Traktat wyrazem patriotyzmu?
Dodane przez Adam Smiech dnia Październik 12 2010 10:10:48

W ostatnią niedzielę 10.10.10 r. byliśmy świadkami dalszego ciągu cyrku pod pałacem prezydenckim, zorganizowanego przez partię PiS i jej zwolenników. Przy okazji kolejnej miesięcznicy katastrofy Tu 154, kreowany i kreujący się na mesjasza Jarosław Kaczyński wypowiedział szereg niemądrych stwierdzeń przesyconych hurrapatriotycznymi hasłami przy akompaniamencie okrzyków i transparentów ogniskujących się wokół Rosji, komunistów itd. P. Kaczyński dużo mówił o wolności, prawach, demokracji (? - obrona demokracji w ustach fanatycznego wyznawcy Piłsudskiego; no, ale w końcu byli i tacy, którzy agresją walczyli o pokój, np. w 39 r. ...), o wolnych Polakach i wolnej Polsce, w tonie naturalnie pełnym patosu. Kaczyński z premedytacją podkręca atmosferę, a jego coraz bardziej oddalający się od rzeczywistości zwolennicy popadają w paranoję o podłożu rusofobicznym. Różnie to się może skończyć, także całkiem nieprzyjemnie, ale nie o tym tutaj chcę napisać. Oto bowiem, niepostrzeżenie, tego samego 10 października przypadła pierwsza rocznica podpisania Traktatu Lizbońskiego - quasi konstytucji UE, przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego! J. Kaczyński, jak i wspierający go fanatycy nic jakoś o tym, niezwykle ważnym przecież wydarzeniu, nie wspomnieli. Co więcej, w jednej z telewizji pokazano jak człowiek głośno wyrażający swoją dezaprobatę dla tego faktu, został przez fanatyka uderzony w twarz. Obowiązuje więc stara zasada - jeśli fakty są niewygodne, tym gorzej dla faktów. O podpisaniu traktatu przez L. Kaczyńskiego nie wolno dzisiaj mówić w tzw. środowiskach patriotycznych, bo można dostać w m... Może w ogóle coś takiego się nie wydarzyło, może Wielkiego Rozgrywającego Europy Wschodniej "zmusili" jacyś źli ludzie (pos. Macierewicz mógłby zbadać wątek KGB), a może po prostu podpisanie traktatu było zwyczajnie wyrazem owych wolności, wolnych Polaków i wolnej Polski? W każdym bądź razie, prezydent Kaczyński nie sprawiał wrażenia "zmuszonego", gdy komentował podpisanie traktatu. Garść cytatów:

"Dzisiejszy dzień jest dniem polskiej pewności siebie,(...) nie wolno zapominać o tych, którzy mają wątpliwości. Oni są też naszymi współobywatelami. Może w Polsce jest ich mniej niż gdzie indziej, ale trzeba ich przekonywać. Mam nadzieję, że to nie przede wszystkim my w Polsce, ale Europa ich przekona, Unia Europejska ich przekona, że dalsze rozwiązania, które pociąga za sobą Traktat Lizboński, to nie są rozwiązania komukolwiek odbierające podmiotowość. (...)Te wartości, które reprezentujemy, nie są może idealne, bo nie tworzą idealnego świata, ale na pewno tworzą najlepszy świat z tych, które zna historia. (...)w ramach tych negocjacji Polsce udało się odnieść bardzo wiele sukcesów. ...


