Wokół Euro 2012 - w oparach obłędu
Dodane przez Adam Smiech dnia Czerwiec 11 2012 02:28:08

Trwają mistrzostwa Europy w piłce nożnej w Polsce i na Ukrainie. Przyznam szczerze - to już nie moja bajka. Ja jestem z innej epoki, także z innej epoki futbolowej, kiedy piłkarze byli bardziej swojscy, nie zarabiali w jeden tydzień tyle, co normalny człowiek przez całe życie, kiedy europejskie puchary zdobywały Steaua Bukareszt, Dynamo Kijów, Crvena Zvezda itd., a nie w kółko te same zespoły miliarderów. Moja reprezentacja Polski to ta z 1982 i ta, która wspaniale walczyła o mundial 1986 r. Tak, obie grały dla socjalistycznej ojczyzny, z orłem bez korony, w stanie wojennym. Dla mnie to bez znaczenia - Polska jest jedna, bez względu na panujący w niej system polityczny. W pamięci pozostaną tamte chwile zwątpienia, wiary i wreszcie sukcesu osiągniętego w niełatwych czasach i warunkach. Ale dość już tego spojrzenia za siebie. Dzisiaj mamy Euro w Polsce i cieszmy się na swój sposób i z tego. Narażę się po raz n-ty rusofobom, ale jak do tej pory oglądałem jeden wspaniały mecz godny tych z moich wspomnień - mecz między Słowianami - Rosja - Czechy.

Chciałbym, aby mówiąc o Euro 2012 koncentrowano się na piłce, jednak jak się okazuje, ludzie źli, głupi i złośliwi pragną i przy tej okazji uzewnętrznić bezinteresowną nienawiść w nich tkwiącą. Nienawiść wobec Polski sączą Anglicy, będący, obok USA, nie wiedzieć czemu obiektem niemal miłosnych westchnień pokoleń polskich politycznych troglodytów, ze współczesnymi włącznie. Nie jestem naiwny, wiem, że ich negatywna propaganda ma oparcie w częściowo prawdziwych sytuacjach - sam jestem zdecydowanym przeciwnikiem kibolstwa polegającego na praktykowaniu nienawiści (z rękoczynami, a nawet zabójstwami włącznie) jednych młodych Polaków do drugich, z tak kompletnie nieistotnego powodu jakim jest taki czy inny klub sportowy. Sam jestem przeciwnikiem zachowań mających podtekst rasistowski w stosunku np. do Murzynów, gdyż zupełnie nie pasują one do Polski, do polskiej mentalności, do polskich i jednocześnie chrześcijańskich pojęć o bliźnim, nadto, są kalką zachowań grup subkulturowych z Zachodu, importem przede wszystkim anglosaskiej, pogańskiej proweniencji.

Czytaj całość...
Rozszerzona zawartość newsa

Trwają mistrzostwa Europy w piłce nożnej w Polsce i na Ukrainie. Przyznam szczerze - to już nie moja bajka. Ja jestem z innej epoki, także z innej epoki futbolowej, kiedy piłkarze byli bardziej swojscy, nie zarabiali w jeden tydzień tyle, co normalny człowiek przez całe życie, kiedy europejskie puchary zdobywały Steaua Bukareszt, Dynamo Kijów, Crvena Zvezda itd., a nie w kółko te same zespoły miliarderów. Moja reprezentacja Polski to ta z 1982 i ta, która wspaniale walczyła o mundial 1986 r. Tak, obie grały dla socjalistycznej ojczyzny, z orłem bez korony, w stanie wojennym. Dla mnie to bez znaczenia - Polska jest jedna, bez względu na panujący w niej system polityczny. W pamięci pozostaną tamte chwile zwątpienia, wiary i wreszcie sukcesu osiągniętego w niełatwych czasach i warunkach. Ale dość już tego spojrzenia za siebie. Dzisiaj mamy Euro w Polsce i cieszmy się na swój sposób i z tego. Narażę się po raz n-ty rusofobom, ale jak do tej pory oglądałem jeden wspaniały mecz godny tych z moich wspomnień - mecz między Słowianami - Rosja - Czechy.

