Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumMarzec 20 2019 00:49:21
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 5
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
1
1
UNSO-OUN UPA
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Podręcznik nacjonalizmu ukraińskiego cz.3
Autor pisze, że skazując na śmierć, władze polskie wbrew swej woli przyczyniły się do sformowania panteonu bohaterów OUN (s. 243). Władze polskie „wbrew swej woli”, zaś Autor świadomie, z własnej woli popularyzuje „bohaterów OUN”, pomijając kwalifikację prawną i moralną ich czynów.

Przejęcie kierownictwa w KE OUN przez Stepana Banderę. Organizacja akcji bojowych (s. 247), to tytuł rozdziału IV. książki. Już samo sformułowanie „akcje bojowe” dowodzi banderowskiego myślenia Autora, on je powtarza za ukraińską nacjonalistyczną literaturą. W rzeczy samej nie chodzi o „akcje bojowe”, lecz o akcje trrrorystyczne, taki one miały charakter, bowiem „bojowe”, to takie, które są związane z walką zbrojną stron, a OUN nie była „stroną”, takiego charateru akcji terrorystycznych nie można nazywać „bojowymi”.

Autor podnosi problem współpracy OUN z Niemcami, powołując się przy tym na Andrija Fedynę (s. 248), wtrącając jak gdyby niechcący, że Konowalec miał wyrazić się przeciwko nawiązywaniu bezpośrednich kontaktów z hitlerowcami ... przeciwko współpracy z hitlerowcami mieli wystąpić również Andrijewśkyj, Martyneć, Onaćkyj i Sciborśkyj, przy czym Autor pomija problem – czy taka współpraca została nawiązana, czy też nie, co u niedoświadczonego odbiorcy informacji może wywołać wrażenie, że współpraca między OUN i hitlerowcami nie nastąpiła, że nie miała ona miejsca, bo przecież organizacją kierował Konowalec, a on był przeciwny takim kontaktom. Powyższe należy traktować jako zabieg socjotechniczny, jako w rzeczy samej celową dezinformację. A gdy mowa o A. Fedynie, to należy wskazać, że jego wynurzenia o roli kierowanej przez niego komórki OUN w Gdańsku zawierają bardzo dużo istotnych faktów i informacji przydatnych dla oceny OUN, których Autor jednakże nie wykorzystuje, bo one nie pasują do jego sposobu widzenia i prezentacji OUN.

Dalej Autor pisze o organizacji aparatu bojowego OUN (s. 257), chociaż powinien pisać o organizowaniu bojówek terrorystycznych OUN. Podane przez Autora informacje mogą stanowić instrukcję do tworzenia takich bojówek.

W punkcie Wywiad (ss. 265-269) Autor niechcący potwierdza powiązania „Płasta” z UWO-OUN, gdy mówi o rezultatach przeprowadzonych rewizji u członków tych organizacji, ale zaraz po tym dodaje, że wkrótce okazało się, że imputowane oskarżonym działania na korzyść strony niemieckiej nie miało podstaw, Sąd Okręgowy w Stryju skazał wymienionych 12 VI 1931 r. na karę jednego roku ciężkiego więzienia, Sąd Apelacyjny zaś we Lwowie podwyższył karę Serednyćkiej do 2 i ½ roku więzienia. Autor nie ustosunkował się do takiego wyroku, który przecież nie mógł być wydany jako skazujący, bo, jak twiedzi Autor (nie wiadomo nawet w oparciu o co), imputowane oskarżonym działania ... nie miało podstaw. Takie prezentowanie problemów nie może mieć miejsca w pracy naukowej.

Na s. 276 Autor pisze o pomocy finansowej udzielanej OUN ... przez Niemcy. Wiązano to z zarzutem bezpośredniej współpracy. Oczywiście nie chodzi tu o „pomoc finasową”, lecz o zapłatę za usługi na rzecz Niemiec czy Litwy, użyte przez Autora określenie „pomoc” tendencyjnie nie oddaje rzeczywistego stanu rzeczy.

Autor dość szczegółowo opisuje napady członków UWO-OUN na listonoszy, ambulanse pocztowe i urzędy pocztowe, nazywając je, za ukraińską nacjonalistyczną literaturą, „ekspropriacjami”, w skrócie „eksy” (ss. 279-296) i klasyfikuje je jako „akcje bojowe” (s. 280, 283), co jest nie do przyjęcia w pracy naukowej.

Działalność Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów w drugiej połowie lat trzydziestych, to kolejny, V. rozdział książki. W nim, już na początku, Autor o napadających na pocztę w Mikołajowie (s. 300) mówi jako o „bojowcach”, co jest eufemizmem wobec ich rzeczywistego charakteru, „bojowcem” jest członek organizacji bojowej, tymczasem OUN była organizacją terrorystyczną, więc wobec jej, biorących udział w napadach zbrojnych na pocztowców, członków należy używać nazwy „bojówkarz”, a nie „bojowiec”.

Na s. 181 Autor mówi, że w połowie lat trzydziestych ujawniły się w OUN tendencje do demokratyzacji, ewolucji w kierunku programu UNDO ..., zaś na s. 299 (i dalszych) omawia skutki tego, co nazywa on najczarniejszym rokiem w historii OUN, to znaczy mówi o skutkach skazania czołówki OUN w procesie „warszawskim” i „lwowskim”. W czyich oczach rok 1934 był najczarniejszym rokiem w historii OUN? W oczach Autora również? Rzeczywiście, po 1934 roku OUN została mocno osłabiona, ale wyjściu z tej sytuacji pomogło UNDO, doprowadzając do uchwalenia przez Sejm ustawy o amnestii, na mocy której skazany na karę śmierci Stepan Bandera i towarzysze uzyskali zamianę wyroku na dożywocie. Tak więc się miały sprawy, a nie to, co rzekomo miało być „tendencją do demokratyzacji OUN”, „ewolucją w kierunku programu UNDO”. Tego problemu Autor nie rozwija, chociaż powinien wskazać przynajmniej na to, jaki program miało UNDO. W tym tylko kontekście należy wskazać na dwa fakty: po pierwsze na to, że Iwan Kedryn-Rudnyćkyj, członkek władz UNDO, redaktor jego organu Diło, nie przypadkowo był zaproszony w charakterze gościa na I. Kongres OUN. I. Kedryn-Rudnyćkyj był stałym łącznikiem między OUN a UNDO. Po drugie – UNDO nie była jednolitą pod względem ideologicznym organizacją, w jej ramach faktycznie nurtowały tendencje demokratyczne, ale też w jej ramach powstała wyraźnie faszystowska formacja nacjonalizmu ukraińskiego w postaci „Frontu Nacionalnoji Jednosty”[1], którą kierował Dmytro Palijiw.

