Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumListopad 20 2017 10:39:26
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 7
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
47
47
SS-Galizien
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Projekt euromajdanu ...
Trump w Polsce
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Problem z NSZ (2)
Historia Polski

W pierwszej części niniejszego tekstu w sposób obszerny potraktowałem kwestię stosunku myśli endeckiej linii Dmowskiego do Rosji i ZSRR, przypominając wskazania przywódcy ruchu narodowego stanowiące Jego testament polityczny, ale także praktyczne działania, które zamykają się w przesłaniu – należy dokonać zasadniczej zmiany w naszym stosunku do wschodniego sąsiada, bez względu na to, jaki ustrój w nim panuje, zadanie to jest i będzie w przyszłości zagadnieniem głównym polskiej polityki.

Obszerne potraktowanie tej kwestii przeze mnie podyktowane było koniecznością pokazania o czym mówimy w takich sprawach jak Narodowe Siły Zbrojne, czy powojenna guerilla na terytorium Polski, znana dzisiaj pod terminem „żołnierzy wyklętych”, do jakiej tradycji się odwołujemy, wreszcie, jaka jest tradycja ruchu narodowego sensu stricto. To sprawa fundamentalna w dzisiejszych czasach zamętu ideowego, niewiedzy i zwykłej manipulacji, kiedy na sztandarach ludzi występujących pod takimi czy innymi szyldami narodowymi, mamy odwołanie do tych, którzy walkę z Rosją/ZSRR uważali za swoje główne zadanie, którzy – nie przesądzając w żadnym stopniu o indywidualnej odpowiedzialności – podjęli jako grupa współpracę z III Rzeszą, wreszcie do tych, którzy do rangi najwyższego patriotyzmu i honoru wynieśli pozbawioną szans i sensu walkę straceńczą po wojnie.

Mówię tutaj o kategoriach ogólnych, od których, naturalnie, są liczne wyjątki i sytuacje nie dające się łatwo zakwalifikować. Nie wdając się w szczegółowe rozważania o przebiegu procesu, który do takiej sytuacji w szeroko rozumianym ruchu narodowym doprowadził i do analizowania postaw wszystkich grup, co stanowi materiał na książkę, należy – posiłkując się pewnymi skrótami myślowymi – stwierdzić co następuje.

W latach trzydziestych w ruchu narodowym, częściowo pod wpływem czynników zewnętrznych – tzw. atmosfery epoki – ale także na skutek recepcji na gruncie narodowym idei obozu sanacyjnego (romantyzm, czy raczej neoromantyzm, neomesjanizm, mocarstwowość), nastąpiły zmiany mentalnościowe, skutkujące pojawieniem się nowego typu działaczy – radykałów narodowych, do których można zaliczyć nie tylko tych, którzy się sami tak nazywali, ale także niektóre grupy w Stronnictwie Narodowym. Sposób myślenia tzw. „starych” – patrzących na politykę przez pryzmat instytucji republikańskich (jak kto woli, demokratycznych), gabinetowych metod prowadzenia polityki poprzez negocjacje oparte na chłodnej kalkulacji sił i środków oraz zysków i strat – stał się poglądem mniejszościowym. Młodzi poczuli w sobie siłę, która, jak u dawnych romantyków, wywołała u nich poczucie misji.

Linia polityczna SN

Z drugiej strony nie byli odporni na oficjalną propagandę mocarstwowości i pomimo głębokiej niechęci do sanacji, uwierzyli w nią. I chociaż jeszcze 23 kwietnia 1939 r. Komitet Główny Stronnictwa Narodowego stwierdził, że: „Z całością położenia politycznego wiąże się sprawa stosunków polsko-rosyjskich. Oparte na pakcie o nieagresji i umowach gospodarczych, winny one obecnie ulec dalszemu pogłębieniu”, to była to raczej tylko deklaracja, bez propozycji wypełnienia jej treścią. Ci, którzy działali poza SN dochodzili do wniosków zupełnie obcych tradycji endecji – a to widzieli Polskę nad Dnieprem, a to chcieli rozbijać Rosję ramię w ramię z Ukraińcami, a to budować niepodległą Ukrainę. Pokłosie tych poglądów obserwujemy później przez cały okres wojny i nawet dalej. Bezprzykładna klęska „silnych, zwartych i gotowych” niewiele niestety zmieniła u większości narodowców wojennego pokolenia.

