Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumMarzec 19 2019 23:50:23
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 5
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
18
18
Protest w Lublinie 30.06.09 r.
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Wisława Szymborska - tradycje rodzinne
Jednodniówka Narodowa

Wisława Szymborska, zmarła 1 lutego 2012 r. polska noblistka w dziedzinie literatury, kojarzona była ideowo, zwłaszcza w trzech ostatnich dekadach, ze środowiskiem Tygodnika Powszechnego i szerzej Unii Wolności. Z lat młodości pamiętano jej socrealistyczne wiersze pisane w okresie stalinowskim oraz, przede wszystkim, złożenie podpisu pod Rezolucją Związku Literatów Polskich w Krakowie w sprawie procesu krakowskiego z 8 lutego 1953 r., w której grupa kilkudziesięciu czołowych polskich literatów domagała się "bezwzględnego potępienia dla zdrajców Ojczyzny", czyli grupy księży z kurii krakowskiej (w procesie zapadły trzy wyroki śmierci oraz kary wieloletniego więzienia). Podpis Szymborskiej pod rezolucją znajduje się obok podpisu tak znanych twórców jak m.in.: Karol Bunsch, Jan Błoński, Jalu Kurek, Sławomir Mrożek, Julian Przyboś, Maciej Słomczyński, Olgierd Terlecki, Leszek Herdegen, Bruno Miecugow. Główny zarzut kierowany pod adresem Szymborskiej sprowadza się do tego, że poetka nigdy nie odniosła się ("nie odcięła się") do tej, mało chlubnej, części swojej biografii.

To wszystko wiemy. Ale każdy przecież posiada jakąś tradycję rodzinną. Kwerenda internetowa przeprowadzona pod tym kątem daje, myślę, że zaskakujące dla wielu, rezultaty. Otóż, okazuje się, że Wisława Szymborska pochodziła z rodziny o tradycjach... endeckich! Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że tradycje te nie wpływają ani na ocenę późniejszych zachowań poetki, ani, co najważniejsze, na postawę ideową jej samej. Ojciec, Wincenty Szymborski, działacz narodowy, zmarł, kiedy jego córka miała zaledwie 13 lat. Niemniej, w szerszym kontekście, Wisława Szymborska należy do tej grupy potomków działaczy endeckich, którzy poszli zupełnie inną drogą niż ich antenaci. Wspomnę tutaj takie postacie jak mec. Jacek Taylor, działacz UW, syn i wnuk narodowców (dziadek - Edward Taylor), Stanisław Głąbiński junior, PRL-owski, lewicowy dziennikarz, syn legendy Endecji - Stanisława seniora, czy Jadwiga Staniszkis, córka i wnuczka narodowców.

Przechodząc do meritum. Poniżej przedstawiamy PT Czytelnikom efekt wspomnianej kwerendy.

Wisława Szymborska urodziła się w Poznańskiem, na Prowencie, obszarze dworskim[3] położonym nad Jeziorem Kórnickim, na południe od zamku w Kórniku. Była córką Wincentego Szymborskiego, zarządcy dóbr hrabiego Władysława Zamoyskiego, i Anny Marii z domu Rottermund (1890-1960). Rodzice Szymborskiej przenieśli się w styczniu 1923 z Zakopanego do Kórnika, dokąd hrabia Zamoyski wysłał Szymborskiego w celu uporządkowania spraw finansowych jego tamtejszej posiadłości[4]. Od 1924 rodzina Szymborskich mieszkała w Toruniu, od 1929 w Krakowie przy ul. Radziwiłłowskiej. Wisława Szymborska uczęszczała tam początkowo do Szkoły Powszechnej im. Józefy Joteyko przy ul. Podwale 6, a następnie od września 1935 do Gimnazjum Sióstr Urszulanek przy ul. Starowiślnej 3-5.(za wikipedia.pl)

Ojciec - Wincenty Szymborski, matka - Anna Maria z d. Rottermund

Wincenty Szymborski (ur. 5 kwietnia 1870 w Czartkach Wielkich, zm. 9 września 1936 w Krakowie) - polityk endecki, ojciec poetki Wisławy Szymborskiej, jeden ze współtwórców Rzeczypospolitej Zakopiańskiej. W latach 1904–1922 zarządca zakopiańskich dóbr hrabiego Władysława Zamoyskiego, następnie do 1926 dóbr kórnickich.
Działacz społeczny, jeden ze współtwórców Muzeum Tatrzańskiego i Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. W 1918 wiceprzewodniczący Rady Narodowej Rzeczypospolitej Zakopiańskiej.
Członek Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego, następnie Związku Ludowo-Narodowego.
W styczniu 1921 ożenił się z Anną Marią Rottermund (1890-1960).
(za wikipedia.pl)

Ojciec poetki Wincenty Szymborski przez ponad trzydzieści lat pracował dla Władysława hr. Zamoyskiego, najpierw jako zarządca Dóbr Zakopiańskich, później w Kórniku. Jeszcze trwała I wojna, kiedy poznał Annę Marię Rottermund, bratanicę Maurycego Rottermunda, proboszcza z Szaflar. Proboszcz, podobnie jak Szymborski, był działaczem Stronnictwa Narodowego.
W jednym z listów do generalnego plenipotenta hrabiego Zygmunta Celichowskiego, obok opisu problemów związanych z przewiezieniem powalonych przez wichurę drzew do tartaku i papierni, znajdujemy i bardziej osobisty kawałek:

"Z powodu tych wszystkich kłopotów straciłem głowę i... ożeniłem się. Jeśli jeszcze o tem Pan Doktor nie słyszał, to proszę się dziwić. A było to tak! Podczas inwazji schroniła się do Kuźnic kancelarya ks. Kazimierza Lubomirskiego, w której pracowała dorodna panna nazwiskiem Anna Rottermundówna. Ponieważ dziewczynie zdawało się, że po wojnie mężczyzn nie będzie, przeto postanowiła wyjść za mąż za starszego, byle tylko starą panną nie zostawać. No i ponieważ co kobieta chce, to i Pan Bóg tego chce, więc dnia 17 lutego [1917 roku] ożeniłem się. Posagu naturalnie nie wziąłem..."

Ona miała lat 28, on - 47. Wesele odbyło się u stryja panny młodej w Szaflarach; jeszcze tego samego roku, 24 grudnia, urodziła im się córka Maria Nawojka, a sześć lat później, wkrótce po przeniesieniu się całej rodziny do Kórnika - Wisława. Jej matką chrzestną została Julia Zaleska, przełożona Szkoły Pracy Domowej Kobiet, założonej przez Zamoyskiego. Kilkanaście lat później do stryjecznego dziadka do Szaflar Wisława będzie jeździć na wakacje. Spotykać tam będzie swoje kuzynki i kuzynów, dzieci licznego rodzeństwa księdza Maurycego. Wśród nich ojca Andrzeja Rottermunda, obecnego dyrektora Zamku Królewskiego w Warszawie. Andrzej Rottermund powie nam, że jego ojciec zajmujący się genealogią Rottermundów doszukał się przodków od XVI wieku.
Matka Wisławy Anna Rottermund była córką konduktora kolejowego, wnuczką oficera wojsk polskich z Księstwa Warszawskiego, który po powstaniu 1831 roku wyemigrował na kilka lat, a po powrocie do kraju osiadł w Galicji. Powstańcem był nie tylko pradziadek Wisławy Szymborskiej po kądzieli, ale i drugi pradziadek, po mieczu, czyli dziadek Wincentego - Antoni, który poległ w bitwie pod Grochowem. Jego syn - też Antoni - urodził się już po jego śmierci. Kiedy miał 17 lat, zaczęła się Wiosna Ludów, więc uciekł z domu do powstania poznańskiego, a potem przez wiele lat tułał się po świecie: był w Turcji, Francji, Włoszech, USA. Wrócił do Polski, by wziąć udział w powstaniu styczniowym. Po jego upadku przez dwa i pół roku więziony był w Cytadeli.

W setną rocznicę wybuchu powstania fragmenty jego pamiętników opublikowało "Życie Literackie" z adnotacją, że znajdują się one w archiwum prywatnym. Wisława Szymborska nie napisała wtedy, że to ona podała do druku pamiętniki dziadka. Natomiast w "Lekturach nadobowiązkowych" wspomina, że jest w posiadaniu dziennika babci ("Pisała go mając lat szesnaście - i uczciwie mówiąc ja w jej wieku tak jasno i bezpretensjonalnie pisać bym nie potrafiła".).

W 1926 roku Wincenty Szymborski mając zaledwie 56 lat przechodzi na emeryturę i wyjeżdża z rodziną do Torunia, skąd pięć lat później na stałe przenosi się do Krakowa. Tuż przed wojną w Gimnazjum Sióstr Urszulanek przy Starowiślnej Wisława robi tzw. małą maturę. Świadectwo dojrzałości zdobyła już w czasie okupacji na tajnych kompletach.
(wyjątki z - ANNA BIKONT, JOANNA SZCZĘSNA, Pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny - 1, Gazeta Wyborcza 1997/01/18-19)

Szaflary - wzmianka o księdzu Maurycym Rottermundzie:

Następnym proboszczem w latach 1870 - 1901 był ks. Leopold Chmielowski. Za jego czasów dobudowano w 1885 r. pseudogotycką wieżę, w 1888 r. wieżyczkę na sygnaturkę, sprawiono nowe organy. Rozpoczął też budowę wikarówki. W 1878 r. powstało Bractwo Różańca Świętego. Został też oddany pierwszy budynek szkolny. Ks. Chmielowski jest pochowany w kaplicy na cmentarzu w Szaflarach. Po jego śmierci kolejnym proboszczem został ks. Maurycy Rottermund, który wcześniej (w latach 1892 - 1894) był w Szaflarach wikarym. Jako proboszcz dokończył budowę wikarówki, wyremontował i dobudował piętro plebani. Za jego czasów wybudowano przy kościele dwie kaplice oraz kaplicę na cmentarzu parafialnym. Z jego inicjatywy w 1914 r. postawiono krzyż na Ranisbergu. Spoczywa w kaplicy na szaflarskim cmentarzu.(za http://www.owczarnia.diecezja.pl/?strona,menu,pol,glowna,1414,0,1414,historia_parafii,ant.html )

