Ile to już lat!
Dodane przez Adam Smiech dnia Marzec 23 2018 20:53:08

Przedstawiam dziś PT Czytelnikom skan tekstu z Biuletynu Stronnictwa Narodowego nr 2 z 1990 r. traktującego o odrodzeniu Stronnictwa Narodowego w Łodzi. Kto chce zobaczyć stronę w wielkości pozwalającej przeczytać tekst, niech kliknie na zdjęcie.



Pamiętam ten zjazd. A może nie ten? Do tej pory łączyłem to wydarzenie w pamięci z rokiem 1990, ale może to było jednak w listopadzie 1989 r. albo w 1990 r. był drugi zjazd łódzki z udziałem tych samych władz.

Czytaj calość
Rozszerzona zawartość newsa

Przedstawiam dziś PT Czytelnikom skan tekstu z Biuletynu Stronnictwa Narodowego nr 2 z 1990 r. traktującego o odrodzeniu Stronnictwa Narodowego w Łodzi. Kto chce zobaczyć stronę w wielkości pozwalającej przeczytać tekst, niech kliknie na zdjęcie.



Pamiętam ten zjazd. A może nie ten? Do tej pory łączyłem to wydarzenie w pamięci z rokiem 1990, ale może to było jednak w listopadzie 1989 r. albo w 1990 r. był drugi zjazd łódzki z udziałem tych samych władz. W listopadzie 1989 r. byłem człowiekiem 19-letnim, zupełnie politycznie surowym, pełnym uczuć patriotycznych, ale całkowicie nieopierzonym. Którykolwiek to był rok, pamiętam ten pierwszy okres SN w Łodzi, jako coś niesamowitego. Chcecie to wierzcie, chcecie nie wierzcie, ale kościół Św. Krzyża był pełen. Zawsze uśmiechnięty Prezes Jerzy Sasin czuł, że możemy być wielkim stronnictwem. Pamiętam Go, jako niezwykle serdecznego człowieka. Nie wiem, co się z nim stało po tym, jak pewne osoby doprowadziły SN w Łodzi do pozycji kanapy podzielonej na kilka podkanap. Pamiętam Kolegów - Seniorów - Trzcinkę i Kociubińskiego oraz nie wymienionego tu Zenona Gwiszczyńskiego (narodowiec ze Lwowa, potem berlingowiec; oj, gdyby dzisiaj dostał w swoje ręce tych wszystkich pseudonarodowców pragnących współpracy z banderowcami!), który prowadził pogadanki dla nas młodych. Mogę tylko po latach podziękować Starszemu Koledze. Jeżeli mówimy o środowisku łódzkim, to życzliwa pamięć należy się również Kol. Eli Wilczyńskiej, która krótko po odrodzeniu ruchu w Łodzi przeniosła się do stolicy.

Pamiętam może dziesięciu kolegów z pierwszej grupy młodzieżowej (Koło Młodych, potem MW). Byliśmy pierwsi, wyłowił nas z tłumu w październiku 1989 r. nasz pierwszy kierownik. Nie pamiętam wszystkich nazwisk. Z jednym kolegą utrzymuję bliski kontakt, kilku innych zachowało swoje ówczesne poglądy, choć już dawno nie działają, innych straciłem z oczu, żałuję zwłaszcza fantastycznego kolegi z Łasku, który, jak to mówiono wówczas, poszedł w kamasze. Byliśmy prowadzeni w duchu jednoznacznie endeckim, szczególnie silnie antyniemieckim. Znów nie pamiętam, kiedy to się stało, ale w pewnym momencie ówczesna MW stała się bardzo silną liczebnie organizacją. Na zjeździe, może w 1991 r. nie było gdzie usiąść. Pojawiły się wówczas dziwne osoby i niesnaski z Warszawą. Niedługo potem nasz szef domagał się od W-wy na piśmie wyjaśnienia, o co chodzi z dywersją w szeregach i podkopywaniem jego pozycji. Podpisałem pismo z poparciem dla niego. Wkrótce on i wszyscy sygnatariusze zostali wyrzuceni z MW jako "grupa komunizująca"(?!? - i tak do dziś, tym razem w dobrym towarzystwie "Myśli Polskiej" jesteśmy endekokomuchami).

