Głos obcy z XVIII wieku
Dodane przez Adam Smiech dnia Wrzesień 28 2010 14:42:51

Zazwyczaj, opisując, czy komentując jakieś wydarzenia polityczne, posiłkujemy się cytatami z klasyków Myśli Narodowej, które pomimo tego, że powstały co najmniej kilkadziesiąt lat temu, zachowują do dziś swoją aktualność, zwłaszcza w odniesieniu do naszych narodowych wad i przywar, w szczególności lekkomyślności w polityce, działania pod wpływem impulsu, uczucia czy bezpodstawnego uważania się za pępek świata, nad którego problemami świat się pochyli porzucając wszystko inne. Dziś zaproponuję jednak PT Czytelnikom opinię obcego i to pochodzącą z XVIII wieku. Wypowiedział ją Niemiec - Joachim Christoph Friedrich Schulz, badacz zjawiska rewolucji z tamtej epoki. Warto się z nią zapoznać, gdyż jest znów zatrważająco aktualna, zaś do zachowań ówczesnych Polaków można z łatwością przyporządkować nazwiska i nurty polityczne znane nam z codzienności. To bardzo przygnębiające, że niczego się ci ludzie nie nauczyli pomimo dwustu lat tragicznych doświadczeń i ponoszenia kolejnych klęsk. Oto słowa Schulza z 1795 r., z okresu, kiedy debatowano nad trzecim rozbiorem Polski (źródło: J. Chr. F. Schulz, Reise nach Warschau, Ein Bericht aus den Jahren 1791-1793, wyd. K. Zernack, Frankfurt/M 1982; polski przekład Andrzeja Kopackiego w książce Klausa Zernacka Polska i Rosja, Wiedza Powszechna, Warszawa 2000, s. 353):

"Przywódcy polskiej rewolucji, zgodnie ze swym charakterem narodowym, wykazywali się raczej żarliwą imaginacją niż trzeźwym namysłem i że zaślepiły ich zewnętrzne pozory sytuacji - sądzili, że im sprzyja, a nie zbadali podstaw, na których się opiera. Nie wzięli pod uwagę, że Prusy tylko dlatego chwilowo wyciągały rękę do Polski, że jej potrzebowały; spodziewali się po tym mocarstwie takiej nieostrożności, iż przez wzgląd na dopiero kształtującego się, słabego sojusznika mogłoby się poróżnić ze straszliwą sąsiadką; oceniali gwarancje przyjaźni tego państwa wedle reguł szkolnej moralności, nie zaś polityki, i zaczęli się demonstracyjnie dąsać, kiedy mówiło o Toruniu i Gdańsku jako rekompensacie za ofiarę, którą gotowe jest ponieść dla Polski (...). Ponadto reformatorzy mniemali, że stosunki między Rosją a Prusami są niezmienne; wierzyli w interwencję Szwecji, nie dostrzegając tamtejszych fermentów wewnętrznych. Milczenie Austrii poczytywali za korzystne dla siebie (...). W swoim niepojętym zaślepieniu zapomnieli o politycznej oczywistości: że słabszy, który uczestniczy w niesnaskach między potężniejszymi, zostanie przez nich rozdeptany, kiedy tylko uczynią ku sobie pierwszy przyjazny krok."

Taak. Jak widać, wg tego, rzeczywiście oczywistego scenariusza przebiegały powstania XIX-wieczne i cały polski dramat w II wojnie światowej. To, że sternicy naszej nawy państwowej nie czytali i nie słuchali Dmowskiego, można zrozumieć znając polską "zdolność" do zawiści wobec współrodaków, ale to, że nie czytali Schulza, pomimo, z kolei, polskiej skłonności do zachłystywania się obcymi, to już nie tylko błąd - to głupota i zbrodnia.