Na szczególną uwagę zasługuje Krzyż na wzgórzu Raniszberg, zbudowany przez mieszkańców wsi na pamiątkę 500 rocznicy bitwy pod Grunwaldem. W ostatnim czasie, krzyż został podniesiony ponad porastający wzgórze drzewostan oraz podświetlony. Krzyż został uroczyście poświęcony 17 V 1914 r. przez ks. prałata i dziekana nowotarskiego Piotra Krawczyńskiego. Fundatorami byli parafianie szaflarscy, a inicjatorem proboszcz Szaflar ks. Maurycy Rottermund. Krzyż wykonali miejscowi kowale Maciej Łukaszczyk spod Lubelek w Szaflarach i Bartłomiej Jarząbek spod Buka w Bańskiej Niżnej. Odpowiednie sztaby winklówki sprowadzono już 12 XI 1909 r. ze składnicy Samuela Zinsa w Tarnowie. Ostateczna decyzja o postawieniu krzyża zapadła 3 VII 1910 r. podczas sumy. Został on postawiony, aby uczcić 500 rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Na krzyżu umieszczono napis: „w tym znaku zwyciężysz”, daty 1410-1910, kosę racławicką i dwa miecze. Na tablicy był napis:"Za pontyfikatu papieża Piusa X, gdy cesarzem Austrii był Franciszek Józef I, biskupem krakowskim Adam Sapieha, za staraniem ks. proboszcza Szaflarskiego Maurycego Rottermunda krzyż ten postawiono na pamiątkę 500 rocznicy zwycięstwa Polaków nad Krzyżakami pod Grunwaldem dnia 10 VII 1410 r. ". Co roku 14 IX odbywa się pielgrzymka od kościoła w Szaflarach pod krzyż na Ranisbergu, gdzie jest sprawowana Msza św.(za Plan Odnowy Miejscowości SZAFLARY na lata 2009-2017)

Działalność ks. Rottermunda

Odzyskaniu niepodległości i powstaniu II Rzeczypospolitej towarzyszyły liczne patriotyczne uroczystości narodowe, wiece i zgromadzenia. Wiec taki odbyt się w Szaflarach 10 listopada 1918 r. Przedstawiciele miejscowej gminy, obejmującej 8 wsi, złożyli patriotyczne ślubowanie "Ojczyźnie - Polsce". Wzięło w nim udział kilkaset osób. Do zebranych przemawiał rotmistrz Mariusz Zaruski, późniejszy generał i współtwórca Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego oraz Jan Tadeusz Dziedzic, profesor gimnazjum nowotarskiego i delegat Powiatowej Organizacji Narodowej w Nowym Targu.
Manifestacja ta połączona była z zawieszeniem dzwonów przed miejscowym kościołem parafialnym, ukrytych w czasie wojny celem uchronienia ich przed rekwizycją. Kazanie wygłosił ks. proboszcz Maurycy Rottermund. Odbyła się też defilada policji i straży pożarnej w liczbie 120 mężczyzn. Ludność złożyła dar na rzecz Komitetu Powiatowej Organizacji Narodowej w kwocie 192 koron i 48 halerzy. Pieniądze te uzyskano ze sprzedaży kokardek o barwach narodowych. Zajmowały się tym Ludwina Kalatówna i Agnieszka Kopińska.
Do Spółdzielni zapisało się wówczas 70 członków. Złożyli oni 1070 zł, zakupując 107 udziałów po 10 zł każdy licząc. W skład jej pierwszych władz weszli: Wojciech Kamiński prezes, Jędrnej Kalata-Wodniak zastępca i Wojciech Homelski skarbnik. Pierwsi dwaj, jako urzędujący, pobierali wynagrodzenie w wysokości 1 % od obrotu. Wybrano też radę nadzorczą w liczbie 9 osób. Jej przewodniczącym został ks. proboszcz Maurycy Rottermund, zastępcą Tadeusz Palczewski - kierownik miejscowej szkoły, a członkami Jędrnej Majewski i Jan Kalata ze Szaflar, Piotr Staszel i Jan Szczepaniak z Maruszyny, Wojciech Mrowca z Lasku, Jędrnej Migiel z Bańskiej i Agnieszka Męka z Leśnicy.
(Historia Szaflar. BARBARA SŁUSZKIEWICZ, III. OKRES MIĘDZYWOJENNY 1918 - 1939 1.ODZYSKANIE NIEPODLEGŁOŚCI. Za Plan Odnowy Miejscowości SZAFLARY na lata 2009-2017)

Andrzej Rottermund

Prof. Rottermund jest spokrewniony z literacką noblistką Wisławą Szymborską. Ojciec poetki Wincenty Szymborski podczas I wojny światowej poznał, a potem poślubił Annę Marię Rottermund, bratanicę Maurycego Rottermunda, proboszcza z Szaflar. Anna była wnuczką oficera wojsk polskich w czasach Księstwa Warszawskiego, który po powstaniu 1831 r. wyemigrował na kilka lat, a potem wrócił i osiadł w Galicji. Ojciec prof. Rottermunda był kuzynem Wisławy Szymborskiej. ( Łukasz Radwan, Iga Nyc, Wprost Numer 15/2005 (1167)

Bronisław Piłsudski a Władysław Zamoyski

Także o drugiej, jeszcze bardziej wiekopomnej inicjatywie B. Piłsudskiego, mianowicie budowie gmachu Muzeum Tatrzańskiego, można powiedzieć, że została sfinalizowana przy walnym udziale Władysława Zamoyskiego. Prace budowlane zostały bowiem zakończone w 1922 r., a więc ponad dziesięć lat od zgodnej decyzji, że nowy gmach powinien powstać. Spory, najróżniejszej zresztą natury (i godne zjadliwego pióra!), antagonizowały całe środowisko, które B. Piłsudski z wielką ofiarnością starał się pozyskać dla wspólnego celu.
Zadanie było tym trudniejsze, że W. Zamoyski popierał projekt architekta Franciszka Mączyńskiego, opracowany w 1911 r. Wincenty Szymborski imieniem Hrabiego zadeklarował nawet 20 tys. koron na jego realizację, co stanowiło poważną pozycję projektu szacowanego na 70 tys. koron. Konkurencją dla projektu Mączyńskiego, zresztą entuzjasty stylu zakopiańskiego, był projekt Stanisława Witkiewicza, uważany jednak za zbyt drogi. Informując o trwających sporach B. Piłsudski "spiskował" ze stronnikami Witkiewicza, tak aby przed Walnym Zgromadzeniem ustalić wspólną akcję i odpowiedni skład Zarządu.

Także w tym wypadku uniżoność wobec "Kochanego Wujaszka" szła daleko. Informując o spodziewanej dymisji Zarządu budowy Muzeum złożonego z Nikorowicza, inż. Floriana Grużewskiego, Zamoyskiego i Szymborskiego, wyrażał przekonanie:

[...] na pewno wybiorą osoby więcej inteligentne i fachowe niż Szymborski i Grużewski.
Nikorowicz proponuje prosić Wujaszka o szkic zewnętrznego wyglądu gmachu, na tle którego mógłby architekt już zrobić kosztorys w zakresie na razie możliwym. [...] On też zgadza się ze mną zupełnie, że zamiast Mączyńskiego można znaleźć architekta do budowy i innych, a bez zgody i aprobaty Wujaszka cokolwiek bądź zrobić nie można.

(...)

Już jednak w czerwcu był w paryskim mieszkaniu Iwana I. Meisnera, byłego katorżnika sachalińskiego. Pobyt w Paryżu znosił źle - dokuczał mu materialny niedostatek i psychiczna samotność, "piekielny ruch i wstrętne powietrze [oraz] tak nudne dziady" w Szkole Antropologicznej. Nie szukał jednak kontaktu z biblioteką Polską przy Quai d'Orléans 6, gdzie apartament swój mieli Zamoyscy, którzy przebywali wówczas w Kuźnicach. Jedynym
materialnym śladem wysoce prawdopodobnego ich kontaktu z tego czasu jest list Wincentego Szymborskiego z 30 grudnia 1913 r. pisany do przebywającego już od października w Zakopanem B. Piłsudskiego:

Wielmożny Pan
Bronisław Piłsudski
Zakopane

Pensyonat WP. Witkiewiczowej na Bystrem
Nie mając sposobności zobaczenia WPana odsyłam pozostawione u p. Hrabiego dowody celne i kolejowe na skrzynkę z ubraniem wysłaną przez firmę Vorzimmer i S-ka w Krakowie.

Łączę wyrazy wysokiego poważania
W. Szymborski

W tym bardzo aktywnym okresie życia B. Piłsudskiego dochodziło do okazjonalnych spotkań z Władysławem Zamoyskim, który aczkolwiek zasiedziały w Paryżu, nie przejawiał podczas wojny szerszej działalności publicznej. Pod tym względem przewyższała go siostra Maria, która prowadziła wówczas na terenie całej Francji stowarzyszenie dobroczynne "Opieka Polska". Nie wydaje się, aby w jej działanie angażował się brat Władysław, jakkolwiek niektórzy z autorów jemu właśnie przypisują główne zasługi. Tymczasem o braku działalności Władysława w ramach "Opieki Polskiej" mogą świadczyć takie jego opinie, jak np. przekazana 10 czerwca 1916 r. Wincentemu Szymborskiemu:
Moja siostra zapracowana, ale cudów dokonuje. Całym rzeszom naszych biedaków usługi oddaje, nigdy się nie daje największym trudnościom zniechęcić. Od rana do nocy u niej oblężenie.
(Stanisław Sierpowski, Kontakty Władysława Zamoyskiego z Bronisławem Piłsudskim, w :Pamiętnik Biblioteki Kórnickiej. T. 27. Kórnik 2005, ss. 29-52)

Działalność leśna Szymborskiego

Impulsem bezpośrednim była informacja w czasopiśmie leśnym "Sylwan", wskazana przez Wincentego Szymborskiego w 1905 r., mówiąca o założeniu naukowej stacji leśnej w Pensylwanii, dla której fundator oddał grunt, wybudował potrzebne budynki, wyposażył je w urządzenia badawcze i zapewnił fundusze na prowadzenie badań.