Nie wiem, czy w tym samym czasie, ale być może (jako szary członek z Pabianic nie brałem udziału w spotkaniach władz dorosłego SN w Łodzi), prezesem SN przestał być Kolega Sasin. Nastąpił przyspieszony upadek SN w Łodzi i w Polsce. Podziały, kłótnie, topniejąca liczba członków i przyjmowanie młodzieży bez kręgosłupa, którą potem też niespecjalnie formowano. W połowie lat 90-tych byłem świadkiem przyjmowania do jednego z SN młodzieży o aparycji chuliganów, zachowującej się prymitywnie i posługującej się takimż, uproszczonym językiem. Zapanował bezwład i brak pomysłu na cokolwiek. Pod koniec lat 90-tych szansę na coś więcej miał przez chwilę Kol. Bogusław Rybicki z SN Ojczyzną, ale o porażce próby zjednoczenia zadecydowały uprzedzenia i zarzuty wobec jego osoby wysuwane przez ludzi z SN Senioralnego. Rybicki był sprawnym organizatorem, tygodnik "Ojczyzna" przeżywał wówczas swoje apogeum, wydawał mnóstwo książek, ale może powinien był wtedy ustąpić? Ostatnią poważną grą łódzkiego SN (potocznie Senioralnego) były wybory samorządowe w 1998, stworzenie Rodziny Łódzkiej i wybory sejmowe 2001. Koledzy z Łodzi mogą powiedzieć więcej. Nie chcę nikogo pomijać, ale muszę wymienić tych, których pamiętam - kol. Kolczyńskiego i Makowskiego.

Potem już była Liga Polskich Rodzin, ta wielka stracona ostatecznie szansa na zdobycie stałego miejsca w polskiej polityce przez partię narodową. W Łodzi LPR była mało narodowa, była bardzo chadecka, o mocnym rysie toruńskim. W naszej walce popełniliśmy mnóstwo błędów. Jednym z nich był brak porozumienia z silną grupą kolegów z SN z Tomaszowa. W LPR nie było miejsca na zwalczanie się trzech grup narodowych na raz, podczas gdy istniała cała duża czwarta grupa nienarodowa - ludzi wiernych wyłącznie Ojcu Rydzykowi. Nasze zwycięstwo w postaci przeforsowania p. Urszuli Krupy do PE wbrew kandydatowi W-wy (śp. prof. Ryszardowi Benderowi) było początkiem klęski. Była to osoba, która kompletnie nie nadawała się na lidera czy choćby patrona naszej walki. Co innego, gdyby europosłem został Zygmunt Wrzodak. Oczywiście to nie oznacza, że dzisiaj uważam samo przeforsowanie Krupy za błąd. Zwycięstwo Bendera oznaczałoby wycięcie nas kilka miesięcy wcześniej, a tak choć mogliśmy się łudzić, że walczymy dalej. Przegraliśmy ostatecznie z Toruniem walkę o dusze (a jeszcze w 2003 r. w pabianickiej Lidze wspaniała grupa starszych pań i panów, bez wątpienia o profilu toruńskim, słuchała o Dmowskim i śpiewała Hymn Młodych podczas marszu anty-UE; tradycja Piłsudskiego i nawet tak liczne pieśni jego obozu, nie istniały) i z Romanem Giertychem, i MW o LPR. Nie zmieniam zdania, pewnym osobom z tego środowiska nie podam ręki. Poza nielicznymi, ale chlubnymi wyjątkami, było to środowisko oportunistyczne nastawione na karierę i lekko traktujące dostosowywanie idei narodowej do wymagań panującego w Polsce establishmentu (proamerykańskość, antyrosyjskość, antybiałoruskość i o mało co, poparcie majdanowej Ukrainy).

Dziś intelektualny ruch narodowy (a ruch endecki zawsze był przede wszystkim ruchem intelektualnym) skupia się wokół "Myśli Polskiej". Poza nią istnieją rewizjoniści, ludzie niepoczytalni, zwolennicy sojuszu z banderowcami, a nawet, na marginesie, wielbiciele Hitlera i rasiści. Wszystko pod szyldami narodowymi. Szyldami zbrukanymi i skompromitowanymi.

Jeżeli chodzi o - de facto - zniszczenie mocy organizacyjnej SN w pierwszym okresie, tak w Łodzi, jak i w kraju, i różne późniejsze problemy, to być może doczekamy się kiedyś ujawnienia archiwów służb specjalnych działających po 1989 r. (UOP itp.). Przed wojną SN było infiltrowane przez szereg agentów, których meldunki z terenu łódzkiego zostały niedawno wydane przez Wydawnictwo UŁ. Jestem przekonany, że niepowodzenia i klęska SN etc. zostały spowodowane nie tylko przez ludzką słabość a czasem i głupotę tych, którzy SN tworzyli, ale także intencjonalnie przez działanie agentury wewnątrz.

Do tych wspomnień i smutnej refleksji zmobilizowała mnie lektura świeżo nabytego Biuletynu SN nr 2/90, kiedy wszystko wyglądało inaczej, także w Łodzi.