Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumWrzesień 17 2019 23:26:53
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 10
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
Publiczność 2
Publiczność 2
VI Dzień Kultury Kresowej w Kędzierzynie-Koźlu 6.06.2009 r.
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Marian Seyda na Święto Niepodległości
Jednodniówka NarodowaNa kolejny 11 Listopada proponujemy mało znany tekst Mariana Seydy - wybitnego endeka, członka Komitetu Narodowego Polskiego, bliskiego współpracownika Romana Dmowskiego, w II RP ministra spraw zagranicznych, w okresie II wojny światowej ministra prac kongresowych, a po wojnie niestrudzonego bojownika o ostateczne uznanie granicy Polski na Odrze i Nysie Łużyckiej. Tekst ten (delikatnie uwspółcześniony, jeżeli chodzi o pisownię), pisany w lipcu bądź sierpniu 1917 r. pokazuje jasno, że choć było wiele dróg, którymi Polacy pragnęli dojść do niepodległości, to tylko jedna była słuszna i skuteczna. Te inne jej nie uzupełniały. Przeciwnie - stanowiły dlań przeszkodę. Dedykuję to przemyślenie PT Czytelnikom, w Dzień Niepodległości, w którym n-ty raz usłyszałem, że marszałek Piłsudski dał nam wolność (DAŁ - a więc nie tylko było to jego osiągnięcie, ale i wola, a w istocie wspaniałomyślność wobec Polaków!), zaś p. prezydent RP udał się do Białej Podlaskiej na uroczystość nadania jednemu z rond imienia Pierwszej Brygady Komendanta Józefa Piłsudskiego. Fakt kompletnego niezrozumienia roku 1918, ale i 1914 w naszym kraju, jest jednym z powodów, dla którego Polska wygląda tak, jak wygląda.
Adam Śmiech


Dr Marian Seyda

ZWYCIĘSTWO PROGRAMU
ZJEDNOCZENIA I NIEPODLEGŁOŚCI


Pierwsze półrocze, niedawno upłynione, włącznie z miesiącem lipcem, który to okres w stosunku do sprawy polskiej objąć pragniemy niniejszym zeszytem Przeglądu Polskiego, scharakteryzować można krótko, jednym zdaniem, że przyniosło ono zwycięstwo programu zjednoczenia i niepodległości Polski, - zwycięstwo zarówno na gruncie Ententy, jak w kraju.

Podniesienie tego programu po raz pierwszy przez sternika potężnego mocarstwa, wówczas jeszcze neutralnego, i to podniesienie go do wysokości światowego dogmatu politycznego, pozostanie nieśmiertelną zasługą prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, Wilsona. Słowa jego o Polsce, wypowiedziane w orędziu do senatu amerykańskiego z dnia 22 stycznia r. b., miały znaczenie nie tylko ogólnoideowe, lecz bezpośrednio praktyczno-polityczne, - raz, dla samych Polaków w stosunku zarówno do zachodnich państw sprzymierzonych, jak do Rosji, po wtóre, dla wspomnianych mocarstw zachodnich wobec Rosji, wreszcie dla Rosji samej.

Politycy polscy, stojący od początku wojny bezwzględnie po stronie aliantów, a działający w Anglii, we Francji, we Włoszech, względnie w kierunku tychże państw, mieli jako cel swego działania od dawna wytknięte zjednoczenie ziem polskich w państwo niepodległe, ale wzgląd na liczenie się zachodnich mocarstw z ówczesną reakcyjną Rosją zniewalał polityków polskich do umiejętnego stopniowania posunięć w kierunku niepodległości, do pewnej dyskrecji w propagandzie jawnej, odbywającej się na szerokiej podstawie. Ewolucja polityki polskiej w stosunku do Anglii, Francji i Włoch doszła już była do takiego punktu dojrzałości, że rozsadzała węzły, dotąd ją krępujące, - gdy padły słowa Wilsona i lapidarną swą siłą wzmocniły i utrwaliły podstawę akcji polskiej. Oświadczenie prezydenta Stanów Zjednoczonych rozwiązało także w poważnej mierze ręce politykom polskim w samej Rosji, znajdującym się w znacznie jeszcze trudniejszej od tamtych sytuacji: teraz rozszerzono postulat państwowości jawnie do ram programu niepodległościowego. Nie mniejszą przysługę wyświadczył Wilson rządowi angielskiemu, francuskiemu i włoskiemu, dostarczając im w sprawie polskiej ważkiego argumentu w stosunku do Piotrogrodu, a mianowicie możności powołania się na głos kierownika potężnego mocarstwa amerykańskiego, ku któremu szczególnie wytężony był wzrok dyplomatów ententowych. Ostatecznie ustęp wilsonowskiego orędzia o Polsce musiał oddziałać bezpośrednio na umysły w samej Rosji, przynajmniej na te umysły, które w kilka tygodni później stanąć miały na czele Rosji nowej.

