Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona G?ówna Artyku?y Galeria ForumListopad 25 2020 17:08:41
Nawigacja
Strona G?ówna
Artyku?y
Galeria
Kategorie aktualno?ci
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 10
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy si? angiels... [50]
Kto pomo?e mi sfo... [46]
Ba?kany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostro?nie ze s?owami, panie anonimie! Mo?e by tak zerwa? przy?bic? i stan??, jak m??czyzna, twarz? w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jeste?cie ostoj?... politycznej prostytucji. Wi?cej pisa? nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Mo?e by??

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porz?dek by trzeba zrobi?...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie wida? go.

Archiwum
Obama w kr?gu z?ych porad
Polityka ZagranicznaPrzedstawiamy t?umaczenie - mojego autorstwa - kolejnego wa?nego wyst?pienia dotycz?cego konfliktu ukrai?skiego, tym razem p. Philipa Giraldiego, by?ego oficera CIA, a obecnie dyrektora wykonawczego The Council for the National Interest (Rady na rzecz Interesu Narodowego). G?os wa?ny, niemniej, jedynie wo?aj?cego na puszczy. Obserwacja zachowania tzw. polityków ameryka?skich z Johnem Kerry na czele, dowodzi ich intelektualnej demencji... Adam ?miech

Philip Giraldi

Obama w kr?gu z?ych porad


Eksperci-aktywi?ci produkuj? z?ych ambasadorów, szczególnie, kiedy potrzebna jest dyplomacja.


Niech?? Waszyngtonu do u?ywania dyplomacji jako ?rodka rozwi?zywania konfliktów mi?dzynarodowych na przestrzeni ostatnich 13 lat, okaza?a si? zadziwiaj?co konsekwentna. Nawet przypisanie tego niekompetencji uwolni?oby administracje Busha i Obamy od k?opotów, które maj? najwyra?niej charakter b??dów systemowych. Odnosz? si? tu do niezdolno?ci do wyj?cia poza schemat, po??czonej z rodzajem politycznego kumoterstwa, które automatycznie ogranicza jak?kolwiek zdolno?? do wypracowania ostro?nej i proporcjonalnej do rozwoju sytuacji odpowiedzi. Ukraina jest naj?wie?szym przyk?adem ameryka?skiego niepowodzenia w rozpoznaniu sytuacji zupe?nie oczywistej, ale mamy przecie? do czynienia z ca?ym katalogiem b??dnych polityk, pocz?wszy od Bo?ni, poprzez Gruzj? i interwencje w Afganistanie, Iraku i Libii, które wszystkie zako?czy?y si? marnie. Je?eli ten schemat jest obecnie powtarzany, czeka nas katastrofa, gdy? zaanga?owanie na Ukrainie pog??bia si?, za? tendencja do jakiej? konfrontacji z Iranem nabiera rozp?du w Kongresie i w mediach.

Cz??? problemu le?y w psychologii. Stany Zjednoczone od 1865 r. nie do?wiadczy?y wojny na w?asnej ziemi, nie maj? te? zbyt wielu kongresmanów czy dziennikarzy, którzy faktycznie s?u?yli w wojsku. Dla nich wojna to abstrakcja, co? co przytrafia si? innym narodom, ale nie Stanom Zjednoczonym. Niestety, ta ocena ameryka?skiej niezniszczalno?ci ma coraz bardziej w?t?e podstawy. Rosja jest jednym z niewielu ?wiatowych mocarstw, które mog? rzeczywi?cie odpowiedzie? Stanom Zjednoczonym uderzeniem nuklearnym i pociskami balistycznymi; jest to gro?ba, której nie mo?na wykluczy? w sytuacji, kiedy Moskwa zostanie zap?dzona w kozi róg.

