Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumLipiec 16 2019 18:51:00
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 10
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
Zjazd Kresowian 7
Zjazd Kresowian 7
XV Zjazd Kresowian na Jasnej Górze - 5.07.09 r.
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
UWAGA! POLECAMY! Znakomita książka o gen. Zagórskim
Jednodniówka NarodowaZ prawdziwą przyjemnością informujemy Szanownych Czytelników o fakcie ukazania się książki autorstwa Piotra Kowalskiego - Generał brygady Włodzimierz Ostoja-Zagórski (1882-1927), Oficyna Wydawnicza Kucharski, Toruń 2007. Jest to pierwsza biografia gen. Zagórskiego. Do tej pory o gen. Zagórski mogliśmy dowiedzieć się tylko z nielicznych książek opisujących Jego owianą tajemnicą śmierć, głównie z doskonałej książki Z. Cieślikowskiego. Wreszcie jednak znalazł się ktoś, kto uzupełnił tę niepojętą lukę na rynku polskiej książki historycznej. Użyję wielkich słów, ale uważam, że Autor całkowicie na nie zasłużył - chwała Panu Piotrowi Kowalskiemu! Nie tylko za wysiłek opracowania szczegółowej biografii bohatera, ale przede wszystkim za odwagę w głoszeniu prawdy o konflikcie gen. Zagórskiego z Piłsudskim, o prześladowaniach jakim Go poddano, wreszcie, o Jego tragicznej śmierci. Autor nie ucieka także od nawiązań do współczesności. Przykład - rozdz. VII, s. 183: "Piastujący urząd prezydenta Lech Kaczyński, w udzielonym 13 maja 2006 r. wywiadzie dla "gazety Wyborczej", z okazji 80 rocznicy przewrotu majowego powiedział: "(...) gdybym jakimś cudem znalazł się w tamtych czasach, to bym ten zamach poparł. Poparłbym jako człowiek o przekonaniach patriotycznych, jako państwowiec, a równocześnie człowiek niechętny konfliktom narodowościowym". Porażające stwierdzenie, bo czyż prezydent nawiązując tradycją urzędu bardziej do S. Wojciechowskiego niż do Piłsudskiego może w ten sposób legitymizować zamach stanu na prawowitą władzę? Wreszcie czy sprowadzenie pojęcia patriotyzmu tylko i wyłącznie do zwolenników marszałka J. Piłsudskiego nie jest nadużyciem i uchybieniem dla osób, które w dni majowe opowiedziały się po stronie legalnych władz, właśnie z pobudek patriotycznych?". Trudno o bardziej trafne ujęcie sprawy. Kowalski wskazuje na Piłsudskiego jako głównego odpowiedzialnego za to, co się z gen. Zagórskim stało, dowodząc, że zorganizowana intryga zmierzająca do pozbawienia życia Generała musiała mieć akceptację najwyższego czynnika, czyli samego Piłsudskiego. Nie było więc tak, jak to próbował ująć piłsudczykowski historyk Pobóg-Malinowski, który odpowiedzialność za śmierć Zagórskiego zrzucił na grupę gorących legionowych głów. A cóż dopiero mówić o osobach uprawiających knajacką propagandę próbującą dodatkowo, już po śmierci, oczernić Zagórskiego, czyniąc z Niego zwykłego zbiega-przestępcę! Nawiasem mówiąc dodam, że osobnicy głoszący podobne, przynoszące im osobiście hańbę, poglądy istnieli nie tylko przed wojną. Leszek Moczulski tezę o ucieczce Zagórskiego głosił zupełnie poważnie w połowie lat 90-tych na łamach GW i nic nie wskazuje na to, aby od tej pory zmienił poglądy.
Wracając jednak do książki Kowalskiego - warto również zwrócić uwagę na ten fragment biografii Generała, kiedy pełnił On funkcję dowódcy lotnictwa polskiego. Opracował wówczas szeroko zakrojony plan rozwoju lotnictwa, który doprowadzić miał do stworzenia z Polski lotniczej potęgi. Wbrew późniejszej propagandzie piłsudczyzny mówiącej, że nic więcej się w Polsce nie dało zrobić żeby zapobiec klęsce wrześniowej, bo bieda, nędza itp., plan ten miał duże szanse urzeczywistnienia. Był stworzony i byłby realizowany przez fachowców. W pierwszym etapie lotnictwo miało opierać się na samolotach importowanych, potem produkcję obcych konstrukcji miały rozpocząć polskie zakłady, wreszcie, naturalny przy tym rozwój polskiej myśli technicznej, miał doprowadzić do oparcia się na polskich konstrukcjach. Realizacja tego planu, jak i w ogóle rozwój polskiego lotnictwa zostały zahamowane przez rządy Sanacji i samego Piłsudskiego, który lotnictwa nie rozumiał i ograniczył jego rolę do li-tylko lotnictwa armijnego, rozpoznawczego. Pamiętajmy o tym - Polska miała szansę być znacznie silniejszą w 39 r., ale najbardziej utalentowanych, w różnych dziedzinach, wojskowych, stłamszono po 26 r. Na szczytach władzy zastąpili ich amatorzy z I Brygady oraz grupa nie mających własnego zdania konformistów.
Niech ta krótka charakterystyka książki Piotra Kowalskiego będzie zachęta dla naszych Czytelników do jej nabycia.
Komentarze
gjw dnia grudzień 14 2007 10:51:37
Nawet gdyby Polska była o wiele silniejsza w roku 1939, nie zmieniłoby to jej losu. Chyba że towarzyszyłaby temu inna polityka zagraniczna. Brutalna prawda była bowiem taka, że należało wtedy iść z Hitlerem na Stalina albo na odwrót. Ze względu na bardzo wiele poważnych okoliczności już w 1935 można było przewidzieć, że ze strony Anglii i Francji w razie czego nie będzie poważnej pomocy. Niestety, po raz kolejny zwyciężyło "polskie chciejstwo", bo samobójczy kurs na starcie z dwoma głównymi wrogami naraz cieszył się jednak bardzo wyraźnym poparciem ogółu, w tym niestety również ówczesnego SN.
