Lincz na Kaddafim
Dodane przez Adam Smiech dnia Październik 21 2011 14:15:37

20 października b.r. w Syrcie bądź w jej okolicach, zamordowany został Muammar al-Kaddafi, były przywódca Libii. Dokonało się to, wg dostępnych informacji, w formie linczu zdziczałej, rewolucyjnej tłuszczy. Kaddafi rządził Libią przez 42 lata, ma na sumieniu wiele, nie był aniołkiem, ale okoliczności jego śmierci i komentarze jakie po niej nastąpiły prowokują do wypowiedzenia paru słów na ten temat. Przede wszystkim, śmierć Kaddafiego nastąpiła zaraz po tym, jak Hillary Clinton, będąca przecież nie stróżem cnoty swego męża, ale sekretarzem stanu USA, stwierdziła, że Kaddafi musi zostać zabity (lub schwytany). Uczyniła to na konferencji prasowej w Trypolisie 18 października b.r. No, i proszę, wystarczyły niecałe dwa dni i już jej życzenie zmaterializowało się. Czyżby lud czekał na przyzwolenie aż z samego centrum światowej cywilizacji wolności? A dopiero co prezydent Obama wymieniał uściski dłoni z Kaddafim... Tym razem jakoś nie przebiły się głosy oburzenia światłych Europejczyków brzydzących się karą śmierci, a zabójstwem na zlecenie tym bardziej. Po zamordowaniu Kaddafiego wypowiedziały się również czynniki oficjalne polskie. Prezydent Komorowski podczas warszawskiego spotkania z emirem Kataru stwierdził:

"śmierć ostatniego dyktatora w Afryce Północnej (Muammara Kadafiego) oznacza także i polskie przekonanie, że świat zmierza w dobrą stronę, że zmiany wolnościowe są ostateczne i nie dadzą się zawrócić"(za PAP).

No, tak, a na ten przykład Robert Mugabe, czarny rasista z Zimbabwe, to zapewne demokrata pełną gębą... Zupełną kompromitacją jest jednak oświadczenie polskiego MSZ, ustami rzecznika Marcina Bosackiego.

Czytaj całość...
Rozszerzona zawartość newsa

20 października b.r. w Syrcie bądź w jej okolicach, zamordowany został Muammar al-Kaddafi, były przywódca Libii. Dokonało się to, wg dostępnych informacji, w formie linczu zdziczałej, rewolucyjnej tłuszczy. Kaddafi rządził Libią przez 42 lata, ma na sumieniu wiele, nie był aniołkiem, ale okoliczności jego śmierci i komentarze jakie po niej nastąpiły prowokują do wypowiedzenia paru słów na ten temat. Przede wszystkim, śmierć Kaddafiego nastąpiła zaraz po tym, jak Hillary Clinton, będąca przecież nie stróżem cnoty swego męża, ale sekretarzem stanu USA, stwierdziła, że Kaddafi musi zostać zabity (lub schwytany). Uczyniła to na konferencji prasowej w Trypolisie 18 października b.r. No, i proszę, wystarczyły niecałe dwa dni i już jej życzenie zmaterializowało się. Czyżby lud czekał na przyzwolenie aż z samego centrum światowej cywilizacji wolności? A dopiero co prezydent Obama wymieniał uściski dłoni z Kaddafim... Tym razem jakoś nie przebiły się głosy oburzenia światłych Europejczyków brzydzących się karą śmierci, a zabójstwem na zlecenie tym bardziej. Po zamordowaniu Kaddafiego wypowiedziały się również czynniki oficjalne polskie. Prezydent Komorowski podczas warszawskiego spotkania z emirem Kataru stwierdził:

"śmierć ostatniego dyktatora w Afryce Północnej (Muammara Kadafiego) oznacza także i polskie przekonanie, że świat zmierza w dobrą stronę, że zmiany wolnościowe są ostateczne i nie dadzą się zawrócić"(za PAP).