Tak więc legalne UNDO, doprowadzając do rzekomej „normalizacji”, uratowało nielegalną OUN od upadku, uratowało życie Stepanowi Banderze, Mykole Łebediowi i innym, to dzięki UNDO, OUN w drugiej połowie lat trzydziestych mogła nadal prowadzić swe akcje terrorystyczne.

Na ss. 314, 315 Autor pisze o polityce wojewody H. Józewskiego, mającej na celu asymilację państwową ludności ukraińskiej i że takie tendencje napotkały sprzeciw ze strony ukraińskiej. Należy Autora zapytać: jakiej „strony ukraińskiej”? Czy tych Ukraińców na Wołyniu, którzy byli członkami Wołyńskiego Zjednoczenia Ukraińskiego, tych skupionych wokół Liceum Krzemienieckiego, czy może ukraińskich członków KPZU? Dlaczego Autor utożsamia OUN z „Ukraińcami” w ogóle, ze „stroną ukraińską”? Czy jest to przypadkowe? Czy jest to dopuszczalne w pracy naukowej? I nie jest prawdą, jak pisze Autor, że stworzenie sztucznej bariery nie zahamowało procesu unifikacji społeczności ukraińskiej zamieszkującej tereny Galicji Wschodniej i Wołynia. Chodzi i tzw. „kordon sokalski”, którego istoty i zadań, przy okazji mówiąc, nie rozumie historyk Grzegorz Motyka. Faktycznie zaś halicki nacjonalizm ukraiński na Wołyń ledwo przesączał się, nie obejmował on nawet 1% społeczności ukraińskiej Wołynia, na co wskazują chociażby zamieszczone przez Autora tabele (ss. 318 i inne). Przy tej okazji w pracy naukowej Autor powinien był ustosunkować się do problemu „asymilacji państwowej”, której nie można przyjmować w kategoriach negatywnych, a tak ją traktuje Autor, on ją widzi jako politykę nieprzyjazną wobec Ukraińców Wołynia, co jest nieprawdą, Autor prawodopodobnie utożsamia asymilację państową z asymilacją narodową.

Na s. 340 Autor pisze, że dla zabezpieczenia się przed wystąpieniami podziemia władze bezpieczeństwa przeprowadziły w dniach 21-22 III 1939 r. akcję likwidacji kierownictwa krajowego OUN. Należy konstatować, że język Autora jest językiem ukraińskich nacjonalistycznych autorów: przez dokonaną przez władze polskie likwidację kierownictwa OUN czytelnik może zrozumieć fizyczną likwidację członków, skrytobójcze wymordowanie.

Stosowana przez Autora terminologia nie jest terminologią naukową, na s. 348 Autor pisze o „oddziałach partyzanckich” i przygotowywaniu do wzniecenia „powstania”, chodzi o okres przed agresją Niemiec na Polskę we wrześniu 1939 roku. Faktycznie, miały być (i w pewnej mierze były) tworzone oddziały zbrojne, które miały wbić nóż w plecy armii polskiej po napaści Niemiec na Polskę, które miały dezorganizować życie na terytorium państwa, dokonywać dywersji, a wszystko to przede wszystkim w imię interesów Niemiec. Przygotowania do zbrojnego wystąpienia nie miały być ani „powstaniem”, ani uczestnicy takiego wystąpienia nie mieli być (i nie byli) „partyzantami”, oni mieli być dywersantami. W tym kontekście wprowadzaniem do książki elementu nie mającego odbicia w rzeczywistości jest twierdzenie Autora, że w przededniu wojny na propozycję niemiecką, by OUN doprowadzła do wywołania powstania na tyłach armii polskiej, płk. Andrij Melnyk miał jednak odpowiedzieć negatywnie (s. 353). Na przeszkodzie pełnemu rozwinęciu na tyłach armii polskiej działań ounowskich grup dywersyjnych (bo takimi miały one być) nie stało stanowisko A. Melnyka, lecz fakt zawarcia paktu Mołotow – Ribbentrop, czego Autor nie wie i przy okazji sztucznie odseparowuje A. Melnyka od agresora.

Autor pisze, że pomoc niemiecką OUN starała się natomiast wykorzystać w przygotowaniu oddziałów wojskowych na terenie zagranicznym (s. 353). Słowo „wykorzystać” oznacza, że taka pomoc niemiecka dla OUN była i na pewno nie była ona bezinteresowna. Faktycznie, w przededniu wybuchu II. wojny światowej, OUN na Zachodzie, w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie, tworzyła struktury wojskowe, i to nie takie, które miały wystąpić po stronie kolacji antyhitlerowskiej, ale po stronie Niemiec, ten problem do dziś pozostaje niezbadany. Autor też się do niego nie ustosunkowuje.

Autor z uporem utożsamia „Ukraińców” z nacjonalistami ukraińskimi, pisząc, że po nawiązaniu przez Abwehrę kontaktów z OUN plany niemieckie przewidywały wykorzystanie Ukraińców do wywołania powstania w przededniu wojny, chociaż powinno być: „wykorzystanie nacjonalistów ukraińskich”, a nie Ukraińców w ogóle.

To samo powtarza się na kolejnej stronie, gdzie Autor pisze, że strona ukraińska szacowała, że w ewentualnym powstaniu mogło wziąć udział 1.300 oficerów i 12 tys. żołnierzy. A więc Autor mówi o OUN, jako o posiadającej (lub mogącej posiadać) armię, mówi o „oficerach” i „żołnierzach”, których faktycznie nie mogło być, mogli to być jedynie bojówkarze OUN.