Adam Smiech dnia grudzień 14 2007 14:09:24
Ależ oczywiście. Tylko że dla mnie inna ekipa w wojsku determinuje inną ekipę przy władzy, a więc także, automatycznie, inną politykę zagraniczną. Czy wystarczająco skuteczną, aby odwrócić bieg historii? Tego nigdy się nie dowiemy. Hitler pojawił się na poważnej arenie politycznej w 33 r. Czy nie-sanacyjna Polska patrzyłaby równie lekkomyślnie na jego rządy, na jego, przecież nie będące jakąś wielką tajemnicą, zamierzenia, na jego zrywanie porządku wersalskiego, czy nie protestowałaby (nie wiadomo z jakim skutkiem, to prawda) przeciwko układowi Hitlera z Wlk. Brytanią, dającemu mu możliwość rozbudowy floty wojennej, czy traktowałaby z pełną powagą rewelacyjnych rezultatów pracy polskiego wywiadu na kierunku niemieckim? Czy prowadząc aktywną politykę profrancuską (niezależnie od tego, co myślimy sobie o tamtej Francji, ogarniętej pacyfizmem), a także proangielską, nie w ostatniej chwili, ale systematycznie i konsekwentnie przez lata od 26 r., nie mogła osiągnąć znacznie więcej na polu blokowania militaryzmu niemieckiego? Dopiero odpowiadając na te i cały szereg innych pytań, możemy próbować gdybać, co do rezultatów wojny w 39 r. Co do Stalina, nie wiem, czy nie można było prowadzić, przynajmniej wspólnie z Francją, polityki wyrwania z izolacji ZSRR. Zawsze odnosiłem wrażenie, że zachowanie Stalina w 39 r. było bardziej interesowne (tzn. Niemcy dawali więcej) niż wynikało z jakichś innych pobudek. Nie przekonuje mnie też twierdzenie Suworowa, że ACz miała zaatakować w 41 r. Po kompromitacji z małą Finlandią? Czy komuś się też Stalin z Trockim nie pomylił (to ten głosił światową rewolucję)? A analiza uzbrojenia ACz? Porównując ofensywną i miażdżącą przeciwnika armię z lat 43-45 do tej z 41 widzimy ogromną, zasadniczą zmianę techniczną. Większość typów uzbrojenia ACz z 41 r. nie zdała egzaminu w 41 i odeszła do lamusa. O tym też trzeba pamiętać.
Dla mnie pójście z Hitlerem jest alternatywą nie do przyjęcia. Nie tylko ze względów ideologicznych, lecz przede wszystkim ze względu na konsekwencje. Istnienie Polski w systemie niemieckiego zwycięstwa byłoby w ogóle wątpliwe, ale jeśli nawet, to byłby to kadłub bez dostępu do morza i ziem będących kolebką naszej państwowości, być może poszerzonym na wschód, ale o ziemie, które byłyby dla nas niebezpiecznym ciężarem i przez których to ziem niepolskich mieszkańców bylibyśmy szachowani (niebezpieczeństwem rozruchów wewnętrznych) przez wrogów z Niemcami na czele. Tymczasem konsekwencje "pójścia" ze Stalinem i to pod przymusem, sprawdziliśmy empirycznie. Dzisiaj żyjemy w państwie, które jest tego "pójścia" konsekwencją największą i najważniejszą. Pomimo bolesnej straty ziem wschodnich, bilans historyczno-terytorialny jest korzystny, właśnie ze względu na osiągnięcie linii Odra-Nysa i likwidację gniazda niemieckiego w Prusach. Historyczne przeczucie mówi mi, że idąc na współpracę dobrowolnie, osiągnęlibyśmy więcej.
gjw dnia grudzień 16 2007 10:28:37
Stalin stał się pragmatykiem dopiero po 22 VI 1941 (do pewnego stopnia i do czasu). Hitler był dość pragmatyczny od początku. Hitlerem miał kto się zająć, bo Trzecia Rzesza stanowiła zagrożenie dla światowego żydostwa i przewagi Anglosasow nad resztą świata. Stalin takiego zagrożenia nie stanowił. Truman obudził się (też nie do końca) dopiero na odgłos armat w Korei. Właśnie pojscie z Hitlerem na Stalina byłoby roztropne, bo za cenę pewnych strat na zachodzie pomoglibyśmy zniszczyć zagrożenie ze wschodu, ktore figę obchodziło Anglię i Francję, a tym bardziej Amerykę. Wystarczyło wyciągnąć wnioski z tego, jak w swoim czasie, mając wszelkie środki w tym kierunku, "pomogli" białym Rosjanom.
Tlyko że niestey narod był wychowany w nienawiści do szwaba i ruska do tego stopnia, że sobie nie wyobrażał walki po stronie ktoregokolwiek z tych paskudziarzy. Obawiam się, że SN u władzy też liczyłoby aż do marnego końca na pomoc wielkich mocarstw kolonialnych.
Ten błąd wciąż się powiela. Nasze miejsce jest w Europie, między Niemcami a Rosją. Razem z nimi musimy walczyś o życie z tym, co słusznie przezwano Nowym Imperium Brytyjskim i co jest zresztą szkodliwe rownież dla samych narodow anglosaskich.
Jestem głęboko przekonany, że pomoc amerykańska okaże się w pewnej chwili taką samą fantazją polityczną, jak pomoc anglo-francuska w 1792, 1794, 1863 i 1939. Zresztą już widać, o co im chodzi; o wyssanie z nas wszystkich sokow żywotnych. Tradycja drenażu mozgow żyje! Narod to być może instynktownie wyczuwa i dlaetgo nie jest wyraznie przeciwny UE.

P. S. Książka o gen. Zagorskim pokazuje, że już od dawna w samym środku duszy polskiej rozgościła się cywilizacja bizantyjska, a nawet turańska. Czołowką i chlubą Zachodu nie byliśmy, nie jesteśmy i być nie możemy. Gorzka prawda jest lepsza od słodkich kłamstw i samooszukiwania się.
