Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumGrudzień 10 2018 10:04:56
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 6
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
Składanie kwiatów 3
Składanie kwiatów 3
VI Dzień Kultury Kresowej w Kędzierzynie-Koźlu 6.06.2009 r.
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Podręcznik nacjonalizmu ukraińskiego cz.1
Wstęp do recenzji



“Podręcznik nacjonalisty ukraińskiego”



Taki tytuł powinna mieć książka Romana Wysockiego, wydana pod tytułem Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów 1929-1939. W książce tej jej Autor utożsamił zbrodniczą, terrorystyczną, faszystowskiego typu Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), z narodem ukraińskim, z ludnością ukraińską Wołynia i Halicji. Tam, gdzie chodzi o Ukraińską Wojskową Organizację (UWO) lub o OUN, Autor pisze: „dążenia Ukraińców”, zamiast „dążenia ukraińskich nacjonalistów”. Autor gloryfikuje OUN , pisząc, że miała ona „potężną bazę w ludności ukraińskiej” itd., itp.

Dla Romana Wysockiego nie mają znaczenia wartości obiektywne oparte na dowodach archiwalnych, prace o faszystowskim charakterze OUN, dla niego autorytetami są ukraińscy nacjonalistyczni pseudohistorycy, tacy, jak Petro Mirczuk i Stepan Łenkawśkyj, jak Zynowij Knysz. Roman Wysocki nie chce widzieć różnicy między funkcjonującymi w Europie nacjonalizmami, bo to mu pomaga w wybielaniu OUN, bo skoro był nacjonalizm polski, czeski, białoruski i był (jest nadal) ukraiński, to o czym mówić? Wysocki nie chce przyjmować do wiadomości faktu, że między „nacjonalizmami” istnieją zasadnicze różnice, a najważniejsze, że nacjonalizm ukraiński, reprezentowany przez OUN, był, od jego narodzin i jest do dziś, nacjonalizmem typu faszystowskiego. Przy tym Wysocki wyraźnie zaprzecza istnienie wspólności nacjonalizmu ukraińskiego z włoskim faszyzmem, niemieckim nazizmem, chorwackim ustaszami itp.

Celem uniknięcia prawdziwej charakterystyki OUN, Autor z rozmysłem pomniejsza znaczenie ideologii nacjonalizmu ukraińskiego, usiłuje przedstawić D. Doncowa jako polonofila, z rozmysłem nie porusza programów politycznych OUN. W mającej być historyczną pracy, Autor pomija ważne dla ustaleń zaszłości prawo międzynarodowe i prawo państwa polskiego.

W książce R. Wysockiego można znaleźć informacje mogące stanowić instrukcje – jak powoływać do życia nielegalne, terrorystyczne organizacje, jak tworzyć ich komórki, jak dobierać członków organizacji, jak i gdzie tworzyć podziemną nielegalną literaturę, jak ją kolportować w kraju. W książce podane są informacje o „bohaterach” narodowych, którzy w rzeczy samej byli terrorystami dopuszczającymi się zbrodni morderstw, rabunków z bronią w ręku, szpiegostwa na rzecz wrogich Polsce państw, są w książce informacje o tym, jak czcić tych „bohaterów”. R. Wysocki wyraźnie usprawiedliwia stosowanie w walce politycznej terroru, co u początku XXI. wieku musi wzbudzać nie tylko kategortyczne sprzeciw, ale też zakaz.

Roman Wysocki miał prawo napisać taką książkę, z treści której wyraźnie wynika sympatia Autora do UWO-OUN, do nacjonalizmu ukraińskiego, którego struktury dopuściły się zbrodni ludobójstwa na ludności polskiej i ukraińskiej. Co prawda, książka R. Wysockiego nie obejmuje okresu tego ludobójstwa, ale on o nim nie może nie wiedzieć.

Roman Wysocki miał, wątpliwe pod względem moralnym, a także prawnym (pochwała faszyzmu zgodnie z prawem polskim i pastw europejskich jest karana) prawo taką książkę napisać, ale ... ta książka stanowiła pracę doktorską Autora na Uniewersystecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Autor napisał tę książkę pod kierunkiem prof. dr. hab. Tadeusza Radzika, recenzentami tej książki byli profesor Uniwersytetu Warszawskiego prof. dr hab. Andrzej Chojnowski oraz profesor Instytutu Historii UMCS Emil Horoch. Książka Romana Wysockiego była przedmiotem obrony jego pracy doktorskiej, na jej podstawie w 1999 roku Wydział Nauk Społecznych UMCS nadał Romanowi Wysockiemu stopień naukowy doktora. Książka ukazała się w Wydawnictwie Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Przez cztery lata, do czasu (luksusowego) opublikowania książki, nikt nie zaniepokoił się panującym na UMCS stanem rzeczy, w którym dokonuje się rehabiltacji, a nawet gloryfikacji zbrodniczego ruchu ideologiczno-politycznego w postaci Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Nikt spośród kilkudziesięciu pracowników naukowych UMCS biorących udział w procesie doktoryzacji Romana Wysockiego, nie zauważył braków metodologicznych i merytorycznych w pracy R. Wysockiego, nikt nie zauważył jej wyraźnej tendencyjności, oczywistej nianukowości.

Dopiero po opublikowaniui książki, nie będący historykami ani politologami, przyjaciele z Krakowa, zwrócili się do mnie o napisanie recenzji na tę książkę, sugerując, że może ona (recenzja) być opublikowana w jednym z czasopism historycznych. Lektura książki Romana Wysockiego potwierdziła moje obawy co do tego, że zajmująca się stosunkami polsko-ukraińskimi doby najnowszej nauka polska jest na zastraszająco niskim poziomie. Przyczyny tego stanu rzeczy upatruję we wpływaniu polityki na tę dziedziną nauki polskiej. Wpływ ten odbywa się za pośrednictwem dziwolągu w strukturze naukowej, jakim jest Biuro Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej, a więc organu faktycznie nie naukowego, lecz państwowego, w którym zatrudniono historyków wyraźnie do badań naukowych nie przygotowanych, na przykład Grzegorza Motykę, Tomasza Stryjka, dla których, jak i dla R. Wysockiego, autorytetami są ukraińscy nacjonalistyczni, szczególnie tej radykalnej, banderowskiej proweniencji, autorzy. Ich wpływ na zajmującą się stosunkami polsko-ukraińskimi naukę polską jest widoczny gołym okiem. Inną przyczyną tego niewesołego stanu rzeczy jest niepodejmowanie przez polskich historyków samodzielnych badań archiwów ukraińskich, co, prawdopodobnie, jest skutkiem nieznajomości języka ukraińskiego i jego halickiego dialektu.

