Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumStyczeń 22 2019 16:27:22
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 3
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
20
20
Irak
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Odpowiedź na krytykę liberałów
Jednodniówka NarodowaZacznę od pewnego spostrzeżenia. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, dlaczego argumenty, jakimi posługują się liberałowie gospodarczy w dyskusjach ze mną, są do moich argumentów takie... nieadekwatne. Odpowiedź przyszła zupełnie nieoczekiwanie. Pewnego razu podczas jakiejś polemiki wyraziłam pogląd, który zaskoczył moich oponentów, ponieważ określili go jako liberalny, a czegoś takiego się po mnie nie spodziewali. Zrozumiałam wtedy, że oni tak naprawdę nie polemizują z moimi poglądami, tylko z poglądami, jakie mi przypisują, z góry przypinając mi etykietkę socjalistki. Oczywiście wynika to z fałszywego założenia, iż nie istnieje nic poza opozycją liberalizm-socjalizm, a więc co nie jest liberalizmem, z całą pewnością jest socjalizmem. Dlatego zresztą napisałam swój artykuł – aby wyjaśnić, dlaczego odrzucam liberalizm gospodarczy i pokazać, iż istnieje niesocjalistyczna krytyka tego systemu. A zatem zarzut, iż “Nie wiadomo, czym dokładnie ma być postulowany przez Autorkę za Adamem Doboszyńskim umiarkowany interwencjonizm o założeniach moralnych, a nie gospodarczych” jest całkowicie bezpodstawny. Nie było moim celem wyjaśnianie, na czym polega gospodarka narodowa. Niewątpliwie zajmę się tym w niedalekiej przyszłości. Na razie jednak ograniczyłam się do krytyki liberalizmu gospodarczego.

Przyjrzyjmy się zatem artykułowi panów Jendrzejczaka i Adamka.

Na początku stwierdzają oni autorytatywnie, iż “W niniejszej pracy obalamy (podkreślenie moje) tak moralne jak i ekonomiczne zarzuty wobec wolnego rynku, a na koniec demistyfikujemy koncepcję Doboszyńskiego, jako nie tak umiarkowanego znowu interwencjonizmu”. Nie wiem, dlaczego powtórzyli to zdanie aż dwa razy. Być może aby podkreślić magiczne słowo “obalamy”, aby nikt nie miał wątpliwości, że “obalają”. Tymczasem niczego nie obalają i to z kilku powodów. Po pierwsze, nie przypominam sobie, abym przytaczała jakieś “ekonomiczne zarzuty”. Moja krytyka jest filozoficzno-etyczna, przeprowadzona z punktu widzenia myśli narodowej. Oczywiście, kwestie ściśle ekonomiczne są ważne, ale - i to podkreślam z całą mocą – drugo- albo i trzeciorzędne. Dlatego właśnie postuluję “umiarkowany interwencjonizm o założeniach moralnych, a nie gospodarczych”. Po drugie, nie prezentowałam całości koncepcji Doboszyńskiego, a więc końcowa część Panów pracy nie jest polemiką ze mną, tylko z Doboszyńskim. Ja za Biblię uznaję jedynie Pismo Święte, więc żadna inna książka nie jest dla mnie Biblią, nawet “Gospodarka narodowa”. Z każdej koncepcji wybieram to, co uznaję za najlepsze (również z liberalnej). Panowie jeszcze nie wiedzą, co wybrałam z koncepcji Doboszyńskiego, więc i ta polemika jest bezprzedmiotowa. Po trzecie, większość argumentów trafia w próżnię, bo jak już zauważyłam, moi adwersarze polemizują ze swoimi wyobrażeniami, a nie moimi poglądami.

Według autorów moim błędem jest przywołanie Smithowskiej koncepcji liberalnej. Czyżby? Czy to znaczy, iż zasady, które głosił Smith (przynajmniej te, do których się odniosłam, a nie odniosłam się do wszystkich) już nie obowiązują? Gdyby tak było, pewnie artykuł Panów w tym momencie by się skończył stwierdzeniem, iż to już przeszłość, nie obowiązuje, więc nie ma o czym mówić. Dalej jednak bronią tych atakowanych przeze mnie Smithowskich zasad, a zatem je uznają. Tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia, czy powołałabym się na Smitha czy na Cantillona! Przedmiotem mojej krytyki jest bowiem to, co dla liberalizmu gospodarczego najistotniejsze – przekonanie, iż państwo nie może wtrącać się do gospodarki, która ma się rządzić “własnymi prawami”. Podkreślają to sami liberałowie.

Dalej można przeczytać, iż dla mnie “leseferyzm to jest to samo co konserwatywny liberalizm”. No cóż, ja wykażę jednak nieco cierpliwości i dobrej woli i wytłumaczę Panom, czego nie zrozumieli, choć wydaje mi się, że już w swoim artykule zrobiłam to wystarczająco jasno. Otóż przytoczyłam następującą definicję: “Leseferyzm, liberalizm gospodarczy (franc. laissez faire – pozwólcie działać) – model życia gosp., w którym decydujące znaczenie dla wzrostu ogólnego dobrobytu materialnego przypisuje się wolnej inicjatywie jednostek.” I terminu “leseferyzm”, zgodnie z tą definicją, używam zamiennie z terminem “liberalizm gospodarczy”. A zatem kiedy piszę “leseferyzm”, mam na myśli “liberalizm gospodarczy”, a kiedy piszę “leseferysta”, mam na myśli “liberała gospodarczego”.

Następnie czytamy, iż krytykuję “zwolenników wolnego rynku, za wyznawany przez nich pogląd, że interes osobisty jest najważniejszy”. Temu aspektowi akurat nie poświęcam zbyt dużo miejsca, ale i tu coś trzeba wyjaśnić. Nie uważam, aby skupienie się na godziwie rozumianym dobru własnym było czymś złym. Czasami jednak należy na pierwszym miejscu postawić co innego niż interes osobisty. I wcale nie mam na myśli troszczenie się o “dobro Eskimosów”, a zatem wniosek, iż sama sobie zaprzeczam uznaję za wzięty z księżyca.

