Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona G?ówna Artyku?y Galeria ForumLuty 27 2020 10:04:11
Nawigacja
Strona G?ówna
Artyku?y
Galeria
Kategorie aktualno?ci
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 7
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
Pod pomnikiem Dmowskiego 6
Pod pomnikiem Dmowskiego 6
90 rocznica podpisania Traktatu Wersalskiego - Warszawa 27.06.09 r.
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy si? angiels... [50]
Kto pomo?e mi sfo... [46]
Ba?kany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostro?nie ze s?owami, panie anonimie! Mo?e by tak zerwa? przy?bic? i stan??, jak m??czyzna, twarz? w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jeste?cie ostoj?... politycznej prostytucji. Wi?cej pisa? nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Mo?e by??

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porz?dek by trzeba zrobi?...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie wida? go.

Archiwum
Odpowied? na krytyk? libera?ów
JednodniĂłwka NarodowaZaczn? od pewnego spostrze?enia. Od jakiego? czasu zastanawiam si?, dlaczego argumenty, jakimi pos?uguj? si? libera?owie gospodarczy w dyskusjach ze mn?, s? do moich argumentów takie... nieadekwatne. Odpowied? przysz?a zupe?nie nieoczekiwanie. Pewnego razu podczas jakiej? polemiki wyrazi?am pogl?d, który zaskoczy? moich oponentów, poniewa? okre?lili go jako liberalny, a czego? takiego si? po mnie nie spodziewali. Zrozumia?am wtedy, ?e oni tak naprawd? nie polemizuj? z moimi pogl?dami, tylko z pogl?dami, jakie mi przypisuj?, z góry przypinaj?c mi etykietk? socjalistki. Oczywi?cie wynika to z fa?szywego za?o?enia, i? nie istnieje nic poza opozycj? liberalizm-socjalizm, a wi?c co nie jest liberalizmem, z ca?? pewno?ci? jest socjalizmem. Dlatego zreszt? napisa?am swój artyku? – aby wyja?ni?, dlaczego odrzucam liberalizm gospodarczy i pokaza?, i? istnieje niesocjalistyczna krytyka tego systemu. A zatem zarzut, i? “Nie wiadomo, czym dok?adnie ma by? postulowany przez Autork? za Adamem Doboszy?skim umiarkowany interwencjonizm o za?o?eniach moralnych, a nie gospodarczych” jest ca?kowicie bezpodstawny. Nie by?o moim celem wyja?nianie, na czym polega gospodarka narodowa. Niew?tpliwie zajm? si? tym w niedalekiej przysz?o?ci. Na razie jednak ograniczy?am si? do krytyki liberalizmu gospodarczego.

Przyjrzyjmy si? zatem artyku?owi panów Jendrzejczaka i Adamka.

Na pocz?tku stwierdzaj? oni autorytatywnie, i? “W niniejszej pracy obalamy (podkre?lenie moje) tak moralne jak i ekonomiczne zarzuty wobec wolnego rynku, a na koniec demistyfikujemy koncepcj? Doboszy?skiego, jako nie tak umiarkowanego znowu interwencjonizmu”. Nie wiem, dlaczego powtórzyli to zdanie a? dwa razy. By? mo?e aby podkre?li? magiczne s?owo “obalamy”, aby nikt nie mia? w?tpliwo?ci, ?e “obalaj?”. Tymczasem niczego nie obalaj? i to z kilku powodów. Po pierwsze, nie przypominam sobie, abym przytacza?a jakie? “ekonomiczne zarzuty”. Moja krytyka jest filozoficzno-etyczna, przeprowadzona z punktu widzenia my?li narodowej. Oczywi?cie, kwestie ?ci?le ekonomiczne s? wa?ne, ale - i to podkre?lam z ca?? moc? – drugo- albo i trzeciorz?dne. Dlatego w?a?nie postuluj? “umiarkowany interwencjonizm o za?o?eniach moralnych, a nie gospodarczych”. Po drugie, nie prezentowa?am ca?o?ci koncepcji Doboszy?skiego, a wi?c ko?cowa cz??? Panów pracy nie jest polemik? ze mn?, tylko z Doboszy?skim. Ja za Bibli? uznaj? jedynie Pismo ?wi?te, wi?c ?adna inna ksi??ka nie jest dla mnie Bibli?, nawet “Gospodarka narodowa”. Z ka?dej koncepcji wybieram to, co uznaj? za najlepsze (równie? z liberalnej). Panowie jeszcze nie wiedz?, co wybra?am z koncepcji Doboszy?skiego, wi?c i ta polemika jest bezprzedmiotowa. Po trzecie, wi?kszo?? argumentów trafia w pró?ni?, bo jak ju? zauwa?y?am, moi adwersarze polemizuj? ze swoimi wyobra?eniami, a nie moimi pogl?dami.

Wed?ug autorów moim b??dem jest przywo?anie Smithowskiej koncepcji liberalnej. Czy?by? Czy to znaczy, i? zasady, które g?osi? Smith (przynajmniej te, do których si? odnios?am, a nie odnios?am si? do wszystkich) ju? nie obowi?zuj?? Gdyby tak by?o, pewnie artyku? Panów w tym momencie by si? sko?czy? stwierdzeniem, i? to ju? przesz?o??, nie obowi?zuje, wi?c nie ma o czym mówi?. Dalej jednak broni? tych atakowanych przeze mnie Smithowskich zasad, a zatem je uznaj?. Tak naprawd? nie ma ?adnego znaczenia, czy powo?a?abym si? na Smitha czy na Cantillona! Przedmiotem mojej krytyki jest bowiem to, co dla liberalizmu gospodarczego najistotniejsze – przekonanie, i? pa?stwo nie mo?e wtr?ca? si? do gospodarki, która ma si? rz?dzi? “w?asnymi prawami”. Podkre?laj? to sami libera?owie.

Dalej mo?na przeczyta?, i? dla mnie “leseferyzm to jest to samo co konserwatywny liberalizm”. No có?, ja wyka?? jednak nieco cierpliwo?ci i dobrej woli i wyt?umacz? Panom, czego nie zrozumieli, cho? wydaje mi si?, ?e ju? w swoim artykule zrobi?am to wystarczaj?co jasno. Otó? przytoczy?am nast?puj?c? definicj?: “Leseferyzm, liberalizm gospodarczy (franc. laissez faire – pozwólcie dzia?a?) – model ?ycia gosp., w którym decyduj?ce znaczenie dla wzrostu ogólnego dobrobytu materialnego przypisuje si? wolnej inicjatywie jednostek.” I terminu “leseferyzm”, zgodnie z t? definicj?, u?ywam zamiennie z terminem “liberalizm gospodarczy”. A zatem kiedy pisz? “leseferyzm”, mam na my?li “liberalizm gospodarczy”, a kiedy pisz? “leseferysta”, mam na my?li “libera?a gospodarczego”.

Nast?pnie czytamy, i? krytykuj? “zwolenników wolnego rynku, za wyznawany przez nich pogl?d, ?e interes osobisty jest najwa?niejszy”. Temu aspektowi akurat nie po?wi?cam zbyt du?o miejsca, ale i tu co? trzeba wyja?ni?. Nie uwa?am, aby skupienie si? na godziwie rozumianym dobru w?asnym by?o czym? z?ym. Czasami jednak nale?y na pierwszym miejscu postawi? co innego ni? interes osobisty. I wcale nie mam na my?li troszczenie si? o “dobro Eskimosów”, a zatem wniosek, i? sama sobie zaprzeczam uznaj? za wzi?ty z ksi??yca.