Adam Smiech dnia grudzień 19 2007 10:14:41
Niestety, głęboko nie zgadzam się z Pana spojrzeniem na kwestię relacji Polska-Niemcy-ZSRR w kontekście potencjalnych rozwiązań sytuacji w 39 r. Po kolei:
1.Co innego polityka wewnętrzna III Rzeszy, co innego zewnętrzna. Jeżeli rządy hitlerowskie podjęły skuteczną walkę wewnątrz narodu niemieckiego z degeneracją i demoralizacją okresu powojennego (Republika Weimarska), to z punktu widzenia obiektywnego, można to naturalnie ocenić pozytywnie (i czynił to przed wojną m.in. Jędrzej Giertych; nawiasem mówiąc, tylko w kategoriach obiektywnych może to cieszyć, z punktu widzenia Polski, lepiej jak w Niemczech rządzą socjaliści i panuje mniejszy lub większy chaos i demoralizacja), ale w naszej sytuacji jest to rozważanie akademickie, gdyż dla nas najistotniejsze znaczenie miała, ma i mieć będzie niemiecka polityka zewnętrzna. Hitler bardzo szybko wszedł w sojusz z kołami kajzerowskiego militaryzmu-imperializmu, był to warunek sine qua non jego powodzenia, a to Polska właśnie była pierwszym celem tegoż imperializmu. Wyobrażanie sobie, że potężne Niemcy, które pokonały Rosję sowiecką, mogłyby tolerować coś więcej ponad bezwolny, całkowicie uzależniony od siebie kadłub pseudo-polski, jest, przepraszam Pana, wielką naiwnością. Nie na tym kierunku geograficznym. Niemcy kajzerowskie przegrywając wojnę na zachodzie, mając zdecydowanie mniej atutów od Hitlera, rozgrywały wschód w duchu zdecydowanie antypolskim (pokoje brzeskie) i miały zamiar przybrać sobie tzw. pas graniczny Kongresówki. Zresztą, fakty pokazują nam, jaki byłby nasz los - co się stało z Czechosłowacją, co się stało z Francją. Natomiast los państw znajdujących się pod opieką Niemiec (Chorwacja, Słowacja), które nie były obciążone piętnem antyniemieckości(tak jak była obciążona Polska), które istniały tylko dzięki protektoratowi Niemiec, był ściśle związany z losem suwerena. Nie ma żadnych gwarancji, że pokonanie ZSRR oznaczałoby ugruntowanie się władzy Hitlera na dziesiątki lat.
2.Stalin był bardzo pragmatyczny już w 20 r., kiedy własną decyzją zniweczył (na szczęście dla nas) szanse powodzenia ofensywy ACz na kierunku lwowskim. Powtórzę tylko, że nasze cele narodowe na kierunku niemieckim, chcąc, nie chcąc, osiągnęliśmy dzięki zwycięstwu Armii Czerwonej i dzięki twardej postawie Stalina w Poczdamie. Taki paradoks naszych dziejów.
3.Przeciwieństwo polsko-niemieckie nie należy do spraw bieżącej taktyki politycznej, którą można do woli zmieniać w zależności od notowań na giełdzie. To spór o znaczeniu zasadniczym, historycznym. My o tym na stulecia zapomnieliśmy, z różnych zresztą powodów i założyliśmy sobie sznur na szyję. Wspaniałomyślne pozostawienie na arenie dziejów neokrzyżackiego państwa po ostatniej wojnie z zakonem było jednym z największych błędów w całej historii Polski. Potem był Radnot 1656 r., 1657 r., koronacja królewska w Prusach, Fryderyk tzw.Wielki i koniec. Obok tego skandaliczne zaniedbanie sprawy np. Śląska, po który wystarczyło sięgnąć ręką. W XVIII wieku mieliśmy rządy niemieckie w Polsce i szaleństwo sojuszu z Prusami w czasie sejmu czteroletniego. Nie widać więc tutaj nienawiści do Niemiec, raczej zapatrzenie i zaślepienie. Dopiero Ruch Narodowy wychował większość narodu w duchu antyniemieckim, to prawda, ale nie jest to negatywem, ale wielką zasługą. Z drugiej strony, tegoż Ruchu Narodowego było również zahamowanie polskiej szaleńczej tradycji antyrosyjskiej. Jedno i drugie nie było, jak to dziś niektórzy przedstawiają, podyktowane tylko doraźnymi względami i obliczone na lata, powiedzmy 1907-18. Chodziło o zasadniczą zmianę myślenia narodowego, o zasadniczą zmianę priorytetów i celów. Odkryto kilka prostych prawd, takich jak konieczność takiego prowadzenia polityki polskiej, aby nie dopuścić do aliansu niemiecko-rosyjskiego itp. Dlatego m.in. wybór "interesowny" pomiędzy Niemcami a ZSRR w latach 30-tych dla narodowców nie wchodził w grę, gdyż była to kwestia ideologii, więcej, ideologii sprawdzonej i słusznej. Wie Pan, z obrzydzeniem patrzę na ludzi, którzy byli narodowcami przed wojną albo nawet dalej uważali się za narodowców, a poszli później na współpracę z Niemcami. Skiwski w sferze propagandy, czy różni, de facto współpracownicy zbrodni, tacy jak Wawrzkowicz (mord Pacholczyka w lokalu otrzymanym od Niemców i za ich wiedzą - kłania się słynny Paul Fuchs), czy renegaci jak Iłłakowicz, jeżdżący z SS-manami po obozach jenieckich (po powstaniu warszawskim), próbujący tworzyć polski legion u boku Niemiec.
4.Tak jak i Pan uważam obóz anglosaski za wielkiego wroga Polski i cywilizacji łacińskiej w ogóle. Nie mam złudzeń, co do jego intencji, zwłaszcza wobec Polski, i boleję nad zwykłą głupotą ślepców wielbiących USA i Anglię. Dmowski też był jak najgorszego zdania o tym obozie, jako o obozie już wówczas całkowicie poddanym żydostwu, a jednak poprowadził z tym obozem grę o niepodległość Polski, a do tego potrzebne było powalenie Niemiec. Stąd też Polska w II w.św. znalazła się słusznie w obozie antyniemieckim, z tym że zabrakło polityka formatu Dmowskiego do poprowadzenia polityki w wielkim stylu. Wyjście Andersa z Rosji i pułapka katyńska były końcem polityki polskiej w II w.św. St. Grabski może jako jedyny rozumiał sytuację i jej konsekwencje, ale był za stary i zbyt skonfliktowany ze sceną polityczną polskiego Londynu.
