Po prośbie do USA
Dodane przez Adam Smiech dnia Listopad 17 2010 13:35:49

Wydawać by się mogło, że po tym, co wydarzyło się od 10 kwietnia b.r., po żenujących spektaklach zafundowanych nam przez PiS, nie można już niżej upaść w polityce, nie można popełnić większych błędów, czy wypowiedzieć większych idiotyzmów. A jednak... Ta organizacja, będąca karykaturą najbardziej niepoczytalnego odłamu przedwojennej piłsudczyzny i prometejczyków, potrafi wciąż zaskakiwać. Pomysł z wyjazdem do USA Antoniego Macierewicza i Anny Fotygi, dowodzi tego najdobitniej. Najgorsza minister spraw zagranicznych po 89 r. oraz niszczyciel służb specjalnych, owładnięty misją walki z Rosją. Oto, jadą do obcego kraju - więcej - do opozycyjnego senatora, łasić się i prosić o pomoc w walce ze zdrajcami i Rosją. Ba! Wiozą 300 tysięcy podpisów Polaków! To wszystko dzieje się za pełnym przyzwoleniem i poparciem prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który wygłosił w poniedziałek 15.11 mowę rodem z okresu zimnej wojny, jak to owa para udaje się do sojuszniczego mocarstwa po pomoc, podczas gdy rząd oddał śledztwo w ręce nie sojuszniczego i wrogiego mocarstwa, które gotowe jest mordować własnych obywateli. Nawiasem mówiąc, faktem jest, że sojusznicze mocarstwo morduje głównie nie swoich obywateli (ostatnio okazało się np., że to smutne doświadczenie dotknęło ok. 66 tysięcy Irakijczyków) oraz dokonuje inwazji bez wypowiedzenia wojny na podstawie sfingowanych dowodów, no ale przecież wyznawcom etyki Kalego to w ogóle nie przeszkadza. Co najważniejsze, J. Kaczyński chyba nie zauważył, że świat wygląda dziś inaczej, niż wtedy, kiedy w trzeciej konspiracji (tak to nazywają wtajemniczeni!) walczył z Imperium Zła. List do światowych potęg jakoś nie zadziałał, to trzeba było jeszcze dołożyć otwartym tekstem? Oczywiście, to również nic nie zmieni. Światowe potęgi nie będą z Rosją walczyć, a tym bardziej nie uczynią tego w odpowiedzi na zew polityka, który publicznie mówi, że był na prochach podczas własnej kampanii prezydenckiej. Co najwyżej, utrwali się tu i tam zły stereotyp o Polakach, jako o narodzie prowadzącym politykę nieprzewidywalną i nieodpowiedzialną.

