Konflikt na Ukrainie - polskie "sukcesy"
Dodane przez Adam Smiech dnia Maj 12 2014 09:11:06

Konflikt na Ukrainie, z jakim mamy obecnie do czynienia dość jasno pokazuje pozycję polityczną Polski w Europie i na świecie. Rządzący obecnie Polską establishment pieje z zachwytu nad przynależnością do UE i NATO nie widząc, że sam staje się grupą kukiełek sterowanych z zewnątrz w interesie obcych a nie Polaków.
Konflikt ukraiński pokazał słabość polskiej polityki zagranicznej, z którą się nikt nie liczy, bo w istocie jej nie ma. Polskie służby dyplomatyczne zaprzęgnięto do pracy na rzecz obcych interesów najczęściej sprzecznych z interesami Rzeczpospolitej. Wspieramy głównie Niemców i Amerykanów w ich agresji na Rosję. Elementem głównym tych zabiegów byli ukraińscy nacjonaliści współpracujący z Niemcami przed II wojną światową, podczas jej trwania, a potem finansowani przez służby specjalne USA i Wielkiej Brytanii, a od lat 50-tych także przez służby RFN. W latach 90-tych ruch banderowski odrodził się wsparty dolarami z CIA i rozpoczął marsz ku władzy w całej Ukrainie.

Piotr Kolczyński

Czytaj całość
Rozszerzona zawartość newsa

Konflikt na Ukrainie, z jakim mamy obecnie do czynienia dość jasno pokazuje pozycję polityczną Polski w Europie i na świecie. Rządzący obecnie Polską establishment pieje z zachwytu nad przynależnością do UE i NATO nie widząc, że sam staje się grupą kukiełek sterowanych z zewnątrz w interesie obcych a nie Polaków.
Konflikt ukraiński pokazał słabość polskiej polityki zagranicznej, z którą się nikt nie liczy, bo w istocie jej nie ma. Polskie służby dyplomatyczne zaprzęgnięto do pracy na rzecz obcych interesów najczęściej sprzecznych z interesami Rzeczpospolitej. Wspieramy głównie Niemców i Amerykanów w ich agresji na Rosję. Elementem głównym tych zabiegów byli ukraińscy nacjonaliści współpracujący z Niemcami przed II wojną światową, podczas jej trwania, a potem finansowani potem przez służby specjalne USA i Wielkiej Brytanii, a od lat 50-tych także przez służby RFN. W latach 90-tych ruch banderowski odrodził się wsparty dolarami z CIA i rozpoczął marsz ku władzy w całej Ukrainie. Wydawać by się mogło, że odrodzone państwo polskie upomni się o pamięć 200 tys. wymordowanych przez Ukraińców z OUN/UPA Polaków, że zażąda potępienia ludobójstwa dokonanego w latach 1943 – 1947 na rodakach. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Zapadło milczenie i wspieranie wszelkimi sposobami odradzającego się ruchu faszystowskiego na Ukrainie. Już samo to jest skandalem, ale jakby tego było mało polskie rządy, owładnięte ideą Giedroycia wszelkimi sposobami dążyły do osadzenia w Kijowie rządu banderowskiego zawsze uzasadniając to "zagrożeniem rosyjskim". W istocie byli manipulowani przez służby USA i Niemiec realizując pomysł aneksji Ukrainy do UE, a w konsekwencji dalszego ataku na Moskwę. Jest rzeczą naturalną, że odpowiedź Rosji była druzgocąca.
Zajęcie Krymu odbyło się, można powiedzieć spacerkiem, ponieważ prawie 60% mieszkańców to Rosjanie. Teraz zaczyna się odrywanie wschodniej i południowej "ukrainy", ale tu pojawiły się bandy (o proweniencji banderowskiej) Prawego Sektora i t.zw. Gwardia Narodowa złożona również z bojówek banderowskich. Tak jak podczas II wojny światowej, banderowcy mordują niewinnych ludzi przeciwnych Ukrainie spod znaku Doncowa i Bandery. Odessa to przykład metod działania zbrodniarzy spod znaku tryzuba. Krótko mówiąc zaczyna się wojna domowa, która prawdopodobnie doprowadzi do rozpadu państwa. Niestety na jego gruzach banderowcy planują ustanowienie własnego państwa ze stolicą w... polskim Lwowie. Ba! Już teraz żądają od Polski zwrotu 19 powiatów, które w ich mniemaniu są "ukraińskie".
Takie są efekty "polskiej" polityki zagranicznej. Za niedługi czas znajdziemy się w kleszczach dwóch śmiertelnych wrogów. Od zachodu Niemcy, a od wschodu banderowcy, tradycyjnie sprzymierzeni z Niemcami. Ale na koryfeuszach polskiej polityki nie robi to żadnego wrażenia. Unoszą się dalej w oparach absurdu miłości wszystkich w UE oraz gwarancji NATO. Tymczasem są tylko pacynkami w łapach Niemiec i USA przy zawoalowanym, jak zwykle, wsparciu Żydów. Zdaje się, że to ostatnia chwila, żeby w Polsce uruchomić środowisko ludzi myślących, którzy przeciwstawią się dyrdymałom panów Kaczyńskiego, Tuska, Komorowskiego, Sikorskiego et consortes.

Piotr Kolczyński