Ahistoryczne brednie w Uważam Rze
Dodane przez Adam Smiech dnia Kwiecień 08 2011 11:08:52

Okazuje się, że w dzisiejszych czasach Dmowskiemu można przypisać całe zło tego świata. Każdą bzdurę papier i klawiatura przyjmą. Jednak najnowsze wystąpienie red. P. Zychowicza w bardzo prawicowym, antykomunistycznym i antyrosyjskim (to już jest cała polskość dla, jak to pisał w latach 70-tych Jędrzej Giertych, [post]sanacyjnych półinteligentów) piśmie "Uważam Rze" wręcz trwoży i przestrasza (Piotr Zychowicz, Sikorski-wierny uczeń Dmowskiego, Uważam Rze nr 9/2011). Kol. red. Jan Engelgard napisał znakomitą replikę na tekst Zychowicza (dostępna TUTAJ), wobec czego nie widzę powodu, żeby się dublować, niemniej, warto zapoznać się z poglądami autora "Uważam Rze" i dołożyć kilka słów dodatkowego komentarza. P. Zychowicz napisał m.in.:

"Przez nikogo niezauważona minęła właśnie 90. rocznica traktatu ryskiego albo - używając określenia prof. Mariana Zdziechowskiego - "zdrady ryskiej". Był to jeden z nielicznych przypadków w historii Polski, gdy endecy mieli realny wpływ na polską politykę zagraniczną. Skutki tego eksperymentu były opłakane. Działacze Narodowej Demokracji, którzy kierowali polską delegacją w Rydze, odrzucili "jagiellońskie mrzonki" i wyrzekli się spuścizny wielonarodowej Rzeczypospolitej.
Dokonali wraz z bolszewicką Rosją rozbioru Białorusi i Ukrainy, przyjmując tylko tylu przedstawicieli tych narodów, ilu - jak im się wydawało - uda się "okiełznać" i "zasymilować". Był to etap na drodze do budowy, wymarzonej przez Romana Dmowskiego, małej, ale za to plemiennej i narodowej "Polski dla Polaków". To w Rydze pogrzebana została idea budowy potężnej polsko-litewsko-białorusko-ukraińskiej federacji, która mogłaby stać się poważnym graczem w regionie."


Doprawdy, takiego nagromadzenia uwłaczających prawdzie historycznej stwierdzeń dawno nie widzieliśmy nawet u najbardziej oderwanych od rzeczywistości piłsudczyków.

Czytaj całość...
Rozszerzona zawartość newsa

Okazuje się, że w dzisiejszych czasach Dmowskiemu można przypisać całe zło tego świata. Każdą bzdurę papier i klawiatura przyjmą. Jednak najnowsze wystąpienie red. P. Zychowicza w bardzo prawicowym, antykomunistycznym i antyrosyjskim (to już jest cała polskość dla, jak to pisał w latach 70-tych Jędrzej Giertych, [post]sanacyjnych półinteligentów) piśmie "Uważam Rze" wręcz trwoży i przestrasza (Piotr Zychowicz, Sikorski-wierny uczeń Dmowskiego, Uważam Rze nr 9/2011). Kol. red. Jan Engelgard napisał znakomitą replikę na tekst Zychowicza (dostępna TUTAJ), wobec czego nie widzę powodu, żeby się dublować, niemniej, warto zapoznać się z poglądami autora "Uważam Rze" i dołożyć kilka słów dodatkowego komentarza. P. Zychowicz napisał m.in.:

"Przez nikogo niezauważona minęła właśnie 90. rocznica traktatu ryskiego albo - używając określenia prof. Mariana Zdziechowskiego - "zdrady ryskiej". Był to jeden z nielicznych przypadków w historii Polski, gdy endecy mieli realny wpływ na polską politykę zagraniczną. Skutki tego eksperymentu były opłakane. Działacze Narodowej Demokracji, którzy kierowali polską delegacją w Rydze, odrzucili "jagiellońskie mrzonki" i wyrzekli się spuścizny wielonarodowej Rzeczypospolitej.
Dokonali wraz z bolszewicką Rosją rozbioru Białorusi i Ukrainy, przyjmując tylko tylu przedstawicieli tych narodów, ilu - jak im się wydawało - uda się "okiełznać" i "zasymilować". Był to etap na drodze do budowy, wymarzonej przez Romana Dmowskiego, małej, ale za to plemiennej i narodowej "Polski dla Polaków". To w Rydze pogrzebana została idea budowy potężnej polsko-litewsko-białorusko-ukraińskiej federacji, która mogłaby stać się poważnym graczem w regionie."