Obiektywnie rzecz biorąc, pojawienie się książki Romana Wysockiego powinno było wywołać gwałtowną reakcję nie tylko ze strony polskich historyków, ale też, a może przede wszystkim, ze strony potomków wymordowanej na Wołyniu i w Halicji ludności polskiej, ze strony tych, którzy przeżyli i byli świadkami tragedii. Nic takiego nie nastąpiło, nadeszła tylko adresowana do mnie sugestia napisania recenzji, z jednoczesnym zastrzeżeniem, że musi ona unikać ostrych sformułowań, ostrych osądów, że nie może ona wykraczać poza ogólnie przyjęte standardy recenzji pracy naukowej. Rozumiem szlechetne intencje moich Przyjaciół, naukowców z prawdziwego zdarzenia. Recenzję, bardzo wyważoną, napisałem, ale nie mogłem napisać ani krótkiej, zwyczajowo na kilkunastu stronach, ani nie mogłem obejść w niej mego stosunku do Autora, Promotora i Recenzentów recenzowanej książki, nie mogłem uniknąć w niej oceny polegającej na tym, iż praca R. Wysockiego w gruncie rzeczy stanowi podręcznik dla nacjonalisty ukraińskiego banderowskiej proweniencji. Mam podstawy do podejrzeń, iż ta książka jest pracą zbiorową formalnie autoryzowaną przez Romana Wysockiego.

Po napisaniu recenzji jej tekst wraz z krótkim listem przesłałem do Osoby, która decydowała o ewentualnym jej opublikowaniu:

Szanowny Panie Profesorze, nasz wspólny znajomy z Krakowa zasugerował mi napisanie recencji na książkę Romana Wysockiego Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów 1929-1939. Przesyłam tę recenzję Panu i pytam, czy mam ją przesłać Wydawnictwu. Zdaję sobie sprawę z ostrości recenzji i jej rozmiarów, ale tego nie można było uniknąć, problem jest zbyt poważny, aby podchodzić do niego w białych rękawiczkach. Niech się raz rozstrzygnie: albo polska nauka idzie na pasku polityki i będziemy mieć to co recenzuję, albo nauka historii stanie na grunt prawdy historycznej. W recenzji poruszyłem niektóre tylko problemy, fałsz recenzowanej książki wymagałby recenzji w formie książki. Waga problemu nie zezwala na krótsze potraktowanie zarzutów. Dla zrozumienia mego stanowiska przesyłam opracowany na sesję naukową w Krakowie referat. Jeżeli Wydawnictwo nie opublikuje recenzji w takiej formie, jaką ją przesyłam, to chcę wiedzieć o tym, wtedy podejmę kroki w kierunku wydania jej w formie broszury. Pozostaję z szacunkiem – Wiktor Poliszczuk.

Otrzymałem następującą odpowiedź:

Szanowny Panie,

Bardzo dziękuję za nadesłany tak szybko tekst recenzji. Przeczytałem ją z uwagą i sądzę, że byłoby dobrze, gdyby Czytelnicy Wydawnictwa mogli zapoznać się z esencją Pańskiej argumentacji, podważającej wywody Wysockiego. Ale właśnie – z esencją, skrótem, streszczeniem. Pan przysłał recenzję na 60 znormalizowanych stron. Największa recenzja, jaką możemy przyjąć, nie może przekraczać 15-20 stron maksimum. Gdyby był Pan uprzejmy dokonać streszczenia, to z chęcią wydrukujemy je w najbliższym wydaniu. Jeżeli wolno mi cokolwiek zaproponować, to wydaje mi się, że można by tekst przy skracaniu „wychłodzić” emocjonalnie, to znaczy zostawić same argumenty naukowe, zrezygnować z epitetów. Ale oczywiście Pan będzie wiedział najlepiej gdzie szukać miejsca dla skrótów. Pozdrawiam i kłaniam się .................

Skróciłem tekst, ale nie „wychłodziłem” go, nie chciałem aby formalności w postaci niepełnej informacji o wydaniu książki stało się zadość. Recenzja ostatecznie nie została opublikowana. Moje, będące wynikiem ponad dwudziestoletnich badań, ustalenia co do ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, badań opartych o kwerendę ukraińskich i rosyjskich archiwów, pozostają w sprzeczności z wynikami badań historyków polskich. Publikacja recenzji na kiążkę Romana Wysockiego stanowi wyzwanie pod adresem nauki polskiej. Jej najpoważniejsi, skupieni w PAN, przedstawiciele, powinni rozstrzygnąć kto ma rację: ja, czy autorzy pokroju Romana Wysockiego, Grzegorza Motyki, Tomasza Stryjka, nie mówiąc już o takich historykach, jak Roman Drozd, Eugeniusz Misiło czy Igor Hałagida, którzy, jak jeden mąż, utożsamiają interesy zbrodniczej OUN z interesami i postawami narodu ukraińskiego, którzy bezzasadnie kwalifikują struktury OUN jako ruch niepodległościowy narodu ukraińskiego.