Czytaj całość
Rozszerzona zawartość newsa

W ostatnią niedzielę 10.10.10 r. byliśmy świadkami dalszego ciągu cyrku pod pałacem prezydenckim, zorganizowanego przez partię PiS i jej zwolenników. Przy okazji kolejnej miesięcznicy katastrofy Tu 154, kreowany i kreujący się na mesjasza Jarosław Kaczyński wypowiedział szereg niemądrych stwierdzeń przesyconych hurrapatriotycznymi hasłami przy akompaniamencie okrzyków i transparentów ogniskujących się wokół Rosji, komunistów itd. P. Kaczyński dużo mówił o wolności, prawach, demokracji (? - obrona demokracji w ustach fanatycznego wyznawcy Piłsudskiego; no, ale w końcu byli i tacy, którzy agresją walczyli o pokój, np. w 39 r. ...), o wolnych Polakach i wolnej Polsce, w tonie naturalnie pełnym patosu. Kaczyński z premedytacją podkręca atmosferę, a jego coraz bardziej oddalający się od rzeczywistości zwolennicy popadają w paranoję o podłożu rusofobicznym. Różnie to się może skończyć, także całkiem nieprzyjemnie, ale nie o tym tutaj chcę napisać. Oto bowiem, niepostrzeżenie, tego samego 10 października przypadła pierwsza rocznica podpisania Traktatu Lizbońskiego - quasi konstytucji UE, przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego! J. Kaczyński, jak i wspierający go fanatycy nic jakoś o tym, niezwykle ważnym przecież wydarzeniu, nie wspomnieli. Co więcej, w jednej z telewizji pokazano jak człowiek głośno wyrażający swoją dezaprobatę dla tego faktu, został przez fanatyka uderzony w twarz. Obowiązuje więc stara zasada - jeśli fakty są niewygodne, tym gorzej dla faktów. O podpisaniu traktatu przez L. Kaczyńskiego nie wolno dzisiaj mówić w tzw. środowiskach patriotycznych, bo można dostać w m... Może w ogóle coś takiego się nie wydarzyło, może Wielkiego Rozgrywającego Europy Wschodniej "zmusili" jacyś źli ludzie (pos. Macierewicz mógłby zbadać wątek KGB), a może po prostu podpisanie traktatu było zwyczajnie wyrazem owych wolności, wolnych Polaków i wolnej Polski? W każdym bądź razie, prezydent Kaczyński nie sprawiał wrażenia "zmuszonego", gdy komentował podpisanie traktatu. Garść cytatów:

"Dzisiejszy dzień jest dniem polskiej pewności siebie,(...) nie wolno zapominać o tych, którzy mają wątpliwości. Oni są też naszymi współobywatelami. Może w Polsce jest ich mniej niż gdzie indziej, ale trzeba ich przekonywać. Mam nadzieję, że to nie przede wszystkim my w Polsce, ale Europa ich przekona, Unia Europejska ich przekona, że dalsze rozwiązania, które pociąga za sobą Traktat Lizboński, to nie są rozwiązania komukolwiek odbierające podmiotowość. (...)Te wartości, które reprezentujemy, nie są może idealne, bo nie tworzą idealnego świata, ale na pewno tworzą najlepszy świat z tych, które zna historia. (...)w ramach tych negocjacji Polsce udało się odnieść bardzo wiele sukcesów. Na 14 spraw, które postawiliśmy, które postawił ówczesny rząd, w 13 odnieśliśmy sukces. (...)Polska w istocie wywalczyła wszystko, co chciała.(...) Dlaczego udało się odnieść te sukcesy? Był to wynik stanowczości ówczesnego rządu, jego szefa, ówczesnej minister spraw zagranicznych Anny Fotygi(...)" *(cytaty podaję za internetowymi wydaniami TVN24 i Gazety Prawnej z 10 października 2009 r.).

Dodam, że rząd, który wspomniał Prezydent w przemówieniu, to naturalnie rząd J. Kaczyńskiego... Dlaczego więc Jarosław Kaczyński nie wspomina dziś tego wiekopomnego sukcesu - swojego własnego, wiernej A. Fotygi i samego zmarłego brata? Czyżby nie mieściło się to w ramach zakreślonych przez fanatyków sprzed pałacu prezydenckiego i ich politycznych patronów z Torunia? Doprawdy niepotrzebnie się J. Kaczyński powstrzymuje. Ośrodek toruński uchodził kiedyś za prorosyjski, dziś jest skrajnie rusofobiczny, uchodzi za antysemicki, tymczasem opiera się politycznie o radykalne żydowskie skrzydło neokonserwatywne w USA. Skoro tak, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby tenże sam ośrodek, dotąd skrajnie antyunijny, uznał ów wielki sukces braci Kaczyńskich i spółki za również swój własny. Może jeszcze na to za wcześnie, ale zobaczymy za rok. Polskie mity charakteryzują się wyjątkową zdolnością do obrastania w piórka.

* - nie warto rozwodzić się nawet o fatalnej postawie prezydenta Kaczyńskiego - po przegranym przez zwolenników traktatu referendum w Irlandii oraz wobec walki przeciw traktatowi toczonej przez Vaclava Klausa. Jedno zdanie - swoim milczeniem wspomógł on w istocie eurofanatyków, dodatkowo zaś osłabił, być może w decydującym stopniu, działania prezydenta Czech.