Doprawdy, takiego nagromadzenia uwłaczających prawdzie historycznej stwierdzeń dawno nie widzieliśmy nawet u najbardziej oderwanych od rzeczywistości piłsudczyków. Dosyć, że autor nie posuwa się jeszcze dalej w obrzucaniu Dmowskiego błotem i przypisywaniu Endecji wszelkiego zła. A wzorce istnieją. I red. Stpiczyński przed wojną i różni "legaliści" na emigracji, jak jakowyś p. Jerzy Łęczycki twierdzący, że Dmowski nawoływał Polaków do całowania kopyt koni kozackich (oczywiście chodziło o Kozaków wiernych carowi; zapewne kopyta koni Kozaków walczących o samostijną Ukrainę warto by było obcałowywać). Zatrzymajmy się na chwilę przy tej potężnej polsko-litewsko-białorusko-ukraińskiej federacji, o którą walczył Piłsudski w opozycji do "małej"(Boże Wszechmogący!) Polski, o którą miał walczyć Dmowski. Rzućmy okiem na sytuację w tamtym czasie:

- Litwa - powstała przy poważnym udziale Niemiec w opozycji do "spuścizny wielonarodowej Rzeczypospolitej", na bazie nienawiści do Polski

- Białoruś - brak świadomości narodowej i elit mogących przeprowadzić program niepodległości. Niemcy próbowali, ale, jako polityczni realiści, porzucili ten pomysł.

- Ukraina - marginalne siły skupione wokół Petlury, który nie zdołał porwać mas słabo uświadomionego społeczeństwa ukraińskiego.

To są zweryfikowane fakty historyczne, a nie pobożne życzenia p. Zychowicza. W tej sytuacji mówienie o potężnej federacji jest nie tylko na niczym nie opartym chciejstwem, ale i zwykłym mydleniem oczu współczesnych czytelników UR, wywodzących w większości swoją wiedzę o Polsce XX w. ze skrojonych na romantyczną miarę bajek o Piłsudskim - wskrzesicielu Ojczyzny.
A "mała" Polska Dmowskiego? O czym tu dyskutować? Autor artykułu takim stwierdzeniem po prostu się ośmiesza.
I jeszcze jedno. Radosław Sikorski na pewno nie jest wiernym uczniem Dmowskiego. Potrafił jednak zweryfikować pewne aspekty polityki zagranicznej państwa polskiego i w ten sposób zaczął prowadzić politykę, która rzeczywiście, na niektórych płaszczyznach, przypomina a nawet jest zgodna z endecką wizją polityki zagranicznej. Potrafimy to zauważyć i docenić. Tylko tyle i aż tyle.

PS. Gwoli ścisłości należy wspomnieć o bardzo dobrym tekście p. M. Narbutt - Dość pustych obietnic, prawidłowo analizującym i oceniającym kwestie polsko-litewskie. Najpewniej p. Zychowicz tego tekstu nie czytał, inaczej nie napisałby o Dmowskim i Sikorskim tego, co napisał. Choć może to dowodzić też czego innego, a mianowicie tego, że znów mamy do czynienia z tytułem, w którym ideowy eklektyzm i obecność na sąsiednich stronach tekstów wzajemnie się wykluczających jest normą. Jest to owszem wygodne dla wydawców, którzy mogą się zawsze bronić ideową pojemnością pisma, ale chleba, czyli poważnego programu politycznego z tego nie będzie...