Atakuj? koncepcj? wolnego handlu, to prawda, ale nie uznaj? jej za “wyraz klasowych d??e? bogatych Brytyjczyków”, przynajmniej nie z definicji. Przyk?ad ten przytoczy?am za “Encyklopedi? Bia?ych Plam” tylko dlatego, aby pokaza?, i? to bogaci i silni popieraj? wolny handel, a nie biedni i s?abi. Dalsze wywody moich adwersarzy, oparte na “rozumowych argumentach profesora Hansa Hoppego” ?wiadcz? z kolei o niezrozumieniu, co mam na my?li pisz?c o protekcjonizmie. To naturalne, ?e pa?stwo powinno popiera? rodzim? (a nie np. eskimosk?) produkcj?. I nie chodzi tu o zmuszanie (w sensie stosowania nakazów i zakazów), aby nie kupowano za granic?. Chodzi o stworzenie takich warunków, aby to polska produkcja by?a ta?sza, aby w?a?nie nie op?aca?o si? sprowadza? z zagranicy tego, co z powodzeniem mo?na wyprodukowa? w kraju. I nie zamierzam nikogo pozbawia? dost?pu do “towarów eksportowych”. Przyk?ady innych krajów natomiast absolutnie do mnie nie przemawiaj?. Jak napisa? Roman Rybarski: “Prawdziwy my?liciel, czerpi?c podniet? z obcych ?róde?, marz?c o tym, by jego naród obcym dorówna?, nie ogranicza si? do biernego na?ladownictwa obcych systemów, cho?by najwi?ksza otacza?a je powaga, lecz ma przede wszystkim na my?li swój naród, jego po?o?enie, jego przesz?o??, i na tej podstawie dopiero buduje swoje nauki. I tylko takie dzie?o jest naprawd? co? warte(Roman Rybarski, Naród, jednostka i klasa, Gebethner i Wolff, Warszawa, 1926, s.215).”

Ciesz? si?, ?e zgadzamy si? chocia? w kwestii zakazu handlu pornografi?. Ale przecie? je?li w handlu funkcjonuje cho? jeden zakaz, to ten handel ju? nie jest ca?kowicie wolny! A wi?c jak to naprawd? jest? Oczywi?cie pisz?c o piwie mia?am na my?li tylko zakaz jego reklamy, a nie handlu, co zdaj? si? sugerowa? moi adwersarze. Jest to jednak ju? drugie ograniczenie. A co z innymi, równie? koniecznymi? Przypomn? swoje s?owa: “Widzimy zatem, ?e nie wszystko wolno sprzedawa?. A czy mo?na sprzedawa? ka?demu i wsz?dzie? Np. polsk? ziemi? Niemcowi albo polski zak?ad Holendrowi? Libera? powie: oczywi?cie, mo?e kupi? ka?dy, kto da wi?cej. A powie tak, bo nie liczy si? dla niego kryterium narodowe, a jedynie kryterium u?yteczno?ci, zysku, które w tym przypadku powinno by? zupe?nie drugorz?dne. Powiem wi?cej – libera?, cho? cz?sto nazywa si? patriot?, nie ma poj?cia, co to jest interes narodowy! Dla niego to ca?kowita abstrakcja! W przeciwie?stwie zapewne do interesu ?wiatowej finansjery...” Tego przedostatniego nie wymy?li?am sama, powiedzieli mi to libera?owie. Interes narodowy to abstrakcja... Straszne.

A zatem, podsumowuj?c ten w?tek: cho? zgadzam si?, i? nale?y znie?? setki niepotrzebnych przepisów i koncesji ograniczaj?cych swobodny rozwój przedsi?biorstw (po co na przyk?ad tyle kontroli??), to nie mo?na rezygnowa? z:
• popierania rodzimej produkcji przez pa?stwo;
• zakazu handlu pornografi? i narkotykami;
• zakazu reklamy niektórych towarów, np. piwa;
• zakazu sprzedawania ziemi obcokrajowcom;
• ogranicze? w lokalizacji przedsi?biorstw (aby supermarkety nie stawa?y obok ko?cio?ów albo zak?ady utylizacji ?mieci obok o?rodków wypoczynkowych);
• zakazu handlu w supermarketach w niedziel? i ?wi?ta;
• niektórych innych regulacji prawnych, których tu nie wymieni?, a wiem, ?e nie podobaj? si? libera?om.
(Niestety, z niektórych rzeczy ju? zrezygnowali?my...)

Oskar?enie o demagogi? to nic nowego w argumentacji libera?ów, nie widz? wi?c powodu, aby si? tym przejmowa?. “Niewidzialna r?ka rynku” uprzedmiatawia cz?owieka, poniewa? nie mo?na ni? sterowa? dla jego prawdziwego dobra i zmusza go do okre?lonych zachowa? (o dziwo, to ewidentne zmuszanie jako? nie przeszkadza libera?om!). Poza tym decyzje konsumentów, wbrew optymistycznym twierdzeniom moich oponentów, najcz??ciej nie s? suwerenne. Ale do zagadnienia tej “niewidzialnej r?ki” jeszcze powróc?.

“Dalej Autorka wprawdzie zgadza si? na istnienie i pewn? rol? w?asno?ci prywatnej...” - to brzmi jakbym ?askawie i “w ostateczno?ci” si? na tak? form? w?asno?ci zgadza?a. Nic bardziej b??dnego! To w?asno?? prywatna jest i zawsze b?dzie podstawow? form? w?asno?ci w ?yciu prywatnym. Pisa?am zreszt?: “W?asno?? prywatn? nale?y wzmocni? i upowszechni?.” W pa?stwie jednak, obok w?asno?ci prywatnej, musi istnie? pa?stwowa i to nie ze wzgl?dów ekonomicznych, tylko dla ochrony obywateli oraz suwerenno?ci pa?stwowej. Prywatyzacja, niewa?ne, uczciwa, czy nie, kluczowych resortów, mo?e doprowadzi? do przej?cia kontroli nad pa?stwem przez kapita? zagraniczny, a do tego dopu?ci? nie mo?na. Czyta?am ostatnio w Gaz.Wyb., ?e nasze, polskie kopalnie mog? by? sprzedane tylko inwestorowi zagranicznemu, bo Polacy nie maj? pieni?dzy... Na taki skandaliczny pomys? mog? odpowiedzie? tylko w jeden sposób – cytuj?c Wyspia?skiego: “Wy lokaje i fagasy cudzego pyszalstwa, którzy wyci?gacie d?o? chciw? po pieni?dze - po ?upie? pieni??n?, zdart? z tej ziemi, której z?oto i miód nale?y jej samej i nie wolno ich grabi?”. Nasze bogactwa naturalne s? wy??cznie nasze i maj? pozosta? nasze!

Kolejna sprawa. Ja nie wyra?am nadziei, i? “kto powiedzia?, ?e prywatny przedsi?biorca zawsze b?dzie lepiej gospodarowa? od pa?stwowego zarz?dcy? Je?li jest uczciwym i odpowiedzialnym cz?owiekiem (s? jeszcze tacy!) to tak samo zadba o w?asn? firm?, jak i o pa?stwow?.”, ja to wiem! I nie chodzi tu o ?adn? bezinteresowno?? ludzk?, co sugeruj? autorzy, zarzucaj?c mi niekonsekwencj?. To liberalizm gospodarczy opiera si? na fa?szywej antropologii! Ja mam na my?li zwyk?e poczucie obowi?zku, które mimo wszystko wielu ludziom nie jest obce – chodz? do pracy i wykonuj? solidnie swoje obowi?zki, chocia? nie pracuj? na swoim. Zawsze s? wyj?tki, ale akurat mo?na je ?atwo wychwyci? i nie powierza? im odpowiedzialnych zada?.

