Po festiwalu w Swietłogorsku
Dodane przez Marzena Zawodzinska dnia Wrzesień 13 2019 23:23:44
Zapraszam do lektury garści wspomnień z festiwalu w Swietłogorsku, na którym Polskę reprezentowało Stowarzyszenie Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej wraz z Chórem Kombatant "Kolorowa Jesień" z Kraśnika. 


fot. Roland Dubowski


Czytaj całość
Rozszerzona zawartość newsa

Czy będąc pozbawionym talentu wokalnego można wybrać się na festiwal nie jako widz, a jako uczestnik? Taki, który nie tylko słucha, ale i sam śpiewa? To musiałby być zupełnie wyjątkowy festiwal, jedyny w swoim rodzaju, na który jedzie się... no właśnie, po co? Żeby przy pomocy muzyki budować mosty. Spotykać się, rozmawiać, śpiewać. Zapomnieć o świecie zewnętrznym, chociaż czasami jest to trudne, albo wręcz niemożliwe. Po to się jedzie do Swietłogorska. 

Swietłogorsk to miejscowość wypoczynkowa i sanatoryjna na prawach rejonu w obwodzie kaliningradzkim. Do rejonu należą również słynna osada Jantarnyj z największą na świecie kopalnią bursztynu. Tam właściwie zaczęła się nasza rosyjska przygoda, bo na drugi dzień po przyjeździe do swojego domu na śniadanie zaprosiła nas pani Ludmiła, mająca opiekować się grupą podczas całego pobytu. A grupa składała się z dwóch chórów: działającego na co dzień przy Osiedlowym Domu Kultury Spółdzielni Mieszkaniowej „Pomoc” w Kraśniku Chóru Kombatant „Kolorowa Jesień” oraz utworzonego właściwie doraźnie w ramach Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej warszawskiego chóru "Spadkobiercy". Dokładnie - warszawsko-płońsko-grodzisko-pabianickiego. Jak łatwo się domyślić, w takim składzie regularne spotykanie się na próbach okazało się niemożliwe. Pierwszy dzień upłynął zatem na zwiedzaniu i śpiewaniu. 

Jantarnyj słynie oczywiście z bursztynu, można go kupić na każdym kroku, nie tylko w kopalni. Drugie miejsce, które trzeba koniecznie odwiedzić, to plaża, jak się okazało, pierwsza w Rosji plaża od 2016 r. spełniająca światowe standardy. Niestety czasu wystarczyło tylko na niezbyt długi spacer wzdłuż brzegu.  Czekał Swietłogorsk, a tam już tylko zakwaterowanie, kolacja i próby do późnego wieczora...

Sam festiwal rozpoczął się w sobotę, 31 sierpnia, na placu przed sanatorium "Bursztynowe Wybrzeże", od wciągnięcia na maszt flag i odśpiewania hymnów tym razem trzech państw: Polski, Azerbejdżanu i Rosji, oraz od powitalnych przemówień. Następnie w powietrze poleciały balony z przyczepionymi do nich papierowymi "gołąbkami pokoju" - na nich uczestnicy wpisywali nazwiska przodków, którzy zginęli na wojnie. 
Pełna nazwa wydarzenia brzmi: Międzynarodowy Festiwal Pieśni Patriotycznej i Żołnierskiej „Muzykoj jediny”, czyli „Muzyką złączeni”. Przygotowała je rosyjska Regionalna Organizacja Społeczna „Kaliningrad-Świnoujście-Olsztyn” oraz warmińsko-mazurski oddział Związku Żołnierzy Wojska Polskiego przy wsparciu rządu Obwodu Kaliningradzkiego, Floty Bałtyckiej i administracji Swietłogorska. W tym roku wzięło w nim udział 14 grup i solistów z Polski, Rosji i Azerbejdżanu. Wszyscy śpiewali dwie piosenki w języku ojczystym i jedną w języku sąsiada - czyli przede wszystkim po polsku. To było ciekawe doświadczenie, słuchać polskich piosenek w wykonaniu Rosjan. Zwłaszcza, że - trzeba przyznać - były to wykonania o wiele lepsze od naszych. Dał się we znaki brak prób, a dobre chęci nie wystarczą, kiedy potrzeba czegoś więcej. Ale byliśmy i to się liczy.
W niedzielę ogłoszono wyniki i odbył się koncert laureatów. Myślę, że dla nikogo nie było zaskoczeniem zwycięstwo Raufa Memmedzade z Baku, który zachwycił wszystkich silnym, operowym głosem. Pierwsze miejsce w kategorii solistów zajęła Zofia Agarkowa, między innymi za piękne wykonanie uroczej piosenki "Sineglazaja rećka". I tu - niespodzianka. Drugie miejsce przypadło naszej Oliwce Bańce, która po rosyjsku zaśpiewała popularną "Katiuszę", a po polsku - dwie zupełnie różne pod względem nastroju piosenki: humorystyczną "Hej hej ułani" oraz smutną "Rozkwitały pąki białych róż". Piąte miejsce zajął nasz organizator Roland Dubowski za pieśni "Ech, dorogi", "Jesienny deszcz" i "Oka". Chór z Kraśnika również nie wyjechał bez nagrody - czwarte miejsce przy takiej konkurencji ze strony rosyjskich wykonawców to naprawdę sukces. Zwłaszcza, że dodatkowo, za wykonanie po rosyjsku pieśni "Dzień zwycięstwa", "Kolorowa jesień" otrzymała puchar Dowódcy Floty Bałtyckiej. Ogromną sympatię publiczności zdobył solista Michaił Morozow z Jantarnego, który w dodatku za najlepsze wykonanie po polsku piosenki Czerwonych Gitar "Nie spoczniemy" został nagrodzony specjalnym pucharem Związku Żołnierzy Wojska Polskiego.

Przykrym dla nas, Polaków, akcentem na zakończenie finałowego koncertu była emisja filmu "Wojna z przeszłością". Trzeba jednak obiektywnie stwierdzić, że uzasadniona. Co mogło bardziej dotknąć zwykłych Rosjan, niż niszczenie pomników poświęconych ich przodkom, którzy ginęli na cudzej, polskiej ziemi, aby wypędzić z niej okupanta? Przecież dla nich to nie tylko obraza i bluźnierstwo, ale po prostu niewdzięczność. Nie wyzwolili nas Francuzi, Anglicy ani Amerykanie. Całe szczęście wielu Polaków nadal o tym pamięta. A Rosjanie, z którymi zetknęliśmy się na festiwalu, byli normalni i przyjaźnie nastawieni. Mimo wszystko! Przychodzili tylko i pytali, czy naprawdę Polacy ich tak bardzo nienawidzą? A potem rozmawiali, uśmiechali się, serdecznie pozdrawiali mijając podczas spacerów. W sobotę wieczorem bawiliśmy się wspólnie przy "ognisku", a właściwie z powodu suszy przy grillu, do późnego wieczora i nikt się nie upił, nikt nie kłócił. Rozmowy, śpiewy i tańce trwały do godziny 23.

Kiedy po powrocie opowiadałam znajomym o naszej wyprawie do Swietłogorska, jeden z nich, który spędził trochę czasu w Rosji, powiedział, że jest rusofilem i bardzo by chciał, żeby nasze narody żyły w przyjaźni, bo wszyscy byśmy na tym zyskali. No właśnie. Kto był w Rosji, najczęściej zauważa, jak bardzo antyrosyjska propaganda rozmija się z rzeczywistością. My byliśmy. 


Marzena Zawodzińska