Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumGrudzień 10 2018 09:16:47
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 3
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
12
12
Protest w Lublinie 30.06.09 r.
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Łabędzi śpiew "tarczy"?
Polityka ZagranicznaNa JN pisaliśmy o naszym negatywnym stosunku do „tarczy antyrakietowej”. Niedawno, w „G.W.” ( 05.01.2008r. ) pojawił się wywiad z ministrem Sikorskim, który potwierdził nasze wcześniejsze opinie.

Wreszcie ( przynajmniej tak się wydaje ) w sprawie tak istotnej przedstawiciel rządu RP wypowiada się logicznie i zgodnie z polską racją stanu. Jest rzeczą istotną, że MSZ zrozumiał potrzebę rozmów w tej kwestii z Rosją. Spowoduje to wejście Polski do strefy decyzyjnej, da możliwość przedstawienia polskiej optyki widzenia tego, jakże ważnego problemu. W tym kontekście rozmowy z wiceministrem SZ Rosji Siergiejem Kislakiem są niezwykle istotne i ważkie, ponieważ bezpośrednio od zainteresowanych usłyszymy jak tą sprawę postrzega rząd rosyjski. Oznacza to koniec wymiany informacji przez prasę, na rzecz rzetelnej, twardej dyskusji międzyrzadowej.

Minister dobrze rozumie, że dla Polski budowa instalacji wojskowych USA ( nie NATO ) powoduje zbyt wielkie i niepoliczalne koszty polityczne. Nie można bezmyślnie domagać się budowy „tarczy” za wszelką cenę, choćby ją samofinansując. Bycie sojusznikiem USA nie oznacza bezkrytycznego wykonywania poleceń silniejszego.

Trzeba powiedzieć uczciwie, że sprawa „tarczy” oraz szerzej, stosunków polsko-rosyjskich jest dobrze rozumiana przez obecna ekipę rządową ( a przynajmniej przez MSZ ). Niestety w innych istotnych kwestiach międzynarodowych polskie ministerstwo milczy lub „pływa” nie podejmując tematu. Obawiam się, że spowodowane jest to osobistym związaniem ministra Sikorskiego z żydowskim lobby w USA skupionym wokół dziennika „Washington Post” – jego żona Ane Appelbaum jest redaktorem tego pisma. To pewne, że właściwa ocena problemu „tarczy” wynika raczej z podobnego widzenia tej sprawy przez żydowską koterię „W.P.”, niż z rzeczywistego programu polskiej polityki międzynarodowej ministra.

Ciekawe co też ma Pan minister do powiedzenia w sprawie popierania przez Polskę nacjonalistów ukraińskich z Juszczenką na czele, którzy rozlewają kłamstwo o bohaterskiej OUN-UPA i jej przywódcach Szuchewyczu, Banderze, na całą Ukrainę? To skandal, że na polskiej szkole w, na wskroś polskim Lwowie umieszczono popiersie Romana Szuchewycza prymitywnego zbrodniarza, którego ręce ociekają polską krwią, mordercy polskich naukowców z Uniwersytetu Lwowskiego im. Jana Kazimierza. Co Pan powie na temat Polaków z t.zw. „okręgu wileńskiego” pozbawionych przez nacjonalistów litewskich możliwości odzyskanie swojej ojcowizny, o próbach wynaradawiania żywiołu polskiego na tym terenie? Jakoś dziwnie o tym sza!

