Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumStyczeń 22 2019 15:07:07
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 4
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
21
21
Irak
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Syria - Iran
Jednodniówka Narodowa

Zagęszcza się sytuacja wokół Syrii i Iranu. Na naszych oczach toczy się rozgrywka pomiędzy Zachodem i jego dalece autonomicznym pupilem Izraelem, a Rosją. Wynik tej rozgrywki ma ogromne znaczenie dla układu światowego. Jest to pierwszy przypadek w ostatnich z górą 20 latach, w którym Rosja skutecznie, jak do tej pory, blokuje działania pragnących ustanowić New World Order. Klęską i ośmieszeniem Rosji było zniszczenie Jugosławii a później upokarzanie Serbii. Rosja, będąc traktowaną jak przedmiot, bezsilnie obserwowała bandyckie operacje Zachodu w Iraku, Afganistanie, a nawet ostatnio w północnej Afryce, gdzie mieliśmy do czynienia ze swego rodzaju wykiwaniem Rosji mającej już status podmiotu na scenie międzynarodowej. Ale z Syrią trafiła kosa na kamień. Powtórzę - jak do tej pory. Podobnie jest z Iranem.

Jakie są perspektywy rozwoju sytuacji? Jak długo wytrwa Rosja, a jak długo Zachód będzie napierał i nie odpuszczał? Tego nie wiemy. Zachód dysponuje wciąż daleko szerszym arsenałem środków niż Rosja. Obecnie (4.10.12) dochodzą wieści o ataku tureckim na Syrię, Iran mówi o nasilających się cyberatakach na jego system informatyczny, w Teheranie wybuchają zamieszki (których wybuch niedawno - zapewne zupełnie przypadkowo - zapowiadał minister SZ Izraela Avigdor Lieberman).

O co tu w ogóle chodzi? Generalnie - siły judeookcydentu próbują zniszczyć niewygodne im rządy krajów arabskich, ustanowić państwa/rządy marionetkowe, zapewnić hegemonię Izraela w skali mikro oraz hegemonię USA w skali makro - basenu Morza Śródziemnego, Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu, Półwyspu Arabskiego, Morza Czerwonego oraz wyjścia na Kaukaz. Wszystkie te elementy układanki rozbijają się o program jądrowy Iranu, który stanowi clou problemu. Syria jest etapem, Iran celem właściwym. Ewentualne zbudowanie przez ten kraj bomby atomowej oznaczać będzie koniec bezkarnej supremacji Izraela w regionie. I to nie - co trzeba z całą mocą podkreślić - w sensie zagrożenia atakiem atomowym Iranu (agresja tego typu oznaczałaby spopielenie Iranu przez USA), lecz w sensie realnej siły defensywnej. Nadal droga do tego daleka, Izrael posiada niewspółmiernie większe możliwości ofensywne, tak polityczno-militarne, jak i sabotażowe, zaś przed Iranem, na drodze do uzyskania bomby atomowej, praktycznie same przeszkody z czasem włącznie. Jednak nawet takie, potencjalne jedynie, zagrożenie dla Izraela, jest wystarczającym powodem dla krajów judeookcydentu, aby grzebać w bliskowschodnim kotle, utrzymując permanentny stan chaosu i wojny wszystkich ze wszystkimi.

Przy okazji, okoliczności obecnej awantury dowodzą beznadziejnej słabości argumentu - używanego na Zachodzie, by porwać dla pomysłu pacyfikacji Bliskiego Wschodu ludzi żyjących przeszłością krucjat i generalnie mitem chrześcijańskiej Europy - mówiącego o zagrożeniu arabskim/islamskim dla Europy. Oczywiście, takie zagrożenie istnieje, ale na zupełnie innych płaszczyznach. W sensie zagrożenia militarnego, jakiejś świętej wojny wychodzącej z krajów islamskich, jest to czysty nonsens. Oto, na naszych oczach, Turcja daje się sprowokować jak dziecko we mgle na atak rakietowy z terytorium Syrii. Może się to skończyć otwartą wojną. I czyni to Turcja, zachowująca na innych odcinkach polityki zagranicznej (np. stosunki z UE, NATO) podziwu godne umiarkowanie i spryt! Siejący burzę na Bliskim Wschodzie doskonale o tym wiedzą, co naturalnie nie przeszkadza im w najmniejszym stopniu oszukiwać dalej swoje społeczeństwa, co przychodzi im zresztą z łatwością wprost proporcjonalną do tempa kurczenia się jakiegokolwiek myślenia politycznego wśród narodów Zachodu. To, że konflikt o Syrię i Iran nie rozgorzał jeszcze na dobre, zawdzięczamy dwóm czynnikom - wspomnianej, twardej polityce Rosji, oraz umiarkowaniu administracji Baracka Obamy w tym względzie. Pamiętajmy o tym, analizując sytuację nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale i w Rosji oraz, w perspektywie wyborów, w USA.

