Umowy to świstki papieru
Dodane przez Adam Smiech dnia Sierpień 12 2011 20:18:59

Mamy nowy "skandal" - polska prokuratura generalna, realizując postanowienia umowy międzynarodowej pomiędzy Rzeczpospolitą Polską a Republiką Białorusi o pomocy prawnej, przekazała dane dotyczące zagranicznych kont niejakiego Alesia Bialackiego. Jedno z kont, to konto polskie (swoją drogą, bardzo ciekawe, kto tam wpłacał pieniądze?). Pytanie - gdzie tu skandal? Polska instytucja zadziałała przecież zgodnie z literą obowiązującego prawa. A jednak minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski przeprasza za to w imieniu Rzeczpospolitej! Okazało się bowiem, że ów Bialacki to "wybitny opozycjonista" (demokratyczny, ma się rozumieć). Rzeczpospolita to także wielu ludzi nie zgadzających się z taką postawą ministra SZ RP. Należy do nich również piszący te słowa. Może więc na przyszłość JE minister zechce powstrzymać się od podobnych aktów ekspiacji - może przecież przeprosić w swoim imieniu, skoro tak uważa. Natomiast na pewno jego przeprosiny są zupełnie nie na miejscu, jeżeli chodzi o obywateli RP, którzy są przekonani o tym, że wobec sąsiedniego kraju, sąsiedniego narodu i jego władz wybranych ogromną większością głosów, nie należy prowadzić, przy pomocy instytucji państwa polskiego, polityki nienawistnej na zamówienie światowych ośrodków, które od lat realizują obcymi, także polskimi, rękoma, plan uczynienia z Białorusi bezwolnego, pseudosuwerennego państwa na wzór większości państw UE. Obok Sikorskiego, z równie potępieńczymi wypowiedziami "wyskoczyli", niemal jak jeden mąż, przedstawiciele parlamentarnej sceny politycznej - Robert Tyszkiewicz i Andrzej Halicki z PO, Ryszard Czarnecki z PiS, Andrzej Grzyb z PSL, Paweł Kowal z PJN. Także przedstawiciele potworka finansowanego z naszych podatków, czyli TV Biełsat i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Na tle rozgorączkowanych głów tych ludzi, jak rozważny polityk zaprezentował się Tadeusz Iwiński z SLD. Tyszkiewicz mówi o decyzji "rujnującej dla wizerunku Polski jako kraju wspierającego demokrację". Dlaczego w takim razie pan Tyszkiewicz nie wydaje podobnych oświadczeń w związku z Chinami, czy Izraelem? Polska to jego zdaniem "przystań dla wszystkich walczących o prawa człowieka i wolności obywatelskie". Ale nam się Winkelried z papierową szabelką znalazł! Zadziwia to nieliczące się z nikim i z niczym przekonanie, że można angażować Polskę w dowolną awanturę, jeśli wydaje się ona komuś mistycznie uzasadniona. Niechby pan Tyszkiewicz prywatnie, za swoje pieniądze budował przystanie dla wszystkich pokrzywdzonych tego świata, ale nie - on zasłania się Polską! Czarnecki chce nawet karać pracowników prokuratury "dla przykładu". Ciekawe, na podstawie jakiego to przepisu? Kowal podpiera się standardami demokratycznego państwa. Te standardy, to finansowanie opozycji, która by, bez dwóch zdań, bez tego finansowania nie istniała na Białorusi, to utrzymywanie oficjalnych stosunków z Białorusią, podpisywanie umów, a potem ich nie dotrzymywanie wg własnego widzimisię. Czy czegoś te "standardy" PT Czytelnikom nie przypominają? Ależ tak! To Polska wielokrotnie w swej najnowszej historii znajdowała się w podobnej sytuacji. Umowy z Nią, gwarancje dla Niej, uznawano za nieobowiązujące, za świstki papieru. Spotykało się to ze słusznym oburzeniem Polaków. A przecież nie jest powiedziane, że tak nie będzie w przyszłości. Oby nam wówczas ktoś nie przypomniał zachowania wobec Białorusi.


