Obama na drugą kadencję
Dodane przez Adam Smiech dnia Listopad 07 2012 13:57:54

Barack Obama z dużą przewagą głosów elektorskich (303 wobec 206 Mitta Romneya) wygrał wybory w USA i będzie prezydentem drugą kadencję. Z punktu widzenia interesów Polski, ale i w ogóle, z punktu widzenia globalnej polityki międzynarodowej, stało się dobrze. Wygrał kandydat, który w poprzedniej kadencji pokazał, jak może wyglądać polityka uwolniona od mesjanizmu neokonserwatystów. Nie była to jakaś polityka wyjątkowa, niezwykłego formatu, jednak różnica w porównaniu do ostatnich lat G.W. Busha była kolosalna. Spodziewana kontynuacja tej polityki może tylko przyczynić się do wzrostu zaufania między mocarstwami i mniejszego wrzenia w newralgicznych punktach świata.

Czytaj całość...
Rozszerzona zawartość newsa

Barack Obama z dużą przewagą głosów elektorskich (303 wobec 206 Mitta Romneya) wygrał wybory w USA i będzie prezydentem drugą kadencję. Z punktu widzenia interesów Polski, ale i w ogóle, z punktu widzenia globalnej polityki międzynarodowej, stało się dobrze. Wygrał kandydat, który w poprzedniej kadencji pokazał, jak może wyglądać polityka uwolniona od mesjanizmu neokonserwatystów. Nie była to jakaś polityka wyjątkowa, niezwykłego formatu, jednak różnica w porównaniu do ostatnich lat G.W. Busha była kolosalna. Spodziewana kontynuacja tej polityki może tylko przyczynić się do wzrostu zaufania między mocarstwami i mniejszego wrzenia w newralgicznych punktach świata. Obama nie prowadził żadnej nowej wojny, wszedł na drogę normalnych relacji z Rosją. Nie ma w tej chwili podstaw, aby wątpić, że podobną politykę będzie prowadził i w drugiej kadencji. Raczej nie zdecyduje się na wojnę z Iranem - kosztowałoby to Stany Zjednoczone zbyt wiele. Wbrew jękom zawodu polskich prometeistów (zdaniem niektórych, mamy się zacząć uczyć rosyjskiego - zaiste, to już obsesja!), wybór Obamy jest dla Polski bardzo dobrym sygnałem, oczywiście pod warunkiem, że rządzący naszym krajem potrafią wyciągnąć odpowiednie wnioski i dokonać rewizji polityki wschodniej. Brzmi to fantastycznie i raczej nie należy się, niestety, tego spodziewać. Jedno jest pewne - prometeistyczne fantazje o Ukrainie, o osaczaniu i dzieleniu Rosji, można a nawet trzeba czym prędzej odłożyć między bajki. Ponieważ nie da się zmaterializować wizji rusofobicznych ani dokonać rewizji poglądów, Polska skazana będzie na wegetację na marginesie polityki światowej. Wegetację słodzoną nadzieją na jakiegoś przyszłego następcę Obamy, który może znowu ujrzy w oczach Władymira Putina litery KGB. Warto zwrócić uwagę, co jeszcze przed wyborami, 29.09.12 r. podał Głos Rosji:

"Zrewidowanie planów budowy europejskiego systemu obrony przeciwrakietowej zaproponowała Narodowa Rada Badawcza. Ta wpływowa organizacja należy do składu struktury Akademii nauk Stanów Zjednoczonych i udziela porad dla administracji prezydenta. Po zbadaniu koncepcji europejskiej obrony przeciwrakietowej eksperci uznali za niecelowe zainstalowanie w Polsce amerykańskich rakiet przechwytujących. W opracowanym przez nich raporcie sugerują oni, że nie jest to konieczne dla obrony Europy, natomiast obrony Stanów Zjednoczonych nie umocni to w żaden sposób. (...) Zbudowanie tego satelitarnego systemu informowania i śledzenia będzie kosztować Stany Zjednoczone 500 miliardów dolarów. W charakterze alternatywy Narodowa Rada Badawcza proponuje rozmieszczenie antyrakiet na wybrzeżu wschodnim Stanów Zjednoczonych. (...) Barack Obama już zapowiedział "większą elastyczność w kwestiach związanych z obroną przeciwrakietową", jeśli zostanie ponownie wybrany na stanowisko prezydenckie. (...)"

Cały raport Narodowej Rady Badawczej (National Research Council) dostępny jest w języku angielskim - TUTAJ.

Czytajmy znaki czasu, wyciągajmy wnioski, uczmy się myślenia politycznego.

Naturalnie należy zdawać sobie sprawę, że wygrana Obama, to z punktu widzenia wewnętrznych spraw USA, m.in. wzmocnienie obozu rozkładu moralnego (aborcja, homomałżeństwa, marihuana). Z kolei z punktu widzenia interesów Polski jednak nic nam do tego - tylko Amerykanie odpowiadają za swoją taką czy inną przyszłość, zaś ci spośród nich, którzy podzielają nasze przekonania moralne, muszą sobie poradzić sami. Dla Polski, uczestnika, i wciąż jeszcze formalnie podmiotu, polityki międzynarodowej, to sprawy drugo- i trzeciorzędne.