"Wskrzeszenie Polski" - relacja z konferencji
Dodane przez Marzena Zawodzinska dnia Lipiec 12 2009 01:54:21

W tym roku obchodzimy 90. rocznicę podpisania Traktatu Wersalskiego - pierwszego i jak dotąd jedynego aktu tworzącego porządek międzynarodowy, który został podpisany przez odrodzoną po rozbiorach Polskę. Już wtedy budził on kontrowersje, sprzeczne emocje, skrajnie różne jego interpretacje funkcjonują do dziś. Niektórzy historycy podkreślają, iż był to sukces, inni zwracają uwagę na niekorzystne zapisy i nazywają traktat porażką. I jedni i drudzy jednak oceniają go raczej przez pryzmat interesów polskich. Najbardziej zdumiewa trzecie stanowisko, reprezentowane nie tylko przez liberalnych historyków europejskich (co takie dziwne by nie było), ale i przez niektórych Polaków (?!). Oto obchodzimy rocznicę powrotu Polski na mapy Europy, co nie byłoby możliwe bez odebrania zaborcom zagrabionych przez nich ziem. Polska została uznana jako niepodległe państwo, członek państw alianckich. A publicysta "Tygodnika Powszechnego", pisząc o tym, rozczula się nad "prześladowanymi" Niemcami. Śmieszne? Straszne? Prawdopodobnie raczej to drugie, zwłaszcza, że zdanie to zdają się podzielać niektórzy politycy. W każdym razie, z takiego czy innego powodu, na konferencji "Wskrzeszenie Polski", poświęconej 90. rocznicy podpisania Traktatu Wersalskiego i 70. rocznicy śmierci Romana Dmowskiego w ramach Konwersatorium "Fundamenty Niepodległości" nie pojawili się przedstawiciele wszystkich opcji politycznych dzisiejszej Polski, co zauważył jeden z prelegentów. A powinni, bo traktat był jednym ze słupów milowych historii całej Rzeczpospolitej, a nie tylko jednej partii czy stronnictwa.


Rozszerzona zawartość newsa

Konferencja odbyła się 27 czerwca 2009 roku, w Sali Kolumnowej Sejmu. Otworzył ją poseł Bogusław Kowalski, który wygłosił słowo wstępne oraz przywitał gości i prelegentów. Następnie senator Waldemar Kraska odczytał list posła Przemysława Gosiewskiego, w którym ten usprawiedliwia swoją nieobecność oraz zapowiada projekt uchwały w sprawie uczczenia 90. rocznicy Traktatu Wersalskiego przez sejm. Po krótkim wystąpieniu dra Krystyna Bernatowicza głos zabrał pierwszy z prelegentów.

Nasza świadomość historyczna kształtuje się w dużym stopniu w szkole, a treści podawane w podręcznikach są na ogół bez dyskusji przyjmowane przez nauczycieli i uczniów. Nauczycielom brakuje czasu na polemiki, a uczniom wiedzy, którą wszak dopiero zdobywają. Podręczniki zatem powinny być obiektywne i wiarygodne. Czy tak jest? Jaki obraz konferencji pokojowej w Paryżu się z nich wyłania? Na to pytanie udzielał odpowiedzi dr Białokur z Uniwersytetu Opolskiego.

Okazuje się, że uczeń, który korzysta z jednego opracowania, otrzymuje niepełny, a często jednostronny obraz przebiegu oraz skutków konferencji wersalskiej. Jest ona omawiana głównie w kontekście tych punktów, które odnoszą się do Polski. Uczniowie poznają najważniejsze daty, ale niewielu dowiaduje się, że nie były to daty przypadkowe. Czytają o przyznaniu Polsce Wielkopolski, utworzeniu Wolnego Miasta Gdańska, o planowanych plebiscytach, nie zawsze jednak słyszą o przyznaniu Polsce dostępu do morza. Świadczy to o tym, że ograniczanie treści programowych, czasu nauki historii w szkole, eliminuje informacje, które mogłyby wydawać się oczywiste, choć nie tylko te. Rzadkością jest na przykład informacja, że Polska musiała zapłacić odszkodowanie za przejęty majątek niemiecki.

Rozmaite są oceny i interpretacje przebiegu konferencji oraz samego traktatu - zarówno pozytywne, jak i skrajnie negatywne. Można zatem znaleźć opinie, iż traktat był niekorzystny, a Polska została potraktowana jak kraj drugiej kategorii. Gdzie indziej czytamy, że Traktat Wersalski to surowa rozprawa z Niemcami, której ostrze stępiły brytyjskie i amerykańskie dążenia do równowagi. Wielu autorów podkreśla jednak, że polska delegacja była dobrze przygotowana do konferencji. W ogóle coraz bardziej zobiektywizowany charakter ma obraz zasług Dmowskiego - przedtem nie miał on godnego miejsca w podręcznikach historii, a w latach trzydziestych podawano nawet, iż w imieniu Polski traktat podpisał Ignacy Jan Paderewski i "jeszcze jeden Polak".