Niedoskonałość nauki polskiej w omawianym zakresie nie jest rzeczą najtragiczniejszą, tragedią jest jawna niechęć dążenia do ustalenia prawdy historycznej, na co wskazałem na UJ w 2003 roku w wygłoszonym tam referacie. Historycy polscy nie dysponują dokumentami archiwalnymi z archiwów ukraińskich, ja dysponuję około 10.000 stron takich dokumentów – uchwałami OUN, rozkazami, sprawozdaniami z akcji antypolskich UPA i innymi, mam dostęp do ponad 140.000 stron dokumentów z archiwum Wojsk Wewnętrzych NKWD Okręgu Ukraińskiego za 1944 rok (Biblioteka Uniwersytetu Torontońskiego), dysponuję bibliografią, w oparciu o którą, nie wychodząc z domu, można napisać kilkadziesiąt prac magisterskich, kilkanaście doktorskich i kilka habilitacyjnych. W latach 2002-2003 opublikowałem 548 dokumentów archiwalnych w języku oryginału z tłumaczeniem na polski. Ani IPN, ani jakakolwiek inna instytucja naukowa w Polsce, nie zainteresowała się tym materiałem, nikt nie wszedł ze mną w kontakt celem ewentualnej współpracy. Oto jest problem – całowity brak zainteresowania ujawnieniem pełnej prawdy historycznej o istocie nacjonalizmu ukraińskiego.

Polemika naukowa należy do metod dochodzenia do prawdy. Opublikowałem dwa tomy kompleksowego opracowania zagadnienia: Źródła zbrodni OUN i UPA oraz Dowody zbrodni OUN i UPA. Nikt spośród polskich historyków nie podjął się zaprzeczenia moich, opartych o dokumenty archiwalne, ustaleń i ocen, nikt nie podjął ze mną polemiki, co przyjmuję jako brak podstaw do kwestionowania moich tez naukowych. Kwestionuję dotychczas panujące w nauce polskiej poglądy na stosunki polsko-ukraińskie doby najnowszej, podważam je przy pomocy opartych na dokumentach argumentów. Większość historyków polskich jak gdyby nie zauważa moich prac, a niektórzy z nich, jak na przykład Grzegorz Motyka, Ryszard Torzecki, Roman Drozd, w swej bezsilności wobec mojej logiki - uciekają się do niskich, niemoralnych pomówień mnie o to, że byłem prokuratorem wojskowym, a nawet agentem KGB. Nie tracę nadziei, że historia nauki polskiej w przyszłości osądzi ich według zasług.

Nadto wskazuję na bardzo niepopularną przyczynę panującego w Polsce stanu rzeczy, przeprowadzona przeze mnie analiza w tym zakresie doprowadziła do następującego wniosku: Stany Zjednoczone na fali prowadzonej od 1946 roku „zimnej wojny” przeciwko Związkowi Sowieckiemu, wykorzystywały nacjonalistów ukraińskich, którzy po wojnie przedostali się na Zachód, wielu spośród nich Stany Zjednoczone i Wielka Brytania zaangażowały do swoich służb specjalnych. Po upadku Związku Sowieckiego celem strategicznym Stanów Zjednoczonych co do Ukrainy jest jej odizolowanie od Rosji, w tym zakresie ze strony ukraińskiej jedynie nacjonaliści ukraińscy mogą być i są pomocnymi w realizaji tej strategii, bowiem na Ukrainie nie ma innych, wyraźnie antyrosyjskich, sił. W tym zakresie nacjonaliści ukraińscy stali się naturalnymi sojusznikami Stanów Zjednoczonych. Ujawnienie pełnej prawdy historycznej o zbrodniczości nacjonalizmu kraińskiego pozbawiłoby Stany Zjednoczone tego sojusznika, a poza tym – sojusznika nie wypada obarczać zarzutem dokonania w latach 1943-1944 ludobójstwa na ludności polskiej (co najmniej 120.000 bezbronnych ofiar) oraz w latach 1941-1950 na cywilnej ludności ukraińskiej (co najmniej 80.000 ofiar – od starca do niemowlęcia).

Polska jest wiernym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, władze Polski, w dużej mierze z winy nauki, błędnie przyjmują, że struktury polityczne i zbrojne nacjonalizmu ukraińskiego stanowiły ruch niepodległościowy narodu ukraińskiego. Ulegająca wpływom politycznym nauka polska nie potrafi lub nie chce sformułować przeciwstawnych temu poglądowi wniosków i opinii.

Oto dlaczego o zbrodni katyńskiej mówi się i pisze bardzo dużo, IPN wszczął śledztwo w sprawie wymordowania przez NKWD ponad 25.000 obywateli polskich (wśród których zamordowany został też mój Ojciec), chociaż ujawniony został dokument w postaci uchwały Biura Politycznego WKP(b) z 5 marca 1940 roku, podpisanej przez Stalina, Mołotowa, Kaganowicza, Kalinina, Woroszyłowa i innych, nakazującej rozstrzelanie ich bez przedstawienia zarzutów, bez śledztwa, bez udziału sądu. Natomiast IPN nie wszczął śledztwa w sprawie ludobójstwa na ludności polskiej, dokonanego przez struktury OUN. Prowadzone śledztwa w sprawach o konkretne zabójstwa na ludności polskiej nie równoważą potrzeby śledztwa wobec inicjatorów i organizatorów tego ludobójstwa.

W odpowiednim miejscu tego opracowania jest mój adres, chciałbym otrzymać od Czytelników opinie o moim stanowisku wobec książki Romana Wysockiego – zarówno od historyków, jak i od nie trudniących się nauką ludzi. Chciałbym wiedzieć, czy i kto podziela moje stanowisko wobec tego, że recenzowana przeze mnie książka R. Wysockiego w rzeczy samej jest podręcznikiem nacjonalisty ukraińskiego.

Powyższe oraz recenzję napisałem dwa lata temu, dotychczas nie znalazłem chętnego do wydania tego opracowania.



Toronto, luty 2006 rok



Recenzja książki Romana Wysockiego



Roman Wysocki: Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów w Polsce w latach 1929-1939, Lublin, 2003, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.

