Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumMaj 24 2019 04:56:07
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 11
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
8
8
Irak
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Gwałtu na prawdzie historycznej ciąg dalszy
Gwałtu na prawdzie historycznej ciąg dalszy

(w odpowiedzi Sławomirowi Sierakowskiemu)


Gazeta Wyborcza (środa, 11 czerwca 2003 r.) opublikowała artykuł Sławomira Sierakowskiego pt. Chcemy innej historii, w którym jego autor, wraz z Redakcją Gazety Wyborczej, narusza moje dobra osobiste. W szczególności mowa w nim o tym, że moje "prace wydaje Komunistyczna Partia Ukrainy", co jest powtórzeniem pomówienia w wykonaniu Grzegorza Motyki, które można odczytać jako sugestię, że ja współpracuję z KPU lub jestem jej sympatykiem i jest to usiłowanie zaszeregowania mnie do komunistycznych autorów, a to w dzisiejszej konstelacji politycznej nie jest obojętne dla autora obiektywnych prac naukowych. Już przez to tylko S. Sierakowski ustawił się od strony politycznej do poruszonego w artykule problemu. Poza tym, tenże S. Sierakowski kilkakrotnie powtarza, że jestem "historykiem emigracyjnym, powszechnie odrzucanym przez ukraińskie środowisko historyczne." Po pierwsze – nie jestem historykiem, jestem prawnikiem i politologiem, doktorem habilitowanym nauk humanistycznych; po drugie – S. Sierakowski dopuszcza się kłamstwa co do twierdzenia, że moje prace wydaje Komunistyczna Partia Ukrainy, bowiem na Ukrainie wydana została jedna tylko moja praca (Gorzka prawda: zbrodniczość OUN-UPA), a jej wydawcą było Wydawnictwo "Doneczczyna", którego nie identyfikuję z jakąkolwiek partią polityczną na Ukrainie. Będąc zainteresowany upowszechnieniem tej pracy, na prośbę przyjaciół z Ukrainy, napisałem ogólne, bez jakiegokolwiek adresu, zezwolenie na druk tej pracy z jednym tylko zastrzeżeniem, że nie wolno w niej niczego zmieniać. Z wydawcą - Wydawnictwem "Doneczczyna", nigdy nie miałam kontaktu, jak też z tytułu wydania tej pracy nie otrzymałem jakiegokolwiek wynagrodzenia. Po trzecie – S. Sierakowski, wzorem ukraińskiej nacjonalistycznej propagandy, utożsamia pojęcia "ukraińskie" z pojęciem "ukraińskie nacjonalistyczne", prawdą bowiem jest, że ukraińskie nacjonalistyczne środowiska na Ukrainie i na Zachodzie bojkotują moje prace, ale na Ukrainie byli i są historycy, którzy je doceniają, a jeden z nich, Witalij Masłowśkyj, w swojej książce analizie mojej pracy poświęcił kilkudziesięciostronicowy rozdział. Okazuje się, że S. Sierakowski posługuje się pojęciami z arsenału propagandy nacjonalizmu ukraińskiego, dla którego "ukraińskim" jest tylko to, co jest "nacjonalizmem ukraińskim". Przy okazji powiem S. Sierakowskiemu, a przeczytają to inni zwolennicy jego poglądów, że moją "Gorzką prawdę" na Ukrainie przepisywano na maszynie i w ten sposób upowszechniano ją. Dla mnie była to największa zapłata za mój trud. Poza tym powiem, że moją "Gorzką prawdę" pięciokrotnie wznawiało, wcale nie lewicowe, Środowisko 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty w Warszawie, zaś moje Dowody zbrodni OUN i UPA wydało, też nie lewicowe, Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu. �le jest, gdy S. Sierakowski, jeszcze student, a już łączy politykę z publikacjami prac naukowych.

Mam nadzieję, że Gazeta Wyborcza opublikuje tę moją replikę zgodnie z wymogami prawa prasowego i odwoła insynuacje, o których mowa wyżej.