Podsumowując, dr Białokur stwierdził, że obraz Traktatu Wersalskiego i sprawy polskiej na forum konferencji w Paryżu wciąż nie jest prezentowany w takiej postaci, w jakiej tego byśmy sobie życzyli, mimo dostrzegalnych pozytywów.

Różne interpretacje traktatu omawiał również prof. Marek Drozdowski w swoim referacie n.t. "Ignacy Jan Paderewski na konferencji pokojowej w Paryżu". Najbardziej popularna została opracowana przez włoskich lewicowych historyków. Głosili oni, iż: "Traktat Wersalski poniósł skutki czterech podstawowych zjawisk historycznych:
- zamętu Europy Środkowej,
- odmowy ratyfikacji traktatu przez Stany Zjednoczone,
- nieobecności Rosji Radzieckiej,
- niedorzecznego zamiaru ukarania Niemiec."
Podobne tezy są dziś powtarzane i to nie tylko przez zachodnich historyków. "Czy taka interpretacja skutków Traktatu Wersalskiego będzie lansowana w opracowanym wspólnym podręczniku szkolnym państw należących do Unii Europejskiej?" - retorycznie zapytywał prof. Drozdowski. W jej świetle Dmowski i Paderewski mogą, podobnie jak delegaci innych państw "nowych", uchodzić za rzeczników polskiego nacjonalizmu, wywołującego chaos w Europie Centralnej. A przecież narody tworzące te państwa miały prawo do wolności, niepodległości oraz suwerenności, a cele te mogły uzyskać tylko kosztem dotychczasowych zaborców i dotychczasowych imperiów.

W następnej części referatu prof. Drozdowski przedstawił m.in. działalność i zasługi Ignacego Jana Paderewskiego z uwzględnieniem jego pracy wśród Polonii amerykańskiej. Samej Polonii z kolei było poświęcone wystąpienie profesora Zygmunta Haduch-Suskiego p.t. "Rola Polonii w kształtowaniu wizerunku Polski w historii i współcześnie".

Wielu polskich emigrantów doszło do wysokich stanowisk w krajach, do których wyjechali, przy czym nadal chcą pracować dla swojej Ojczyzny. Czy ten potencjał jest w pełni wykorzystany? Ambasada polska w Chile ma zakaz kontaktowania się z prezesem Zjednoczenia Polskiego im. Ignacego Domeyki, bo jest on jednocześnie wiceprezesem USOPAŁ-u. Polonia jest skłócana i niedoceniana, w wielu przypadkach celowo. Profesor zakończył swoje wystąpienie apelem: "Panowie posłowie, senatorowie, zauważcie Polonię! Zauważcie potencjał, jaki drzemie w milionach Polaków, którzy chcą pracować dla dobra naszej wspólnej Ojczyzny. Chcą pracować, ponieważ jedna jest Polska i jeden naród polski!"

Wątek ściśle historyczny powrócił w referacie red. Jana Engelgarda, który przedstawił efekt dotychczasowej pracy nad tzw. "archiwum Dmowskiego", przechowywanym do tej pory w Londynie, a w tej chwili będącym w posiadaniu Muzeum Niepodległości. Udało się ustalić dokładne daty podróży Dmowskiego - na podstawie pieczęci z jego paszportów dyplomatycznych. Odtworzono kontakty, jakie miał Dmowski z brytyjskimi politykami, przebieg dyplomatycznego przygotowania sprawy polskiej na gruncie brytyjskim.

Dmowski miał dwa plany, jeśli chodzi o sprawę polską. Plan "A" - na wypadek zakończenia wojny z udziałem Rosji - zakładał zjednoczenie ziem wszystkich zaborów i utworzenie państwa polskiego sprzymierzonego z Rosją (niestety ten plan zakładał konieczność rezygnacji z odzyskania Kresów Wschodnich). Plan "B", "plan Wielkiej Polski", stał się realny dopiero po roku 1916. Polegał na tym, aby "wyrwać Niemcom, co się da" i maksymalnie osłabić ich na Wschodzie. Pod koniec konferencji Dmowski uznał, że w 90% swój cel osiągnął. A 90% przy tak niewielkich atutach, jakimi dysponowaliśmy w r. 1919, to naprawdę dużo. Sprzyjała nam koniunktura, którą potrafiliśmy wykorzystać dzięki ciężkiej pracy całej polskiej delegacji.

Sporo miejsca red. Engelgard poświęcił kwestii granicy wschodniej i stosunku do Rosji. Dmowski początkowo uznał, że osłabienie Rosji jest dla nas korzystne. Mniej więcej od lata 1919 r. zmienił zdanie, stwierdzając, że trzeba na nowo zacząć się liczyć z Rosją. Oczywiście miał na myśli Rosję białą. Są ślady jego kontaktów z politykami białej Rosji, które spotkały się z przeciwdziałaniem obozu belwederskiego, podejmującego w tym czasie tajne rokowania z bolszewikami.