Dalej Autor pisze, że 12 IX 1939 r. podczas konferencji w Jełowej ... oznajmiono ostatecznie, że powstanie ukraińskie przeciwko władzy polskiej w Galicji Wschodniej nie zostanie przeprowadzone. Autor, prócz kolejnego użycia przymiotnika „ukraińskie”, zamiast „unowskie” czy „ukraińsko-nacjonalistyczne”, nie wspomina o przyczynie takiego stanowiska, a był to już dzień 12 września 1939 roku, było to po zawarciu paktu Mołotow-Ribbentrop.

Autor, powtarzając za ukraińską nacjonalistyczną literaturą, w dalszym ciągu z uporem pisze, że doszło do starć grup ukraińskich z wojskiem polskim (s. 355), że w dniach 14-15 IX 1939 r. grupa ukraińska dokonała napadu na pociąg w Synowódzku (niżej pospisany osobiście poznał uczestnika tego napadu, był nim późniejszy ukraiński milioner w Toronto), że kompania policji zmusiła do wycofania oddziału ukraińskiego ze wsi Nadiatycze, że wystąpienia ukraińskie nie zdołały przybrać masowej skali (s. 356, podkr. W.P.). Czym tłumaczyć takie, z uporem powtarzane przez Autora, utożsamianie „Ukraińców” z nacjonalistami ukraińskimi? Niewątpliwie świadomym lub nieświadomym (raczej świadomym) utożsamianiem interesów OUN z interesami narodu ukraińskiego lub ludności ukraińskiej Halicji, chociaż te interesy różniły się w sposób zasadniczy. Ludność ukraińska Halicji i Wołynia nie utożsamiała się ani z faszyzmem, ani z nazizmem, ani z OUN.

Na stronach 368-376 Autor, w zasadzie zgodnie z prawdą, przedstawił działalność OUN wśród emigracji ukraińskiej na Zachodzie, nie uzwględnił tylko jednego, bardzo ważnego dla oceny OUN momentu, mianowicie, że OUN od czasu powołania, pod maską organizacji społecznych i innych, swych struktur na Zachodzie, zawsze i do dnia dzisiejszego pozostawała na nielegalnej stopie: ona nigdy nie zarejestrowała się jako OUN ani w Stanach Zjednoczonych, ani w Kanadzie, chociaż na terytoriach tych państw odbywała swoje „Wielkie Zbory”. Powyższe nie oznacza, że służby specjalne USA czy Kanady nie wiedziały o tych imprezach czy o istnieniu i działalności OUN, być może nie wiedziały tylko jaki jest „podział organizacyjny” państwa zamieszkania i działania na nich „prowidnyków” OUN. Problem ten wart jest odrębnego naukowego opracowania.

Na stronie 385 Autor pisze, że przełomowym wydarzeniem w dziejach OUN była śmierć Jewhena Konowalca. Od początku lat dwudziestych jego postać urastała do roli symbolu niezaprzeczalnych dążeń niepodległościowych. Zdanie to jest jednoznaczną apologią „prowidnyka” OUN, z tego zdania wynikać może, że postać J. Konowalca znana była ludnosci ukraińskiej też poza OUN, która faktycznie, ale tylko ona, uprawiała „kult wodza”. Poza tym – Autor wyraża swój pogląd co do tego, że postać J. Konowalca urastała do roli symbolu niezaprzeczalnych dążeń niepodległościowych (podkr. W.P.). Autor, jak widać, nigdy nie zadał sobie trudu rozróżnienia: a) dążeń OUN do zbudowania ukraińskiego państwa typu faszystowskiego i b) dążeń niepodległościowych narodu ukraińskiego, chociaż są to dwa różne pojęcia, dwa różne cele. Aby uprawdopodobnić swoje twierdzenie, Autor musiałby dać dowody na to, że naród ukraiński pragnie mieć państwo typu faszystowskiego, jednakże takie dowody nie istnieją. Żaden naród nie pragnie dla siebie państwa totalitarnego, zarówno typu bolszewickiego, jak i faszystowskiego, takiego państwa nie pragnął również naród ukraiński. Stan faktyczny był taki, że naród ukraiński w ramach ZSRR cierpiał ucisk, przede wszystkim ekonomiczny, skutkiem którego był masowy głód z lat 1932-1933, zaś ludność ukraińska w Polsce nie myślała o budowaniu państwa, ona rada była, że ta część terytorium ukraińskiego nie została włączona do ZSRR. Autor bezpodstawnie, w sposób nieodpowiedzialny, utożsamia dążenia OUN z dążeniami narodu ukraińskiego, czy chociażby tylko ludności ukraińskiej Wołynia i Halicji.

Dowodem na posługiwanie się przez Autora ukraińską nacjonalistyczną terminologią jest tytułowanie działacza OUN Mychajła Kołodzinśkiego (faktycznie Polaka Michała Kołodzińskiego) pułkownikiem (s. 389 i nast). Stopnie wojskowe nadawane są wyłącznie przez uprawnione do tego władze uznanego przez prawo międzynarodowe państwa, nie ma więc ani podstaw, ani potrzeby tytułowania M. Kołodzińskiego „pułkownikiem” z tego tytułu, że brał on udział w działaniach OUN w Karpackiej Ukrainie w roku 1939 i przy tej okazji OUN „nadała” mu stopień „pułkownika”. W tym kontekście analogia: w warunkach więziennych skazani też nadają sobie stopnie, nie tylko pułkownika, ale czasem też generała, co nie upoważnia autorów prac naukowych do tytułowania skazanych przestępców z powodu tak „nadanych” stopni wojskowych.

Autor posługuje się nieadekwatną do wydarzeń terminologią, gdy mówi, że w 1938 roku na Zakarpacie licznie przybywała młodzież ukraińska z pobliskiej Galicji Wschodniej (s. 390). Nie o ukraińską młodzież chodzi, chodzi o ukraińską nacjonalistyczną młodzież. „Ukraińska nacjonalistyczna” jest pojęciem o wiele węższym od pojęcia „ukraińska”, w pracy naukowej obowiązuje ścisłość terminologii i sformułowań.