Z zupełnie niezrozumiałych przyczyn, niektórzy z nich aż do przełomu 1944/45 roku widzieli Polskę od morza do morza, tak jak później, bez jakiejkolwiek refleksji, wierzyli w trzecią wojnę światową.
Jeżeli porównamy to zachowanie do polityki Dmowskiego i jego towarzyszy podczas I wojny światowej, to uderza nas ogromny kontrast, jaki istnieje pomiędzy wytrawnymi politykami endeckimi, którzy odnieśli wielki sukces, choć okupiony porażkami na niektórych kierunkach działania, a fantastami, nie przyjmującymi do wiadomości rzeczywistości i tego, że to nie Polska rozdaje karty polityki światowej, lecz sama jest kartą. Tylko niektórzy politycy narodowi okazali się godni endeckiej tradycji, a tym bardziej przykrym dla ruchu jest, że głównie byli to prawie rówieśnicy Dmowskiego.

W telegraficznym skrócie – oficjalne władze SN w Londynie negowały rzeczywistość (choć nigdy nie odrzucały idei porozumienia z ZSRR, to jednak chciały to zrobić wyłącznie na swoich warunkach, a to było niemożliwe), co zaprowadziło je do współpracy z sanacją i do opozycji wobec rządów Sikorskiego i Mikołajczyka, i do udziału w rządzie Arciszewskiego, kiedy emigracja straciła już swą podmiotowość wobec Anglosasów. Krajowe SN generalnie popierało tę linię, jednak pod koniec wojny oczekiwało od SN londyńskiego jakiegoś rozwiązania sprawy na kierunku wschodnim, czego się nie doczekało wobec uporu londyńczyków.

Tacy działacze jak Adam Doboszyński, czy Zygmunt Przetakiewicz pod hasłami ostro antysowieckimi, atakowali rządy próbujące coś w tym względzie osiągnąć. W Polsce dawna grupa Kazimierza Kowalskiego negowała współprace z sanacją (czyli ZWZ/AK), i zeszła na współpracę z ONR/Związkiem Jaszczurczym, co zakończyło się jej polityczną klęską i śmiercią niektórych działaczy z rąk „współpracowników”. Symbolem kontynuacji polityki w duchu Dmowskiego stała się działalność działaczy będących faktycznie poza strukturami ruchu od lat (Stanisław Grabski), takich, których ta działalność postawiła poza granicami SN (Marian Seyda, Wacław Komarnicki, Bohdan Winiarski), lub takich, którzy byli na marginesie oficjalnych struktur, jak Stanisław Kozicki w kraju, będący zwolennikiem jednolitego frontu podziemia.
Po wojnie grupą najbliższą metodom uprawiania polityki Dmowskiego, byli ci, którzy poparli ideę Komitetu Legalizacyjnego SN. Znów było to całe grono starych (Stanisław Rymar, Aleksander Zwierzyński, Wojciech Trąmpczyński, Stanisław Kozicki, Stefan Dąbrowski) wsparte także przez część młodszych (Władysław Jaworski, Szymon Poradowski, Karol Stojanowski). Jak napisał w swojej analizie ówczesnej sytuacji kol. Jan Engelgard: „Tak więc, to tacy politycy jak Stanisław Grabski, Władysław Jaworski, Stanisław Kozicki – mieli rację – w tym czasie nie było już szans na obronę status quo, na kontynuowanie konspiracji, na jakieś „targi” z Moskwą – co więcej – w tym czasie to trwanie układu jałtańsko-poczdamskiego gwarantowało nam terytorialną integralność. Ceną była suwerenność, ale w tej kwestii pole manewru było niewielkie”. (J. Engelgard, „U źródeł stosunku Jędrzeja Giertycha do PRL – postawy ludzi Obozu Narodowego wobec nowej rzeczywistości Polski po 1944 roku”. W: „Roman Dmowski i jego współpracownicy”, Toruń 2008).

