Decyzja Węgier
Dodane przez Adam Smiech dnia Listopad 06 2012 15:00:09

Władze Węgier podjęły fundamentalną decyzję - 31.10.2012 r. media poinformowały o podpisaniu przez Węgry umowy z Rosją w sprawie udziału naszych bratanków w budowie tzw. South Stream - Potoku południowego - gazociągu, którego trasa biegła będzie z kaukaskiej części Rosji przez Morze Czarne do Warny w Bułgarii, później zaś poprzez co najmniej dwa odgałęzienia, jedno przez Serbię, Węgry do Austrii i Słowenii oraz drugie, przez Grecję i Adriatyk do Włoch. Niewykluczone, że i inne kraje przyjmą część gazociągu na swoje terytorium (np. Chorwacja). Oto, na naszych oczach na śmietnik historii odchodzi szumnie zapowiadany i gorąco popierany przez polskich politycznych indolentów projekt gazociągu Nabucco, który miał niezwykle sprytnie ominąć Rosję i zadać cios jej dążeniom politycznym. Dla ludzi myślących od początku było wiadome, że nic z tego nie będzie. Pomysł okazał się nierentowny, ponadto zakładał permanentne przeciwieństwo Rosji i Azerbejdżanu (pamiętamy te medale nadawane "demokratycznym" władzom Azerbejdżanu przez naszych rządzących). Tymczasem, jak zauważył Głos Rosji:

"Moskwa i Baku rozpatrują prawdopodobieństwo rozszerzenia przez stronę rosyjską skali kupna gazu azerbejdżańskiego - podkreślił w rozmowie z "Głosem Rosji" dyrektor generalny rosyjskiego funduszu Narodowego Bezpieczeństwa Energetycznego Konstantin Simonow: Azerbejdżan w perspektywie potrafi zwiększyć wielkości eksportu swego gazu. Rosja, z kolei, ze swej strony gotowa jest do zaoferowania czynnikom w Baku możliwości tranzytowych dla jego dostaw na rynki europejskie. Trasą o znaczeniu kluczowym pod tym względem jest właśnie "Potok południowy".

Czytaj całość...
Rozszerzona zawartość newsa

Władze Węgier podjęły fundamentalną decyzję - 31.10.2012 r. media poinformowały o podpisaniu przez Węgry umowy z Rosją w sprawie udziału naszych bratanków w budowie tzw. South Stream - Potoku południowego - gazociągu, którego trasa biegła będzie z kaukaskiej części Rosji przez Morze Czarne do Warny w Bułgarii, później zaś poprzez co najmniej dwa odgałęzienia, jedno przez Serbię, Węgry do Austrii i Słowenii oraz drugie, przez Grecję i Adriatyk do Włoch. Niewykluczone, że i inne kraje przyjmą część gazociągu na swoje terytorium (np. Chorwacja). Oto, na naszych oczach na śmietnik historii odchodzi szumnie zapowiadany i gorąco popierany przez polskich politycznych indolentów projekt gazociągu Nabucco, który miał niezwykle sprytnie ominąć Rosję i zadać cios jej dążeniom politycznym. Dla ludzi myślących od początku było wiadome, że nic z tego nie będzie. Pomysł okazał się nierentowny, ponadto zakładał permanentne przeciwieństwo Rosji i Azerbejdżanu (pamiętamy te medale nadawane "demokratycznym" władzom Azerbejdżanu przez naszych rządzących). Tymczasem, jak zauważył Głos Rosji:

"Moskwa i Baku rozpatrują prawdopodobieństwo rozszerzenia przez stronę rosyjską skali kupna gazu azerbejdżańskiego - podkreślił w rozmowie z "Głosem Rosji" dyrektor generalny rosyjskiego funduszu Narodowego Bezpieczeństwa Energetycznego Konstantin Simonow: Azerbejdżan w perspektywie potrafi zwiększyć wielkości eksportu swego gazu. Rosja, z kolei, ze swej strony gotowa jest do zaoferowania czynnikom w Baku możliwości tranzytowych dla jego dostaw na rynki europejskie. Trasą o znaczeniu kluczowym pod tym względem jest właśnie "Potok południowy".

Prawda, że proste i logiczne? Jednak myślenie polityczne i mistyczny bój przeciw Rosji, zwłaszcza w wykonaniu naszych rusofobów różnej maści, to kategorie wzajemnie się wykluczające. Trudno nawet mówić o jakiejś nauce dla Polski, bo nasi wyznawcy aksjomatów antyrosyjskich nie są w stanie nigdy, w żadnych okolicznościach skorygować swego, wielokrotnie negatywnie zweryfikowanego przez rzeczywistość, poglądu. "Walić w Rucha" to ich hasło całkowicie wyłączające choćby atomy zdrowego rozsądku. No, ale przecież zawsze można rozedrzeć szaty i lamentować na cały świat, jak to nas znowu oszukano, pokonano. Nas, wieczną ofiarę przemocy.