A w Polsce? Linia rządu wydaje się podążać za linią Obamy, co jest w danym momencie korzystne. Już jednak tembr propagandy, tak rządowej (media publiczne) jak i opozycyjnej, świadczy o daleko posuniętym procesie degeneracji zrozumienia czym jest polityka w każdym wydaniu i jak przekłada się ona na interes Polski. Nieformalna agentura neokonserwatywnych jastrzębi z USA, czyli Gazeta Polska, w takich czy innych mutacjach, z całym niby-bogoojczyźnianym towarzystwem smoleńskim, głosi obłąkańczą nienawiść do Rosji, poparcie dla neokonserwatystów oraz hasła w rodzaju "Ahmadineżad podpali świat" (przy czym prezydent Iranu przedstawiany jest w karykaturze jako Hitler). Kto ma oczy, niechaj czyta... ze zrozumieniem.

Najnowsza awantura na Bliskim Wschodzie dowodzi jeszcze jednej rzeczy - eksperyment pod tytułem "państwo Izrael" nie udał się, zakończył się klęską, wywołał cierpienia, śmierć, upodlenie milionów ludzi. W sposób stały państwo Izrael stanowi zagrożenie dla normalnego życia nie tylko setek milionów ludzi na Bliskim Wschodzie, ale uderza także w bezpieczeństwo i ekonomię światową. Może już czas pomyśleć o przeniesieniu tego państwa na gościnną ziemię amerykańską?

Komentarze
kot dnia październik 05 2012 22:16:24
Bardzo ciekawe ujęcie, integralnie antysyjonistyczne. Tylko że ten właśnie syjonizm pomógł rozwiązać kwestię żydowską w Europie Wschodniej , do czego usilnie dążyły przedwoejnne czynniki rządowe polskie i opozycyjne endeckie, wspierając zgodnie ten nurt przeciw internacjonalistycznemu - komunistycznemu i socjalistycznemu. Dlaczegóżby Żydzi nie mieli mieć własnego państwa , uznanego zresztą od początku tj. 1948r. przez cały świat? Naturalnie, że mogą czuć się zagrożeni jak ktoś chce je wymazać z mapy i mówi to bez ogródek , budując w tym celu swoją bombę atomową.

Moim zdaniem naród perski bardzo drogo zapłaci za urojenia religijnego fanatyka, który nim teraz rządzi. No bo jaki pożytek ma Iran w wymazywaniu Izreala z mapy? Gdyby w Iraniem rozstrzygał interes narodowy zamiast opium muzułmańskiego, skupiliby się raczej na rozwijaniu wpływów naokoło i budowie własnego imperium, które zresztą nie raz już istniało - Iraku, a także pokrewne kulturowo obszary kurdyjskie i Afganistan, których języki są właściwie dialektami perskiego.

Paradoksalnie, sunniccy Palestyńczycy staliby się naturalnym sojusznikiem wrogich Iranowi sunnickich państw Półwyspu Arabskiego , wspierających sunnicką opozycję w Syrii wraz z całym Zachodem i jego medialnym zgiełkiem. Twierdzę jednak, że Izrael nie przykłada ręki do tych rewolucji, słusznei upatrując zagrożenia w niestabilności i sunnickim fundametaliźmie niźli w niezbyt przyjaznych, lecz przewidywalnych reżimach upadłego już Mubaraka i chwiejącego się Asada.

Nie ma co też Iran liczyć na jakąkolwiek pomoc z Rosji. Wyprodukowanie bomby zachwieje równowagę w całym regionie, no a Moskwa może się wtedy obawiać o swoje wpływy na Kaukazie i Azji Środkowej.