Atakuję koncepcję wolnego handlu, to prawda, ale nie uznaję jej za “wyraz klasowych dążeń bogatych Brytyjczyków”, przynajmniej nie z definicji. Przykład ten przytoczyłam za “Encyklopedią Białych Plam” tylko dlatego, aby pokazać, iż to bogaci i silni popierają wolny handel, a nie biedni i słabi. Dalsze wywody moich adwersarzy, oparte na “rozumowych argumentach profesora Hansa Hoppego” świadczą z kolei o niezrozumieniu, co mam na myśli pisząc o protekcjonizmie. To naturalne, że państwo powinno popierać rodzimą (a nie np. eskimoską) produkcję. I nie chodzi tu o zmuszanie (w sensie stosowania nakazów i zakazów), aby nie kupowano za granicą. Chodzi o stworzenie takich warunków, aby to polska produkcja była tańsza, aby właśnie nie opłacało się sprowadzać z zagranicy tego, co z powodzeniem można wyprodukować w kraju. I nie zamierzam nikogo pozbawiać dostępu do “towarów eksportowych”. Przykłady innych krajów natomiast absolutnie do mnie nie przemawiają. Jak napisał Roman Rybarski: “Prawdziwy myśliciel, czerpiąc podnietę z obcych źródeł, marząc o tym, by jego naród obcym dorównał, nie ogranicza się do biernego naśladownictwa obcych systemów, choćby największa otaczała je powaga, lecz ma przede wszystkim na myśli swój naród, jego położenie, jego przeszłość, i na tej podstawie dopiero buduje swoje nauki. I tylko takie dzieło jest naprawdę coś warte(Roman Rybarski, Naród, jednostka i klasa, Gebethner i Wolff, Warszawa, 1926, s.215).”

Cieszę się, że zgadzamy się chociaż w kwestii zakazu handlu pornografią. Ale przecież jeśli w handlu funkcjonuje choć jeden zakaz, to ten handel już nie jest całkowicie wolny! A więc jak to naprawdę jest? Oczywiście pisząc o piwie miałam na myśli tylko zakaz jego reklamy, a nie handlu, co zdają się sugerować moi adwersarze. Jest to jednak już drugie ograniczenie. A co z innymi, również koniecznymi? Przypomnę swoje słowa: “Widzimy zatem, że nie wszystko wolno sprzedawać. A czy można sprzedawać każdemu i wszędzie? Np. polską ziemię Niemcowi albo polski zakład Holendrowi? Liberał powie: oczywiście, może kupić każdy, kto da więcej. A powie tak, bo nie liczy się dla niego kryterium narodowe, a jedynie kryterium użyteczności, zysku, które w tym przypadku powinno być zupełnie drugorzędne. Powiem więcej – liberał, choć często nazywa się patriotą, nie ma pojęcia, co to jest interes narodowy! Dla niego to całkowita abstrakcja! W przeciwieństwie zapewne do interesu światowej finansjery...” Tego przedostatniego nie wymyśliłam sama, powiedzieli mi to liberałowie. Interes narodowy to abstrakcja... Straszne.

A zatem, podsumowując ten wątek: choć zgadzam się, iż należy znieść setki niepotrzebnych przepisów i koncesji ograniczających swobodny rozwój przedsiębiorstw (po co na przykład tyle kontroli??), to nie można rezygnować z:
• popierania rodzimej produkcji przez państwo;
• zakazu handlu pornografią i narkotykami;
• zakazu reklamy niektórych towarów, np. piwa;
• zakazu sprzedawania ziemi obcokrajowcom;
• ograniczeń w lokalizacji przedsiębiorstw (aby supermarkety nie stawały obok kościołów albo zakłady utylizacji śmieci obok ośrodków wypoczynkowych);
• zakazu handlu w supermarketach w niedzielę i święta;
• niektórych innych regulacji prawnych, których tu nie wymienię, a wiem, że nie podobają się liberałom.
(Niestety, z niektórych rzeczy już zrezygnowaliśmy...)

Oskarżenie o demagogię to nic nowego w argumentacji liberałów, nie widzę więc powodu, aby się tym przejmować. “Niewidzialna ręka rynku” uprzedmiatawia człowieka, ponieważ nie można nią sterować dla jego prawdziwego dobra i zmusza go do określonych zachowań (o dziwo, to ewidentne zmuszanie jakoś nie przeszkadza liberałom!). Poza tym decyzje konsumentów, wbrew optymistycznym twierdzeniom moich oponentów, najczęściej nie są suwerenne. Ale do zagadnienia tej “niewidzialnej ręki” jeszcze powrócę.

“Dalej Autorka wprawdzie zgadza się na istnienie i pewną rolę własności prywatnej...” - to brzmi jakbym łaskawie i “w ostateczności” się na taką formę własności zgadzała. Nic bardziej błędnego! To własność prywatna jest i zawsze będzie podstawową formą własności w życiu prywatnym. Pisałam zresztą: “Własność prywatną należy wzmocnić i upowszechnić.” W państwie jednak, obok własności prywatnej, musi istnieć państwowa i to nie ze względów ekonomicznych, tylko dla ochrony obywateli oraz suwerenności państwowej. Prywatyzacja, nieważne, uczciwa, czy nie, kluczowych resortów, może doprowadzić do przejęcia kontroli nad państwem przez kapitał zagraniczny, a do tego dopuścić nie można. Czytałam ostatnio w Gaz.Wyb., że nasze, polskie kopalnie mogą być sprzedane tylko inwestorowi zagranicznemu, bo Polacy nie mają pieniędzy... Na taki skandaliczny pomysł mogę odpowiedzieć tylko w jeden sposób – cytując Wyspiańskiego: “Wy lokaje i fagasy cudzego pyszalstwa, którzy wyciągacie dłoń chciwą po pieniądze - po łupież pieniężną, zdartą z tej ziemi, której złoto i miód należy jej samej i nie wolno ich grabić”. Nasze bogactwa naturalne są wyłącznie nasze i mają pozostać nasze!

Kolejna sprawa. Ja nie wyrażam nadziei, iż “kto powiedział, że prywatny przedsiębiorca zawsze będzie lepiej gospodarował od państwowego zarządcy? Jeśli jest uczciwym i odpowiedzialnym człowiekiem (są jeszcze tacy!) to tak samo zadba o własną firmę, jak i o państwową.”, ja to wiem! I nie chodzi tu o żadną bezinteresowność ludzką, co sugerują autorzy, zarzucając mi niekonsekwencję. To liberalizm gospodarczy opiera się na fałszywej antropologii! Ja mam na myśli zwykłe poczucie obowiązku, które mimo wszystko wielu ludziom nie jest obce – chodzą do pracy i wykonują solidnie swoje obowiązki, chociaż nie pracują na swoim. Zawsze są wyjątki, ale akurat można je łatwo wychwycić i nie powierzać im odpowiedzialnych zadań.

“Człowiek oczekujący roztropnego zarządzania własnością wspólną (...) musi bazować na nadziei, że jej zarządca będzie chętny do dbania o nie-swoje” - nie musi! Bardzo wiele osób dba o nie-swoje tak samo jak o swoje. Nawet jeśli nie z poczucia obowiązku, to z obawy przed odpowiedzialnością. “(...) w przypadku własności prywatnej tego ryzyka nie ma” - ryzyka, że ktoś nie będzie dbał o swoje? Tylko dlatego nie ma, że na ogół innych ludzi nie obchodzi, co ktoś robi ze swoim. Oczywiście dopóki im to nie szkodzi. Zwykły bałagan na podwórku sąsiada raczej nikomu nie przeszkadza. Ale kiedy ten bałagan przekształca się w wysypisko śmieci, to już inna sprawa...

