Antypaństwowcy
Dodane przez Adam Smiech dnia Styczeń 19 2011 04:18:00

Prezentacja przez ministra spraw wewnętrznych Jerzego Millera stenogramów rozmów z wieży kontrolnej lotniska Siewiernoje pod Smoleńskiem (i niemal natychmiast po tym fakcie, także ogłoszenie ich w internecie przez MAK), wywołała dalsze, agresywne antyrosyjskie wystąpienia PiS z Jarosławem Kaczyńskim i Antonim Macierewiczem na czele. Obaj panowie w sposób kategoryczny stwierdzili wyłączną winę Rosji w katastrofie Tu-154. Na temat zachowań polityków PiS wypowiedziałem na tych łamach szereg gorzkich i twardych słów. Dziś stwierdzam, że swoim najnowszym wystąpieniem utracili oni zdolność do sprawowania władzy w Polsce, w takim sensie, w jakim, w prawie mówimy o utracie zdolności do czynności prawnych. Ze zdeklarowanych państwowców (na wzór Sanacji), stali się antypaństwowcami. Pojawiły się komentarze, które mówią, że jest to działanie zamierzone p. J. Kaczyńskiego, celem którego jest powrót do władzy, a może nawet nie sam powrót do władzy, ale tylko ugruntowanie stałego elektoratu na poziomie 20-25 %. Co ciekawe, podobne do siebie komentarze pochodzą od tak politycznie dalekich sobie ludzi jak Janusz Korwin-Mikke, Leszek Miller, czy Marek Migalski.

JKM napisał:
"Jak wariować - to wariować. Rzymianie mawiali: "Is fecit - cui prodest" - a na katastrofie najwięcej skorzystało... PiS. Dawniej ta konserwatywno-państwowa partia, która w wyniku własnych błędów i nagonki prowadzonej przez lewicowe i bezpieczniackie media zeszłaby do tradycyjnych 4% posiadanych przez PC - teraz stała się Partią Jednej Katastrofy ... i uzyskała na 20 lat stabilne 20% poparcia. Jest w Polsce 20% "obywateli', którzy tak nienawidzą Rosjan, że uwierzą we WSZYSTKO, jeśli z tego wynika, że Rosjanie są źli".(blog 16.01.2011).

Leszek Miller w wywiadzie dla Onet.pl 18.01.2011 stwierdził:
"Tragedia smoleńska jest paliwem, na którym PiS chce wrócić do władzy. Oni są przekonani, że mówiąc jeszcze więcej i dobitniej o tym, co wydarzyło się 10 kwietnia, utrzymają przy sobie ich betonowy elektorat. PiS będzie eskalować napięcia związane z tragedią smoleńską dla własnych politycznych korzyści. To, co mówią gwiazdy PiS, jest przejawem utraty kontaktu z rzeczywistością."

Marek Migalski na swoim blogu 18.01.2011:
"Dzisiaj prezes PiS już nie powściąga języka, nie mówi o przyjaciołach Rosjanach, nie waży słów. Jego przyboczni i rodzina prześcigają się w coraz ostrzejszych sformułowaniach, używają sobie na wszystkich, którzy nie podzielają ich obsesji. Czy to znaczy, że Jarosław Kaczyński zwariował? Nie, on znowu realizuje cel polityczny! Tylko że obecnie nie chodzi mu o zwycięstwo w wyborach, a już na pewno nie o przekonanie do siebie ponad połowy Polaków. Jego celem politycznym jest skupienie wokół siebie około 25% elektoratu, by - uwaga - przetrzymać nadchodzącą klęskę wyborczą. On nie chce wygrać nadchodzącej elekcji, ale sposobi się na przegraną. Dlatego zmieniła się jego retoryka względem tragedii smoleńskiej. Mniej więcej 1/4 naszych rodaków wierzy, że w Smoleńsku Ruscy zabili nam Prezydenta, a ich pomagierem był Tusk. I Kaczyński obsługuje politycznie tych wyborców. Jeśli skupi ich przy sobie, nic mu już ich nie odbierze i przetrwa następne cztery lata w opozycji. Dlatego podkręca atmosferę, zaostrza język."

Wydaje się, że powołani Panowie mają rację.

Czytaj całość...

