Amok ludzi nieszczęśliwych
Dodane przez Adam Smiech dnia Sierpień 03 2010 14:29:46

To, co dzieje się wokół krzyża stojącego pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie przechodzi ludzkie wyobrażenie. Polityczni gracze spod znaku PiS umiejętnie podkręcali emocje przez ostatnie tygodnie i teraz mają swój upragniony efekt. Tłum nieszczęśliwych ludzi, którym wmówiono, że zmarły Prezydent Lech Kaczyński był herosem mocarstwowej Polski i geniuszem politycznym na skalę światową, ojcem i obrońcą narodu, a jego brat jest jedynym, który może Polskę dzisiaj zbawić i na białym koniu z szablą w dłoni roznieść rosyjskie hordy dybiące bez ustanku na naszą Ojczyznę, nie dopuścił do przeniesienie krzyża do kościoła św. Anny. Padały przy tym hasła nie z katalogu walki politycznej, nie z katalogu walki o Wiarę, lecz z katalogu obłąkanych. "Targowica", "Katyń trwa", "Zdrajcy", "NKWD", "ZOMO". Biorąc pod uwagę kontekst wydarzeń, jest na to tylko jedno słowo - obłęd. Tymczasem, nie mamy do czynienia z żadną walką z krzyżem, z żadną koniecznością obrony tegoż. Tu w ogóle nie chodzi o krzyż, ani o ataki na Wiarę, czy na Kościół. Jest to brudna polityczna zagrywka PiS, które chce jednego - zawłaszczenia miejsca jakim jest Pałac Prezydencki dla jednego tylko człowieka - dla Lecha Kaczyńskiego. Więcej - chce zawłaszczenia tego miejsca dla jednej partii - dla PiS, w istocie zaś, dla jednej opcji politycznej (jako że PiS to tylko zewnętrzny, tymczasowy, współczesny wyraz tej opcji), wyznającej zlepek najgorszych, irracjonalnych i samobójczych, tradycji polskiej myśli politycznej - tradycji mistycznej rusofobii, tradycji powstańczej, tradycji dominacji uczucia nad rozumem, wreszcie, tradycji braku odpowiedzialności za czyny i słowa. To także kolejny etap budowania przez PiS, z gruntu fałszywego "mitu Lecha Kaczyńskiego", którego wcześniej, równie spektakularnym, co skandalicznym i bezczelnym wyrazem, było zorganizowanie pochówku pary prezydenckiej na Wawelu. Żal, że stanowczego głosu nie zabrał polski Kościół, zwłaszcza Kościół warszawski. Od pasterzy należałoby wymagać, aby prowadzili wiernych, a nie kładli uszy po sobie w obawie przed nastrojami i reakcją rozhisteryzowanego tłumu. Zamiast wysyłać w oko cyklonu zwykłych księży, którzy nie byli w stanie nic zrobić (czemu wcale się nie dziwię), mógł przecież udać się na miejsce sam ks. abp Nycz. Szkoda, że tego nie uczynił. Tymczasem prawdziwi wrogowie Kościoła zacierają ręce. Za darmo, bez wysiłku dostali na tacy zestaw argumentów w postaci bezwzględnego upolityczniania symbolu krzyża przez PiS, w postaci irracjonalnych haseł i zachowań. Obraz tej części społeczeństwa polskiego, która wyznaje tzw. ideę niepodległościową jest straszny, tragiczny, przygnębiający. Ci ludzie jeszcze kilka lat temu tak się nie zachowywali. Owszem, można było zauważyć, że gdzieś podskórnie ciągoty do takich zachowań istnieją, tlą się, ale dziś PiS ten płomyk rozniecił na całego, wyciągnął na zewnątrz. Emocje i irracjonalizm całkowicie wyparły myślenie, całkowicie wyparły rozum. Znów cofnęliśmy się o lata w politycznym, intelektualnym, ale i duchowym rozwoju naszego narodu...