“Po trzecie wbudowany w naturę każdego (także uczciwego) człowieka instynkt samozachowawczy mobilizuje bardziej do dbania o należącą do nas samych własność”... No cóż, jak każde uogólnienie, jest to teza, której w żaden sposób nie da się obronić! Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że w pracy na biurku mam zawsze porządek, natomiast w domu, w moim pokoju, do którego nikt nie wchodzi... różnie to bywa. Poza tym obowiązków w pracy nigdy nie odkładam na później. W domu się nie pali, wszystko może poczekać. Widocznie ten “instynkt” za słabo mnie mobilizuje. Inne przykłady? Proszę bardzo. Kiedyś widziałam w telewizji program, czy reportaż, o kobiecie, która podpaliła własny dom, żeby zrobić na złość córce. Skrajny przypadek? Owszem, ale pokazuje, że ludzie często kierują się nie rozsądkiem, tylko emocjami. Poza tym wcale nie jest bardzo odosobniona zupełnie inna, niż zakładają Panowie, postawa, którą można wyrazić w słowach: “To nie jest moje, więc muszę o to dbać. A to jest moje, więc mogę z tym zrobić, co chcę, nawet zniszczyć.”

Św. Tomasz pisze o trochę innej sytuacji. “Gdzie służba jest bardzo liczna”, czyli gdzie jest wiele osób odpowiedzialnych za to samo, zawsze pojawi się próba spychania obowiązków na innych. To prawda. Ale wystarczy dokładnie określić zakres tych obowiązków, aby takiej postawy uniknąć. Może wyjaśnię znowu na swoim przykładzie. Pod koniec ubiegłego roku zajmowałam się zamówieniami dla instytucji, w której pracuję. Robiłam to tylko ja, a zatem gdybym nie zdążyła w terminie, albo gdybym przekroczyła wyznaczoną kwotę, nie byłoby wątpliwości, kto za to odpowiada. Nawet gdybym chciała, aby ktoś mnie wyręczył, nie dało się! Zresztą muszę się Panom do czegoś przyznać. Pracuję na państwowym uniwersytecie. Codziennie mam kontakt ze studentami, innymi pracownikami, ale często jestem też sama. Nikt nie patrzy mi na ręce. Mam swoją pracownię, którą sobie zagospodarowałam tak, że czuję się w niej jak u siebie. A moja praca daje mi tyle satysfakcji i jest dla mnie tak przyjemna, że nie ograniczam się do wykonywania tylko tego, co muszę, ale ciągle wcielam w życie swoje nowe pomysły. I wcale nie jestem wyjątkiem! Zresztą nawet gdybym była wyjątkiem, to i tak już nie można by powiedzieć, że WSZYSCY bardziej dbają o swoje niż o wspólne.

Teraz sprawa szkolnictwa. Otóż twierdzenie przeciwne do mojego zupełnie nie usprawiedliwia likwidacji państwowych szkół. Oczywiście nie są one całkowicie bezinteresowne, ale nie ma w nich postawy “płacę, więc wymagam”. Oczywiście od nauczyciela, nie od dziecka.

Swoje szkoły kończyłam w PRL-u i były to bardzo dobre szkoły. Panowała w nich dyscyplina i miały wysoki poziom. Do dziś wspominam swoich nauczycieli, a z niektórymi utrzymuję kontakt. Nie pracowali “na swoim”, pewnie nie zarabiali kokosów, ale w wielu przypadkach było widać, że im zależy, że naprawdę chcą nas czegoś nauczyć. Zwłaszcza Ci, którzy robili coś “ponad”, angażowali się bardziej niż inni i niewątpliwie byli nauczycielami z powołania. Panowie liberałowie pewnie uważają, że to niemożliwe, że tacy ludzie nie istnieli i nie istnieją. Trudno, nie jest to mój problem.

“Nauczyciele dostają jako zapłatę pieniądze skonfiskowane podatnikom” - w słowie “skonfiskowane” widać całe doktrynerstwo gospodarczych liberałów. To w istocie nienawiść do państwa, w tym do państwa własnego. Dla nich myślenie kategoriami przywiązania do własnego państwa jako wartości samej w sobie nie istnieje! Równie dobrze przecież można by napisać: “policjanci dostają jako zapłatę pieniądze skonfiskowane podatnikom”. Wszyscy płacą na policję, choć nie wszyscy bezpośrednio korzystają z jej usług. Sporo pieniędzy się marnuje, w dodatku kwitnie tam korupcja. Ale liberałowie nie chcą prywatyzować policji. Bo cel jest ważniejszy niż koszty! Nie tylko zresztą w tym przypadku. Podatki płacimy wszyscy, jest to nasz obowiązek. Te pieniądze trafiają do wspólnej kasy i idą na wspólne cele, czyli policję, sądy, wojsko, szkolnictwo itp. TAK, szkolnictwo też jest dobrem wspólnym! A to, że kiedyś czegoś nie było, nie znaczy, że teraz nie może być. Zwłaszcza, że kiedyś żyliśmy w zupełnie innych realiach. Umiarkowany interwencjonizm jest dziś konieczny i wcale nie jest sprzeczny z etyką ani dobrem wspólnym. Wyjaśniłam to pisząc o rodzajach sprawiedliwości. Dobro wspólne to dobro konkretnej osoby ludzkiej, jej rozwój. I czasami trzeba, aby ze wspólnej kasy skorzystał konkretny bezrobotny, zwłaszcza, jeśli do tej pory sam do niej dokładał. Zwracam jednocześnie uwagę, iż osoby, które nie chcą pracować, nie są przez Doboszyńskiego uznawane za bezrobotne!

Generalnie większość zarzutów, jakie moi adwersarze stawiają interwencjonizmowi, wynikają z tego, iż rozumieją to pojęcie fałszywie, utożsamiając z tym, co teraz może państwo. Tymczasem większość przepisów można z powodzeniem zlikwidować (“Nadmiar ustaw kastruje” N. G. Davila). Ogromne oszczędności przyniosłaby z kolei likwidacja powiatów oraz dotacji dla partii politycznych i organizacji pozarządowych. Ale nie to jest tematem mojej odpowiedzi.

Istnieją oczywiście większe zagrożenia dla rodziny niż konieczność mobilności. Ale to wcale nie sprawia, że ta ostatnia staje się niegroźna. I to między innymi miałam na myśli pisząc, iż “niewidzialna ręka rynku” uprzedmiatawia człowieka. Liberał twierdzi, że jeśli w okolicy nie ma pracy, to należy szukać jej gdzie indziej. Bo do tego zmusza sytuacja na rynku pracy! To nie jest uprzedmiotowienie? Owszem, jest! Bo nie można zmuszać nikogo, aby pozostawił rodzinę, dom, ojcowiznę, tylko dlatego, że zmusza go do tego jakiś “mechanizm rynkowy”!

