Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumMarzec 24 2019 09:38:12
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 3
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
9
9
UNSO-OUN UPA
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Stan wojenny raz jeszcze
Jednodniówka Narodowa

W Najwyższym Czasie znalazłem następującą informację:

"(...)członkowie stowarzyszenia Marsz Niepodległości, przedstawiciele Młodzieży Wszechpolskiej i Obozu Narodowo-Radykalnego, czyli tych organizacji, które mają swój największy wkład w organizację Marszu Niepodległości, pomaszerują w grudniu znowu ulicami Warszawy. Tyle że nie 13 grudnia razem z prezesem Kaczyńskim, a dzień wcześniej. I wyruszą, tak jak miesiąc wcześniej, znowu z pl. Konstytucji! Tego bowiem dnia organizatorzy Marszu Niepodległości i cały komitet organizacyjny zapraszają wszystkich patriotów na obchody Dnia Pamięci Narodowej, w którym organizowany jest przemarsz pod willę Jaruzelskiego przy ul. Ikara.
Demonstracja rozpocznie się w rocznicę ostatniego dnia wolności, 12 grudnia br., o godzinie 20.00 na pl. Konstytucji."

Źródło - NCz (także - Najwyższy Czas nr 50 (1125) z 10.XII.2011. J. Wasiukiewicz, Bez Kaczyńskiego, s. XIII)

Nie widzę powodu, aby ponownie przeprowadzać całe "postępowanie dowodowe" w kwestii oceny stanu wojennego i gen. Jaruzelskiego. Temat został wszechstronnie przedyskutowany w poprzednich latach. Podobnie jak kwestia, niestety, bezmyślnego stosunku (na zasadzie "bij komucha") do tego wydarzenia współczesnych rewizjonistów narodowych.

Wobec tego proponuję jedynie kilka konkluzji:

- jesienią 1981 r. dominujące w Solidarności kręgi dążyły do konfrontacji z władzą komunistyczną, nie mając po temu sił i środków, za to bezkrytycznie przeceniając własne możliwości. Ewentualna konfrontacja oznaczałaby katastrofę na niewyobrażalną skalę. Zapłaciłby za nią naród polski. Tradycją Ruchu Narodowego było zdecydowane przeciwstawianie się podobnym sytuacjom, np. w okresie zaborów oraz bardzo krytyczna ocena XIX-wiecznych powstań. To samo dotyczy stanu wojennego. I jak w przypadku zaborów, nie oznaczało to poparcia dla zaborców, tak w przypadku stanu wojennego, nie oznaczało (i nie oznacza) to poparcia dla władzy komunistycznej jako takiej. Dzisiaj, różne środowiska, które od tej tradycji Ruchu Narodowego odeszły, posługują się nadal historycznymi nazwami, co owocuje kompletnie zaciemnionym obrazem RN i jego stanowiska w zasadniczych kwestiach. Stanęły one na gruncie apoteozy straceńczej walki, także tej, do której nie doszło w 1981 r. Po części wynika to zapewne z gloryfikowania przez te środowiska tzw. żołnierzy wyklętych, którzy często mieli niewiele wspólnego z RN, i których walka była jedynie bezsilną demonstracją, bez widoków na cokolwiek. Jeśli mówimy o przywracaniu pamięci o tych ludziach, którzy wówczas zostali zgładzeni przez rosnący w siłę system komunistyczny, zgoda. Jeśli zaś ma to oznaczać gloryfikację postawy straceńczej, to mamy do czynienia, przynajmniej na gruncie Myśli Narodowej, z potężnym nieporozumieniem. Przy okazji, jeśli marsz pod dom gen. Jaruzelskiego będzie wprost wiązany z marszem niepodległości, dojdzie do sytuacji, w której wielu godnych ludzi będących w komitecie poparcia marszu niepodległości, a jednocześnie znanych z racjonalnego podejścia do stanu wojennego (jak Maciej Giertych, Adam Wielomski, Korwin-Mikke i inni), znajdzie się automatycznie w komitecie poparcia marszu przeciw Jaruzelskiemu. Zagranie cwaniackie, ale moim zdaniem, nie przypadkowe.

- popularnym zarzutem formułowanym wobec generała Jaruzelskiego jest to, że w 1989 r. przekazał władzę środowiskom, ogólnie rzecz ujmując, korowskim. To prawda, ale ówczesne okoliczności nie dają możliwości udowodnienia tezy, że istniała jakaś alternatywa. Środowiska narodowe były obiektywnie za słabe, zaś tzw. prawica niepodległościowa nie posiadała nawet zdolności negocjacyjnej, dysząc żądzą rewanżu na komunistach. O tym, przy ocenie Generała należy pamiętać.

- Wojciech Jaruzelski wielokrotnie ubolewał, że doszło do rozlewu krwi podczas stanu wojennego. Również wielokrotnie przepraszał rodziny ofiar. Uczynił to także w najnowszej, dopiero co wydanej pozycji "Starsi o 30 lat" oraz w publicznych enuncjacjach w związku z 30 rocznicą. Trzeba wyjątkowej zatwardziałości, żeby w ogóle nie zauważać tych słów, zwłaszcza, kiedy weźmiemy pod uwagę fakt, że stan wojenny przyniósł stosunkowo niedużą ilość ofiar, a wśród jego najgorętszych krytyków są mniej lub bardziej fanatyczni zwolennicy Józefa Piłsudskiego, który ani osobiście, ani przez członków swojej kliki nie przepraszał ani za niemal 400 ofiar śmiertelnych zamachu majowego trwającego trzy dni, ani za system sanacyjny gwałcący na niejednej płaszczyźnie polskie tradycje wolnościowe.

- jest rzeczą zupełnie nierealną, aby zmiany polityczne, które stały się udziałem całego bloku wschodniego po 1989 r. dokonały się w roku 1981 mocą awantury urządzonej władzom PRL przez Solidarność. Jeżeli ktoś tak twierdzi, to nie tylko nie bierze pod uwagę ówczesnych uwarunkowań (Breżniew, silna pozycja władz CSSR i NRD; stanowisko USA, które przyjęły stan wojenny bardzo spokojnie; dlaczego miałyby pomagać quasi-powstaniu Solidarności skoro nie pomogły związkowi w warunkach stanu wojennego?), ale i faktu wątpliwej siły własnej "S". Tak naprawdę, protesty związane z wprowadzeniem stanu wojennego były bardzo skromne, a już na pewno nie odpowiadały wyobrażeniom liderów o sile ich związku. Generalnie spokojne przyjęcie 13 grudnia przez ogromną większość Polaków robi wręcz wrażenie odetchnięcia z ulgą po strajkowym błędnym kole II poł. 1981 r. Wydaje się, że część ówczesnych i dzisiejszych krytyków decyzji gen. Jaruzelskiego zdaje sobie z tego sprawę i dlatego tak ich to boli.

- jest faktem, że generał Jaruzelski nie wykorzystał szansy jaką dawał Jemu i Polsce stan wojenny, przede wszystkim w latach 1982-89. Mając pełnię władzy mógł dokonać reform gospodarczych, które rzeczywiście zmieniłyby oblicze Polski. To jest główny zarzut wobec Generała. Nie dotyczy on jednak faktu wprowadzenia stanu wojennego, ale tego, co stało się później.