Kilka zdań powiem o "argumentach" S. Sierakowskiego, skierowanych przeciwko mojemu i innych autorów książki Polacy i Ukraińcy wczoraj i dziś (Kraków, 2002, wyd. UJ, red. Bogumił Grott) myśleniu. Mówi on, że jego, dwudziestolatka S. Sierakowskiego, pokolenie "potrzebuje czegoś więcej, niż tylko dokładnego rachunku strat i prawdy historycznej", że to pokolenie "potrzebuje porzucenia logiki narodowych krzywd", że to pokolenie "chce innej historii."

Nie wiem w imieniu jakiego odsetka pokolenia polskich "dwudziestolatków" przemawia S. Sierakowski, ale ma on prawo mieć takie, a nie inne poglądy na świat, na historię, na moralność. Wiem jakie są dążenia dzisiejszych "dwudziestolatków" i nie tylko "dwudziestolatków". Wiem, że można dziś mówić też o takich, którzy potrafiliby przejść nad trupem zamordowanej właśnej matki i ze sprawcą mordu pójść na piwo, bo ich wspólnym celem jest "Europa". Moralności narzucać nie wolno, ona jest właściwością indywidualną, ale to nie oznacza, że prezentowany przez S. Sierakowskiego pogląd jest wzorcem do naśladowania.

Pamięć o zmarłych należy do etsou narodów słowiańskich, tym bardziej pamięć ta obowiązuje, gdy bliscy zginęli w następstwie, w sposób okrutny popełnionych, mordów. Tej pamięci nikt nie ma prawa ludziom odbierać. S. Sierakowski może myśleć inaczej, "po europejsku", jego filozofia może sprowadzać się, jak twierdzi, do "odwrócenia się tyłem do historii", to jego, być może też pewnego odsetka "dwudziestolatków", a nie narodu, sprawa. Być może S. Sierakowski nie słyszał o mordzie masowym dokonanym w latach I. wojny światowej przez odłam młodoturków na Ormianach, niech więc przyjmie do wiadomości, że pamięć historyczna Ormian żyje do dziś, oni w 2002 roku potrafili uzyskać uchwały zachodnich parlamentów, stwierdzające, że mord na ich ziomkach był ludobójstwem. Cóż, życie jest życiem, nie wolno go standaryzować. Dla jednych szczytem osiągnięć jest pełny żołądek, dla innych dowolna ilość kufli bawarskiego piwa, a jeszcze dla innych posiadanie domku i jego urządzenie – bez rozmyślania o przeszłości. Ale obok nich są też tacy, którzy z uporem dążą do ujawnienia prawdy historycznej. W moim przypadku prawda historyczna polegająca na wskazaniu na konkretnego organizatora i sprawcę zbrodni ludobójstwa na ludności polskiej pozwoli na oczyszczenie narodu ukraińskiego od negatywnego stereotypu "Ukraińca-rizuna". Tego, jak widzę, S. Sierakowski nie jest w stanie zrozumieć

S. Sierakowski ma prawo do "odwrócenia się tyłem do historii", a to, w konsekwencji, oznacza odżegnanie się od tradycji polskiego chrześcijaństwa, Konstytucji 3 Maja, Powstania Listopadowego, Powstania Styczniowego, od Cudu nad Wisłą, Powstania Warszawskiego, od Prymasa Tysiąclecia, odżegnanie się od Reja, Mickiewicza, Słowackiego, Moniuszki - od wszyskiego, co nie jest współczesną Europą. Taka postawa w nauce nazywa się nihilizmem narodowym. Obecnym narodowym nihilistom wystarczy muzyka rap, przypominające epiletpyczne konwulsje występy estradowe, porno w internecie, nie myślą oni o tym, że za tym wszystkim podąża narkomania, masowa prostytucja, handel żywym towarem, zabójstwa na zlecenie, AIDS itd. Dziw bierze, że S. Sierakowski jest studentem Indywidualnych Studiów Humanistycznych na Uniwersytecie Warszawskim i prowadzi badania nad socjologiczną pamięcią zbiorową na Uniwersytecie w Monachium. S. Sierakowski chyba naprawdę jest nihilistą narodowym, skoro jest on, jak mówi, zwolennikiem "poholokaustowego uniwersalizmu."