Komentarze
gjw dnia styczeń 09 2008 17:27:44
Wyrażę u pogląd nie nowy; polityka zagraniczna każdego kraju powinna się opuieraś na szukaniu włansego interesu w ramach obowiązującego prawa międzynarodowego i w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem, a w krajach tradycji judeo-chrześcijańskiej i nawet muzułmażskiej (stosując sią do Koranu zamaist błędnych nauk rozmaitych fanatyków) również do Dziesięciu Przykazań.
Gdyby zapanowało takie podejście do sprawy, sytuacja na świecie bardzo szybko stałaby się o wiele zdrowsza od tego, z czym rodzaj ludzki zmaga sią obecnie. Niestety, tymi sprawami rządztą koterie pilnujące wyłącznie wałsnego nosa, a na domiar złego działające niejawnie, pod płaszczykiem cudzych haseł.
tl dnia styczeń 09 2008 20:41:17
pytanie do Autora komentarza:
a co to za twor ta "cywilizacja judeo-chrzescijanska"?
Chrzescijanstwo (prawdziwe czyli rzymski-katolicyzm) stworzylo cywilizacje łacińską. Natomiast cywilizacja zydowska jest radykalnym przeciwienstwem lacinskiej. To obecnie cyw. lacinska jest niszczona przez mieszanke bizantynizmu i cywilizacji zydowskiej plynacej glownie z UE.
Adam Smiech dnia styczeń 09 2008 22:29:05
Zgadzam się z p.tl - nie istnieje i nigdy nie istniał żaden byt, żadna tradycja, którą moglibyśmy nazwać judeo-chrześcijańską. Izrael pękł na skutek śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Podzielił się na tych, którzy poszli za Nim (nowy Izrael wg ducha, gdzie nie ma już Żyda ani Greka) i na tych, którzy Go odrzucili (Bogobójcy i ich potomkowie podnoszący pokrewieństwo krwi z dawnym Izraelem). Między tymi dwoma rzeczywistościami nie było współdziałania, nie było nigdy żadnego owocu w postaci jakiejkolwiek wspólnej kultury, którą moglibyśmy nazwać tradycją judeo-chrześcijańską. Historia współistnienia na scenie historii jednych i drugich, to historia opozycji i rywalizacji. Także ostatnie, posoborowe zbliżenie Kościoła Rzym.-Kat. do Judaizmu jest tylko pozorne. W istocie, to świadectwo żydowskiej (miejmy nadzieję, że tymczasowej) przewagi nad chrześcijaństwem, nie mające nic wspólnego z wytworzeniem jakichś wspólnych wartości.
Mnie ciekawi co innego a propos treści artykułu Piotra (z którym się w zupełności zgadzam). Kiedy odezwą sie głosy, że popieramy PO? Jest to o tyle ciekawe, że jako epigoni Dmowskiego(z czego jesteśmy dumni), byliśmy często atakowani, także przez neo-narodowców(w istocie odstępców od Myśli Narodowej), że jesteśmy talmudystami(przeciwnicy powołują się na przemówienie Dmowskiego do MW, w którym ostrzega On mlodych przed popadnięciem w talmudyzm). Talmudyści popierający PO? Ho, ho. Oczywiście my śmiejemy się z jednego i z drugiego oskarżenia. Tylko ludzie o wąskich horyzontach myślowych mogą je wysuwać. Poznaliśmy podobne typy ludzkie w działaniu, w osobach różnych, znanych i nieznanych nam osobiście, radnych różnych szczebli. Dla nich słuszny projekt, ale złożony przez SLD, należało bezwarunkowo zawetować, tylko ze względu na podmiot, który go składał. Tacy to są dopiero talmudyści! Na cztery fajerki i haczyk!
gjw dnia styczeń 11 2008 07:20:52
Pomyłka! To religie są asymilowane przez cywilizacje, a nie na odwrót. Wg prostego schematu; mająca pewne znamiona religii leninowska bzdurologia została zasymilowana przez cywilizację chińską, z czego zrodził się maoizm. Proces odwrotny był po prostu niemożliwy.
Doszukiwanie się żydowskich korzeni chrześcijażstwa jest tyleż zdumiewające, co bezcelowe; te korzenie są przecież oczywiste. Tak samo jak w przypadku islamu. Na dodatek tradycja żydowska jest ogromnie zróżnicowana, również pod względem stosunku do chrześcijaństwa. I na odwrót. Oczywiście pojęcie: judeo-chrześcijażstwo to daleko idący skrót myślowy, ale np. filozofowie włoscy z pierwszej połowy XX wieku nie zgodziliby się z Panami przedmówcami, że ten skrót nie ma i nigdy nie miał rzeczywistych podstaw. Choćby w dziejach Cesarstwa Rzymskiego, które padło m. in. z powodu oddalenia się ówczesnego chrześcijaństwa od nauki apostolskiej (zdumiewające na tle Biblii twierdzenie, że chrześcijanin nie powinien być żołnierzem).
Natomiast zgodzę się z twierdzeniem, że rozszerzanie pojęcia ekumenizmu na judaizm (i znacznie mniej chętnie islam) świadczy dowodnie o tym, czemu i komu ma służyć to pojęcie.
Oczywiście na nic się nie zda dzielenie włosa na czworo; pewne posunięcia są słuszne albo nie, niezależnie od tego, kto je wykonuje i czy należy do tradycji w czyimś subiektywnym pojęciu prawowitej czy nieprawowitej. Można się co najwyżej zastanowić nad pobudkami; czy rzeczywiście trwałe i rzetelne?
Adam Smiech dnia styczeń 11 2008 09:22:13
"To religie są asymilowane przez cywilizacje, a nie na odwrót."