Gdy w pierwszej połowie marca wybuchła rewolucja rosyjska i do władzy doszedł Rząd Tymczasowy z dużą przewagą czynników liberalno-kadeckich, zachodziło pytanie, czy zwycięży stary, ciasny, autonomiczny program rozwiązania sprawy polskiej, czy też z nowego ducha rewolucyjnego zrodzona i do Polski zastosowana idea wolności i niepodległości narodów. Szala przeważyła na rzecz niezawisłości Polski. Zaznaczyła się bowiem presja w tym kierunku rosyjskich żywiołów radykalnych, które, jak Kiereński, obecnie minister, już w czasie rządów reakcji oświadczyły się były za niepodległością Polski, a które w znacznej mierze zgrupowały się w petersburskim Wydziale delegatów robotniczych i żołnierskich; niemniej weszło w rachubę silne oddziaływanie polityki angielskiej. Dość, że rosyjski Rząd Tymczasowy wystąpił dnia 30 marca n. st. z proklamacją do narodu polskiego, która przyznaje mu "całą pełnię prawa stanowienia o swoim losie własną wolą", oraz zapowiada "stworzenie niepodległego państwa polskiego, utworzonego ze wszystkich ziem, zaludnionych w większości przez naród polski". Nie zamierzamy zatrzymywać się przy końcowym warunku tej zapowiedzi ani przy innych zastrzeżeniach szczegółowych proklamacji, jak wskazanie na "wolne wojskowe przymierze z Rosją", pozostawienie "rosyjskiemu konstytucyjnemu zgromadzeniu ostatecznego potwierdzenia nowego bratniego przymierza i udzielenia swojej zgody na te zmiany w terytorium państwowym Rosji, które niezbędne są dla utworzenia wolnej Polski z wszystkich trzech obecnie rozdzielonych jej części" itp.; głos bowiem decydujący w sprawie rzeczywistego ukształtowania przyszłego państwa polskiego będzie miała konferencja pokojowa. Istotą proklamacji rosyjskiej jest jej opowiedzenie się za zjednoczeniem i niepodległością Polski, przypieczętowane imiennymi podpisami wszystkich członków Rządu Tymczasowego. Fakt to przełomowy w stosunku Rosji do Polski i Polski do Rosji, fakt olbrzymiej doniosłości dziejowej, fakt, oznaczający zapoczątkowanie zupełnie nowego okresu w rozwoju sprawy polskiej na terenie Ententy.

Dla zachodnich państw sprzymierzonych upadł ostatecznie szkopuł, który im dotąd zakazywał wyznać w kwestii polskiej, głośno to, co było ich wewnętrznym przekonaniem. Z Londynu, Paryża i Rzymu poszły do Piotrogrodu depesze, o których opublikowany został komunikat oficjalny, że "sprzymierzeni pragnęli stwierdzić wobec opinii publicznej i wobec całego narodu polskiego, iż czują się solidarnymi z Rosją w myśli przywrócenia do życia Polski w jej całości", w myśli "powołania Polski do niepodległości i zjednoczenia."