Chciałbym, aby mówiąc o Euro 2012 koncentrowano się na piłce, jednak jak się okazuje, ludzie źli, głupi i złośliwi pragną i przy tej okazji uzewnętrznić bezinteresowną nienawiść w nich tkwiącą. Nienawiść wobec Polski sączą Anglicy, będący, obok USA, nie wiedzieć czemu obiektem niemal miłosnych westchnień pokoleń polskich politycznych troglodytów, ze współczesnymi włącznie. Nie jestem naiwny, wiem, że ich negatywna propaganda ma oparcie w częściowo prawdziwych sytuacjach - sam jestem zdecydowanym przeciwnikiem kibolstwa polegającego na praktykowaniu nienawiści (z rękoczynami, a nawet zabójstwami włącznie) jednych młodych Polaków do drugich, z tak kompletnie nieistotnego powodu jakim jest taki czy inny klub sportowy. Sam jestem przeciwnikiem zachowań mających podtekst rasistowski w stosunku np. do Murzynów, gdyż zupełnie nie pasują one do Polski, do polskiej mentalności, do polskich i jednocześnie chrześcijańskich pojęć o bliźnim, nadto, są kalką zachowań grup subkulturowych z Zachodu, importem przede wszystkim anglosaskiej, pogańskiej proweniencji. Ale nie trzeba naukowych wywodów, żeby zauważyć, że takie zachowania są w czasie Euro marginesem - w zupełnie oczywisty sposób ogromna większość kibiców polskich zjednoczyła się wokół reprezentacji, potrafi również kibicować innym, którzy na to zasługują ze względu na swój poziom sportowy. Tak to przynajmniej obecnie wygląda. Tymczasem Anglicy tworzą swoje bujdy zestawiając ze sobą słowa klucze, które w istocie nijak się do siebie mają. Oto, obowiązkowe Auschwitz, naziści (bez narodowości), małpie odgłosy, zagrożenie dla Czarnych i Azjatów. Tak jakby w Auschwitz, reżim bliżej nieokreślonych nazistów, mordował obok Żydów, także Murzynów i Azjatów! To doprawdy żałosna postawa zadufanych w sobie dzieci upadłego Albionu, zważywszy na ich przeszłość, handel niewolnikami, często brutalny kolonializm i współczesny neokolonializm. Komunikat kierowany jest jednak głównie do tłumu półgłówków, więc i zamierzony skutek zapewne zostanie osiągnięty.

Drugi niezwykle niepokojący aspekt wydarzeń wokoło Euro, to rosnąca agresja (na razie słowna) naszych oszalałych rusofobów. Człowiek, który niegdyś wydawał się być uosobieniem rozsądku (i chyba do pewnego momentu rzeczywiście był), a mianowicie Wojciech Cejrowski w postępie geometrycznym pogrąża się w obłędzie antyrosyjskim, jednocześnie brnąc w bezkrytyczne uwielbienie tego, co "przed wojną" (w domyśle chodzi o piłsudczyznę). Oto w wywiadzie dla Polonia Christiana tak mówi o fladze polskiej i nie tylko:
"Większość tego, co widzę dzisiaj, to czerwień sowiecka, nie zaś polska, królewska i niepodległa. Kolor jasnoczerwony jest komunistyczny, sowiecki, chiński, a polski - niepodległy, jest ciemniejszy, bo ma być przypomnieniem królewskiego karmazynu. Flagi w prawidłowych kolorach produkowano przed wojną, teraz jest z tym kłopot. No, ale Konstytucji też nie mamy prawidłowej. Kiedy Lech Wałęsa, jako prezydent odrodzonej RP, przejął insygnia władzy od Prezydenta na uchodźstwie, uznał i przypieczętował konstytucyjną ciągłość władzy i państwa. Uznał więc przedwojenną Konstytucję kwietniową, jako ostatnią legalną. Dlaczego jej nie stosujemy? Stosujemy za to Konstytucję Kwaśniewskiego, czyli sowieckiego aparatczyka, komunisty, który kolaborował z okupantem, kolaborował przeciw niepodległości.
(...) Dzisiaj władzy nie ma ani prezydent, ani premier, ani parlament... Przywrócenie Konstytucji kwietniowej, właśnie wizjonerskiej kwietniowej, a nie marcowej, pozwoliłoby uporządkować wiele kwestii.(...)Fuj! Taką polskością w idiotycznych kapeluszach to mi się chce rzygać. A nad moimi Rodakami w idiotycznych kapeluszach chce mi się płakać."
Okazuje się, że nawet kolor może być sowiecki, zaś biało-czerwony kapelusz z orłem idiotyczny. Oczywiście, rzec gustu, jednak w przypadku człowieka najpierw paradującego w kowbojskim kapeluszu i kamizelce, a potem w kolorowej (idiotycznej?) koszuli i na boso, wypowiadanie się z pozycji Alfy i Omegi jest co najmniej śmieszne. Co do zaś wizjonerskiej konstytucji kwietniowej, to pan Cejrowski, jako człowiek oczytany, nie może udawać, że nie wie o jej nielegalnym rodowodzie (uchwalona ze złamaniem procedur), o wprowadzeniu przez nią ordynacji wyborczej wykluczającej w praktyce opozycję (stąd np. bojkot wyborów odbywających się na mocy tej konstytucji przez endecję), czy nieweryfikowalnej kategorii odpowiedzialności przed Bogiem i historią. Była to konstytucja stworzona przez klikę, która dorwała się do władzy w Polsce drogą zamachu stanu i po trupach setek ludzi, dla swego, traktowanego z czcią godną szamanów afrykańskich, Wodza, który zrobił klice numer i wziął i umarł. Poza jednym jedynym artykułem mówiącym o sukcesji prezydenckiej, który pozwolił zaistnieć polskim władzom emigracyjnym, konstytucja ta nadawała się wyłącznie do kosza. Szczególnie jaskrawym wyrazem głupoty politycznej jest z kolei postulowanie ogłaszania ciągłości prawnej obecnej Polski z Polską konstytucji kwietniowej. To nie jest li tylko kwestia jakiejś tam sentymentalnej uroczystości dla grupy politycznych mistyków, ale konkret polityczny, który stawia pod znakiem zapytania funkcjonowanie państwa polskiego, w którym od 1944 r. żyjemy, z jego przede wszystkim, granicami, traktatami międzynarodowymi itd. Jest świadectwem politycznego infantylizmu wyobrażanie sobie, że mogliśmy to sobie ot tak ogłaszać bezboleśnie, żeby dopiec Ruchom i komuchom. Mówiąc inaczej - ogłaszając podobną ciągłość nie uzyskalibyśmy nic z tego, co straciliśmy w wyniku wojny, a dodatkowo moglibyśmy jeszcze stracić to, co się uzyskać w jej wyniku udało.