Gołym okiem też widać, że państwo Izrael nie jest żadnym nieudanym eksperymentem. Jest bezprecedensowym sukcesem, jednym z największych w XX wieku. Jest zbudowane na solidnych nacjonalistycznych podstawach. Nota bene , podobnie jak kemalistowska Turcja, która niestety schodzi ostatnio z tej drogi. Szkoda, bo za błędy trzeba będzie zapłacić.

A co do tego upodlenia, to płacić też trzeba za przegrane wojny. Takie jest prawo dziejowe. Tak było jest i będzie. To sami Arabowie zrobili swoich rodaków w Palestynie nędzarzami (jeśli w ogóle istnieje coś takiego jak naród arabski- a to dość wątpliwe). Osiedlili ich w obozach uchodźców, sami przejmując domostwa, z których po 1948 r. uciekła do Izraela porównywalna liczba Żydów z takich krajów jak Irak, Jemen, a potem Algierii, Maroka i innych. Połowa Żydów Izraelskich ma korzenie na Bliskim Wschodzie i w Północnej Afryce.
Adam Smiech dnia październik 06 2012 11:20:20
Odpowiadam Panu kotowi:

Po pierwsze - zgadzam się z Pańskimi uwagami dotyczącymi sytuacji wewnątrz świata muzułmańskiego. Nota bene, dowodzi to mojej tezy o absurdalności twierdzeń o zagrożeniu "święta wojną" islamską dla Zachodu. Chaos przeciwieństw, wzajemnej nienawiści, nieumiejętności współpracy, zawiści, skłonności do robienia na złość itp., itd. Nie zgadzam się jedynie z określeniem Ahmadineżada jako fanatyka. Być może się mylę, ale uważam, że jednak jego dążenie do posiadania broni atomowej ma założenie defensywne, zaś taka czy inna gadka, to, w tym określonym przypadku, dość typowe nadymanie się wyznawcy islamu, groźne jak masowe w tym kręgu kulturowym strzelanie w niebo (nie szkoda amunicji?).

Po drugie - oczywiście ma Pan rację, jeśli chodzi o okres przedwojenny. Natomiast nie zgadzam się, że to przedwojenne poparcie endeckie dla emigracji żydowskiej do Palestyny należy rozciągać na wydarzenia późniejsze, wojny z lat 60-tych, 70-tych, a tym bardziej na czasy nam współczesne. W myśli endeckiej reprezentowanej przez Horyzonty (Witold Olszewski, Jędrzej Giertych), wspomniane wojny nie cieszyły się poparciem. Środowisko to stanęło wówczas okoniem przeciwko całej emigracji, która na wyścigi prawie że śliniła się, żeby czym prędzej wyrazić bezrefleksyjne "tak" dla polityki Izraela. Podobnie było w Polsce. Opozycja, z której później wyrósł KOR i, powiedzmy, opozycja niepodległościowa, stanęły po stronie Izraela. Rodziło to bardzo określone konsekwencje wówczas, rodzi i dzisiaj, gdyż to właśnie ta opozycja, wespół z podobnie myślącymi środowiskami postemigracyjnymi stanowi o polityce polskiej. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że od czasu usunięcia Nixona, USA stają się w coraz większym stopniu jedynie strażnikiem i wykonawcą światowej polityki żydowskiej, to doprawdy trudno spoglądać na tę sprawę jedynie przez pryzmat okresu międzywojennego. W ostatnich 20 latach powstał problem potężnego wpływu neokonserwatystów na politykę USA z jego przełożeniem na wiele niepotrzebnych wojen. Neokonserwatyzm to zaś w istocie żydowski mesjanizm realizowany przez USA. Ma on również bardzo poważne przełożenie na Rosję, na plany jej osaczenia i przejęcia. Izrael sprytnie nie bierze bezpośredniego udziału w planach antyrosyjskich, ale dąży jednak bezwzględnie do ataku na Syrię i Iran, oczywiście najlepiej przeprowadzonego przez USA. Rosja się temu przeciwstawia, ale być może tylko dlatego, że w USA rządzi Obama, który jest wyjątkowo niechętny takiej wojnie, która musiałaby przekroczyć swym zasięgiem wojny z ostatnich 20 lat. Ale czy byłoby podobnie, gdyby USA rządził McCain? Rosja dąży też, zachowując dobre stosunki z Izraelem, przynajmniej w drodze gestów, do ustabilizowania sytuacji Palestyny. Uważam jej stanowisko za słuszne. Dziś sytuacja wygląda tak, że Izrael chciałby rządów neokonserwatystów w USA, a kiedy oni nie rządzą i tak głosi swoje licząc na uzyskanie aktywów. Polska nie prowadzi własnej polityki, bo jest za słaba, bo nie chce (mówię o rządzących i opozycji), bo, być może również z obiektywnych względów, nie musi takiej polityki wobec Bliskiego Wschodu prowadzić. Lawirowanie na postronku amerykańskim jest niebezpieczne w stopniu wprost proporcjonalnym do niebezpieczeństwa jakie wytwarza realizowaną przez siebie ideologią, dana administracja USA. Powinniśmy pozostawać raczej na uboczu wydarzeń, a jeśli w ogóle zajmować jakieś stanowisko, to odwołując się do zasad ogólnych polityki międzynarodowej. A zasady te mówią, że każde państwo jest równe wobec tego prawa. Oczywiście, nie bądźmy naiwni, siła poszczególnych państw przesądza o ich rzeczywistym znaczeniu, ale, co do zasady, musi istnieć równość podmiotów wobec prawa. Tymczasem Izrael, USA i inne popierające Izrael kraje oraz np. część polskiej prawicy prosyjonistycznej, uznaje za oczywiste, że ekskluzywizm żydowski jest rzeczą nie podlegającą dyskusji. Na to nie ma zgody. Nie może być tak, że Czechom i Słowakom nie wolno budować murów odgradzających od Cyganów i grożą im za to kary, i potępienie, a Izraelowi wolno, zaś oponenci są atakowani straszakiem Holocaustu i antysemityzmu, więc milczą, a milczenie jest w tym wypadku przyzwoleniem.