5.Mam nadzieję, że to przejęzyczenie z Pana strony, ale stwierdzenie "za cenę pewnych strat na zachodzie" mną wstrząsnęło. O konsekwencjach tych pewnych strat pisałem już wyżej, tak w obecnym poście, jak i w poprzednim.
6.Dziś nasza polityczna aktywność, tak jak kiedyś, powinna być skierowana głownie na Rosję i Francję. Nie dajmy się ogłupić anglosasko-niemieckim agentom, którzy z uporem maniaka głoszą, że "polityka Dmowskiego, tak, tak, ale to wtedy było dobre, dziś już nie" itp. bzdury. Tymczasem oni prowadzą cały czas tą samą, bezmyślną politykę i jest wszystko, nomen omen, OK. czyli ich polityka jest ponadczasowa, chociaż historia zweryfikowała ją wielokrotnie negatywnie.
7.Czy możemy być chlubą Zachodu? Ja uważam, że możemy. Tylko, że Zachód, który mam na myśli istnieje tylko jako ideał abstrakcyjny. To, co geograficznie jest na zachodzie już dawno przestało być Zachodem. Jest kloaką, na której żydostwo przeprowadza swe kolejne eksperymenty socjologiczne.
gjw dnia grudzień 19 2007 13:10:20
Stalinizm przyniósł naszemu krajowi najgorsze możliwe rządy najmniej do tego odpowiedniej grupy mniejszościowej, zniszczenie polskiego ziemiaństwa, a komunizm jako taki zaszczepił w narodzie głębokie przekonanie, że Dziesięć Przykazań przestało obowiązywać. Szczecin i Wrocław nie był nam potrzebny do szczęścia; Wilno i Lwów zupełnie by wystarczyły. Twierdzę tak nie tylko dlatego, że mój dziadek urodził się we Lwowie.

Wskazanie Dmowskiego było jasne: Polska z każdą niebolszewicką Rosją. Przed podległością wobec Rosji bolszewickiej broniły się rękami i nogami wszystkie prawdziwe siły patriotyczne; z NOW-AK i NSZ włącznie. Gbyby NSZ-owcy myśleli dogmatami, to zamiast wydostać się na Zachód, gdzie mogli to i owo dobrego zrobić, byliby skończyli jak Doboszyński. Już Pan zapomniał, co robili z narodowcami ludzie pokroju Bermana?
Tak im podziękowali Sowieci za walkę z hitleryzmem. Anglosasi (zwłaszcza FDR) byli już wówczas rzeczywiście w znacznej mierze marionetkami potomków Jakuba, ale pewnych rzeczy się nie dopuszczali; nawet im takie numery przez myśl nie przeszły.

O tym, że Stalin był pragmatykiem przed 1941 nie sposób przekonać nikogo, kto zna choćby w zarysie historię ZSRR (a ja znam ją dokładnie). Oczywiście, w zaistniałej w toku wojny sytuacji pokonanie Wehrmachtu przez Armię Radziecką umożliwiło narodowi polskiemu (i nie tylko naszemu narodowi) biologiczne przetrwanie. Jeśli o to chodzi, to oczywiście się zgadzam, że nie było (od 1941) innego wyjścia jak walka po stronie Stalina, a raczej narodów Rosji, bohatersko broniących swojej ziemi.

Dajmy jednak chociaż trochę spokoju przeszłości i pomyślmy o przyszłości. Czy np. jest w naszym interesie mieć na zachodzie jako sąsiada zamiast Niemiec światowy kalifat? Czy polityka szukania zwady z Niemcami może nam coś dać? Chyba raczej trzeba współpracować z oboma wielkimi sąsiadami, zwłaszcza w kierunku osłabienia NATO, które w istocie rzeczy nie gwarantuje bezpieczeństwa nikomu prócz Izraela.
Zgodzę się natomiast chętnie z tym, że podstawowym celem polityki zagranicznej Polski powinno być oparcie się na Rosji. Na tej podstawie i chyba tylko tej można dogadać się również z Niemcami. Niemcy są bowiem obecnie w podobnej sytuacji jak Rosja około roku 1907; wbrew pozorom granitowych podstaw ledwie się trzymają i dryfują nie wiadomo dokąd.
gjw dnia grudzień 19 2007 13:23:29
P. S. To, że Prusy (i Szwecja) zwróciły się przeci Rzplitej szlacheckiej było tak naprawdę głównie "zasługą" kontrreformacji. Państwo polsko-litewskie było z natury wielowyznaniowe i tylko na podstawie tolerancji religijnej mogło przetrwać i się rozwijać. Wytrącenie ze stanu równowagi niebywale wyosko rozwiniętego układu polityzcnego demokracji szlacheckiej doprowadziło do jegotrwałego zepsucia. Zygmunt Waza, jego młodszy syn i jezuici, bez przerwy toczący świętą wojnę w interesie Rzymu, Wiednia i Madrytu, stali się ojcami całej zdrady i warcholstwa, które doprowadziły do upadku Polskę i Litwę.
To prawda, że Komensky przeszedł na stronę szwedzką, tylko że najpierw było burzenie zborów przez tłuszczę i mordowanie innowierc'w; przyjeżdżała jazda radziwiłłowska i siekła tę tłusuzczę szablami, a potem Sienkiewicz napisał, że Janusz R. krwawo prześladował katolików... Tylko jak potem ładnie bili się katolicy pozostawieni we własnym sosie; zwolennicy Czartoryskich I Radziwilłłów nieświeskich itd. No i o tym niestety J. Giertych "zapomniał". Owszem, można w nim upatrywać autorytetu (osobiście uważam za wielkie osiągnięcie myśli politycznej pojącie nacjonalizmu chrześcijańskiego), ale czy absolutnego? Dla mnie wartości absolutne to miłość ojczyzny i wiara w Trójcę Świętą.