Opisanie przez Autora wydarzeń na Zakarpaciu w 1938/1939 roku w każdym calu odpowiada opisom ukraińskiej nacjonalistycznej literatury, włącznie z tym, że porażka krótkotrwałej walki zbrojnej w obronie Ukrainy Karpackiej nie zdyskredytowała OUN w oczach większości Ukraińców (s. 393, podkr. W.P.). Chodzi o to, że „większość Ukraińców” nawet nie słyszała o wydarzeniach na Karpackiej Ukrainie roku 1939, z jakiej więc racji Autor wprowadza elementy propagandy do, mającego być historycznym, tekstu?

Kończy książkę niepełna informacja o Drugim Wielkim Zgromadzeniu Ukraińskich Nacjonalistów, to znaczy o tzw. II. WZUN w Rzymie, odbytym pod koniec sierpnia 1939 roku. Autor pisze, że według protokołu, Plenum Drugiego Zgromadzenia Ukraińskich Nacjonalistów trwało zaledwie trzy godziny (s. 398). Należy zwrócić uwagę, że w tym cytacie brak jest członu nazwy „Wielkiego” (Zgromadzenia). Należy stwiedzić się, że pogląd Autora na to wydarzenie zbiega się z poglądem OUN Bandery, która „unieważniła” II. WZUN (melnykowców) z sierpnia 1939 roku. Jest to wyraźny przejaw zbliżenia poglądów Autora do pozycji OUN Bandery[2], Autor zdaje się nie zauważać sprzeczności w powtórzonym za P. Mirczukiem twierdzeniu o tym, że Plenum II. WZUN „trwało zaledwie trzy godziny”, chociaż samo tylko odczytywanie podjętych na nim uchwał i odezw, opublikowanych w 1983 roku[3], musiało trwać kilka godzin. Rzecz jasna, że podjęte uchwały i odezwy nie musiały być odczytywane w całości, ale one musiały być przygotowywane do podjęcia, redagowane. II. WZUN odbywał się w dniach 26-27 sierpnia 1939 roku w prywatnej rezydencji, w pensjonacie działacza OUN Jewhena Onaćkiego na Corso d’Italia w Rzymie, a więc w warunkach dogodnych do dyskusji. Ograniczanie czasowe II. WZUN do „zaledwie trzech godzin” nie jest więc przypadkowe, ono jest dostatecznym powodem do sklasyfikowania każdego podejmującego temat tego zjazdu autora - do zwolenników OUN Melnyka lub OUN Bandery. Okazuje się, że Autor recenzowanej pracy, jak i Roman Drozd, należy do zwolenników poglądów OUN Bandery. Ma on do tego prawo, ale nie powinien przez swoje poglądy usiłować wpływać na polską naukę

O wręcz banderowskim sposobie myślenia Autora świadczy to, co napisał on w Zakończeniu (s. 401): Pod względem ideologii, programu, metod i taktyki, Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów przypadło w narodowym ruchu ukraińskim w latach trzydziestych XX wieku miejsce szczególne. W okresie tym OUN dążyła do uzyskania charakteru organizacji ogólnoukraińskiej ... nie posiadała ona konkurenta mogącego zagrozić jej przodującej pod tym względem pozycji. Nikt inny, prócz jawnych apologetów nacjonalzmu ukraińskiego, tak napisać nie mógł. Dziwić się tylko należy recenzentom książki, że oni nie odcięli się od takiego sposobu widzenia terrorystycznej, bądź co bądź, organizacji, organizacji typu faszystowskiego. Dziwić może stanowisko prof. dr. hab. Tadeusza Radzika - promotora pracy doktorskiej Autora, prof. dr. A. Chojnowskiego z Uniwersytetu Warszawskiego – recenzenta pracy i prof. dr. hab. E. Horocha z UMCS – też recenzenta pracy. Można o nich powiedzieć otwarcie: albo oni nie znają faszystowskiej istoty ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, w tym jego formy zorganizowanej OUN, albo z nieznanych autorowi niniejszej recenzji przyczyn solidaryzują się z tym ruchem. Czy wiedzą ci profesorowie o tym, że struktura OUN Bandery w postaci tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii była utworzona w drodze terroru prowadzonej „mobilizacji” chłopów ukraińskich Wołynia i Halicji? Czy znanym jest im fakt, że „Służba Bezpeky” OUN Bandery w latach 1941-1950 w sposób okrutny, bestialski wymordowała co najmniej 80.000 cywilnej ludności ukraińskiej, nie mówiąc już o wymordowaniu w latach 1943-1944 co najmniej 120.000 bezbronnej ludności polskiej?

W Zakończeniu Autor recenzowanej książki ponawia kamuflowanie istoty OUN, pisząc, że OUN szeroko rozbudowała płaszczyznę ideologiczną, wpisując się do grupy popularnych wówczas w Europie nurtów nacjonalistycznych. Dlaczego Autor pisze „nacjonalistycznych” (poprzednio „narodowych”), a nie faszystowskich, przecież chodzi o nurt reprezentowany przez faszym B. Mussoliniego, nazizm A. Hitlera, francuskią Action Français, hiszpańską Falangę. OUN ukształtowała się na wzorcach faszystowskich, a nie „nacjonalistycznych”, nacjonalizm ma wiele obliczy, w tym oblicze nacjonalizmu integralnego, inaczej mówiąc oblicze nacjonalizmu typu faszystowskiego, czemu nie zaprzeczają nawet ukraińscy autorzy z Zachodu. W pracy naukowej rzeczy należy nazywać po imieniu, a nie z przyczyn natury politycznej uciekać się do terminologii kamuflującej istotę rzeczy.

Potwierdzeniem powiedzianego jest to, że Autor mówi, iż ideologię OUN niekiedy próbuje się porównywać z ruchem faszystowskim (s. 402). Jest to próba wybielania OUN, odseparowania jej od faszyzmu, jednakże w tym zakresie nie pomoże Autorowi nawet prawdziwe twierdzenie, że powstanie OUN nie było wynikiem przeszczepienia ideologii faszyzmu włoskiego ... na grunt ukraiński, bowiem faktycznie nie było takiego przeszczepienia, a nie było chociażby z tego powodu, że faszyzm włoski nie wypracował, nie sformułował swojej ideologii, nawet programu swego nie opracował, faszyzm włoski sprowadzał się do praktyki: do przejęcia przemocą władzy, zaprowadzenia dytatury Duce i do ekspansjii terytorialnej. Mało tego – ideologia nacjonalizmu ukraińskiego w postaci doktryny D. Doncowa, o czym była już mowa, sięga o wiele dalej, niż ideolgia A. Hitlera z jego „rasą panów” i „rasami niższymi”.