Zaledwie wszakże zdołali alianci z zachodu położyć w tej formie gratulacyjno-kurtuazyjnej żyro swe na obietnicy, zrobionej Polsce przez ich odmłodzonego sprzymierzeńca wschodniego, gdy rozwój wypadków wewnętrznych w kraju tegoż sprzymierzeńca stoczył się z torów rewolucji zorganizowanej na bezdroża anarchicznego chaosu, grożące Rosji katastrofą, obozowi całej Ententy w większym lub mniejszym stopniu bezsilnością ich ofensywy, Polsce zaś ewentualnym rozbiciem się nadziei na pełne zjednoczenie. Zdawało się na razie, że z odmętów chaosu wydobyło Rosję przyciągnięcie w większej liczbie socjalistów do zreorganizowanego Rządu Tymczasowego, a przede wszystkim postawienie na czele ministerstwa wojny Kiereńskiego, człowieka, posiadającego zaufanie szerokich mas ludowych, a zarazem duży temperament i energiczną dłoń. Żądaniu jak najwcześniejszego pokoju ze strony skrajnych elementów rosyjskich, i to pokoju bez aneksji i bez odszkodowań, przeciwstawili się kategorycznie alianci. Uczynił to pierwszy - rząd Stanów Zjednoczonych A. P., tych samych Stanów, dla których obalenie przez rewolucję starego porządku rzeczy w Rosji było warunkiem udziału w wojnie po stronie koalicji mocarstw demokratycznych. "Frazesami rezultatu osiągnąć nie można" - odparł Wilson i przeciwstawił hasłu: "pokój bez aneksji i bez odszkodowań" - program aneksji oraz odszkodowań, ale wyłącznie na korzyść wolności uciśnionych narodów i celem naprawienia szkód rzeczywiście wyrządzonych. Rządy zaś Anglii, Francji i Włoch dały praktyczną ilustrację tego programu, przypominając rosyjskiemu Rządowi Tymczasowemu - własne jego zobowiązania wobec Polski. A zjednoczenia Polski niepodległej, zaprawdę, "nie można osiągnąć frazesami", jeno żelazem i krwią. Zdecydowana postawa Stanów Zjednoczonych, Anglii, Francji i Włoch oraz energiczne zabiegi Kiereńskiego miały ten skutek, że dnia 1 lipca rozpoczęła się ofensywa rosyjska. Już wszakże gangrena anarchistyczna, dzieło maksymalistów, a bardzo często zakapturzonych agentów niemieckich, zbyt głęboko była się wgryzła w organizm społeczeństwa rosyjskiego, a przede wszystkim armii, by ta ostatnia nie była miała wypowiedzieć wkrótce wodzom posłuszeństwa i na widok kontrofensywy austro-niemieckiej rzucić się w popłochu do ucieczki. Rosja stanęła nad krawędzią przepaści. Ma ją uratować "dyktatura rewolucyjna", na którą zgodził się nawet Wydział delegatów robotniczych i żołnierskich. Czy dyktatura ta przy pomocy kary śmierci, wskrzeszonej na froncie, i tym podobnych środków radykalnych, zdoła zapanować nad sytuacją, okażą najbliższe tygodnie. Pewne objawy naprawy stosunków są już niewątpliwie widoczne.

Lecz wróćmy do terenu Ententy zachodniej, by śledzić w dalszym ciągu ewolucje sprawy polskiej. Akcja polityków polskich szła konsekwentnie w tym kierunku, by przekonać Londyn, Paryż i Rzym o konieczności stworzenia - w interesie tychże państw sprzymierzonych - Polski nie tylko zjednoczonej i niepodległej, ale wielkiej, mocarstwowej, z dostępem do morza, z Gdańskiem, zdolnej istotnie do odegrania w środku Europy, między Niemcami a Rosją, roli "pierwszorzędnego czynnika równowagi europejskiej", jak się wyrazili Asquith i Briand. Pod wpływem wspomnianej akcji systematycznej padły w ostatnich miesiącach z ust przedstawicieli rządów państw zachodnich słowa doniosłe. I tak oświadczył się angielski kanclerz skarbu, Bonar Law, zastępca Lloyd George'a w Izbie Gmin, w mowie swej tamże wygłoszonej, za Polską "silną i niepodległą" i wyraził "nadzieję że po wojnie Wielka Brytania będzie złączona z Polską węzłami ścisłej przyjaźni". Włoski minister spraw zagranicznych, Sonnino, nazwał w parlamencie rzymskim zjednoczenie Polski niepodległej "jednym z celów tej wojny światowej"; francuski podsekretarz stanu, Denys Cochin, przemawiając na uroczystości w Sorbonie ku czci Polski imieniem rządu, stanął na gruncie postulatu Polski "niepodległej, udzielnej, zjednoczonej, z dostępem do morza"; uprzednio zaś już, w Piotrogrodzie, na solennym posiedzeniu Polskiego Komitetu Narodowego, złożył minister francuski Thomas deklarację, również imieniem rządu, że rząd i naród francuski "chcą zjednoczenia, niepodległości, siły i wielkości Polski". Ponadto dał rząd francuski dowód, że uznaje zasadę niepodległego państwa polskiego nie w samej tylko teorii, powodując wydanie dekretu o tworzeniu samodzielnej armii polskiej we Francji.