No, tak, a na ten przykład Robert Mugabe, czarny rasista z Zimbabwe, to zapewne demokrata pełną gębą... Zupełną kompromitacją jest jednak oświadczenie polskiego MSZ, ustami rzecznika Marcina Bosackiego. Powiedział on m.in.:

"Gratulujemy narodowi libijskiemu tego, co się dzisiaj stało, czyli ostatecznego końca okresu dyktatury, który trwał przez kilkadziesiąt lat" oraz "Mamy nadzieję, że teraz ostatni lojaliści poprzedniego reżimu porzucą opór, sprawnie utworzony zostanie nowy reprezentatywny rząd przejściowy i nastąpi szybka budowa demokratycznej Libii. Polska, tak jak przez ostatnie miesiące, pragnie z nią blisko współpracować"(za PAP, Onet).

Nie wiadomo tylko, czy nowi władcy Libii uwierzą w te zapewnienia p. Bosackiego o współpracy. Przecież Polska Kaddafiego uznawała, a teraz gratuluje jego zamordowania, to co stoi na przeszkodzie w przyszłości zmienić zdanie na temat nowych, "demokratycznych" władz Libii? Rozumiejąc wrażliwość polskiego MSZ na cierpiące od dyktatur narody, czekamy na równie aktywne działania np. względem Azerbejdżanu, gdzie rządzi klan rodzinny Alijewów mający w nosie wolność, a jednak, ze względów politycznych (prometejskich), Polska nie tylko tego nie zauważa, ale nawet odznacza tamtejszych kacyków, żeby ich połechtać i zwerbować przeciwko "Ruchom".
To, co jest najsmutniejsze w fakcie linczu na Kaddafim, to upadek obyczajów politycznych Zachodu, który - pełen pychy - pretenduje do władzy nad światem i uzurpuje sobie prawo do pouczania wszystkich. Dziś Zachodu nie stać nawet na sfingowanie procesu (jak to było w przypadku Husajna, Miloszewicza i innych). Pozwala się na kompletne bezhołowie, na uzewnętrznienie najgorszych instynktów, które w trakcie i potem, ubiera się, na wskroś kłamliwie, w słówka na potrzeby bezmyślnego tłumu, którym się rządzi. Zachód jest dzisiaj patronem tego typu zachowań. Oby w przyszłości nie płakał, kiedy owe zachowania obrócą się przeciwko niemu.
Kończąc, należy wyrazić zdziwienie, że Kaddafi nie uciekł z Libii, kiedy miał jeszcze taką możliwość. A przecież, nie szukając daleko, Idi Amin, czy Jean Bedel Bokassa, uciekli ze swoich krajów i nie niepokojeni przez światłych ludzi Zachodu skończyli życie w starości (Amin nawet w Arabii Saudyjskiej, wielce "demokratycznej" - Panie Bosacki - sojuszniczce USA). To świadczy o tym, że, po pierwsze, Kaddafi dał się nabrać przywódcom Zachodu, którzy jeszcze w 2010 r. go serdecznie ściskali, po drugie, że albo zabrakło mu chęci do życia, albo do końca nie wierzył w swój upadek.
Tak czy inaczej, Libia wkracza na niepewną drogę. Przed nowymi władcami, którzy oczywiście żadnej demokracji nie wprowadzą, bo to po prostu nie jest metoda rządzenia możliwa do zaprowadzenia w tej części świata, stoi trudne zadanie. Jeżeli bowiem nie brak im rozumu, muszą wiedzieć, komu zawdzięczają zwycięstwo i kto może, przy pomocy taniej propagandy, w każdej chwili, także ich, jeśli będą niegrzeczni, przedstawić, bez względu na fakty, jako krwawych zbirów. Na naszych oczach neokolonializm odniósł potężne zwycięstwo.
Zobaczymy jak rozwinie się sytuacja. Już dzisiaj można jednak stwierdzić, że, mając na uwadze naturalnie wszystkie zastrzeżenia i zachowując proporcje, świeckie reżimy arabskie, takie jak Husajna, Babraka Karmala, czy Kaddafiego, nie tylko, czy nam się to podoba czy nie, przybliżyły swoje kraje w wielu dziedzinach do świata ludzi białych, ale też były o wiele bardziej przewidywalne od reżimów, które nastąpią obecnie. Dlatego zwycięstwo neokolonializmu może być zwycięstwem pyrrusowym.