Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumMarzec 19 2019 23:41:16
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 3
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
14
14
Irak
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Na marginesie poczdamskiego milczenia
Historia PolskiMotto:
Miasto Gdańsk, niegdyś nasze, będzie znowu nasze!
Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz, ks. IV, w. 823
Kiedyś (...)
Gdy orły nasze lotem błyskawicy
Spadną u dawnej Chrobrego granicy
Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz, Epilog, w. 49, 53-54


Zbyta całkowitym milczeniem minęła 70 rocznica Konferencji Poczdamskiej, na której – jak się okazało, ostatecznie – postanowiono o powojennym kształcie Polski. Dla Polaków myślących racjonalnie o naszej historii jest to rocznica wielkiego zwycięstwa, którego źródłem jest nie mająca precedensu w historii klęska Niemiec. Dla obecnej propagandy 1945 rok ma się kojarzyć wyłącznie z polską katastrofą, ze zniewoleniem, z nową okupacją, ostatnio również z jedynie słuszną drogą – drogą „żołnierzy wyklętych” itd. Powojenna Polska jest krytykowana pod każdym względem, w istocie to nie krytyka nawet, ale ciąg nie przebierających w słowach obelg. Za atakiem na działania władz tamtej Polski idzie lekceważący stosunek do zasadniczego zrębu postanowień poczdamskich, czyli do Ziem Odzyskanych i kwestii ich przynależności państwowej. Obok jednoznacznie negatywnego obrazu Armii Czerwonej i ZSRR w każdej sytuacji, obserwujemy proces łagodzenia obrazu Niemców aż po współczucie i podziw. Przyjrzyjmy się bliżej wspomnianym problemom.

Żyjemy w państwie, które jest bezpośrednim efektem takiego a nie innego zakończenia wojny. Jest Polską poczdamską. Dotyczy to geograficznego, jak i etnicznego kształtu naszego kraju. Dotyczy także statusu prawno-międzynarodowego. Światowe mocarstwa uznając rząd tymczasowy zdominowany przez komunistów, uznały istnienie państwa polskiego takiego, jakim było ono w 1945 r. Mocarstwa przyznały temu państwu w Poczdamie określone granice, potwierdzone później przez układy Polski z państwami niemieckimi i przez konferencję 2+4. Bez względu na to, czy nam się to podoba czy nie linię graniczną na Nysie Łużyckiej i ze Szczecinem przeforsował dla Polski Stalin wobec sprzeciwów mocarstw anglosaskich, wspierając żądania Polski reprezentowanej nie tylko przez komunistów, ale i przez Stanisława Grabskiego (współautora polskiego memorandum ws. granic), i Stanisława Mikołajczyka. Również bez względu na nasze odczucia, Polska powstała w 1945 r. stała się podmiotem prawa międzynarodowego. Kwestionowanie tych faktów jest wyrazem daleko idącej naiwności politycznej, ale też, przede wszystkim, podważaniem fundamentów naszego obecnego państwa, które jest tamtego prostą kontynuacją.

Teza, że Polska wyłącznie przegrała II w. św. jest obiektywnie błędna i szkodliwa. Nigdy w historii - fakt, że głównie nie naszymi rękami (ale jakie to ma znaczenie – podobnie było w poprzedniej wojnie) - nie odnieśliśmy tak totalnego zwycięstwa nad Niemcami, które, będąc w latach 1939-41 u szczytu potęgi pozwalającej myśleć nawet o fizycznej likwidacji zagadnienia polskiego, znalazły się w 1945 r. w sytuacji "z nieba do piekła". Trwale przetrącono ich tysiąc lat trwający marsz na wschód. Spójrzmy na rozmiary tej klęski. Przecież osadnictwo niemieckie na ziemiach, które utracili w 45 r. istniało już ponad 800 lat wcześniej. To wszystko uległo zagładzie w wyniku katastrofy wojennej. Polska jest beneficjentem niemieckiej klęski i alianckiego zwycięstwa. To zupełnie oczywiste. Nie można tego nie zauważać, tak jak współcześni "niepodległościowcy”, którzy wciąż trwają na stanowisku "wszystko albo nic". Polska w wyniku II w. św. nie wywalczyła oczywiście wszystkiego, ale też nie wyszła z niej z niczym. Tak to należy widzieć i tu dopiero otwiera się pole do ocen. Marzenia pokoleń, marzenia Mickiewicza, zapowiedzi polityków endeckich sprzed wojny, projekty niemal wszystkich sił politycznych w czasie okupacji, wszystko to pozostające u progu wojny i w czasie jej trwania w sferze, co najmniej do 1944 r., wydawać by się mogło, fantastycznych, nieziszczalnych pragnień, spełniło się. Zlikwidowano pruskie gniazdo niemczyzny, zarzewie i przyczynę wielu wojen i upadku Rzeczypospolitej. Polska uzyskała najlepsze z możliwych granice z Niemcami, stała się po raz pierwszy w historii państwem morskim.