Tymczasem, prawdopodobne niepowodzenie porozumienia z Iranem odno?nie jego programu nuklearnego, tylko zach?ci Teheran do zbudowania tej broni, co zapewne doprowadzi w odpowiedzi do zwi?kszenia ilo?ci pa?stw posiadaj?cych bro? atomow?, w??czaj?c w to niestabilne re?imy, jak Arabia Saudyjska i Egipt. Kiedy ilo?? broni nuklearnej w posiadaniu rz?dów maj?cych wewn?trzne problemy z bezpiecze?stwem wzro?nie, to samo stanie si? z ryzykiem, ?e jaka? bezpa?ska bro? znajdzie si? w r?kach autentycznych terrorystów, których liczebny wzrost w wielu krajach jest efektem wstecznym nieprzemy?lanej polityki kolejnych interwencji Stanów Zjednoczonych. To wcale nie jest nie do pomy?lenia, ?e diabelska mikstura polityki "wi?cej broni, wi?cej wrogów", mo?e doprowadzi? do ziszczenia si? fantastycznej wizji Condoleezzy Rice, atomowego grzyba nad Waszyngtonem.

Polityka zagraniczna prezydenta Baracka Obamy nacechowana porzucaniem jednych pomys?ów, oraz rozpoczynaniem innych, by? mo?e nie zaskakuje u tego inteligentnego cz?owieka, niemniej jednak, brak mu prawdziwego zrozumienia tego, co si? dzieje na ?wiecie poza jego ?rodowiskiem akademickim i granicami Chicago. By? zmuszony polega? na rzetelno?ci serdecznych przyjació? z partii demokratycznej i na cz?sto samozwa?czych ekspertach, którzy nim kierowali; podej?cie zrozumia?e, chocia? niespecjalnie skuteczne, i które przynios?o niewiele w kwestii zdroworozs?dkowej debaty wewn?trznej. Og?oszony ostatnio w New York Timesie komentarz Michaela A. McFaula, do niedawna ambasadora Obamy w Federacji Rosyjskiej, dobrze ilustruje ten problem.

Nie da si? zaprzeczy?, ?e McFaul wie o Rosji du?o. Jest by?ym profesorem nauk politycznych w Stanford i cz?onkiem Instytutu Hoovera. By? stypendyst? Rhodesa i ma uko?czone studia rosyjskie i slawistyczne, zarówno w Stanford jak i w Oxfordzie. Mówi j?zykiem rosyjskim i mieszka? w Rosji. Po okresie s?u?by w Radzie Bezpiecze?stwa Narodowego, jako Specjalny Doradca prezydenta, zosta? mianowany ambasadorem w Federacji Rosyjskiej, piastuj?c to stanowisko od stycznia 2012 r. do lutego roku obecnego.

Nominacja do Moskwy trafia na ogó? do zawodowego dyplomaty, bior?c pod uwag? z?o?ono?? stosunków i prawdopodobie?stwo, ?e dokonanie z?ego wyboru mo?e wywo?a? powa?ne konsekwencje. Obama zdecydowa? si? na kogo?, kto by? dla niego wygodny, zamiast na profesjonalist? z Departamentu Stanu Johna Beyrle'a, który by? powszechnie uznawany w Foggy Bottom [czyli w Departamencie Stanu - A?] za najlepszy wybór na to stanowisko, maj?c ju? za sob? s?u?b? zarówno jako zast?pca ambasadora, osoba numer dwa w ambasadzie i jako pe?ni?cy obowi?zki ambasadora. McFaul, w przeciwie?stwie do Beyrle'a, to bezkompromisowy aktywista demokratyczny. Napisa? nawet ksi??k? "Pog??bianie demokracji za granic?: dlaczego i jak powinni?my to zrobi?". Kiedy zosta? mianowany ambasadorem zauwa?y?, ?e "Stany Zjednoczone mog? wypowiada? si? otwarcie na temat demokracji [w Rosji] i Gruzji, jednocze?nie poszukuj?c porozumienia z Rosj? na innych p?aszczyznach", przygotowuj?c w ten sposób pole do przysz?ej konfrontacji z rz?dem rosyjskim.