“Cz?owiek oczekuj?cy roztropnego zarz?dzania w?asno?ci? wspóln? (...) musi bazowa? na nadziei, ?e jej zarz?dca b?dzie ch?tny do dbania o nie-swoje” - nie musi! Bardzo wiele osób dba o nie-swoje tak samo jak o swoje. Nawet je?li nie z poczucia obowi?zku, to z obawy przed odpowiedzialno?ci?. “(...) w przypadku w?asno?ci prywatnej tego ryzyka nie ma” - ryzyka, ?e kto? nie b?dzie dba? o swoje? Tylko dlatego nie ma, ?e na ogó? innych ludzi nie obchodzi, co kto? robi ze swoim. Oczywi?cie dopóki im to nie szkodzi. Zwyk?y ba?agan na podwórku s?siada raczej nikomu nie przeszkadza. Ale kiedy ten ba?agan przekszta?ca si? w wysypisko ?mieci, to ju? inna sprawa...

“Po trzecie wbudowany w natur? ka?dego (tak?e uczciwego) cz?owieka instynkt samozachowawczy mobilizuje bardziej do dbania o nale??c? do nas samych w?asno??”... No có?, jak ka?de uogólnienie, jest to teza, której w ?aden sposób nie da si? obroni?! Na swoim przyk?adzie mog? powiedzie?, ?e w pracy na biurku mam zawsze porz?dek, natomiast w domu, w moim pokoju, do którego nikt nie wchodzi... ró?nie to bywa. Poza tym obowi?zków w pracy nigdy nie odk?adam na pó?niej. W domu si? nie pali, wszystko mo?e poczeka?. Widocznie ten “instynkt” za s?abo mnie mobilizuje. Inne przyk?ady? Prosz? bardzo. Kiedy? widzia?am w telewizji program, czy reporta?, o kobiecie, która podpali?a w?asny dom, ?eby zrobi? na z?o?? córce. Skrajny przypadek? Owszem, ale pokazuje, ?e ludzie cz?sto kieruj? si? nie rozs?dkiem, tylko emocjami. Poza tym wcale nie jest bardzo odosobniona zupe?nie inna, ni? zak?adaj? Panowie, postawa, któr? mo?na wyrazi? w s?owach: “To nie jest moje, wi?c musz? o to dba?. A to jest moje, wi?c mog? z tym zrobi?, co chc?, nawet zniszczy?.”

?w. Tomasz pisze o troch? innej sytuacji. “Gdzie s?u?ba jest bardzo liczna”, czyli gdzie jest wiele osób odpowiedzialnych za to samo, zawsze pojawi si? próba spychania obowi?zków na innych. To prawda. Ale wystarczy dok?adnie okre?li? zakres tych obowi?zków, aby takiej postawy unikn??. Mo?e wyja?ni? znowu na swoim przyk?adzie. Pod koniec ubieg?ego roku zajmowa?am si? zamówieniami dla instytucji, w której pracuj?. Robi?am to tylko ja, a zatem gdybym nie zd??y?a w terminie, albo gdybym przekroczy?a wyznaczon? kwot?, nie by?oby w?tpliwo?ci, kto za to odpowiada. Nawet gdybym chcia?a, aby kto? mnie wyr?czy?, nie da?o si?! Zreszt? musz? si? Panom do czego? przyzna?. Pracuj? na pa?stwowym uniwersytecie. Codziennie mam kontakt ze studentami, innymi pracownikami, ale cz?sto jestem te? sama. Nikt nie patrzy mi na r?ce. Mam swoj? pracowni?, któr? sobie zagospodarowa?am tak, ?e czuj? si? w niej jak u siebie. A moja praca daje mi tyle satysfakcji i jest dla mnie tak przyjemna, ?e nie ograniczam si? do wykonywania tylko tego, co musz?, ale ci?gle wcielam w ?ycie swoje nowe pomys?y. I wcale nie jestem wyj?tkiem! Zreszt? nawet gdybym by?a wyj?tkiem, to i tak ju? nie mo?na by powiedzie?, ?e WSZYSCY bardziej dbaj? o swoje ni? o wspólne.

Teraz sprawa szkolnictwa. Otó? twierdzenie przeciwne do mojego zupe?nie nie usprawiedliwia likwidacji pa?stwowych szkó?. Oczywi?cie nie s? one ca?kowicie bezinteresowne, ale nie ma w nich postawy “p?ac?, wi?c wymagam”. Oczywi?cie od nauczyciela, nie od dziecka.

Swoje szko?y ko?czy?am w PRL-u i by?y to bardzo dobre szko?y. Panowa?a w nich dyscyplina i mia?y wysoki poziom. Do dzi? wspominam swoich nauczycieli, a z niektórymi utrzymuj? kontakt. Nie pracowali “na swoim”, pewnie nie zarabiali kokosów, ale w wielu przypadkach by?o wida?, ?e im zale?y, ?e naprawd? chc? nas czego? nauczy?. Zw?aszcza Ci, którzy robili co? “ponad”, anga?owali si? bardziej ni? inni i niew?tpliwie byli nauczycielami z powo?ania. Panowie libera?owie pewnie uwa?aj?, ?e to niemo?liwe, ?e tacy ludzie nie istnieli i nie istniej?. Trudno, nie jest to mój problem.

“Nauczyciele dostaj? jako zap?at? pieni?dze skonfiskowane podatnikom” - w s?owie “skonfiskowane” wida? ca?e doktrynerstwo gospodarczych libera?ów. To w istocie nienawi?? do pa?stwa, w tym do pa?stwa w?asnego. Dla nich my?lenie kategoriami przywi?zania do w?asnego pa?stwa jako warto?ci samej w sobie nie istnieje! Równie dobrze przecie? mo?na by napisa?: “policjanci dostaj? jako zap?at? pieni?dze skonfiskowane podatnikom”. Wszyscy p?ac? na policj?, cho? nie wszyscy bezpo?rednio korzystaj? z jej us?ug. Sporo pieni?dzy si? marnuje, w dodatku kwitnie tam korupcja. Ale libera?owie nie chc? prywatyzowa? policji. Bo cel jest wa?niejszy ni? koszty! Nie tylko zreszt? w tym przypadku. Podatki p?acimy wszyscy, jest to nasz obowi?zek. Te pieni?dze trafiaj? do wspólnej kasy i id? na wspólne cele, czyli policj?, s?dy, wojsko, szkolnictwo itp. TAK, szkolnictwo te? jest dobrem wspólnym! A to, ?e kiedy? czego? nie by?o, nie znaczy, ?e teraz nie mo?e by?. Zw?aszcza, ?e kiedy? ?yli?my w zupe?nie innych realiach. Umiarkowany interwencjonizm jest dzi? konieczny i wcale nie jest sprzeczny z etyk? ani dobrem wspólnym. Wyja?ni?am to pisz?c o rodzajach sprawiedliwo?ci. Dobro wspólne to dobro konkretnej osoby ludzkiej, jej rozwój. I czasami trzeba, aby ze wspólnej kasy skorzysta? konkretny bezrobotny, zw?aszcza, je?li do tej pory sam do niej dok?ada?. Zwracam jednocze?nie uwag?, i? osoby, które nie chc? pracowa?, nie s? przez Doboszy?skiego uznawane za bezrobotne!

Generalnie wi?kszo?? zarzutów, jakie moi adwersarze stawiaj? interwencjonizmowi, wynikaj? z tego, i? rozumiej? to poj?cie fa?szywie, uto?samiaj?c z tym, co teraz mo?e pa?stwo. Tymczasem wi?kszo?? przepisów mo?na z powodzeniem zlikwidowa? (“Nadmiar ustaw kastruje” N. G. Davila). Ogromne oszcz?dno?ci przynios?aby z kolei likwidacja powiatów oraz dotacji dla partii politycznych i organizacji pozarz?dowych. Ale nie to jest tematem mojej odpowiedzi.