Reasumując, przydałoby się więcej rozsądku w ocenie stanu wojennego i Wojciecha Jaruzelskiego. Zasługa Generała polega na zapobieżeniu wielkiej skali rozlewowi polskiej krwi, a także na uratowaniu państwa. Naturalnie, państwa takiego jakim ono było wówczas, ze wszystkimi ograniczeniami i ułomnościami. Ale alternatywą była tego państwa likwidacja, bądź dalsze, w stosunku do istniejącego status quo, radykalne ograniczenie jego podmiotowości. Państwo to, i to również jest stanowisko stricte narodowe, stanowiło większą wartość od braku tego państwa i dobrze się stało, że zostało zachowane. Tego szczęścia nie mieli rozsądnie myślący mieszkańcy Królestwa Polskiego z lat 1815-30, których całkiem znośne i stanowiące znakomity punkt wyjścia na przyszłość, uległo zagładzie w powstaniu listopadowym – ówczesnym generałom zabrakło konsekwencji gen. Jaruzelskiego. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy większą wartością było jego istnienie, czy też jego upadek. Pomoże to także w ocenie stanu wojennego i PRL. Potrzeba nam, jak w XIX w., mniej gorących głów. Słowa te powinny trafić zwłaszcza do tych młodych ludzi, którym wydaje się, że krzycząc pod domem stojącego nad grobem starca, realizują nakaz wypływający z Myśli Narodowej. Są w głębokim błędzie. Coraz bliżej im do tych, co to na stos rzucili swój życia los. Żeby tylko swój, ale i całego narodu. Tacy dziwni narodowcy-romantycy, z narodowym nazewnictwem, ale z romantyczną treścią. Wyznawcy skrajnie nie narodowej zasady "wszystko albo nic" - "tryumf albo zgon". Ktoś powie - są młodzi, mają jeszcze czas przemyśleć swoją postawę. To prawda. Oby tylko polityczny infantylizm nie przeniósł się na wiek średni u tych ludzi...

Komentarze
ricardopl77 dnia grudzień 12 2011 15:00:13
Generał Jaruzelski, I Prezydent III RP zachowuje się z godnością skoro przeprasza za złe wydarzenia w stanie wojennym ale nie za samą decyzję co do słuszności której jest przekonany. Dobrze byłoby przypomnieć stanowisko Jędrzeja Giertycha w/s SW skoro pod dom Generała wybiera się Młodzież Wszechpolska... smiley
Adam Smiech dnia grudzień 12 2011 15:05:39
Naturalnie. Łatwo powiedzieć - przypomnieć. To kilkadziesiąt stron tekstu maczkiem. Kto to przepisze, a choćby i zeskanuje... Tragedia. Ale może uda się coś wykroićsmiley
polski blog ru dnia grudzień 12 2011 17:23:47
Nikołaj Bucharin (Rosyjska Akademia Nauk):

nie należy przeceniać roli "Solidarności" w społeczno-politycznych przemianach, do których doszło na przełomie lat 80-ych i 90-ych w Europie Wschodniej (...) Oczywiście, wszystko zaczęło się od sierpnia 1980 roku i "Solidarności", ale wpłynęło to przede wszystkim na rozwój sytuacji w samej Polsce, a nie w całej Europie Wschodniej. Właśnie "Solidarność" i radziecka "pieriestrojka" doprowadziły do przemian w Polsce. Jeśli nie byłoby "pieriestrojki", to i "Solidarność" nie mogłaby zwyciężyć.

Nie wiem, czy możemy już dzisiaj w pełni ocenić gen. Jaruzelskiego. Niewątpliwie obciąża go to, że nie potrafił nawiązać kontaktu z własnym narodem. Utrzymał komunistyczną nowomowę i usztywnił ją. To przerażało zwłaszcza młodzież, żądną zasadniczych zmian.

Gdyby ludzie Jaruzelskiego wespół z ludźmi Kościoła zrobili wówczas "pieriestrojkę", to młodzież poszłaby za nimi, a nie za Ameryką i KOR-em. Ale do tego potrzebna była wówczas zgoda komunistycznej Rosji - lecz czy Jaruzelski miał z kim w Rosji rozmawiać?

Jędrzej Giertych pisał w 1982 roku:

"Zmarł po 18 latach rządów dyktator Związku Radzieckiego, urodzony w 1906 roku Leonid Breżniew. Następcą jego został Jurij Andropow.
Kto to jest? Wiadomo o nim, że przez wiele lat był szefem służby bezpieczeństwa, oraz że w okresie powstania węgierskiego w 1956 roku był ambasadorem sowieckim w Budapeszcie. Warto zapoznać się z tym, co o nim pisze prasa londyńska.

The Times z 13 listopada 1982. "Jest to wykształcony człowiek, władający czterema językami, wśród nich językiem jiddisz. W sposób niezwykły okazał odwagę żeniąc się z Żydówką w szczytowym okresie antysemickich czystek Stalina".
The Guardian z 13 listopada 1982. "Pogłoski (...) kwestionują rosyjskie pochodzenie Andropowa. Jedno z jego dziadków czy babek było pochodzenia żydowskiego, wedle źródeł zupełnie pewnych".
Sunday Times z 14 listopada 1982. "Andropow urodził się 14 czerwca 1914 roku. (...) Rodzina jego matki była z całą pewnością żydowska".
Jewish Chronicle z 19 listopada 1982. "Antybreżniewskie źródła sowieckie ujawniły wobec zachodnich dziennikarzy, że pani Breżniewowa jest Żydówką. Jest to prawda w przeciwieństwie do tego, że p. Andropow jest żydowskiego pochodzenia. (...) nie ma żadnych dowodów, które by potwierdzały to twierdzenie. (...) Co do jiddisz, jest z pewnością całkiem nieprawdopodobne, by Andropow znał choćby jedno słowo tego języka. Nie tylko nie jest żydowskiego pochodzenia, lecz urodził się we wsi koło Stawropola, na północnym Kaukazie, gdzie nie ma europejskich Żydów. (...) Co więcej, tubylczy Żydzi w tej okolicy nigdy nie posługiwali się językiem jiddisz"." (Breżniew-Andropow, "Opoka" nr 17/1982, s. 259).

Wikipedia.ru: "Wiadomości o pochodzeniu Andropowa są bardzo pogmatwane i przeciwstawne."

Jasne i proste jest tylko jedno: tak na Wschodzie, jak i na Zachodzie nie mieliśmy sojuszników ani w 1926 roku, ani w 1939 roku, ani w 1981 roku. "Pieriestrojka" umożliwiła "zwycięstwo" (dojście do władzy) prozachodniej, wspieranej przez USA opozycji solidarnościowej, którą poznaliśmy już po owocach jej działania.