Zgadzam się. Najlepszy przykład to cywilizacja łacińska. Już sama nazwa użyta przez Konecznego mówi za siebie. Ks. Poradowski, zdaje się że w Palimpseście starał się uściślić pisząc, że tylko taka cywilizacja jest prawdziwie łacińską, która za podstawę ma Ewangelię.

"Doszukiwanie się żydowskich korzeni chrześcijażstwa jest tyleż zdumiewające, co bezcelowe; te korzenie są przecież oczywiste. "

Zależy o jakich korzeniach mówimy. Dla chrześcijanina w tradycyjnym ujęciu liczy się pochodzenie z ducha, a nie z krwi. W sensie technicznego następstwa historycznego, oczywiście chrześcijaństwo wyłoniło się ze środowiska żydowskiego. Nie ulega to żadnej wątpliwości. Ale już w przypadku duchowych korzeni, należy poczynić pewne zastrzeżenia, aby nie popaść w zbyt daleko idące skróty myślowe. Generalnie, korzenie chrześcijaństwa wyczerpują się w objawieniu Chrystusa. Zgodzi się Pan, że w Kościele Katolickim Stary Testament zawsze pełnił rolę mocno pomocniczą, li-tylko jako będący zapowiedzią wydarzeń nowotestamentowych, a sam w sobie martwy (Sobór Florencki). Najpełniej wyraża to w czasach nowożytnych encyklika Piusa XII Mystyci corporis Christi. Zastrzegam, że posoborowych (SWII) prób judaizacji Kościoła nie uważam za wyraz działań prawdziwie katolickich, wręcz przeciwnie. Z kolei z punktu widzenia historii zbawienia korzeniem chrześcijaństwa może być uznany jedynie przedchrystusowy mozaizm. Judaizm, zarówno przed Chrystusem jak i tym bardziej po Jego śmierci i zmartwychwstaniu, nie może być nigdy uznany za źródło chrześcijaństwa. Stąd dzisiejsze twierdzenia o "starszych braciach w wierze" kierowane do współczesnych nam oraz historycznych judaistów, są nie tylko śmieszne i głęboko niesłuszne, ale i czynią ogromny zamęt w i tak już rozchwianych dogmatycznie głowach katolików.
Adam Smiech dnia styczeń 11 2008 12:58:27
A tymczasem neokonserwatywny jastrząb Aleksander Szczygło w Naszym Dzienniku(gdzież by indziej; w ogóle to czekamy na krucjatę w obronie tarczy przed platformersami!) dowodzi, że nie może być żadnych warunków wobec USA, tarcza musi być i koniec. Ponieważ dziś można powiedzieć wszystko, choćby nie wiem jak było niedorzeczne, p.Szczygło wyraża pogląd, że "Może powstać układ, w którym Polska straci swoją podmiotowość" w razie akceptacji potrzeby konsultacji z Rosją takich spraw jak tarcza. A jak wyglądała podmiotowość Polski, kiedy ten sam p.Szczygło, wówczas minister i jego ludzie z ministerstwa, mówili, że sprawa tarczy zależy od uzgodnień między USA a Rosją? Dawali tym samym glejt USA do decydowania o przyszłości Polski, całkowicie przedmiotowo zresztą. Ale to nie wszystko - pośrednio dawali także Rosji prawo do przedmiotowego traktowania Polski, bo gdyby USA zaakceptowały w tym, czy innym wymiarze zastrzeżenia Rosji, to sytuacja ta naturalnie odbiłaby się również na Polsce. Cóż, to taki typ ludzi o mentalności