Czytaj całość...
Rozszerzona zawartość newsa

Wydawać by się mogło, że po tym, co wydarzyło się od 10 kwietnia b.r., po żenujących spektaklach zafundowanych nam przez PiS, nie można już niżej upaść w polityce, nie można popełnić większych błędów, czy wypowiedzieć większych idiotyzmów. A jednak... Ta organizacja, będąca karykaturą najbardziej niepoczytalnego odłamu przedwojennej piłsudczyzny i prometejczyków, potrafi wciąż zaskakiwać. Pomysł z wyjazdem do USA Antoniego Macierewicza i Anny Fotygi, dowodzi tego najdobitniej. Najgorsza minister spraw zagranicznych po 89 r. oraz niszczyciel służb specjalnych, owładnięty misją walki z Rosją. Oto, jadą do obcego kraju - więcej - do opozycyjnego senatora, łasić się i prosić o pomoc w walce ze zdrajcami i Rosją. Ba! Wiozą 300 tysięcy podpisów Polaków! To wszystko dzieje się za pełnym przyzwoleniem i poparciem prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który wygłosił w poniedziałek 15.11 mowę rodem z okresu zimnej wojny, jak to owa para udaje się do sojuszniczego mocarstwa po pomoc, podczas gdy rząd oddał śledztwo w ręce nie sojuszniczego i wrogiego mocarstwa, które gotowe jest mordować własnych obywateli. Nawiasem mówiąc, faktem jest, że sojusznicze mocarstwo morduje głównie nie swoich obywateli (ostatnio okazało się np., że to smutne doświadczenie dotknęło ok. 66 tysięcy Irakijczyków) oraz dokonuje inwazji bez wypowiedzenia wojny na podstawie sfingowanych dowodów, no ale przecież wyznawcom etyki Kalego to w ogóle nie przeszkadza. Co najważniejsze, J. Kaczyński chyba nie zauważył, że świat wygląda dziś inaczej, niż wtedy, kiedy w trzeciej konspiracji (tak to nazywają wtajemniczeni!) walczył z Imperium Zła. List do światowych potęg jakoś nie zadziałał, to trzeba było jeszcze dołożyć otwartym tekstem? Oczywiście, to również nic nie zmieni. Światowe potęgi nie będą z Rosją walczyć, a tym bardziej nie uczynią tego w odpowiedzi na zew polityka, który publicznie mówi, że był na prochach podczas własnej kampanii prezydenckiej. Co najwyżej, utrwali się tu i tam zły stereotyp o Polakach, jako o narodzie prowadzącym politykę nieprzewidywalną i nieodpowiedzialną.
Zapatrzeni we własną wizję świata rusofobi-prometejczycy nie chcą (nie są w stanie?) zauważyć, że nie tylko administracji Obamy, wyraźnie dystansującej się od spraw europejskich i dążącej do porozumienia z Rosją (układ START), nie przekonają do swoich fobii, ale że również, tak werbalnie im bliska, administracja (a obecnie opozycja) republikańska, nie kiwnęła palcem w sprawie gazociągów, nie wspominając już o nie odpowiadającym wyobrażeniom strony polskiej, raczej umiarkowanym przyjęciu prezydenta Kaczyńskiego podczas wizyty w USA. Także oficjalna retoryka wystąpień administracji Busha w stosunku do Rosji była stonowana a często neutralna. Oczywiście, rusofobi trzymali się nadziei na sukces zakulisowych działań neokonserwatystów na obszarze Europy Wschodniej, z planem osaczania Rosji na czele. Niestety, nasi jastrzębie byli (i są) traktowani jedynie jako narzędzie polityki neokonów, czego, z jednej strony, nie rozumieją, będąc przekonanym o podmiotowym traktowaniu Polski, z drugiej, sami pragnąc w istocie pozycji wasala USA, przedstawianej przez nich jako partnerstwo (?! – jest to efekt wspomnianego wcześniej niezrozumienia). Żeby zobrazować ich mentalność, wystarczy przypomnieć z jaką emfazą przyjmowali i wręcz upajali się typowo wyborczymi słowami „pod publiczkę” Johna McCaina o literach KGB widzianych w oczach Putina. Trzeba powiedzie wprost – to nie są źli politycy, lecz gorzej - to w ogóle nie są politycy. To, że od ok. 250 lat tacy ludzie biorą się za robienie polityki polskiej jest naszym wielkim dramatem. Ich „polityka”, to system frazesów odrywających pojęcia o Polsce od rzeczywistości i zastępujący rzeczowe myślenie polityczne formułami bez treści. A jakby coś nie wyszło – to uderzyć na Rosję i zginąć. Najlepiej bohatersko i krwawo.
W swej istocie, wyprawa czołowych postaci PiS z błogosławieństwem prezesa, to wielki skandal. Polski rząd może być zły, ale nie wolno nikomu, udając się do takiego, czy innego obcego podmiotu, de facto, podważać jego władzy, gdyż implikuje to podważaniem całego istniejącego porządku konstytucyjnego (ma on wiele wad, nie jest wymarzony, ale innego nie ma). Tego rodzaju zachowanie głównej partii opozycyjnej sprowadza też Polskę do poziomu republik bananowych, czy państw sezonowych. Czy możemy wyobrazić sobie podobną sytuację we Francji, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Hiszpanii itd.? W zachowaniu PiS można także dostrzec pierwiastek warcholstwa i sobiepaństwa, który przyniósł nam tyle zła w przeszłości. Powiem więcej – budzi ono również skojarzenia z zachowaniem targowiczan i twórców PKWN. Ponadto, znamionuje, nie pierwszy raz w ostatnich latach, głęboki kompleks rosyjski tych środowisk. Wyprawa do USA to nic innego, jak irracjonalna skarga byłych niewolników, przytłoczonych kompleksem dawnego pana. Tak przytłoczonych, że gotowi są oddać się w poddaństwo innym, byle tylko ten kompleks przytłumić.
A jak to wygląda z perspektywy interesu i bezpieczeństwa państwa? Bardzo źle. To nie ludzie stojący za takimi zachowaniami tracą. Cierpi Polska i jej wizerunek na arenie międzynarodowej, umacniają się szkodliwe stereotypy. Jest jasnym, że żaden kraj (ani rząd) nie może na dłuższą metę tolerować takiej sytuacji. Jak rozwiązać problem, nie pogarszając jednocześnie położenia międzynarodowego Polski i nie wywołując ruchawek wewnętrznych, to już pytanie, na które muszą odpowiedzieć sobie właściwe służby…