W tym kontekście stan wojenny jawi się dziś jako wielka, bezpowrotnie stracona i chyba jednak tylko hipotetyczna SZANSA.
Adam Smiech dnia grudzień 13 2011 21:01:57
Tymczasem w mediach, wbrew radykalnie odmiennym ocenom społecznym (nadal blisko 50% popiera SW), trwa festiwal najgorszej propagandy w stylu goebbelsowsko-stalinowskim, w którym ordynarnie narzucana całkowicie jednostronna wizja historii ściga się z bezdenną ignorancją. Jakiekolwiek mówienie w tych warunkach o myśleniu politycznym, o rachunku zysków i strat, o ważeniu zagrożeń, o rozsądku etc., mija się z celem. Rządzi wyłącznie odruch Pawłowa - pokażą ci zdjęcie Jaruzelskiego - masz się ślinić z nienawiści. No i opanowani nienawiścią obrońcy nie wiadomo czego, machając krzyżami, gęsto plują jadem. To jest obraz współczesnej polskiej sceny politycznej, polskiej prawicy, polskiego chrześcijaństwa. Uogólniam? Tylko po części. Wiem, że to tylko ci, którzy są aktywni, a masa siedzi cicho. Ale to aktywni rzutują na obraz danego społeczeństwa. W ich zachowaniach widzimy wprost odbicie szalonych podchorążych z listopada i niepoczytalnych inicjatorów powstania styczniowego. Ulegliśmy degradacji jako naród, nie jesteśmy równi narodom kierujących się rozsądkiem i racjonalizmem w spojrzeniu na rzeczywistość. To odbija się również na szarej, milczącej masie. Duża część spośród tych ludzi, patrząc na wykrzywione nienawiścią m..., przepraszam, twarze, dzierżących krzyże w dłoniach, pożegna się nie tylko z taką wizją polskości, ale z polskością w ogóle. Staną się narodowo neutralni, bez tożsamości. Do tego prowadzą te ekscesy, którymi żywi się PiS, nie zważając na konsekwencje. Do tego prowadzi łajdacka propaganda i w istocie niewiele różniący się od PiS odbiór 13 grudnia przez PO i postudecję. Przykładem jest sprawa Geremka w kontekście depeszy ambasadora NRD. Pospieszalski przedstawia opisane przez Niemca stanowisko Geremka jako dowód, chyba zdrady, a co najmniej, ulegania komunistom. Postudecja bulwersuje się, że to nieprawda. Jedni i drudzy nie przyjmują do wiadomości i nie rozumieją, że jeżeli enerdowiec niczego nie przekręcił, to Geremek wypada w świetle jego raportu, jak rozsądny polityk, który wie, że nie da się osiągnąć wszystkiego, więc godzi się na rezygnację z tego, czy tamtego! Rozsądek dla ludzi Pospieszalskiego (wszystko albo nic) jest zdradą. Udecja o dziwo, reaguje podobnie. Obie strony są swoim lustrzanym odbiciem, dwiema skrajnościami wpatrzonymi we własne wyobrażenia i lekceważącymi fakty.
polski blog ru dnia grudzień 14 2011 00:22:25
.
DLACZEGO NIE BYŁO "OKRĄGŁEGO STOŁU" W 1981 ROKU?

Kalendarium:
4 XI 1981 - nieudana próba zawarcia kompromisu na spotkaniu Wałęsa-Glemp-Jaruzelski.

Co to było? 4 listopada 1981 roku odbyło się w Warszawie spotkanie: Prymasa Polski Księdza Arcybiskupa Józefa Glempa, Przewodniczącego NSZZ "Solidarność" Lecha Wałęsy, Premiera Rządu PRL, I Sekretarza KC PZPR gen. Wojciecha Jaruzelskiego.

"Wojciech Jaruzelski, Wystąpienie w rocznicę "Spotkania Trzech"
(Konferencja historyczno-naukowa)

Szanowni Państwo,

4 listopada 1981 roku odbyło się "Spotkanie Trzech". Dziś w tej sali jest tylko jeden. Obniża to rangę Konferencji, ale nie pozbawia możliwości przedstawienia zróżnicowanych poglądów i ocen. Ja, z natury rzeczy reprezentuję widzenie jednej z ówczesnych trzech stron. Niemniej jednak pragnę w tym momencie wyrazić szacunek dla Prymasa Polski, ówczesnego Arcybiskupa Józefa Glempa, który był gorącym rzecznikiem porozumienia narodowego. W rozmowie, którą odbyliśmy 21 października w pełni poparł ideę "Spotkania Trzech". Pragnę też z szacunkiem podkreślić, iż ówczesny Przewodniczący "Solidarności" Lech Wałęsa - mimo wielkich oporów we własnym środowisku - zaproszenie do udziału w owym Spotkaniu przyjął. Jego okoliczności, przebieg starałem się przedstawić w rozdziale "Spotkanie Trzech", książki pt.: "Stan wojenny. Dlaczego...". Nie jest mi wiadome, aby którykolwiek z moich ówczesnych rozmówców prawdziwość tego zapisu zakwestionował.
(...)
W owym momencie było to wydarzenie, które z wielką uwagą i ogromną nadzieją spotkało się w Polsce. Było też z dużym zainteresowaniem odnotowane za granicą. Widziano w nim zapowiedź realnej szansy zahamowania i odwrócenia toczącej się lawiny napięć, konfliktów i wielowymiarowych zagrożeń. Rodzi się pytanie - dlaczego to wydarzenie, ta rocznica, znalazła się w głębokim cieniu? Dlaczego wiedza o nim jest prawie żadna?
(...)
To historyczne wydarzenie nie powinno pozostawać "białą plamą", czy najwyżej lakoniczną wzmianką. Co prawda poświęciłem temu tematowi wspomniany już rozdział książki "Stan wojenny. Dlaczego...", znaczną część książki "Różnić się mądrze", wywiad opublikowany 6 listopada 2000 roku na łamach tygodnika "Przegląd". Stanowi on wreszcie oś niedawno wydanej książki "Pod prąd". A wynik - "groch o ścianę". Znamienne przemilczanie tego wątku mówi samo za siebie.

Niech mi wolno będzie podzielić się kilkoma uwagami. Lata 1980-1981 to był historycznie doniosły, faktycznie rewolucyjny czas. Rewolucje miewają wzniosłe cele, ale też - mniej, lub bardziej - burzliwy przebieg. Towarzyszą im różne niebezpieczeństwa, zwłaszcza, że przecież nie przebiegają w międzynarodowej próżni. Powiedzmy szczerze, bez "owijania w bawełnę" - jedni chcieli władzę utrzymać, a drudzy chcieli władzę zdobyć. Oczywiście - charakter, forma, tempo realizacji tych dążeń widziane były bardzo różnie. Przy tym zarówno jedni, jak i drudzy nie byli monolitem. W obszarze władzy kręgi konserwatywne, zachowawcze rzucały tendencjom, siłom reformatorskim kłody pod nogi, podsycały niepokoje i gniew sąsiadów, podważały w oczach społeczeństwa wiarygodność intencji władzy. Niemniej jednak, w obliczu nadciągającej klęski one również były skłonne do jakiegoś porozumienia, oczywiście na minimalistycznym dla "Solidarności" gruncie. Siły - jak je wówczas nazywano - socjalistycznej odnowy, widziały porozumienie jako krok realistyczny, zakładający trwałe miejsce "Solidarności" w procesie ewolucyjnych zmian, sankcjonujący kształtowanie jej politycznego miejsca i roli. Jest to stwierdzenie kluczowe. Przecież "Solidarność" - formalnie rzecz biorąc r11; funkcjonowała jako powstały - w wyniku porozumień sierpniowych 1980 roku - związek zawodowy, który nie zamierza być partią polityczną i zobowiązuje się do poszanowania Konstytucji. Co działo się, i stało się później - nie muszę przypominać.
(...)
Jarosław Kaczyński w książce Teresy Torańskiej pt.: "My", na zakończenie krytycznej charakterystyki historycznej "Solidarności", mówi: "...gdyby Solidarność 1989 roku miała siłę z 1981 roku, to w ogóle żadnego mechanizmu demokratycznego w Polsce by się nie zbudowało i dziwię się, że nasi szanowni koledzy sobie tego nie uświadamiają". To bardzo celna ocena. Prowadzi do istoty sprawy, stanowi jej klucz. Otóż w ostatnich latach 80-tych "Solidarność" była jeszcze słaba, jej kręgi radykalne zostały zmarginalizowane, dlatego też bez warunków wstępnych przystąpiła do rozmów. W 1981 roku była potęgą, szła jak burza, ton coraz bardziej nadawali radykałowie, a realistycznie myślący Lech Wałęsa i umiarkowani działacze przegrywali. Stan ten, w książce "Konspira" trafnie określił Bogdan Borusewicz: "Nastąpił amok...". A prof. Jerzy Holzer w książce "Polska 1980-1981" (cykl dzieje PRL) pisze: "W poszczególnych regionach kraju zaczynało wrzeć". Silna, awanturnicza - zwłaszcza na Śląsku - była KPN, aktywizowały się różne grupy ekstremalne, gwałtownie wzrosła przestępczość - wszystko to stanowiło potencjalny zapalnik. Na przełomie listopada i grudnia zapanowała wprost "epidemia" okupowania budynków publicznych, charakterystyczny symptom postępującej w kraju anarchii - wyraźna oznaka słabnącej władzy. W owej sytuacji nie było zainteresowania nawet roboczymi z nią rozmowami w Komisji (Grupie) Inicjatywnej. Idea "Spotkania Trzech", szansa powstania Rady Porozumienia Narodowego i możliwych, dalszych kroków - została pogrzebana.
(...)
Jak to wszystko ma się do "Spotkania Trzech"? Mówiliśmy na nim o sytuacji społeczno-gospodarczej, w tym o reformie. Nadzieję dawały prowadzone w tej sprawie rozmowy między przedstawicielami rządu i "Solidarności". Ostatnia odbyła się 27 listopada 1981 roku. Stanowiła krok naprzód, zapowiadała kolejne spotkanie na 4 grudnia. Radomskie posiedzenie kierowniczych kręgów "Solidarności" tę możliwość odrzuciło.