Leśniczowie i robotnicy wykładali corocznie kilkanaście tysięcy tzw. drzew pułapkowych i usuwali drzewa uszkodzone przez owada. Do 1911 r. sytuacja została opanowana. Ponowny atak kornika nastąpił po okiściach śniegowych w 1911 i 1916 r., a także w 1920 r. Wincenty Szymborski w kwietniu tegoż roku pisał z Zakopanego do Zygmunta Celichowskiego:

Gdyby nie rozpaczliwe u nas stosunki aprowizacyjne i klęska kornika, nie kołatałbym do p. Doktora i nie zaprzątałbym mu drogiego czasu. Niestety, sprawa okropnie wygląda i każdego środka muszę próbować, aby ratować lasy od zupełnego zniszczenia i majątek od ruiny.

Sprawa ówczesnej inwazji kornika wymagała rzeczywiście działań na wielką skalę, bowiem w czerwcu tegoż roku Szymborski zawarł umowę z wojskiem, które miało mu przekazać 300 jeńców bolszewickich do pracy przy zwalczaniu kornika i uporządkowaniu lasów tatrzańskich.
(Władysław Chałupka, Władysława Zamoyskiego umiłowanie lasu, http://www.idpan.poznan.pl/index.php/historia.html)

Rzeczpospolita Zakopiańska

Wyczuwając rosnące emocje społeczne i ewidentne zbliżanie się chwili dziejowej - wójt Zakopanego Wincenty Regiec na dzień 13 października 1918 r. zwołał w sali "Sokoła" zgromadzenie obywatelskie, w którym wzięło udział blisko pięćset osób. Na przewodniczącego wiecu wybrano Stefana Żeromskiego, a u jego boku zasiedli, jako wiceprzewodniczący - reprezentant endecji, zarządca dóbr Władysława Zamoyskiego Wincenty Szymborski (ojciec naszej Noblistki, Wisławy Szymborskiej) i reprezentujący lewicę założyciel TOPR i dowódca nowotarskiej Polskiej Organizacji Wojskowej, Mariusz Zaruski. Referat przedstawiający sytuację polityczną i prognozy na przyszłość wygłosił pisarz Stanisław Wyrzykowski, a dziennikarz i adwokat Józef Diehl przedstawił rezolucję, która przez aklamację została przyjęta przez uczestników wiecu:
Wobec przyjęcia zasad pokojowych prezydenta Stanów Zjednoczonych Wilsona przez państwa rozbiorowe, uważamy się odtąd za obywateli wolnej, niepodległej i zjednoczonej Polski. Tej Polsce winniśmy wierność i posłuszeństwo, mienie i krew naszą, nie uznajemy żadnych więzów, tym najświętszym obowiązkom przeciwnych.
Przejęci ważnością godziny dziejowej dla wspólnego gorliwego pełnienia obowiązków wobec państwa polskiego postanawiamy stworzyć Organizację Narodową w Zakopanem i w tym celu wybieramy jej zarząd, złożony z 32 osób, polecając mu ułożenie programu i sposobu działalności.
(Maciej Pinkwart, Restauracyjna konspiracja, http://www.pinkwart.pl/artykuly/Sciezki/skan41.htm)

Przewodniczącym Organizacji Narodowej został Żeromski, wiceprzewodniczącymi Franciszek Pawlica z PSL Piast, Mariusz Zaruski z POW i Wincenty Szymborski z endecji, a sekretarzem - Medard Kozłowski, również endek. ON oficjalnie nie deklarowała żadnych preferencji politycznych, ale większość mieli w niej przedstawiciele Narodowej Demokracji.
Przedstawiciele zakopiańskiej PPS zanegowali reprezentatywność Rady Narodowej z uwagi na dominację w niej endecji. W efekcie, po negocjacjach w willi "Czerwony Dwór" przy Kasprusiach (dziś mieści się tam Przedszkole im. Szymanowskiego), która przez dwa tygodnie pełniła funkcję zakopiańskiego Belwederu - doszło do porozumienia z lewicą, której interesy reprezentowali Zaruski i Kazimierz Dłuski. Do Rady Narodowej dokooptowano 17 nowych członków - tak, że ostatecznie pierwszy w niepodległej Polsce parlament Zakopanego liczył 57 osób. Kierownictwo Rzeczpospolitej Zakopiańskiej stanowili Stefan Żeromski jako jej prezydent, Wincenty Szymborski, Mariusz Zaruski i przewodniczący Związku Górali Franciszek Pawlica jako jego zastępcy, Medard Kozłowski - sekretarz, Anna Augustynowiczowa - zastępca sekretarza, Józef Hajec i Stanisław Roj - skarbnicy, a także członkowie zarządu dr Kazimierz Dłuski, ks. Kazimierz Kaszelewski, Józefa Kuczewska, Wincenty Regiec i Stanisław Wyrzykowski.
(Maciej Pinkwart, Prezydent Rzeczpospolitej Zakopiańskiej, http://www.pinkwart.pl/artykuly/Sciezki/Sciezki42.htm)

Komentarze
ricardopl77 dnia luty 04 2012 01:55:26
Nic dwa razy się nie zdarza.... smiley
kot dnia luty 04 2012 14:00:00
Po przeczytaniu nasuwają się takie wnioski. Do elity umysłowej narodu można wejść dzięki własnym zdolnościom, ale odpowiednie urodzenie znacznie pomaga. Nie tylko dzięki znajomościom i koneksjom rodzinnym, również dzięki wartościom przekazywanym przez rodziców takich jak potrzeba odpowiedniego wykształcenia, kultura itd. To powoduje, iż elity są dość trwałe. Te same nazwiska mogą się więc powtarzać: Szymborscy, Rottermundowie, Taylorowie, Staniszkisowie, Głąbińscy, Giertychowie itd. A teraz najważniejsze: elity są trwalsze od poglądów wyznawanych przez nie. Poglądy jak wiadomo, zmieniają się w czasie a już na pewno między pokoleniami. Kiedyś sukcesem Dmowskiego było właśnie dotarcie do pozytywistycznej, dość postępowej jak na ówczesne czasy elity i zarażenie ich polskim nacjonalizmem, ruchem na wskroś racjonalnym, ale nie rewolucyjnym. Po wojnie ruch narodowy był niemożliwy (z wyj. klerykalnego PAX-u jako koncesjonowanego ruchu postępowych katolików tolerowanego przez partię). Tak więc elita pozostała elitą, ale odnalazła się w nowym systemie na miarę ówczesnych realiów.
Adam Smiech dnia luty 06 2012 01:40:47
elity są trwalsze od poglądów wyznawanych przez nie (...) Tak więc elita pozostała elitą, ale odnalazła się w nowym systemie na miarę ówczesnych realiów
W zasadzie się zgadzam. Jedyna uwaga z mojej strony, to że raczej nie tyle bym określał to, co stało się po 89 r., jako odnalezienie się. Po części zapewne tak, ale w dużej mierze to również wygrana walka o poglądy elity przez KOR/TP/GW. Na przełomie XIX/XX wieku wygrana była nasza. Lata 20-te to endecki przemożny wpływ na elity narodu, także w dziedzinie literatury (błędem było zbagatelizowanie i w efekcie porażka na gruncie nowych gałęzi sztuki, takich jak film i kabarety - w tych ostatnich próbował zdobywać pozycje przedwojenny Konstanty Ildefons). Doszło nawet do tego, że niegdysiejszy wróg Endecji Aleksander Świętochowski zaczął publikować stałą rubrykę w Myśli Narodowej Zygmunta Wasilewskiego! Myślę, że w polu oddziaływania myśli endeckiej było do 3/4 inteligencji. Niestety, propozycja intelektualna, która pojawiła się w latach 30-tych okazała się na tyle uboga i nieatrakcyjna, że zaczęliśmy jako obóz ten wpływ powoli tracić. Dogmatyzm, fanatyzm, wąskie spojrzenie, mundurki i marsze (a więc coś, co mnie osobiście dzisiaj również się bardzo nie podoba, wręcz uważam to za zupełnie jałowe i szkodliwe epigoństwo) zaczęły zawężać endecki wpływ. Recepcja tego typu myślenia w 89 i po 89 r. była głównym powodem klęski RN w naszych czasach. Przyczynił się do tego również, nie biorący pod uwagę zmiany realiów, fanatyzm deklaracji polityczno-religijnych. W tych okolicznościach nie ma się co dziwić i zżymać, że to UW wygrała walkę o duszę inteligenta polskiego po 89 r. To tak, jak wielokrotnie przeze mnie wspominana pretensja do Jaruzelskiego, że oddał władzę KOR-owcom. A komu miał oddać, skoro już oddawał? Alternatywą byli tylko zoologiczni antykomuniści - jakobini, pałający żądzą zemsty i podmieniania liści na komunistów oraz słabiutkie środowiska narodowe, mające za zaplecze ludzi żyjących ciągle sierpniem 1939 r. Winy i winnych należy zawsze zaczynać szukać od siebie. Udecja umiejętnie manipulując faktami, sprowadzając Endecję do pałkarzy, do getta ławkowego, do beznadziejnych pomysłów w rodzaju Myślenic, uzyskała wielki sukces w postaci wytworzonego u współczesnej elity polskiej odruchu Pawłowa - reakcji wstrętu na słowo Endecja/endecki. Sami się do tego przyczyniliśmy przez dogmatyzm i fanatyzm, przez marsze organizowane przez Romcia - pochodnie, łyse główki, glany, ryki "wielka polska katolicka"(co bardzo kontrastowało z wyglądem krzyczących) i dwie skrzynki piwa do autokaru. Co się działo wewnątrz, zainteresowało by P. polskiblog.ru. Mamy relacje od bezpośrednich uczestników. Ale to tamci głoszą wielkie hasła, a ja i inni nie chcemy ich wpisywać na sztandary polityczne. Ano nie chcemy. Ja nie chcę, bo mierzi mnie hipokryzja, bo mierzi mnie, jak poucza mnie, jak mam żyć, albo jak wychowywać dzieci, ktoś nie wychodzący z pierwszej ławki w kościele, ale jednocześnie rozwiedziony lub żyjący w związku niesakramentalnym, nadto, pełen zawiści, knujący za plecami bliźniego, który nie odpowiada jego wąskiej, ciasnej wizji polityka-dewota. Mogę tak pisać, bo to wszystko przeżyłem i mam o tych ludziach zdanie jak najgorsze oraz pewność, że niczego twórczego nie stworzą. Dla uczciwości dodam, że byli również inni, normalni ludzie, także wśród nich niesakramentalni itd., którym jednak pycha, obmowa, zawiść i etyka Kalego były obce.