Autor z uporem godnym lepszej sprawy raz jeszcze powtarza (s. 402), że Dmytro Doncow nie był ideologiem OUN. Była już o tym mowa wyżej.

Prawdopodobnie po to, aby podkreślić, że nacjonalizm ukraiński nie był wyłącznie zjawiskiem zachodnioukraińskim, Autor pisze: Warto zaznaczyć, że choć spopularyzowany przez Doncowa nacjonalizm był nieobecny wśród Ukraińców mieszkających na wschód od Zbrucza, to on sam (to znaczy Doncow – W.P.) był przedstawicielem społeczeństwa wschodnio-, nie zaś zachodnioukraińskiego. Co oznacza, że Doncow był „przedstawiecielem społeczeństwa wschodnioukraińskiego”? Czy to społeczeństwo go w jakiś sposób wybierało, upoważniało, a potem nie mogło mieć z nim kontaktu? Czy Doncow miał jakiś mandat od społeczeństwa wschodnioukraińskiego, czy był wyrazicielem jego myśli? Nie, ale Autorowi chodzi o to, by nie zawężać nacjonalizmu ukraińskiego w rzeczy samej do Halicji, bo na Wołyniu o nim mało kto wiedział. A co do samego D. Doncowa to trzeba powiedzieć, że był to człowiek z rosyjskojęzycznej rodziny, jeden z jego braci oraz siostra do końca życia pozostali Rosjanami z wyboru. Sam Doncow pozostawał pod wpływem kultury niemieckiej, bowiem miał ojczyma Niemca, stąd jego znajomość języka niemieckiego. A w ogóle Doncow w żadnej mierze nie reprezentował ani zachodnich, ani wschodnich Ukraińców, on nigdy nie opanował literackiego języka ukraińskiego, o czym świadczy język jego Nacionalizmu. Wzmianka Autora o tym, że Doncow pochodził ze wschodniej Ukrainy może być rozumiana jako taka, która w pewnym sensie usprawiedliwia Ukraińców Halicji. Przy tym wszystkim Autorowi uszedł uwadze fakt, że Doncow z polskim paszportem (który nadał mu w Ambasadzie RP w Bukareszcie Jerzy Giedroyć) po przybyciu po wojnie do Stanów Zjednoczonych, jako autor faszystowskiej doktryny, został tam uznany za persona non grata, i że tylko dzięki staraniom przebywających w Kanadzie banderowców uzyskał on od torontońskiego pastora ukraińskiego Mychajła Fesenki poręczenie i na tej podstawie Immigration Office Kanady zezwolił Doncowowi na osiedlenie się w Kanadzie. Rozważania Autora o D. Doncowie wyraźnie mają na celu zminimalizowanie jego roli i jego doktryny w nacjonalizmie ukraińskim.

Na s. 84 Autor napisał o „sobornictwie”, nie wyjaśniając przy tym, że istniało „sobornictwo” rosyjskie, polegające na przyłączaniu do Rosji co raz to nowych ziem, ale istniało też (istnieje nadal) ukraińskie nacjonalistyczne pojęcie „sobornosti”, polegające na przyłączaniu do Ukrainy „wszystkich ukraińskich terytoriów etnograficznych”, w tym wchodzących obecnie w skład Polski, Białorusi, Rosji i innych państw.

Autorska apologia OUN wynika też z kolejnego passusu (s. 403): Niewidoczny dla postronnych obserwatorów powolny proces rozbudowywania struktur ujawnił pod koniec roku 1932 niespodziewanie masowy charakter OUN. W następnych latach liczebność jej ciągle dynamicznie wzrastała, a przeszkodą nie były nawet liczne aresztowania i surowe wyroki. Ta „masowość” przypływu do OUN w przededniu wojny wynosiła, jak sam Autor pisze, około 8-9 tys. osób (s. 337), to znaczy, że Autor grubo, bardzo grubo przesadza, co w pracy naukowej jest niedopuszczalne.

Też w Zakończeniu Autor przekracza wyznaczoną przez tytuł książki cezurę i sięga do okresu wojny, do lat 1943-1944. Ma do tego prawo, ale nie ma prawa do kamuflowania tragedii, jaka miała miejsce w tym okresie. Mianowicie - Autor formułuje pretensje do (daleko niedoskonałej według ocen niżej podpisanego) polskiej literatury przedmiotu, która, według Autora, bazuje nie na doświadczeniach lat trzydziestych, lecz wydarzeniach czasu wojny. Wówczas to doszło do krwawego konfliktu, który przyniósł liczne ofiary (s. 404). Te tylko dwa zdania zaświadczają o kierunku pracy Autora: on wyraźnie zmierza do obrony OUN okresu międzywojennego, chociaż już w dostateczny sposób została udowodniona ciągłość istoty OUN – od jej narodzin, poprzez mordy wołyńskie i halickie, do dnia dzisiejszego, tej ciągłości nikt nie zaprzecza. Do dziś OUN nie odstąpiła od swego celu strategicznego: zbudowania państwa ukraińskiego typu faszystowskiego, w skład którego weszłyby też tereny dzisiejszej Polski liczące 19.500 km². Jeżli Autor o tym nie wie, może tę informację sprawdzić w Związku Ukraińców w Polsce lub przyczytać o tym u takich autorów, jak Roman Drozd, Eugeniusz Misiło, Bohdan Huk, albo na łamach Naszego Słowa. No i „liczne ofiary krwawwego konfliktu” – bez wskazania, skoro o nich wspomiał - kim one były, kto był ich sprawcą - też daje podstawy do zarzucenia Autorowi tendencyjności, w tym przypadku przez niedomówienie.