Uwaga! Link do kolejnego wywiadu jakiego udzielił Głosowi Rosji red. Tomasz Hypki - WYWIAD


Rozszerzona zawartość newsa

Prezentacja przez ministra spraw wewnętrznych Jerzego Millera stenogramów rozmów z wieży kontrolnej lotniska Siewiernoje pod Smoleńskiem (i niemal natychmiast po tym fakcie, także ogłoszenie ich w internecie przez MAK), wywołała dalsze, agresywne antyrosyjskie wystąpienia PiS z Jarosławem Kaczyńskim i Antonim Macierewiczem na czele. Obaj panowie w sposób kategoryczny stwierdzili wyłączną winę Rosji w katastrofie Tu-154. Na temat zachowań polityków PiS wypowiedziałem na tych łamach szereg gorzkich i twardych słów. Dziś stwierdzam, że swoim najnowszym wystąpieniem utracili oni zdolność do sprawowania władzy w Polsce, w takim sensie, w jakim, w prawie mówimy o utracie zdolności do czynności prawnych. Ze zdeklarowanych państwowców (na wzór Sanacji), stali się antypaństwowcami. Pojawiły się komentarze, które mówią, że jest to działanie zamierzone p. J. Kaczyńskiego, celem którego jest powrót do władzy, a może nawet nie sam powrót do władzy, ale tylko ugruntowanie stałego elektoratu na poziomie 20-25 %. Co ciekawe, podobne do siebie komentarze pochodzą od tak politycznie dalekich sobie ludzi jak Janusz Korwin-Mikke, Leszek Miller, czy Marek Migalski.

JKM napisał:
"Jak wariować - to wariować. Rzymianie mawiali: "Is fecit - cui prodest" - a na katastrofie najwięcej skorzystało... PiS. Dawniej ta konserwatywno-państwowa partia, która w wyniku własnych błędów i nagonki prowadzonej przez lewicowe i bezpieczniackie media zeszłaby do tradycyjnych 4% posiadanych przez PC - teraz stała się Partią Jednej Katastrofy ... i uzyskała na 20 lat stabilne 20% poparcia. Jest w Polsce 20% "obywateli', którzy tak nienawidzą Rosjan, że uwierzą we WSZYSTKO, jeśli z tego wynika, że Rosjanie są źli".(blog 16.01.2011).

Leszek Miller w wywiadzie dla Onet.pl 18.01.2011 stwierdził:
"Tragedia smoleńska jest paliwem, na którym PiS chce wrócić do władzy. Oni są przekonani, że mówiąc jeszcze więcej i dobitniej o tym, co wydarzyło się 10 kwietnia, utrzymają przy sobie ich betonowy elektorat. PiS będzie eskalować napięcia związane z tragedią smoleńską dla własnych politycznych korzyści. To, co mówią gwiazdy PiS, jest przejawem utraty kontaktu z rzeczywistością."

Marek Migalski na swoim blogu 18.01.2011:
"Dzisiaj prezes PiS już nie powściąga języka, nie mówi o przyjaciołach Rosjanach, nie waży słów. Jego przyboczni i rodzina prześcigają się w coraz ostrzejszych sformułowaniach, używają sobie na wszystkich, którzy nie podzielają ich obsesji. Czy to znaczy, że Jarosław Kaczyński zwariował? Nie, on znowu realizuje cel polityczny! Tylko że obecnie nie chodzi mu o zwycięstwo w wyborach, a już na pewno nie o przekonanie do siebie ponad połowy Polaków. Jego celem politycznym jest skupienie wokół siebie około 25% elektoratu, by - uwaga - przetrzymać nadchodzącą klęskę wyborczą. On nie chce wygrać nadchodzącej elekcji, ale sposobi się na przegraną. Dlatego zmieniła się jego retoryka względem tragedii smoleńskiej. Mniej więcej 1/4 naszych rodaków wierzy, że w Smoleńsku Ruscy zabili nam Prezydenta, a ich pomagierem był Tusk. I Kaczyński obsługuje politycznie tych wyborców. Jeśli skupi ich przy sobie, nic mu już ich nie odbierze i przetrwa następne cztery lata w opozycji. Dlatego podkręca atmosferę, zaostrza język."