Jak pisał zwolennik takiej polityki ks. Jan Stępień: „W pierwszej połowie maja 1945 r. odbyło się zebranie pozostałych na wolności członków zarządu Głównego SN w składzie: ks. Władysław Matus, Leon Mirecki, Jan Matłachowski i ja. Postanowiliśmy wstrzymać działalność konspiracyjną Stronnictwa do czasu otrzymania nowych instrukcji od naszego prezesa Tadeusza Bieleckiego z Londynu. Tymczasem mieliśmy ułatwiać kolegom pozostałym w podziemiu przejście do pracy legalnej, w sposób dla nich najmniej niebezpieczny. W tym celu miałem nawiązać bliższy kontakt z Jackiem Nikischem, adwokatem z Poznania i w porozumieniu z nim wysyłać naszych ludzi na Ziemie Zachodnie, aby się tam osiedlali bądź jako pracownicy w nowo przejętych fabrykach i warsztatach, bądź jako kupcy czy rolnicy”. (ks. J. Stępień, Droga krzyżowa w słońcu, Warszawa 1996, s.7-8).

Władysław Jaworski tak skomentował oczekiwanie na instrukcje z Londynu: „W kraju uważaliśmy, że rząd Arciszewskiego [z udziałem SN] mniejsze ma szanse na załatwienie sprawy stosunków polsko-radzieckich, niż rząd Mikołajczyka. Wszelkie próby ze strony czynników krajowych oddziałania na rząd w kierunku szybkiego uregulowania stosunków polsko- radzieckich, nie odniosły żadnego skutku”. (W. Jaworski, Stronnictwo Narodowe podczas wojny 1939-1945, maszynopis)

To nie są nasze oddziały


Tymczasem Stronnictwo Narodowe w kraju stanęło wobec nie tylko nowej, ekstremalnie trudnej sytuacji politycznej, w której ostatecznie nie dano mu oficjalnie miejsca na oficjalną działalność (chociaż część narodowców mogła działać – vide profesorowie Dąbrowski, Stojanowski, Wojciechowski; młodzi narodowcy powołani przez Gomułkę do Ministerstwa Ziem Odzyskanych, grupa Bolesława Piaseckiego, „Dziś i jutro”, „Tygodnik Warszawski” itd.), ale także wobec spuścizny różnych organizacji zbrojnych pozostałych po wojnie. I trzeba tu powiedzieć wprost – był to bardzo zły balast i trudny do ogarnięcia, do opanowania. W praktyce większość żołnierzy występujących po wojnie pod szyldami Narodowej Organizacji Wojskowej, Narodowych Sił Zbrojnych, czy nawet Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, w sensie ideowym miała niewiele, a czasem nic wspólnego z endecją.

Stąd przede wszystkim pomysł na rozładowanie lasów w sposób opisany przez ks. Stępnia, stąd ostre słowa wobec tych, którzy nie chcieli się decyzjom o zakończeniu działalności podporządkować. Pomimo ostrych sformułowań dawało to mizerne rezultaty. Rozkaz rzeszowskiej Komendy Okręgu NOW z 26 października 1945 r. mówił: „Wszystkie grupy dywersyjne okręgu zostały zlikwidowane. Grupy dywersyjne podszywające się pod firmę narodową „Radwana” i „Wołyniaka”, nie mają nic wspólnego ze Stronnictwem Narodowym. Zakazuje się prowadzenia wszelkiej akcji przeciw Żydom, Ukraińcom czy bolszewikom, z wyjątkiem samoobrony, względnie w bardzo ważnym wypadku. Każda akcja czynna jak likwidowanie konfidentów, napady na kasy itp. mogą być przeprowadzane tylko na wyraźny rozkaz komendanta względnie kierownika wydziału wojskowego. Rozkaz taki ma być uzgodniony z prezesem względnie kierownikiem organizacyjnym. Każda samowolna akcja uważana będzie za akcję bandycką”. (D. Garbacz, „Wołyniak” – legenda prawdziwa, Stalowa wola 2008, s.175).