Extremis malis extrema remedia



Niżej podpisany przyjmuje, że nie ma potrzeby przeprowadzania dowodu na to, iż ruch oparty o zbrodniczą ideologię i o zbrodnicze programy polityczne należy obowiązkowo kwalifikować jako ruch zbrodniczy. Takim ruchem był integralny nacjonalizm ukraiński wraz z jego formą organizacyjną w postaci powstałej w 1929 roku Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

Recenzja pracy Romana Wysockiego w opracowaniu niżej podpisanego zmierzać będzie do wykazania, że jest ona pozbawiona cech pracy naukowej, i to mimo, iż stanowiła ona rozprawę, na podstawie której Autorowi nadano stopień naukowy doktora, mimo, że promotorem tej pracy był prof. hr bab. Tadeusz Ruszik, że tę książkę recenzowali jako naukową prof. dr hab. Andrzej Chojnowski i prof. dr hab. Emil Horoch.. Nie może stanowić pracy naukowej książka, która traktuje o organizacji zbrodniczej w konwencji, zakamuflowanej co prawda, ale jednak jej apologii, a w szeregu wypadków w konwencji stosowania terminologii właściwej dla ukrycia zbrodniczego charakteru organizacji, co jest następstwem stosowania w wysokim stopniu osiagnięć socjotechniki. Nie może być kwalifikowana jako naukowa praca, która zaszłości historyczne traktuje z pominięciem prawa międzynarodowego i prawodawstwa państwa, na obszarze którego miały one miejsce, jak też z pominięciem, mającej ważne znaczenie dla omawianego przedmiotu, geopolityki, przez co jest pozbawiona cech historyczności; która świadomie pomija elementy najistotniejsze omawianego przedmiotu i ich analizę; która oparta jest o selektywnie dobraną bibliografię; która tendencyjnie pomija niepasującą do konwencji książki literaturę. Obiektywny badacz nie może obchodzić milczeniem twierdzeń autorów inaczej niż on przedstawiających problemy, a tak właśnie czyni autor recenzowanej pracy. Obiektywny autor powinien inne, niż jego twierdzenia, obalać, stosując logikę faktów i ich interpretację, a tak Autor recenzowanej książki nie czyni. Przykładem na ostatni zarzut jest przemilczanie przez Autora ujawnionego przez niżej podpisanego, bardzo istotnego dla kwalifikacji omawianego ruchu faktu, że OUN w okresie międzywojennym była członkiem międzynarodówki faszystowskiej. Tymczasem Autor całkowicie bezpodstawnie zaprzecza faszystowki charakter OUN. Obiektywny badacz nie może nie zająć stanowiska wobec organizacji terrorystycznej, która jest przedmiotem pracy, a która dopuszczała się zbrodni zabójstw, zbrodni przeciwko Państwu, która dopuściła się zbrodni ludobójstwa. W takim wypadku nie można ograniczać się cezurą czasową, czego, zresztą, w odniesieniu do innych, niż zbrodniczość omawianej organizacji, problemów, Autor nie czyni. Samo przedstawianie faktów nie jest nauką historii, może ono stanowić zbiór kronik. Obiektywny autor nie może unikać ocen opisywanch faktów i zdarzeń. Nie jest, na przykład, fragmentem pracy histotycznej autora, który napisze, że we wrześniu 1939 roku Niemcy zajęły Polskę i rozpoczęły pięcioletnią okupację tego kraju, fragmentem historycznym stanie się on wtedy, gdy historyk, bez emocji, zgodnie z zasadą sine ira et studio, wskaże, że to działanie Niemiec stanowiło agresję, pogwałcenie norm prawa międzynarodowego i było wstępem do realizacji polityki Drang nach Osten, gdy opisze formę okupacji kraju, w tym tworzenie na terenie pozostającego w status quo ante bellum Państwa Polskiego obozów koncentracyjnych, gdy opisze eksterminację, będącą następstwem rasistowskiej ideologii i polityki III. Rzeszy, ludności żydowskiej. Takiej zasady wobec opisywanej przez Autora OUN on nie stosuje, a więc pozbawia swoją książkę cech naukowości, w szeczególności cech historyczności.

Konwencja proponowanej recenzji jest uwarunkowana konwencją recenzowanej książki. Wobec tego, że recenzowana książka zawiera powtórzenia całych tematów (np. podrozdział Dmytro Doncow i ideologia czynnego nacjonalizmu oraz Kształtowanie się ideologii OUN) - recenzja poddaje krytyce twierdzenia Autora w miarę, jak one formułowane są w publikacji, a nadto odrębnie omówi istotne, pominięte w książce całkowiecie lub potraktowane jako mało ważne, problemy.

Już we Wstępie Autor, mając na myśli zrodzony po I. wojnie światowej ukraiński ruch nacjonalistyczny, pisze, że dążenia Ukraińców (podkr. W.P.) nie miały charakteru ‘rewanżu’ za utraconą w wyniku wojny pozycję (s. 9). Jakich Ukraińców Autor ma na myśli - komunistów ukraińskich w Halicji, na Wołyniu, albo tych mieszkających na Ukrainie na wschód od Zbrucza? Już samo to uogólnienie nacjonalistów ukraińskich z Ukraińcami w ogóle, wskazuje na stosowanie przez Autora retoryki z arsenału propagandy nacjonalizmu ukraińskiego, takie nienaukowe utożsamianie praktykowane jest w całej książce, nie odpowiada ono podstawowym kryteriom pracy naukowej, taka bowiem ma obowiązek stosowania ścisłej terminologii.