Aby mówić o tak poważnej zaszłości, jaką był mord masowy na bezbronnej ludności, należy mieć do tego przygotowanie, którego, jak dowodzi omawiany artykuł, S. Sierakowski nie posiada, on nie ma elementarnej wiedzy o nacjonalizmie ukraińskim i, nie bacząc na to, ośmiela się mówić na temat jego ofiar. Dla niego, jak mówi, "niech się w przeszłość zapadną" swary o dziesiątkach, setkach tysięcy pomordowanych. Dla niego - co to jest kilkadziesiąt czy ponad sto tysięcy pomordowanych bezbronnych starców, kobiet, niemowląt – ziomków jego rodziców, dziadków. Ciekawe, że on, już "Europejczyk", nie widzi, że Żydzi do dziś badają problemy ilości, metod i sprawców dokonanego holocaustu na ich współziomkach. Pamięci historycznej narodu nie można regulować przystąpieniem lub nieprzystąpieniem do Unii Europejskiej, pamięć historyczna nie podlega dekretowaniu, jak też nie ulega kształtowaniu przez środki masowego przekazu.

W kontekście "mordów wołyńskich" autor artykułu mówi o "Jedwabnem", chociaż, jako kształcący się na Uniwersytecie Warszawskim i Monachijskim, powinien znać elementarną różnicę między mordem incydentalnym, popełnionym bez zaplecza ideologicznego czy politycznego, a mordem masowym, doktrynalnym, planowym, nakazanym przez określoną strukturę ideologiczno-polityczną. Już tylko to porównanie S. Sierakowskiego potwierdza brak u niego przygotowania naukowego.

Autor omawianego artykułu podaje jako pewnik, że "w odwecie z rąk polskich straciło życie około 10 tys. Ukraińców". Skąd ta liczba? Na jakiej podstawie S. Sierakowski to obliczył? On nie obliczał, bo się tym nie zajmuje, on tylko powtarza propagandę nacjonalizmu ukraińskiego (przyjętą za prawdziwą przez niektórych historyków polskich), a ta propaganda, ustami pseudohistoryków ze stopniami i tytułami naukowymi, dziś mówi już o 20 tysiącach ofiar ukraińskich, które padły z rąk polskich. Powiem więc S. Sierakowskiemu: Ukraińców na Wołyniu i w Halicji w latach 1941-1950 zginęło nie około 10, nie około 20 tysięcy, a co najmniej 80.000, tyle, że nie z rąk polskich, a z rąk struktur OUN Bandery. Ale czy słyszał on cokolwiek o ukraińskich ofiarach OUN Bandery? Nie? To znaczy, że nie czytał mojej "Gorzkiej prawdy", nie czytał mego opracowania pt. Ukraińskie ofiary OUN-UPA, a teraz odsyłam go do V. tomu serii wydawniczej mego autorstwa pt. Nacjonalizm ukraiński w dokumentach (Toronto, 2003), w którym publikuję ponad 5.000 nazwisk ofiar ukraińskich, a stanowią one nie więcej jak 6% ogólnej liczby ofiar, padłych z rąk OUN Bandery. Czy o tych ofiarach S. Sierakowski słyszał cokolwiek od G. Motyki (za którym powtarza insynuację o tym, że moje prace wydaje Komunistyczna Partia Ukrainy)., czy którykowiek historyk, a do nich zaliczają siebie A. Michnik i J. Kuroń, słyszał o ukraińskich ofiarach OUN Bandery od Jarosława Hrycaka? Czy J. Hrycak wspomniał cokolwiek o takich ofiarach w swoich pracach?