Tymczasem od wielu już lat obserwujemy proces lekceważenia znaczenia niemieckiej klęski 45 r. i, co gorsza, również proces lekceważenia, czasem niemal wykpiwania Ziem Odzyskanych. Często ma to miejsce wśród tych, którzy uważają się za prawicę. Nie raz nie dwa czytałem komentarze ludzi podpisujących się pseudonimami, wypierających się Ziem Odzyskanych, jako "prezentu od Stalina", który ich brzydzi itd. Ktoś powie – to demonizowanie głupców. Ale przecież ci głupcy nie wzięli się znikąd! Wyrośli w określonej atmosferze historyczno-politycznej, za którą odpowiadają politycy, historycy i publicyści kształtujący wizję historii Polski po 1989 r. Począwszy od powracających jak bumerang pomysłów wykreślenia lat 1944-89 z historii poprzez ogłoszenie tzw. ciągłości prawnej III RP z II RP i przywrócenia (!) stanu prawnego z 31 sierpnia 1939 r., przez opluwaczy aż po gorliwych, proszę mi wybaczyć neologizm, depiastyzatorów i ponownych germanizatorów historii Ziem Odzyskanych. Przecież to czołowy historyk IPN prof. B. Musiał udzielił w 2009 r. dziennikowi Polska The Times wywiadu, w którym przynależność Ziem Odzyskanych do Polski przedstawił jako wyłączny skutek planów i knowań Stalina, popieranych tylko przez komunistów – jego marionetki, zaś nie chcianych przez prawdziwą Polskę reprezentowaną przez rząd londyński. Niektóre stwierdzenia Musiała brzmią złowrogo, jak: „Błędem był również brak przypomnienia roli Stalina w tamtych wydarzeniach. To przecież Stalin osobiście wyznaczył granice Polski. A gdyby poprzestano tylko na tym, co w Poczdamie zdecydowali alianci, to także Szczecin należałby teraz do Niemiec.” Oraz: „Pyt. - To jaka jest odpowiedzialność Polaków za tamte wydarzenia? Odp. - Na pewno nie jest to odpowiedzialność polityczna. Decyzja o losie Niemców na wschodzie zapadała bez udziału Polski i nie była związana z polskim interesem narodowym. To był wynik kalkulacji geopolitycznych Józefa Stalina. On już w 1941 r. planował, że Prusy Wschodnie muszą zostać odebrane Niemcom i zeslawizowane.” Pozostawiam je bez komentarza.

Polski rynek książki historycznej zarzucany jest tytułami pisanymi z punktu widzenia III Rzeszy, polscy czytelnicy oswajani są nie tylko z historią jednostek wojskowych i z wojennym życiem żołnierza niemieckiego, ale i z jego bohaterstwem. Umiejętnie buduje się współczucie dla Niemców, przeciwstawiając zgwałcone Niemki przerysowanym „dzikim hordom ze Wschodu”. Niemcy te procesy zachodzące w Polsce bez wątpienia obserwują i wyciągają wnioski. Nie interesują mnie przy tym ci, którzy w kraju działania takie podejmują celowo. Najbardziej przykre jest to, że oprócz nich znajdują się Polacy aż tak lekkomyślni, tak beztroscy i tak nieprzewidujący. Wszyscy popełniają ten sam błąd - nie szanują tego, co jest, a tego co było i tak nie odzyskają. Tak jak premier Arciszewski, który - idąc za celnym komentarzem Stanisława Grabskiego - rezygnując z Wrocławia i Szczecina, ani trochę nie zbliżył się do Wilna i Lwowa.