Sprawozdanie organizacyjne COP-u od dnia 1 X do 31 XII 1945 r. mówi jeszcze ostrzej o głównych problemach okręgu. To: „antynarodowa działalność grupy wojskowej, nie licząca się ani z ideą narodową, ani z metodami pracy, ani z dobrą sławą ruchu, ani z dobrem SN. (…) największa trudność stanowią skutki błędów popełnionych przez SN w czasie okupacji niemieckiej. Zaniechano zupełnie pracy politycznej i kształcenia działaczy i członków, natomiast całą uwagę skierowano tylko na robotę wojskową (…) Komendant wojskowy będący równocześnie prezesem okręgu, w ciągu pięcioletniej działalności nie potrafił ani stworzyć ani wychować kadry działaczy politycznych, a stworzone zespoły wojskowe były niewychowane w duchu narodowym. (…) Robota wojskowa musi być oparta na elemencie ideowym, a pod względem politycznym musi podporządkować się zarządowi SN, w przeciwnym razie ogłosimy, i w szeregach ruchu i w społeczeństwie, że za działalność tej organizacji nie ponosimy żadnej odpowiedzialności”. (K. Kaczmarski, „Podziemie narodowe na Rzeszowszczyźnie 1939-1944”, Rzeszów 2003, s.238)

Ten długi cytat ma znaczenie fundamentalne. I choć dotyczy jednego tylko okręgu NOW po rozwiązaniu AK i odzyskaniu samodzielności organizacyjnej, jestem głęboko przekonany, że podobne a nawet o wiele większe problemy były w NSZ czy NZW, gdzie w przypadku NSZ mieliśmy do czynienia z dużą grupą nie podzielających poglądów politycznych SN, zaś w przypadku NZW, masę ludzi przypadkowych („Burzy”, „Rojowie”). Tak właśnie wygląda prawda o kadrach „narodowych” organizacji wojskowych. Z pewnością najbliżsi idei narodowej byli żołnierze i kadra pierwszej NOW oraz NSZ/AK.

Naszym wzorcem… Marszałek Piłsudski

Przyjrzyjmy się jednak – przykładowo – ważnym postaciom NSZ/ONR, w tym Brygady Świętokrzyskiej. Sam „Bohun” Antoni Szacki (Skarbek) „Dąbrowski”, był „związany” z ONR, poza tym spełnił swój obowiązek żołnierski walcząc po stronie legalnych władz RP w czasie zamachu majowego. Nie przeszkadza mu to jednak pisać w swoich wspomnieniach (korzystam z wydania Veritasu z 1984 r.) o Piłsudskim per Marszałek przez duże „M”. Dmowski w tych wspomnieniach nie występuje. Z Dmowskim i NSZ/ONR to jest w ogóle bardzo ciekawa sprawa. Jeżeli PT Czytelnicy spodziewają się jakichś uroczystości, wspominek, czy pogadanek o Dmowskim, to – przynajmniej w zachowanej dokumentacji – trudno cokolwiek znaleźć.

We wspaniałym wydawnictwie krakowskiego Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego – „Rozkazy dzienne Brygady Świętokrzyskiej NSZ” (Kraków 2003), Dmowski występuje jeden raz i jest to… kapral podchorąży Dmowski. Żadnych okolicznościowych rozkazów na choćby rocznicę śmierci, czy urodzin. Podobnie jest w publikacji „Rozkazy dzienne Brygady Świętokrzyskiej NSZ I Grupy Kompanii Wartowniczych” (Kraków 2008). Za to Piłsudski… Na 19 III 1945 r. (było to po przybyciu Brygady do Rozstani, miejscowości w Czechach, gdzie znajdował się poligon Wehrmachtu i gdzie Brygada miała spędzić jakiś czas) „Bohun” zarządził (rozkazem dziennym nr 189) „Mszę św. Za spokój duszy śp. Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego. Kmd-ci kursów biorą udział w nabożeństwie z kursami w szykach zwartych”.