I kolejna sprawa - Rosjanie w Polsce na Euro 2012. Tu inwencja rusofobów sięga zenitu i nie jest to bynajmniej Zenit St. Petersburg... Począwszy od psychopatycznych tekstów o utajonej inwazji KGB/GRU przebranych za kibiców i w efekcie okupacji Polski aż po dyżurnych rusofobów tzw. prawicy. Szczególnie boli ich mający się odbyć w dzień meczu Polski z Rosją, 12 czerwca, marsz kibiców rosyjskich w Warszawie, związany ze świętem obchodzonym jako Dzień Rosji (w 1990 r. ogłoszono wtedy suwerenność państwową Rosji). Jest to obecnie najważniejsze święto państwowe w Rosji. Powinniśmy spoglądać na nie łaskawym okiem, bo przecież wydarzenie leżące u podstawy święta w sposób najbardziej znaczący przyczyniło się do końca Związku Radzieckiego jako podmiotu polityki międzynarodowej. Jednak niektórzy i tak wietrzą w tym podstęp i niecne knowania. Niezawodny pan Hofman z PiS-u stwierdził nawet: "Wydanie tej decyzji jest skandaliczne. Proszę sobie wyobrazić, że Niemcy chcieliby w Tel Awiwie swoje święto obchodzić pod flagami ze swastykami. Bo to jest analogia. Co by się działo! Będzie sierp i młot, będzie przemarsz ulicami Warszawy w rosyjskie święto. Państwowość rosyjska często równała się brakowi państwowości polskiej." Można by powstrzymać się od komentarza, ale trudno nie zauważyć, że analogia a'la Hofman jest taka jak pomiędzy właśnie posłem Hofmanem a np. Heinzem Hoffmannem, ministrem obrony NRD. W Gazetach Polskich, Naszych Dziennikach, na różnych portalach tzw. prawicowych trwa od dłuższego czasu podkręcanie przeciwko Rosji w związku z Euro 2012. Teraz Hofman dodaje: "Tą decyzją Hanna Gronkiewicz-Waltz wzięła pełną odpowiedzialność za to, co się stanie 12 czerwca". Czyżby była to zapowiedź jakiejś zorganizowanej akcji?
A tymczasem mieliśmy kolejną miesięcznicę smoleńską i co? Niespodzianka - Rosjanie, wraz z holenderskim trenerem reprezentacji Rosji złożyli kwiaty pod tablicą pamiątkową. Jak podały media: "kwiaty przed tablicą smoleńską złożyli przedstawiciele reprezentacji Rosji, m.in. prezes rosyjskiej federacji piłkarskiej Siergiej Fusenko oraz trener reprezentacji Rosji Dick Advocaat. Przed Pałacem był także ambasador Rosji Aleksander Aleksiejew. Rosjanie uczcili pamięć ofiar minutą ciszy. - To co się stało, to dla całej Rosji tragedia. Przyszliśmy złożyć wieniec na znak pamięci o ofiarach tej katastrofy - mówił Fusenko." Okazuje się, że dożyliśmy czasów, w których nawet Robert Biedroń (Ruch Palikota) rozsądnie zauważył, że był to "bardzo miły gest. To pokazuje, że Rosjanie są otwarci. Podgrzewanie atmosfery rusofobii ze strony polskiej prawicy jest kompletnie nieodpowiedzialne".