Otóż to, nikt o nich nie mówi, nie pisze, bo należy je przemilczać w ramach gwałtu nad prawdą historyczną. Z tego samego powodu przemilcza się moje prace, bowiem w nich, w całości opartych na dokumentach archiwalnych autorstwa struktur OUN-UPA-SB, niemieckich i radzieckich, zawarta jest prawda, której obalić nie można.

S. Sierakowski mówi, że autorzy książki Polacy i Ukraińcy wczoraj i dziś stosują "metodologię przemocy", że unikają dyskusji. W swoim tylko imieniu powiem co następuje:

Sześć lat temu zwróciłem się w liście otwartym, skierowanym do kierownictw ukraińskich organizacji nacjonalistycznych w Kanadzie o zorganizowanie publicznego panelu na temat ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, w którym z jednej strony wzięliby udział trzej ukraińscy nacjonalistyczni historycy (banderowiec, melnykowiec i tzw. "dwójkarz"), a z drugiej strony ja. Była to okazja do zdyskredytowania moich ustaleń, ocen i poglądów. Nie podjęto jednak ze mną kulturalnej dyskusji, zastosowano natomiast wobec moich prac i wobec mnie samego zmowę milczenia. A S. Sierakowski mówi, że autorzy wspomnianego zbioru "nie odczuwają potrzeby dyskusji". Skąd taki wniosek? Czy z faktu, że ich nie dopuszcza się do udziału w dyskusjach? Dlaczego nie dopuszcza się ich do dyskusji? Bowiem konfrontacja poglądów byłaby niekorzystna dla tych, którzy reprezentują ukraiński nacjonalistyczny punkt widzenia.

W zbiorze, o którym pisze S. Sierakowski, opublikowany został mój referat pt. Pojęcie integralnego nacjonalizmu ukraińskiego. Dotychczas nikt, absolutnie nikt nie odważył się na chociażby próbę obalenia zawartych w tym opracowaniu tez.

S. Sierakowski wspomina jedną tylko moją pracę, Gorzką prawdę: zbrodniczość OUN-UPA, chociaż, skoro poddaje w wątpliwość moją wiarygodność, powinien wiedzieć, że po tej książce opracowałem i wydałem takie prace, jak Ideologia nacjonalizmu ukraińskiego (dysertacja doktorska), oraz pięć tomów (format A-4) serii wydawniczej pt. Integralny nacjonalizm ukraiński jako forma faszyzmu, w tym tom II. pt. Dowody zbrodni OUN i UPA (778 stron, dysertacja habilitacyjna) oraz trzy tomy, każdy po ponad 500 stron (format A-4) pt. Nacjonalizm ukraiński w dokumentach. Ani jedna teza, ani jeden zawarty w tych pracach dokument nie został poddany w wątpliwość ani przez historyków polskich, ani ukraińskich nacjonalistycznych. O czym to świadczy? Chyba o tym, że brak jest podstaw do podważenia rzetelności moich prac.

Dla S. Sierakowskiego prace te nie istnieją, dla niego, prawdopodobnie, sam faszyzm nie jest już złem, jest tylko zjawiskiem historycznym, o którym nie warto mówić.

W jednym z moich opracowań (Akcja "Wisła" – próba oceny) sformułowałem opinię, zgodnie z którą, gdyby nie było operacji "Wisła", to Polska po 1989 roku miałaby swoje "Kosowo". Do takiego wniosku prowadzi rzetelna analiza wydarzeń w byłej Jugosławii w kontekście zasad ideologicznych i założeń programowych OUN. S. Sierakowski inaczej widzi ten problem. On (jak i G. Motyka) nie wie, czy była inna, prócz operacji "Wisła", możliwość zakończenia rebelii OUN-UPA na tzw. "Zacurzoniu". Niech więc S. Sierakowski sięgnie do opinii £ewa Szankowśkiego, który dla G. Motyki jest największym autorytetem w sprawach UPA, a zobaczy, że tenże, to znaczy £. Szankowśkyj - przedwojenny działacz OUN, organizator napadów na oddziały Wojska Polskiego we wrześniu 1939 roku, aktywny członek OUN-UPA, organizator banderowskiej rebelii na południowo-wschodnich terenach Polski powojennej, na emigracji ukraiński nacjonalistyczny historyk - wyraŸnie pisze, że bez przesiedlenia ludności ukraińskiej nie byłoby możliwe zwalczenie UPA i struktur OUN na tzw. "Zacurzoniu".