Gospodarka, to fundament bytowania społeczeństwa. Uczestnicy "Spotkania Trzech" mieli pełną świadomość jej katastrofalnego stanu. Wiedzieliśmy, że tylko na drodze porozumienia, w warunkach elementarnej stabilności państwa i uzgodnionych form współistnienia, współpracy i reformowania- można temu niebezpieczeństwu zapobiec. Niestety, nasze nadzieje "zabuksowały". W rezultacie stan wojenny stał się bolesną, ale ostateczną formą uniknięcia egzystencjalnej, narodowej klęski. Toteż nie dziwi, że jego oskarżyciele wolą przemilczać tę jedną z głównych przyczyn jego wprowadzenia. To też swego rodzaju "biała plama".
(...)
"Spotkaniu Trzech" towarzyszyła również świadomość zewnętrznych uwarunkowań i zagrożeń. W 1981 roku w każdej rozmowie przedstawicieli władz, Kościoła, "Solidarności", a zwłaszcza jej ekspertów, pojawiał się ten temat, to ostrzeżenie. Na tej sali znajdują się niektóre osoby, rozmowy takie wówczas prowadzące. Dziś można wciąż dywagować: weszliby - nie weszliby. Ale wtedy poczucie odpowiedzialności dyktowało, aby za wszelką cenę nie dopuścić do skrajnego wariantu umiędzynarodowienia "sprawy polskiej".
(...)
W tym kontekście warto zastanowić się nad jeszcze jedną "białą plamą". Przypominam - Spotkanie odbywało się 4 listopada. A 7 (listopada) opuszcza kraj, dezerteruje - windowany dziś na cokół bohatera narodowego - Ryszard Kukliński. Oto jakże interesująca bliskość, zbieżność w czasie. Aktywnie i twórczo uczestniczył on w przygotowaniach do ew. wprowadzenia stanu wojennego. Miał szczegółową na ten temat wiedzę. Znał też dobrze realia zewnętrzne.

(...) dlaczego - zapowiedziane w komunikacie ze "Spotkania Trzech" - konsultacje merytoryczne nie nastąpiły? Dlaczego nie udało się usiąść przy wspólnym stole? Co więcej - dlaczego nie udało się jeszcze wcześniej nawet stworzyć wspólnej Komisji - rząd, związki zawodowe, zaproponowanej, zresztą po raz kolejny - 12 października 1981 - przez wicepremiera Mieczysława Rakowskiego. Wydaje mi się, że odpowiedź na te pytania znaleźć można w opublikowanych w 2001 roku pamiętnikarskich zapisach pt.: "Rozmowy watykańskie" Sekretarza Episkopatu Polski, ówczesnego biskupa Bronisława Dąbrowskiego. Oto wielce charakterystyczny fragment: "Solidarność wbrew ostrzeżeniom Kościoła eskalowała wystąpienia i dążenia do władzy. Odmówiła wejścia do Rady Porozumienia Narodowego, mimo że Wałęsa 4 listopada 1981 roku zgodził się na wejście razem z Księdzem Prymasem, u premiera. Po spotkaniu z premierem Komisja Krajowa zdyskwalifikowała Wałęsę i oświadczyła, że Solidarność nie wejdzie do Rady Porozumienia... Nasze rozmowy na wszystkich szczeblach nie dały wyników (szczególnie 9 grudnia spotkanie u ks. Prymasa)". Ten rewelacyjny dokument i świadectwo, to relacja złożona 22 grudnia 1981 roku Papieżowi - Janowi Pawłowi II. Pokrywa ją znamienne milczenie. Podobnie jak to, że 5 listopada - a więc nazajutrz po "Spotkaniu Trzech", Prymas Polski udaje się do Rzymu i przedstawia Papieżowi-Polakowi nadzieje z tym związane. Jak wiadomo, utajniać może władza, cenzura. Ale utajniać też może swoista zmowa polityków, historyków, publicystów. Niewygodne fragmenty zapisów biskupa Dąbrowskiego są tego dobitnym przykładem.

W tym miejscu muszę przypomnieć rolę Kościoła. Był on całym sercem za "Solidarnością" - niektórzy duchowni w tym uczuciu szli nawet bardzo daleko. Ale też był całym swym poczuciem odpowiedzialności i bogatym doświadczeniem za osiągnięciem porozumienia narodowego - nazywał je również ugodą. W tym miejscu zacytuję kilka znamiennych zdań z komunikatu na zakończenie 181 Konferencji Plenarnej Episkopatu Polski, która obradowała w Warszawie 25-26 listopada 1981 roku: "Kraj nasz znajduje się w obliczu wielu niebezpieczeństw, przemieszczają się nad nim ciemne chmury grożące bratobójczą walką... Muszą ustąpić wszelkie uprzedzenia i interesy partykularne, czy grupowe. Dobro Ojczyzny - jako wartość nadrzędna - musi znaleźć swe zabezpieczenie. Wypróbowaną drogą do osiągnięcia tego celu są rozmowy wszystkich zainteresowanych stron przy wspólnym stole, chodzi oczywiście o rozmowy szczere, rzetelne". Zwracam uwagę - oto Kościół oficjalnie, mocą autorytetu Konferencji Plenarnej Episkopatu Polski, wzywa "do wspólnego stołu". Mówi o "rozmowach wszystkich zainteresowanych stron", a więc w szerokiej formule. Wreszcie zwrot o groźbie walki bratobójczej, innymi słowami wojny domowej. Kościół wie co mówi, nie rzuca słów na wiatr. My - zwłaszcza w obliczu zapowiedzianych na 17 grudnia wielkich demonstracji protestu - widzieliśmy to podobnie, a nawet jeszcze ostrzej.