To oczywiste, że państwo nie powinno się wtrącać do rodziny i przejmować jej funkcji. Ale powinno ją wspierać w tych funkcjach, które rodzina nie jest w stanie wypełnić. Oczywiście, najlepiej by było, aby np. rodzice uczyli dzieci w domu. Nie każdy jednak jest w stanie zapewnić odpowiednie wykształcenie swoim dzieciom, a bez wykształcenia nie ma dziś przyszłości ani dla konkretnego człowieka, ani dla narodu. To, co teraz zrobiono ze szkolnictwem, to zupełnie inna sprawa. Edukacja po prostu potrzebuje kontrrewolucji, jak zresztą większość dziedzin naszego życia. Ale liberałowie zdają się uznawać tylko jedną formę leczenia – poprzez amputację chorego organu.

Niestety nie biorą zupełnie pod uwagę realiów. Parafrazując znany cytat dotyczący socjalizmu można stwierdzić, iż liberalizm gospodarczy ma w nosie problemy, które sam stwarza. Likwidacja rent i emerytur nie spowoduje, iż zacznie się rodzić więcej dzieci (przyczyna mniejszej liczby narodzin jest o wiele bardziej złożona), a będzie katastrofą dla dużej części społeczeństwa, bo pozostawi bez środków do życia nie tylko niezdolnych do pracy starszych ludzi, ale często i pozostające na ich utrzymaniu bezrobotne dzieci.

Z dalszą częścią artykułu nie będę polemizować i wyjaśniłam już, dlaczego. Twierdzenie o małym błędzie na początku, który wielkim jest na końcu, dotyczy liberałów gospodarczych. Zupełnie zapominają, że ich doktryna wywodzi się z fałszywej filozofii, a więc należy ją odrzucić, niezależnie od ewentualnych pozytywnych skutków ekonomicznych. Ekonomia jest tylko narzędziem, nie wolno jej podporządkowywać naszego życia. Autorzy artykułu przekonanie o wyższości liberalizmu nad wszystkimi innymi systemami sprowadzają do rangi aksjomatu, czemu towarzyszy dezawuowanie jego oponentów, mające charakter kpiny mędrców z profanów. Całe szczęście to też nie jest mój problem. Mam tylko nadzieję, że nie będę musiała znowu udowadniać, iż nie jestem wielbłądem...

Marzena Zawodzińska
Komentarze
RomanK dnia luty 04 2008 04:45:09
Pani Marzeno!
Pani atrykol jest doskonaly i prawdziwy. Probujacy z pania polemizowac panowie popelniaja talmudyczna paplanine podpierajac sie roznymi autorytetami. Pokazuja, ze z ekonomia maja bardzo teoretyczna stycznosc z rzeczywistoscia jeszcze mniejsza.
Ale skupmy sie na tym, co pani napisala! A czego oni zrozumiec nijak nie moga!
Wolny Rynek- jaki wolny skoro mamy swiatowe gieldy materialowe, zbozowe , bursy paliwowe i ..jakzeby finansowe- bo pieniadze to ....tez towar.
Second London fixing jest zatem decyzja ekonomiczna na skale globalna na nastepne 24 godz... Nowy York jest bowiem przedluzeniem London tak- jak Federalne Rezerwy - przedluzeniem CIty!
Czyli niech ktorys z autorow probuje kupic np pszenice...i dozna zaskakujacych wrazen:-))) cena w Lodzi wcale nie bedzie rozna niz w Chicago czy Dubai...a roznica jaka ze zdumieniem odkryje odnosic sie bedzie tylko do ceny transportu...taryf i upustow...taka jest wolnosc!
Bursy paliwowe to samo..finansowa jeszcze mniejszy wybor, gdyz tu panuje scisly monopol Niewidzialnej Renki:-)))
O..ale popatrzmy tu -na calym swiecie nigdzie nie mamy Gieldy pracy:-))) gieldy, ktora by w jakim tam fixing ustalala cene pracy:-))
Ta ustala bowiem, jakas Niewidzialna Renka, robiaca Wolnemu Rynkowi na...... reke:-)))
Zatem owa Niewidzialna Renka ustala, ze Polak jest tani, Ukrainiec jeszcze tanszy , Chinczyk tez..ale Anglik drogi, Amerykanin tez!
Stad tez podatki placa proporcjonalne do swych zarobkow z czego panstwo staje sie zasobniejsze a urzednikom zyje sie zupelnie tak samo- jak wladcom Polski z pie,rsieniami:-)))
Gorzej zyje sie tylko Polakom. z tej to samej prozaicznej przyczyny! Jak ich wyceniono ,.,,tyle wartaja:-))
Prosze zuwazyc , ze po zrownaniu placy z Anglikiem i podatku panstwo Polskie mialoby o wiele wieksze wplywy budzetowe...
Polak murarz zlazac z rusztowania w Otwocku i po paru godzinach jazdy wlazac na rusztowanie w Ipswitch..natychmiast staje sie drozszy:-)))
I to wcale nie z tego powodu, ze jego gumiaki ladniej pachna:-)) czy ma mniejszy zarost i znosniejszy chuch...poprostu znalazl sie w innej strefie wyceny PRACY!
Reszty wymadrzania kommentowac szkoda czasu:_smiley))
Prosze zobaczyc co Wolny Rynek z Niewidzialna Renka wyprawiaja..

Rok temu zainwestowala pani 1000 dollarow w
Nortel stock - dzis ma pani $49.00.

Enron, zostalo pani $16.50 z zainwestowanego $1000.00.



WorldCom, z $ 1000 zostalo pani mniej niz $5.00

Jesli pani kupila akcje $1000 of Delta Air Lines zostala pani z $49.00 .

Ale jesli pani kupila akcje United Airlines
nie ma pani nic:-))
Jesli pani natomiast byla madra i kupila za $1,000.00 piwa rok temu..ktore pani wypila z kumplami dzis ma pani w aluminium $214.00.

Konserwtywni- liberalowie... tzw glupio -madrzy, czy wyksztalceni - analfabeci:-)))) czyli POlska prawica, tak zwana:-))) wolne rynki z niewidzialnymi renkami:-))))
Smieszy mnie ta glupia zbitka konserwatywny liberal..niczym woda ognista:-)))..ale cas ma na rzeczy...opisuje jak umie zjawisko:-)))





Based on the above, the best current investment advice is to drink heavily and recycle.

It's called the 401-Keg Plan
gjw dnia luty 05 2008 13:33:32
Wszystko wszystkim; w zasadzie zgadzam się z głównymi tezami obrony narodowego punktu widzenia wobec tzw. czystych (?) liberałów. Jednak sama krytyka nie wystarczy, tym bardziej że i w niej dostrzegam błędy.