Po trzecie - napisał Pan:
Gołym okiem też widać, że państwo Izrael nie jest żadnym nieudanym eksperymentem. Jest bezprecedensowym sukcesem, jednym z największych w XX wieku. Jest zbudowane na solidnych nacjonalistycznych podstawach.

Jest nieudanym eksperymentem, gdyż jego istnienie i prowadzona przezeń polityka jest katalizatorem chaosu w kotle bliskowschodnim. Nie jest to bezpieczne dla świata. Pamięta Pan, jak wyglądał świat przed pojawieniem się Izraela? Praktycznie od Wiednia 1683 r. po 1948 r. był zupełny spokój jeśli chodzi o świat islamu. 250 lat spokoju, a po nich weszliśmy, jako świat na drogę, która po 60 latach doprowadziła do rozognienia temperamentów, do wykształcenia środowisk fanatyków itd. Dlatego oceniam eksperyment "Izrael" z perspektywy czasu, jako całkowicie nieudany, właśnie z punktu widzenia globalnej wioski, którą się stajemy, bez względu na nasz stosunek do tego faktu (globalizacji). Naturalnie, z punktu widzenia Izraela jest to wielki sukces. Tylko czy aby na pewno nacjonalistyczny, czy jednak nie szowinistyczny? Skłaniam się ku drugiej odpowiedzi. W każdym bądź razie, nie życzyłbym sobie takiej nacjonalistycznej Polski.

Nadto, oceniając państwo Izrael jako sukces nie można nigdy zapominać o skali pomocy USA dla tego kraju. Nie mam pod ręką danych, ale zdaje się, że na przełomie wieków (XX i XXI) czytałem, że było to ok. 4 miliardów dolarów rocznie. Proszę teraz proporcjonalnie policzyć sobie ile dostawałaby Polska w podobnym układzie i jak wówczas wyglądałoby nasze państwo. Mając taki zastrzyk gotówki można pozwolić sobie na zbrojenia i kołchozy w postaci kibuców.

Po czwarte - nie uważam, aby to Izrael stał za tzw. rewolucjami w krajach islamskich. Co więcej, nie uważam również, że to USA były głównym prowodyrem. To była raczej akcja krajów europejskich, z Francją na czele.