zbuntowanych niewolników. Są zbuntowani, ale to jednak nadal niewolnicy, gotowi pójść w inną niewolę(którą przed samymi sobą usprawiedliwiają na różne sposoby), byle tylko przyłożyć, choćby iluzorycznie(bo przecież chyba nie spodziewają się, że Rosja przejmie się podskokami pacynek), znienawidzonemu panu. Drugą ich cechą jest gotowość całkowitego wyzbycia się suwerenności Polski na rzecz obcych, byleby pożyć chwilę w iluzji, że ci obcy realizują naszą rację stanu. Wtedy obce pieniądze przestają nagle brzydko pachnieć i już wszystko można uzasadnić, podlewając pseudopatriotycznym sosem natchnionych wypowiedzi i obrzydliwych oskarżeń rzucanych na rzeczywistych patriotów.
gjw dnia styczeń 11 2008 23:47:35
Brawo! Pańskie komentarze, panie Adamie, bywają niekiedy lepsze od Pana głównej wypowiedzi.
Jeszcze odnośnie chrześcijaństwa a żydostwa; taka jest również nauka co przytomniejszych teologów protestanckich. Należy jednak zauważyć, że mozaizm niekiedy odradza się w łonie judaizmu, gdy (z przyczyn danych z góry albo przez świadomy wybór) rabini zczynają się odsuwać od Talmudu i powracać do Starego Testamentu. Są to niestety rzadkie wypadki i z oczywistych przyczyn taka postawa jest zwalczana przez talmudystów.
Na co dzień niestety widzimy stale triumfy poczwórnej moralnoścui talmudycznej m. in. w sprawach polityki zagranicznej rzdjdujących się pod wiadomym wpływem.
gjw dnia styczeń 14 2008 05:09:58
Po niedzieli jeszcze jedno zagadnienie, a może dwa...
Po pierwsze, o ile ewangelicka teologia pozytywna zgodzi się całkowicie z przekonaniem katolików trydenckich, że Izrael w znaczeniu duchowym oderwał się od swych korzeni plemiennych i istnieje jako wspólnota prawdziwie wierzących w Trójcę, w której "nie masz Żyda ani Greka", o tyle stanowczo sprzeciwi się twierdzeniu o całkowitej śmierci duchowej Starego Testamentu. Jakże by bowiem słowo wypowiedziane przez Boga miało być unieważnione? Jeśli Stary Testament został w całości poddany w wątpliwość przez Słowo Wcielone, to czemu tak Jezus, jak apostołowie powołują się nań niemal bez przerwy? Wierzymy zatem, że zmianie uległa wyłącznie wykładnia Starego Przymierza, zastąpionego nowym nie na zasadzie zaprzeczenia, ale uzupełnienia. Pociąga to za sobą istotne skutki. Tylko nadzwyczaj ryzykowne twierdzenie o nieważności Starego Testamentu może posłużyć np. za usprawiedliwienie odwrócenia się od Drugiego Przykazania Bożego ("NIe będiesz sobie czynił obrazu rytego ani żadnego innego podobieństwa, aby mu służyć.") Trzeba podkreślić, że ani w Ewangeliach ani w pismach apostolskich nie znajdziemy najmniejszych prób podważenia przykazań, a List do Rzymian, który tak bardzo wpłynął na reformację, podkreśla zaledwie niezdolność człowieka do osiągnięcia zbawienia własnymi siłami przez nienaganne spełnianie stale wszystkich przykazań iprzepisów szczegółowych Prawa Mojżeszowego.