McFaul wierzy, ?e Zimna Wojna nigdy nie zako?czy?a si? w zadowalaj?cy sposób, poniewa? Rosja nie sta?a si? instytucjonalnym klonem Stanów Zjednoczonych, co jest jego tez?, rozwini?t? w ksi??ce "Niedoko?czona rewolucja Rosji". W swoich tekstach McFaul szczególnie ostro traktuje W?adymira Putina, którego opisuje jako reakcjonist? zamierzaj?cego odbudowa? Imperium Sowieckie, ignoruj?c fakt, ?e rosyjski prezydent jest bardzo popularny w?ród swoich rodaków, jak i w?ród niektórych akademików ameryka?skich. McFaul okre?la innych uczonych, tych którzy bardziej ?yczliwym okiem ni? on sam patrz? na rosyjskiego przywódc?, jako "apologetów Putina", natomiast sam rz?d Putina atakuje jako "nowy autokratyczny re?im". Ksi??ki McFaula dowodz? jasno, ?e wierzy on, i? demokracja w ameryka?skim stylu, kapitalizm i wolno?? prasy s? prawami uniwersalnymi, i ?e Stany Zjednoczone powinny narzuci? te standardy Rosji, jako warunek przyj?cia jej do, jak to okre?la McFaul, "mi?dzynarodowego porz?dku".

Od pocz?tku kadencji w Moskwie, McFaul wysy?a? rosyjskiemu rz?dowi wiadomo??. Ju? w pierwszym tygodniu urz?dowania, spotka? si? z opozycyjnymi politykami i grupami, nawet jeszcze przed przedstawieniem listów uwierzytelniaj?cych w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. By? ambasadorem, kiedy w pa?dzierniku 2012 r. rz?d rosyjski podj?? zdecydowane kroki wobec agend obcych rz?dów i organizacji pozarz?dowych, które by?y aktywne w "promocji demokracji" w Rosji, zauwa?aj?c, ?e wiele spo?ród nich jest niczym wi?cej, ni? grupami nacisku dzia?aj?cymi przeciwko wybranemu w wolnych wyborach rz?dowi. W swoim komentarzu [w New York Timesie] McFaul protestuje przeciwko rosyjskim próbom "kontynuowania polityki straszenia Rosjan ameryka?skim okr??eniem i wtr?caniem si? w jej wewn?trzne sprawy...", kiedy to w?a?nie dok?adnie ma miejsce od 1991 r.

McFaul to bratnia dusza innych ulubionych doradców Obamy od polityki zagranicznej, Susan Rice i Samanthy Power. Wszyscy oni wierz?, ?e Stany Zjednoczone maj? do wype?nienia na ca?ym ?wiecie co? na podobie?stwo misji cywilizacyjnej, a zwi?zane jest to z przekonywaniem innych krajów, by sta?y si? demokratyczne. W rzeczywisto?ci jest to niczym innym ni? ?agodnie sformu?owanym ??daniem dla Ameryki unikalnego prawa do przerobienia ?wiata na swoje podobie?stwo, ra??co ignoruj?cym prawo mi?dzynarodowe i opini? ?wiata.

Tekst McFaula jest pouczaj?cy w tym, ?e opiera si? na pewnej liczbie za?o?e? wyprowadzonych z imperatywu promocji demokracji, które s? co najmniej dyskusyjne. Przyjmuje on, ?e Stany Zjednoczone maj? prawo miesza? si? w wewn?trzne sprawy innych krajów, nawet je?li ich rz?dy si? temu sprzeciwiaj?. Zak?ada równie?, ?e rozprzestrzenianie demokracji jakimikolwiek wymaganymi ?rodkami, musi by? g?ównym priorytetem dla ka?dego ameryka?skiego rz?du.

McFaul nie dowodzi nawet, ?e demokracje maj? mniejsze inklinacje do pój?cia na wojn?, co czasami si? fa?szywie podkre?la, lecz zamiast tego wydaje si? wierzy?, ?e demokracja jest rzecz? dobr? z samej natury. Jego za?o?enie jest, oczywi?cie, uzale?nione od tego, co on sam przez demokracj? rozumie. Poniewa? promuje on ameryka?sk? mark?, bardzo ?atwo zauwa?y? jak demokracja w Stanach Zjednoczonych jest zasadniczo dysfunkcyjna w wielu wa?nych kwestiach, jak zapewnienie dost?pnej opieki zdrowotnej czy zrównowa?enie bud?etu. Jest ona tak?e rozdarta od góry do do?u przez ró?nego gatunku korupcj?. Trudno j? uwa?a? za wzorzec dla reszty ?wiata i McFaul nawet uznaje, ?e jej obecna inkarnacja nie "inspiruje", niemniej jednak dowodzi, ?e musi ona zosta? narzucona czy to dobrowolnie, czy nie.