Po piąte - muszę się przyznać, że - bez wchodzenia w sprawy religijne - odczuwam coś w rodzaju sympatii do Arabów, na pewno zaś nie wychodzę poza neutralność. Swego czasu imponował mi projekt majora Lawrence'a (Lawrence z Arabii), chociaż jako realista, stwierdziłem w końcu, że był on pozbawiony podstaw ze względu na wielokrotnie już dyskutowany tutaj zestaw wad tych ludów.

Kiedyś być może już wspominałem o dyskusji na tematy bliskowschodnie, w której obok mnie i szeregu innych osób, brał udział Palestyńczyk - Arab i chrześcijanin jednocześnie. Dosłownie pałał on nienawiścią do Żydów, której fundamentem były w 100% działania państwa Izrael, a nie kwestie religijne itp. Jako polski narodowiec nie wyobrażałem sobie i nie wyobrażam sytuacji, w której w podobnej dyskusji, mógłbym opowiedzieć się po stronie Izraela, nie ze względu na jakieś uprzedzenia i nawet nie ze względu na głęboką niechęć jaką żywię do żydowskiego ekskluzywizmu, ale ze względu właśnie na niedopuszczalne, nawet dla państwa nacjonalistycznego, działania jakich dopuszczał się i dopuszcza Izrael.

Po szóste - nie jestem przeciwny państwu żydowskiemu. Moja propozycja przeniesienia go do USA jest swego rodzaju sarkastyczną prowokacją. Skoro Izrael nie potrafi żyć wśród Arabów, to niech przeniesie się do państwa sobie przyjaznego. Miejsca jest dosyć, tradycje starotestamentowe bardzo silne, ekskluzywizm na każdym kroku, więc czemu nie?

Pozdrawiam i dziękuję, że nadal odwiedza Pan JN.
RomanK dnia październik 07 2012 21:59:33
Ajmadinejad nie jest zadnym religijnym fanatykiem...wsrod szyitow ich jest zdecydowanie mniej niz wsrod innych odlamow Islamu.
PO drugie jak widac od 40 lat polityke Iranu cechuje realizm...dlatego istnieja. I tym roznia sie od Polski...
Po trzecie obecnie podbija sie narody dlugiem..i bronia...
Jak widac Iranu nei za bardzoi mozna ani jednym ani drugim.
Oststnie raportyy agencji wywiadowczych amerykanskich zajmuja sie sytuacja na Bliskim Wschodzie...bez istnienia Israela.

PO czwarte skoro takie raporty sa...bedziecie mieli najazd ok 4 mln ludzi...kitrzy dostana to co..jestescie im winni...a tego zade Polak sie wyprzec nei moze..dlyg jest dlug a banki sa zydowskie,
Radze myslec i do tego szybko muslec.
Adam Smiech dnia październik 12 2012 10:49:54
Powyższy tekst został zamieszczony m.in. na portalu konserwatyzm.pl. Oto, jak p. Marcin Masny go skomentował:


Marcin Masny
| 2012-10-06 22:19:44
Jestem tłumaczem, trochę z musu. I wiem, nie tylko podejrzewam, ale wiem, ze ten tekst nie został w oryginale napisany po polsku. Jestem wielkim orędownikiem skutecznej propagandy i dlatego namawiam do większego profesjonalizmu, bo tezy są naprawdę zabójcze.

Moją odpowiedzią (tu, na JN, bo nie chce mi się ponownie rejestrować na konserwatyzmie) może być wyłącznie pewien sparafrazowany cytat:

"To bardzo interesujące, co Pan mówi, Panie Masny. A co mówią lekarze?"
Admin dnia październik 14 2012 20:53:04
Trzeba dodać jeszcze jeden "puzelek". Nowy Irak coraz bardziej opiera się Teheranie. Widać zarysowującą się oś Teheran - Bagdad. Szyici z Bagdadu mocno współpracują z Teheranem, coś się nie udało wielkiemu bratu z za oceanu...