Jednym z praktycznych przejawów polityki historycznej po 89 r. jest wyłączenie ze świadomości społecznej pojęcia Ziemie Odzyskane i ograniczenie jego używania wyłącznie do celów okpienia, wyśmiania PRL. Warto zacytować, co na ten temat napisał Janusz Jasiński w artykule „Kwestia pojęcia Ziemie Odzyskane” [w: Ziemie Odzyskane/Ziemie Zachodnie i Północne 1945-2005 : 60 lat w granicach państwa polskiego. Red. Andrzej Sakson, Instytut Zachodni i Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku, Poznań 2006)]. Autor wyraża poglądy, które są tożsame nie tylko z moimi własnymi, ale, jak mniemam, i całego środowiska odwołującego się do spuścizny myśli politycznej Narodowej Demokracji:

„Po 1945 r. nazywano Ziemiami Odzyskanymi te terytoria, które przed 1939 r. wchodziły w skład III Rzeszy oraz Wolne Miasto Gdańsk, a które wskutek decyzji poczdamskich zostały przydzielone Polsce. Do terminu tego aż do 1989 r. nie odnosiliśmy się lekceważąco, ani tym bardziej z pogardą.(...)

Tymczasem od kilkunastu lat zaczęliśmy pisać tzw. Ziemie Odzyskane lub brać je w cudzysłów („Ziemie Odzyskane”). Według „Słownika języka polskiego” Witolda Doroszewskiego wyrażenie „<>” wprowadza nazwę nową lub podaje w wątpliwość trafność użycia wyrazu, o który chodzi względem tego, do czego się odnosi”, albo „nadaje temu wyrazowi barwę ironiczną, lekceważącą”. Właśnie w naszym wypadku w sformułowaniu tzw. Ziemie Odzyskane chodzi o zaznaczenie ironii bądź lekceważenia, lub w ogóle o zakwestionowanie jego słuszności. Podobnie ironiczne znaczenie ma, idąc za Doroszewskim, dopisywanie cudzysłowu.
Do takiego traktowania pojęcia Ziemie Odzyskane najbardziej przyczyniły się mass media z wpływowymi dziennikami na czele, jak „Gazeta Wyborcza” i „Rzeczpospolita”, ale także i tygodnikami, by wymienić „Tygodnik Powszechny”.(...)

Ziemie Odzyskane były w latach 1945-1948 nazwą oficjalną, a zatem, zgodnie z dotychczasowymi zwyczajami historiografii polskiej, nie powinniśmy się od niej dystansować.(...)

Jeżeli odcinamy się od polskiej przeszłości ziem uzyskanych w wyniku postanowień układu poczdamskiego, powstaje pytanie, czy automatycznie w naszej świadomości, zwłaszcza wśród szerszych kręgów społeczeństwa, nie rodzi się myśl, że zabraliśmy ziemie cudze, niemieckie? Tertium non datur. W ten sposób niejako, być może bezwiednie, stajemy po stronie polityków i historyków niemieckich, sięgających do tradycji przynajmniej weimarskiej, a mówiących o deutsche Ostgebiete lub krócej Ostdeutschland. (...)

Gdy podważamy sensowność terminu Ziemie Odzyskane, tym samym milcząco zakładamy, że były one niepolskie, ergo niemieckie. Tymczasem losy ich toczyły się różnymi drogami. W największym skrócie – powiedzmy – należały one do historii polskich ziem zachodnich i jednocześnie niemieckich ziem wschodnich.(...)

Nazwa Ziemie Odzyskane jest swego rodzaju syntezą politycznej myśli zachodniej Polaków, sięgającej z jednej strony do początków państwa piastowskiego, a z drugiej do programu jego odbudowy w XIX i XX wieku, wykraczającego daleko poza argumenty czysto historyczne.(...)

Powtórzmy zatem – gdy odcinamy się od pojęcia Ziemie Odzyskane, automatycznie w potocznym myśleniu wrzucamy je do worka niemieckiego. Diabła chcemy wypędzić Belzebubem”.