Więcej, jak pisze M. J. Chodakiewicz („Narodowe Siły Zbrojne: „Ząb” przeciw dwu wrogom”, Warszawa 1994, s.191): „Pamiętano też o tradycji [!!! – przyp. mój – AŚ]. 19 marca, w dzień imienin Józefa, odbyła się uroczysta defilada wszystkich oddziałów ku czci Marszałka Piłsudskiego”. Z kolei w rozkazie nr 237 z 12 V 1945 r. „Bohun” informuje o Mszy św. żałobnej za spokój duszy śp. Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego”.

Inny wybitny przedstawiciel NSZ jeszcze nie podzielonego i NSZ/ONR, przydzielony w 1945 r. do Brygady, płk Stanisław Żochowski, wielokrotnie na stronach swoich książek wypowiadał poglądy pełne uwielbienia dla Piłsudskiego, pozostające w sprzeczności nie tylko ze stanowiskiem jakiejś powiedzmy twardej grupy antysanacyjnej, ale wręcz rażąco odstające od tzw. przeciętnego stanowiska przedwojennych narodowców. Próbki? „Piłsudski miał szacunek dla prawa [!!! – AŚ]. Już w roku 1919 dał [? – AŚ] „Małą Konstytucję”, ale zamordowanie prezydenta Narutowicza i postrzelanie ułanów w Krakowie odebrały mu złudzenia do rządów miękką ręką. Te wypadki zmusiły go do założenia obozu odosobnienia, a potem do buntu przeciw rządowi w maju 1926. (…) Fanatyzm prawicy czy lewicy mieliśmy za dekadencję. Stąd i wbrew publikacjom SN, wielu z nas uważało wschodnie plany Piłsudskiego jako jedyne rozwiązanie rozsądne (…). Tworząc Związek Jaszczurczy środowisko ONR przeważało swym politycznym programem nad narodowcami (endekami) konserwatywnego SN”. (cytaty z O Narodowych Siłach Zbrojnych, Lublin 1994).

A jak wyglądały ideologiczne konotacje wybitnych przedstawicieli ze sztabu Brygady Świętokrzyskiej?
Legendarny płk Leonard Zub-Zdanowicz wspomina, że: „W roku 1931 rozpocząłem studia prawnicze na Katolickim uniwersytecie Lubelskim. (…) Politycznie zaliczałem się do laickiej lewicy”. (L. Jurewicz, „Zbrodnia czy początek wojny domowej”, Londyn 1980, s. 8). Należał do Bratniaka, a później przeniósł się do Legionu Młodych, lewicowej studenckiej organizacji sanacyjnej (M. J. Chodkiewicz, op. cit., s.19). Kpt Henryk Figura-Podhorski – bez konotacji politycznych, poprzednio w ZWZ/AK. Mjr Władysław Marcinkowski „Jaxa” – rzeczywisty działacz przedwojennego ONR, współtwórca Związku Jaszczurczego. Mjr Eugeniusz Kerner – prowadząc własną grupę podporządkował się w 1943 r. NSZ, później wstąpił ochotniczo do LWP (!) i przez pewien czas był komendantem WKU w Łodzi i Warszawie.

Wreszcie Władysław Kołaciński „Żbik”, legenda Akcji Specjalnej, tak pisał o sobie: „Nie rozstrzelałem ani jednego uczciwego człowieka, narodowcem nigdy nie byłem, a że znalazłem się w tych szeregach to dlatego, że pierwsi podeszli do mnie i tu złożyłem przysięgę (…). (Zaginiony list kpt. NSZ Władysława Kołacińskiego. W: „Mars 2”, Warszawa-Londyn 1994, s.325). We wspomnieniach „Żbik” wyjaśnia: „Do wybuchu wojny nie należałem do żadnej partii politycznej. Nie kierowałem się tez żadnymi sympatiami politycznymi. Było mi więc obojętne jaki znak, jaka nazwa – wystarczyło mi, ze duch był polski. Tak samo złożyłbym przysięgę w Związku Walki zbrojnej czy Batalionach Chłopskich. Złożyłbym był ją w każdej innej organizacji prawdziwie niepodległościowej, gdybym był natknął się na nią jako pierwszą. Faktem jest jednak, że wyrosłem w rodzinnej atmosferze kultu do osoby marszałka Piłsudskiego, jako ze moi trzej starsi bracia byli legionistami. („Między młotem a swastyką”, Warszawa 1991, s.14).