Tak w ogóle to kiedyś warto by napisać artykuł nt. ludobójstwa w Falludży podczas powstania antyamerykańskiego i II bitwy. Off topic, w ogóle bardzo ciekawy temat to ruch oporu zarówno w Iraku jak i obecnie w Libii.
kot dnia październik 14 2012 20:57:06
Ad P. Adam Śmiech

Nigdzie nie napisałem, że należy popierać Izrael albo go nie popierać. Ja tylko stwierdzam obiektywny fakt, że syjonizm okazał się wielkim sukcesem. Arabska cierpiętnicza propaganda próbuje z niego zrobić przyczynę wszelkiego zła. No cóż. Przegrali kilka wywołanych przez siebie wojen, skutkiem czego to Żydzi stali się panami sytuacji na niewielkim obszarze dawnej brytyjskiej Palestyny i wzgórz Golan. Jest to obszar zaledwie 30 tys km kwadratowych, w większości pustyni. Naprawdę nic wobec ogromu ponad 10 mln km2 państw arabskich.

Mimo to państwo żydowskie pozostaje solą oku świata arabskiego, w większości odrzucającego fakt jego istnienia. Nie są jednak w stanie wyrzucić swoich wrogów do morza. Jest to źródłem nieutastannej niestabilności na Bliskim Wschodzie. Oczywiście, to nie otoczony przez wrogów Izrael jest beneficjentem takiej sytuacji. Ponieważ jest to kraj znacznie lepiej zorganizowany od sąsiadów, mógłby odnosić znacznie korzyści gospodarcze i inne z handlu z sąsiadami, zamiast prowadzenia ciągłej walki o własne przetrwanie.

Kto naprawdę odnosi korzyści z tej całej niestabilności? Nietrudno dostrzec, że jej pochodną jest cena ropy naftowej. To właśnie wojny i niestabilność jest źródłem bajecznego bogactwa państw znad Zatoki Perskiej. Właściwie większość krajów arabskich ma ropę i gaz. Były one też głównym towarem eksportowym dawnego ZSRR. Po co ją mieli sprzedawać taniej, skoro można było drożej... Kto jeszcze był zainteresowany w mieszaniu na Bliskim Wschodzie? Ano przemysł paliwowo-energetyczny tzw. Zachodu, z pewnością mających swoich ludzi tam gdzie trzeba, wśród czynników najwyższych.

Niestabilność ta pozwoliła też Wł. Gomułce na rozprawę z żydo-komunistami, eufemistycznie nazywanymi "syjonistami", gdyż nawet wtedy Gomułka nie mógł (i zapewne jako przekonany komunista nie chciał) nazwać rzeczy po imieniu. Po śmierci Stalina towarzysze uzgodnili między sobą, że nie będą już się zabijać w walce o władzę. Ale cała żydowska elita w Polsce straciła swoje wpływy i uprzywilejowaną pozycję. Bez wojny sześciodniowej nie było by to możliwe. Każdy usmażył na niej swoją własną pieczeń smiley
kot dnia październik 14 2012 21:22:47
Jako polski narodowiec nie wyobrażałem sobie i nie wyobrażam sytuacji, w której w podobnej dyskusji, mógłbym opowiedzieć się po stronie Izraela, nie ze względu na jakieś uprzedzenia i nawet nie ze względu na głęboką niechęć jaką żywię do żydowskiego ekskluzywizmu, ale ze względu właśnie na niedopuszczalne, nawet dla państwa nacjonalistycznego, działania jakich dopuszczał się i dopuszcza Izrael.


No nie przesadzajmy. Jak widzę co Arabowie robią sami ze sobą w Syrii, Iraku, Libii, to jest jeszcze mniej budujące.

Zresztą gdyby Polska wróciła do Małopolski Wsch., to byśmy stanęli przed podobnymi problemami walki z terroryzem jak Izreal albo Rosja (kwestia Czeczenii) albo inny dotknięty tym kraj.
Adam Smiech dnia październik 15 2012 09:18:23
No nie przesadzajmy. Jak widzę co Arabowie robią sami ze sobą w Syrii, Iraku, Libii, to jest jeszcze mniej budujące.

