Po konferencji - Smutne widowisko
Dodane przez Adam Smiech dnia Luty 18 2019 09:43:06

Zakończyła się amerykańska konferencja ws. sytuacji na Bliskim Wschodzie. Gwiazdą był premier Izraela Beniamin Netanyahu, który jako jedyny skupił zainteresowanie kogokolwiek na przypomnieniu o polskim antysemityzmie. Wiceprezydent USA Mike Pence wypowiedział parę banałów. Przyjechały drugo-, trzeciorzędne delegacje pomniejszych wasali "imperium dobra". Aha, byli jacyś Polacy, podobno nawet przedstawiciele władz. No i najważniejsze - konferencja była w Warszawie! Nikt poważny nie przyjechał, nie było żadnych dyskusji wnoszących cokolwiek do sytuacji na Bliskim Wschodzie. Nie podano żadnych argumentów świadczących o egzystencjalnym zagrożeniu tandemu atomowych mocarstw USA-Izrael przez Iran, nikt nie pochylił się nad losem Palestyńczyków trzymanych w zamknięciu, w getcie Strefy Gazy przez obrońców zachodniej cywilizacji z Erec Izrael. Nie usłyszano też głosu znanego i wybitnego znawcy prawa międzynarodowego i jego naruszania przez Rosję - prezydenta Dudy. Ot, taki sobie cyrk "American-style". A smirnym gospodarzom nawet nie obiecano bazy amerykańskiej.

Po co to wszystko? Po co to przesuwanie żałoby po premierze Olszewskim, żeby nie wchodzić w amerykański Valentine's Day? Doprawdy żałosne było to widowisko. Czy przyniosło coś Polsce? Jeżeli tak, to nic pozytywnego. Przeciwnie. Netanyahu odstawił szopkę z udziałem "Jerusalem Post" i ambasador Azari pod hasłem "polskiej kolaboracji ze sprawcami Holocaustu", dementi, nie-dementi i ostatecznej konkluzji, że chodziło mu o to, że za stwierdzenie, że "Polacy kolaborowali z Nazistami nikt nie został pozwany". No, fakt. Taki prztyczek dla "gospodarzy" konferencji w związku z niewydarzoną nowelizacją ustawy o IPN. Operetkowe wzywania ambasador Azari do MSZ to oczywiście pozór. W świat poszło znowu to samo - Polacy kolaborowali z Nazistami w Holokauście! Nikt nie będzie zajmował sobie uwagi i czasu nad jakimiś tam wezwaniami MSZ całkowicie powolnego USA kraiku. Cel Izraela osiągnięty - po raz kolejny przypomniano o "odpowiedzialności" Polaków i tradycyjnie już w towarzystwie "Nazistów" o nieustalonej tożsamości narodowej. Dodatkowo sekretarz stanu Pompeo przypomniał o zobowiązaniach odszkodowawczych Polski wobec Żydów.


