Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona G?ówna Artyku?y Galeria ForumCzerwiec 07 2020 08:24:40
Nawigacja
Strona G?ówna
Artyku?y
Galeria
Kategorie aktualno?ci
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 7
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
14
14
Mordy UPA
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy si? angiels... [50]
Kto pomo?e mi sfo... [46]
Ba?kany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostro?nie ze s?owami, panie anonimie! Mo?e by tak zerwa? przy?bic? i stan??, jak m??czyzna, twarz? w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jeste?cie ostoj?... politycznej prostytucji. Wi?cej pisa? nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Mo?e by??

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porz?dek by trzeba zrobi?...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie wida? go.

Archiwum
Zygmunt Wasilewski - Pi?sudski
Historia Polski

Na ?wi?to 11 listopada prezentujemy skromny wyj?tek ze wspomnie? Zygmunta Wasilewskiego (1865-1948), jednego z najwybitniejszych dzia?aczy Narodowej Demokracji, dziennikarza, publicysty, autora szeregu ksi??ek, czo?owego krytyka literatury w okresie mi?dzywojennym. Wasilewski pisa? swoje wspomnienia w czasie okupacji. Jego ocena postaci i polityki Pi?sudskiego jest niezwykle ostra i bezwzgl?dna. Zapewne zdziwi?by si? niepomiernie i oburzy?, gdyby zobaczy?, co z legend? Pi?sudskiego zrobiono w III RP, przede wszystkim, ?e legenda ta sta?a si? histori?, na tyle, ?e dzisiaj niemal wszyscy autorzy pisz? o tej postaci przez du?e "M" w s?owie marsza?ek, cho? nie czyni? podobnie w przypadku wielkich królów, jak Chrobry, czy Jagie??o (nie s? oni dla nich Królami w ?rodku zdania). Legenda i wyp?ywaj?ce z niej (w?a?nie z legendy, nie z rzeczywisto?ci!) implikacje, ca?kowicie panuj? nad polsk? polityk?, umys?ami i emocjami.
Redaktor JN pracuje nad wspomnieniami Wasilewskiego (ukazywa?y si? w odcinkach w My?li Polskiej w Londynie w latach 1958-60), aby mog?y one, by? mo?e w przysz?ym roku, przybra? form? atrakcyjn? dla Czytelnika.
.


Zygmunt Wasilewski

Pi?sudski - koniec legendy

PI?SUDSKI przejdzie do historii jako cz?owiek, któremu si? uda?o na odbudowie pa?stwa polskiego zrobi? wielk? karier?. Historia nie znajdzie w jego ?yciu ani jednego czynu, ani jednej idei, które by potwierdzi?y, ?e by? budowniczym Polski XX wieku. Wszystko, co si? o nim g?osi?o, wszystko, za co sam siebie mia?, zapisze na rachunek legendy. By? zjawiskiem koniunkturalnym z manierami twórcy samodzielnego, m??em opatrzno?ciowym dla tych czynników, które chcia?y widzie? w Polsce rzeczy w takim stanie zagmatwania, w jakim by?a sama natura Pi?sudskiego. Taki w?a?nie potrzebny im by? dyktator w Polsce dla poskromienia jej zakusów nacjonalistycznych.

Na tym polega dramat dziejów narodu, ?e ?cieraj? si? w nim d??enia tych, którzy usi?uj? z narodu wydoby? si?y pozytywne, z d??eniami czynników, wypatruj?cych, gdzie s? jego s?abo?ci. Znale?? dla tych d??e? negatywnych wcielenie w jednym cz?owieku i zrobi? go wodzem - oto zadanie twórców legendy.

Pi?sudski istotnie do spe?nienia wzi?tej na siebie roli doskonale si? nada? ze wzgl?du na niepospolity dar inscenizowania swej osobisto?ci. ?atwo by?o pozna? jego natur?, gdy jako dzia?acz spiskowy w podziemnym ?wiecie socjalistycznym indywidualno?? sw? zaznacza?. Oczywi?cie nonsensem legendy jest powiedzenie historyka, ?e Pi?sudski przed Magdeburgiem "by? ju? dzier?ycielem w?adzy zwierzchniej w Polsce", nonsensem obliczonym na to, ?e nikt sensu w legendzie nie szuka. W szerokiej opinii spo?ecze?stwa Pi?sudski tych czasów znany by? tu i ówdzie z pog?osek anegdotycznych, i to ujemnych lub o?mieszaj?cych go. Nie móg? przecie? dzier?y? rz?du dusz w Polsce cz?owiek, znany z czynów takich, jak "Bezdany", czynów, które sprowadzi?y na kraj epidemi? bandytyzmu. Nie robi? te? powa?nego wra?enia we Lwowie, jak pami?tam, organizator polskiej si?y zbrojnej, na?laduj?cy z ca?ym upodobaniem i talentem odtwórczym statur? oficera austriackiego.

