Jakobini w akcji
Dodane przez Adam Smiech dnia Kwiecień 11 2011 10:08:08

Obserwacja zachowań PiS i kilkutysięcznego tłumu zwolenników tej partii 9 i 10.04 b.r. prowadzi do smutnego wniosku - niczego nie zrozumieli, niczego się nie nauczyli przez ostatni rok. Dla każdego człowieka myślącego rozsądnie i poważnie o Polsce było to bardzo bolesne doświadczenie. Zobaczyliśmy powtórkę z ubiegłego roku, tyle że z jeszcze większym natężeniem nienawiści gęsto rozsiewanej przez ludzi z krzyżami w rękach i pod sztandarami, także o symbolice religijnej. Nienawiści - zupełnie nieprzytomnej - do Rosji, ale także do wszystkich Polaków nie podzielających poglądów rozhisteryzowanego tłumu o iście jakobińskim potencjale. Wypada powtórzyć spostrzeżenia z czasów tzw. walki o krzyż w 2010 r. Mamy oto do czynienia z pełzającą rewolucją, z negowaniem, podważaniem władz i struktur państwa polskiego. PiS organizuje z premedytacją oddzielne uroczystości żeby pokazać, że tylko one są słuszne i godne, a tamte, organizowane przez państwo, to szopka urządzana przez zdrajców Ojczyzny działających w zmowie z Putinem. PiS i jej zwolennicy podkręcani do granic wytrzymałości psychicznej przez partyjnych działaczy i przez takie osoby jak Melak, Lisiewicz, czy Sakiewicz, mówią wprost - gardzimy tym państwem, gardzimy każdym, kto nie idzie z nami. W ten sposób partia będąca reinkarnacją najgorszych żywiołów sanacyjnych zaprzecza głównej idei swoich antenatów - propaństwowości. Chociaż może nie - przecież piłsudczycy także nienawidzili państwa polskiego do 1926 r., a państwowcami stali się dopiero wówczas, kiedy zagarnęli je dla siebie. I nie dajmy się omamić, że w tym całym cyrku chodzi o upamiętnienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego, czy innych ofiar katastrofy smoleńskiej. Jest to tylko przykrywka do awanturnictwa i anarchii, którą uprawia Prawo i Sprawiedliwość(sic!) ze swoimi oddanymi zwolennikami. Najlepszym dowodem jest sprawa tablicy usuniętej przez władze obwodu smoleńskiego.

Czytaj całość...
Rozszerzona zawartość newsa

Obserwacja zachowań PiS i kilkutysięcznego tłumu zwolenników tej partii prowadzi do smutnego wniosku - niczego nie zrozumieli, niczego się nie nauczyli przez ostatni rok. Dla każdego człowieka myślącego rozsądnie i poważnie o Polsce było to bardzo bolesne doświadczenie. Zobaczyliśmy powtórkę z ubiegłego roku, tyle że z jeszcze większym natężeniem nienawiści gęsto rozsiewanej przez ludzi z krzyżami w rękach i pod sztandarami, także o symbolice religijnej. Nienawiści - zupełnie nieprzytomnej - do Rosji, ale także do wszystkich Polaków nie podzielających poglądów rozhisteryzowanego tłumu o iście jakobińskim potencjale. Wypada powtórzyć spostrzeżenia z czasów tzw. walki o krzyż w 2010 r. Mamy oto do czynienia z pełzającą rewolucją, z negowaniem, podważaniem władz i struktur państwa polskiego. PiS organizuje z premedytacją oddzielne uroczystości żeby pokazać, że tylko one są słuszne i godne, a tamte, organizowane przez państwo, to szopka urządzana przez zdrajców Ojczyzny działających w zmowie z Putinem. PiS i jej zwolennicy podkręcani do granic wytrzymałości psychicznej przez partyjnych działaczy i przez takie osoby jak Melak, Lisiewicz, czy Sakiewicz, mówią wprost - gardzimy tym państwem, gardzimy każdym, kto nie idzie z nami. W ten sposób partia będąca reinkarnacją najgorszych żywiołów sanacyjnych zaprzecza głównej idei swoich antenatów - propaństwowości. Chociaż może nie - przecież piłsudczycy także nienawidzili państwa polskiego do 1926 r., a państwowcami stali się dopiero wówczas, kiedy zagarnęli je dla siebie. I nie dajmy się omamić, że w tym całym cyrku chodzi o upamiętnienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego, czy innych ofiar katastrofy smoleńskiej. Jest to tylko przykrywka do awanturnictwa i anarchii, którą uprawia Prawo i Sprawiedliwość(sic!) ze swoimi oddanymi zwolennikami. Najlepszym dowodem jest sprawa tablicy usuniętej przez władze obwodu smoleńskiego. Uczyniono z tego kamień obrazy, kolejny powód do krzyków "hańba", "skandal". Tymczasem fakty wyglądają tak:

- w krakowskim "Dzienniku Polskim" Dariusz Malusiak, autor filmu "Modlitwa Smoleńska" mówi: "Mogę powiedzieć że była to półkonspiracyjna wyprawa, ponieważ nie mieliśmy zgody władz białoruskich i rosyjskich na przewiezienie tablicy oraz jej zamontowanie na miejscu tragedii."

- Rosjanie od początku zgłaszali obiekcje w związku z tablicą wskazując na nieuzgodnioną treść i brak wersji rosyjskiej tekstu, co jest normą w takich sytuacjach.

- tablicę ufundowało Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010, grupujące niektóre rodziny ofiar związane z PiS

Tak więc mamy do czynienia z sytuacją, w której bez zgody gospodarzy wiesza się tablicę, a następnie podnosi rwetes, kiedy ci ją zdejmują. Rosjanom można co najwyżej zarzucić brak delikatności, gdyż zdejmując tablicę tuż przed uroczystościami, zranili uczucia rodzin innych ofiar, nie związanych z grupą jastrzębi. Trzeba także koniecznie zauważyć, że autorom hucpy z tablicą ponownie, tak jak w przypadku demonstrantów, w ogóle nie chodziło o pamięć ofiar. Chodziło o przemycenie frazy o "sowieckiej zbrodni ludobójstwa". Liczyli, że się uda, ale się przeliczyli, bo mają do czynienia z poważnym państwem, a nie z konspiratorami w krótkich spodenkach. Teraz, jak to zwykle bywało w historii ich formacji, sączą jad, tyle że w powietrze, bo i tak przegrali. No, ale to już taka mentalność... Gorzej, kiedy hierarcha Kościoła bp Kazimierz Ryczan mówi z ambony podczas oficjalnych uroczystości: "Uderzeniem w twarz ojczyzny była wymiana tablicy upamiętniającej ofiary w Smoleńsku(...) Dawny zaborca, okupant z czasów komunizmu, nie wybacza Polsce Solidarności, niezależności i suwerenności". Szkoda, że JE nie zadał sobie trudu, aby sprawdzić okoliczności...
I jeszcze jeden aspekt sprawy. Wielu komentatorów krytykujących pisowkie demonstracje głosi pogląd o czerpaniu przez PiS z tradycji Dmowskiego. Jest to pogląd absurdalny. Irracjonalizm polityczny, emocjonalny mistycyzm i skrajna rusofobia to ma być rzekomo dziedzictwo Dmowskiego! Trudno o większa pomyłkę. Biorąc jednak pod uwagę, że podobne poglądy głoszą także osoby, które trudno podejrzewać o brak wiedzy (M. Migalski, prof. Nałęcz), prowadzi to do wniosku, że mamy do czynienia z celowym przedstawianiem Dmowskiego i ruchu narodowodemokratycznego w fałszywym świetle celem jego zdyskredytowania w oczach współczesnych Polaków, którym na ogół brak nawet elementarnej wiedzy o roli i dokonaniach ND i jej lidera. Widocznie obawiają się powrotu na scenę prawdziwej myśli narodowodemokratycznej skoro posuwają się do kłamstwa.