Dość, że widzimy na terenie wszystkich państw sprzymierzonych - począwszy od Waszyngtonu, poprzez Londyn, Paryż i Rzym aż do Piotrogrodu - stanowcze zwycięstwo programu zjednoczenia i niepodległości, i to przynajmniej na zachodzie, szeroko zakrojonego. Rzecz inna, że celem polityki polskiej musi być uzyskanie od Ententy zachodniej zapewnienia oficjalnego, że program ten stanowi nie tylko moralny jej dezyderat i hasło jej polityczne, lecz ponadto wyraźnie jeden z bezwzględnych jej celów wojennych.

Takiemu rozwojowi sprawy polskiej w obozie aliantów towarzyszył nie postęp, ale całkowity zastój kwestii polskiej w sferze polityki państw centralnych.

Polityka niemiecka i austriacka, a szczególnie ta pierwsza, zmierzała do największego zaangażowania społeczeństwa polskiego na rzecz mocarstw środkowych, a przeciwko koalicji - kosztem możliwie jak najmniejszych koncesji na rzecz Polaków. Królestwu zaofiarowano akt 5 listopada w nadziei, że ogół polski przejdzie zdecydowanie do obozu mocarstw centralnych, rzucając na ich szalę swój głos polityczny oraz swój czyn wojskowy, że równocześnie będzie można urzeczywistnianie zapowiedzi, zawartych w proklamacji austro-niemieckiej, dyplomatycznie przeciągać, pozostawiając je przeważnie w dziedzinie teorii, a zachowując faktyczną władzę we własnym ręku, to jest przede wszystkim w ręku niemieckich władz okupacyjnych. Ale w zasadzkę tę wpadła tylko mała część społeczeństwa. Cała reszta, choć różnym językiem, oświadczyła to samo: po słowach - czekamy czynów! Mieli Niemcy w rzeczy samej sposobność czynami zadokumentować swe intencje, przekazując choćby część władzy - powołanej przez siebie do życia Tymczasowej Radzie Stanu. Miast tego skazywali Radę Stanu z miesiąca na miesiąc na coraz większą niemoc, równocześnie wyżyłowując kraj do ostateczności bezwzględnymi rekwizycjami i doprowadzając szerokie masy ludności, przynajmniej w miastach, niemal do rozpaczy. Pierwotny instynkt nieufności tychże mas do Niemców przekształcił się w uczucie powszechnej nienawiści.

Z tym rozwojem stosunków wewnątrz kraju zbiegł się wybuch rewolucji rosyjskiej i wystąpienie jej Rządu Tymczasowego z proklamacją, głoszącą niepodległość i zjednoczenie Polski. W umysłach żywiołów lewicowych, którym antagonizm wobec Rosji carskiej i czynowniczej kazał był stanąć po stronie państw centralnych i w szeregach Tymczasowej Rady Stanu, dokonał się zupełny przewrót wszystkich dotychczasowych pojęć politycznych: Rosja, wczoraj ich wróg tradycyjny, stała się dzisiaj ich sprzymierzeńcem, siostrzycą, z którą socjalistów polskich tyle łączy wspólnych ideałów, wspólnych wspomnień i wspólnych działań. A równocześnie Niemcy, wczoraj sojusznik w zmaganiu się z caratem, - dzisiaj przeciwnik w walce z Rosją rewolucyjną i zarazem ciemiężca Polski, tłoczący ją ciężką dłonią, uzbrojoną w żelazo, żyjący kosztem głodu ludu polskiego. Stało się to, co było nieuniknionym: stronnictwa lewicowe, jedno po drugim, wycofały się z bezsilnej i chwiejnej Tymczasowej Rady Stanu, przechodząc do zdecydowanej wobec niej opozycji, a do walki bez zastrzeżeń z rządami niemieckimi w kraju. Zadokumentowano ją oporem legionistów przeciwko przysiędze na braterstwo broni z armiami Niemiec, Austro-Węgier i ich sprzymierzeńców, na co władze niemieckie odpowiedziały internowaniem "zbuntowanych" legionistów, rewizjami, aresztowaniami, uwieńczonymi ujęciem i wywiezieniem do Niemiec Piłsudskiego, twórcy i organizatora ruchu wojskowego wśród młodzieży polskiej.