Autor, chociaż wspomina o tzw. trzecim rozłamie w OUN, do którego ostatecznie doszło w 1954 roku na Zachodzie, to jednak nie wskazuje chociażby pobieżnie, chociażby informacyjnie tylko, że w wyniku tego rozłamu powstała „partia” pod nazwą OUN-z (OUN zagranicą) – partia składająca się z samych tylko działaczy nacjonalistycznych, bez jakiegokolwiek zaplecza członkowskiego, partia, na czele której faktycznie stanął Mykoła Łebed’, on też został zaangażowany do służb specjalnych Stanów Zjednoczonych, partia, tórej przedsięwzięcia finansowe realizowane były na koszt Stanów Zjednoczonych, na przykład powołanie do życia wydawnictwa Prołoh. Szef tego odłamu OUN Anatol Kaminśkyj oraz członkowie OUN-z, profesorowie Taras Hunczak i Jarosław Pełenśkyj, po upadku ZSRR od szeregu lat „pracują” w Kijowie.

Autor pisze też, że wraz z likwidacją ukraińskiego podziemia zbrojnego, struktury OUN istniejące na Ukrainie zostały rozgromione (s. 406). Kolejny raz należy zwrócić uwagę na sformułowanie: „z likwidacją ukraińskiego podziemia”, podczas gdy fakycznie chodzi o likwidację nawet nie nacjonalistycznego, konkretnie bowiem tylko banderowskiego podziemia. Różnica politycznie bardzo istotna, o niej Autor, będący doktorantem, zapewne wiedział.

Struktura recenzowanej książki, nakładanie się w niej niektórych tematów, mnogość opartego na źródłach materiału faktograficznego, pozwala na domyślanie się, że jest to w zasadzie, napisana w interesie OUN, praca zbiorowa firmowana przez jedną osobę - Romana Wysockiego. Niżej podpisany mieszka w Kanadzie i nie ma możności rozeznania ludzi środowiska, z którego niektórzy przynajmniej pomogli Autorowi w zebraniu materiału faktograficznego (o co trudno mieć pretensję), a przy okazji wpłynęli na kierunek pracy. Nie można wykluczyć, a raczej przyjąć należy, że recenzowana praca nie jest tworem jednoosobowym, że współpracujących z Autorem było wielu, co samo w sobie nie jest naganne, ale tylko wtedy, gdy działanie postronnych ogranicza się do pomocy i nie dotyczy rozprawy doktorskiej. Takie stanowisko niżej podpisanego wobec redagowania książki częściowo uzasadnione jest podejrzeniem, że Autor nie zna (albo zna tylko w sposób niedostateczny, na bardzo niskim poziomie) języka ukraińskiego. Na przykład: na ss. 54, 55 pisze on skrót od „Literaturno-Naukowyj Wistnyk”, jak „Ł.N.W.”, co stoi w jaskrawej sprzeczności z ukraińską fonetyką, bowiem, według Autora, tę abrewiaturę należałoby odczytywać, jak „Łytaraturno-Naukowyj Wistnyk”. Autor, okazuje się, nie wie, że występujące przed literą „i” ukraińskie „Л” czytane jest jak „L”. Na s. 83 występuje jawny halicyzm (nie „galicyzm”, bowiem galicyzmem jest konstrukcja składniowa przejęta z języka francuskiego) w postaci pisowni słowa „інтелєктуалізм, której Autor nie mógł nauczyć się w jakichkolwiek szkołach nauczających języka ukraińskiego, nawet bowiem takie źródło, jak słownik H. Hołoskewycza, słowo to podaje jak «інтелектуалізм». To samo dotyczy użytej przez Autora transkrypcji ukraińskiego słowa „orhanizaciji”, pisanej porzez niego jak „organizaciji”, co jest nieużywanym już od kilkudziesięciu lat nawet w Halicji halicyzmem, ten błąd musi pochodzić od przedwojennych haliczan (a nie „Galicjan, jak pisze Autor), a takim Autor chyba nie jest. Nie jest to błąd drukarski, bowiem powtarzany jest on na ss. 99 i 175. Ponadto na s. 236 Autor z polska, a więc nie znając języka ukraińskiego, podaje w dopełniaczu w polskiej transkrypcji ukraińską nazwę „Lisowi Czorty” jak „Lisowych Czortów”, zamiast „Lisowych Czortiw”. To nie wina składu komputerowego, książka jest wydana starannie. Na s. 40 Autor w dopełniaczu pisze: „Obok ‘Sokiłów’ istniały ...”, zamiast „Sokoliw”. Analogicznie w języku polskim wyglądałoby to tak: obok mrówków (zamiast „mrówek”) istniały też ... To tylko niektóre błędy językowe, świadczące o nieznajomości u Autora języka ukraińskiego, chociaż pozornie z recenzowanej książki wynikałoby, że zna go on doskonale. Właśnie ta nieznajomość języka ukraińskiego u Autora, w konfornracji z ilością podanego w pracy materiału bibliograficznego i źródłowego, pozwala na wniosek, że sam on nad tą książką nie pracował i że „pomoc” w tym zakresie nie mogła być pomocą samego tylko Promotora. Recenzowana praca, poszczególne jej partie, jak można sądzić z jej (językowych) negatywów i pozytywów, opracowywana była przez różnych ludzi - znających dobrze język ukraiński, jak też przez ludzi nie znających w ogóle ukraińskiego języka literackiego. Brak znajomości języka ukraińskiego u Autora wyklucza możliwość poznania przez niego osobiście bibliografii, na którą się w tak szerokim akresie powołuje.

Ilość zaprezentowanego przez Autora materiału faktograficznego i brak jego obiektywnej analizy pozwala zaliczyć jego pracę do faktograficznych, ale nie do naukowych. Przedstawioną przez Autora faktografię należy skonfrontować z innymi pracami faktograficznymi, na przykład z książką faktograficzną Petra Mirczuka, która, napisana przez dwóch czołowych banderowców, jednak bardziej odznacza się obiektywnością w porównaniu do recenzowanej tutaj książki.