Czytaj całość
Rozszerzona zawartość newsa
Tak wygląda "sojusz" Polski z USA i Izraelem. W sumie nic szczególnie zaskakującego - wszyscy mający elementarne pojęcie o polityce i o istniejących układach dokładnie wiedzieli, że tak być musi, bo innej opcji dla słabiutkiego partnera, jakim jest Polska, w takim układzie nie ma. I to partnera tak ciężko obciążonego historycznie wieloznacznym, często bardzo dla Polski niekorzystnym współżyciem z Żydami i faktem dokonania zbrodni na Żydach przez Niemców głównie na naszych ziemiach. Na jak długo wystarczy paliwa propagandowego posługującego się fetyszem "setek lat przyjaźni" i najbardziej wyświechtanych już bzdur o "zagrożeniu ze strony Rosji", co ogłosił w Warszawie jak prorok p. Pence. Pocieszające jest, że poza twardogłowymi fanatykami z obozu dobrej zmiany, leżącymi plackiem przed Amerykanami (ale w każdym razie - nie na kolanach!), Polska nie zawyła z zachwytu nad owa pseudokonferencją. W państwowej Trójce radiosłuchacze wyrażający ogromne wątpliwości wobec sensu konferencji, dzwoniący do stacji i wypowiadający się na żywo, byli w zdecydowanej większości w stosunku do zwolenników. Nawet nie mająca nic do zaproponowania "totalna opozycja" przynajmniej nie przyłączyła się do chóru pijanych radością patologicznych atlantystów. Niestety, Polska została najwyraźniej pozostawiona przez Trumpa opcji neokonserwatywnej. Wobec zagrożenia, jakie niesie ze sobą oddanie przez PiS Polski w dobrowolne jarzmo neokonserwatystom, co oznacza utrwalenie pozycji bezpiecznego dla USA przyczółka krzykaczy, harcowników, a może i czegoś więcej wobec Rosji; zniszczenie polskiej pozycji na Bliskim Wschodzie będącej wyrazem wyważonej polityki co najmniej ostatnich 90 lat (traktat II RP z Cesarstwem Persji; świetne stosunki z krajami arabskimi za PRL, skutkujące wysoce korzystnymi kontraktami itp.; udział w faktycznie pokojowych misjach ONZ przez żołnierzy WP za PRL i III RP), no i oczywiście wobec drugiej kwestii zasadniczej, czyli konsekwentnego dążenia "sojuszników" do wymuszenia na Polsce odszkodowań za mienie żydowskie na zasadzie krwi, a może i odbudowania pozycji żydowskiej w Polsce na wzór przedwojenny - trzeba bić na alarm, zastanowić się i wyciągnąć wnioski. Do tego prowadzi rusofobia rządzących, która dzisiaj po latach permanentnego utwierdzania samych siebie w nienawiści, swoistego przedawkowania tej fobii, wywołuje już degradujące skutki dla psychiki rusofobów. Żeby tylko dla nich. Niestety, wywołuje te skutki dla Polski...

Zachód nie zachowuje się lepiej, przynajmniej jeżeli chodzi o retorykę. Paul Craig Roberts zauważył ostatnio, że żaden minister spraw zagranicznych czy premier Wielkiej Brytanii przez cały okres Zimnej Wojny nie wypowiadali takich absurdalnych i agresywnych zarzutów wobec ZSRR, jak to robią dziś wobec Rosji. Pence w Warszawie i następnego dnia w Monachium grozi Iranem, który ma dokonać drugiego Holokaustu (powtarzam wobec dwóch supermocarstw atomowych!) oraz Rosją, która "pięć lat temu nielegalnie zaanektowała Krym". A w ogóle to "USA są znowu pierwsze i najważniejsze"! Mój Boże, i to mówi wiceprezydent kraju, który dopiero co losowo wyznaczył pierwszą z brzegu kukłę na prezydenta Wenezueli, wezwał swych sojuszników do takiegoż uznania i teraz wzywa Unię Europejską jako taką. Polska nie tylko grzecznie organizuje parodię konferencji w Warszawie pokazując się oficjalnie krajom arabskim jako wasal USA, wcześniej na żądanie USA atakuje chińską firmę Huawei, ale i uznaje amerykańskiego figuranta za prezydenta Wenezueli!!! Czyni to Polska tak doświadczona cofaniem uznania rządu londyńskiego i uznawaniem rządu jałtańskiego w 1945 r. Czynią to ludzie, którym hasła "suwerenność" i "niepodległość" nie schodzą z ust.

Do tego doszliśmy po trzydziestu już latach od 1989 r., w atmosferze pompowanego od 2010 r. obłędu. Oczywiście istnieje wyjście z sytuacji, ale nie istnieją siły w Polsce władne przeprowadzić inną politykę. Oddanie się USA, trwanie w NATO i trwanie samego NATO, to główne katalizatory napięcia i niebezpieczeństw we współczesnym świecie. Dlatego Polska powinna opuścić NATO i ogłosić neutralność, a w Europie Środkowej szukać zwolenników dla ogłoszenia strefy bezatomowej, coś na wzór nowego planu Rapackiego. Dla dobra świata, dla dobra naszej wspólnej przyszłości, tkwiące w przeszłości i tonące w potwornych uprzedzeniach NATO powinno odejść do lamusa historii. Piszę o tym ja i piszemy o tym my w "MP" nie po raz pierwszy.

Adam Śmiech
sobota 16.02.2019