Wydaje się, że powołani Panowie mają rację. Zapewne obok ewidentnego szaleństwa politycznego tak silnego w PiS, mamy również do czynienia z wyrachowaniem podlanym szaleństwem (przypadek prezesa PiS). Niezależnie od tego, którego czynnika w danym momencie jest więcej, linia polityczna PiS przynosi Polsce i przyniesie również w przyszłości, zwłaszcza na arenie międzynarodowej, same negatywy. Tkwienie w niewoli permanentnego rozpamiętywania kolejnej tragedii, utrzymywanie silnej atmosfery antyrosyjskiej, musi odbić się np., o czym niewielu mówi, na naszych stosunkach gospodarczych z Rosją, tak na poziomie państwowym, jak i na poziomie firm prywatnych prowadzących handel z Rosją. Dla szafujących na każdym kroku frazesem o godności narodowej to oczywiście nie ma znaczenia (m.in. właśnie dlatego ich postawa zasługuje na miano antypaństwowej). Dla państwa polskiego, istniejącego przecież nie w próżni, ale w konkretnym układzie geopolitycznym, ma to znaczenie fundamentalne. Możemy przegrać to, co tak mozolnie odrabiamy w ostatnich latach. Polskie firmy prywatne mogą znaleźć się na lodzie (tj. zbankrutować). W wolne miejsce wejdą Niemcy i inni, którzy niestety lepiej rozumieją politykę od nas. A mamy wiele do stracenia. Oto wyjątek z opracowania MSZ o współpracy gospodarczej Polski z Rosją (całość - TUTAJ).
Dane dotyczące dynamiki obrotów handlowych pomiędzy Polską a Rosją w latach 2007-2010: 2006=100/2007=123,3%, 2007=100/2008=141,7%, 2008=100/2009=60,4%, 2009=100/2010(I pół.)=146,5%.
Czy któryś z Panów wymachujących szabelkami i miotających antyrosyjskie klątwy w ogóle pomyślał o konsekwencjach swoich działań w tym kontekście? I nie nawołuję bynajmniej do poświęcania prawdy na ołtarzu handlu zagranicznego. Nie ma tu bowiem żadnej prawdy do poświęcenia. Tragedia Tu-154 ma niestety banalne wyjaśnienie - bałagan polski, podsycany przez historyczne uprzedzenia i bieżącą walkę polityczną zetknął się z bałaganem rosyjskim, przesyconym obawą o skandal międzynarodowy (w razie wydania kategorycznego zakazu lądowania w Smoleńsku wbrew zwyczajowi, który mówi, że ostatecznie decyduje dowódca statku lotniczego). Jednym się udało (Jak-40), drugim nie. Ogłoszone stenogramy rozmów z wieży obalają rojenia poszukiwaczy spisków. Roztrzęsiony pułkownik rosyjski gratuluje lądującemu ryzykownie Jakowi słowem "maładiec", własnemu Iłowi 76 wieża nie podaje komunikatu "horyzont". Zimni zabójcy polityczni (planowanie, przygotowywanie, wykonanie, zacieranie śladów) tak się nie zachowują!

Polsce potrzeba w sprawie smoleńskiej zdrowego rozsądku. Przywoływany już nie raz na naszych łamach red. inż. Tomasz Hypki ze Skrzydlatej Polski skomentował wystąpienie ministra Millera następująco:
"dla mnie nie zmieniło się w zasadzie nic, to znaczy nie podano żadnych nowych, istotnych danych, które mogłyby świadczyć o tym, że kontrolerzy lotu w świadomy sposób sprowadzili niebezpieczeństwo na polską załogę, czy zachęcali do lądowania (...) nie można zrzucać (odpowiedzialności - przyp. AŚ) na Rosjan tylko dlatego, że to są Rosjanie, a wybielać naszych pilotów, czy polityków tylko dlatego, że to są Polacy. Mówię to z przykrością jako polski patriota." (całość do pobrania na stronie Głosu Rosji - Link).

Życie toczy się dalej. Przed Polską poważne wyzwania na arenie międzynarodowej, a w kraju panuje smoleński paraliż. Tymczasem Rosja rozpoczyna kolejną ofensywę dyplomatyczną. Prezydent Miedwiediew udał się na na Bliski Wschód, na Zachodni Brzeg, gdzie opowiedział się za utworzeniem niepodległego państwa palestyńskiego ze stolicą we Wschodniej Jerozolimie. "Na pojawieniu się państwa palestyńskiego zyskają wszyscy - Palestyńczycy, Izraelczycy, inne narody Bliskiego Wschodu. Jest to cel, do jakiego należy dążyć" - oświadczył Dmitrij Miedwiediew podczas konferencji prasowej w Jerychu.
Jest to poważny krok Rosji, powrót na teren zdominowany w ostatnim 20-leciu przez Stany Zjednoczone. Czy naprawdę tak trudno zrozumieć jak ważne rzeczy dzieją się wokół nas? Czy tak trudno zrozumieć, że ciągłe rozpamiętywanie tragedii, rozdrapywanie ran, nie jest polityką godną wielkiego narodu, lecz niebezpiecznym dla interesów państwa gnuśnieniem w użalaniu się nad sobą? Nowoczesne państwo o takim położeniu jak Polska musi trzymać rękę na pulsie bieżących wydarzeń, reagować na zmiany następujące na politycznej scenie w sposób dynamiczny, być przygotowanym na możliwe scenariusze nadchodzących czasów. Jeżeli nie ma sposobu na przekonanie ludzi nienawidzących Rosji argumentami związanymi z samą Rosją, to może trafi do nich przykład mało znanego epizodu II wojny światowej. Oto, 3 lipca 1940 r. brytyjska eskadra pancerna pod dow. adm. Jamesa Somerville'a dokonała ataku na flotę francuską (dopiero co sojuszniczą!) zamknięta w algierskim porcie Mers el-Kebir. W niedługim czasie Francuzi zostali zmasakrowani. Zginęło 1297 marynarzy, a 350 zostało rannych. Rząd Vichy wykorzystywał tę tragedię do propagandy antyangielskiej. A jednak gen. de Gaulle potrafił zacisnąć zęby i konsekwentnie postawił politycznie na kartę angielską.
Kiedy wreszcie nauka płynąca m.in. z tego wydarzenia trafi do polskich gorących głów?