W obu opisanych wyżej przypadkach mamy do czynienia ze zjawiskiem, które po katastrofie smoleńskiej stało się niestety faktem politycznym. Prawicowość została zawłaszczona przez romantyczny, w sposobie myślenia o rzeczywistości w istocie rewolucyjny, nurt polityczny, formalnie (ale za to hałaśliwie) odwołujący się do mistycznego, posoborowego polskiego katolicyzmu ludowego i mający w związku z tym poparcie dużej części ludzi Kościoła, których wiedza na temat historii Polski i pojęcia na temat polityki polskiej zostały ukształtowane, podobnie jak w przypadku polityków reprezentujących ten nurt, w kuźni ideologicznej o obliczu piłsudczykowsko-giedroyciowskim. Na hasło "Rosja" ludzie ci reagują jak nomen-omen psy Pawłowa na godzinę karmienia. Nie ma w tym, pomimo pozorów i wzniosłych frazesów, odrobiny myślenia politycznego. Rezultatem jest paraliż polityczny Polski, brak zdolności rozumienia podstawowych potrzeb narodowych i państwowych, brak zdolności czytania polityki światowej i rozumienia znaków czasu. Taka prawica stanowi w istocie siłę destrukcyjną dla państwa, stanowi zagrożenie dla bytu państwowego i narodowego Polaków. To tacy bogoojczyźniani jakobini. Jeszcze jednym złym skutkiem takiej sytuacji jest to, z czym mamy właśnie do czynienia od kilku lat. Ludzie mający świadomość zagrożenia ze strony podobnej "prawicy" głosują na Platformy Obywatelskie, Ruchy Palikota itp., bojąc się powrotu do władzy szaleńców z szabelkami. Czyniąc tak ugruntowują jednak władzę środowiska politycznego w dużej mierze odwołującego się do tych samych źródeł ideologicznych i wartości, co owa "prawica", tyle, że ze względów praktycznych (posiadanie władzy i chęć jej utrzymania) i ze względu na uwarunkowania międzynarodowe, nie akcentuje ono pewnych spraw w ogóle a inne akcentuje inaczej. Dla Polski to "lepiej" ale wyłącznie w ramach skali minusowej.

Polakom, tak tym glosującym na PO, jak i części głosującej na PiS i części w ogóle nie głosującej brakuje nowoczesnej formacji narodowej, której program, mający widoki na realizację, byłby spełnieniem ich pragnień. Program taki można zamknąć prostymi hasłami - wolność wewnętrzna, państwo strażnikiem i pomocnikiem dla swoich, na zewnątrz - rozsądek, podejście racjonalne, kierowanie się wyłącznie interesem Polski na arenie międzynarodowej w kontekście uwarunkowań lokalnych i globalnych,a co za tym idzie szukanie przede wszystkim porozumienia z najsilniejszymi, a jednocześnie najbliższymi geograficznie, partnerami, porzucenie wszelkiej maści polityki prometejskiej. Nie jest to program niemożliwych, czy nierealnych założeń. Przeciwnie. Aby myśleć o zbudowaniu organizacji mogącej przyciągnąć ludzi do takiego programu a później do jego realizacji, potrzeba konsekwentnego, rozumnego wysiłku, ze świadomością, że głównym przeciwnikiem tych, którzy się w budowanie takiego pomysłu zaangażują będą wady i przywary tkwiące w nas Polakach od wieków. Prędzej poradzimy sobie z wrogami niż z własną zawiścią i zaprzaństwem. Trzeba ludzi twardo stąpających po ziemi, którzy rozumieją, że czasami koniecznym jest zadowolić się czymś mniejszym niż większym, bez fanatyzmu, mistycyzmu i zabobonu politycznego. Dopóki nie zrozumieją tego masy tkwiące w oparach smoleńskiej mgły, dopóty pozostanie nam tylko oglądanie lepszych lub gorszych meczów odbywających się w ramach mniej lub bardziej oligarchicznych rozgrywek...