Np.:
W punkcie 5 powraca dawno przebrzmiałe i od początku nieprawdziwe twierdzenie o bezbożnych socjalistach. Socjalizm miewał i miewa bardzo różną postać; od stalinizmu do socjalizmu skandynawskiego (a tenże też miał mocno różniące się etapy) poprzez odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne zwane inaczej narodową komuną. To ostatnie też ogromnie zróżnicowane. Historia wykazała, że można być socjalistą, a jednocześnie monarchistą i przykładnym chrześcijaninem; może za wyjątkiem kraju generał Franco i jemu podobnych. smiley

Mnóstwo ludzi nie zgodzi się z pojęciami prof. Jaroszyńskiego, stanowiącymi próbę przykrojenia flozofii św. Tomasza z Akwinu (skądinąd godnej podziwu i podzielanej m. in. przez przywódców Reformacji, z Kalwinem na czele) do austriackiego gadania ludzi ks. Rydzyka. Nie uważam tego pana za autorytet i nie widzę powodu do cytowania go razem z klasykami polskiej myśli narodowej. O wiele lepiej byłoby się odwołać w tym miejscu do Doboszyńskiego; raz bo bystrym człowiekiem był, a dwa bo poniósł męczeństwo za swoje przekonania, co też się dzieje dalej, jak czytam, ale to jeszcze za mało.

Panuje pomieszanie pojęć. Lewactwo to nie jest obecny stan państwa paneuropejskiego tylko wyzwisko wymyślone przez farncuskich komunistów pod adresem tych, co wzięli ich hasła poważnie w latach 1958-75. smiley
Obecny stna państwa paneuropejskiego to sojusz biurokracji z lesseferyzmem czyli połączenie najgorszych cech liberalizmu gospodarczego i tzw. realnego socjalizmu.

Co do wniosków końcowych pełna zgoda. Szuka się wyjścia z oecnego stanu, na pół świaomie czując, że oecna droga - mnożenia przepisów, poadtków i urządników z jednej strony, a pomiatania prostym człowiekiem, zwłaszcza człowiekiem uczciwym i chcącym pracować - jest zgubna i powtarzając niczym zaklęcie: mniej państwa!
Tylko że polityka nie może się opierać na zaklęciach, ale na dokładnie przemyślanym programie. Moim zdaniem takim programem może być narodowy liberalizm, ale o tym już innym razem - szerzej. smiley
gjw dnia luty 05 2008 19:18:35
Dodam jeszcze jedno. Argmuenty przytoczone w owym internetowym forum Klubu Zachowaczo-Monarchistycznego czyli w odpowiedzi konserwatywnych liberałów są śmiesznie ahistoryczne, co stwierdzam z całą pewnością na podstawie własnych, bardzo dokładnych studiów nad wiekiem XX z uwzględnieniem tał wieku XIX i XVIII.
Oczywiście że doktryna liberalna nie tylko powstała w Anglii, ale też była wyrazem interesów bogatych Anglików! Ich doktryna wolnego handlu miała służyć głównie ułatwieniu zamorskiego wywozu (eksportu) towarów z "warsztatu świata", jakim w latach 1763-1875 były Wyspy Brytyjskie. Dododem na to jest np. fakt, że wolny handel kończył sią u nich nagle, kiedy np. Niemcy chieli nabyć technologię wytopu hartowanej stali. Chcąc ją zdobyć, rodacy Kruppa musieli się uciec do wyrafinowanego szpiegostwa przemysłowego, bo druga strona, zdając sobie sprawę z tego, że gwarantuje to jej ogromną i trwałą przewagę na rynkach światowych, nie chciała jej odstąpić za żadne pieniądze.

W XX wieku za wolnym handlem opowiadały się stale elity polityczne tych krajów, które miały stałą nadwyżkę wywozową (eksportową), a porzucały tę taktykę (jak np. Stany Zjedn. w 1971) gdy zagraniczna konkurencja zalazła im za skórę, wywołując masowe bezrobocie.

Przekonanie, że wolny rynek w ścisłym tego słowa znaczeniu jest możliwy obecnie, w warunkach gdy wąska grupa największych zleceniodawców (olbrzymie fundusze powiernicze) trzęsie głównymi giełdami jak chce, jest może właściwe u dzieci...

Mamy najwyraźniej do czynienia z kolejnym -izmem, który przyjęty w swojej wymyślonej za granicą postaci, bez przesiania go przez sito zdrowego rozsądku i interesu narodowego, zamiast panaceum może się okazać dla nas wyłącznie trucizną.
Marzena Zawodzinska dnia luty 05 2008 21:29:39
Dziękuję za komentarze! Cieszę się, że zgadzamy się w tylu kwestiach. Oczywiście, krytyka nie wystarczy i zdaję sobie z tego sprawę. Nie chciałam jednak mieszać zbyt wielu spraw i dla przejrzystości tym razem ograniczyłam się do krytyki.
A teraz odpowiem. To prawda, że socjalizm ma różne postacie. Nie sądzę jednak, aby w swojej istocie był zgodny z nauczaniem Kościoła Katolickiego.
Nie wątpię, że mnóstwo ludzi nie zgodzi się z cytatami z "Wprowadzenia do filozofii", ale niespecjalnie mnie to obchodzi. Dla mnie prof. Jaroszyński w dziedzinie etyki jest wystarczającym autorytetem i akurat do tej kwestii nie mieszałabym Radia Maryja. Podręcznik, który cytowałam, pierwsze wydanie miał w roku 1996, a współautorstwo ojca prof. Krąpca jest dla mnie dodatkowym, a właściwie najważniejszym, atutem.
Zgadzam się, że obecny stan państwa paneuropejskiego to sojusz biurokracji z lesseferyzmem. Być może mieszam pojęcia, ale dla mnie właśnie to jest lewactwem.
Dla mnie pojęcie "narodowy liberalizm" to taki sam oksymoron jak "konserwatywny liberalizm". Ale ciekawa jestem, co Pan przez to rozumie...
Z całą resztą się zgadzam.
Marzena Zawodzinska dnia luty 05 2008 21:33:37
Dziękuję panie Romanie! Jak dobrze, że nie inwestowałam nigdzie tysiąca dolarówsmiley (Ale piwa nie lubięsmiley)

[Przepraszam za odwrotną kolejność odpowiedzi...]
RomanK dnia luty 06 2008 04:27:59
Czy liberalizm może być sprzymierzeńcem myśli konserwatywnej?

Liberalizm jest co do wieku najdawniejszym, a co do swojej istoty i konstrukcji ideowej jednym z najgroźniejszych wrogów idei zachowawczej.
Wrogiem tem groźniejszym, że, nie występując jaskrawo, nie zwraca on uwagi na swoją działalność - że zaś w sferze interesów materjalnych idzie na pozór po tej samej linji, co konserwatyzm, jest przeto przez wielu szczerych konserwatystów uważany za sprzymierzeńca. A tymczasem cała jego koncepcja i rezultaty jego działalności godzą wprost w same podstawy zachowawczości.