Druga rzecz. Jako historyk absolutnie się nie zgodzę z posuniętym do krażcowości wiązaniem cywilizacji łacińskiej z chrześcijaństwem. Ta się bowiem składa, że podstawowe cechy tej cywilizacji: personalizm, przekonanie o wyższości prawa moralnego nad pisanym, jednakową moralność wobec swoich i obcych znajdujemy już w Republice Rzymskiej. Personalizm starożytnego Rzymu w czasach pogańskich nie ulega najmniejszej wątpliwości (podobnie jak u Greków). Wyższość prawa moralnego i wyprowadzenie prawa pażstwowego od naturalnego stoi u początków Rzymu; w Prawach Dwunastu Tablic. Jednolitość moralna przejawia się w fakcie, że każdy, kto spełnił określone warunki, mógł ubiegać się o obywatelstwo rzymskie.
Tyle na razie, gwoli ścisłości i wyższych racji. Wszystkim czytelnikom powyższej wypowiedzi pokornie dziękuję za uwagę.
Adam Smiech dnia styczeń 14 2008 09:37:01
Z przyjemnością Panu odpowiadam.
Pierwsza sprawa. Nieważność Starego Testamentu, jego śmierć i śmiercionośność nie oznacza zakwestionowania całej jego nauki. To nie ten kontekst. Chodzi tylko i aż o to, że od czasu ustanowienia Nowego Zakonu, nikt już nie może zbawić się pozostając jedynie przy Starym i w tym sensie trwanie przy Starym Testamencie oznacza dla trwającego śmierć. Pozwolę sobie przytoczyć kilka punktów z encykliki Piusa XII "Mystici corporis Christi" ostatniej tej miary wypowiedzi Kościoła dziewiętnastu wieków przed zgubnym zatruciem doktryny wpływem żydowskim na SWII.
"22. Nasamprzód bowiem przez śmierć Odkupiciela przestał istnieć Stary Zakon, a na jego miejscu Nowy Zakon powstaje. Wtedy to Krwią Chrystusową poświęcony został dla całego świata Zakon Chrystusowy ze swoimi tajemnicami, ustawami, obrzędami i ustanowieniami. Podczas gdy Boski Zbawiciel głosił słowo Boże w ciasnych granicach jednego kraju - posłany był bowiem tylko do owiec Izraela, które były zginęły - (Mt 15, 24) - wtedy żyły obok siebie Stary Zakon i Ewangelia, lecz na drzewie krzyża swego Pan Jezus zniósł Stary Zakon przykazań i przepisów (Ef 2, 15), przybił do krzyża cyrograf Starego Zakonu (Kolos 2, 14), ustanawiając we Krwi swojej, przelanej za cały rodzaj ludzki, Nowy Zakon (Mt 26, 28). "Wtedy to, powiada św. Leon Wielki, głosząc naukę o krzyżu, wtedy to stała się ta oczywista zmiana Starego Zakonu na Ewangelią, Synagogi na Kościół, wielu ofiar na jedną Ofiarę, aby wraz ze śmiercią Pana owa mistyczna zasłona, która broniła przystępu do głębi świątyni i tajemnic najświętszych, rozdarła się od góry do dołu pod działaniem jakiejś gwałtownej, błyskawicznej siły".