Czytaj całość...
Rozszerzona zawartość newsa

Mamy nowy "skandal" - polska prokuratura generalna, realizując postanowienia umowy międzynarodowej pomiędzy Rzeczpospolitą Polską a Republiką Białorusi o pomocy prawnej, przekazała dane dotyczące zagranicznych kont niejakiego Alesia Bialackiego. Jedno z kont, to konto polskie (swoją drogą, bardzo ciekawe, kto tam wpłacał pieniądze?). Pytanie - gdzie tu skandal? Polska instytucja zadziałała przecież zgodnie z literą obowiązującego prawa. A jednak minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski przeprasza za to w imieniu Rzeczpospolitej! Okazało się bowiem, że ów Bialacki to "wybitny opozycjonista" (demokratyczny, ma się rozumieć). Rzeczpospolita to także wielu ludzi nie zgadzających się z taką postawą ministra SZ RP. Należy do nich również piszący te słowa. Może więc na przyszłość JE minister zechce powstrzymać się od podobnych aktów ekspiacji - może przecież przeprosić w swoim imieniu, skoro tak uważa. Natomiast na pewno jego przeprosiny są zupełnie nie na miejscu, jeżeli chodzi o obywateli RP, którzy są przekonani o tym, że wobec sąsiedniego kraju, sąsiedniego narodu i jego władz wybranych ogromną większością głosów, nie należy prowadzić, przy pomocy instytucji państwa polskiego, polityki nienawistnej na zamówienie światowych ośrodków, które od lat realizują obcymi, także polskimi, rękoma, plan uczynienia z Białorusi bezwolnego, pseudosuwerennego państwa na wzór większości państw UE. Obok Sikorskiego, z równie potępieńczymi wypowiedziami "wyskoczyli", niemal jak jeden mąż, przedstawiciele parlamentarnej sceny politycznej - Robert Tyszkiewicz i Andrzej Halicki z PO, Ryszard Czarnecki z PiS, Andrzej Grzyb z PSL, Paweł Kowal z PJN. Także przedstawiciele potworka finansowanego z naszych podatków, czyli TV Biełsat i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Na tle rozgorączkowanych głów tych ludzi, jak rozważny polityk zaprezentował się Tadeusz Iwiński z SLD. Tyszkiewicz mówi o decyzji "rujnującej dla wizerunku Polski jako kraju wspierającego demokrację". Dlaczego w takim razie pan Tyszkiewicz nie wydaje podobnych oświadczeń w związku z Chinami, czy Izraelem? Polska to jego zdaniem "przystań dla wszystkich walczących o prawa człowieka i wolności obywatelskie". Ale nam się Winkelried z papierową szabelką znalazł! Zadziwia to nieliczące się z nikim i z niczym przekonanie, że można angażować Polskę w dowolną awanturę, jeśli wydaje się ona komuś mistycznie uzasadniona. Niechby pan Tyszkiewicz prywatnie, za swoje pieniądze budował przystanie dla wszystkich pokrzywdzonych tego świata, ale nie - on zasłania się Polską! Czarnecki chce nawet karać pracowników prokuratury "dla przykładu". Ciekawe, na podstawie jakiego to przepisu? Kowal podpiera się standardami demokratycznego państwa. Te standardy, to finansowanie opozycji, która by, bez dwóch zdań, bez tego finansowania nie istniała na Białorusi, to utrzymywanie oficjalnych stosunków z Białorusią, podpisywanie umów, a potem ich nie dotrzymywanie wg własnego widzimisię. Czy czegoś te "standardy" PT Czytelnikom nie przypominają? Ależ tak! To Polska wielokrotnie w swej najnowszej historii znajdowała się w podobnej sytuacji. Umowy z Nią, gwarancje dla Niej, uznawano za nieobowiązujące, za świstki papieru. Spotykało się to ze słusznym oburzeniem Polaków. A przecież nie jest powiedziane, że tak nie będzie w przyszłości. Oby nam wówczas ktoś nie przypomniał zachowania wobec Białorusi.

A co z samym finansowaniem opozycji? Są ludzie, i ja do nich należę, którzy uważają, że nie jest to właściwy sposób walki o wolność. Finansowani z zewnątrz opozycjoniści stają się w istocie marionetkami tych, którzy płacą i to płatników cele przede wszystkim realizują, co odbija się również na kierunku polityki owych opozycjonistów, kiedy już dojdą do władzy. Przerabialiśmy to nie raz w historii, także w Polsce (Solidarność). Wyraźnie również stosuje się tutaj podwójną miarę. Jest słuszne finansowanie z zagranicy i niesłuszne. Ci słusznie finansowani, to bohaterowie walki o wolność, ci niesłusznie, to zdrajcy i sprzedawczyki.