Kiedyś sukcesem Dmowskiego było właśnie dotarcie do pozytywistycznej, dość postępowej jak na ówczesne czasy elity i zarażenie ich polskim nacjonalizmem
Dokładnie tak. I to jest dla nas wprost wskazówka, jak powinniśmy działać. Trzeba docierać do takich elit, jakimi one są. Jeżeli chcemy kierować naszą w istocie głównie religijną ofertę do ogółu, to nić nie osiągniemy. Trafimy wyłącznie do kurczącej się grupy - klienteli już mającej Radio Maryja, PiS, Jurków i innych. Ani tam miejsca dla kogoś innego, ani sensu walczenia o nich (zarażeni nieuleczalną odmianą rusofobii). Czy nam się to podoba, czy nie prędzej z tematyka wschodnią, rosyjską trafimy do letnich i postępowych niż do fanatyków zapalających kaganek romantykom prometeistom. Z naciskiem podkreślam po raz kolejny - nie proponuję ulegania tym letnim i postępowym. Tak jak Dmowski nie uległ im, ale kształtował - przez dziesięciolecia. Wielu odpadło po drodze. Tak i dziś, jeżeli w ogóle pragniemy cokolwiek osiągnąć, musimy zacząć tych ludzi kształtować. A kształtować to nie znaczy przywalić im katolicka pałą w łeb i ostatecznie utracić, ale powoli, systematycznie, konsekwentnie formować.
gjw dnia luty 06 2012 04:57:04
To, co Pan drogi Panie Adamie powyżej napisał, to są najsłuszniejsze, najsprawiedliwsze słowa z jakimi się w życiu spotkałem. Od siebie dodam tylko jedno: jeżeli taki Żeromski, skłaniający się od dawna ku kalwinizmowi (wystarczy przyjrzeć się centralnej roli predestynacji w jego twórczości) mógł współpracować z takim Szymborskim i jeszcze z księdzem rzymskim (a wspóżpracował w tym czasie np. z Korfantym np. luterański arcybiskup Juliusz Bursche) to dlatego, że ruch narodowy był wówczas narodowym z prawdziwego zdarzenia. Bez późniejszych naleciałości w stylu Mussoliniego, który z radykalnego socjalisty, żyjącego ze swoją kobietą bez ślubu, stał się zagorzałym papistą. No i zapatrzenia się w nacjonalistów-monarchistów francuskich, z których Hannah Arendt słusznie zakpiła, że byli to tacy katolicy, którzy nie wierzyli w Boga.

Ruch narodowy był bowiem z początku ruchem lewicowym i świeckim, popieranym przez bardzo wielu robotników fabrycznych, przez chłopów (w tymnó pożrednio wskutek sojuszu z ruchem ludowym) jak i przez większość inteligencji i do tego (w znaczeniu lewicy upominającej się o ludzi pracy, ale nie rewolucyjnej tylko reformistycznej) powinniśmy wrócić.
polski blog ru dnia luty 06 2012 10:31:49
@Adam Śmiech

Wizje przeszłości i przyszłości są różne, jednakże narodu polskiego nie da się odbudowywać w oderwaniu od jego korzeni. Może Szymborska jest tu dobrym symbolem pokoleniowego upadku polskiej (? - o jej babkach nic tu nie napisano) inteligencji, ale nie oznacza to, że jej wnuki czy prawnuki powinny być wychowywane na innych Polaków niż ci, którzy żyli, dajmy na to, za czasów Jana Chryzostoma Paska.

Przeciwnie, można pomagać kształtować naród na dwa sposoby: jeden, to dialog (obojętnie, czy dialog z pozycji władcy, czy z pozycji działacza pierwocin partii narodowej), a drugi, to manipulacja. Manipulację stosują od stuleci sekty masońskie i religijne, a także różni zwodniczy guru kanapowych towarzystw wzajemnej adoracji. Efektem ich działań może być co najwyżej powiększenie chaosu panującego w ludzkich głowach i w państwie, a są oni przy tym bardzo niebezpieczni dla sprawy narodowej, gdyż zręczną retoryką nadrabiają dyskwalifikujące wady swoich wizji programowych.

Przykładem może być tu Andrzej Towiański, który "opętał" nawet tak inteligentnego człowieka, jak Adam Mickiewicz i związał go na pewien czas ze swoją ideą - nazwijmy to - chrześcijańskiego mistycyzmu pronapoleońsko-demokratyczno-ekumenicznego. Wikipedia opisuje ją tak:

Idee Towiańskiego były połączeniem mistycyzmu z konkretnymi ideami politycznymi, odnoszącymi się bezpośrednio do sytuacji w Europie, do losu Polski i Polaków. Towianizm głosił potrzebę autentycznego naśladowania Chrystusa, widzenia bliźniego nawet we wrogu politycznym. Dlatego Towiański był oskarżany o brak patriotyzmu, a nawet szpiegostwo.

Jego zdaniem świat jest zespołem rozwijających się moralnie, nieśmiertelnych duchów, uszeregowanych w "kolumny", jasne i ciemne (reprezentujące dobro i zło), działających poprzez ludzi. Wszystko zmierza ku doskonałości, choć - jak podkreślał - droga ta jest pełna trudów i wyrzeczeń. Uważał, że Bóg chce, aby wszyscy zostali zbawieni, jednak szanuje ludzką wolę. Upomina świat przez swoich wysłanników, z których pierwszym i najważniejszym był Jezus Chrystus.

Towiańczycy szczególnym kultem obdarzali Napoleona, ponieważ według nich rozpoczął on demokratyzację świata. Sprzeniewierzył się jednak swej misji, stąd też uważali, że muszą ją kontynuować. Jednym z podstawowych założeń towianizmu było przekonanie, że w proces historyczny włączone są posłannictwa poszczególnych narodów, ze szczególnym uwzględnieniem Polaków, Francuzów i Żydów.

W nauce Towiańskiego można dostrzec idee ekumeniczne, rozwinięte później przez W. Sołowjowa, w których można dopatrzyć się analogii do idei głoszonych przez Jana Pawła II. Towiański jako pierwszy nazwał naród żydowski "starszymi braćmi". Określenie to utrwalił Mickiewicz w "Składzie zasad", skąd - jak twierdzą niektórzy - zaczerpnął je i spopularyzował polski papież.

Towiański odrzucał instytucję kościoła w jej XIX-wiecznym kształcie. Domagał się kościoła wewnętrznego, duchowego. Dla patriotów polskich najbardziej kontrowersyjne były jego idee prymatu Sprawy Bożej nad sprawą niepodległości Narodu oraz projekty unii Polski z Rosją. Krytycznie ocenił jego działalność bp J. Pelczar.


Święty Józef Pelczar o Towiańskim ("Zboczenia pseudomistycyzmu"):

"Rozczytując się w Apokalipsie św. Jana, wmówił w siebie, i w garstkę zwolenników swoich, mianowicie w Ferdynanda Gutta i Wincentego Wańkowicza, że przyszedł czas, w którym ma dokonać misji od Boga danej i wystąpić jako reformator nie tylko narodu swego, ale całej ludzkości, czyli jako on sam mówił, że już jest pora "realizacji Słowa".
(...)
Tedy Towiański postanowił zarzucić swe sidła na Adama Mickiewicza, którego wszystkie stosunki znał dobrze z opowiadań A. E. Odyńca i szwagra swojego Dr. Gutta. Wiedział mianowicie, że nasz wieszcz miał szlachetne serce i wiele uczucia religijnego, ale też wielką skłonność do mistycyzmu, wyczerpniętą z czytania pism Saint Martina (...) Za Mickiewiczem poszedł Juliusz Słowacki, autor "Króla-Ducha", ale później zerwał z osobą mistrza. Natomiast Zygmunt Krasiński stronił zawsze od Towiańskiego, którego nazywał tylko "magiem i magnetyzerem potężnym", acz w jego poezjach spotykamy się z niektórymi ideami towianizmu. Obietnicą rychłego wskrzeszenia Polski zjednał sobie Towiański pewną liczbę zwolenników, którzy według słów ks. Kajsiewicza, przyjęli "sprawę Bożą" "w dobrej wierze, nic prawie o nowych dogmatach nie wiedząc". Towiański zapędzał ich tylko do modlitwy i do "wyrabiania ducha" (...) Z drugiej strony przeciw "mistrzowi" wystąpili stanowczo nie tylko OO. Zmartwychwstańcy, ale także niektórzy emigranci świeccy, zwłaszcza Stefan Witwicki, który Towiańskiego nazwał "marzycielem, wpadającym w chorobę wizjonerstwa, a nie noszącym w sercu wiary naszej świętej, ale urojoną własną, z rozmaitych błędów dawnych i nowych usnutą". Do zdemaskowania mistrza przyczyniła się szczególnie rozmowa jego z O. Piotrem Semenenką, miana w Brukseli, po której Semenenko taki ogłosił wyrok, że Towiański jest zręcznym komediantem. Kiedy obietnice jego, odnoszące się do Polski, nie spełniały się, zmniejszała się co rok liczba adeptów "koła", któremu po Mickiewiczu przewodniczył jenerał Karol Różycki. Za to staraniem towiańszczyka ks. Edwarda Duńskiego utworzyła się grupa czcicieli "mistrza" we Włoszech, gdzie wskutek prądów rewolucyjnych obudziła się niechęć do papieża i do Kościoła.
(...)
Kościół katolicki, nazwany przez Towiańskiego kościołem urzędowym, wystarczał według niego w owych wiekach, kiedy ludzkość była niemowlęciem, ale w dzisiejszej epoce ciągłego postępu sprzeniewierza się swojej misji; natomiast jest inny kościół wewnętrzny, który według woli Chrystusa ma się ziszczać w każdej duszy, stąd nie do Kościoła urzędowego ani do Stolicy Apostolskiej, ale wprost do Chrystusa zwracać się trzeba (protestantyzm, mariawityzm); acz z drugiej strony Towiański z Kościoła "urzędowego" nie wystąpił i osobnej sekty nie utworzył.
(...)
Uważając się za reformatora ludzkości, podnosił trzy przede wszystkim narody jako powołane do spełnienia "sprawy Bożej", tj. Izraelitów, Polaków i Francuzów, byle wszystkie przejęły się duchem Napoleona. On też głosił idee mesjanizmu Polski, rozwiniętą więcej przez Mickiewicza, a przymieszał do niej utopie panslawistyczne i żywą sympatię dla Rosji, co wyraził w liście do cara Mikołaja I (z 15 sierpnia 1844), wzywającym go w słowach najpokorniejszych, aby przyjął "sprawę Bożą" i wprowadził ją w życie wśród ludów słowiańskich. List ten, jak niemniej adres wiernopoddańczy towiańszczyków z 8 stycznia 1857, przesłany Aleksandrowi II, wszystkich patriotów wielce oburzył.