23. Na krzyżu zatem umarł Stary Zakon (i miał się zaraz po pogrzebie swoim stać śmiercionośnym), aby ustąpił miejsca Nowemu Zakonowi, dla którego Chrystus Pan wybrał w Apostołach odpowiednie swoje sługi (2 Kor 3, 6). A chociaż już w łonie Dziewicy ustanowiony był Głową całej ludzkiej rodziny, to jednak dopiero mocą krzyża Zbawca nasz ten urząd Głowy Kościoła sprawuje w całej pełni. "Przez zwycięstwo bowiem krzyża, jak uczy Anielski powszechny Doktor Kościoła, wysłużył sobie panowanie i moc nad narodami", przezeń pomnożył do bezgranicznej wielkości ów skarbiec łask, których bezustannie, królując w chwale niebieskiej, udziela pielgrzymującym po tej ziemi członkom swoim. Przez Krew swoją na krzyżu przelaną dokonał tego, że gdy ustał gniew Boży, jako przeszkoda do zbawienia, a wszystkie dary niebieskie, zwłaszcza zaś skarby duchowe tego Nowego i wiecznego Zakonu, mogą wypływać ze źródeł Zbawicielowych na zbawienie ludzi, zwłaszcza zaś wiernych. Na drzewie krzyża wreszcie nabył sobie swój Kościół, to jest wszystkich członków Ciała Mistycznego; ci bowiem nie byliby przyłączeni przez chrzest do tego Ciała, gdyby nie ta moc zbawcza Krzyża, która ich w całej pełni wcieliła pod panowanie Chrystusowe.(...)
25. Jeżeli wszystkie te tajemnice krzyża uważnie rozpatrzymy, jasnymi staną się nam słowa Apostoła narodów, którymi uczy Efezjan, że Chrystus Pan przez Krew swoją Żydów i pogan uczynił jednym, zburzył ścianę przegrody w Ciele swoim, która dzieliła dwa narody, że zniósł Stary Zakon, aby z dwóch stworzyć w samym Sobie jednego nowego człowieka, to jest Kościół, i obydwu pojednać z Bogiem w jednym ciele przez krzyż (Efez 2, 14 - 16). 26. Ten Kościół, utworzony we krwi swojej w dzień Zielonych i Świątek, wzmocnił osobliwą siłą z nieba zesłaną. Gdy bowiem uroczyście ustanowił na dostojnym urzędzie tego, którego już przedtem mianował Namiestnikiem, wstąpił do nieba, a siedząc po prawicy Ojca, Oblubienicę swoją objawić światu i ogłosić raczył widzialnym przyjściem Ducha Św. wśród gwałtownego szumu wichru i ognistych języków. Albowiem podobnie jak Sam, gdy rozpoczynał swe publiczne życie, był od Ojca swego przez Ducha św., pod postacią gołębicy zstępującego i unoszącego się nad nim, objawiony, podobnie i wtedy, gdy Apostołowie mieli rozpocząć swój święty zawód opowiadania Ewangelii, Chrystus Pan zesłał z nieba Ducha swego, który dotykając ich ognistymi językami, miał jakby palcem Bożym wskazać i objawić to niebieskie posłannictwo Kościoła i nadprzyrodzony jego urząd."

Widzi Pan, dla mnie jest to wykładnia ostateczna. Nie jestem w stanie pojąć, w jaki to tajemniczy, a może magiczny sposób na naukę Kościoła miałby wpłynąć Holocaust? W jaki sposób Holocaust zmazał winę starego Izraela? W jaki sposób nadał Judaizmowi wartość zbawczą? Czyż komentarze żydowskie odnoszące się do Holocaustu nie są raczej dowodem ich trwania w bluźnierstwie wobec Najwyższego (Bóg umarł w Auschwitz, Bóg był nieobecny w Auschwitz)? Przecież to najczystsza kontynuacja dominującego przekonania żydowskiego o ich wyjątkowości, o ich ekskluzywnej roli w świecie. Bóg nie umarł, kiedy mordowano Ormian, a nade wszystko, Bóg nie umarł dziś, kiedy setki milionów dzieci nienarodzonych straciło życie zwłaszcza od czasów tzw. rewolucji seksualnej, ale miałby umrzeć tam, gdzie ginęli Żydzi. Pycha ich nigdy nie opuściła, nawet po tak dramatycznym doświadczeniu.
Na koniec sprawa mniejszej wagi, natury praktycznej. Wprowadzone w NOM czytania ze Starego Testamentu, do których dodatkowo, rzadko kiedy odnosi się którykolwiek kaznodzieja podczas kazania. Otóż, ja nie widzę żadnego sensu w odczytywaniu fragmentów ST o żydowskich wyprawach wojennych, o ucinaniu głów, wymieniania dziesiątek imion, które nikomu nic nie mówią itd. Nikt tego nie rozumie i nikomu to nic nie daje w wymiarze duchowym.

Druga sprawa. Zgadzam się z Panem. Zresztą Koneczny, nie na darmo, konsekwentnie używał nazwy cywilizacja łacińska. Choć wcale nie uważam, żeby ks. Poradowski mylił się proponując w XX w. ograniczenie jej do fundamentu ewangelicznego. Niewątpliwie też, również w dawnych wiekach, a konkretnie po zlaniu się cywilizacji rzymskiej klasycznej z chrześcijaństwem, pomimo tych elementów, na które Pan wskazał w cywilizacji klasycznej, chrześcijaństwo jeszcze silniej zaakcentowało pierwiastek moralny. Jednak takie prawa starożytnego Rzymu jak "sexagenarios de ponte!", czy rzymskie prawo małżeńskie(rozwody) były w cywilizacji łącińsko-chrześcijańskiej nie do zaakceptowania.