Problem "odwetów" polskich na Wołyniu. Czy S. Sierakowski, razem z G. Motyką, znają dowody na istnienie takich akcji, prócz wynurzeń W. Romanowskiego, mówiącego o takiej akcji? Czy na takim incydentalnym fakcie można budować teorię o "odwetach", nawet o "spirali akcji odwetowych"? Gwoli prawdy historycznej trzeba powiedzieć, że były ukraińskie ofiary, które padły z rąk polskich, tak było, na przykład, we wsi Omelno pod Przebrażem, gdy uczestnicy polskiej samoobrony, w obliczu konieczności wyżywienia ponad 20.000 ludzi, dokonali wypadu po żywność, a ludność ukraińska broniła swego stanu posiadania i, broniąc go, niewinna, padała z rąk polskich. Czy S. Sierakowski wraz z G. Motyką zastanawiał się nad tym, że o polskich "akcjach odetowych" nie pisze M. Łebed', Danyło Szumuk i inni nacjonalistyczni autorzy – świadkowie i uczestnicy wydarzeń? Ja zaś dodam, że w tysiącach posiadanych przeze mnie dokumentów archiwalnych, w tym autorstwa struktur OUN Bandery, radzieckich, niemieckich, nie ma informacji o polskich "odwetach". Pojedyńcze akcje odwetowe były, były też wypady po żywność. W ich toku ukraińskie ofiary na Wołyniu, które padły z rąk polskich, nie przewyższyły 1% ofiar polskich (około 600), a w Halicji 3% (około 1.800).

S. Sierakowski niefortunnie pisze o "darwinistycznej wizji stosunków międzynarodowych", rzekomo reprezentowanej przez jednego z autorów wspomnianego zbioru pod red. B. Grotta. Darwinizm społeczny był i jest właściwy dla ideologii nacjonalizmu ukraińskiego, a zgodnie z nim, to znaczy z darwinizmem społecznym, nacje stanowią gatunek w przyrodzie i dlatego walka między nimi o byt i przetrzeń jest prawem natury. Zaś autorzy wspomnianego zbioru, ani żaden inny mi znany, nigdy i nigdzie nie usprawiedliwiali mordów na ukraińskiej ludności cywilnej, dokonanych przez struktury polskie na Wołyniu, w Halicji czy na tzw. "Zacurzoniu". Gdy chodzi o mordy na ludności ukraińskiej na zachód od Bugu i Sanu (Sahryń, Pawłokoma, Zawadka Morochowska i inne), to zawsze miały one konkretną, aczkolwiek nie podlegającą usprawiedliwieniu, przyczynę, nie były to mordy w wykonaniu zasad ideologicznych czy założeń programowych jakiejkolwiek polskiej struktury zorganizowanej – władzy czy podziemia, podczas gdy mordy struktur OUN Bandery, powtórzę to, miały charakter ideologiczno-polityczny-doktrynalny. Jest różnica, czy jej nie ma?

Poglądom autorów zbioru pt. Polacy i Ukraińcy dziś i jutro S. Sierakowski przeciwstawia poglądy uczestników dziesięciu, odbytych w pięciu latach, seminariów historyków polskich i ukraińskich nacjonalistycznych. Powiem więc jemu, i nie tylko jemu, ale też uczestnikom tych seminariów, szczególnie ich kierownictwu naukowemu, że nauka astronomii wie o Księżycu więcej, niż zajmująca się stosunkami polsko-ukraińskimi nauka polska o realiach tragedii Wołynia i Halicji z lat 1943-44, bowiem ta nauka do dziś nie wie o tym czym była UPA, nie wie też o szeregu innych bardzo ważnych problemów. Szczegóły co do tego twierdzenia S. Sierakowski i inni mogą znaleźć w moich pracach.