Istniej? oczywi?cie wi?ksze zagro?enia dla rodziny ni? konieczno?? mobilno?ci. Ale to wcale nie sprawia, ?e ta ostatnia staje si? niegro?na. I to mi?dzy innymi mia?am na my?li pisz?c, i? “niewidzialna r?ka rynku” uprzedmiatawia cz?owieka. Libera? twierdzi, ?e je?li w okolicy nie ma pracy, to nale?y szuka? jej gdzie indziej. Bo do tego zmusza sytuacja na rynku pracy! To nie jest uprzedmiotowienie? Owszem, jest! Bo nie mo?na zmusza? nikogo, aby pozostawi? rodzin?, dom, ojcowizn?, tylko dlatego, ?e zmusza go do tego jaki? “mechanizm rynkowy”!

To oczywiste, ?e pa?stwo nie powinno si? wtr?ca? do rodziny i przejmowa? jej funkcji. Ale powinno j? wspiera? w tych funkcjach, które rodzina nie jest w stanie wype?ni?. Oczywi?cie, najlepiej by by?o, aby np. rodzice uczyli dzieci w domu. Nie ka?dy jednak jest w stanie zapewni? odpowiednie wykszta?cenie swoim dzieciom, a bez wykszta?cenia nie ma dzi? przysz?o?ci ani dla konkretnego cz?owieka, ani dla narodu. To, co teraz zrobiono ze szkolnictwem, to zupe?nie inna sprawa. Edukacja po prostu potrzebuje kontrrewolucji, jak zreszt? wi?kszo?? dziedzin naszego ?ycia. Ale libera?owie zdaj? si? uznawa? tylko jedn? form? leczenia – poprzez amputacj? chorego organu.

Niestety nie bior? zupe?nie pod uwag? realiów. Parafrazuj?c znany cytat dotycz?cy socjalizmu mo?na stwierdzi?, i? liberalizm gospodarczy ma w nosie problemy, które sam stwarza. Likwidacja rent i emerytur nie spowoduje, i? zacznie si? rodzi? wi?cej dzieci (przyczyna mniejszej liczby narodzin jest o wiele bardziej z?o?ona), a b?dzie katastrof? dla du?ej cz??ci spo?ecze?stwa, bo pozostawi bez ?rodków do ?ycia nie tylko niezdolnych do pracy starszych ludzi, ale cz?sto i pozostaj?ce na ich utrzymaniu bezrobotne dzieci.

Z dalsz? cz??ci? artyku?u nie b?d? polemizowa? i wyja?ni?am ju?, dlaczego. Twierdzenie o ma?ym b??dzie na pocz?tku, który wielkim jest na ko?cu, dotyczy libera?ów gospodarczych. Zupe?nie zapominaj?, ?e ich doktryna wywodzi si? z fa?szywej filozofii, a wi?c nale?y j? odrzuci?, niezale?nie od ewentualnych pozytywnych skutków ekonomicznych. Ekonomia jest tylko narz?dziem, nie wolno jej podporz?dkowywa? naszego ?ycia. Autorzy artyku?u przekonanie o wy?szo?ci liberalizmu nad wszystkimi innymi systemami sprowadzaj? do rangi aksjomatu, czemu towarzyszy dezawuowanie jego oponentów, maj?ce charakter kpiny m?drców z profanów. Ca?e szcz??cie to te? nie jest mój problem. Mam tylko nadziej?, ?e nie b?d? musia?a znowu udowadnia?, i? nie jestem wielb??dem...

Marzena Zawodzi?ska
Komentarze
RomanK dnia luty 04 2008 04:45:09
Pani Marzeno!
Pani atrykol jest doskonaly i prawdziwy. Probujacy z pania polemizowac panowie popelniaja talmudyczna paplanine podpierajac sie roznymi autorytetami. Pokazuja, ze z ekonomia maja bardzo teoretyczna stycznosc z rzeczywistoscia jeszcze mniejsza.
Ale skupmy sie na tym, co pani napisala! A czego oni zrozumiec nijak nie moga!
Wolny Rynek- jaki wolny skoro mamy swiatowe gieldy materialowe, zbozowe , bursy paliwowe i ..jakzeby finansowe- bo pieniadze to ....tez towar.
Second London fixing jest zatem decyzja ekonomiczna na skale globalna na nastepne 24 godz... Nowy York jest bowiem przedluzeniem London tak- jak Federalne Rezerwy - przedluzeniem CIty!
Czyli niech ktorys z autorow probuje kupic np pszenice...i dozna zaskakujacych wrazen:-))) cena w Lodzi wcale nie bedzie rozna niz w Chicago czy Dubai...a roznica jaka ze zdumieniem odkryje odnosic sie bedzie tylko do ceny transportu...taryf i upustow...taka jest wolnosc!
Bursy paliwowe to samo..finansowa jeszcze mniejszy wybor, gdyz tu panuje scisly monopol Niewidzialnej Renki:-)))
O..ale popatrzmy tu -na calym swiecie nigdzie nie mamy Gieldy pracy:-))) gieldy, ktora by w jakim tam fixing ustalala cene pracy:-))
Ta ustala bowiem, jakas Niewidzialna Renka, robiaca Wolnemu Rynkowi na...... reke:-)))
Zatem owa Niewidzialna Renka ustala, ze Polak jest tani, Ukrainiec jeszcze tanszy , Chinczyk tez..ale Anglik drogi, Amerykanin tez!
Stad tez podatki placa proporcjonalne do swych zarobkow z czego panstwo staje sie zasobniejsze a urzednikom zyje sie zupelnie tak samo- jak wladcom Polski z pie,rsieniami:-)))
Gorzej zyje sie tylko Polakom. z tej to samej prozaicznej przyczyny! Jak ich wyceniono ,.,,tyle wartaja:-))
Prosze zuwazyc , ze po zrownaniu placy z Anglikiem i podatku panstwo Polskie mialoby o wiele wieksze wplywy budzetowe...
Polak murarz zlazac z rusztowania w Otwocku i po paru godzinach jazdy wlazac na rusztowanie w Ipswitch..natychmiast staje sie drozszy:-)))
I to wcale nie z tego powodu, ze jego gumiaki ladniej pachna:-)) czy ma mniejszy zarost i znosniejszy chuch...poprostu znalazl sie w innej strefie wyceny PRACY!
Reszty wymadrzania kommentowac szkoda czasu:_smiley))
Prosze zobaczyc co Wolny Rynek z Niewidzialna Renka wyprawiaja..

Rok temu zainwestowala pani 1000 dollarow w
Nortel stock - dzis ma pani $49.00.

Enron, zostalo pani $16.50 z zainwestowanego $1000.00.



WorldCom, z $ 1000 zostalo pani mniej niz $5.00

Jesli pani kupila akcje $1000 of Delta Air Lines zostala pani z $49.00 .

Ale jesli pani kupila akcje United Airlines
nie ma pani nic:-))
Jesli pani natomiast byla madra i kupila za $1,000.00 piwa rok temu..ktore pani wypila z kumplami dzis ma pani w aluminium $214.00.

Konserwtywni- liberalowie... tzw glupio -madrzy, czy wyksztalceni - analfabeci:-)))) czyli POlska prawica, tak zwana:-))) wolne rynki z niewidzialnymi renkami:-))))
Smieszy mnie ta glupia zbitka konserwatywny liberal..niczym woda ognista:-)))..ale cas ma na rzeczy...opisuje jak umie zjawisko:-)))





Based on the above, the best current investment advice is to drink heavily and recycle.

It's called the 401-Keg Plan
gjw dnia luty 05 2008 13:33:32
Wszystko wszystkim; w zasadzie zgadzam si? z g?ównymi tezami obrony narodowego punktu widzenia wobec tzw. czystych (?) libera?ów. Jednak sama krytyka nie wystarczy, tym bardziej ?e i w niej dostrzegam b??dy.