Bycie ideologiem jak McFaul, Rice, Power, jak zapewne i Obama, prowadzi do wyboru polegaj?cego na niewidzeniu, czy te? nierozpoznawaniu konkretnej rzeczywisto?ci. McFaul pisze, ?e "nie szukali?my tej konfrontacji [z Rosj? o Ukrain?]". Nast?pnie precyzuje - "rewizjonistyczny i autokratyczny przywódca wywo?a? t? now? konfrontacj?. My tego nie zrobili?my". Doprawdy? Czyli umy?lne dzia?ania podejmowane przez kolejnych prezydentów USA zmierzaj?ce do rozszerzenia NATO na Wschodni? Europ? pomimo podj?tych zobowi?za?, ?eby tego nie robi?, nie mia?y miejsca? Albo 5 miliardów dolarów wartych "zainwestowania", czy te? wtr?canie si? przez p. Nuland i spó?k? w sprawy Ukrainy, ostatnio w postaci usuni?cia pochodz?cego z wyborów rz?du i zast?pienia go czym? bardziej w waszyngto?skim gu?cie - to wszystko si? nie zdarzy?o? A czy wprowadzenie nowych systemów rakietowych do Europy Wschodniej nie by?o prowokacj?? B?d? zach?ta do dokonania gwa?tu na rosyjskiej ekonomii przez ameryka?skich i europejskich "przedsi?biorców", wspomaganego przez krajowych oligarchów po upadku Zwi?zku Radzieckiego, by w po?piechu stworzy? gospodark? kapitalistyczn?, to fantazja? Móg?bym kontynuowa?, ale my?l?, ?e to wystarczy, ?eby stwierdzi?, ?e Rosja mia?a i ma bardzo s?uszne powody by ba? si? agresywnych i cz?sto niekontrolowanych Stanów Zjednoczonych.

McFaul pisze o "rosyjskiej inwazji na Gruzj? w 2008 r. ...", co jest bez w?tpienia przesad?, chyba ?e kto? sp?dza zbyt du?o czasu z Johnem McCainem, oraz pot?pia moskiewsk? propagand? drwi?c? z "ameryka?skiego imperializmu, niemoralnych praktyk i domniemanych planów obalenia rz?du Putina". Z pewno?ci? sugestia obalenia rz?du idzie zbyt daleko, gdy? Waszyngton nie posiada takich mo?liwo?ci, ale Stany Zjednoczone wyrazi?y jasno swoj? intencj? zreformowania Rosji poprzez manewrowanie "dooko?a Kremla". Wi?kszo?? rz?dów sprzeciwi?aby si? ich podkopywaniu przez p?atnych pacho?ków obcego pa?stwa, a je?eli chodzi o przypisywanie Waszyngtonowi imperializmu i niemoralno?ci, czy to rzeczywi?cie nies?uszne?

McFaul oskar?a Putina poniewa? on ?yczy sobie "...konfrontacji z Zachodem, nie czuje si? ju? d?u?ej skr?powany przez mi?dzynarodowe prawa i normy, i nie boi si? u?y? pot?gi Rosji, by zrewidowa? porz?dek mi?dzynarodowy". Ale z pewno?ci?, je?li kto? cho? troch? rozumie kontekst, zarzuty te o wiele ?atwiej postawi? Waszyngtonowi ni? Moskwie. Po apelu o znacz?cy mi?dzynarodowy nacisk na Rosj? w celu jej ukarania, McFaul konkluduje, ?e demokracja zatriumfuje w Rosji poniewa? "demokracje konsoliduj? si? w nadzwyczajnym tempie, za? autokracje wci?? upadaj?".

Je?li to prawda i istnieje nieuchronno?? takiej przemiany, to prawdopodobnie wszyscy mo?emy j? przyj??. I je?li to si? tak czy owak zdarzy, to na pewno nie jest warte wznowienia Zimnej Wojny celem przyspieszenia tego procesu.

Philip Giraldi
The American Conservative, 10 kwietnia 2014 r.

Philip Giraldi, by?y oficer CIA, dyrektor wykonawczy The Council for the National Interest (Rady na rzecz Interesu Narodowego).

T?um. Adam ?miech


Tekst ukaza? sie w najnowszym numerze tygodnika My?l Polska

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKU?Y PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKU?Y L. KULI?SKIEJ
T?umaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014