Kolejna uwaga. Słyszy się nieraz, że "Solidarność" wątpiła, czy ze strony władzy rozmowy będą szczere i rzetelne. Przekleństwem stała się obustronna zresztą podejrzliwość. A przecież nie było żadnego ryzyka. Po pierwsze: mieli w nich uczestniczyć - podobnie zresztą, jak w latach 1988-1989 przedstawiciele Kościoła - moralny gwarant i żyrant ew. porozumień. I po drugie: jeśli strona solidarnościowa uznałaby, że strona rządowa postępuje nieszczerze, nierzetelnie, zwodniczo, można byłoby to publicznie zdezawuować, odrzucić, opuścić wspólny stół. W świetle powyższych okoliczności różne uczone próby r11; z litości nie wskażę autorów r11; twierdzących, iż działania władzy miały charakter pozorowany - nie dadzą się obronić. Zresztą, treść i tonacja radomskich obrad kierowniczych gremiów "Solidarności" 3 i 4 grudnia oraz gdańskich 11-12 grudnia potwierdza, iż wbrew woli i chęci Przewodniczącego oraz umiarkowanych działaczy, zwyciężył kierunek narzucony przez przeważający - coraz bardziej radykalny nurt. (...)

11.11.2005 r."

Źródło: http://www.wojciech-jaruzelski.pl/show_akt.php?typ=2&id=13
antoniW dnia grudzień 15 2011 18:26:32
Panie Śmiech, z takimi poglądami to pana od razu zatrudnią w TVN lub g..koszernej! Pan mówi ich językiem, ich pseudoargumentami. Proszę przeczytać analizy ludzi myślących po polsku - http://www.piotrskarga.pl/ps,8631,4,0,1,I,informacje.html
Dziwne te "narodowe" poglądy - bardziej przypomina to jakieś postmoczarowskie twory. No, ale już na tym portalu była zamieszczana rewizja Dmowskiego - nie podobał się związek polskości z katolicyzmem. Wstyd!!!
polski blog ru dnia grudzień 15 2011 20:30:35
@antoniW

Pod wskazanym przez Pana adresem p. Doerre, zastępca redaktora naczelnego dwumiesięcznika "Polonia Christiana", pisze:

Jaruzelski w 1981 roku stanął przed szansą wzniesienia się ponad ten format ("tysięcy komunistycznych bandytów"). Pozwolono mu skoncentrować w swym ręku władzę, jakiej nie miał dotąd żaden z polskich namiestników Kremla. Mógł zerwać się ze smyczy. Wybrał jednak bolesną operację, której celem było przedłużenie życia ustroju komunistycznego - gnijącej już i cuchnącej, złośliwej narośli na ciele Polski. Mógł być bohaterem - został kimś gorszym, niż zerem.

Proszę Pana, to jest dopiero wstyd i kompromitacja napisać taką, pożal się Boże, opinię.

Jak widać, nie wszystko złoto, co się świeci i nie każda opinia mieści się w kategoriach polityki PROPOLSKIEJ, choćby się nawet jej autorzy poobwieszali krzyżami i Matkami Boskimi wpinanymi w klapy.

A dla Pana jako odrutkę na jadowite opinie ("jad błędnej nauki") polecam dwie wypowiedzi znanej Panu zapewne prof. Anny Raźny, które świetnie korespondują z atakami na Jaruzelskiego - realizatora SOJUSZU Z ROSJĄ - aż po kres jego dni:

Czy możliwe jest partnerstwo Polski z Rosją?

23.01.2010

(...) Wydarzenia ostatnich lat pokazały, że opcja transatlantycka nie obejmuje interesów polskiego społeczeństwa i polskiej racji stanu, a wręcz im przeczy. Swe zwycięstwo u nas zawdzięcza bardzo silnemu i bardzo aktywnemu lobby amerykańskiemu, które ma swych przedstawicieli w polskim parlamencie, we wszystkich - z wyjątkiem narodowych - partiach politycznych, polskiej nauce i kulturze, a nade wszystko we wszystkich środkach masowego przekazu. Ci ludzie mają za sobą dłuższe lub krótsze, często wielokrotne, pobyty w Stanach Zjednoczonych na stypendiach, stażach, szkoleniach, kursach, wykładach, które odbywali na koszt państwa amerykańskiego, różnych jego instytucji, fundacji, organizacji, koncernów, czy wreszcie wpływowych lobby. Strona amerykańska jako finansująca ich pobyt, w mniej lub bardzie subtelny sposób narzucała i narzuca im priorytetowe dla niej koncepcje polityczne, społeczne, kulturowe, gospodarcze. Polscy klienci amerykańskich instytucji w przeważającej większości przejmowali te koncepcje, nawet wówczas, gdy mieli za sobą przeszłość komunistyczną.

(...) W związku z tym rodzi się wiele pytań (...) również co do naszej roli w relacjach Unii z Rosją. Odpowiedź, iż jesteśmy czarnym koniem Stanów Zjednoczonych jest niewystarczająca. Nie tylko dlatego, że jest zbyt prosta, ale nade wszystko dlatego, że potwierdzałaby naszą niezdolność do partnerstwa na trzech osiach: Warszawa-Moskwa, Warszawa-Bruksela i Warszawa-Waszyngton. Decydujące o tych relacjach lobby amerykańskie w Polsce jest bowiem niezdolne do własnego partnerstwa ze Stanami Zjednoczonymi, wobec których nie posiada żadnej autonomii i podmiotowości.


Źródło: http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=3304

Prof. Anna Raźny: Czy Rosja będzie z nami bronić krzyża?

24.02.2010

To pytanie musi sobie zadać każdy Polak, któremu leży na sercu przyszłość Polski i Europy. (...) W obronie krzyża nie powinno nas nic dzielić - ani różnice konfesyjne, dogmatyczne i eklezjologiczne, ani narodowościowe. Europa potrzebuje naszej chrześcijańskiej jedności w obronie krzyża, a więc również jedności polskich katolików i rosyjskich prawosławnych. Wspólna obrona krzyża jest nie tylko możliwa, ale wręcz konieczna. Ona też może stanowić najważniejszy krok w kierunku pojednania naszych narodów. Jest to zadanie, które powinniśmy podjąć. Nasz rzekomo największy sojusznik - Stany Zjednoczone - nie jest zainteresowany umocnieniem Europy i jej odrodzeniem religijnym. Przeciwnie, łatwiej mu będzie nadal nad dominować nad nią rozbitą duchowo, pozbawioną silnego fundamentu aksjologicznego, cofającą się przed napierającym islamem. To supermocarstwo światowe, wykorzystujące dla swego globalizmu ideę demokratyzacji świata oraz ideę obrony praw człowieka jest głuche, gdy są one łamane w odniesieniu do chrześcijan, gdy ich tysiące są każdego roku zabijane z powodu nienawiści religijnej.

Stany Zjednoczone, niezależnie od tego czy rządzą nimi demokraci, czy konserwatyści nie są sojusznikami chrześcijaństwa ani w Europie, ani w świecie. Sojusznikiem może być Rosja, która przestała być stolicą światowego ateizmu i powróciła do prawosławia oraz jego wartości. (...)