Adam Smiech dnia grudzień 19 2007 14:05:17
1.Myślę, że nie będziemy się sprzeczać, co do tego, że stalinizm był złem, bo był. Kwestia jest innego rodzaju - czy będziemy uprawiać bohaterszczyznę(choćby nie wiem jak pięknie nazwaną i opiewaną), czy będziemy ratować co się da. Uprawiający bohaterszczyznę zasilali w naszej historii szeregi różnych organizacji podpuszczanych przez naszych wrogów do czynów pięknych a bezowocnych i, co najważniejsze, przynoszących straszne klęski całemu narodowi. Głoszenie dziś ich chwały i pójście ich drogą uważam za szkodliwe w najwyższym stopniu, i na ile mogę będę taką postawę zwalczać, także za cenę usłyszenia epitetów pod swoim adresem. To nie oznacza wcale, że pochwalam bezkrytycznie Zajączków i Wielopolskich, ale z punktu widzenia konsekwencji dla losów narodu, oceniam ich postawę zdecydowanie wyżej od Wysockich i Bobrowsko-Padlewskich stawianych dziś za wzór tylko nie wiadomo czego- beztroski w myśleniu o Ojczyźnie?
2.I cóż takiego udało się NSZ-owcom zrobić na Zachodzie poza popadnięciem w rusofobię i piłsudczyznę(np. Żochowski; oczywiście generalizuję, ale myślę, że nie jest to dużą przesadą)? Przepraszam, ale uważam działania NSZ-ONR za wielki błąd na granicy zdrady. Ich tłumaczenia są dziecinne. Wyobrażanie sobie w 45 r., że Niemcy pokonają ACz(mógł tak myśleć Mackiewicz w 41 albo Anders w 42, ale to wszystko) świadczy o dwóch zasadniczych rzeczach, że ideologowie NSZ-ONR to byli fantaści oraz, że w związku z tym, nie należało iść ich drogą.
3.Stalinizm i jego negatywna rola w latach 44-56 nie podlega dyskusji, ale nie może zaciemniać całej ówczesnej rzeczywistości oraz pracy i wysiłku ludzi wówczas żyjących, którzy bezinteresownie dźwigali z ruin zniszczoną Polskę.
4.W tamtych okolicznościach nie mogliśmy sobie wybierać Lwów-Wilno, czy Wrocław-Szczecin. Nie od nas to zależało. Jeśli więc o tym mówimy, to jest to jedynie mowa życzeniowa. Ja wpisując się w takie myślenie powiem-mieliśmy prawo do Wrocław-Szczecin i Lwów-Wilno. Wynikało to z prawa międzynarodowego i z okoliczności wybuchu II w.św. Ale jestem również przekonany, że gdyby politykę polską prowadził kto inny, to nawet w sytuacji hegemonii ZSRR usankcjonowanej przez anglosasów mogliśmy mieć Wrocław-Szczecin i Lwów. A wtedy inaczej zaśpiewalibyśmy Litwinom w 1990 r.
5.Oczywiście, mówiąc o pragmatyźmie Stalina, miałem na myśli tylko wskazane fakty z np. wojny 20 r. Wiem, że nie był pragmatykiem zabijając okrzepłą kadrę swojej armii, czy niszcząc dobrze funkcjonujący NEP, obserwując jednak jego decyzje od 39 r., poza pewnym wyprowadzeniem w pole przez Hitlera (ale jednak w warunkach przesunięcia przyszłej linii frontu o 200-300 km), był jednak zasadniczo pragmatykiem.
6.Rozważania Dmowskiego o wyprawie komiwojażera na Rosję wskazują, że patrzył on na problem rosyjski niejako w oderwaniu od ustroju państwa. I choć endecja lat 30-tych uległa mniemaniu o mocarstwowości Polski, to jednak np. Rybarski także wskazywał na konieczność podjęcia prób dogadania się z bolszewicką Rosją.

c.d.n.
Adam Smiech dnia grudzień 20 2007 02:57:21
c.d.

7.Nie głoszę polityki zwady z Niemcami. Zwada nie może być celem samym w sobie. Polska polityka wobec Niemiec musi jednak twardo trzymać się historycznych racji, nie po to, aby eskalować konflikt, ale po to, żeby Niemcy wiedziały, że mają do czynienia z partnerem, z którym nie warto pewnych spraw poruszać. Jestem za jak najszerszą współpracą gospodarczą między naszymi państwami, natomiast w polityce międzynarodowej nie ma zmiłuj, Polska powinna być hamulcowym zamierzeń niemieckich, powina wyprzedzać ich inicjatywy na kierunku rosyjskim i francuskim itp.
8.Co do kalifatu, to już trochę wkraczamy w sprawy wewnętrzne Niemiec i Europy Zachodniej w ogóle. Problem imigracji muzułmańskiej w Europie jest problemem administracyjnym, nie jest to żadne zagrożenie wielkiego formatu cywilizacyjnego, czy politycznego, natomiast w dalszej perspektywie jest to poważne zagrożenie demograficzne. Ale, czy to skutek działań muzułmanów, czy to ich wina? Zdecydowanie nie. To wina hedonizmu, który rozlał się po zachodnich społeczeństwach począwszy od lat 60-tych. Wygodne życie, niechęć do gorszych prac, spadająca gwałtownie rozrodczość. No, to sprowadzono Arabów, żeby rozwiązać problemy, które nagle stanęły przed gnuśnymi Europejczykami. Dziś rozwiązanie problemu islamizacji Europy leży po stronie kilku największych państw Zachodu. Pytanie czy, po pierwsze, zrobią cokolwiek, aby zmobilizować swoje narody do pracy i rozrodczości, po drugie, czy dojdą do porozumienia, co do podjęcia administracyjnej decyzji o usunięciu Arabów z ich krajów. Jeśli nie, demografia ich wykończy. Czy to jednak jest aby nasz problem? Czy znowu mamy za milijony cierpieć, być Winkelriedem narodów? Ja odpowiadam, nie. To problem Zachodu, przez Zachód sprokurowany i przez Zachód mogący znaleźć rozwiązanie. Że wskazane środki zaradcze są nierealne wobec hedonistyczno-relatywistycznej mentalności obecnego Zachodu? No, cóż, trudno. Tym bardziej wskazuje to na nasze miejsce na Wschodzie, który jest dzisiaj mocniejszy, i który zdradza objawy odrodzenia. Nie dajmy się wmanewrować w jakieś krucjaty ratowania Zachodu. Nie można stawiać na szalę istnienia narodu i państwa dla ratowania, przepraszam za spłycenie tematu, wolności związków homoseksualnych. Obecny Zachód nie jest wart mszy, nie jest wart obrony, nie wytrzymuje moralnego porównania ze światem arabskim. Trzeba być głupcem, aby bronić sprawy tak bardzo nie zasługującej na obronę.