Np.:
W punkcie 5 powraca dawno przebrzmia?e i od pocz?tku nieprawdziwe twierdzenie o bezbo?nych socjalistach. Socjalizm miewa? i miewa bardzo ró?n? posta?; od stalinizmu do socjalizmu skandynawskiego (a ten?e te? mia? mocno ró?ni?ce si? etapy) poprzez odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne zwane inaczej narodow? komun?. To ostatnie te? ogromnie zró?nicowane. Historia wykaza?a, ?e mo?na by? socjalist?, a jednocze?nie monarchist? i przyk?adnym chrze?cijaninem; mo?e za wyj?tkiem kraju genera? Franco i jemu podobnych. smiley

Mnóstwo ludzi nie zgodzi si? z poj?ciami prof. Jaroszy?skiego, stanowi?cymi prób? przykrojenia flozofii ?w. Tomasza z Akwinu (sk?din?d godnej podziwu i podzielanej m. in. przez przywódców Reformacji, z Kalwinem na czele) do austriackiego gadania ludzi ks. Rydzyka. Nie uwa?am tego pana za autorytet i nie widz? powodu do cytowania go razem z klasykami polskiej my?li narodowej. O wiele lepiej by?oby si? odwo?a? w tym miejscu do Doboszy?skiego; raz bo bystrym cz?owiekiem by?, a dwa bo poniós? m?cze?stwo za swoje przekonania, co te? si? dzieje dalej, jak czytam, ale to jeszcze za ma?o.

Panuje pomieszanie poj??. Lewactwo to nie jest obecny stan pa?stwa paneuropejskiego tylko wyzwisko wymy?lone przez farncuskich komunistów pod adresem tych, co wzi?li ich has?a powa?nie w latach 1958-75. smiley
Obecny stna pa?stwa paneuropejskiego to sojusz biurokracji z lesseferyzmem czyli po??czenie najgorszych cech liberalizmu gospodarczego i tzw. realnego socjalizmu.

Co do wniosków ko?cowych pe?na zgoda. Szuka si? wyj?cia z oecnego stanu, na pó? ?wiaomie czuj?c, ?e oecna droga - mno?enia przepisów, poadtków i urz?dników z jednej strony, a pomiatania prostym cz?owiekiem, zw?aszcza cz?owiekiem uczciwym i chc?cym pracowa? - jest zgubna i powtarzaj?c niczym zakl?cie: mniej pa?stwa!
Tylko ?e polityka nie mo?e si? opiera? na zakl?ciach, ale na dok?adnie przemy?lanym programie. Moim zdaniem takim programem mo?e by? narodowy liberalizm, ale o tym ju? innym razem - szerzej. smiley
gjw dnia luty 05 2008 19:18:35
Dodam jeszcze jedno. Argmuenty przytoczone w owym internetowym forum Klubu Zachowaczo-Monarchistycznego czyli w odpowiedzi konserwatywnych libera?ów s? ?miesznie ahistoryczne, co stwierdzam z ca?? pewno?ci? na podstawie w?asnych, bardzo dok?adnych studiów nad wiekiem XX z uwzgl?dnieniem ta? wieku XIX i XVIII.
Oczywi?cie ?e doktryna liberalna nie tylko powsta?a w Anglii, ale te? by?a wyrazem interesów bogatych Anglików! Ich doktryna wolnego handlu mia?a s?u?y? g?ównie u?atwieniu zamorskiego wywozu (eksportu) towarów z "warsztatu ?wiata", jakim w latach 1763-1875 by?y Wyspy Brytyjskie. Dododem na to jest np. fakt, ?e wolny handel ko?czy? si? u nich nagle, kiedy np. Niemcy chieli naby? technologi? wytopu hartowanej stali. Chc?c j? zdoby?, rodacy Kruppa musieli si? uciec do wyrafinowanego szpiegostwa przemys?owego, bo druga strona, zdaj?c sobie spraw? z tego, ?e gwarantuje to jej ogromn? i trwa?? przewag? na rynkach ?wiatowych, nie chcia?a jej odst?pi? za ?adne pieni?dze.

W XX wieku za wolnym handlem opowiada?y si? stale elity polityczne tych krajów, które mia?y sta?? nadwy?k? wywozow? (eksportow?), a porzuca?y t? taktyk? (jak np. Stany Zjedn. w 1971) gdy zagraniczna konkurencja zalaz?a im za skór?, wywo?uj?c masowe bezrobocie.

Przekonanie, ?e wolny rynek w ?cis?ym tego s?owa znaczeniu jest mo?liwy obecnie, w warunkach gdy w?ska grupa najwi?kszych zleceniodawców (olbrzymie fundusze powiernicze) trz?sie g?ównymi gie?dami jak chce, jest mo?e w?a?ciwe u dzieci...

Mamy najwyra?niej do czynienia z kolejnym -izmem, który przyj?ty w swojej wymy?lonej za granic? postaci, bez przesiania go przez sito zdrowego rozs?dku i interesu narodowego, zamiast panaceum mo?e si? okaza? dla nas wy??cznie trucizn?.
Marzena Zawodzinska dnia luty 05 2008 21:29:39
Dzi?kuj? za komentarze! Ciesz? si?, ?e zgadzamy si? w tylu kwestiach. Oczywi?cie, krytyka nie wystarczy i zdaj? sobie z tego spraw?. Nie chcia?am jednak miesza? zbyt wielu spraw i dla przejrzysto?ci tym razem ograniczy?am si? do krytyki.
A teraz odpowiem. To prawda, ?e socjalizm ma ró?ne postacie. Nie s?dz? jednak, aby w swojej istocie by? zgodny z nauczaniem Ko?cio?a Katolickiego.
Nie w?tpi?, ?e mnóstwo ludzi nie zgodzi si? z cytatami z "Wprowadzenia do filozofii", ale niespecjalnie mnie to obchodzi. Dla mnie prof. Jaroszy?ski w dziedzinie etyki jest wystarczaj?cym autorytetem i akurat do tej kwestii nie miesza?abym Radia Maryja. Podr?cznik, który cytowa?am, pierwsze wydanie mia? w roku 1996, a wspó?autorstwo ojca prof. Kr?pca jest dla mnie dodatkowym, a w?a?ciwie najwa?niejszym, atutem.
Zgadzam si?, ?e obecny stan pa?stwa paneuropejskiego to sojusz biurokracji z lesseferyzmem. By? mo?e mieszam poj?cia, ale dla mnie w?a?nie to jest lewactwem.
Dla mnie poj?cie "narodowy liberalizm" to taki sam oksymoron jak "konserwatywny liberalizm". Ale ciekawa jestem, co Pan przez to rozumie...
Z ca?? reszt? si? zgadzam.
Marzena Zawodzinska dnia luty 05 2008 21:33:37
Dzi?kuj? panie Romanie! Jak dobrze, ?e nie inwestowa?am nigdzie tysi?ca dolarówsmiley (Ale piwa nie lubi?smiley)

[Przepraszam za odwrotn? kolejno?? odpowiedzi...]
RomanK dnia luty 06 2008 04:27:59
Czy liberalizm mo?e by? sprzymierze?cem my?li konserwatywnej?

Liberalizm jest co do wieku najdawniejszym, a co do swojej istoty i konstrukcji ideowej jednym z najgro?niejszych wrogów idei zachowawczej.
Wrogiem tem gro?niejszym, ?e, nie wyst?puj?c jaskrawo, nie zwraca on uwagi na swoj? dzia?alno?? - ?e za? w sferze interesów materjalnych idzie na pozór po tej samej linji, co konserwatyzm, jest przeto przez wielu szczerych konserwatystów uwa?any za sprzymierze?ca. A tymczasem ca?a jego koncepcja i rezultaty jego dzia?alno?ci godz? wprost w same podstawy zachowawczo?ci.