Jest zasadnicza różnica między gnębieniem przez podmiot zewnętrzny a złem zadawanym sobie we własnej grupie, czy to etnicznej, czy wyznaniowej. Jeżeli myślimy o państwie narodowym w naszym rozumieniu, musi to oznaczać oparcie się na najwyższych fundamentach moralnych cywilizacji łacińskiej. Nigdy się ich nie osiągnie, ale należy do nich dążyć. Usprawiedliwianie bandytyzmu państwowego Izraela jest błędne podwójnie. Po pierwsze - dlatego, że uznając prawo Izraela do takich zachowań, uznajemy chaos bez fundamentów za obowiązującą zasadę i dajemy tym carte blanche również terrorystom do ich ataków. Po drugie - bo problem z Izraelem nie polega na tym, że w ramach swych oficjalnych granic państwo to broni własnych interesów (choć można tu mieć zastrzeżenia odnośnie traktowania nie-Żydów w tym państwie, właśnie na wspomnianej przeze mnie wcześniej zasadzie, że każdy powinien być traktowany jednakowo; nie może być tak, że stosowanie tortur przez jednych jest uznawane za najwyższy skandal, a Izraelowi uchodzi to zupełnie płazem), ale o to, że całkowicie samowolnie rozszerza on od 50 lat swoje granice na ziemie przyznane Arabom, czyniąc to wbrew wszelkim układom, prawu międzynarodowemu, pod płaszczykiem USA i ze straszakiem Holocaustu w zanadrzu. Czy aby na pewno chciałby Pan takiego państwa narodowego dla Polski?


Zresztą gdyby Polska wróciła do Małopolski Wsch., to byśmy stanęli przed podobnymi problemami walki z terroryzem jak Izreal albo Rosja (kwestia Czeczenii) albo inny dotknięty tym kraj.

Oczywiście, zgoda. Nie widzę jednak związku z Izraelem. Palestyna nie jest częścią Izraela, a Polska nie prowadziła działań przeciw Ukraińcom na terytorium ZSRR czy Czechosłowacji.

A co do istoty sprawy Kresów - nasi legaliści, antykomuniści itp., itd. głęboko się mylą. Sytuację w jakiej znaleźliśmy się na tych ziemiach w czasie II w.św. dobrze zrozumieli tylko płk Drobik w 1943 i Stanisław Grabski w 1944 r. Za późno i bez przełożenia na główny nurt Londynu "zacukany" w swej postawie "ani piędzi ziemi" i wierzący bezgranicznie w Zachód, ale jednak zrozumieli. Stanie na gruncie granicy ryskiej z każdą chwilą pozbawiało nas kolejnych ziem kresowych. Nie tylko polityka, ale i stan faktyczny wykluczały nasz powrót na Kresy w ich przedwojennym kształcie. Już przed wojną trwała poważna emigracja Polaków z tych terenów, a wojenne wywózki sowiecko-niemieckie, rzeź ukraińska oraz samorzutne ucieczki ludności polskiej na zachód wykluczyły powrót do status quo ante bellum. Szkoda, że tak niewielu ludzi to rozumie. Ale to oczywiście temat na inną rozmowę.
kot dnia październik 15 2012 15:23:03
Jest zasadnicza różnica między gnębieniem przez podmiot zewnętrzny a złem zadawanym sobie we własnej grupie, czy to etnicznej, czy wyznaniowej.[quote]

Słuszność nie jest dedukowalna z jakiegoś prawa, tylko ma ją zwycięzca. Tak jak cały system ONZ został zaprojektowany przez zwycięzców II WŚ: Stalina, Roosevelta i Churchilla. Mniejsi też z mogą niego odnosić korzyści, skoro w teorii gwarantuje on m.in. suwerenność państw. Ale muszą wiedzieć, co jest realne a co nie i gdzie leżą granice tego co jest realne.

Osiągnięcie kompromisu na zasadzie powrotu do granic sprzed 1967r. jest nierealne (jak np. skłonienie Ormian do zwrócenia 30% Azerbejdżanu albo powrót Chorwacji pod władzę Belgradu). Dlatego niestabilność na Bliskim Wschodzie będzie twrała nadal. Dla większości zainteresowanych jest bardzo korzystna, gdyż od niej zależy cena podstawowego bogactwa regionu, jakim są ropa i gaz. Może to się wydać dziwne, ale szejkowie z Zatoki, Putin, osadnicy żydowscy, Rockefellerzy, a nawet Ahmenideżad grają wszyscy razem do jednej bramki. Z tym, że ten ostatni posunął się zbyt daleko i czeka go niemiłe zaskoczenie - przy cichej aprobacie Moskwy na to co się zapewne wkrótce stanie.