9.Co do oceny kontrreformacji, reformacji itp. nie zgodzimy się. Myślę, że nasze dyskusje są dowodem wzajemnego szacunku i tolerancji dla wyznaniowej odmienności, jednak zawsze w pewnym momencie dojdziemy do granicy możliwości porozumienia. Ja, jako katolik, powiedzmy, trydencki(oczywiście tylko dla odróżnienia od pogrążonych w relatywiźmie i chaosie pojęciowo-ideologicznym katolików posoborowych) nie zaakceptuję protestanckiej wizji historii, zaś Pan nie zaakceptuje katolickiego spojrzenia na to samo. Tak więc nie kłóćmy się o to i nie przekonujmy, bo zapewne przekonać się nie zdołamy.
10. Jędrzej Giertych jest dla mnie bez wątpienia wielkim autorytetem, co nie oznacza, że jedynym, ani też nie oznacza, że z wszystkimi Jego poglądami i ocenami wyrażanymi w ciągu długiego życia się zgadzam bezrefleksyjnie. Był on niewątpliwie jedynym godnym nastepcą Dmowskiego i tego nie trzeba udowadniać wobec oczywistej niemocy intelektualnej londyńskiego SN, któremu od 39 r. wystarczała rola wypełniacza w ogonie piłsudczyzny. Jako pisarz polityczny i hstoryczny Jędrzej położył ogromne zasługi dla Myśli Narodowej, dla jej utrwalania, przypominania i rozwoju. Jego spojrzenie na historię Polski jest najgłębszym wyrazem Myśli Narodowej na polu nauki historii. Można się z tym spojrzeniem nie zgadzać, ale nie można go ignorować ironicznym zbyciem. Czyniąc zastrzeżenie, że ja oceniam ex post, mogę powiedzieć, że mylił się podzielając wiarę w potęgę Polski przed wojną (doskonale widoczne w bardzo dobrej zresztą książce "O wyjście z kryzysu"], mylił się po wojnie, przez kilka lat czekając na wojnę anglosasów z ZSRR (razem z nim myliły się tysiące innych Polaków), wreszcie mylił się, ogłaszając entuzjastycznie koniec kryzysu Kościoła po wyborze papieża-Polaka. To tytułem przykładu. Nie podzielam też niektórych ocen historycznych Jędrzeja np. skrajnie negatywnej oceny AK. To wszystko nie zmienia jednak faktu, że był doskonałym analitykiem politycznym i historycznym, i że swoje przemyślenia przekładał na język Myśli Narodowej (to prawda, że w bardzo rozwlekły sposób, co dla niektórych jest również wadą). Powtarzam, można się z Jego analizami nie zgadzać, ale ignorowanie ich kompromituje krytyka. Ciekawym przykladem takiej kompromitacji jest krytyka w wykonaniu J.R. Nowaka, który przeczytał ksiązkę "O Piłsudskim", podsumowującą to wszystko, co Jędrzej przez życie o Piłsudskim napisał i dlatego pozbawioną drobiazgowych przypisów i bibliografii, i ogłosił "triumfalnie", że Jędrzej głosi gołosłowne oskarżenia pod adresem wielkiego(sic!) Polaka. Jędrzej pozostawił (o dziwo w skondensowanej formie) swój testament polityczny w ostatniej autorskiej Opoce z 1988 r. Szkoda, że narodowcy lat 90-tych nie podjęli prób jego realizacji, stawiając się w sytuacji wiedzących lepiej. Skończyło się to, w ostatnim czasie groteskową wręcz apostazją LPR, która z kompromisu w sprawach zasadniczych uczyniła swojego bożka, a dokładnie przed tym najmocniej przestrzegał w 88 r. Jędrzej.
gjw dnia grudzień 20 2007 08:55:37
Uprzejmie dziękuję za tak obszerną wypowiedź ujętą w przyjrzystych punktach. To świadczy o umiejętności porzdnego myślenia, która jest w zaniku w dzisiejszych smutnych czasach.
Odpowiem na każdy punkt z osobna.

1) Święta racja! Należy jednak za każdym razem dobrze się zastanowić nad tym, co w danych okolicznościach jest chciejstwem, a co realizmem.
2) NSZ, a zwłaszcza jego Brygada Świętokrzyska, stanęły przed prostym wyborem; udać nagłą chęć zawarcia małeństwa z rozsądku z III Rzeszą albo dać się wybić siepaczom - Azjatom z NKWD. Chyba każdy na ich miejscu wybrałby to pierwsze. Po tym, co się stało w latach 1939-49 trudno zaś było wymagać od nich miłości do ZSRR. Nic wielkiego nie zdziałali? Owszem, bo nie mieli możliwości; Jankesi odpychali komunizm tylko na wiecach przedwyborczych Eisenhowera.
3) To jest rzecz oczywista dla każdego samodzielnie myślącego człowieka.
4) Hm... Naprawdę? Przecież Stalin był w tym wypadku rzecznikiem rosyjskiej racji stanu (co prawda wyłącznie państwowej) nakazującej przesunięcie granicy z łacinnikami na linię Bugu. Miał przy tym ten sam zwyczaj co Hitler; lubił łamać wszystkie układy. Oczywiście w takich gdybaniach możemy tylko wymieniać się przypuszczeniami.