Liberalizm np. uznaje tak jak konserwatyzm nienaruszalność prawa własności, ale uznaje ją w sposób, który w konsekwencji musi doprowadzić do negacji tej zasady. Albowiem, opierając się na pogańskiem i czysto egoistycznem określeniu prawa własności przez prawodawstwo rzymskie, że jest to "ius utendi et abutendi" - podkreślam: "abutendi" - oraz na maksymie Spinozy, że większa ryba zjada mniejszą, jest liberalizm literą "a" tego alfabetu, którego literą, dajmy na to "m", jest walka klas, literą "p" socjalizm, a literą "t" czy "u" (bo nie "z" jeszcze) bolszewizm. Podobnie Spinoza, który poprzez idee Smitha i Malthusa jest duchowym ojcem liberalizmu, jest również poprzez Lockego i Hegla, poprzez ubóstwienie państwa i racji stanu - duchowym ojcem marksizmu, którego konsekwencją i kwintesencją jest bolszewizm.

Liberalizm bowiem, wychodząc ze wspomnianych dopieroco aksjomatów, rzucił hasło, że praca ludzka jest takim samym towarem jak każdy inny i że warunków nabycia tego towaru nie reguluje nic innego prócz podaży i popytu. Ta zasada, w połączeniu z cytowanem "ius abutendi", wywołała stosunki, które, koniecznym, konsekwentnym kontrrefleksem, poprostu samoobrony, musiały doprowadzić do zrzeszeń robotniczych. Te stały się znakomitem podłożem dla socjalistycznych już zwązków zawodowych, które znowu dały początek syndykalizmowi. Od niego zaś do komunizmu tylko krok jeden.

Socjaliści bez trudu nauczyli się od liberałów, że większa ryba zjada mniejszą i dziś silniejsza ilościowo ryba zjadać może rybę sliniejszą finansowo, ale mniej liczną.

Takie są skutki doktryny liberalnej w odniesieniu do pracy. Jakież zaś są w stosunku do kapitału?

Adam Smith postawił zasadę wolnej konkurencji - zasadę całkiem słuszną, bo doświadczyliśmy wszyscy, jakie skutki pociąga za sobą etatyzm w życiu gospodarczem. Ale liberalizm, zniósłszy przymus fizyczny, nie postawił na jego miejscu żadnego hamulca moralnego ani etycznego kryterjum - owszem powiedział ludzkiej gorączce złora: "laissez faire!" I dlatego wolna konkurencja przerodziła się bardzo prędko w konkurencję bez żadnych, jakichkolwiek ograniczeń prócz jedynie litery kodeksu karnego. Ta znowu niczem nieograniczona, wyuzdana konkurencja stworzyła podatny grunt pod powstanie tego (jak go nazywa Ford) międzynarodowego Nadkapitału, który nietylko nie jest produktywny, jak ziemia czy fabryka, ale który ujarzmia wszystkie produkujące rodzime kapitały wszystkich krajów. Umożliwiła ona powstawanie "trustów" i koncernów, które, niby potwornej wielkości pająki, oplatają swą siecią życie ekonomiczne całej kuli ziemskiej - doprowadziła do tego, że życiem finansowym całego świata, a co za tem idzie, życiem politycznem i społecznem wszystkich państw i narodów rządzi dziś międzynarodowa oligarchja, złożona z kilkuset zaledwie (trzechset, jak twierdzi Ford) ludzi.

Nie potrzeba udowadniać, że ten stan rzeczy jest równie przeciwny samejże istocie konserwatyzmu jak bolszewizm - a Rotschildowie i Troccy mają jednego i tegosamego protoplastę.

Dlaczego liberalizm i konserwatyzm, które w traktowaniu niektórych praktycznych, materjalnych spraw są niemal że identyczne, są sobie
djametralnie przeciwne w swoich końcowych rezultatach? Dlatego, że wypływają z wprost przeciwnych sobie źródeł, że wręcz przeciwne mają podstawy ideowe i wręcz przeciwne cele.

Nie potrzebuję przypominać raz więcej, że kardynalnemi zasadami konserwatyzmu są: Religja, Etyka, Tradycja i Autorytet, ani też tłómaczyć, jakie z tych zasad wynikają praktyczne postulaty i rezultaty w życiu politycznem i społecznem.

Jakże zaś odnosi się do tych zasad liberalizm - nie ten liberalizm oczywiście, co ongiś emigrował był z Anglji do Ameryki z Bibją w ręku, ale jego dzisiejszy, wyolbrzymiały materjalnie a zwyrodniały moralnie epigon?

W pojęciu doktryny liberalnej religja to rzecz osobista i prywatna. Liberalizm nie dąży bynajmniej do tego, co konserwatyzm, by religja przenikała całą strukturę państwowości, by wcielała się w samą ideę państwa i życia społecznego. Opiera się on na rzymskim, pogańskim pojęciu państwowości - i zupełnie mu to jest obojętnem, jeżeli to pojęcie doprowadzi społeczeństwo do pogańskich lub ateistycznych koncepcji. Religja jest dla niego conajwyżej dodatnią instytucją jako skuteczny hamulec na apetyt mas.

Stosunek liberalizmu do etyki najlepiej określa parękroć już przezemnie cytowana maksyma, że "większa ryba zjada mniejszą", o ile jej na to pozwoli prawo. To też etyka społeczna liberalizmu pokrywa się w zupełności z kodeksem karnym; jej krańcowymi biegunami są - z jednej strony korzyść, z drugiej ustawa.

Co się tyczy autorytetu prawa i władzy, liberalizm więcej może, niż jakakolwiek inna doktryna, uznaje nie już autorytet, ale wszechwładzę ustawy, jako regulatora wzajemnych stosunków między ludźmi. Wynika to logicznie z zasady wszechwładzy państwa. Czy jednak prawodawstwo ugruntowane jest na duchu chrześcijańskim czy też przeciwnie, czy jest ono istotnem, sprawiedliwem i etycznem prawem czy też ustawową niesprawiedliwością, czy można o niem powiedzieć słowami Dantego: "stworzyła mnie wieczna sprawiedliwość i wieczna miłość" - czy też jest ono bezduszną maszyną, dochodzącą do potwornych bodaj rezultatów, o to się liberalizm nawet nie zapyta.