Wszystko, co napisal Autor o tym, że OUN nie była organizacją faszystowską, obala jeden tylko dokument, z którego w sposób oczywisty, niepodważalby, wynika, że w okresie międzywojennym OUN była członkiem międzynarodówki faszystowskiej. Niżej podpisany opublikował dokument, który ma postać protokołu - sprawozdania z posiedzenia „Zjazdu zagranicznych narodowych socjalistów” w Stuttgardzie z 6 IX 1937 r.[4] W świetle tego dokumentu usiłowania oczyszczenia OUN z faszyzmu są co najmniej nie na miejscu w książce, która pretenduje do naukowej. OUN, jako członek „Zjazdu Zagranicznych Narodowych Socjalistów”, sama zaszeregowała siebie do narodowych socjalistów, to znaczy do faszystów. Ta międzynarodówka faszystowska, na skutek skargi OUN na Polskę, postanowiła zwrócić się do Adolfa Hitlera z prośbą, aby on zwrócił uwagę państw zaprzyjaźnionych na problem ukraiński (w Polsce). W punkcie: 7. Zjazd postanowł przekazać podjęte uchwały do wiadomości Wodzów Narodu Ukraińskiego i Niemieckiego ... rezolucje komisji biuro Zjazdu w dniu 8.IX. przesłało do Norymbergi na ręce ministra propagandy Göbbelsa celem przekazania ich Wodzom. Dokument podpisany jest przez Eppleina, prawidłowość tłumaczenia na język ukraiński zatwierdził Wołodymyr Martyneć. Dokument znajduje się w aktach sprawy karnej przeciwko Stepanowi Janiszewśkiemu w DARO, to znaczy w oddalonym od Lublina o kilkadziesiąt kilometrów Równem, jego kopię z mikrofilmu posiada niżej podpisany. Dokument ten w obszernych wyjątkach opublikował niżej podpisany w 2000 roku, ta praca była i jest dostępna w Warszawie. Z dotarciem do samego dokumentu nie sprawia trudności. Porównanie ilości źródeł, na które powołuje się Autor, z nieuwzględnieniem wyżej opisanego dokumentu, prowadzi do wniosku, że Autor nie chce znać tego dokumentu.

Recenzja niniejsza nie jest pełnym omówieniem recenzowanej książki, w niej poddano krytyce wyrywkowo tylko wybrane twierdzenia Autora, pełna recenzja tej książki wymaga odrębnego, obszernego opracowania. Ogólnie można jednak wskazać, że retoryka z zasobów propagandy ideologicznej i politycznej OUN nie może, jak w wypadku recenzowanej książki, zastępować terminologii naukowej, pracę naukową winna cechować logika myślenia, która nie może być zastępowana figurami retorycznymi z zakresu propagandy politycznej.

Podsumowując recenzję, jej autor ma odwagę twierdzić, że recenzowana książka nie odpowiada kryteriom pracy naukowej, jest ona natomiast, przy maksymalnym wykorzystaniu osiągnięć socjotechniki (nie ma w książce bezpośredniej pochwały OUN), bardzo dobrze dostosowanym do obecnych warunków podręcznikiem nacjonalisty ukraińskiego.

Od strony formalnej zauważyć należy brak w pracy indeksu nazwisk, co w utrudnia poruszanie się po niej.



* * *

Niniejsza recenzja nie jest typową lub podobną do typowej, bowiem nietypową i dalece nieobojętną dla nauki (i nie tylko dla nauki) jest recenzowana książka. Niżej podpisany świadomy jest ciężaru gatunkowego sformułowanych pod adresem Autora, Recenzentów, Promotora, jak też pośrednio całej Rady Wydziału Nauk Humanistycznych UMCS (który nadał Autorowi stopień naukowy doktora nauk humanistycznych) zarzutów. Wobec tych zarzutów, w imię dochodzenia prawdy historycznej, celem utrzymania dobrego imienia nauki polskiej, niżej podpisany sugeruje powołanie przez najwyższe polskie forum naukowe, jakim jest Prezydium PAN, Komisji składającej się z światłych, wysokomoralnych ludzi nauki z zakresu historii, politologii, prawa, filozofii, socjologii, lingwistyki, logiki, psychologii mas i ewentualnie innnych dyscyplin, dla dokonania oceny zasadności lub bezzasadności krytyki recenzowanej tutaj pracy doktorskiej Romana Wysockiego, pomijając w składzie takiej Komisji historyków, którzy brali i nadal biorą udział w organizowanych przez IPN i przez finansowany z kasy Fundacji im. Stefana Batorego (będącej filią Fundacji J. Sorosa) Ośrodek „Karta” seminariach, konferencjach naukowych itp., na przykład w dziesięciu seminariach historyków polskich i ukraińskich nacjonalistycznych. Komisja ta winna rozstrzygnąć prawidłowość poglądów na OUN, jej ideologię, programy polityczne i działania jej struktur – prezentowanych przez Romana Wysockiego i przez niżej podpisanego, przy uzwględnieniu tego, co on przedstawił w szczególności w takich swych pracach, jak Ideologia nacjonalizmu ukraińskiego oraz w pięciotomowej serii wydawniczej pt. Integralny nacjonalizm ukraiński jako odmiana faszyzmu, t. I. Źródła zbrodni OUN i UPA; t. II. Dowody zbrodni OUN i UPA; tt. III-V. Nacjonalizm ukraiński w dokumentach.[5] Nie chodzi tutaj o strarcie poglądów dwóch różnych badadczy, chodzi o rzecz bardziej istotną: o diametralnie różne poglądy na terror i ludobójstwo dokonane przez struktury badanej w recenzowanej książce formacji, chodzi o naukę polską, której poważna placówka, jaką jest UMSC, Autorowi książki nadaje stopień naukowy doktora na podstawie tendencyjnie napisanej pracy. Skrajne różnice w prezentowaniu problemu nacjonalizmu ukraińskiego nie mogą pozostawać obojętne dla nauki polskiej tym bardziej, że, według niżej podpisanego, chodzi o formację ideologiczno-polityczną, która dopuściła się zbrodni ludobójstwa na ludności polskiej i ukraińskiej oraz dopuściła się zbrodni przeciwko Pańtwu Polskiemu, zaś według Romana Wysockiego chodzi o zwyczajną strukturę polityczną, która rzekomo stanowiła ruch narodowowyzwoleńczy narodu ukraińskiego. Wyjaśnienie sporu pośrednio ma udzielić odpowiedzi na pytanie - czy za rzeź wołyńsko-halicką z lat 1943-1944, a taka rzeź miała miejsce, odpowiedzialny jest naród ukraiński, ludność ukraińska Wołynia i Halicji, czy też OUN, jej odłam w postaci OUN Bandery, jako inspirator i organizator tej rzezi. Uzyskanie tej odpowiedzi nie może być obojętne ani dla narodu polskiego, ani dla narodu ukraińskiego.