Oceniając naukę Towiańskiego ze stanowiska dogmatycznego, musimy wyrzec, że ona jest zlepkiem różnych błędów heretyckich. Nic też dziwnego, że dwa jego pisma tj. "Biesiadę" i Odezwę pt. "Do rodaków, tułacz kończący tułactwo", jako też duże wymienione wyżej książki Mickiewicza i pisma towiańszczyka Karola Różyckiego Duński pretre zélé, Kongregacja Indeksu, jako zawierające błędne zdania, potępiła.

Mimo to Towiański uważał się za dobrego katolika, acz wyrokowi Stolicy Świętej się nie poddał. Czy działał on w dobrej wierze? Niektórzy pisarze to przypuszczają, twierdząc, że nie był on sekciarzem w ścisłym znaczeniu słowa, ale raczej wizjonerem, ulegającym patologicznie własnym złudzeniom, czyli tzw. autosugestii, która prowadzi czasem aż do maniactwa, skrystalizowanego tzw. fixa idea.
(...)
Tymczasem są pisarze, którzy Towiańskiego i towianizm wysoko podnoszą, przeoczając zupełnie, czy nawet lekceważąc jego stosunek do Kościoła i do dogmatów katolickich. Co więcej, autorka dziełka Służba narodowa w sprawie Andrzeja Towiańskiego zalicza go do świętych mistyków Kościoła, nie pomnąc na to, że ci mistycy byli prawowiernymi i najposłuszniejszymi synami czy córkami Kościoła, podczas gdy Towiański powagi Stolicy Świętej nie uznał, błędne zdania szerzył, i jakiś kościół wewnętrzny zachwalał. Wystąpienie jego musimy nazwać obłędem szkodliwym, a towianizm jedną z klęsk narodowych."

* * *

Manipulacja musi uwzględniać realia, dokonywać mimikrii. W pierwszej połowie XIX wieku religijność polskiej inteligencji była bez wątpienia o wiele większa niż dzisiaj, stąd Towiański, pragnąc pozyskać zwolenników, REALISTYCZNIE dostosował swój przekaz do istniejących warunków, do poziomu odbiorców. Zapewne dzisiaj postąpiłby odwrotnie: wyszedłby do inteligenckich mas z programem wyjałowionym z odwołań religijnych i podstawowych katolickich postulatów. Program współczesnej towiańszczyzny zawierałby za to:
- niechęć do papieża i do Kościoła,
- pragnienie unowocześnienia narodu polskiego i ludzkości,
- obietnicę wskrzeszenia Polski i polskości (a choćby tylko "ruchu narodowego"),
- naukę o konieczności utrzymywania "wewnętrzności" (prywatności) wiary,
- sympatie "pronapoleońskie" i prodemokratyczne (czyli dla ducha i skutków masońskiej antychrześcijańskiej rewolucji),
- synkretyzującą katolicyzm i nie-katolicyzm ideę politycznego "ekumenizmu",
- a pewnie także "żywą sympatię dla Rosji".

Nie uwzględniałby natomiast postulatu powrotu do Polski i polskości takiej, jaka była i być nadal powinna, a nawet taki postulat współczesny Andrzej Towiański by odrzucał i wyśmiewał, a dawną prawdziwą Polskę przedstawiałby jako coś, do czego nie warto już wracać, jako nierealistyczny przeżytek. Zastąpiła by ją "fixa idea" - wizja pseudonowoczesnej "Polski" towiańszczyźnianej i towiańszczyźnianego narodu "polskiego".

* * *

Alternatywą dla manipulowania narodem jest dialog z narodem. Dialog uprawiany z pozycji POLSKIEJ, a więc katolickiej tradycji, wiary i kultury. Dialog w jednoznacznym celu odbudowy Polski i narodu polskiego, katolickiego. A w tym dialogu - jak powiadał bł. Jan Paweł II - "trzeba jasno mówić, kim ja jestem, żebym mógł rozmawiać z kimś drugim, który jest inny. Trzeba bardzo jasno to mówić, bardzo stanowczo: kim ja jestem, kim ja chcę być i kim chcę pozostać.r1;

I dlatego polski ruch narodowy powinien mieć na sztandarach ideę prawdziwej polskości, którą pięknie symbolizuje znak dowborczyków: Orzeł Biały przytwierdzony do Krzyża.

Nie musimy się tej idei i tego znaku wstydzić. Musimy się wstydzić tego, że opowiadamy się za nimi zbyt słabo i że ciągle ulegamy wpływom coraz to nowych odmian tej samej "klęski narodowej", jaką jest zwodząca Polaków na manowce "towiańszczyzna".
Admin dnia luty 06 2012 10:39:36
Panie "Polski Blog Ru" jeszcze raz powtarzam, niech Pan się zajmie tematem UNIEWAŻNIANIA SAKRAMENTALNEGO ZWIĄZKU MAŁŻEŃSKIEGO PRZEZ INSTYTUCJĘ KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO W POLSCE. A nie będziesz Pan nam tu pomysły za przeproszeniem "z dupy" rzucał o postulatach zniesienia "rozwodów". Poza kuriozum związanym z całym pomysłem, niech Pan mi napisze jak Pan chce to wyegzekwować? Na siłę będzie Pan skuwał ludzi?

Niech Pan również weźmie pod uwagę iż nowoczesne narody jak np. Anglicy nie mieszają religii do obrony swoich interesów narodowych. Tak uwielbiany w Polsce Pan Nigel Farage, który ma za sobą serię rozwodów i romansów nie jest postrzegany jako "nie anglik" a wręcz odwrotnie jako patriota przez pryzmat tego co robi dla Wielkiej Brytanii. To jak ktoś ułoży sobie życie to jest jego prywatna sprawa, i nie wyklucza absolutnie z bycia Polakiem, czy posiadania prawa do myślenia w interesie Polski. Niech Pan nie zagląda do łóżek innych bo pomyśleć można, że ma Pan jakiś kompleks.
Admin dnia luty 06 2012 10:52:28
Niech Pan sobie przeczyta CASUS oraz wykładnię na dole:

http://www.kosciol.pl/article.php?story=20081130202713523

Ja nie widzę ze strony Kościoła w Polsce żadnych elementów przeciwdziałania pochopnemu unieważnianiu małżeństw zawartych przed Bogiem. Niech Pan idzie nawracać najpierw Biskupów/Kardynałów/Prałatów/Proboszczów... Widział Pan film Pasia? Widział Pan w nim ekranizację cierpienia Jezusa Chrystusa za nasze grzechy, prawdziwego fizycznego cierpienia, a teraz drugi obraz: księża na obiedzie odpustowym rozmawiają nt. najnowszych trendów w lotniczych pielgrzymkach po Świecie i najnowszym modelu jakieś znanej marki samochodu lub zegarku. Mały niesmak?
gjw dnia luty 06 2012 11:11:35
ale nie oznacza to, że jej wnuki czy prawnuki powinny być wychowywane na innych Polaków niż ci, którzy żyli, dajmy na to, za czasów Jana Chryzostoma Paska.


