Bandyci atakują
Dodane przez Adam Smiech dnia Kwiecień 07 2017 09:41:37

Prezydent Donald Trump właśnie stracił mocno już nadszarpniętą wiarygodność. Współcześni barbarzyńcy - Stany Zjednoczone - przebierając już od dawna nogami, żeby tylko dokonać kolejnej agresji, wykonały atak 59 rakietami Tomahawk na bazę lotniczą Syrii na terenie tego kraju. Pod najbardziej ordynarnym pretekstem - dzień pierwszy - atak gazowy i natychmiastowe oskarżenie Asada i Syrii, dzień drugi - zdjęcia martwych dzieci i medialna hucpa antysyryjska i antyrosyjska (z ambasador USA przy ONZ wymachującą zdjęciami zabitych dzieci, na czele), dzień trzeci - atak przeprowadzony jak zwykle - bez wypowiedzenia wojny, ale i bez przedstawienia choć cienia dowodu na odpowiedzialność państwa syryjskiego za atak gazowy. Sztandar amerykański, niegdyś, słusznie czy nie, uważany za symbol walki o wolność i symbol wolności jako takiej, stał się dziś symbolem niczym nie ograniczonego bandytyzmu międzynarodowego w wykonaniu samozwańczego żandarma/hegemona, który nie podlega nikomu i żadnym prawom boskim ani ludzkim. Jest to wielka prowokacja skierowana przeciwko Rosji. Widać wyraźnie, że zapowiedzi pozytywnej zmiany w stosunkach z Rosją, składane wielokrotnie przez Trumpa w czasie kampanii wyborczej, zostały wyrzucone do kosza. Rozbudowuje się przyczółek polski, dalej nakręca się sytuację na Ukrainie, Czarnogóra ma zostać przyjęta do NATO, teraz nastąpił atak na Syrię. Co dalej? Czy dawno zapowiadane strefy zakazu lotów? Znamy ten scenariusz z Iraku. Końcowym etapem będzie usunięcie Asada. Chyba że? No, właśnie. Chyba że Rosja. Ale czy nie przeceniamy jej siły i zdolności polityczno-dyplomatycznych? Rosja została podobno poinformowana o ataku amerykańskim, dlaczego więc jej reakcja była w pierwszej chwili żadna? Otóż, jestem przekonany, że zniszczenie jednego, czy kilku Tomahawków przez Rosjan uspokoiłoby wojowniczość USA. Wbrew pozorom, nie byłaby to sytuacja grożąca eskalacją konfliktu, bo przecież atak miał charakter typowo bandycki. Oburzenie, zawieszenie memorandum o zapobieganiu incydentom, mówienie o agresji na suwerenne państwo, to wszystko prawda, ale reakcja powinna być natychmiastowa po otrzymaniu informacji. A tak, USA dokonały kolejnego sondowania wartości Rosji i nie wyszło to dla Rosji najlepiej, mówiąc oględnie... A nie są to żarty i nic nie znaczący region dla Rosji. W sytuacji ciągłego otaczania i planów gazociągów pomijających Rosję i jej złoża, sprawa jest jasna - Rosja nie może odpuścić Syrii. I to w sytuacji niepewności co do Turcji (jak ktoś raz zmienił front, może zmienić i drugi; zresztą Turcja już pochwaliła atak amerykański), i Iranu stojącego w kolejce do likwidacji. Rosja nie jest w łatwym położeniu. Nie dość, że jej jedyną siłą, której boi się Ameryka jest arsenał atomowy, w Rosji cały czas agentura prowokuje fermenty społeczne, na zewnątrz, bez mrugnięcia okiem dokonuje się prowokacji militarnych na granicach Rosji (kolejne ściąganie oddziałów NATO). I najważniejsze - zakłamane media Zachodu całą tą antyrosyjską działalność przedstawiają jako rosnącą agresję Rosji! Nikt przy zdrowych zmysłach nie może brać pod uwagę rozwiązania atomowego, ale może czas już, aby Rosja straciła złudzenia co do dobrej woli Zachodu i zweryfikowała swoje oczekiwania, nie mówiąc już o konieczności porzucenia tej dziwnej pozycji, jakby łaszenia się do Zachodu, oczekiwania uznania, docenienia, pragnienia wspólnoty z Zachodem itd.

Polscy wasale USA już ogłosili swoje poparcie dla akcji swego pana. Rzecznik rządu Rafał Bochenek w TVP Info: Chcemy być na bieżąco z tym, co się dzieje na Bliskim Wschodzie. To sytuacja oczywiście niecodzienna, nadzwyczajna i chcemy mieć nad tym kontrolę. W ostatnim czasie pan Baszszar al-Asad przekroczył pewną granicę, użył broni chemicznej w stosunku do ludności.

Po tych obrazkach, które obiegły świat, po tych dzieciach zabitych bronią chemiczną, Trump nie mógł nie zareagować - ocenił Tomasz Siemoniak (PO), b. minister obrony narodowej.

Tymczasem Marine Le Pen powiedziała, że prezydent USA Donald Trump próbuje być "policjantem świata" i zasugerowała, że jego plany mogą się nie udać. Jak dodała, była "zaskoczona" nagłą decyzją Trumpa. Ostrzegła, że wcześniejsze międzynarodowe interwencje w Iraku i Libii doprowadziły do wzrostu islamskiego ekstremizmu.

W 2013 r. Trump tak pisał do Obamy: I znów, do naszego bardzo głupiego lidera, nie atakuj Syrii - jeśli to zrobisz, bardzo złe rzeczy się zdarzą, a USA nic nie na tym nie uzyska.

Czy Donald Trump oszukał swoich wyborców i to wszystko, co mówił było li tylko zagraniem pod publiczkę? Jednak mimo wszystko uważam, że nie. Ufam, że był szczery. Ale w czasie kampanii i zaraz po zwycięstwie wskazywałem w kolejnych tekstach na siłę oporu wobec jego planów, siłę potężną, składającą się z czterech filarów - neokonserwatystów-mesjanistów dążących do panowania nad światem, zimnowojennego Pentagonu, przemysłu zbrojeniowego i wszechpotężnych mediów. Widzimy właśnie, jak Trump przegrywa z frontem War Party. Czy to już jego koniec, czy też próba kontrolowanego wycofania się i okopania na pozycjach? Jak zwykle - czas pokaże.

Adam Śmiech