Odszedł Przyjaciel
Dodane przez Adam Smiech dnia Lipiec 17 2012 09:12:35

W niedzielę 15 lipca 2012 r., w rocznicę Grunwaldu, odszedł do Wieczności nasz Przyjaciel Wiktor Kuśmierek.
Był wspaniałym Kolegą, serdecznym i sympatycznym człowiekiem, narodowcem starej daty w najlepszym tego słowa znaczeniu, a przede wszystkim, myślącym, świadomym Polakiem. Dane mi było poznać Go bliżej w czasie naszej działalności w Lidze Polskich Rodzin i w innych inicjatywach w latach 2001-2007. Później Wiktor wyjechał (a w zasadzie wrócił) do Opola i odtąd mieliśmy jedynie kontakt telefoniczny. W naszym województwie działał w swoim rodzinnym powiecie radomszczańskim oraz w Łodzi; w Opolu był znany jako wieloletni działacz Stronnictwa Narodowego. Był jednym z nielicznych, także niestety wśród narodowców, którzy doskonale rozumieli wielkie znaczenie kwestii rosyjskiej dla Polski (podarował mi kiedyś swoje opracowanie tego problemu z początku lat 90-tych), a co za tym idzie, zasadniczą błędność polityki prometejskiej wspierającej nacjonalizmy ukraiński i litewski przeciw Rosji; znakomicie rozumiał, jak negatywną rolę w Polsce odgrywa spuścizna Piłsudskiego i sanacji. Jak napisałem wyżej - był w swej postawie ideowej prawdziwym dziedzicem nieskażonej rewizjonizmem Myśli Narodowej. Blisko współpracowaliśmy w Jego łódzkich latach. Jakoś przypadliśmy sobie do gustu, dzieląc nie tylko poglądy, ale i poczucie humoru, i zainteresowania np. turystyką. Pamiętam dzień, wiele lat temu, kiedy powiedział mi o swojej chorobie... Ani wcześniej, ani później nie dał nikomu odczuć, że toczy walkę z zabójczym przeciwnikiem. Wierzyłem, że Mu się uda, kolejne lata mijały i wydawało się, że śmiertelny wróg jest pod kontrolą, a Wiktor, swoją wolą życia, walki i życiowym optymizmem, zwycięża. Nie zaprzestał realizować swych pasji. Był zapalonym biegaczem - długodystansowcem i turystą. Ukończył 153 maratony, 24 biegi na 100 (sto!!!) kilometrów, zdobył Annapurnę, Aconcaguę (najwyższy szczyt Ameryki Płd.) i Kilimanjaro (najwyższy szczyt Afryki). Dwa ostatnie, kiedy był już chory. Mówił mi, że jego marzeniem jest zdobycie korony Ziemi (najwyższych szczytów wszystkich kontynentów). Brał udział w w biegach nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Wielokrotnie w Szwajcarii, a także w maratonie w Belgradzie w 2006 r., co jest także i dla mnie miłym wspomnieniem, gdyż pomagałem Mu w zdobyciu informacji nt. tej imprezy. Do 2011 r. włącznie wziął udział we wszystkich maratonach warszawskich, ostatni zaliczając indywidualnie na stadionie Agrykoli jesienią ub. roku. Wiktor był podpułkownikiem Wojska Polskiego, spadochroniarzem (tak!) i nauczycielem. Jego niezwykle bogate życie zostało przerwane w biegu. To smutne z natury rzeczy wspomnienie ilustruję zdjęciem uśmiechniętego Wiktora będącego w swoim żywiole. Takim właśnie, uśmiechniętym i przyjaznym, pozostanie w mojej i innych przyjaciół, i znajomych, pamięci. Odpoczywaj w pokoju, Wiktorze, Przyjacielu!