Wstęp w pracy Autora jest obszerny, zawiera 29 stron, w nim Autor ukazuje OUN jako taką, która podstawę swego istnienia w II. RP znajdowała w potencjale populacji ludności ukraińskiej, która stanowiła potężną bazę dla OUN (s. 10). Rzeczywistość przeczy temu twierdzeniu: bazą OUN była tylko Halicja, z terenu której pochodzili główni animatorzy tworzenia ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, ale było ich niewielu, to byli ci spośród oficerów Ukraińskiej Halickiej Armii (UHA), którzy przegrali wojnę z Polską i, wbrew twierdzeniu Autora, dążyli do rewanżu. Andrij Biłynśkyj napisał o nich przekonywująco, że powołanie do życia UWO, a potem OUN, było ucieczką przed odpowiedzialnością za przegraną wojnę, i to nie tak przed obcymi, jak przed własnym narodem. Po zakończeniu II. wojny światowej, po powstaniu za Zbruczem sowieckiej Ukrainy, ludność ukraińska Halicji, z bardzo małymi wyjątkami, odetchnęła, rada była, że nie utrzymała się Socjalistyczna Halicka Republika. Ludność Halicji zaczęła żyć życiem pokojowym, nadal koligaciła się z ludnością polską i wcale nie stanowiła dla OUN potężnej bazy. Autor jednak nie dokonał badań nad stanem społeczno-psychologicznym ukraińskiej ludności Halicji odpowiedniego okresu, pominął on pracę A. Biłynśkiego,[1] bowiem ona nie pasowała do przyjętej przez Autora koncepcji wybielania OUN.

Broniąc w sposób dorozumiany OUN przed zarzutem zbrodniczości, Autor mówi, że OUN nie była jedynym reprezentantem ani szeroko rozumianego nurtu narodowego, ani wąsko pojmowanej jego części – nurtu nacjonalistycznego (s. 10), bo przez to przynajmniej częścią zbrodniczych poczynań tego nurtu można obciążyć ukraiński żywioł nacjonalistyczny, organizacyjnie nie będący podporządkowany UWO-OUN. Tymczasem znajomość istoty OUN jako formy zorganizowanej ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, metod jego działania w szczególności, pozwala wykluczyć reprezentowanie ukraińskiego nurtu nacjonalistycznego przez inne, niż OUN, formacje.

Też we Wstępie Autor mówi, że w historiografii polskiej istnieje znacząca liczba prac omawiających problematykę związaną z działalnością OUN w sposób daleki od obiektywności i rzetelności ... do takich pozycji zaliczyć należy prace ... W. Poliszczuka ... tego rodzaju sposób ujmowania historii związany jest nie tylko z literaturą peerelowską ... (s. 19). Autor pracy naukowej nie może uciekać się do politycznych motywacji, a tym bardziej do inwektyw, powinien natomiast podjąć merytoryczną polemikę oponentami, czego R. Wysocki nie czyni. Autor, zamiast podjąć się wskazania na niedorzeczność. bądż inne wady, między innymi prac niżej podpisanego, rzuca: one są związane z literaturą perelowską! Podpisany niżej przypomina więc Autorowi, że w czasie PRL napisał on i „opublikował” w formie kilkunastu, sporządzonych przez kalkę kopii, następujące opracowania: Prawa człowieka w teorii i praktyce ZSRR; Prawa narodów w teorii i praktyce ZSRR oraz Zarys anatomii bolszewizmu. Na temat nacjonalizmu ukraińskiego niżej podpisany w PRL niczego nie napisał. Poza tym – Autor wśród prac niżej podpisanego nie wymienia Dowodów zbrodni OUN i UPA, stanowiącej dysertację habilitacyjną (Toronto, 2002), a recenzowana książka ukazała się w 2003 roku. W pracy naukowej nie wolno pomijać niewygodnych pozycji bibliografii przedmiotu.

Autor mówi, że jego główna uwaga spoczywa na pojęciu nacjonalizm używanym powszechnie (s. 26), a więc przyznaje on, że nie dokonał naukowej klasyfikacji nacjonalizmów, które są przecież, jak i socjalizmy, bardzo różne. Autor, jak widać, za wszelką cenę pragnie uniknąć zakwalifikowania powstałego po I. wojnie światowej nacjonalizmu ukraińskiego jako nacjonalizmu integralnego, to znaczy typu faszystowskiego, on nawet przejawia skłoności do utożsamiania pojęć „nacjonalistyczny” i „narodowy”, mało co różniąc się w tym względzie od tendencji ukraińskiej propagandy nacjonalistycznej, która utożsamia (integralny) „nacjonalizm” z „patriotyzmem”.

Też ze Wstępu do książki jasno wynika, że Autor zdecydował się zaliczać OUN do wyłącznie ruchu niepodległościowego (s. 27), a więc godnego obrony, a nawet poparcia i pozytywnej oceny jego przeszłości. W tym celu mówi on, że w latach trzydziestych ideologia OUN miała jeszcze charakter teoretyczny i pod wieloma względami pozostawała ciagle niesprecyzowana. (s. 27). Autor, jak to będzie wynikało z dalszych jego sformułowań, zaprzecza faktowi, że ideologią OUN była doktryna D. Doncowa, bo takie zaprzeczenie jest mu potrzebne do wybielenia tejże OUN. Z wykorzystanej przez Autora bibliografii widać, że miał on wielu pomocników w jej dobieraniu, ale też dokonywał jej selekcji. Gdyby Autor zechciał skorzystać ze wspomnień o pobycie w więzieniu we Wronkach nacjonalisty ukraińskiego, księdza greckokatolickiego, po wojnie doktora teologii chrześcijańskiej, Jurija Fedoriwa pt. Wronky, to by musiał przyznać, że wprost przeciwnie – ideologia nacjonalizmu ukraińskiego według Dmytra Doncowa w połowie lat 1930-ch w kołach nacjonalistów ukraińskich odgrywała rolę decydującą, była ona traktowana jako esktremalnie obowiązujacy etos, zgodnie z którym od nacjonalisty ukraińskiego wymagało się wyrzeczenia się wszystkiego: ojca i matki, Boga i sumienia, prawa i etyki, miłości bliźniego oraz osobistych uczuć ludzkich. W imię jednego: zdobędziesz ... albo zginiesz.[2]

W rozdziale pt. Formowanie się ukraińskiego nurtu nacjonalistycznego. Od Ukraińskiej Organizacji Wojskowej do Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Autor mówi o procesie radykalizacji społeczeństwa zachodnioukraińskiego (s. 31) po I. wojnie światowej, co nie odpowiada rzeczywistości, brak jest na to dowodów. UWO powstała nie w następstwie „radykalizacji” społeczeństwa, UWO powstała na skutek postawy garstki haliczan, którzy przegrali wojnę z Polską. Wspomniany A. Biłynśkyj mówi, że oni, ta garstka ludzi, zamiast wyciągnąć wnioski z przegranej, poszła w kierunku rewanżu, mając nadzieję na obalenie ustalonego po I. wojnie światowej ładu w Europie, inaczej mówiąc, w kierunku rewizji granic Europy. W tym sensie interes tej garstki haliczan był tożsamy z interesem Republiki Weimarskiej, stąd znane działania UWO na terenie Niemiec i w interesie Niemiec.