Pozdrawiam serdecznie
gjw dnia styczeń 15 2008 02:26:15
Nadal jednak nie rozumiem dystansowania się od Starego Testamentu i podsuwania podpowiedzi, że nie warto uwzględniać tego, co jest tam napisane, bo to służy żydowskim szowinistom. S. T. wcale nie głaska ich po głowie, określając jako "lud twardego karku", który owładnięty pychą regularnie sprzeciwia się Stwórcy. Za to (i za bałwochwalstwo) Pan Zastępów wielokrotnie sprowadzał na nich potwornie potężnych wrogów i masową zagładę. Uczmy się z historii świętej i szanujmy słowo Pana na wszystkie wieki raz jeden wypowiedziane! Jeśli zaś ktoś uważa inaczej, to niech przeczyta choćby:
III Mojż, 14-45
II Mojż., 23, 1-9
Wyjątkowo ważny jest ten pierwszy ustęp Pisma, który przed tyloma wiekami przepowiedział i wytłumaczył odstępstwo Izraela, rozproszenie Żydów po całym świecie, a następnie cudowny powrót na ziemię przodków i dobudowanie państwa po tylu wiekach.
Bóg Swego słowa nie cofa i jest cały czas tym samym Bogiem.
Albo przyjmiemy to do wiadomości w całej rozciągłości albo dojdziemy tak czy owak do tego samego, co np. Rosenberg (rabbi Paweł - żydowski spadochroniarz, zjudaizował chrześcijaństwo) albo będziemy popadać w jeszcze inne błędy (jak Zadruga).
Można też oczywiście trzymać się ślepo tradycji wieków VII-XIX (aż do VI wieku spory teologiczne rozstrzygały się wyłącznie na Wschodzie; ewangelie nie zostały napisane po łacinie) promieniującej z siedmiu rzymskich wzgórz, co osobiście szanuję na pewno bardziej niż czapkowanie syjonistom przez tzw. postępowyh katolików. Tym bardziej, gdy ludzie tak czyniący są przekonani, że trzymają się prawdy objawionej.

Dla mnie jednak nieskończenie większą wartość ma Bóg integralny w Jego słowie, który oczywiście stanął wobec konieczności (i wciąż jeszcze stają niekiedy Jego wyznawcy, jak ostatnio np. na północnym Kaukazie) surowego karcenia ludzi prymitywnych i gwałtownych w zamierzchłych wiekach. Podobnie jak i my jako dzieci byliśmy nieraz surowo przywoływani do porządku przez rodziców i opiekunów, a później już zupełnie innymi środkami. Dlatego właśnie Jezus i apostołowie milcząco zakładają całkowitą ważność Starego Przymierza w tych sprawach, gdzie nie zostało uzupełnione Nowym, zmieniającym poprzednią wykładnię w n i e k tó r y c h sprawach (pokarmy czyste i nieczyste, sposób obchodzenia dnia odpoczenienia, a przede wszystkim zastąpienie zasady kary zasadą łaski w sprawie zbawienia duszy).

W porównaniu z tym wartość rozmaitych nadinterpretacji Pisma, nawet szczególnie wytrwałych i imponujących swoim rozmachem organizacyjnym, a również stylem literackim, jest zawsze ograniczona.

Ad 2. Oczywiście, że nie rzucamy od chwili zwycięstwa chrześcijaństwa rodzicobójców na pożarcie lwom w cyrku. Z pewnością jednak nie to miał na myśli Roman Dmowski, gdy pisał, że Europa słabnie ilekroć odrywa się od rzymskich podstaw.
Da mnie Rzym to: wyjątkowo rozumne prawo, porządek, dyscyplina (zwłaszcza wewnętrzna), wzorowa organizacja i odpowiedzialność na wszystkich szczeblach drabiny społecznej, odważna i ofiarna służba własnemu narodowi Grecja to umiłowanie prawdy, piękna i mądrości.
Prawdziwy Europejczyk - człowiek oddany wartościom starożytnego Rzymu i Grecji.
Jeżeli zaś mamy mówić i myśleć o tradycji judeo-chrześcijańskiej oraz kulturze śródziemnomorskiej, to tylko pod takim kątem.