[quote] Jeżeli myślimy o państwie narodowym w naszym rozumieniu, musi to oznaczać oparcie się na najwyższych fundamentach moralnych cywilizacji łacińskiej. Nigdy się ich nie osiągnie, ale należy do nich dążyć.


Dla mnie istotą idei narodowej jest egoizm narodowy, a nie żadne uniwersalistyczne zasady religijno-cywilizacyjne. Religia może stać się użyteczną dla idei narodowej, jeżeli jej służy lub przynajmniej nie zawadza. Religia nie mająca dla narodu większego znaczenia traci tedy swą przydatność. Z takim stanem mamy w Polsce do czynienia już od dawna.
Adam Smiech dnia październik 15 2012 17:10:09
Religia nie mająca dla narodu większego znaczenia traci tedy swą przydatność.

A kto Panu powiedział, że mi chodzi o religię? Jestem daleki od mitologizowania roli religii i uważam, że wystąpienie Dmowskiego na ten temat było wynikiem określonych w danym czasie i miejscu okoliczności historycznych, a nie wyrazem ideologii danej raz na zawsze. Zasady prawa rzymskiego, filozofia grecka to nie zasady religijne. A "nie zabijaj", czy "nie kradnij" są oczywiste dla ludzi cywilizowanych różnych religii i kultur. Uważam, że łączą one i ateistów.

Dla mnie istotą idei narodowej jest egoizm narodowy

Egoizm narodowy w polityce oznacza dla mnie kierowanie się interesem narodu/państwa narodowego, przedkładanie tego interesu ponad interes obcych, ale w określonych granicach. Nie da się obronić poglądu, że wolno wszystko. Jeżeli granic nie będzie, bardzo szybko nastąpi stan wojny wszystkich ze wszystkimi, zaś przede wszystkim zapanuje prawo silniejszego egoizmu. Nie muszę chyba dowodzić, jaka w tej rozgrywce będzie pozycja egoizmu polskiego. Pańskie podejście podważa obiektywne racje i obiektywizm jako taki. Nie widzę powodu, aby w tym ujęciu źle oceniać hitleryzm, czy szowinizm ukraiński. Kierowały się one niewątpliwie egoizmem narodowym i nie obchodziły ich uniwersalistyczne zasady religijno-cywilizacyjne. Podobnie czyni, choć przyznaję, że z mniejszym natężeniem, jeśli chodzi o okrucieństwo, Izrael.
kot dnia październik 15 2012 17:37:54
Egoizm narodowy w polityce oznacza dla mnie kierowanie się interesem narodu/państwa narodowego, przedkładanie tego interesu ponad interes obcych, ale w określonych granicach. Nie da się obronić poglądu, że wolno wszystko. Jeżeli granic nie będzie, bardzo szybko nastąpi stan wojny wszystkich ze wszystkimi, zaś przede wszystkim zapanuje prawo silniejszego egoizmu. Nie muszę chyba dowodzić, jaka w tej rozgrywce będzie pozycja egoizmu polskiego. Pańskie podejście podważa obiektywne racje i obiektywizm jako taki. Nie widzę powodu, aby w tym ujęciu źle oceniać hitleryzm, czy szowinizm ukraiński.



Narody z reguły kierują się egoizmem narodowym, nie tylko w czasach Hitlera. Nawet w bliskim nam sąsiedztwie widać, jak o swoje interesy dbają Brytyjczycy, Niemcy, Rosjanie, czy też np. Litwini. Nie ma w tym nic niestosownego. Z tym większym niepokojem patrzę, jak my nawet nie potrafimy sobie własnycyh interesów uświadomić, nie mówiąc o zadbaniu oń.

A Hitlera (wraz z jego ukraińskiimi marionetkami) zgubiła nie tyle brutalność, lecz megalomania i fanatyzm - nieprzydatne w prawdziwej polityce. Słuszność okazała się być po stronie silniejszego - Stalina i jego zachodnich sojuszników, którzy po wojnie przebudowali świat na nowo.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014