Białoruskie MSZ zareagowało jak najbardziej słusznie na te kolejne wyrazy niechęci ze strony oficjalnych czynników polskich wskazując na fakty oczywiste dla ludzi myślących:
"- Oświadczenie polskiego MSZ charakteryzuje porażający nihilizm prawny. Dyplomaci polscy zapomnieli o tym, że trwały rozwój społeczności międzynarodowej zapewniają przede wszystkim mechanizmy prawne współpracy między państwami, które ustanawiają jednakowe kryteria i reguły dla wszystkich krajów świata - oznajmił rzecznik MSZ Białorusi Andrej Sawinych w oświadczeniu opublikowanym na stronie internetowej resortu.(...) Zarzuciło ono również stronie polskiej, że "w swej krótkowzroczności odradza de facto zasadę "cel uświęca środki". Polscy koledzy powinni przypomnieć sobie historię XX wieku i niezliczone cierpienia, które przyniosło narodom europejskim zastosowanie takiego podejścia w praktyce. Mamy wielką nadzieję, że nieokrzepła polska demokracja nie ma tak krótkiej pamięci" - głosi oświadczenie."(za Onet.pl, PAP 12.08.11)

Cała hucpa wokół Bialackiego prowadzi jeszcze do innych wniosków - natury ogólnej. Społeczeństwu pokazuje się, że prawo jest wartością ulotną, że zależy nie od obiektywnych czynników, ale od woli grupy politycznej mającej akurat przewagę. W ten sposób podważa się w Polsce suwerenne prawa władz takich krajów jak Białoruś, kraje arabskie, w których sprokurowano niby-rewolucje itp. Zapomina się, że, jak wspomniałem wyżej, podobne podejście zastosowano kiedyś wobec polskiego rządu emigracyjnego w Londynie. Co więcej, współczesne państwo polskie traktuje niepoważnie umowę(y), które samo z Białorusią podpisało. Trzeba sobie zadać pytanie - czy jeżeli podważa się fundament, jakim jest prawo międzynarodowe, prawo państwowe (konstytucyjne), to co w takim razie z prawem wewnętrznym? Czy nie jest to zachęta do równie dowolnego traktowania tego prawa? Przykład idący z góry wygląda tak - istnieją umowy z drugim państwem, dotrzymywanie ich, z uwagi na poglądy polityczne rządzących, jest jednak traktowane jako skandal. Co będzie jeśli to się przełoży na dowolne prawo wewnętrzne np. prawo podatkowe. Gdzie tu szacunek dla państwa i jego instytucji? O tym zapewne nie pomyślał minister Sikorski, nie pomyśleli posłowie. Dla nich liczy się wyłącznie romantyczna poezja sprzed 170 lat, wielki zamiar, światowa przystań, wiara w siły, które urodzą się same na potrzeby tego zamiaru, mocą mistycznego uczucia. Nie jest to poważne myślenie o polityce polskiej - to dziecinada ludzi dorosłych, w stylu tej, która doprowadziła np. do powstania warszawskiego. Nie wystarczy, jak minister Sikorski, w wielu kwestiach postępować rozsądnie i słusznie. Trzeba wykazać się konsekwencją na każdym kierunku, a nie tylko na wybranych.

Poważna polityka polska na kierunku białoruskim powinna prowadzić do ułożenia jak najlepszych i szczerych stosunków z tym państwem, bez względu na władze, które tam rządzą, tym bardziej, że władze te, wbrew prymitywnej propagandzie, nie dokonują żadnej "rzezi" opozycji. Na Białorusi istnieje duża mniejszość polska, jest tam niezliczona ilość polskich zabytków wynikająca z faktu, że duża część ziem państwa białoruskiego przez setki lat należała do Polski. Zamiast pomocy dla Polaków, finansowego wspierania kosztów utrzymania i remontów pomników polskiej kultury, w istocie polskie władze od lat przyczyniają się do marginalizacji białoruskich rodaków, do ich skłócenia, do białorutenizacji części z nich. Białoruś to nie Bośnia. Tu wariant bałkański nie przejdzie. Działania prowadzące nieuchronnie do konfliktu na poważną skalę, to bardzo poważny błąd. Rozpalanie ognia u sąsiada, to polityczna zbrodnia. Białoruś, w obliczu zagrożenia okcydentyzacją, wybierze wariant rosyjski. Rosja z kolei, z pewnością nie dopuści do przesunięcia granic UE i NATO po bramę smoleńską, dopóki dopóty instytucje te będą ją traktowały jak wroga. Wobec powyższych oczywistych implikacji, trwanie przy dotychczasowej polityce polskich władz wobec Białorusi, wspieranej przez całą parlamentarną klasę polityczną, to droga do katastrofy. Najwyższy czas to zrozumieć.