S. Sierakowski, jak i wielu jemu podobnych, nie rozumie jednego: nacjonalizm ukraiński, to nie naród ukraiński. Jestem zmuszony do wyłożenia mu tej materii na prostym, na gimnazjalnym poziomie przykładzie. Może istnieć duża rodzina Sierakowskich, dwustuosobowy klan Sierakowskich, a w nim, teoretycznie, może znależć się dwóch, powiedzmy – Mietek i Bronek, wyrodków, którzy, po wstąpieniu do bandy Kostka, dopuścili się okrutnej zbrodni. To czy ich, tych dwóch, Mietka i Bronka, można nazywać ogólnie" Sierakowscy"? Czy można o nich mówić, że zbrodni dokonali "Sierakowscy"? Czy nie należy nazywać ich po imieniu i mówić, że zbrodni dopuścili się Mietek i Bronek Sierakowscy? Sądzę, że taka argumentacja powinna dotrzeć nie tylko do studenta Indywidualnych Studiów Humanistycznych na Uniwersytecie Warszawskim, ale też do wielu historyków, dziennikarzy, a nawet do bardzo wysokiej rangi urzędników państwowych, którzy do dziś mówią: "Polaków wymordowali Ukraińcy", zamiast "Polaków wymordowali nacjonaliści ukraińscy." Do dziś Rada Najwyższa Ukrainy nie uznała OUN-UPA za formację narodowo- wyzwoleńczą narodu ukraińskiego, a na taką kreują ją polscy historycy, politycy, dziennikarze, do których przyłączył się redaktor "Więzi" Jacek Borkowicz i S. Sierakowski. Czy nie wiedzą oni, że Międzynarodowa Federacja Weteranów II. wojny światowej nie przyjęła w swe szeregi UPA właśnie dlatego, że nie była ona strukturą narodowowyzwoleńczą narodu ukraińskiego, bo OUN-UPA była strukturą zbrodniczą o faszystowskiej ideologii?

S. Sierakowski pisze, że chce patrzeć na tragiczne wydarzenia

"ponadnarodowo". To jego prawo, bo co dla niego naród, jego kultura, jego przeszłość. W Europie też zachodzą procesy jednania narodów, ma miejsce ścisła współraca między Niemcami a Francją. Ale ... Niemcy uznali faszyzm za formację zbrodniczą, Sowieci (XX Zjazd KPZR) potępili stalinizm, Rosja przyznała mord katyński, Polska Ludowa skazała sprawców mordu na Żydach w Jedwabnem, Polska współczesna uznała, że dopuszczono się zbrodni w £ambinowicach, zażądała od Izraela wydania Morela, tyle że Izrael ...

Tylko Ukraina nie zdobyła się na potępienie sprawców mordów wołyńskich dokonanych przez znaną strukturę – przez formacje OUN Bandery. Polska też nie zdobyła się na takie potępienie, chociaż, w świetle prawa międzynarodowego, mordowani w latach 1943-1944 na Wołyniu i w Halicji Polacy i Ukraińcy byli obywatelami polskimi. Nawet więc jeżeli dwudziestolatek S. Sierakowski chce "odwrócić się tyłem do historii", to najpierw niech dokona z nią rozliczenia. Nie można z grzechem iść w przyszłość. A on chce iść do ponadnarodowej Europy z pustką przeszłości, w nadziei na napełnienie brzucha, może na intratną posadę w strukturach europejskich. Tacy też są potrzebni w Europie. A ja mam wiedzę, że naród bez przeszłości nie ma przed sobą przyszłości, taki naród rozpłynie się w kulturze hamburgerów, muzyki rap, ale za to z wakacjami na Azorach. Tyle, że daleko nie wszystkich czeka taka wizja.