Mam też na myśli wyższe przeznaczenie, które połączyło tradycję prorocką z filozofią grecką, a rzymską sprawiedliwość z nauką apostolską. Z drugiej strony człowiek nie jest wszak doskonały i wszelkie nadużycia również na tym polu były, są i będą możliwe. Bóg kładzie przed człowiekiem zło i dobro i każe mu wybierać. Od tego wyboru i jego skutków nie uchronią nas ani ks. dr Marcin Luter, ani mistrz Jan Kalwin ani ks. Jan Wesley, ani papież Benedykt XVI (tak nawiasem, postać w moich oczach nadzwyczaj sympatyczna), ani nawet Pius IX.

Tylko stanąwszy mocno na rzymskich, greckich i biblijnych podstawach można coś trwałego i dodatniego zbudować. Wszelkie fałszywe lewicowe ideologie i inne zgubne -izmy mają jeden wspólny mianownik; bicie z całej siły w te podstawy.
gjw dnia styczeń 15 2008 02:37:53
P. S.
Nie dopisałem: III Mojż, 26, 14-45
Adam Smiech dnia styczeń 15 2008 11:14:59
A ja myślę, że nie ma zasadniczych rozbieżności między nami.

1."ważność Starego Przymierza w tych sprawach, gdzie nie zostało uzupełnione Nowym". Jak najbardziej. Przykazania najlepszym przykładem.

2. Tu też nie widzę różnic. Ja tylko sprzeciwiam się nazywaniu tradycji chrześcijańskiej wywodzącej się ze środowiska żydowskiego tradycją judeo-chrześcijańską z powodu kontekstu w jakim jest dzisiaj to pojęcie używane, a kontekst ten chce sprowadzić chrześcijaństwo do poziomu religii dla pogan, której wyznawanie żydów-judaistów nie obowiązuje, bo oni są starszymi braćmi, a ich Judaim jest i zawsze był rzekomo , niezależnie od wydarzeń ewangelicznych, wyznaniem dającym im, ekskluzywistycznie, zbawienie. Ponieważ kontekst ten jest dzisiaj wszechobecny, a powyżej wskazana interpretacja jest skandalem i kpiną z samego Pana Boga, o Synu Bożym nie wspominając, jako że sprowadza się Go li-tylko do roli mesjasza(przez małe "m"] dla pogan, nie jestem w stanie zaakceptować pojęcia "tradycja judeo-chrześcijańska", które w innych warunkach, w kontekście geograficzno-społecznym, mogłoby być akceptowalne.
gjw dnia styczeń 15 2008 22:09:28
Dlatego też jest możliwy strategiczny sojusz między wyraźnymi, podchodzącymi poważnie do Pisma Świętego protestantami (czyli chrześcijanami wierzącymi w Trójcę tradycji zapoczątkowanej w sposób źródłowo dokładnie udokumentowany w XVI wieku), katolikami dawnego wzoru oraz prawosławnymi. Niekiedy ten sojusz wyraźnie się przejawia (np. Koalicja Chrześcijańska w Kanadzie), a długoterminowo ma przed sobą wyraźną przyszłość ze względu na postępującą ofensywę sił ciemności - "księcia tego świata".

Niestety, na przeszkodzie stoją wpływy żydowskich szowinistów i związanych z nimi (zakulisowych) organizacji międzynarodowych. Dziełem tychże sił jest na płaszczyźnie duchowej tak modernizm (który już prawie całkowicie zrąbał niegdyś tak pięknie rozkwitającą angielską gałąź duchowego Rzymu ze stolicą w Canterbury i mocno nadgryzł łódź Piotrową na Tybrze) jak niezliczone sekty okołochrześcijażskie ze służącą równie gorliwie co bezwolnie talmudyzmowi organizacją Świadków Jehowy na czele.

Spróbujmy jednak jeszcze wyciągnąć jakiś wniosek budujący. Skoro mamy się wycofać z pojęcia, że coś jest judeo-chrześcijańskie, to czym zastąpić to pojęcie? Pomyślmy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014