Liberalizm np. uznaje tak jak konserwatyzm nienaruszalno?? prawa w?asno?ci, ale uznaje j? w sposób, który w konsekwencji musi doprowadzi? do negacji tej zasady. Albowiem, opieraj?c si? na poga?skiem i czysto egoistycznem okre?leniu prawa w?asno?ci przez prawodawstwo rzymskie, ?e jest to "ius utendi et abutendi" - podkre?lam: "abutendi" - oraz na maksymie Spinozy, ?e wi?ksza ryba zjada mniejsz?, jest liberalizm liter? "a" tego alfabetu, którego liter?, dajmy na to "m", jest walka klas, liter? "p" socjalizm, a liter? "t" czy "u" (bo nie "z" jeszcze) bolszewizm. Podobnie Spinoza, który poprzez idee Smitha i Malthusa jest duchowym ojcem liberalizmu, jest równie? poprzez Lockego i Hegla, poprzez ubóstwienie pa?stwa i racji stanu - duchowym ojcem marksizmu, którego konsekwencj? i kwintesencj? jest bolszewizm.

Liberalizm bowiem, wychodz?c ze wspomnianych dopieroco aksjomatów, rzuci? has?o, ?e praca ludzka jest takim samym towarem jak ka?dy inny i ?e warunków nabycia tego towaru nie reguluje nic innego prócz poda?y i popytu. Ta zasada, w po??czeniu z cytowanem "ius abutendi", wywo?a?a stosunki, które, koniecznym, konsekwentnym kontrrefleksem, poprostu samoobrony, musia?y doprowadzi? do zrzesze? robotniczych. Te sta?y si? znakomitem pod?o?em dla socjalistycznych ju? zw?zków zawodowych, które znowu da?y pocz?tek syndykalizmowi. Od niego za? do komunizmu tylko krok jeden.

Socjali?ci bez trudu nauczyli si? od libera?ów, ?e wi?ksza ryba zjada mniejsz? i dzi? silniejsza ilo?ciowo ryba zjada? mo?e ryb? sliniejsz? finansowo, ale mniej liczn?.

Takie s? skutki doktryny liberalnej w odniesieniu do pracy. Jakie? za? s? w stosunku do kapita?u?

Adam Smith postawi? zasad? wolnej konkurencji - zasad? ca?kiem s?uszn?, bo do?wiadczyli?my wszyscy, jakie skutki poci?ga za sob? etatyzm w ?yciu gospodarczem. Ale liberalizm, zniós?szy przymus fizyczny, nie postawi? na jego miejscu ?adnego hamulca moralnego ani etycznego kryterjum - owszem powiedzia? ludzkiej gor?czce z?ora: "laissez faire!" I dlatego wolna konkurencja przerodzi?a si? bardzo pr?dko w konkurencj? bez ?adnych, jakichkolwiek ogranicze? prócz jedynie litery kodeksu karnego. Ta znowu niczem nieograniczona, wyuzdana konkurencja stworzy?a podatny grunt pod powstanie tego (jak go nazywa Ford) mi?dzynarodowego Nadkapita?u, który nietylko nie jest produktywny, jak ziemia czy fabryka, ale który ujarzmia wszystkie produkuj?ce rodzime kapita?y wszystkich krajów. Umo?liwi?a ona powstawanie "trustów" i koncernów, które, niby potwornej wielko?ci paj?ki, oplataj? sw? sieci? ?ycie ekonomiczne ca?ej kuli ziemskiej - doprowadzi?a do tego, ?e ?yciem finansowym ca?ego ?wiata, a co za tem idzie, ?yciem politycznem i spo?ecznem wszystkich pa?stw i narodów rz?dzi dzi? mi?dzynarodowa oligarchja, z?o?ona z kilkuset zaledwie (trzechset, jak twierdzi Ford) ludzi.

Nie potrzeba udowadnia?, ?e ten stan rzeczy jest równie przeciwny samej?e istocie konserwatyzmu jak bolszewizm - a Rotschildowie i Troccy maj? jednego i tegosamego protoplast?.

Dlaczego liberalizm i konserwatyzm, które w traktowaniu niektórych praktycznych, materjalnych spraw s? niemal ?e identyczne, s? sobie
djametralnie przeciwne w swoich ko?cowych rezultatach? Dlatego, ?e wyp?ywaj? z wprost przeciwnych sobie ?róde?, ?e wr?cz przeciwne maj? podstawy ideowe i wr?cz przeciwne cele.

Nie potrzebuj? przypomina? raz wi?cej, ?e kardynalnemi zasadami konserwatyzmu s?: Religja, Etyka, Tradycja i Autorytet, ani te? t?ómaczy?, jakie z tych zasad wynikaj? praktyczne postulaty i rezultaty w ?yciu politycznem i spo?ecznem.

Jak?e za? odnosi si? do tych zasad liberalizm - nie ten liberalizm oczywi?cie, co ongi? emigrowa? by? z Anglji do Ameryki z Bibj? w r?ku, ale jego dzisiejszy, wyolbrzymia?y materjalnie a zwyrodnia?y moralnie epigon?

W poj?ciu doktryny liberalnej religja to rzecz osobista i prywatna. Liberalizm nie d??y bynajmniej do tego, co konserwatyzm, by religja przenika?a ca?? struktur? pa?stwowo?ci, by wciela?a si? w sam? ide? pa?stwa i ?ycia spo?ecznego. Opiera si? on na rzymskim, poga?skim poj?ciu pa?stwowo?ci - i zupe?nie mu to jest oboj?tnem, je?eli to poj?cie doprowadzi spo?ecze?stwo do poga?skich lub ateistycznych koncepcji. Religja jest dla niego conajwy?ej dodatni? instytucj? jako skuteczny hamulec na apetyt mas.

Stosunek liberalizmu do etyki najlepiej okre?la par?kro? ju? przezemnie cytowana maksyma, ?e "wi?ksza ryba zjada mniejsz?", o ile jej na to pozwoli prawo. To te? etyka spo?eczna liberalizmu pokrywa si? w zupe?no?ci z kodeksem karnym; jej kra?cowymi biegunami s? - z jednej strony korzy??, z drugiej ustawa.

Co si? tyczy autorytetu prawa i w?adzy, liberalizm wi?cej mo?e, ni? jakakolwiek inna doktryna, uznaje nie ju? autorytet, ale wszechw?adz? ustawy, jako regulatora wzajemnych stosunków mi?dzy lud?mi. Wynika to logicznie z zasady wszechw?adzy pa?stwa. Czy jednak prawodawstwo ugruntowane jest na duchu chrze?cija?skim czy te? przeciwnie, czy jest ono istotnem, sprawiedliwem i etycznem prawem czy te? ustawow? niesprawiedliwo?ci?, czy mo?na o niem powiedzie? s?owami Dantego: "stworzy?a mnie wieczna sprawiedliwo?? i wieczna mi?o??" - czy te? jest ono bezduszn? maszyn?, dochodz?c? do potwornych bodaj rezultatów, o to si? liberalizm nawet nie zapyta.