Czemu Paska? Czemu nie Długosza? A może Waligóry? A może jeszcze naszych przodków z czasów kamienia gładzonego? To przecież najlepszy sposób na wypielenie "ogródka prastarej polskiej cywilizacji" z wszelkich szkodliwych obcych naleciałości. Ustalmy przy sposobności jak się nazywała prapraprapraprapraprapra-babka moja tudzież waszmości. To jest przecież arcyważna wiadomość dla dzisiejszych czasów. Na pewno ważniejsza niż np. przybliżony termin i okoliczności rozpadu eurokołchozu.
Admin dnia luty 06 2012 11:20:24
Dokładnie Panie gjw, zbliża się tsunami ekonomiczne, może wojna, a tu kanapowe pitu pitu o zakazie rozwodów...
Adam Smiech dnia luty 07 2012 01:26:23
Panie "Polski Blog Ru" jeszcze raz powtarzam, niech Pan się zajmie tematem UNIEWAŻNIANIA SAKRAMENTALNEGO ZWIĄZKU MAŁŻEŃSKIEGO PRZEZ INSTYTUCJĘ KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO W POLSCE.
Tak jest. To niezwykle ważny i przykry temat. Pan polskiblog.ru nie wypowiedział się niestety w tej sprawie, jak również, poza usilnym twierdzeniem, jak to powinno być, nie przedstawił nawet w najmniejszym stopniu sposobów/metod prowadzących do zaprowadzenia w Polsce właśnie tego, co powinno być. Ponieważ kwestię unieważnień małżeństw sakramentalnych uważam za kluczową do dalszej dyskusji,a jednocześnie za nie mającą nic wspólnego z Wisławą Szymborską tudzież z wywiadem Dmowskiego z 1907 r., zakładam nowy temat na forum - "Rozwody" kościelne - http://www.jednodniowka.pl/forum/viewthread.php?forum_id=12&thread_id=452#2330.
Adam Smiech dnia luty 07 2012 01:44:16
Ad. polskiblog.ru

Zupełnie nie rozumiem tych porównań z towiańszczyzną. Wie Pan, ja naprawdę dużo przeczytałem z naszego dorobku przeszłości, ale jakoś nigdy Towiański nie był w stanie mnie zainteresować na tyle, bym przeczytał cokolwiek z jego pism. Mnie mistycy jego typu całkowicie i nieodwołalnie odrzucają. Analogia chybiona.

Ad. Bartłomiej Noculak
Pan Nigel Farage, który ma za sobą serię rozwodów i romansów nie jest postrzegany jako "nie anglik" a wręcz odwrotnie jako patriota przez pryzmat tego co robi dla Wielkiej Brytanii.
Dokładnie tak! Założenie, iż tylko katolik może posiadać narodowość (przecież wcześniej od P. polskiblog.ru dowiedzieliśmy się, że Francuzi nie-katolicy nie są Francuzami) jest nie tylko irracjonalne, ale i obiektywnie całkowicie nieprawdziwe.

I jeszcze uwaga natury ogólnej. Z rozwodami, aborcją itd. Polska może tylko upaść, tak? Jak to się w takim razie stało, że powstały imperia takie jak Wielka Brytania w XIX w., jak USA, ZSRR w XX w., jak powstające współcześnie imperium chińskie, wszystkie głęboko moralnie zachwiane i posiadające szereg praw otwarcie antykatolickich.

Odpowiedź jest prosta - jedno z drugim ma niewiele wspólnego. Katolicka Polska za Sasów była jednym z najbardziej zacofanych krajów pod każdym względem, cywilizacyjnym, administracyjnym, wojskowym, społecznym, gnuśnym, leniwym i mającym za interes koniec własnego nosa. Oświecenie polskie, którego tak nie znosi Pan polskiblog.ru przyniosło nam potężne odrodzenie i rozwój na każdym polu, nie likwidując wcale katolicyzmu (bo miało inny, nie-rewolucyjny charakter, w odróżnieniu od Francji). Dało podwaliny pod nowoczesny naród w rozumieniu XX wiecznym sto lat przed tymi, którzy brutalną siłą nas rozebrali. Druga tak potężna fala ożywcza przytrafiła nam się z wejściem na scenę Ruchu Wszechpolskiego, z tą różnicą, że Wszechpolacy okazali się skuteczni i zwycięscy na arenie międzynarodowej.
polski blog ru dnia luty 07 2012 04:14:24
@Adam Śmiech
1. Analogia nie jest chybiona, wrócimy do tego, jeśli się da.

2. Pisze Pan nieprawdy: nie twierdziłem, że tylko katolik może posiadać narodowość, lecz że polskość bez polskiej katolickiej kultury nie jest polskością, a Polska bez tej polskości nie jest już Polską, tak samo jak porewolucyjna zlaicyzowana Francja nie jest prawdziwą Francją.

3. Zupełną nieprawdą jest Pańskie stwierdzenie, że "Polska za Sasów była jednym z najbardziej zacofanych krajów pod każdym względem". Nieprawdą jest także stwierdzenie, jakoby Oświecenie (stanisławowskie, jak rozumiem, "przyniosło nam potężne odrodzenie i rozwój na każdym polu" i "miało inny, nie-rewolucyjny charakter, w odróżnieniu od Francji". Podwaliny ponadstanowego narodu polskiego zostały położone przed panowaniem Stanisława Augusta, a po rozbiorach odwoływano się bardzo długo do tradycji Polski szlacheckiej, a nie do "dorobku" masońskiego "Oświecenia".

4. Pojęcie "nowoczesny naród polski" jest fałszywe. Istniał zawsze jeden naród polski i innego, "nowoczesnego" już nie będzie. To masoneria XVIII wieczna wprowadziła ten fałszywy propagandowy podział na "nowoczesność" i "zacofanie". Oczywiście, zdaniem rewolucjonistów, "zacofaniem" była Rzeczpospolita nie rządzona przez masonów i katolewicę, a "nowoczesnością" i "rozwojem"były rządy oświeconych postępowców, którzy unicestwili katolicką Polskę i pomogli potem Napoleonowi wprowadzić świeckie małżeństwo i rozwody, które postawiły pod znakiem zapytania istnienie katolickiej rodziny, a w konsekwencji narodu polskiego.

5. Słów "zacofanie", "rozwój" i "nowoczesność" Pan nie rozumie. Wytłumaczę na łatwym przykładzie: kiedy pastuszek pasał stadko krów - to było zacofanie; potem był rozwój i krowy uwiązano na łańcuchach, a pastuszka posłano do szkoły; a potem przyszła nowoczesność i pastuszka zatrudniono w szkole wyższej, a krowy zgrupowano w wielkie, hodowane z pomocą cudów techniki stada, liczące setki i tysiące sztuk.
Ostatnio okazało się, że to było właśnie... zacofanie, bo liczba krów w jednym gospodarstwie nie powinna przekraczać stu. I posłała Unia komisarzy na wieś, żeby uczyli resztki polskich chłopów, co to jest "postęp" i rolnictwo ekologiczne. smiley

To samo będzie z małżeństwami i rodzinami. - Czy wystarczy nam oświeconych pastuszków do walki z zacofaniem także i na tym odcinku?
.
Adam Smiech dnia luty 07 2012 08:59:30
Ad. polskiblog.ru

1. Analogia nie jest chybiona, wrócimy do tego, jeśli się da.
Pan mówi sto, a ja mówię dwieście. Brak możliwości porozumienia.

Pisze Pan nieprawdy (...) Polska bez tej polskości nie jest już Polską, tak samo jak porewolucyjna zlaicyzowana Francja nie jest prawdziwą Francją
Sam Pan sobie zaprzecza. Czyli jak to w końcu jest? W nieprawdziwej Polsce i Francji (plus wiele innych nieprawdziwych państw, np. nieprawdziwa Holandia powstała od razu jako państwo nie katolickie) mogą czy nie mogą być prawdziwi Polacy i Francuzi nie katolicy? Co z katolikami będącymi na bakier z katolicyzmem. Dla mnie rozwiedziony Jean Marie Le Pen i jego chyba dwukrotnie, czy trzykrotnie rozwiedziona córka Marine, obecna przywódczyni Frontu Narodowego, są jak najbardziej prawdziwymi Francuzami. Przepraszam, że być może Pana urażę, ale odnoszę wrażenie, że zagalopował się Pan ze swoim administracyjno-ideologicznym podejściem do człowieka. Zaczyna to przypominać niestety podejście typowe dla pewnej cywilizacji śródziemnomorskiej. Posegregować ludzi, uznać, kto prawdziwy, a kto nie, a potem przypisać odpowiedni zakres praw, prawdziwym, mniej prawdziwym i nieprawdziwym.

3. Zupełną nieprawdą jest Pańskie stwierdzenie, że "Polska za Sasów była jednym z najbardziej zacofanych krajów pod każdym względem".
Oczywiście, że była. To, że ruch odnowy zaczął się przed 1764 r. niczego nie dowodzi. Realizacja (i to przecież tylko częściowa) nastąpiła za panowania Stanisława Augusta, który posiada z tego tytułu wielką zasługę dla Polski. A masoni byli po obu stronach barykady. Takie były czasy, na które możemy się gniewać, ale i tak ich nie zmienimy. Działać należy wśród takiego społeczeństwa, jakie ono jest, a nie walczyć najpierw o społeczeństwo idealne, bo to syzyfowa praca.

4. Pojęcie "nowoczesny naród polski" jest fałszywe.
Dla mnie, endeka, nie jest ono fałszywe. Wszechpolski ruch narodowy opiera się na tym pojęciu, a tytuł pracy Dmowskiego nie jest tylko zabiegiem marketingowym, ale ma głęboką treść.

