Dowody wg kosmopolitów
Dodane przez Adam Smiech dnia Listopad 13 2007 10:25:14
Gazeta Wyborcza z 8.11.2007 r. opisuje przebieg procesu Vojislava Szeszelja, przywódcy Serbskiej Partii Radykalnej, oskarżonego przed trybunałem haskim o zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości. Jako dowód prokurator Christine Dahl przedstawiła film wideo, na którym polityk krzyczy razem z tłumem "Serbia! Serbia!". Doprawdy, jestem zszokowany ładunkiem nacjonalizmu i nienawiści zawartym w wykrzyczanych przez Szeszelja słowach. Co za okropność, co za niesmak! Ajajajajaj (jak to pięknie ujął Grosgluck, ustami Bogusława Sochnackiego w filmowej wersji Ziemi obiecanej)!
Mówiąc poważnie, mamy tu do czynienia z kolejnym groteskowym procesem, który ma udowodnić z góry założone tezy i wydać wyrok, który już dawno zapadł. Nie dziwi też, że na łamach GW relacje z podobnych procesów goszczą nader często, gdyż jest to czołowy (wśród wielu innych epitetów, którymi można GW obdarzyć) organ antyserbski w Polsce, z Serbożercą, Dawidem Warszawskim (Konstanty Gebert) na czele. Ten ostatni, przez dłuższy czas rozpowszechniał kłamstwo o tym, że jakoby Szeszelj wzywał kiedyś do "wydłubywania Chorwatom oczu zardzewiałymi łyżeczkami". Kłamstwo to ośmieszył prof. Marek Waldenberg w znakomitej książce "Rozbicie Jugosławii" (w wyd. drugim, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2005, str. 416).
Warto również zwrócić uwagę na wypowiedź p. Dahl: "Koniec końców Szeszelj nie zdołał stworzyć Wielkiej Serbii, zdołał jedynie stworzyć mniejszą Serbię i podarować światu termin "czystki etniczne"". Już tylko na podstawie tej wypowiedzi widać, jak pani prokurator niewiele wie o Bałkanach i jak bardzo jest uprzedzona do Serbii. Serbowie mieli prawo, w momencie kiedy zaczął się rozpad Jugosławii, do obrony terytoriów, na których od wieków ludność serbska mieszkała i mieli również prawo widzieć je w granicach przyszłego państwa, powstałego na gruzach Jugosławii. Dokładnie takie samo prawo, jak Chorwaci. Sprawy sporne należało rozstrzygnąć drogą porozumienia i np. przesiedlenia ludności dla uniknięcia zbytniego rozczłonkowania terytoriów. Chorwatom, a później Muzułmanom bośniackim i kosowskim jednak na porozumieniu nie zależało. Od początku mieli za sobą poparcie możnych tego świata. Tzw. wspólnota międzynarodowa stanęła jednoznacznie, a co najważniejsze, jednostronnie, po stronie nie-Serbów, wspierając bezwarunkowo każdą akcję antyserbską i torpedując jednocześnie każdą akcję przeprowadzaną przez Serbów. Trzeba nie posiadać żadnej wiedzy o historii ziem byłej Jugosławii, aby głosić absurdy o budowaniu (z konotacją pejoratywną) "wielkiej Serbii". Jugosławia została podzielona na republiki, których granice zostały wytyczone sztucznie (tak jak sztucznie przyłączono Krym do Ukraińskiej SRR w latach ZSRR). Wielu Serbów znalazło się w republikach chorwackiej i bośniackiej, będąc tam ludnością etniczną. Nic dziwnego, że pragnęli oni, w sytuacji rozkładu starej Jugosławii, żyć w nowej, w istocie serbskiej. Mieli do tego pełne prawo. Uczciwość wymaga, aby stanąć w obronie tego prawa, niezależnie od tego, czy Vojislav Szeszelj jest odpowiedzialny, czy też nie, za jakieś działania dokonane podczas wojny jugosłowiańskiej, których być może zaakceptować się nie da, nawet w sytuacji wojennej. Jednocześnie, proces Szeszelja jest kolejnym ostrzeżeniem przed kosmopolityzmem międzynarodowych trybunałów, rządzących się kryteriami i kategoriami zupełnie obcymi cywilizacji łacińskiej. Uznanie okrzyków "Serbia, Serbia" za dowód złego nacjonalizmu (a tylko taki istnieje dla wyznawców globalizacji w każdej wersji) jest groźnym memento dla wszystkich miłujących swoją Ojczyznę.