Wnioski z całej sytuacji są oczywiste dla ludzi myślących. Polska, rządzona przez prometeistów w białych rękawiczkach i mająca opozycję złożoną z prometeistów szalonych, nie ma żadnych perspektyw, jeżeli trwać będzie przy jakiejkolwiek doktrynie zakładającej taką czy inną walkę z Rosją. I nie ważne, czy to będzie podane w sposób intelektualny i kulturalny, czy prymitywny i wulgarny. Ta droga jest drogą definitywnie i niezaprzeczalnie błędną. Mamy dzisiaj jej namacalne efekty. "Wiara ukrainna", czyli ślepe kierowanie się interesem pewnej, funkcjonującej tylko w wyobraźni wyznawców, Ukrainy, doprowadziła nas do tego, że Rosja wycofała się z budowy gazociągu Jamal II, gdyż postawiliśmy warunek, żeby nie omijał Ukrainy. Potem Rosja proponowała nam udział w North Stream (gazociągu północnym) i budowę naszej odnogi, ale ze względu na Ukrainę i państwa bałtyckie, odmówiliśmy. Rosja zrobiła więc gazociąg z Niemcami przy akceptacji państw skandynawskich leżących nad Bałtykiem i już. Możemy sobie pokiwać palcem w bucie. Co więcej, przyszłość wygląda równie nieciekawie. Rosja już kilka razy proponowała nam udział w budowie elektrowni atomowej w okręgu kaliningradzkim. Rząd milczy, zaś rozmaici eksperci - prometeiści, np. z Ośrodka Studiów Wschodnich - są oczywiście przeciwko, bo Litwa, Łotwa, Estonia itd. Kompletne odmóżdżenie. Naturalnie, Rosja proponuje nam budowę, gdyż sprawdza naszą gotowość do podjęcia gry geopolitycznej prowadzącej do wspólnego "zawiadywania" obszarem między Rosją a Polską. Jeżeli my te propozycje odrzucamy, Rosja i tak swoje zrobi, i.e., zbuduje gazociągi i elektrownie, innymi słowy, będzie zawiadywać tym obszarem sama lub np. z Niemcami, a my, sprzeciwiając się i tak nie uzyskamy nic, za to stracimy bardzo wiele.

I jeszcze jedno - sama decyzja Węgier, a więc w istocie decyzja uwielbianego wśród wyznawców sekty smoleńskiej premiera Viktora Orbana. Jest to zapewne cios potężny w rozpalone głowy rusofobów. Jakaś straszliwa zdrada, hańba i skandal. Rzecz ma się naturalnie zgoła inaczej. Jest to bardzo mądra decyzja Orbana, który od jakiegoś czasu próbuje poluźnić więzy łączące Węgry z Unia Europejską. Łącząc interes Węgier z interesem Rosji w aspekcie energetycznym, oczywiście poprawia sytuację swojego kraju. To jest elementarz myślenia politycznego. Przy tym budzi wielki szacunek zrozumienie przez Orbana skali znaczenia jego Ojczyzny na arenie międzynarodowej, bez rzucania się z motyką na słońce, bez wielkich zadęć, bez realizowania misji mesjanistycznych itp. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że Węgry miały wybór pomiędzy Nabucco a South Streamem, nikt im rozwiązania nie narzucał. I dokonały tego wyboru świadomie. Do tej pory nie wszystkie działania Orbana budziły i budzą moją sympatię, chociaż może powinienem powiedzieć, że przede wszystkim czułem wstręt do powierzchownych, płytkich, czasem niemal prostackich stwierdzeń na temat Węgier Orbana, płynących ze środowisk szalonej prawicy. Jednak człowiek powinien zawsze stosować odpowiednie filtry i sięgać do źródeł...

Rządzący Polską ludzie PO pragną ją "rozpuścić" w Unii Europejskiej, więc do nich taktyka Orbana nie przemówi. Powinna za to przemówić do PiS z przyległościami, ale naturalnie również nie przemówi. Dla nich bowiem walka z Rosją stanowi o sensie istnienia Polski. Bez Rosji straciliby rację bytu jako Polacy. A tu mieliby podejmować decyzje prorosyjskie, dogadywać się, jak kto woli, z synem Wasilowym, bądź ze spadkobiercami KGB, lub z jednymi i drugimi jednocześnie? Niedoczekanie! Zamiast tego, będą brnąć w z góry przegrane projekty, oglądając się na UE i USA. Na UE nie mają co liczyć - to przecież wiele krajów Unii podpisało już z Rosją umowy odnośnie gazociągów. Nie narażą one swych interesów ze względu na polskie miraże. Rusofobi liczą oczywiście na zwycięstwo jastrzębi w USA. Wydaje się jednak, że i te nadzieje są złudne. USA ma na głowie problem bliskowschodni - jest możliwe, że Romney, jeśli to on będzie zwycięzcą, pójdzie przede wszystkim w kierunku wojny z Iranem. Czy jednak ewentualne USA Romneya będą miały w dobie kryzysu siłę na kontynuowanie dzisiaj wyraźnie przegranej polityki osaczania Rosji? To wątpliwe, niemniej wątpliwości te nie wykluczają możliwości dalszego używania przez neokonów polskiego straszaka, jako elementu gwarantującego permanentny chaos na wschodzie Europy. Czy taka rola odpowiada jednak ambicjom "dumnych Polaków"? Pewnie nie, ale Rosja, panie, Rosja...

P.S. Wybory wygrał Barack Obama. Tym samym, ostatnia część powyższych rozważań stała się nieaktualna. Niemniej warto ją zachować , kadencja trwa tylko 4 lata.