Autor pisze, że według założycieli UWO jej powstanie wynikało z potrzeby powołania organizacji kontynuującej tradycje armii ukraińskiej i zdolnej do przeprowadzenia akcji sabotażowych, podtrzymania nieprzychylnych wobec nowych nieukraińskich władz państwowych nastrojów i budowania przekonania o potrzebie walki. W swej oreintacji politycznej UWO miała trzymać się z dala od sojuszy z Polską i Rosją. Miała również nie służyć interesom innych państw, choć uświadomiano sobie konieczność poszukiwania sujuszników (s. 45).

Jedno zdanie, a tyle w nim przewrotności, ono warte jest odrębnej analizy w kierunku udowodnienia jego tendencyjności, tutaj jednak trzeba ograniczyć się do skrótów. Autor usadowił UWO jak gdyby w próżni politycznej, jak gdyby w kontynuowaniu wojny halicko-polskiej, a tymczasem I. wojna światowa zakończyła się w 1918 roku, wojna z ZURL zakończyła się w 1919 roku, powstało Państwo Polskie, które na obszarze Halicji wykonywało administrację do 15 marca 1923 roku, a po tej dacie Halicja została włączona do tego państwa jako część jego terytorium, armia ZURL, która poniosła klęskę, przestała istnieć, na wschód od Zbrucza zwyciężył bolszewizm, ludność ukraińska Halicji i Wołynia w swej większości rada była pozostawać w ramach państwa polskiego, aby tylko nie podlegać reżimowi bolszewickiemu. Na ten czas ukształtowało się prawo międzynarodowe, zgodnie z którym Wołyń i Halicja stały się częścią Państwa Polskiego, mieszkańcy tych obszarów z mocy prawa stali się obywatelami polskimi, w tym państwie wprowadzone zostało prawo państwowe, administracyjne, cywilne, karne, przepisów którego wszyscy obywatele mieli obowiązek przstrzegać.

Tymczasem Autor prezentuje UWO jako kontynuację tradycji armii ukraińskiej, zamiast wyraźnie powiedzieć, że UWO z faktu swego urodzenia była organizacją terrorystyczną, zakładającą permanentne naruszanie prawa międzynarodowego i prawa państwa polskiego. Takiego charakteru nie miała ani armia URL, ani armia ZURL - UHA. Powstanie i działania UWO pozostawały poza prawem, były, wobec stosowanego przez nią terroru, zbrodnicze, tymczasem armia ukraińska, zarówno w postaci UHA, jak i armia URL, były formacjami legalnymi, nie mogącymi stanowić podstawy do porównywania ich z UWO.

Autor w sposób zawualowany pisze o podtrzymywaniu nieprzychylnych wobec nowych nieukraińskich władz państwowych nastrojów, to znaczy wobec władz Polski, co powinien powiedzieć bez tzw. „owijania w bawełnę”.

Twierdzenie Autora, że UWO miała trzymać się z dala od sojuszy z Polską i Rosją jest pozbawione logiki, ale robi wrażenie równorzędności podmiotów - UWO oraz Polski i Rosji. Polska, jak i Rosja Sowiecka, były podmiotem prawa międzynarodowego, zaś UWO była organizacją terrorystyczną, podkreślenie czego ważne jest dziś, w dobie szerzacego się terroryzmu w skali światowej.

Autor w sposób enigmatyczny pisze o konieczności poszukiwania sojuszników przez UWO. O jakich „sojusznikach” może być mowa, gdy UWO była organizacją terrorystyczną? Mogła wchodzić w grę jedynie współpraca z inną organizacją terrorystyczną, ale nie z państwami. Mimo twierdzeń w literaturze przedmiotu o sojuszu UWO i OUN z Niemcami, taki sojusz nigdy nie miał miejsca, bowiem podmioty nie były równe ani w sensie prawa, ani w sensie logiki, ani w sensie faktów: UWO, a potem OUN, były jedynie instrumentalnie wykorzystywane przez Niemcy w toku realizaji ich celów, UWO-OUN służyły Niemcom, licząc na ich popracie lub pomoc. Rodzaj współpracy istniał jedynie na wspomnianej wyżej płaszczyźnie ideologiczno-politycznej: europejskie ruchy faszystowskie skupione były w jednej organizacji – międzynarodówce faszystowskiej, ale to były ruchy ideologiczno-polityczne, a nie państwa.

Autor w całym tekście dopuszcza się utożsamiania pojęć „nacjonaliści ukraińscy” i „Ukraińcy”, przez co interes OUN bezzasadnie utożsamia z interesem narodu ukraińskiego lub przynajmniej ludności ukraińskiej Halicji.

Prezentowane przez Autora w książce fakty-wydarzenia w postaci podpaleń, terroru, sabotażu, „ekspropriacji” (wielokrotnie w tekście), bez ich kwalifikacji jako przestępstw przeciwko ustalonemu porządkowi prawa międzynarodowego i prawa polskiego, nie odpowiadają wymogom pracy naukowej.

