Pogrzeb Andrzeja Leppera
Dodane przez Adam Smiech dnia Sierpień 11 2011 21:19:16

Los sprawił, że śmierć Andrzeja Leppera i Jego pogrzeb zaskoczyły mnie w Jarosławcu, gdzie przebywam na wakacyjnym wyjeździe. Krupy, w których Andrzej Lepper został pochowany i Zielnowo, w którym mieszkał, to zaledwie niewiele ponad 20 km od Jarosławca, więc było dla mnie czymś naturalnym, że w tej smutnej uroczystości wezmę udział. Wyruszyłem ok. 13 (msza miała rozpocząć się o 14). Na drodze na Darłowo jest zjazd na Zielnowo/Krupy. Od kierowcy jadącego z przeciwka dowiaduje się jednak, że trzeba zawrócić, bo policja nie puszcza. Trudno, muszę jechać przez Darłowo. Tam korek, który zabiera ok. 25 minut. Dość sceptyczny wobec szans dojechania o czasie, skręcam na drogę na Sławno. Tam okazuje się, że policja zawraca samochody, ale tylko osób nie jadących na pogrzeb. Z ulgą jadę dalej. O 13,53 jestem na miejscu. Od poprzedniego wieczora utrzymuje się fatalna pogoda. Jest 15-17 stopni, pełne zachmurzenie i padający ciągle z różnym natężeniem deszcz. Staję na czyimś podwórku. Wszędzie wokoło spływające potoki gliny. Mijam dziesiątki samochodów osobowych, kilka autokarów. Pod kościołem p.w. Matki Bożej Ostrobramskiej tłum żegnających przewodniczącego Samoobrony. Jest wiele oficjalnych delegacji, pocztów sztandarowych, ludzi w garniturach, którzy przyjechali specjalnie na pogrzeb oraz takich jak ja, wykorzystujących bliskość urlopowego miejsca pobytu. Oprócz tego, mnóstwo miejscowych mieszkańców, bliższych i dalszych sąsiadów Zmarłego. Jest może nawet ponad 2 tysiące ludzi. Wśród gości były prezydent RP Lech Wałęsa oraz ambasador Republiki Białorusi w Polsce prof. Wiktor Gajsionak. Kompania honorowa i orkiestra Wojska Polskiego stoją na zewnątrz w silnym deszczu, podobnie poczty sztandarowe i ogromna większość żałobników. Nie zorganizowano żadnego zewnętrznego nagłośnienia. Msza żałobna odbywa się w ciszy świątyni. Do stojących na zewnątrz nie dochodzi choćby najcichszy odgłos... W końcu rusza kondukt żałobny. W deszczu, błocie trumna z doczesnymi szczątkami Andrzeja Leppera, wieziona czarnym, zaprzężonym w konie karawanem, dociera do grobu na cmentarzu w Krupach. Andrzeja Leppera żegnają polityczni przyjaciele - m.in. Janusz Maksymiuk, Władysław Serafin, Genowefa Wiśniewska - , ambasador Białorusi oraz brat Antoni w imieniu rodziny. Wszyscy podkreślają przymioty Zmarłego i ogrom zaskoczenia, jakim była dla nich Jego, stojąca ich zdaniem pod dużym znakiem zapytania, samobójcza śmierć. Ambasador Gajsionak przekazuje kondolencje nie tylko od siebie, ale i od najwyższych czynników Republiki Białorusi, od prezydenta Łukaszenki i od rządu. Wstrząsające wrażenie wywiera przemówienie brata Antoniego, który łamiącym się głosem wygłasza protest przeciwko śmierci Brata, przeciwko Jego traktowaniu za życia przez establishment, przeciwko niszczeniu szukaniem "haków" za czasów udziału Leppera w rządzie J. Kaczyńskiego. W ciągle padającym deszczu, po salwie kompanii honorowej WP, uroczystość dobiega końca. Rozpoczyna się składanie wieńców i kwiatów. Jeden z pierwszych, to wieniec od Lecha Wałęsy... Powoli opuszczam kończące się uroczystości, pragnąc, pragmatycznie, uciec przed główną grupą posiadaczy samochodów. Zapamiętam pogrzeb Andrzeja Leppera, jako bardzo zwyczajny, pozbawiony często obecnego w takich sytuacjach, zadęcia. Polska traci polityka barwnego, niekonwencjonalnego, drażniącego wielu swoim brakiem obycia na salonach "Warszawki", przede wszystkim jednak, myślącego po polsku i działającego w interesie Polski. Pozostaje żal...