5. Słów "zacofanie", "rozwój" i "nowoczesność" Pan nie rozumie
Rozumiem je doskonale i nie chodzi tu o żadnych pastuszków, bądźmy poważni. W przypadku przez nas omawianym zacofanie oznacza nie dotrzymywanie kroku w dziedzinie rozwoju struktur państwa otaczającym nas złowrogim potęgom, życie w błogim przeświadczeniu, że zdezauktualizowany ustrój zapewni nam dalsze funkcjonowanie jak do tej pory bez konsekwencji; że można istnieć bez armii po jej destrukcji pod koniec panowania Jana III, kiedy sąsiedzi tworzą potężne armie stałe (zawodowe), niezależne od woli sobiepanów-magnatów; że można podtrzymywać decentralizację państwa, kiedy państwa wokół się centralizują itp. I nie ma tutaj znaczenia, czy nam się te nowe formy ustrojowe powstające wokół nas podobały, czy nie. To one determinowały nasza sytuację, a nie my ich. A skoro tak, jedynym wyjściem było pójście ich drogą, oczywiście na nasz sposób. Stało się to o kilkadziesiąt lat za późno i nie mogło przynieść sukcesu w postaci utrzymania państwa, ale przyniosło ogromny sukces, jeśli chodzi o zmianę mentalności, zmianę stosunku do własnego państwa, zrozumienie, czym jest naród, że to wszystkie stany, a nie tylko jeden. Słaba, otoczona Polska wystawiła w 1792 r. słabą armię złożoną z amatorów pospiesznie przeszkolonych, z przywróconymi polskości wodzami w rodzaju Józefa Poniatowskiego, czy Jana Henryka Dąbrowskiego. Ale już w trzydzieści parę lat później, kadłubowa Polska w postaci Królestwa Polskiego, wystawiła 100 tysięczną armię w pełni profesjonalną. Zniszczyła ją głupota ludzi, którzy wyznawali ideę "wszystko albo nic", jakże inni od tych, którzy w drugiej połowie XVIII w. modernizowali Polskę.
polski blog ru dnia luty 08 2012 14:24:51
@Śmiech

Niestety, nie ma Pan racji, a co gorsza serwuje nam Pan postoświeceniową propagandową wersję historii. A "jak to jest?" - pyta Pan. Jest tak, że oprócz liberalnych "endeków" są jeszcze prawdziwi Polacy i prawdziwa polska katolicka kultura. Nie uważam już Pana za spadkobiercę polskości, a liberalna "endeckość" w Pańskim wydaniu samej idei polskości wybitnie szkodzi. Mówię to bez intencji zaszufladkowania czy obrażenia Pana. Wręcz z bólem.

"PROF. G. KUCHARCZYK O ANTYKATOLICKICH MITACH - RELACJA

We wtorek 7 lutego (2012) klub Polonia Christiana gościł w Krakowie prof. Grzegorza Kucharczyka - wybitnego historyka i publicystę, autora licznych książek i artykułów naukowych.

W wystąpieniu zatytułowanym "Antykatolickie mity" prelegent nakreślił historyczne korzenie propagandy antykatolickiej w Europie, poczynając od czasów Reformacji, poprzez kolejne stulecia, w których intensyfikowały się wysiłki zmierzające do kompromitacji Kościoła, skończywszy na XX wieku, powszechnie znanym z totalitarnych eksperymentów i prześladowań katolików na niespotykaną dotąd skalę.

Wykładowca Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu mówił o znaczeniu propagandy jako mechanizmu narzucającego społeczeństwu antyklerykalny przekaz. Podkreślił również mnogość środków służących do prowadzenia tego typu działań, m.in. poprzez konstruowanie mitów i stereotypów na temat Kościoła Katolickiego. Wiele z takich mitów, propagowanych po 1517 r. przetrwało do czasów współczesnych.

Motyw nowoczesności i przeciwstawianie mu wiary katolickiej jako symbolu zacofania stał się charakterystyczną figurą propagandową okresu rewolucji francuskiej. Ów antykatolicyzm czerpał swoje inspiracje z ideologii rewolucyjnej, której twórcy chcieli "zacząć świat od nowa". Symbolem tego nowego porządku miało być ogłoszenie we Francji republiki w 1792 r.

Zdaniem prof. Kucharczyka, restauracja starego porządku po Kongresie Wiedeńskim 1815 r. nie niosła ze sobą kresu propagacji antykatolickich stereotypów. Cała niemiecka publicystyka liberalno-protestancka w tym okresie zaczęła postrzegać kulturę katolicką jako obcą i przyjmując dokonania Reformacji jako jedyne źródło kulturowe ówczesnych Niemiec. Katolików obwiniano za przeróżne zjawiska, m.in. za... epidemię cholery w Genui. Tego typu narracja w nieodległej perspektywie przyczyniła się do powstania i wcielania w życie zasad "kulturkampfu".

Wiek XX to intensywne wykorzystywanie propagandy do dyskryminacji katolicyzmu w Europie. Komunistyczna indoktrynacja opierała się często na ukazywaniu wierzących jako starych, zacofanych ludzi - w przeciwieństwie do młodych pokoleń, pragnących kształcić się w sposób "nowoczesny" i w oderwaniu od udziału w praktykach religijnych. Nowym elementem propagandy, szczególnie w nazistowskich Niemczech, było publikowanie licznych treści dotyczących rzekomo przestępczej działalności duchownych. (...)r1;

Źródło: http://www.piotrskarga.pl/ps,9326,8,0,1,I,informacje.html (08.02.2012)

Dziękuję za możliwość powiedzenia prawdy.
Adam Smiech dnia luty 09 2012 12:17:56
Szanowny Panie polskiblog.ru!

Serwuje nam Pan opisy wystąpień znanego rusofoba, uważającego, że PRL nie była państwem polskim. Wolno Panu. Wolno Panu również wyznawać poglądy jakie Pan wyznaje. Natomiast nie ma Pan prawa segregować Polaków na prawdziwych i nieprawdziwych. Robiąc to, występuje Pan w pozycji, co przyznaję z bólem, niereformowalnego fanatyka. Nie tylko obraża Pan wszystkich uczciwych Polaków niekatolików (także ateistów; Dmowski był przez większość życia ateistą; Jego nawrócenie nie ma tu nic do rzeczy; zawsze szanował jako polityk polską tradycję katolicką, ale prywatnie było tak jak napisałem;), jak m.in. głęboko kochający Polskę i o nią zatroskany Pan gjw, ale obraża Pan także wszystkich katolików, których arbitralnie uznaje Pan, wg własnych kryteriów, za nieprawdziwych, w tym mnie osobiście. Ponieważ nie jest Pan Duchem Świętym, ani papieżem rzymskim działającym w celu zdefiniowania prawdy wiary z powołaniem się na świętych apostołów Piotra i Pawła, moglibyśmy zbyć Pana fanatyzm wzruszeniem ramion, niemniej, skreślę jeszcze te kilka słów.

Jest Pan, w moim najgłębszym przekonaniu opartym o lekturę Pańskich wystąpień, człowiekiem całkowicie obcym chlubnej polskiej tradycji katolickiej, reprezentowanej przez np. Pawła Włodkowica. Sięgając do tamtych czasów, można stwierdzić, że znacznie bliżej Panu do metod i ideologii "katolickiej" w wykonaniu Krzyżaków. Bałbym się żyć w Państwie, w którym zapanowałyby prawa będące odzwierciedleniem Pańskich poglądów. Byłby to pseudokatolicki totalitaryzm oparty na zakazach, nakazach i wykluczeniach całych grup ludzi z polskości, a co za tym idzie i prawa.

Moja wizja jest całkowicie odmienna. Nikogo nie zamierzam wykluczać z polskości. Bo mam światopogląd wszechpolski. Wszystko, co polskie jest moje, niczego wyrzec się nie mogę. Wolno mi być dumnym z tego, co w Polsce jest wielkie, ale muszę przyjąć i upokorzenie, które spada na naród za to co jest w nim marne. A więc także ci marni Polacy, pół-Polacy są Polakami i ja ich nie wykluczam, ale chcę walczyć o ich świadomość. Dla mnie nie ma podziału na prawdziwych i nieprawdziwych Polaków. Nie jestem tak pyszny, aby uzurpować sobie prawo do dokonywania takich podziałów. Polacy są albo świadomi (mniejszość) albo nieświadomi (większość). Zadaniem i celem nowoczesnego Ruchu Narodowego jest poszerzać pole świadomości. Polska nie jest dla Polaków, ale (świadomi) Polacy są dla Polski.
W dzisiejszych czasach i w dzisiejszym stanie stosunków w społeczeństwie polskim i w świecie postchrzescijańskim, ortodoksyjna wizja państwa cywilizacji łacińskiej w wydaniu Konecznego jest utopią. Zadaniem dla nas jest więc poszerzanie pola cywilizacji łacińskiej przy pomocy rozsądnych metod, spokojnie i konsekwentnie. Wówczas, być może, za jakiś czas, zbierzemy owoce. Tak twierdzę, gdyż polityką wprowadzenia zasad cywilizacji łacińskiej nie jest ta, która o tym mówi, ani nawet ta, która jej tylko chce, jeno ta, która do niej prowadzi i ma jakiekolwiek widoki do prowadzenia. Niech każdy sam oceni, czyja postawa jest bliższa postawie Dmowskiego, którego cytaty wyżej sparafrazowałem. Oczywiście Pan nie musi poczuwać się do endeckości, ale ja jestem endekiem i Pańskie wizje obce myśli, którą tutaj przedstawiłem, nie trafiają do mojego przekonania. Z tego powodu Pan wyklucza mnie z grona prawdziwych Polaków. Różnimy się tutaj zasadniczo, gdyż ja, z kolei, Pana nie wykluczam.

I jeszcze uwaga ogólna odnośnie trwającej od wieków mody na plucie na własne państwo. Wyniknęło to przy okazji dyskusji o oświeceniu i Węgrzech współczesnych. Pan nie jest w stanie zauważyć pozytywów tamtej epoki, widząc ją wyłącznie w czarnych kolorach. Także dzisiejsi katolicy z środowisk Panu pokrewnych, tzw. Wolni Polacy PiS-u, itp., itd., widzą współczesną Polskę wyłącznie w czarnych barwach. Stanowi ona dla nich kubeł, do którego wylewa się najbardziej odrażające pomyje. Jednocześnie z powodu ledwo co zarysowanej zmiany na Węgrzech, dokonanej przez dawnego stypendystę Sorosa (u nas ktoś taki zostałby na wieki przekreślony, a ja nie wykluczam, że p. Orban rzeczywiście się zmienił i życzę mu powodzenia; w Polsce prawicowi katolicy nie daliby mu szansy na zmianę), wymienione środowiska doznają ekstazy, zamawiają msze itd. Polska, oczywiście ułomna, ale mająca daleko bardziej chroniąca życie poczęte ustawę, mająca prawo małżeńskie oparte o konkordat i nie będąca jak Węgry (obok Czech) stolicą porno, jest najgorsza, można na nią pluć bez umiaru, deprecjonować władze, podważać ich legalność itd. To polska choroba podcinania gałęzi, na której się siedzi przy bezmyślnym zachwycie i papugowaniu obcych.
Adam Smiech dnia luty 09 2012 12:24:26
Co do zaś pisania o Wisławie Szymborskiej.