Już była mowa o tym (trzeba to za każdym razem akcentować jako wyraźnie tendencyjne), że Autor w sposób niedopuszczalny w pracy naukowej utożsamia nacjonalistów ukraińskich z Ukraińcami w ogóle, pisze on bowiem, że ujawnienie w 1922 r. przez Mychajła Dzikowśkiego, aresztowanego w sprawie zabójstwa Twerdochliba, członków UWO, umożliwiło policji polskiej osłabienie struktur ukraińskiego podziemia (s. 46). Co to znaczy – „ukraińskiego podziemia”? Dlaczego Autor nie nazywa rzeczy po imieniu - „podziemia UWO”? Przymiotnika „ukraiński” nie należy stosować wobec UWO, chociaż jej członkowie byli Ukraińcami, i chociaż w nazwie tej terrorystycznej organizacji jest przymiotnik „Ukraińska”. Ukraińcami byli też członkowie KPWH-KPZU, Ukraińcem na sowieckiej Ukrainie był Jurko Kociubynśkyj, Jurko Tiutiunnyk, na emigracji Symon Petlura. W pracy naukowej rzeczy trzeba nazywać po imieniu, a nie rozszerzać odium UWO-OUN na cały naród ukraiński lub chociażby tylko na ludność ukraińską Halicji. Poza tym, w prezentowaniu wydarzeń przez Autora wyczuwa się zrównanie podmiotów: policja polska – członkowie UWO. Gdy się wczyta wnikliwie w tekst, to moża wyczuć: była paskudna polska policja w przeciwieństwie do prześladowanych członków UWO, potem OUN.

Wpomniane już, prezentowane przez Autora w książce fakty-wydarzenia, współbrzmią z podobnymi opisami w wydanej na Zachodzie książce banderowskiego pseudohistoryka Petra Mirczuka, współredagowanej z „prowidnykiem” OUN Bandery Stepanem Łenkawśkym. W recenzowanej książce jest nawet o wiele więcej, niż u P. Mirczuka, faktów podawanych w tej samej, co u Mirczuka, konwencji: bez ich kwalifikacji jako przestępstw przeciwko ustalonemu porządkowi prawa międzynarodowego i prawa polskiego. Opis faktu polegającego na zamordowaniu ze znęcaniem się człowieka może być przyjmowany w zależności od adresata, do którego kierowany jest opis. Współsprawca mordu może odczytać go: ale mu dołożył!, ale członek rodziny zamordowanego lub moralnie ukształtowany obywatel powie: co za okrutny i ohydny mord! Można sobie zasadnie wyobrazić, że naprawdę duża ilość opisanych przez Autora faktów – bez ich oceny, bez zakwalifikowania – może być przez zwolenników ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego odczytana jako pochwała poczynań UWO (potem OUN) wobec władz polskich, wobec mordowanych Polaków i mordowanych Ukraińców. Może być odczytana: dobrze im tak! Identycznie, jak u Petra Mirczuka. Powyższe rozumowanie niżej podpisanego jest podbudowane opinią działacza Związku Ukraińców w Polsce, jawnego sympatyka (może nawet byłego uczestnika) OUN-UPA, Petra Tymy, z jego artykułu w warszawskim Naszym Słowie (nr 4, 25 I 2004 r.), w którym, między innymi, napisał on: Roman Wysocki udowadnia, że OUN nie była, jak to lubią twierdzić polskie środowiska kresowe (a nawet, co gorsza, historycy) ... jak pokazuje autor, D. Doncow był autorytetem tylko dla części członków (UWO-OUN – W.P.) ... R. Wysocki nie bał się też odrzucić dosyć upowszechnionego mitu o stałej współpracy OUN z Niemcami i niemieckim wywiadem wojskowym ... Gdyby w Polsce istniała ukraińska nagroda historyczna, to Roman Wysocki godny jest tego, aby ją otrzymać. Przypomnijmy, że napisał to zwolennik OUN Bandery. I on też utożsamia: „ukraińska nagroda”, zamiast „ounowska” lub „banderowska” nagroda.

Autor, chociaż znał opracowanie kierownika Wydziału Wywiadu UWO, Osypa Dumyna[3] (s. 50), nie przedstawił działania tego wywiadu w sposób chociażby w przybliżeniu obiektywny, wręcz przeciwnie: usiłuje on zaprzeczyć uprawianiu przez UWO wywiadu na rzecz Niemiec i innych państw, a przecież z tego dokumentu (bo raport Dumyna należy traktować jako dokument) jednoznacznie wynika, że komórka wywiadowcza UWO faktycznie była komórką niemiecką, istniejącą pod administracją niemiecką i na fundusze Niemiec. Gdyby doszło do publicznej dyskusji nad recenzowaną książką, to należałoby Autora zapytać: dlaczego zataja on ujawnione przez Osypa Dumyna fakty? W czyim interesie to robi? Bo napewno nie w interesie nauki.

Podobny charakter ma opis sprawy Olgi Basarab (s. 51, 52): Autor, chociaż wskazuje na fakt ujawnienia u niej podczas rewizji materiałów wywiadowczych na rzecz Niemiec, to jednakże nie omieszkał usprawiedliwiać uprawiania wywiadu przez członków UWO tym, że współpraca ze służbami wywiadowczymi innych państw służyła uzyskiwaniu funduszy na działalność organizacji, a wobec powieszenia się Olgi Basarab w areszcie powołuje się on na protesty opinii międzynarodowej. Autor konsekwentnie powinien w swej książce poinformować, że w OUN do dnia dzisiejszego obchodzone jest „święto bohaterek” (Swiato Herojiń), a jego główną postacią jest właśnie Olga Basarab. Przy tej okazji: Autor po raz kolejny pisze, że śmierć Olgi Basarab strona ukraińska odebrała .... znów „strona ukraińska”, zamiast ukraińska nacjonalistyczna lub UWO.