Niezależnie od tego fermentu, który szerokie opanował sfery i, nie pozbawiony także radykalizmu społecznego, przybrał znamiona politycznego wrzenia rewolucyjnego, - Międzypartyjne Koło Polityczne, reprezentujące dużą większość społeczeństwa, coraz silniej podkreślało pozytywne postulaty narodu polskiego: żądanie zjednoczenia i niepodległości Polski z dostępem do morza. Proklamacja rosyjskiego Rządu Tymczasowego oraz deklaracje rządów zachodnioententowych musiały utwierdzić Koło Międzypartyjne w przeświadczeniu, że wysuwanie tego programu, i tylko tego programu, jedynie jest słuszne, odpowiada bowiem zarówno aspiracjom narodu polskiego, jak nie mniej realnym koniunkturom polityki międzynarodowej.

Dokoła tego samego programu zjednoczenia i niepodległości skupił się w zaborze pruskim cały zdrowy i rozumny ogół polski. Kurczowe wysiłki szczupłego grona ugodowców nie zdołały społeczeństwa zwieść zgoła z właściwej drogi politycznej. Nie zachwiała też jego postawą zapowiedź zniesienia ustawy o wywłaszczeniu, której stosowania boją się Niemcy konserwatywni we własnym interesie, dalej zapowiedź nieuchwytna bliżej nieokreślonych ułatwień językowych oraz również enigmatycznie brzmiącego, łagodniejszego stosowania noweli osadniczej. Ogół polski w zaborze pruskim zdaje sobie jasno z tego sprawę, że zbawienia tej najstarszej a najbardziej zagrożonej dzielnicy polskiej nie w tego rodzaju szukać należy "koncesjach", lecz w przynależności jej przyszłej do państwa polskiego. O to zbawienie w zjednoczonej, wolnej ojczyźnie zanosiły tysiączne tłumy ludu polskiego podczas procesji Bożego Ciała w Poznaniu i na prowincji - wbrew istniejącym zakazom policyjnym i mimo stanu wojennego - błaganie zbiorowe: "Ojczyznę, wolność, racz nam wrócić Panie!"

Jeżeli zabór pruski jest tą dzielnicą, której opinia polityczna w trakcie wojny najmniejszym uległa wahaniom, to powiedzieć należy odwrotnie, że największa ewolucja dokonała się w zaborze austriackim. Po roku 1915, roku N.K.N.-owej wszechwładzy i N.K.N.-owego zaślepienia, nastąpił był rok 1916, rok otrzeźwienia i wyzwalania się opinii, a zarazem klęski polityki N.K.N.-owej w dniach listopadowych, rok zaś bieżący przyniósł zupełne bankructwo wspomnianego obozu politycznego, a przebicie się poprzez zapory terroru i wydobycie się na jaw szerokim prądem zdrowej myśli narodowej, w następstwie zaś tego zwycięstwo programu Polski zjednoczonej i niepodległej z wolnym dostępem do morza.

Złożyły się na to wszystko różne czynniki: wzorem niemieckiej rekwizycji w Królestwie - niemiłosierna eksploatacja Galicji przez władze austriackie; świadomość myślących kół społeczeństwa, że Austria militarnie, a stąd i politycznie zależną jest od Niemiec, czego najlepszym dowodem, że akt listopadowy przyniósł nie austriackie, lecz niemieckie rozwiązanie sprawy polskiej; nierealizowanie przez rząd pisma odręcznego cesarza Franciszka Józefa o rozszerzeniu autonomii Galicji; - z drugiej zaś strony: reakcja w społeczeństwie przeciwko polityce "brudnych dróg" oraz uzależnianiu polskiej polityki od względów wiedeńskich i w ogóle od interesów mocarstw centralnych; - ostatecznie to samo, co w Królestwie: wystąpienie Wilsona, rewolucja i proklamacja rosyjska oraz deklaracje w sprawie polskiej zachodnich mocarstw ententowych.