Mi sobiście bardzo żal Wilna i Lwowa, bo tam każdy kamień był przesączony polską myślą i potem, a we Wrocławiu trzeba było głęboko kopać, żeby się jego polskości (ostatecznie wykorzenionej przez kontreformację niemiecką w XVII w.) dokopać, a w Szczecinie, to nawet pod fundamenty.
5) Chyba raczej chciał być bliżej Atlantyku. Jego siły zbrojne nie były przygotowane do walk obronnych. Żył mrzonką Lenina o całkowitym wzajemnym wykrwawieniu się imperialistów. Tak oceniał sytuację np. wywiad amerykański.
6) Mimo wszystko podjęcie takich prób na pewno by nie zaszkodziło. W najgorszym wypadku zmusiłoby Hitlera do podania niższej ceny za pomoc. W najlepszym odwlekłoby dwś do 1942, zgodnie z pierwotnym planem przywódców NSDAP.
7 i 8) Powstaje poważne pytanie, a raczej dwa:
a) Czy to Niemcy stanowią dla nas dzisiaj główne zagrożenie? Czy przyczną dziejszej biedy i beznadziei w naszym kraju jest wspólna granica z Niemcami, czy raczej połączenie najgorszych cech biurokracji i etatyzmu z kapitalizmem typu spekulacyjnego i czy to nie jest robak toczący w równej mierze nas i naszych zachodnich sąsiadów?
Czy muzułmański fanatyzm po pochłonięciu Francji i Niemiec ustanowi swoją odwieczną granicę na Odrze? I czy będzie wtedy takie ważne, że odpowiedzialność za to spada na błędną politykę "politycznie poprawnych", hedonizm, lata 60-te itd.?
Natomiast oczywiście jest to sprawa do załatwienia przez Niemców, Francuzów itd., a dokładniej przez NPD i Front Narodowy, bo raczej nikt inny się za to nie weźmie, co widać po pierwszych miesiącach rządów Sarkozy'ego...
Ta gra będzie się zaś toczyć nie o przywileje dla mniejszości seksualnych itp. ale o to, czy Europa będzie aryjska czy semicko-murzyńsko-turańska. To zaś powinno nas obchodzić bardziej niż np. obrona Głogowa w XII wieku.
Jedno chciałbym wyraźnie zaznaczyć; jeśli mamy na ten ważny cel łożyć dalszym krwotokiem młodej krwi (emigracją i asymilacją) itp. środkami aż do naszego własnego zniszczenia, to ja oczywiście też się na to nie zgadzam.

9) Chylę czoła! Ja po prostu nie znoszę rozmaitych "katolików ale...", "ewangelików, ale bez przesady", zwolenników fałszywie pojętej tolerancji (np. również dla "Kościoła" Moona), a wreszcie czekających na cuda tzw. ekumenizmu. Każde porządne wyznanie chrześcijańskie powinno zadbać o własną wyrazistość oraz porządek i moralność we własnych szeregach, co jest koniecznym warunkiem wzajemnego szacunku i co (przy pomocy Ducha Świętego) będzie dopiero właściwą podstawą do przyszłej pełnej jedności.

Podsumowując, nie pragnę kompromisu w sprawach zasadniczych, który rozmydli naszą formację aż do jej ostatecznego zaniku. Natomiast uważam za konieczne wniesienie poprawek do ocen szans i zagrożeń na każdym odcinku, gdzie sytuacja uległa zasadniczym zmianom od czasu śmierci J. Giertycha, a tym bardziej R. Dmowskiego.
Np. zasadnicza wrogość do Niemiec nie powinna już dłużej być naszym wyznacznikiem. Oczywiście z drugiej strony głoszenie niezłomnej przyjaźni polsko-niemieckiej byłoby szczytem głupoty. Dmowski widząc słabość Rosji, a zarazem brak szans we frontalnych starciach z jej wciąż przeważającą siłą, wycofał się z polityki konfrontacji z caratem (Popławski "zaliczył" wszak Cytadelę!) i przeszedł do coraz bardziej owocnych targów z autokratyzmem petersburskim, nie lękając się łatki rusofila, a nawet rusyfikatora. Dlatego w pełni podzielam przekonanie, że był największym Polakiem pierwszej połowy XX wieku.
gjw dnia grudzień 20 2007 09:04:52
P. S. Ależ z tego wyszedł tasiemiec! I czy ktoś trezci zdoła przez to przebrnąć i coś (istotnego) odać? Oby!
Adam Smiech dnia grudzień 20 2007 10:04:38
Widzi Pan godzinę mojego ostatniego wpisu? Proszę wybaczyć, ale na razie nie odpowiem. Dyskusja nie jest najłatwiejsza, ale myślę, że ciekawa.
gjw dnia grudzień 21 2007 12:09:00
Taka dyskusja jet bardzo potrzebna, nawet jeżeli na razie ogranicza się do dwóch facetów, którzy nawet osobiście się nie znają. "Pospolite ruszenie oszołomów" wszelkiego autoramentu wyczerpało wszystkie swoje możliwości. Trzeba się bardzo poważnie zastanowić nad tym, co robić dalej, bo porzucenie idei w naszym wypadku nie wchodzi w rachubę, ale skoro coś się robi, niech to będzie skuteczne, nawet jako bardzo długi marsz.
Adam Smiech dnia grudzień 24 2007 10:02:26
Mam wreszcie chwilkę... Dlatego krótko, odnośnie ostatniego wpisu. W zasadzie się nie znają. W zasadzie, gdyż kiedyś się poznaliśmy, to był chyba 96-97 rok, dawna siedziba SN Ojczyzna w Łodzi. Rozmawialiśmy wtedy m.in. o księdzu Poradowskim. Potem umawialiśmy się na wyjazd kurierski do W-wy, ale nic z tego nie wyszło. Pamiętliwy jestem, co? Oczywiście, de facto się nie znamy, to był tylko epizod sprzed lat.
gjw dnia grudzień 28 2007 10:26:51
Kolportaż "O." to była piękna przygoda, która jednak wykazała mi naocznie, że rpzeciętnie rzecz biorąc na sprawie narodowej polskiej zależy co dwusetnemu miezskańcowi naszego kraju.