Po pierwsze - "prawdziwi" Polacy umieszczają ją na liście Żydów. Jak Rottermund, to musi być Żyd. Co za porażające prostactwo! Okazuje się, że Rottermund nie-Żyd, ale nawet ksiądz związanych z SN, a i Szymborski narodowiec. Pisząc o czyimś pochodzeniu należy to czynić uczciwie w oparciu o wiarygodne źródła.

Po drugie - nie przeszkadza mi świecki pogrzeb Szymborskiej. Jest mi, jako katolikowi, przykro, że straciła wiarę, ale szanuję jej decyzję. Gdyby natomiast wbrew jej woli, zrobiono pogrzeb kościelny, miałbym niesmak. Miałem uczucie niesmaku wiele razy, kiedy zmarły, o którym z jego ust wiedziałem, że nie wierzy i nienawidzi Kościoła, miał religijny pogrzeb, bo rodzina tak chciała albo wstydziła się pogrzebu świeckiego. To jest dopiero żałosne!
kot dnia luty 11 2012 14:45:59
@ Adam Śniech
Jedyna uwaga z mojej strony, to że raczej nie tyle bym określał to, co stało się po 89 r., jako odnalezienie się.


Chodziło mi wprawdzie o czas tuż po II WŚ, gdzie alternatywą częściowej lub całkowitej akceptacji systemu była emigracja albo dołączenie do "żołnierzy wyklętych". Dla ludzi spragnionych pokoju i stabilizacji po 6 latach okrutnej wojny i niedawnej demoralizującej klęsce powstania, nie mogła to być poważna alternatywa.

Ale odnosi się to też do przełomu po 1989, kiedy jedyną zauważalną ofertą z kręgu dawnego RN była ideologia z książek Jędrzeja Giertycha i Feliksa Konecznego. Wobec niej i Michnik okazał się bardziej atrakcyjny.....

Trzeba docierać do takich elit, jakimi one są. Jeżeli chcemy kierować naszą w istocie głównie religijną ofertę do ogółu, to nić nie osiągniemy. Trafimy wyłącznie do kurczącej się grupy - klienteli już mającej Radio Maryja, PiS, Jurków i innych. Ani tam miejsca dla kogoś innego, ani sensu walczenia o nich (zarażeni nieuleczalną odmianą rusofobii). Czy nam się to podoba, czy nie prędzej z tematyka wschodnią, rosyjską trafimy do letnich i postępowych niż do fanatyków zapalających kaganek romantykom prometeistom.


Dokładnie tak! Naprawdę opłaca się dotarcie do prawdziwych elit, do przedsiębiorców, ludzi kultury, nauki, studentów, a nie do kół RM i "smolenszczików". Zresztą te elity potem pociągną całą resztę.


Z naciskiem podkreślam po raz kolejny - nie proponuję ulegania tym letnim i postępowym. Tak jak Dmowski nie uległ im, ale kształtował - przez dziesięciolecia. Wielu odpadło po drodze. Tak i dziś, jeżeli w ogóle pragniemy cokolwiek osiągnąć, musimy zacząć tych ludzi kształtować. A kształtować to nie znaczy przywalić im katolicka pałą w łeb i ostatecznie utracić, ale powoli, systematycznie, konsekwentnie formować.


Dmowski był dzieckiem swoich czasów, ukształtowanym przez pozytywizm, darwinizm i inne modne wtedy prądy umysłowe. Wywarły one swoje piętno na polskim nacjonaliźmie. Dzięki trafnej idei i rozumnej taktyce Dmowski szybko stał się ze swoimi współprcownikami osobą bardzo wpływową. Wpływ ten ograniczał się jednak do spraw narodowych, do kształtowania postaw odpowiedzialności za wspólny interes narodowy. Temu miała służyć etyka narodowa.

Do spraw światopoglądowych nigdy się nie mieszał, sam pozostając agnostykiem prawie do końca życia. Nie formował ruchu moralnie w znaczeniu religijnym. Jego stronnictwo długi czas pozostawało "centrowe" jeśli chodzi o te sprawy. Na prawo od socjalistów, na lewo od konserwatystów i bardzo nielicznych monarchistów. Nawet liczni księża w szeregach ruchu po prostu byli przydatni jako osoby wpływowe w swoich okręgach wyborczych. Dzisiaj byśmy ich nazwali "maszynkami do głosowania". Nie mieli wpływu na ruch. Dmowski po prostu nauczył się wykorzystywać kler do służby swoim celom. Nie jest to rzecz nowa. W powstaniu styczniowym silnym oparciem rewolucyjngo stronnictwa czerwonych był patriotyczny niższy kler....

Zamach majowy i dyktatura Piłsudskiego zmienił nieco kurs całego ruchu, ale idea narodowa pozostawała wciąż nadrzędną. W gruncie rzeczy chodziło o politykę, przetrwanie ruchu w niesprzyjających okolicznościach, znalezienie cennego sojusznika. Uwaga Hany Arendt o przywódcach francuskich monarchistów jako "katolikach, którzy nie wierzyli w Boga" pozostaje trafna również wobec przywódców ówczesnej endecji.

Dopiero wyrosłe w latach 30. radykalne grupy narodowe o pewnym odcieniu mesjanistycznym (ONR), a także część młodych endeków (np. Jędrzej Giertych) odwróciły dawny system wartości. Skupię się na Giertychu, gdyż dzięku swoim przymiotom osobistym, pracowitości, uporowi, wywarł wpływ na epigonów ruchu, w gruncie rzeczy tworząc osobną ideologię, której nie można już określać mianem "narodowej".

Giertych mianowicie uznał naród za służebny wobec doktryny katolickiej. I to nie tyle wobec zmieniającej się w czasie oficjalnej doktrynie Kościoła, ale doktrynie w rozumieniu samego J.Giertycha. Katolicka Polska zaś miała świecić przykładem dla reszty Europy. Oczywiście, tak się nie stało. Ale wpływ Giertycha i niektórych innych seniorów RN ukształtowanych ideowo w latach 30., oraz przez PAX, był na tyle silny, że "ruch narodowy", stał się zakładnikiem tej ultrakatolickiej wizji, a słuszne postulaty geopolityczne pomieszały się z niemożliwymi do spełnienia i coraz bardziej oderwanymi od rzeczywistości żądaniami natury obyczajowej (rozwody, antykoncepcja, aborcja ...). I tak doszliśmy do "ruchu narodowego", który mamy obecnie.
kuba18 dnia luty 23 2012 18:24:02
Ad. Pan Adam Smiech - wszystkie wypowiedzi.
Panie Adamie, miałem odruch psa Pawłowa - rzygałem, jak słyszałem słowo "endek", aczkolwiek jestem za pluralizmem światopoglądowym.
Na "Jednodniówkę" trafiłem przypadkiem, poprzez link z "Wirtualnej Polonii". I raptem znalazłem się w innym świecie. A po lekturze Pańskich tekstów odruch ten zaczyna u mnie zanikać. Kultura słowa, głęboka erudycja, szacunek dla poglądów innych itd, itp - same superlatywy (nie jak mawiał por. Bańbuła - oficer polityczny - "superlewatywy"). Przywraca Pan właściwe znaczenie słowom "Naród", "narodowy", "demokratyczny", "postępowy", "katolicki" i wielu ważnym słowom, które "wycierają się w użyciu, jak ubiór, co sparciał" w tym najważniejszemu słowu: "polski", które odmieniane przez wszystkie przypadki przez ludzi, którzy polskość i Polskę przez swe postępowanie i/lub głupotę obrażają, straciło swój polor, zwłaszcza wśród młodzieży. Ale, idąc za Pańskimi radami, nie chcę dzielić ludzi na lepszych i gorszych, chcę walczyć z poglądami, nie z ludźmi. Lektura Pańskich tekstów, mam nadzieję, mi to umożliwi, bo już rozjaśniła mi w głowie i być może, odruch psa Pawłowa całkiem zaniknie. Tak trzymać, Panie Adamie! Dużo zdrowia!
Adam Smiech dnia luty 23 2012 22:44:06
Ad. Pan kuba18

Drogi Panie kubo! Doprawdy nie wiem, co powiedzieć. Uprzejmie dziękuję za niezwykle miłe słowa skierowane do mnie. Autora tekstów i współtwórcę strony w mojej osobie, cieszą one szczególnie i przynoszą satysfakcję, że wysiłek włożony w ich tworzenie i redagowanie nie jest li tylko wysiłkiem trafiającym w elektroniczną pustkę. Jednocześnie, w takich sytuacjach, mam zawsze ogromne wątpliwości, czy są to pochwały zasłużone i czy obowiązek utrzymywania poziomu Jednodniówki w przyszłości nie okaże się ciężarem ponad siły. Przyjmując z radością Pańskie słowa, zdaję sobie cały czas sprawę z mankamentów i słabości naszego internetowego dziecka, przede wszystkim, z przytłaczającej, skromny zespół redaktorów i piszących Przyjaciół, codzienności oraz, z rozpaczliwie małej możliwości wpływu na otoczenie.

Pańskie obserwacje w pełni podzielam. Właśnie dlatego, m.in., powstała Jednodniówka, żeby stać się zaczątkiem innego spojrzenia na politykę, na państwo, na problemy mniejsze i większe. Z wykorzystaniem najlepszej tradycji Myśli Narodowej, ale bez zamykania się i szkodliwego dogmatyzmu. Będąc skrajnym realistą, pozwolę sobie na odrobinę wiary w to, że nasz pomysł będzie się dalej rozwijał pomimo wszelkich przeciwności.

Serdecznie Pana pozdrawiam, a kłaniając się nisko, zapraszam do dalszych odwiedzin, do dyskusji oraz proszę o łaskawe skierowanie uwagi innych, znanych sobie ludzi, na istnienie takiej strony jak JN i na propagowane przez nią treści

Adam Śmiech
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014