoglądowych" społeczeństwa, a przewrót umysłowy okazał się "ograniczony i elitarny". Według Łojka, "Oświecenie polskie - mimo wyraźnych przemian światopoglądowych w epoce rozbiorów - nie rozprzestrzeniło się dostatecznie szeroko. Pisze Smoleński: Ogół, nie wyjmując szlachty średniej, nie przestawszy być szczerze ortodoksalnym, dla haseł wieku żywił uczucia wrogie, spiskował z zakonami przeciwko Komisji Edukacyjnej. (...) Paradoks historii miał sprawić, że przez 70 lat po utracie odrębnego bytu państwowego społeczeństwo polskie wiązać miało swoje emocje narodowe i działania niepodległościowe bardziej z tradycją Polski przedoświeceniowej niż reformatorskiej, raczej z Barem niż Komisją Edukacyjną."
Postoświeceniowcy znajdowali się wówczas - mimo wszelkich swych, także powstańczych, wysiłków - w wyraźnym regresie, a właśnie (o dziwo!) Rosja carska pomagała Polakom w zachowaniu podstaw cywilizacji łacińskiej, by wskazać chociażby na zlikwidowanie przez cara Mikołaja I wprowadzonych u nas w dobie Księstwa Warszawskiego rozwodów katolików i przywrócenie przezeń religijnego charakteru małżeństwa, wyłączności ślubów kościelnych i rozstrzygania spraw małżeńskich przez sądy duchowne. Żaden chyba profesor-katolik nie śmie zaprzeczyć, że dla zachowania katolicyzmu, tradycyjnej rodziny i polskości, dla ukonstytuowania się takiego, a nie innego narodu polskiego - był to akt o wiele bardziej doniosły, aniżeli wszystkie artykuły majowej Konstytucji.
Kanon czczenia Konstytucji 3 Maja ze względu na jej niegdysiejsze antyrosyjskie ostrze, rzekomą postępowość, czy bardzo dyskusyjną wartość dla zbudowania na przełomie XIX/XX wieku zrębów nowoczesnego narodu polskiego - należy już do przeszłości. Nie da się dłużej twierdzić, że „w drugiej połowie XVIII stulecia szlachecka Rzeczpospolita była uważana w Europie za państwo zupełnie zdegenerowane, opanowane przez anarchię, wręcz niezdolne do samodzielnej egzystencji", a po uchwaleniu Konstytucji 3 Maja - jak po dotknięciu czarodziejską różdżką - "schodziła z areny politycznej pokonana, ale jako ofiara obcej przemocy, a nie wewnętrznego rozkładu", zostawiając nam - jak pisze prof. Ptak - w postaci trzeciomajowej Konstytucji "swego rodzaju duchowy testament Pierwszej Rzeczypospolitej, a jednocześnie wspaniałe świadectwo jej umysłowego i moralnego odrodzenia, jakie nastąpiło u samego kresu jej niepodległego bytu.” Pierwszy akord masońskiej antycywilizacji „testamentem Pierwszej Rzeczypospolitej"? - przecież to się ze sobą kłóci!
Trzeba się w końcu zdecydować - albo Konstytucja, co mówi sam Autor, została przeforsowana niezgodnie z polskim prawem, w drodze "swoistego zamachu stanu", "pod nieobecność większości posłów sprzeciwiających się zmianom" i pod groźbą użycia broni przez tłum i gwardię królewską, albo też - co także wynika z artykułu - na pochwałę mają zasługiwać i dziś "nie tylko zawarte (w niej) nowatorskie rozwiązania ustrojowe, lecz także sposób jej uchwalenia, za powszechną zgodą obradujących na Sejmie przedstawicieli Narodu, bez przemocy i gwałtu." Prawda jest tylko jedna. I albo Pierwsza Rzeczpospolita była tak zła i szkodliwa dla Polaków, że warto, a nawet trzeba ją było poświęcić na ołtarzu masońskiej rewolucji i konstytucyjnego "postępu" (i wtedy jej grabarzami można sobie okrzyknąć, w ślad za oświeceniowymi propagandystami, "grupę zaślepionych pychą i zacietrzewionych malkontentów" zwaną Targowicą), albo jednak - jako państwo olbrzymie, bogate, a przede wszystkim wierne własnemu oryginalnemu sposobowi życia, oddawania czci Bogu i rządzenia się sobą, czyli własnej cywilizacji - zasługiwała na zachowanie i obronę wbrew wszystkim "najświatlejszym" reformatorom tzw. Oświecenia, forsującym podstępnie socjalizm.
W tym drugim przypadku każda rocznica uchwalenia Konstytucji 3 Maja powinna być dla nas okazją nie do wychwalania masońskich sukcesów, lecz do przypomnienia sobie, jak wielką wartością było niegdyś dla Polaków ich katolickie państwo, katolicka monarchia, i jak wielkie nadzieje na jego ocalenie i umocnienie pokładali oni w sejmie 1788 roku, i jakże srodze zostały one zawiedzione przez prozachodnie stronnictwo polityczne, które uchwyciło władzę nad sejmem, nad nieszczęsną Rzeczpospolitą i nad duszami co poniektórych Polaków.

[b]Grzegorz Grabowski[/b]
__________________
i - A. Waśko, O utraconym szlachectwie Polaków - "Nasz Dziennik" z dn. 23-25.04.2011 r.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110423&typ=my&id=my12.txt

ii - J. Ptak, "Witaj majowa jutrzenko…" - "Nasz Dziennik" z dn. 29.04.2011 r.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110429&typ=my&id=my01.txt


Zob. także:
Polonia Christiana - nr 19 marzec-kwiecień 2011
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014