Przygotowanie świadomości polskiego i rosyjskiego społeczeństwa mogą utrudniać nie tylko politycy, ale również środowiska opiniotwórcze i media - w ogromnej mierze podlegające politycznej poprawności, nie zainteresowane przyszłością cywilizacyjną i duchową Europy, popierające zachodzące w niej negatywne procesy. W Polsce wspólną z rosyjskimi prawosławnymi obronę zwalczanego w Europie krzyża utrudniać będą nie tylko fanatyczni zwolennicy obecnego kształtu Unii Europejskiej oraz jej ustawy zasadniczej - Traktatu Lizbońskiego - ale również silne lobby amerykańskie, które kreuje naszą politykę wobec Rosji. Politykę transatlantycką, antyrosyjską. Taki charakter będzie ona miała tak długo, jak długo będą się z nią zgadzali polscy katolicy. Stanęli bowiem przed następującą alternatywą: albo będą nadal godzić się na dyktat Brukseli i Waszyngtonu w sprawach religii, albo pójdą za Ojcem Świętym i głosem sumienia, które podpowiada wspólną z Rosją obronę krzyża w Europie i świecie.

Prof. Anna Raźny


Źródło: rAspekt Polskir1; nr 148/2010
http://www.aspektpolski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2979&Itemid=30

Ponadto należy stwierdzić, że komunizm, którego bronił Jaruzelski był odpowiedzią "na błędne założenia i złe owoce liberalizmu". Katolicki filozof prof. Henryk Kiereś pisze wprost:

Doszło do reakcji na zwyrodnienia liberalizmu. Pierwszą historycznie taką reakcją był komunizm Włodzimierza Lenina, który czerpał dużo z Marksa i Engelsa. (...) Mamy już więc dwa socjalizmy - liberalizm, który osadził się na zachodzie Europy oraz w USA i - komunizm. (...)

II wojna światowa była wojną socjalizmów o panowanie nad światem, o globalizację własnej ideologii. Z wojny tej zwycięsko wyszły dwa socjalizmy, które nieprzypadkowo związały się ze sobą przeciwko nazizmowi i faszyzmowi, mianowicie liberalizm i komunizm. Po skończeniu wojny, kiedy pokonano te wrogie systemy, pozostałe na placu boju liberalizm i komunizm zbudowały żelazną kurtynę (mur berliński ukazywał je jako śmiertelnych wrogów).
Nastąpił kolejny etap: liberałowie przyjęli inną taktykę: Po co wojna? Musimy zdusić komunizm postępem ekonomicznym i materialnym. Postęp buduje się produkcją broni. Liberalizm ma przewagę w tym, że stawia na konkretnego człowieka, na jego dynamizm, na jego myśli, natomiast komunizm jest państwem terroru, strachu. W tej walce okazało się, że komunizm rozwiał się jak dym (...)

Historia Europy zatoczyła koło: zaczęła się od liberalizmu, z którego zrodził się socjalizm, doszło do wojny socjalizmów. Pierwszy był liberalizm i po klęsce systemów monopartyjnych (nazizm, komunizm, faszyzm) na placu boju zostaje zwycięski liberalizm. W konsekwencji mamy to samo, co występowało wcześniej: proletaryzację życia, czyli znowu pojawia się warstwa ludzi ubogich, wyzyskiwanych, poniewieranych, skazanych na życie na marginesie, co pociąga za sobą nieprawdopodobnie głęboką atrofię społeczną, mamy kult pieniądza, promowanie miernoty, co widać szczególnie w polityce (...)

Europa musi odrzucić socjalizm, musi się zjednoczyć przez powrót do własnych korzeni, a to pociąga za sobą konieczność powrotu do państwa stanowego, o czym piszę w Trzech socjalizmach, Służyć kulturze i U podstaw życia społecznego.


Źródło: Utopie - ideologie - socjalizmy, "Cywilizacja" nr 19/2006
http://cywilizacja.ien.pl/?id=499

Zatem również z punktu widzenia katolickiej filozofii nie można powiedzieć, że walka proamerykańskiej, prozachodniej opozycji solidarnościowej z komunizmem uosabianym w Polsce przez Jaruzelskiego była starciem dobra ze złem.

W efekcie tej walki historia zatoczyła bowiem koło i wygrało zło największe: socjalizm liberalny, który był złem już na początku i zrodził w odpowiedzi na swoje istnienie inne socjalizmy, z komunizmem włącznie.
Adam Smiech dnia grudzień 16 2011 02:42:10
Apeluję do Pana antoniegoW o powściągnięcie języka. Jest Pan gościem na tej stronie i obowiązują Pana zasady ustalone przez gospodarzy. Język typowy dla wielu prawicowych i niby-prawicowych portali, nie jest tutaj akceptowany. Jest to kwestia wolnego wyboru - albo się akceptuje zasady i uczestniczy w poważnej dyskusji albo nie i się wtedy nie uczestniczy.

Dziwne te "narodowe" poglądy - bardziej przypomina to jakieś postmoczarowskie twory.

Z Pańskiej krótkiej wypowiedzi, tutaj i na forum, mogę bez trudu wywnioskować, że nie ma Pan wystarczającej wiedzy nt. Ruchu Narodowego, jego istoty, historii itd. Nie zna Pan pism np. Dmowskiego, czy Jędrzeja Giertycha, inaczej nie określał by Pan moich słów jako "narodowe" w cudzysłowie. Czy oni obaj byli zdrajcami i pseudonarodowcami? Przecież Dmowski współpracował z Rosją, wzywał do przerwania strajku szkolnego, głosował za rekrutem w Dumie, zwalczał próby powstańcze "prawdziwych patriotów" w 1905 i 1914, nawet jeździł do Japonii przekonywać obcych, aby "patriotom" nie udzielali pomocy. Ostro krytykował wady narodowe, uważał powstania za niepoczytalne itd. Jędrzej Giertych z kolei, poparł stan wojenny i wypowiadał się wielokrotnie przeciwko upolitycznianiu Kościoła, przeciwko robieniu z uroczystości kościelnych w PRL manifestacji politycznych, przeciwko wreszcie, beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki. Zaiste, postmoczarowski twór. Nie mówiąc już o tym, że jeden i drugi, w swoich czasach opowiadali się za ułożeniem jak najlepszych stosunków z Rosją, uważając to za fundament polityki polskiej i jej główne zagadnienie i wyzwanie. Więc proszę mnie łaskawie nie pouczać, co jest, a co nie jest narodowe.

Niezależnie od tego, oczekuję od Pana programu pozytywnego. Dzisiaj niemal wszyscy są przeciw czemuś i komuś. To łatwe i wygodne. Dopiero jednak program pozytywny jest twórczy, zarówno ten na dziś, jak i ten na przyszłość. Dotyczy to również oceny przeszłości, w tym sensie, że można przedstawić racjonalną alternatywę, która co prawda, już się nie spełni, bo dotyczy wydarzeń zamkniętych, ale może być uzasadnionym głosem w dyskusji. Ja przedstawiłem w swoim tekście określone argumenty, z którymi każdy może się zgadzać lub nie. Aby dyskutować, trzeba jednak poza epitetami i "nie zgadzaniem się", przedstawić racjonalne kontrargumenty. Tego od Pana oczekuję.

No, ale już na tym portalu była zamieszczana rewizja Dmowskiego - nie podobał się związek polskości z katolicyzmem. Wstyd!!!