Z drugiej strony była to bardzo dobra gazeta, której poziom moralny, warsztatowy i ideowy sięgnął w latach 1997-2000 takich wyżyn, na jakie koncern ks. Rydzyka (jestem o to dziwnie spokojny) musiałby się wspinać prze sto lat (o ile tak długo pociągnie).

Cała ta sprawa uświadomiła mi na trwałe jedno; jest w naszym kraju wąska mniejszość ludzi,posiadających wiedzę i poziom odpowiedni do tego, aby rządzić całym krajem i zapewnić mu godną przyszłość. Ta grupa mogłaby jednak sprawować władzę wyłącznie w ustroju arystokratycznym, a nie w warunkach rządów kosmopolitycznej oligarchii udającej demokrację. Zdemoralizowany i ogłupiony lud utracił bowiem najwyraźniej nawet instynkt samozachowawczy.
Adam Smiech dnia styczeń 03 2008 09:15:59
Witam po Świętach! Co prawda, zamiast odpocząć dopiero teraz właśnie potrzebuję odpoczynku, niemniej wypada coś napisać w nowym rokusmiley.
Ma Pan rację, Ojczyzna we wspomnianych latach to był doskonały tytuł. Szczerze mówiąc, nie wiem nawet, jakie były kulisy upadku pisma. Pewnie większość przyczyn dałaby się zamknąć w katalogu przywar Ruchu Narodowego po 88 r., choć mnie i tak zawsze najbardziej zastanawiały wolty. Chodzi mi o pewnego pana, który skończył(?) w Naszej Polsce. Od narodowej Ojczyzny do piłsudczyków i rusofobów z Naszej Polski! Śmieszne i straszne zarazem!
Co do przekazu Myśli Narodowej ogółowi. Musi mi Pan uwierzyć na słowo, ale gdyby żałośni karierowicze i agenci anglosascy nie zniszczyli Ligi, i gdyby inni ludzie zostali posłami, to możnaby było, przynajmniej w naszym województwie, dotrzeć do bardzo wielu ludzi z pozytywnym przekazem ideologii narodowej. Mieliśmy na to pomysł. Zamiast tego była beznadziejna merytorycznie [o obliczu konserwatywnym "American-style"] acz na pięknym papierze, niskonakładowa, Racja Polska.
Tak jak pisałem w innym temacie, ludzie tzw. Zachodu, mam na myśli tzw. ogół zwykłych ludzi, mają zapewniony taki poziom egzystencji, że, biorąc dodatkowo pod uwagę obniżone w ostatnich dziesięcioleciach standardy intelektualne, zawężenie potrzeb estetycznych, czy generalnie horyzontów myślowych, czują się oni zadowoleni z w miarę wygodnego życia i nie będą ryzykować go dla niepewnej przyszłości walczących o pryncypia. Można sie napić (wystarcza), można się pośmiać(tv dostarcza prostackiej rozrywki), można się coraz swobodniej prowadzić moralnie(panujący relatywizm i upadek wpływu Kościoła), więc czego więcej trzeba? Nasi wrogowie o tym doskonale wiedzą, nauczyli się wyciągać wnioski z historii i dla dobra swego niepodzielnego panowania, nie będą ryzykować powrotem do XIX-wiecznego wyzysku. Dzisiaj wyzyskują w starym stylu jeszcze np. Murzynów w Afryce(jak by podskakiwali, to zawsze można odgrzać jakiś konflikt plemienny), natomiast wyzysk białego człowieka prowadzony jest w białych rękawiczkach, bez odbierania większości (tj. grupie na tyle silnej, żeby jej bunt był zagrożeniem dla oligopolu) podstaw egzystencji. W tych warunkach my nie możemy wiele zdziałać. Widać to na przykładzie głosowania Polaków za UE. Widać także jak słuszne protesty rzeczywiście pokrzywdzonych(rybacy) przechodzą gdzieś obok głównego nurtu życia, gdyż zwyczajnie ich siła jest zbyt mizerna, żeby zachwiać systemem, a inni dla nich nie poświęcą "Tańca z gwiazdami" i czego tam jeszcze.
Pozdrawiam
gjw dnia styczeń 03 2008 17:46:23
"O." przestała się ukazywać dlatego, że ogromna większość współpracowników miała z tego tylko parę złotych (prowizja z kolportażu, wynosząca 50 gr w czasie gdy egzemplarz kosztował 2 zł), a ich neopłacoan praca była przeznaczona na utrzymanie lokalu redackji i pokrycie innych niezbądnych kosztów. Nagromadzone w ten sposób środki kol. Rybicki postanowił jednak przeznaczyć na swoją kampanię preyzdencką w roku 2000. Nie docierały do niego argumenty, że wystąpienie kolejnego kandydata narodowego bądzie gorzej niż śmieszne i że o wiele lepiej byłoby np. poprzeć Łopuszańskiego. Autorzy się zbuntowali i złamali pióra nie chcąc dać się ośmieszać. To samo kolporterzy.
Do wspomnianego pana nie mam najmniejszych pretensji. Przeciwnie, to głównie dzięki niemu "O." w ostatnich trzech latach swojego istnienia wzbiła sią na szczyty poziomu warsztatowego, a również druk i kolportaż uległy radykalnemu usprawnieniu. W "N. P." starał się przepchnąć spporo narodowej publicystyki, pisząc o zagrożeniach od strony zachodu. Zresztą, z czegoś żyć trzeba. Swego czasu proponował Rybickiemu szereg środków prowadzących do większej dochodowości naszego dwutygodnika, ale ten człowiek był w pewnych sprawach głuchy na argumenty zdrowego rozsądku, o czym zresztą sam się parę razy przekonałem.
Oczywiście zgodzę się z poglądem, że w ciągo tych kilkunastu lat "N. P." przeszła "rozwój" ideowy, który jest zarazem straszny i śmieszny. smiley
Tak nawiasem, proponuję ustawienie jakiegoś nowego tematu dyskusyjnego; o wszystkim po trochu, bo już dawno wyszliśmy tutaj poza sprawę ś. p. gen. Zagórskiego.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014