Nie mamy nic wspólnego z NSZ


To tylko wyjątki spośród tysięcy biografii. Nie można jednak nie brać pod uwagę poglądów tych jakże ważnych dla historii i legendy NSZ/ONR ludzi – współtworzyli oni stanowisko środowiska i oddziaływali w tym kierunku na swoich podwładnych. Jeżeli sobie to uświadomimy, to łatwiej będzie zrozumieć relację wspomnianego już prof. Stanisława Bobra-Tylingo, „iż na wiosnę 1947 roku Tadeusz Bielecki, prezes Stronnictwa Narodowego w Londynie, oświadczył Zębowi [Leonardowi Zub-Zdanowiczowi – AŚ], iż Stronnictwo nie miało nic wspólnego z NSZ i nie jest za niego odpowiedzialne. Opinię tę powtórzył kilka lat potem niżej podpisanemu [czyli Bobrowi-Tylingo – AŚ]”. („Zeszyty Historyczne” nr 102, Paryż 1992, s.231).

Nie zdziwi też fakt, że z dużą dozą prawdopodobieństwa można zaryzykować stwierdzenie, że londyńska „Myśl Polska” praktycznie nie poruszała tematu NSZ. Mogę się mylić, ponieważ nie miałem czasu, aby wertować numery, ale przejrzałem niedawno wydana bibliografię i w najbardziej prawdopodobnych działach nie znalazłem artykułu, który wskazywałby na tematykę eneszetowską (co, podkreślam, nie jest dowodem, że tam tej tematyki w ogóle nie ma). Nawiasem mówiąc, jest za to seria artykułów (połowa lat 60-tych) poświęconych 1 i 2 Armii Wojska Polskiego (LWP), czyli wg historyków „dobrej zmiany” – „polskojęzycznych oddziałów armii sowieckiej”.

Kończąc tę część rozważań, zwracam Państwa uwagę na fakt, że niezależnie od tego, że w NOW, NSZ, czy NZW było bez wątpienia wielu przekonanych narodowców, a jeszcze więcej po prostu uczciwych Polaków, wskazane wyżej przykłady każą poważnie zastanowić się nad sensem dalszego automatycznego utożsamiania tych formacji, ze szczególnym uwzględnieniem NSZ i NZW, bo jednak nad NOW SN miała największą kontrolę formalną i ideologiczną, z ruchem narodowym sensu stricto (linii Dmowskiego). Jest zbyt wiele dowodów na to, że wiele spośród tych oddziałów, ich dowódców i przywódców politycznych zachowywało się w sposób sprzeczny z tradycją Narodowej Demokracji, kultywując wartości i cele polityczne często przeciwne tejże tradycji i przeciwne polityce samego SN podczas wojny i po niej.

Przyjęcie bez rozróżnienia i choćby zastrzeżeń takich jak poczynione wyżej całej spuścizny formacji zbrojnych NSZ dało efekt w postaci ich bezkrytycznej recepcji na gruncie ruchu narodowego końca XX wieku i czasów nam współczesnych. W jakimś sensie powtórzono błędy, o których mówiło ww. sprawozdanie rzeszowskie. Nie wykształcono ludzi ideowych, wychowanych w duchu narodowym, lecz ludzi powierzchownych, zadowalających się najprostszymi symbolami, jak stroje, sztandary i hasła wiecowe. Wypaczono w ten sposób nie tylko historię, ale i teraźniejszość ruchu narodowego.
O najmniej przyjemnych aspektach historii NSZ będę mówił w ostatniej części tych rozważań, w następnym numerze „MP”.



CDN
Adam Śmiech
Myśl Polska, nr 45-46 (5-12.11.2017)
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014