Reasumując, należy jeszcze raz przypomnieć, że żyjemy w Polsce poczdamskiej. Innej nie ma i w dającej się ogarnąć przyszłości, nie będzie. Zamiast negowania Jej źródeł, naigrywania się z Niej, należy ją cenić i pracować nad Jej zachowaniem. Zamiast celebracji mitów historycznych i klęsk, najczęściej będących wynikiem irracjonalnych pomysłów politycznych, przywróćmy pamięć o żołnierzu polskim, który złożył ogromną daninę krwi walcząc na ziemiach, które od 70 lat stanowią integralną część państwa polskiego. Przywróćmy pamięć o ludziach, którzy je zasiedlili i zagospodarowali. Polska zbudowana po 89 r. o tych żołnierzach i tych ludziach nie pamięta, zamazując część prawdy o samej sobie.
Zamiast szczególnej dbałości o Ziemie Odzyskane w czasach globalizacji i rozchwianej a nawet zanikającej tożsamości narodowej, obserwujemy, obok zjawisk opisanych wyżej, występy groteskowej grupy odwołującej się do marginalnych środowisk przedwojennych. Mam na myśli p. Zychowicza i jego drużynę. Pozujący na twardogłowych realistów politycznych są w istocie utopistami, politycznymi fantastami, groźnymi ze względu na wpływ jaki wywierają zwłaszcza na ludzi młodych. Ci głosiciele wojny z ZSRR w sojuszu z Niemcami, sojuszu zupełnie abstrakcyjnego wobec jednolitego (i bezwzględnie słusznego) stanowiska ogromnej większości sił politycznych II RP i niemal całego narodu, domyślnie godzą się na terytorialne uszczuplenie tamtej Polski względem Niemiec, jakie musiałoby nastąpić w jego efekcie. O takich politykach, gdyby się przed wojną znaleźli, Dmowski pisał, że „dostaliby kulę w łeb, jak amen w pacierzu”. W najnowszej książce p. Zychowicz atakuje Endecję za traktat ryski, nazywając go Jałtą itd. Skąd u niego i jemu podobnych ta zaciętość przy jednoczesnym lekceważeniu nie tylko obecnych ziem nad Odrą i Nysą, ale nawet przedwojennych ziem zachodnich? Zaryzykuję stwierdzenie, zresztą zaczerpnięte z Jędrzeja Giertycha, że dla ludzi tego pokroju, podobnie, jak dla grupki ich politycznych antenatów przed wojną (krzyczących „Kainie Grabski!”), prawdziwą Polską jest Mińsk i Witebsk, a nie jakiś tam Gdańsk, czy Toruń, o Wrocławiu i Szczecinie nawet nie wspominając.


Adam Śmiech
Komentarze
gjw dnia wrzesień 01 2015 03:10:43
Ba! Straciliśmy Wilno i Lwów, a zyskaliśmy Szczecin i Wrocław za cenę niebywałej rzezi, jakiej nie zaznały ziemie polskie od kilkuset lat. Wszystko to było zaś oparte na czekaniu na cuda, które nie nastąpiły. Nie było warto płacić takiej ceny! Nic nie usprawiedliwia błędnych kalkulacji, za które najwyższą cenę zapłaciły miliony. Ja uważam za przejaw realizmu politycznego próby Dmowskiego doprowadzenia do pójścia ze Stalinem na Hitlera względnie oparcia się o ZSRR. Tylko, że z drugiej strony na tle nienawiści antysowieckiej, która również w środowiskach zwłaszcza młodych narodowców była powszechna... To była utopia. Zychowicz zresztą słusznie wskazuje, że granica wschodnia w sojuszu z Niemcami była X razy łatwiejsza do obrony niż w odwrotnej konfiguracji.

http://pl.blastingnews.com/felietony/2015/08/czy-polska-mogla-zapobiec-paktowi-hitler-stalin-00526315.html

Nie rozumiem też tego zarzutu, odpowiedzią na który jest fakt, że jesteśmy jako "rusofile" marginesem. Jasne, że jesteśmy! Jeszcze większym niż Studziński, a zwłaszcza Cat-Mackiewicz w latach trzydziestych. Z tego marginesu trzeba wyjść, czy mamy tu pozostać ad mortem fecatae, śladem Maurrasa? Zwróćmy uwagę na zmiany we Froncie Narodowym. To nie jest tak, że Maryna zapałała nagłą miłością do synów i córek Jakuba. Nad Europę nadciąga zaraza względnie pchają się tu hordy. Popatrzmy na sytuację Węgrów. Matuchna nas nie obroni. Trzeba ruszyć głową, nie czym innym. Rysuje się sojusz zwykłych Niemców z Rosją przeciw nacjonalistom ukraińskim. Kiedyś nasi przodkowie współpracowali z Niemcami, przyjmowali ich pomoc i przynajmniej niektóre jej warunki:

http://pl.blastingnews.com/felietony/2015/08/kiedy-mysle-o-1-wrzesnia-1939-00537355.html

Ziem Odzyskanych nie powinniśmy oddawać nikomu. Niemcy nam ich nie odbiorą, bo nie mają jak ich zasiedlić. Uważajmy lepiej, żeby nie odpadły na rzecz kalifatu, bo to się teraz szykuje.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014