(...)

Otoczenie wodza, dobrane specjalnie dla celów tworzenia i realizowania legendy i nios?ce go na r?kach, czyni?o nies?ychane wysi?ki, aby bohatera mitu w górnej linii utrzyma?, stawiaj?c przed nim najszczytniejsze wzory. By?a to swego rodzaju zbiorowa twórczo?? poetycka, goni?ca na wyprzódki superlatywami pochlebczymi, z coraz wyra?niejszymi cechami deifikacji. Wytworzy?a si? wokó? atmosfera tak narkotyzowana, ?e o samokrytycyzmie nie mog?o w tym ?wiatku by? mowy. Inaczej nie wolno tam by?o mówi? o wodzu, jak, "najwi?kszy cz?owiek na ca?ej przestrzeni dziejów ?wiata". Studia literacko- polityczne g?osi?y, ?e Pi?sudski jest owym m??em ,"44", widzianym przez ks. Piotra.

(...) niewybredno?? moraln? wyhodowa?a z pierwocin niedba?ej kultury szko?a socjalistyczna, gardz?ca moralno?ci? w przekonaniu, ?e wszystkiego mo?na dokona? ?rodkami mechanicznymi. Pi?sudskiego ta edukacja socjalistyczna zrobi?a "mechanikiem" i to bardzo elektrycznym. W rezultacie w postawie jego pozosta?a tylko, jako najistotniejsza cecha jego indywidualno?ci, ??dza panowania, w?a?ciwie odgrywania roli panuj?cego, wed?ug misji, któr? mu ustala?a legenda. On sam ju? nad t? legend? nie panowa?, pozwalaj?c sobie jedynie na gierki poszczególne. Wed?ug tych gierek ocenia? mo?na jego pop?dy osobiste, ogólna linia dziejów by?a ju? nie jego. Historia zapisze na jego dobro, ?e przeciwstawia? si? zakusom bolszewickim swojej bandy, narzucaj?cej mu program rewolucyjny tzw. Rz?du Lubelskiego. By? szlachcicem litewskim, nie trzyma?a si? go wiara w panowanie proletariatu, wola? si? wesprze? klamk? zamku Nie?wieskiego, czego zreszt? nie mog?y mu wzi?? za z?e lo?e obsadzone przez konserwatystów. Wykwitowa? w ten sposób sfor? socjalistów, ch?tnie godz?c? si? na odszkodowania kosztem skarbu pa?stwa. P?aci? im hojnie posadami. Polska sta?a si? ?upem biurokracji, bogac?cej si?, swawolnej i u?ywaj?cej ?ywota. I to si? sta?o tre?ci? ?ycia pa?stwowego w ramach osobliwej konstytucji nadanej przez legend?. By?o to ?ycie reprezentacyjne, istny wodewil ilustrowany muzycznie niemieckim marszem "Pierwszej Brygady". Zagin?? gdzie? Z?oty Róg, który by wie?ci? jak?kolwiek ide?, wszystka energia psychiczna ucztuj?cych biesiadników zu?ywa?a si? na wzajemne toasty i na objawy kultu dla amfitriona, wiecznego solenizanta Pi?sudskiego, nie mog?cego si? nasyci? widokiem stawianych mu na ziemiach Chrobrego pomników i pomniczków.

(...)

Patrzyli?my na te rz?dy i na gospodark? biurokracji cz?sto ze ?miechem, cz??ciej jednak z trwog? i groz?. Kazano nam wierzy?, ?e wszystko jest dobrze ("byczo"), bo we wszystkim jest w?asna genialna kierownicza my?l Pi?sudskiego. Taka by?a teza legendy. Wiedzieli?my jednak, stoj?c na gruncie rzeczywisto?ci, co o tej genialno?ci i o jej mo?liwo?ciach my?le?. Pi?sudski mia? niew?tpliwie nie ma?o w swej naturze przyrodzonego bogactwa, ale te talenty by?y bez kultury. M??owi stanu niezb?dna jest kultura my?li twórczej, zdobywana przez gruntowne wykszta?cenie humanistyczne. Dwa lata sp?dzone w prosektorium na wydziale lekarskim uniwersytetu w Charkowie - oto by?a ca?a sposobno?? wy?szego kszta?cenia si? medycznego. Reszta m?odo?ci zesz?a w podziemiach spisków studenckich - na czytaniu tandetnych broszur socjalistycznych, wulgaryzuj?cych idee Marxa czy Engelsa, wreszcie w bojówkach bandyckich, z których si? wywi?za?a w ko?cu idea kadrówek zbrojnych wed?ug wymaga? nauki wojskowej. Ale i ta nauka by?a raczej samouctwem. Pi?sudski, nawet gdy ju? by? marsza?kiem, oceniany ze stanowiska wspó?czesnej wiedzy wojskowej, sta? najwy?ej na poziomie kapitana piechoty i to nie dyplomowanego.