Autor heroizuje Jewhena Konowalca, pisząc, że młodzież ukraińska ... postrzegała UWO i jej komendanta w kryteriach bohatera romantycznego, Konowalec jawił się jej jako postać owiana nimbem mityczności (s. 53). Znów: co to znaczy „młodzież ukraińska”, gdy faktycznie mogło chodzić o znikomy odsetek młodzieży halickiej. Nie wiadomo, jak kwalifikować tego rodzaju słownictwo, czy jest to brak naukowego wyczucia proporcji, czy świadome, a może tylko nieświadome powtarzanie za propagandą nacjonalizmu ukraińskiego, w której regułą jest utożsamianie nacjonalizmu ukraińskiego z narodem ukraińskim. Niedadekwatność słownictwa Autora co do faktów potwiedza niewielka, bo sięgająca zaledwie kilku tysięcy, ilość członków OUN przed wybuchem II. wojny światowej – było ich, według jednych źródeł, około 5.000, według innych około 9.000. Porównanie tych liczb z ilością ludności ukraińskiej tylko Halicji świadczy o tym, że „baza UWO”, a potem OUN, była wśród ludności ukraińskiej nikła, „osiągnięcia” UWO-OUN były wynikiem stosowanego terroru, również wobec ludności ukraińskiej.

Nawet w podtytule Autor posuwa się do niedopuszczalnych w pracy naukowej uogólnień, pisze on bowiem o radykalizacji młodzieży ukraińskiej (s. 57) w kontekście powstania Związku Ukraińskiej Młodzieży Nacjonalistycznej, chociaż w rzeczy samej chodzi mu o radykalizację ukraińskiej młodzieży o nacjonalistycznych poglądach. Sformułowanie Autora stanowi powtarzanie sformułowań ukraińskiej propagandy nacjonalistycznej, mającej na celu utożsamianie poglądów UWO i OUN z poglądami ludności ukraińskiej, a przecież wśród niej zdecydowana większość stanowiła obojętnych wobec nacjonalizmu ukraińskiego, a byli wśród niej też zradykalizowani komuniści. W tym samym akapicie Autor wyraźnie ma pretensje do władz polskich o to, że na uniwetsytety przyjmowani byli tylko ci, którzy posiadają obywatelstwo polskie i wykazali się służbą w wojsku polskim lub armiach sprzymierzonych. Rozporządzenia te uderzyły w młodzież, która miała za sobą służbę w wojsku ukraińskim (s. 57), przy czym Autor nie wyjaśnia o jakie „wojsko ukraińskie” chodzi, czy o pozostającą do 1919 roku w wojnie z Polską UHA, część byłych żołnierzy której nie przyjęła obywatelstwa polskiego i utworzyła UWO? Autora jak gdyby nie obchodzi obowiązek lojalności wobec państwa, które powstało po ponadstuletniej niewoli, a wojska którego wraz z oddziałami armii URL (Symona Petlury) w 1920 roku usiłowały nie dopuścić do likwidacji państwa – Ukraińskiej Republiki Ludowej. Dla Autora, jak widać, istotna jest tylko „krzywda” młodzieży utożsamiającej się z celami J. Konowaca. Na marginesie tematu: ilu czołowych działaczy UWO-OUN ukończyło studia na polskich uczelniach? Pobieżna znajomość z tego zakresu pokazuje, że bardzo duży odsetek czołowych działaczy tej terrorystycznej organizacji posiadała dyplomy polskich wyższych uczelni.

Na tej samej stronie Autor podaje informację o zorganizowaniu przez Ukraińców (nie przez nacjonalistów ukraińskich) nielegalnej wyższej uczelni. Dla niego, jak widać, nielegalność działań w państwie nie jest rzeczą naganną. Na następnej stronie Autor prawie z sarkazmem podaje, że fikcją stały się też gwarancje strony rządowej co do utworzenia uniwersytetu ukraińskiego, nie biorąc przy tym pod uwagę realiów czasu wydarzeń, co można skwitować twierdzeniem: gdyby nie rebelia UWO, to uniwersytet ukraiński we Lwowie powstałby z całą pewnością, ale nie mógł on powstać w obliczu szerzącego się terroru tej organizacji, która, jak to wynika z informacji Autora, miałaby być „stroną” w tym przedmiocie.

Na s. 59 Autor pisze, że w atmosferze walki o szkolnictwo ukraińskie w Drugiej Rzeczypospolitej wychowały się kolejne roczniki Ukraińców. Wskaźnikiem nastrojów było uczestnictwo młodzieży w organizacjach konspiracyjnych, które ulegały wpływom UWO. Prawdą jest, że walka o szkolnictwo ukraińskie trwała, ale prawdą jest też to, że ukraińskie gimnazja, nawet ukraińskie gimnazja państwowe, w których naukę pobierała duża część synów i córek księży greckokatolickich, była wylęgarnią ukraińskich kadr nacjonalistycznych i w tym stanie rzeczy trudno się dziwić brakowi sprzyjania władz polskich rozwojowi ukraińskiego szkolnictwa.

Dmytro Doncow i ideologia czynnego nacjonalizmu, to kolejny podrozdział książki, a z niego wynika, że Autor nie rozumie samego pojęcia „ideologia”, miesza je z ideą narodową, z polityką, z myślą polityczną. Już we wstępie do tego podrozdziału pisze on, że młode pokolenie Ukraińców z charakterystycznym dla siebie entuzjazmem i wiarą, nie godząc się na istniejące realia polityczne, ulegało triumfującym na kontynencie europejskim ideom narodowym .... Po pierwsze – nie ogólnie młode pokolenie Ukraińców, tylko część znajdująca się pod wpływem UWO uczącej się i studiującej młodzieży halickiej ulegała nie triumfującym na kontynencie europejskim ideom narodowym, a rodzącym się w Europie Zachodniej ideom faszystowskim. Czy Autor nie widzi różnicy między „narodowym” i „faszystowskim”?

[1] Andrij Biłynśkyj, „Pohliad na mynułe j ukrajinśki perspektywy”, Chicago, 1970, s. 7 i nast.

[2] Jurij Fedoriw, "Wronky", Toronto, brw, ss. 60 i nast.

[3] Autor błędnie pisze jego nazwisko jako "Dumin"
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014