Na marginesie powiedzianego: od polskich historyków,

dziennikarzy czy felietonistów w rodzaju S. Sierakowskiego, wymagać należy, aby zażądali od "wybitnego intelektualisty ukraińskiego, dyrektora Instytutu Badań Historycznych Uniwersytetu we Lwowie" Jarosława Hrycaka, również od takich profesorów, jak Jarosław Isajewycz, Jarosław Daszkewycz, Wołodymyr Serhijczuk, Stanisław Władysławowycz Kulczyćkyj - aby publicznie powiedzieli: czy wiedzą oni cokolwiek o kilkudziesięciu tysiącach ukraińskich ofiar OUN Bandery, czy nie wiedzą? Jeżeli odpowiedzą, że nie wiedzą, to znaczy, że kłamią. Dla mnie fakt w postaci co najmniej 80.000 ukraińskich ofiar OUN Bandery jest sprawą o znaczeniu zasadniczym, wyjaśnia on wszystko. W szczególności wyjaśnia, że nie "Ukraińcy", nie "chłopi wołyńscy" mordowali ludność polską, a mordowali ją, jak też ludność ukraińską, banderowcy, to znaczy członkowie struktur zbrojnych OUN Bandery. Kto te struktury broni, usprawiedliwia, usiłuje je zrównać z bezbronną ludnością, albo nawet z AK - ten nie zasługuje na szacunek ani jako człowiek, ani jako człowiek nauki.

Nie odpowiadałbym S. Sierakowskiemu, bo nie jest on dla mnie partnerem do dyskusji, odpowiadam tylko dlatego, że jego, z całą pewnością inspirowane przez Grzegorza Motykę, wynurzenia opublikowała wielonakładowa Gazeta Wyborcza, która, jak widać z notki redakcyjnej przed artykułem, solidaryzuje się z ponadnarodowymi wywodami S. Sierakowskiego. Wspólnie oni dopuszczają się gwałtu na prawdzie historycznej o zbrodniach OUN Bandery.

S. Sierakowskiemu przepowiadam duże osiągnięcia w życiu. Trzeba bowiem dużego tupetu, aby, nie mający jakiejkolwiek wiedzy o nacjonalizmie ukraińskim, student podjął się krytyki prac ludzi nauki. A tupetu S. Sierakowskiemu nie brakuje.

Toronto, 12 czerwca 2003 r.

* * *

P.S. Gazeta Wyborcza, choć jej redaktor naczelny jest zaliczany do wzorca moralności, choć jest on kawalerem Legii Francuskiej, choć powołuje się on na (gdy wygodne mu) prawo prasowe – nie opublikowała powyższej odpowiedzi S. Sierakowskiemu, nie udzieliła mi jakiegokolwiek wyjaśnienia przyczyn odmowy opublikowania mego listu.

Prawdą jest, że mógłbym "Gazetę Wyborczą" i Sławomira Sierakowskiego zaskarżyć do sądu, żądając publicznego przeproszenia i odwołania pomówień. Może tego nawet chciałby multimilioner Adam Michnik, może chciałby tego wraz z innymi – wciągnąć mnie, prawie osiemdziesięcioletniego mieszkańca Kanady, w procesy sądowe, aby uniemożliwić mi pisanie prac naukowych. Dla Adama Michnika wydatki na taki proces, jak też na procesy w związku z publikacjami Pawła Smoleńskiego na łamach "Gazety Wyborczej", nie stanowiłyby znaczącego uszczerbku w budżecie "Angory", ale mnie mogłyby doprowadzić do ruiny finansowej i zdrowotnej.

Dlatego właśnie tutaj publikuję odpowiedź S. Sierakowskiemu, niech Czytelnik oceni moją, jego i Adama Michnika postawę.
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014