Ilustracji do tego dostarczy? mo?e mi?dzy innemi stworzone przez Whigów angielskich prawo biednych: "Poor Law". Przytocz? z niego jeden tylko przyk?ad, nie wiem czy do dzi? jeszcze aktualny, gdy? "Poor Law" mia?o by? przed sam? wojn? poddane rewizji - w ka?dym jednak razie przyk?ad, który by? rzeczywisto?ci? w najbardziej cywilizowanym kraju w XX stuleciu. W Anglji ?ebractwo jest zakazanem: biedny, nie maj?cy utrzymania, bywa umieszczany przez swoj? gmin? na koszt pa?stwa w "Domu Pracy" ("Workhouse"smiley. Otó? prawo biednych wychodzi z ca?kiem s?usznej zreszt? zasady, ?e biedny, utrzymywany przez pa?stwo, powinien jednak wzamian za to pracowa?, to te?, "workhouse'y" s? istotnie doskonale organizowanymi warsztatami pracy. S? jednak biedni, którzy pracy produktywnej spe?nia? nie mog? lub nie umiej?. Tacy musieli w "workhouse'ie" przenosi? na dziedzi?cu kamienie z jednego miejsca na drugie, na to, by je nazajutrz odnie?? z powrotem na dawne miejsce. Potworno?? tego le?y nie w wysi?ku fizycznym - zreszt? minimalnym - ale w beznadziejnej bezcelowo?ci tej pracy, trwaj?cej czasem ca?e lata! Jestto wymownym przyk?adem rezultatów prawa, pozbawionego ducha chrze?cijañskiego, prawa, które sta?o si? bezduszn? maszyn?.

Oboj?tnem jest równie? liberalizmowi, czy w?adza pami?ta o tem, ?e jest Boskim depozytem, danym ludzion, czy jest ona istotnie legaln?, czy d??y do tego, co jest racj? bytu i najwy?szem zadaniem, co j? czyni legaln? - do ?adu moralnego, - byle strzeg?a i utrzymywa?a ?ad materjalny i dobrobyt.

Na punkcie tedy zasad i ostatecznych swych celów liberalizm i konserwatyzm s? sobie djametralnie przeciwne. Konserwatyzm bowiem broni pewnych materjalnych walorów, dlatego, ?e uwa?a je przedewszystkiem za niezb?dne dla moralnego porz?dku i duchowego rozwoju ?wiata - liberalizm broni tychsamych instytucji materjalnych, ale dla materjalistycznych jednynie celów, nie troszcz?c si? bynajmniej o ich warto?? moraln?. Jest on koncepcj? nawskro? materjalistyczn?, w której nie ma miejsca dla ?ycia duchowego i moralnego post?pu.

Jak socjalizm, doktryna nienawi?ci, zaprowadza niektóre instytucje spo?eczne, które wprowadzi? powinny stronnictwa chrze?cija?skie, jako wyznaj?ce religj? mi?o?ci - a wprowadza je tylko dlatego, by dzi?ki nim t? religj? mi?o?ci tem skuteczniej wypacza? i zwalcza?, tak podobnie liberalizm broni tychsamych instytucji materjalnych, co i konserwatyzm, eliminuj?c z nich wszak?e to, co stanowi istotn? warto?? moraln? i istotny cel tych instytucji. Jak socjalizm fa?szuje chrze?cija?stwo w poj?ciach klas robotniczych, tak liberalizm fa?szuje konserwatyzm w umys?ach wartstw posiadaj?cych. Jak? za? rol? odgrywa liberalizm w polityce?

Daudet w swoim "Stupide XIX siecle" zarzuca polityce liberalnej brak my?li przewodniej, nazywa j? poprostu g?upi? i przewiduje jej rych?y upadek - a przyk?ady Austrji, W³och i Niemiec zdaj? si? jego przewidywania potwierdza?.
Czy jednak przypadkiem si? nie myli?

Przypatrzmy si? bowiem nie temu, kto g?osuje w partjach ?rodka, ale, kto kieruje polityk? liberaln? tam, gdzie rozgrywaj? si? losy ?wiata. W Londynie - "City", w Ameryce - nowojorscy bankierzy, a w Pary?u - "le Marais".
Kto s? ci ludzie? To w?a?nie ów mi?dzynarodowy Nadkapita? - to pan ?wiata.

Rzecz prosta, ?e trzyma si? on polityki centrowej. Wszak?e to doktryna liberalna stworzy?a stosunki, które umo?liwi?y mu zagarni?cie finansowej w?adzy nad ?wiatem i jak ?adna inna odpowiada jego istocie i jego celom. A Nadkapita? jest tak?e - mimo ca?ej swej pot?gi - z rasowych poprostu powodów zbyt ostro?ny, by si? w jedn? lub drug? stron? wyra?nie przed czasem zaanga?owa? i woli by inni dla jego celów pracowali. Slu?? mu znakomicie stronnictwa radykalne i wywrotowe, bo zwalczaj? znienawidzone przez niego idee religji, rodziny, ojczyzny, tradycji i autorytetu i nie dopuszczaj? do spokojnego, normalnego toku ?ycia spo?ecznego. Nadkapita?u nietylko nigdy nie zaczepiaj?, lecz przeciwnie, zwalczaj? zawzi?cie rodzime, prawdziwie produktywne kapita?y i, utrudniaj?c przez to rozwój rodzimych wytwórczo?ci, oddaj? ?ycie gospodarcze ?wiata w coraz to wi?ksz? od niego zale?no??.

S?u?y jego celom wbrew w?asnej woli i bezwiednie tak?e i prawica przez tosamo, ?e jest przeciwwag? lewicy i nie dopuszcza do zbytniego i przedwczesnego rozpanoszenia si? tej ostatniej, które mog?yby przecie? by? niebezpieczne dla interesów Nadkapita?u.

A on sam pozostaje w ?rodku - pozornie ma?o czynny i pozbawiony idei przewodniej, a tylko pot??ne wplywy swego z?ota i b?d?cej na jego us?ugach organizacji rzuca dyskretnie raz na t? raz na ow? szal? wagi ?wiata, zale?nie od tego, czego wymagaj? jego interesy. Umie on tak?e, gdy tego zajdzie potrzeba, po?o?y? uszy po sobie i przycichn??.

I bardziej by?bym sk?onny wierzy? niedawno wypowiedzianym s?owom Lloyd George'a, ?e obecny stan polityczny ?wiata jest tylko takiem przycichni?ciem liberalizmu, nie za? zapowiedzi? jego zmierzchu, jak twierdzi Daudet.

Je?eli mi wolno u?y? na zako?czenie porównania, to powiedzia?bym, ?e masonerja - to ?owczy, socjalizm i bolszewizm - to psy go?cze, a prawica doje?d?acz, który czasem ?mignie harapem zbyt zajad?ego psa; na ?rodkowej za linji - liberalizmu - stoi mysliwy - mi?dzynarodowy nadkapita?. Stoi na
obranem przez siebie m?drze stanowisku i baczy, czy tamci dobrze wykonuj? szczegó?owo a celowo przez niego obmy?lony plan polowania.

Takim wydaje mi si? liberalizm i jego stosunek do konserwatyzmu, tak? jego polityka i jego plany.

Czy si? mu plany powiod? - czy w rezultacie polowania legnie we krwi ca?y ?wiat, jak leg?a Rosja, u stóp z?otego cielca, któ? potrafi przewidzie??
Jedno tylko jest pewne: ?e pan ?wiata swego celu dopi?? nie zdo?a, je?eli w ?ycie tak jednostek, jak narodów, w duchu ustaw i rz?dy w?adz przenikn? i kierowa? niemi b?d?: religja, etyka, tradycja i autorytet.