Dość, że z okazji zwołania parlamentu prąd odrodzenia zniósł politykę N.K.N.-ową, porywając pod sztandar zjednoczenia i niepodległości, przy którym przedtem gromadziły się poufnie tylko najbardziej samodzielnie myślące żywioły, obecnie szerokie sfery inteligencji, nie mniej najszersze masy ludowe. Prąd ten potoczył się z taką żywiołową siłą, że w pamiętnych dniach majowych w Krakowie zamknął usta zwolennikom dawnych metod i doprowadził wielki program narodowy, do triumfu w jednomyślnej uchwale Sejmowego Koła Polskiego. Prawda, że ci, którzy tylko pod presją opinii publicznej nagięli się do woli ogółu, nie dali za wygraną i znowu podnieśli głowę w Wiedniu zarówno jak w Krakowie, ale na straży dobra narodowego stoi dziś już siła zorganizowana w postaci Związku Międzypartyjnego, z udziałem narodowych demokratów i ludowców, nie mniej z udziałem centrowców-podolaków i pokrewnych im żywiołów zachodniogalicyjskich, wspólnie skupionych w nowo utworzonym Zjednoczeniu Narodowym, ostatecznie z udziałem posłów śląskich. A nadmienić należy, że sprawa Śląska Cieszyńskiego odegrała w rozwoju myśli politycznej w Galicji rolę bardzo poważną. Socjaliści idą własną drogą: nie dość jeszcze zdecydowani co do pozytywnej strony programu narodowego, solidaryzują się ze Związkiem Międzypartyjnym w opozycji wobec polityki N.K.N.-u.

Ażeby dać obraz całkowity, stwierdzimy jeszcze krótko, że i wśród Polaków w Rosji obecnie się znajdujących postulat zjednoczenia, niepodległości i dostępu do morza stanowi dominantę myśli i dążeń politycznych. Nie można tego wprawdzie powiedzieć o sternikach Komitetu Demokratycznego, ale już przynależący do tego obozu wojskowi- Polacy głosowali na zjeździe w Piotrogrodzie jednomyślnie za rezolucją, obejmującą postulat powyższy, a reszta ich kolegów innych kierunków politycznych, czyli dwie trzecie delegatów wojskowych, zamanifestowała gotowość walczenia o tę ideę do upadłego w polskich szeregach Wojskowych. Nie potrzebujemy dodawać, jakie są przekonania szerokich sfer wychodźców wojennych, stojących na politycznym stanowisku Komitetu Narodowego i Kół Polskich.

Wśród rodaków naszych w Ameryce skupiało się dokoła sztandaru Polski zjednoczonej i niepodległej od samego początku wojny dziewięć dziesiątych Polonii tamtejszej. Dzieje się to dziś, po wypowiedzeniu wojny Niemcom przez Stany Zjednoczone, więcej niż kiedykolwiek. Dowodzi tego najlepiej pittsburska uchwała Kongresu Związku Sokołów, by do życia powołać stutysięczną armię ochotniczą.

Widzimy przeto zwycięstwo programu zjednoczenia i niepodległości w społeczeństwie polskim na całej linii. Podkreślamy: realnego programu, bo ideału, w nim ucieleśnionego, nie wypiera się i owa skromna, bardzo skromna część społeczeństwa, nie mogąca myślą podążyć za szybkim rozwojem sprawy polskiej na terenie polityki międzynarodowej.

Marian Seyda
(Przegląd Polski, Zeszyt 5, Styczeń-Lipiec 1917 r., s. 3-12)

Komentarze
gjw dnia grudzień 04 2015 18:31:54
To była polityka bez nadmiaru dogmatów! Dogmaty tylko dwa: dobro Polski i odzyskanie niepodległości. Sprawy najważniejsze i osiągalne na danym etapie. Poza tym... Kim był Kiereński? Masonem. Wilson również. USA - kraj opanowany przez loże masońskie, aż do najmniejszych miejscowości włącznie. Wówczas jeszcze niezwykle aktywne i wpływowe. Co prawda przeważnie idące kursem życzliwej neutralności wobec tej zdyscyplinowanej armii jaką był wówczas Kościół Rzymski. Co pisał Dmowski o masonerii w Myślach nowoczesnego Polaka? Endecja miała dość rozumu, by schować to wtedy do kieszeni.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014