Oczywi?cie ten zasób wiedzy nie by? wystarczaj?cy dla cz?owieka maj?cego decydowa? o losach pa?stwa w trudnych warunkach. Trzeba by?o nadrabia? spraw? za pomoc? legendy. Ale co najfatalniej wypad?o, ?e nie starczy?o tej wiedzy na samokrytycyzm i ?e Pi?sudski sam uwierzy? w swoj? legend?. Tak uwierzy? w nadprzyrodzono?? swoich darów i swego pos?annictwa, i? ?miesznym mu si? wydawa?o, aby ktokolwiek mu by? potrzebny do pomocy. Umy?lnie dobiera? sobie ludzi byle jakich na premierów, aby uwydatni? swoj? wielko??. Nie mo?na tego t?umaczy? tym, ?e ?le ?yczy? Polsce i pragn?? jej ruiny. Pochodzi?o to z zawrotu g?owy na wy?ynie przez legend? wy?rubowanej. Uwierzy? w swoj? cudotwórczo??, w magiczn? si?? swego nazwiska, swojej maciejówki na g?owie. ?wiat za? pochlebców ko?o niego mia? zadanie w tym prze?wiadczeniu go utwierdza?. Ka?dy cz?owiek na stanowisku prezydenta czy szefa rz?du, który by si? na serio o co? istotnego dla kraju troska?, stawa? si? w jego oczach wrogiem jego "bajecznej kariery". To ju? by?a mania prze?ladowcza, któr? wytworzy?a od m?odo?ci emulacja z narodow? demokracj?. W obawie panicznej, aby ta nie dosz?a do w?adzy, gdy widzia?, ?e na to si? zanosi, strzela? z armat do swego dawnego przyjaciela prezydenta Wojciechowskiego, aby w drodze zamachu zapewni? sobie swobodn? twórczo?? w krainie legendy.

(...)

??dza panowania, rozigrana podczas wojny praktykami dowództwa wojskowego, by?a ?ród?em improwizowanej tam, w celi, przysz?ej legendy o dowództwie narodu. Nie by?o tam przy nim ksi?dza Piotra, który by go egzorcyzmowa?, wyp?dzaj?c z duszy pych?. Nie anio?owie go nawiedzali, jak Piasta.

Nie wytrzyma? ucisku tej strasznej my?li: co b?dzie, gdy opu?ci okazj?, gdy Rada Regencyjna odda w?adz? w Polsce komu innemu. Ukry? przed narodem prawd?, ?e doszed? na stanowisko na warunkach, podyktowanych z zewn?trz, z zastrze?eniem tajemnicy przed narodem.

(...)

Historia wybacza b??dy. Mo?na je naprawi? przy pomocy narodu. W danym wypadku chodzi o stanowisko osobiste, czy rzecz zrobiona by?a w zgodzie z sumieniem. Czyn pope?niony nie w zgodzie z sumieniem jest grzechem, nie b??dem. Nie odmawiali?my nigdy Pi?sudskiemu patriotyzmu, to dawa?o nam prawo mniema?, ?e w danym wypadku mia? poczucie grzechu. To poczucie grzechu odbiera?o mu potem przez ca?y czas rz?dów w Polsce równowag? ducha i wprowadza?o go w stan ob??dnej walki z widmem narodu. Zamiast si? do narodu zbli?a?, jako jego s?uga, kry? si? od niego poza mg?y legendy. Coraz mniej by?o wzajemnego porozumienia, coraz wi?cej b??dów. Dzia?y si? rzeczy karygodne i ?mieszne. Sko?czy?y si? katastrof?.

To nie Polski koniec, to koniec legendy. A czy mo?na by potraktowa? dzieje tej legendy z wi?ksz? ironi?, ni? to zrobili jej twórcy, wstawiaj?c dom wi?zienny, z Magdeburga ofiarowany, obok pa?acu Belwederskiego. Zrobiono to po cichu, widocznie z za?enowaniem, ale musiano zrobi?, bo nie wypada?o daru tego odmawia?. Mamy wi?c w Polsce tradycje i pami?tki dwóch cel wi?ziennych, które nam dziejami swymi uprzytomniaj?, jak dramatyczne odbywaj? si? prze?omy w duszy polskiej i jak dramatyczne s? w ogóle dzieje narodu. Przez zestawienie tych dwóch typów zrozumiemy, jak wysoko nale?y stawia? wzór m?ki Konrada mickiewiczowskiego.

Zygmunt Wasilewski

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKU?Y PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKU?Y L. KULI?SKIEJ
T?umaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014