(tekst przemówienia wyg?oszonego podczas walnego zebrania ko?a "Stronnictwa Zachowawczego" w dniu 8-ym marca 1925r.)
Hieronim Tarnowski
RomanK dnia luty 06 2008 04:37:20
Komentarz przeniesiony na forum:
http://www.jednodniowka.com/forum/viewthread.php?forum_id=9&thread_id=47
(MZ)
Marzena Zawodzinska dnia luty 06 2008 09:05:32
Panie Romanie, czy ja mog? w Pa?skim poprzednim komentarzu poprawi? "krzaczki" na polskie znaki? Trudno si? czyta...
RomanK dnia luty 06 2008 14:56:37
OBowiazkowo -Pani Marzeno!:-))) Obowakowo..byki tez:-)))
Prosze bardzo..to chyba wina serwerow ,ktore maja problemy z polskimi literami.
gjw dnia luty 06 2008 18:45:57
Na Boga Ojca wszystkich ludzi, dawc? ?wiat?a i rozumu! Z pewno?ci? wszyscy doceniamy pa?skie zaanga?owanie, oryginalno?? my?li i oczytanie, ale tak nie mo?na! Po pierwsze nie nale?y u?ywa? narz?dzia dodawania komentarzy do tworzenia ogromnych tasiemców, które nawet przewin?? jest trudno, a co dopiero przeczyta?. Po drugie na dzisiejsze czasy s? potrzebne dzisiejsze my?li a nie powtarzanie bez zmian tego, co wykoncypowano mi?dzy wojnami ?wiatowymi. By?a to epoka wielkiego i budz?cego podziw rozwoju polskiej my?li politycznej, zgoda, ale doprawdy, nie t?dy droga, co postaram si? jeszcze wyja?ni? przy okazji omówienia podstaw narodowego liberalizmu. smiley
K?aniam si? nisko.
Marzena Zawodzinska dnia luty 06 2008 23:11:43
Niektóre tre?ci s? ponadczasowe... By? mo?e rzeczywi?cie lepiej by by?o, gdyby znalaz?y si? na forum.
Korekt? sko?cz? jutro, troch? wolno to idzie, w dodatku przed chwil? cofn??y mi si? niektóre zmiany i nie mam poj?cia, jak to si? sta?o...
Marzena Zawodzinska dnia luty 07 2008 08:09:13
Panie Romanie, to ja mam jeszcze jedn? propozycj?. Ten pierwszy tekst, który poprawiam, bym zostawi?a tutaj, a ten drugi, d?u?szy, bym przenios?a na forum. Mog??
gjw dnia luty 07 2008 19:18:46
Oczywi?cie, ?e s? tre?ci ponadczasowe. Gdy si? czyta Wyznania ?w. Augustyna, to jest to tak zrozumia?e i oczywiste, jak gdyby napisa? to cz?owiek wspó?czesny, co przyznaj? nawet atei?ci i wrogowie Ko?cio?a Rzym.-Kat. Warto doda?, ?e autorytet Ojców Ko?cio?a (wymienaj?c na czele w?a?nie biskupa Hippony) uznali równie? Luter i Kalwin.
Jednak z drugiej strony, nie je?dzi przecie? Pani po dzisiejszej Polsce Warszawa? mimo ?e w swoim czasie by?o to bardzo dobry samochód i ?e wielu ludzi wspomina go z ?ezk? w oku. Podobnie jak pan Roman nie wybierze si? w podró? po Teksasie Fordem T, a przyczyny tego s? chyba zupe?nie oczywiste. Mimo to dziesjze samochody z tamtymi ??cz? takie rzeczy jak cztery ko?a, kierownica, przednie i tylne ?wiat?a itd., bo inaczej po prostu nie mo?na.

Dlatego ja bym proponowa? pozostawi? wyst?pienia hr. Tarnowskiego w archiwach my?li politycznej i nie przytacza? ich dos?ownie w s?oniowych rozmiarach. Tym bardziej, ?e ów cz?owiek twierdzi? rzeczy, które nie wytrzymaj? krytyki po w miar? dok?adnym przestudiowaniu historii XX wieku. Nie uprawiajmy (jak to okre?li? Roman Dmowski) "niewolnictwa my?li"; zdob?d?my si? na my?l now?!
RomanK dnia luty 08 2008 04:46:17
Pani Marzeni prosze robic, jak pani uwaza bedzie dobrze:-))

Co do nowosci mysli nowoczesnej....Juz kiedys napisano:
Narnosc , marnosc wszystko marnosc...wszystko juz bylo...
Prawda jest jedna , ponadczasowa i ..zawsze tak samo mloda!
Jak pan slusznei zauwazyl i Luter i Kalvin starali sie poprawic biskupa Hippo:-)))
gjw dnia luty 08 2008 15:06:33
Kiedy w latach 1967-71 niszczono rzymskie podstawy szkolnictwa francuskiego, które uszanowali nawet jakobini w okresie Wielkiego Terroru, to rzecz jasna taka nowoczesno?? by?a do luftu. Je?liby?my jednak mieli przywraca? dzi? w szko?ach trivium i quadrivium, to byliby?my jeszcze gorszymi nawiedzonymi ni? Jimmi Hendrix. Trzeba umie? ??czy? to, co rzeczywi?cie w tradycji cenne, z nowoczesno?ci? tam, gdzie konieczne. Czy Putin i Partia Wszechrosyjska (Jedinaja Rassija) g?osz? konieczno?? przywrócenia samodzier?awia, pos?uguj?c si? argumentacj? Puryszkiewicza? smiley Czy S?owacka Partia Narodowa odwo?uje si? do przemówie? ksi?dza Tiso? Nie jest sztuk? wyprze? si? niewygodnych patronów ideowych, jak RG, ale tak samo nie jest sztuk? przepisywanie starych recept konserwatystów galicyjskich. Kiedy niemal niepodzielnie rz?dzili swoj? prowincj? z ?aski ck Mo?ci, to czego wielkiego dokonali?
Marzena Zawodzinska dnia luty 09 2008 23:21:45
Musz? si? przyzna?, ?e na razie przeczyta?am tylko ten tekst, który poprawi?amsmiley I uwa?am, ?e w swojej istocie jest genialny oraz ponadczasowy. Oczywi?cie mam pewne zastrze?enia... Na przyk?ad sformu?owanie: "nie ten liberalizm oczywi?cie, co ongi? emigrowa? by? z Anglji do Ameryki z Bibj? w r?ku, ale jego dzisiejszy, wyolbrzymia?y materjalnie a zwyrodnia?y moralnie epigon" sugeruje, i? liberalizm by? kiedy? "dobry", a potem "zwyrodnia?", co nie jest prawd?. Liberalizm ma od podstaw fa?szywe za?o?enia i nigdy nie by? "dobry"!
Po drugie libera?owie gospodarczy nie uznaj? wszechw?adzy pa?stwa, wr?cz przeciwnie...
Oczywi?cie przyk?ad "Poor Law" nieaktualny, ale to tylko przyk?ad, mo?e dotyczy? historii.
Ca?a reszta jest nadal prawdziwa, zw?aszcza fragmenty dotycz?ce "nadkapita?u".
gjw dnia luty 10 2008 17:57:46
Bardzo obrazowa i stanowi?ca przyk?ad bardzo dobrego stylu wypowied? hr. Tarnowskiego zosta?a jedna oderwana od nauki o cywilizacjach, a raczej tej nauki nie zna?a bo i zna? nie mog?a. Przy ca?ym uznaniu dla wielko?ci Henryka Forda równie? jako my?liciela i dzia?acza politycznego pragn? za? przypomnie?, ?e nie by? on jednak historykiem ani politologiem i nie posiada? systematycznego wykszta?cenia humanistycznego, a jedynie do?? szerokie oczytanie.
Pragn? przy tym da? wyraz obawie, ?e pos?ugujemy si? kulawymi poj?ciami, które do my?li narodowej polskiej nijak nie pasuj?.
Marzena Zawodzinska dnia luty 10 2008 18:52:56
Tak samo jak liberalizm do my?li narodowej nijak nie pasuje...
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKU?Y PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKU?Y L. KULI?SKIEJ
T?umaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014