Jeśli chodzi o kwestię granicy wschodniej, na uwagę zasługuje również odnaleziony w archiwum dwunastostronicowy anonimowy raport z przebiegu prywatnej rozmowy z Lewisem Namierem, urzędnikiem brytyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Dmowski ścierał się z nim od 1916 r., gdyż urabiał on brytyjską opinię przeciwko Polsce. Namier pytał naszego urzędnika: "Dlaczego Polacy pchają się na Ukrainę w Galicji Wschodniej drogą militarnej ekspansji?" (ciekawe, jakie terytorium miał na myśli, mówiąc o Ukrainie?) Uważał, iż wojna przeciwko Rosji ma wszelkie cechy ekspansji, a Polska powinna mieć oparcie w Rosji przeciwko Niemcom.

Podsumowując swoje wystąpienie, red. Engelgard stwierdził, że fakt, iż w konferencji nie brała udziału żadna Rosja i nie brali udziału Niemcy, był korzystny dla nas, ale nie dla trwałości systemu. W każdym razie nastąpiło odrodzenie Polski jako niepodległego państwa, przekreślenie zbrodni rozbiorów i to miało największe znaczenie.

Wystapienie red. Lipińskiego wykraczało nieco poza ramy zagadnień konferencji w Paryżu, ponieważ dotyczyło "Europy w myśli Romana Dmowskiego". Niektórzy twierdzą, że gdyby Dmowski żył, to na pewno poparłby wejście Polski do Unii Europejskiej. Ale czym innym jest Europa, a czym innym Unia Europejska! Dmowski opowiadał się za Polską narodową, suwerenną, niepodległą i katolicką. Czy taka ma być unia? Które wypowiedzi jej przywódców o tym świadczą? Roman Dmowski był prawdziwym Europejczykiem, bo wyznawał wartości cywilizacji łacińsko-chrześcijańskiej. Przeciwstawiał jej cywilizacje wschodnie, które poznał, może się nimi fascynował, ale uważał je za obce nam, a nawet wrogie. Obserwując to, co działo się w Europie w latach dwudziestych i trzydziestych, dostrzegał przejawy kryzysu cywilizacji rzymskiej - zachwianie hierarchii społecznej i osłabienie religijności. Irytowali go też politycy o mentalności komiwojażerów, nie przewidujących skutków swoich poczynań.

Sprawy polskiej nie traktował Dmowski jako jednej i jedynej. Opowiadał się za emancypacją innych narodów europejskich. Przewidywał, że Niemcy i tak pozostaną liczącą się siłą w Europie, zwłaszcza, że na skutek rewolucji przestał się wówczas liczyć czynnik rosyjski. Obawiał się natomiast powstania niepodległej Ukrainy, która niewątpliwie byłaby silnie związana z Niemcami. Jego stosunek do Rosji był właściwie ambiwalentny, co widać szczególnie w korespondencji. Przede wszystkim jednak uważał, że "Polska nie może sobie pozwolić na darcie kotów z obydwoma sąsiadami".

Dmowski Europę pojmował jako twór funkcjonujący w oparciu o zasady cywilizacji łacińsko-chrześcijańskiej, jako związek niepodległych państw i suwerennych narodów. Był realistą, dostrzegał zagrożenie ze strony Niemiec, na które dziś jesteśmy znieczulani. Nie kierował się mrzonkami, tylko polską racją stanu i był politykiem skutecznym. Red. Lipiński zakończył swój referat życzeniem: "Oby dzisiejsi politycy polscy, czy uważający się za polskich, nie wymazali Rzeczypospolitej z tejże mapy Europy".

W tym momencie niestety reprezentacja Jednodniówki musiała opuścić konferencję, dlatego relacja z konieczności będzie niepełna. I tak byłaby niepełna, bo aby poruszyć wszystkie kwestie podejmowane przez prelegentów, należałoby nie streszczać, a przepisywać referaty. Na zakończenie jeszcze jeden cytat, tym razem z wystąpienia dra Białokura - próba szerszej diagnozy kryzysu historii podjęta przez prof. Andrzeja Nowaka: "W XVIII wieku jako ograniczenie wolności indywidualnej oświeceni wyzwoliciele traktowali jeszcze samą tylko tradycję. W końcu XX w. wrogiem wolności została ogłoszona już historia jako taka. Przeszłość i jej uparte fakty. Dla modernistów przeszłość oznaczała matecznik zacofania, ciemnogród, przeciw któremu trzeba prowadzić bezlitosną krucjatę. Z kolei dla postmodernisty okazała się przedmiotem swobodnych eksperymentów, bardziej gry i zabawy, w której każda jednostka ustala swoje reguły. Przeszłość okazuje się taka, jakiej się zechce, doskonale plastyczna, absolutnie relatywna, czyli bez obiektywnego, krępującego wolność znaczenia. Są w niej tylko mity, faktów nie ma. Są tylko polityki historyczne do zdemaskowania. Jest historyczny dyskurs, czyli walka o dominację, a nie o prawdę." Konferencje, takie jak ta, są niezbędne, aby przypominać o faktach i obalać mity, na przekór wszystkim modernistom, postmodernistom czy innym "oświeconym". Być może tematem jednej z następnych będzie rocznica powrotu Polski nad Bałtyk, jak zaproponował prof. Marek Drozdowski. Warto byłoby zająć się wszechstronnie i tą zaniedbaną dziedziną.



Marzena Zawodzińska