Zajęcie stanowiska co do oceny OUN jest tym bardziej konieczne, że nie tylko niżej podpisany kwalifikuje OUN i ukraiński ruch nacjonalistyczny jako ukraińską odmianę faszyzmu, ale też wielu autorów zachodnich, natomiast Autor (pośrednio też Promotor i Recenzenci) bronią tego ruchu. W przypadku uznania OUN za formację typu faszystowskiego, wówczas jego propagatorzy podpadaliby nawet pod odpowiedni przepis kodeksu karnego.

Autor niniejszej recenzji reprezentuje pogląd, zgodnie z którym: a) nie ma problemu polsko-ukraińskiego, jest tylko problem następstw działalności struktur nacjonalizmu ukraińskiego i do tego tylko problemu ograniczone są negatywne stosunki polsko-ukraińskie doby najnowszej; b) nie ma narodów zbrodniczych, są zbrodnicze ideologie i organizacje.

Składająca się z autorytetów naukowych i moralnych Komisja winna mieć na uwadze, że zajmująca się badaniem stosunków polsko-ukraiñskich doby najnowszej nauka polska dotychczas pomija w swych badaniach takie istotne problemy, jak: a) ideologia nacjonalizmu ukraińskiego (która w swej istocie idzie dalej, niż ideologia faszyzmu-nazizmu); b) programy polityczne OUN (które zakładają mordy masowe oraz wojny celem zbudowania faszystowskiego państwa ukraińskiego na wszystkich, zgodnie z ocenami OUN, ukraińskich terytoriach etnograficznych, a więc też na południowo-wschodnich terenach Polski powojennej); c) problem metod tworzenia przez OUN Bandery tzw. UPA (90% składu której wcielono do niej w drodze stosowania terroru); d) istnienie i działanie formacji OUN Bandery w postaci „Służby Bezpeky” (której ludność ukraińska bała się bardziej, niż sowieckiego NKWD czy hitlerowskiego gestapo); e) mordy masowe na ludności ukraińskiej, dokonane przez bojówki OUN Bandery (ofiarą których w latach 1941-1950 padło co najmniej 80.000 ludności cywilnej), f) stan polityczno-społeczny ludności polskiej Wołynia i Halicji czasu okupacji hitlerowskiej (ludność ta, pozbawiona przez reżm bolszewicki elit, pozostawała nie tylko bezbronna, ale też bezwolna).`

Z powiedzianego wyżej wynika, że omawiany tutaj odcinek nauki polskiej jest pod wyraźnym wpływem polityki, że ralizowane plany naukowe w postaci seminariów, konferencji, wydawnictw, używając języka obrazowego – dryfują na fali napędzanej wiatrem ukraińskich nacjonalistycznych animatorów w nauce i polityce w kierunku wybielania zbrodniczego nacjonalizmu ukraińskiego - co też uzasadnia powołanie proponowanej wyżej Komisji.

Autor recenzji unikał w niej jakichkolwiek pozanaukowych sformułowañ pod adresem Autora i innych Osób, natomiast ostrość osądów w recenzji jest wymuszona zgodnie z zamieszczonym na wstępie mottem: Exstremis malis extrema remedia. Czarnej ospy nie można leczyć neutralnie działającą maścią.



* * *



Już po napisaniu tej recenzji, w opraciu o informacje z internetu oraz Naszego Słowa, można było ustalić, że Roman Wysocki jest Ukraińcem z Polski, który:

- aktywnie działa w Związku Ukraińców w Polsce;

- w czerwcu 2004 r. wraz z Romanem Drozdem, H. Kuprianowiczem był współzałożycelem Ukraińskiego Towarzyst wa Historycznego w Polsce;

- jest adiunktem w Zakładzie Historii Najnowszej UMSC;

- w 1997 r. odbył staż na opanowanym przez zwolenników OUN Bandery Uniwersytecie im. Iwana Franki we Lwowie;

- korzystał ze stypendium Fundacji Batorego (filii Fundacji George’a Sorosa);

- w 2003 roku przebywał na stypendium w Instytucie Ukraińskim przy Uniwersytecie Harwardzkim, USA, niewątpliwie na zaproszenie prof. Romana Szporluka, który reprezentuje banderowski opunkt widzenia na historię najnowszą;

- w 2002 r. był uczestnikiem Międzynarodowego Kongresu Ukrainistów w Czerniowcach;

- w 2000 r. był uczestnikiem Międzynarodowego Kongresu Naukowego zorganizowanego przez działaczy banderowskich w Czerniowcach.

Oto dlaczego Roman Wysocki w duchu banderowskim napisał recenzowaną książkę. Czy rektor UMCS, prof. M. Harasimiuk, zdaje sobie sprawę z tego, że w kierowanej przez niego uczelni kultywuje się historię stosunków polsko-ukraińskich doby najnowszej, w szczególności historię Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, według banderowskiego schematu?



* * *



Wobec faktu, że badająca stosunki polsko-ukraińskie doby najnowszej nauka polska pomija w swych badaniach szereg wyżej wspomnianych problemów, przez co oczywiście co narusza zasadę kompleksowoœci badań, uważam za słuszne i potrzebne opublikowanie wygłoszonego w dniu 3 lipca 2003 roku w Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego mego referatu pt. 60 rocznica mordów wołyńskich: stan nauki polskiej. Mija rok od wygłoszenia tego referatu[6], a do jego tez do dziś nie ustosunkował się żaden z polskich historyków, co, jak widać, świadczy o ich niezainteresowaniu lub braku odwagi cywilnej do ustalenia prawdy historycznej o zjawisku w postaci faszystowskiego typu ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Taki stan może być następstwem wpływów politycznych na naukę polską, bądź niedostatecznym stanem badań problemu.

[1] Oryginalna nazwa z halicka: Front Nacionalnoji Jednosty

[2] Podobnie jak i Roman Drozd, który w swej książce "Ukraińska Powstańcza Armia" nie opublikował materiałów z II. WZUN
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014