Ilustracji do tego dostarczyć może między innemi stworzone przez Whigów angielskich prawo biednych: "Poor Law". Przytoczę z niego jeden tylko przykład, nie wiem czy do dziś jeszcze aktualny, gdyż "Poor Law" miało być przed samą wojną poddane rewizji - w każdym jednak razie przykład, który był rzeczywistością w najbardziej cywilizowanym kraju w XX stuleciu. W Anglji żebractwo jest zakazanem: biedny, nie mający utrzymania, bywa umieszczany przez swoją gminę na koszt państwa w "Domu Pracy" ("Workhouse"smiley. Otóż prawo biednych wychodzi z całkiem słusznej zresztą zasady, że biedny, utrzymywany przez państwo, powinien jednak wzamian za to pracować, to też, "workhouse'y" są istotnie doskonale organizowanymi warsztatami pracy. Są jednak biedni, którzy pracy produktywnej spełniać nie mogą lub nie umieją. Tacy musieli w "workhouse'ie" przenosić na dziedzińcu kamienie z jednego miejsca na drugie, na to, by je nazajutrz odnieść z powrotem na dawne miejsce. Potworność tego leży nie w wysiłku fizycznym - zresztą minimalnym - ale w beznadziejnej bezcelowości tej pracy, trwającej czasem całe lata! Jestto wymownym przykładem rezultatów prawa, pozbawionego ducha chrześcijañskiego, prawa, które stało się bezduszną maszyną.

Obojętnem jest również liberalizmowi, czy władza pamięta o tem, że jest Boskim depozytem, danym ludzion, czy jest ona istotnie legalną, czy dąży do tego, co jest racją bytu i najwyższem zadaniem, co ją czyni legalną - do ładu moralnego, - byle strzegła i utrzymywała ład materjalny i dobrobyt.

Na punkcie tedy zasad i ostatecznych swych celów liberalizm i konserwatyzm są sobie djametralnie przeciwne. Konserwatyzm bowiem broni pewnych materjalnych walorów, dlatego, że uważa je przedewszystkiem za niezbędne dla moralnego porządku i duchowego rozwoju świata - liberalizm broni tychsamych instytucji materjalnych, ale dla materjalistycznych jednynie celów, nie troszcząc się bynajmniej o ich wartość moralną. Jest on koncepcją nawskroś materjalistyczną, w której nie ma miejsca dla życia duchowego i moralnego postępu.

Jak socjalizm, doktryna nienawiści, zaprowadza niektóre instytucje społeczne, które wprowadzić powinny stronnictwa chrześcijańskie, jako wyznające religję miłości - a wprowadza je tylko dlatego, by dzięki nim tę religję miłości tem skuteczniej wypaczać i zwalczać, tak podobnie liberalizm broni tychsamych instytucji materjalnych, co i konserwatyzm, eliminując z nich wszakże to, co stanowi istotną wartość moralną i istotny cel tych instytucji. Jak socjalizm fałszuje chrześcijaństwo w pojęciach klas robotniczych, tak liberalizm fałszuje konserwatyzm w umysłach wartstw posiadających. Jaką zaś rolę odgrywa liberalizm w polityce?

Daudet w swoim "Stupide XIX siecle" zarzuca polityce liberalnej brak myśli przewodniej, nazywa ją poprostu głupią i przewiduje jej rychły upadek - a przykłady Austrji, W³och i Niemiec zdają się jego przewidywania potwierdzać.
Czy jednak przypadkiem się nie myli?

Przypatrzmy się bowiem nie temu, kto głosuje w partjach środka, ale, kto kieruje polityką liberalną tam, gdzie rozgrywają się losy świata. W Londynie - "City", w Ameryce - nowojorscy bankierzy, a w Paryżu - "le Marais".
Kto są ci ludzie? To właśnie ów międzynarodowy Nadkapitał - to pan świata.

Rzecz prosta, że trzyma się on polityki centrowej. Wszakże to doktryna liberalna stworzyła stosunki, które umożliwiły mu zagarnięcie finansowej władzy nad światem i jak żadna inna odpowiada jego istocie i jego celom. A Nadkapitał jest także - mimo całej swej potęgi - z rasowych poprostu powodów zbyt ostrożny, by się w jedną lub drugą stronę wyraźnie przed czasem zaangażować i woli by inni dla jego celów pracowali. Slużą mu znakomicie stronnictwa radykalne i wywrotowe, bo zwalczają znienawidzone przez niego idee religji, rodziny, ojczyzny, tradycji i autorytetu i nie dopuszczają do spokojnego, normalnego toku życia społecznego. Nadkapitału nietylko nigdy nie zaczepiają, lecz przeciwnie, zwalczają zawzięcie rodzime, prawdziwie produktywne kapitały i, utrudniając przez to rozwój rodzimych wytwórczości, oddają życie gospodarcze świata w coraz to większą od niego zależność.

Służy jego celom wbrew własnej woli i bezwiednie także i prawica przez tosamo, że jest przeciwwagą lewicy i nie dopuszcza do zbytniego i przedwczesnego rozpanoszenia się tej ostatniej, które mogłyby przecież być niebezpieczne dla interesów Nadkapitału.

A on sam pozostaje w środku - pozornie mało czynny i pozbawiony idei przewodniej, a tylko potężne wplywy swego złota i będącej na jego usługach organizacji rzuca dyskretnie raz na tę raz na ową szalę wagi świata, zależnie od tego, czego wymagają jego interesy. Umie on także, gdy tego zajdzie potrzeba, położyć uszy po sobie i przycichnąć.

I bardziej byłbym skłonny wierzyć niedawno wypowiedzianym słowom Lloyd George'a, że obecny stan polityczny świata jest tylko takiem przycichnięciem liberalizmu, nie zaś zapowiedzią jego zmierzchu, jak twierdzi Daudet.

Jeżeli mi wolno użyć na zakończenie porównania, to powiedziałbym, że masonerja - to łowczy, socjalizm i bolszewizm - to psy gończe, a prawica dojeżdżacz, który czasem śmignie harapem zbyt zajadłego psa; na środkowej za linji - liberalizmu - stoi mysliwy - międzynarodowy nadkapitał. Stoi na
obranem przez siebie mądrze stanowisku i baczy, czy tamci dobrze wykonują szczegółowo a celowo przez niego obmyślony plan polowania.

Takim wydaje mi się liberalizm i jego stosunek do konserwatyzmu, taką jego polityka i jego plany.

Czy się mu plany powiodą - czy w rezultacie polowania legnie we krwi cały świat, jak legła Rosja, u stóp złotego cielca, któż potrafi przewidzieć?
Jedno tylko jest pewne: że pan świata swego celu dopiąć nie zdoła, jeżeli w życie tak jednostek, jak narodów, w duchu ustaw i rządy władz przenikną i kierować niemi będą: religja, etyka, tradycja i autorytet.

(tekst przemówienia wygłoszonego podczas walnego zebrania koła "Stronnictwa Zachowawczego" w dniu 8-ym marca 1925r.)
Hieronim Tarnowski
RomanK dnia luty 06 2008 04:37:20
Komentarz przeniesiony na forum:
http://www.jednodniowka.com/forum/viewthread.php?forum_id=9&thread_id=47
(MZ)
Marzena Zawodzinska dnia luty 06 2008 09:05:32
Panie Romanie, czy ja mogę w Pańskim poprzednim komentarzu poprawić "krzaczki" na polskie znaki? Trudno się czyta...
RomanK dnia luty 06 2008 14:56:37
OBowiazkowo -Pani Marzeno!:-))) Obowakowo..byki tez:-)))
Prosze bardzo..to chyba wina serwerow ,ktore maja problemy z polskimi literami.
gjw dnia luty 06 2008 18:45:57
Na Boga Ojca wszystkich ludzi, dawcę światła i rozumu! Z pewnością wszyscy doceniamy pańskie zaangażowanie, oryginalność myśli i oczytanie, ale tak nie można! Po pierwsze nie należy używać narzędzia dodawania komentarzy do tworzenia ogromnych tasiemców, które nawet przewinąć jest trudno, a co dopiero przeczytać. Po drugie na dzisiejsze czasy są potrzebne dzisiejsze myśli a nie powtarzanie bez zmian tego, co wykoncypowano między wojnami światowymi. Była to epoka wielkiego i budzącego podziw rozwoju polskiej myśli politycznej, zgoda, ale doprawdy, nie tędy droga, co postaram się jeszcze wyjaśnić przy okazji omówienia podstaw narodowego liberalizmu. smiley
Kłaniam się nisko.
Marzena Zawodzinska dnia luty 06 2008 23:11:43
Niektóre treści są ponadczasowe... Być może rzeczywiście lepiej by było, gdyby znalazły się na forum.
Korektę skończę jutro, trochę wolno to idzie, w dodatku przed chwilą cofnęły mi się niektóre zmiany i nie mam pojęcia, jak to się stało...
Marzena Zawodzinska dnia luty 07 2008 08:09:13
Panie Romanie, to ja mam jeszcze jedną propozycję. Ten pierwszy tekst, który poprawiam, bym zostawiła tutaj, a ten drugi, dłuższy, bym przeniosła na forum. Mogę?
gjw dnia luty 07 2008 19:18:46
Oczywiście, że są treści ponadczasowe. Gdy się czyta Wyznania św. Augustyna, to jest to tak zrozumiałe i oczywiste, jak gdyby napisał to człowiek współczesny, co przyznają nawet ateiści i wrogowie Kościoła Rzym.-Kat. Warto dodać, że autorytet Ojców Kościoła (wymienając na czele właśnie biskupa Hippony) uznali również Luter i Kalwin.
Jednak z drugiej strony, nie jeździ przecież Pani po dzisiejszej Polsce Warszawaą mimo że w swoim czasie było to bardzo dobry samochód i że wielu ludzi wspomina go z łezką w oku. Podobnie jak pan Roman nie wybierze się w podróż po Teksasie Fordem T, a przyczyny tego są chyba zupełnie oczywiste. Mimo to dziesjze samochody z tamtymi łączą takie rzeczy jak cztery koła, kierownica, przednie i tylne światła itd., bo inaczej po prostu nie można.

Dlatego ja bym proponował pozostawić wystąpienia hr. Tarnowskiego w archiwach myśli politycznej i nie przytaczać ich dosłownie w słoniowych rozmiarach. Tym bardziej, że ów człowiek twierdził rzeczy, które nie wytrzymają krytyki po w miarę dokładnym przestudiowaniu historii XX wieku. Nie uprawiajmy (jak to określił Roman Dmowski) "niewolnictwa myśli"; zdobądźmy się na myśl nową!
RomanK dnia luty 08 2008 04:46:17
Pani Marzeni prosze robic, jak pani uwaza bedzie dobrze:-))

Co do nowosci mysli nowoczesnej....Juz kiedys napisano:
Narnosc , marnosc wszystko marnosc...wszystko juz bylo...
Prawda jest jedna , ponadczasowa i ..zawsze tak samo mloda!
Jak pan slusznei zauwazyl i Luter i Kalvin starali sie poprawic biskupa Hippo:-)))
gjw dnia luty 08 2008 15:06:33
Kiedy w latach 1967-71 niszczono rzymskie podstawy szkolnictwa francuskiego, które uszanowali nawet jakobini w okresie Wielkiego Terroru, to rzecz jasna taka nowoczesność była do luftu. Jeślibyśmy jednak mieli przywracać dziś w szkołach trivium i quadrivium, to bylibyśmy jeszcze gorszymi nawiedzonymi niż Jimmi Hendrix. Trzeba umieć łączyć to, co rzeczywiście w tradycji cenne, z nowoczesnością tam, gdzie konieczne. Czy Putin i Partia Wszechrosyjska (Jedinaja Rassija) głoszą konieczność przywrócenia samodzierżawia, posługując sią argumentacją Puryszkiewicza? smiley Czy Słowacka Partia Narodowa odwołuje się do przemówień księdza Tiso? Nie jest sztuką wyprzeć się niewygodnych patronów ideowych, jak RG, ale tak samo nie jest sztuką przepisywanie starych recept konserwatystów galicyjskich. Kiedy niemal niepodzielnie rządzili swoją prowincją z łaski ck Mości, to czego wielkiego dokonali?
Marzena Zawodzinska dnia luty 09 2008 23:21:45
Muszę się przyznać, że na razie przeczytałam tylko ten tekst, który poprawiłamsmiley I uważam, że w swojej istocie jest genialny oraz ponadczasowy. Oczywiście mam pewne zastrzeżenia... Na przykład sformułowanie: "nie ten liberalizm oczywiście, co ongiś emigrował był z Anglji do Ameryki z Bibją w ręku, ale jego dzisiejszy, wyolbrzymiały materjalnie a zwyrodniały moralnie epigon" sugeruje, iż liberalizm był kiedyś "dobry", a potem "zwyrodniał", co nie jest prawdą. Liberalizm ma od podstaw fałszywe założenia i nigdy nie był "dobry"!
Po drugie liberałowie gospodarczy nie uznają wszechwładzy państwa, wręcz przeciwnie...
Oczywiście przykład "Poor Law" nieaktualny, ale to tylko przykład, może dotyczyć historii.
Cała reszta jest nadal prawdziwa, zwłaszcza fragmenty dotyczące "nadkapitału".
gjw dnia luty 10 2008 17:57:46
Bardzo obrazowa i stanowiąca przykład bardzo dobrego stylu wypowiedź hr. Tarnowskiego została jedna oderwana od nauki o cywilizacjach, a raczej tej nauki nie znała bo i znać nie mogła. Przy całym uznaniu dla wielkości Henryka Forda również jako myśliciela i działacza politycznego pragnę zaś przypomnieć, że nie był on jednak historykiem ani politologiem i nie posiadał systematycznego wykształcenia humanistycznego, a jedynie dość szerokie oczytanie.
Pragnę przy tym dać wyraz obawie, że posługujemy się kulawymi pojęciami, które do myśli narodowej polskiej nijak nie pasują.
Marzena Zawodzinska dnia luty 10 2008 18:52:56
Tak samo jak liberalizm do myśli narodowej nijak nie pasuje...
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014