Proszę Pana, na tym portalu prowadzi się poważną dyskusję o teraźniejszości i o przyszłości Ruchu Narodowego, polityki polskiej, polskiego katolicyzmu itp., itd. W odróżnieniu od Pańskiego emocjonalnego wystąpienia, my dyskutujemy tutaj nie o tym, co byśmy sobie wymarzyli, ale o tym, co jest, co nas otacza. Kościół, na przestrzeni zwłaszcza ostatnich 50 lat, bardzo się zmienił, polskie społeczeństwo, na przestrzeni lat dwudziestu, również. Nie zauważanie tego, jest świadectwem tkwienia w okopach własnych wyobrażeń. Rzeczywistość z jaką mamy do czynienia prowokuje do szukania rozwiązań właściwych dla czasów w jakich żyjemy. Jeżeli myślimy poważnie o polityce, nie możemy proponować prostej recepcji tego, co było przed wojną. Pozwolę sobie w tym miejscu na dwa cytaty ze wspomnianego już Jędrzeja Giertycha.

O Obozie Narodowym:

"Przez całe swoje dzieje obóz narodowy był nie tyle obozem wcielającym doktrynę ideologiczną, co obozem walczącym o właściwą politykę zagraniczną.(...)naszą szczególną, odrębną od innych właściwością było, że za głównego wroga naszego narodu uważaliśmy Niemców i sprzeciwialiśmy się tym, co polski front polityczny ustawiali przede wszystkim przeciw Rosji." (Opoka nr 19/1987, s. 183)

Dlatego my uważamy, nie kostniejąc w poglądach, ale obserwując zmiany realiów, że dzisiaj pole do współpracy z Rosją jest o niebo lepsze, bogatsze, od tego, które istniało w czasach, kiedy współpracę z Rosją uskuteczniał (za cara) lub postulował ułożenie z nią stosunków (za stalinowskiego ZSRR) Dmowski, czy Jędrzej (za poststalinowskiego ZSRR).

O powracaniu do dawnych koncepcji wprost:

"Nie możemy wracać do porządku średniowiecznego, ani nie możemy powodować się średniowieczną ideologią, gdyż mamy inną niż średniowiecze wiedzę o świecie, o wiele większy zasób doświadczeń, o wiele bardziej rozwinięte stosunki społeczne, o wiele bardziej skomplikowane życie. Jesteśmy wobec ludzi średniowiecza jak ludzie dorośli wobec niedoświadczonych dzieci. Nie może społeczeństwo dorosłych urządzać swego życia na modłę pokoju dziecinnego." (Opoka nr 15/1978, s. 14)

Nie trzeba wracać do średniowiecza, aby stwierdzić jak potężne, fundamentalne zmiany zaszły w Kościele na i po soborze watykańskim II. Zmiany te wpływają, niezależnie od naszego widzimisię, na całokształt stosunków zewnętrznych i wewnętrznych Kościoła. Kościół posoborowy nie popiera już wizji państwa, która popierał Kościół przed wojną, kiedy Dmowski pisał swoją pracę na Jego temat.
Mając to wszystko na uwadze, dochodzimy do wniosku, że walka religijna nie może być zadaniem ruchu politycznego, który dopiero co myśli o odzyskaniu znaczenia. Ruch ten, aby osiągnąć sukces, musi kierować swoją ofertę do ogółu Polaków (jest wszechpolski), uwzględniając także poszerzające się pola indyferentyzmu i obojętności religijnej. Ruch ten dziś, w pewnym sensie, powinien przybrać formę taką jak miał na początku swego istnienia, w końcu XIX w., innymi słowy, nie może się obrażać, że Polacy teraźniejsi są tacy jacy są, ale działać wśród nich, walczyć najpierw o skupienie jak największej liczby wokół celów narodowo-państwowych, bez zabarwienia religijnego, które dzisiaj bardziej odstręcza ludzi niż zbliża do określonych poglądów politycznych. O tym rozmawiamy, o to się spieramy, bez pryncypialnych pouczeń i wyroków ex cathedra. Zapraszamy również Pana do takiej dyskusji.
RomanK dnia grudzień 25 2011 23:49:50
Dlaczego nie doszlo do Okraglego stolu w listopadzie 81r????
Bo to bylby zwykly stol..przy ktorym napewno zabrakloby tych co zawsze robia na okraglo@
Po Zjezdzie Solidarnosci wplywy tzw doracdcow i KORu zaczelu blyskawicznie malec.. zostawali usuwani w cien i tracili na znaczeniu..wszedzie w calej Polsce. chalsliwie zachowywali sie w regnach Mazowsza, Dolnego Slaska i Gdanska.,.,i nigdzie indziej.
Stan Wojenny ich uratowal i ich Koncepcje Pieriestrojki ...
Wusyarczy sprawdzic kto znalazl sie w kryminalach , jak przeiegala selekcja ludzi i kogo wywalomo z Polski wlacznei z v-ce przewodniczacym KK krupinskim i wieloma szefami regionow....
Nie zapominajacie ze I Solidarnosc przestala istniec 13 grudnia 81///mnie aresztowano 12 grudnia o godz 22:50///
Tej Solidarnosci nigdy nie reakltywowano,a le rejestrowano nowa na nowych zaadach z ludzmi ...ktrzy podpisali lojalki. Nadano skradziona nazwe, skradzione emblematy i pieczatki....
I ludzie nei dali sie nabrac...z 10 mln...zostalo nie cale 2mln czlonkow../..
Panowie- proby rehabilitacji zdrajcow i zbrodniarzy...to tak jakby bylych czlonkow AK ,ktorzy podjeli wspoplrace z Gestapo i NKVD, uznawac za pelnowprawnych czlonkow AK z zaliczeniem czasu sluzby w gestapo oraz w NKVD do ,..renty dla zaluzonych!
NIkt rozsadny nei nawoilywal do konfrontacji...szykowalis,y sie do zupenie demokratyczntch wyborow do rad narodowych. Robiismy nowa ordynacje wyborcza,, mielismy zupelnie przyzwoity projekt. Mowienie o mordowaniu kogokolwiek bylo straszkami specjalnie puszczanymi przez scisle gremia ktorym na tym zalezalo, zeby autentycznie Polacy nie wybrali swoich wlasnych rzadow i przywodcow z autentycznym autorytetem.
Kazdy wiedzial ze Solidarnosc nei byla ani zdolna ani przygoptowywana do konfrontacji silowej,ani nie mial zadnych do takowej zamiarow- gdyz wladza czyli przepoczwarzajaca sie Mafia Nomenklaturowa uzywajaca wtedy nazwy PZPR doskonale kontrolowala resorty silowe...a w zasadzie wszystko co istnialo i funkcjonowalo/ a jesli ktos cos takiego szykowal , wiadomo bylo ze sa to prowokatorzy SB, czy obcych sluzb,.,,
Dlatego panowie,,puki my zyjemy..ci- co bralsimy w tym udzial...nie pieprzcie....prosze!
To c macie dzis to ta sama Mafia Nomenklatury ..z tym ze juz przepoczwazona....przeksztalcona ustrojowo i wlasnosciowo:-)))
RomanK dnia grudzień 26 2011 01:36:47
Dodam puki pamietam:-)) Po tzw Wydarzeniach Budgoskich, ktore byly oczywiscie prowokacja wywolana przez Rulewskiego, ktry mial zatargi z miejscowym milicjantem ponooc o kobiete i poprostu sie pobili w najbardziej niewygodnym politrycznie miejscu i czasie,
Od tego czasu wydano zaradienie zaprzestania kooperacji ze Solidarnoscia..jak wczesneij mozna bylo zalatwic wiele rzeczy w znakomitej wiekszosci dobrych rzeczy dla miescowych spolecznosci z ktorych byli zadowoleni i miejscowi notable i Zwiazek, co uspokajalo nastroje i lagodzilo stosunki i dawalo nadzieje. Na te formy wspopracy rzicali sie jak byk na plachte ludzie z tzw kregow KOR,,, zarzucajac miejscowym spolegliwosc i filokomnizm:-)))
Sygnaly ze nie moga wspolpracowac docieraly w prywtnbych kontaktach..wiadomo ze frmula wspolpracy siw wyczerpala poprostu z odmowy wspolpracy i zaprzestania wyopelniania przyjetych porozumien przez Partiwe i jej weladze...Jednoczesnie nastapila koncentracja wladzy i przesuniecie jej w rece jaruzelskiehgo do ktorego Narod nei mial zadnego zaufania a jak widac miela i KPZR i miejscowa Nomenklatura.
czego naprawde sie bali to Nowej Ordynacji Wyborczej i tego zeby nie doszlo do Konfrontacji nad Urna Wyborcza!!!!!
To jest panowie Jedna Jedyna Przyczyna Stanu Wojennego!
Strach przed zebraniem sie calkowicie wykluczonych i czesciowo nad Urna....tenb strach pofdzierlaja i Przeobrazeni..czego wyrazem bylo przemowienie Lecha klacvzynskiego w Lozy B'nai B'rith, gdzie zaoferowal sie jako rozprowadzajcy do zazegania owej mozliwosci...
Odswiezyc pamiec mozecie tu:

http://jozefbizon.wordpress.com/kor-batory-inni/
polski blog ru dnia grudzień 26 2011 04:36:18
A MURY RUNĄ, RUNĄ, RUNĄ
I POGRZEBIĄ STARY ŚWIAT!



"Dla upamiętnienia walki "Solidarności" o wolność i demokrację oraz wkładu Polski w ponowne zjednoczenie Niemiec i polityczną jedność Europy".
"Zur Erinnerung an den Kampf der "Solidarność" für Freiheit und Demokratie und den Beitrag Polens zur Wiedervereinigung Deutschlands und für ein politisch geeintes Europa".
Gdańsk 2010, foto: Wikipedia


Panie Romanie, musimy wyraźnie powiedzieć, że Polska powinna być suwerenna i nie-socjalistyczna. Zatem i socjalizm komunistyczny gen. Jaruzelskiego nie był i nie jest czymś, czego należało bronić "jak niepodległości" (a tak właśnie mówili w latach 80. komuniści). Ale z Polską jest już inaczej: należało jej bronić jako państwa bogatego i posiadającego - pomimo błędów komunizmu - wielki potencjał rozwojowy, w tym przede wszystkim dobrze wykształcone polskie kadry naukowe i przemysłowe oraz liczny i doświadczony stan chłopski. Ta obrona - przed idącym z Zachodu socjalizmem liberalnym - okazała się jednak niemożliwa, co stało się w drugiej połowie lat 80. dla Jaruzelskiego jasne, a Polacy-katolicy łudzili się co do tego jeszcze długo, bo chyba aż do powstania rządu AWS-Unia Wolności.

Można więc powiedzieć, że świętujemy nie to, co trzeba, skoro wygrana komunistów nad "Solidarnością" w grudniu 1981 roku oznaczała kontynuację polskiej - mimo wszystko i w porównaniu z dniem dzisiejszym - Polski, a przegrana komunistów w kilka lat później zakończyła się - w sensie dosłownym - "pogrzebaniem starego świata", a więc i tego polskiego, który przez kilkadziesiąt lat stawiał tak dzielnie komunistom opór.

Dlaczego tak się stało? Profesor Maciej Giertych pisał o tym wprost:

Gdy w styczniu 1981 r. prezydenturę objął Reagan do władzy doszli tzw. "jastrzębie", czyli zwolennicy bardziej konfrontacyjnej polityki USA wobec ZSRR. Sekretarzem stanu został gen. Aleksander Haig, były dowódca wojsk NATO w Europie. Pomoc dla "Solidarności" poszła szerokim strumieniem.

Tymczasem "Solidarność" czuła się coraz silniejszą i parła do konfrontacji. Została opanowana przez elementy lewacko-rewolucyjne. Kraj był paraliżowany strajkami i blokadami. Gospodarka padała. Gdy Jaruzelski ogłosił stan wojenny i dał sobie radę sam, bez interwencji wojsk radzieckich, nawet tych już stacjonujących w Polsce, USA były wyraźnie niezadowolone.
(...)
Nikt z nas nie miał wówczas wątpliwości, że ci, co politycznie opanowali Solidarność, KOR-owcy, dysydenci z PZPR z lat sześćdziesiątych, trockiści i lewica laicka, realizowali niepolskie interesy. Niestety, gdy w Rosji przyszła odwilż, "glasność" i "pierestrojka" Gorbaczowa i ZSRR zaczął się sypać, ci sami ludzie dogadali się z Jaruzelskim i przy okrągłym stole ustalili jak podzielić się władzą.


Zob.: CIA A STAN WOJENNY
http://jednodniowka.pl/forum/viewthread.php?forum_id=2&thread_id=426

Nie o taką Polskę młodzież polska zabiegała w latach 1980-1981, jaką wykreowały po 1989 roku środowiska postkorowskie i postsolidarnościowe wespół ze swymi zachodnimi patronami i przefarbowanymi na liberałów komunistycznymi apostatami. I to jest największe dziś nieszczęście, a stan wojenny, który to na chwilę zahamował, który pomieszał KOR-owskiemu lewactwu szyki - to już historia.

Generał Jaruzelski był znienawidzony przez dużą część narodu po 1981 roku, jednakże dzisiaj, po 30 latach, wielu jego ówczesnych krytyków widzi złożoność sytuacji i ocenia go inaczej. Zwłaszcza w świetle faktów dotyczących postawy i celów, jakie chciała osiągnąć ta ważna część opozycji antysystemowej, która z tego systemu się wywodziła i posiadała w zasadzie monopol na wsparcie tzw. Zachodu. Komuniści przestrzegali wprawdzie Polaków przed tą tzw. ekstremą "Solidarności", ale mało kto im w ówczesnym amoku niepodległościowym wierzył. Konfrontacja choćby tylko 21 postulatów "Solidarności" z 1980 roku z obecną rzeczywistością społeczno-polityczno-gospodarczą mówi jednak o tej "ekstremie" i jej celach bardzo wiele. Ocena prof. Macieja Giertycha nie jest więc "endokomunistyczna", lecz bardzo delikatna i z polskiego punktu widzenia słuszna.

Generał Jaruzelski nie oddał władzy "KOR-owcom, dysydentom z PZPR z lat sześćdziesiątych, trockistom i lewicy laickiej" w 1981 roku, lecz usiłował się porozumieć z Kościołem polskim i Polakami znajdującymi się w opozycji do systemu komunistycznego. Przed stanem wojennym teoretycznie było to możliwe i naród mógłby się zgodzić na jakiś rozsądny plan polityczny, powiązany ze zmianami gospodarczymi i dowartościowaniem tych, których komuniści przez lata gnębili. Żyło jeszcze wielu przedwojennych działaczy państwowych, którzy taki plan by z pewnością poparli, legitymizując wspólnie z Kościołem władzę jakiegoś "rządu zgody narodowej". Tak się jednak nie stało.

Nie wiadomo do końca, czy utrzymanie status quo było w 1981 r. (i w latach następnych) głównym celem Jaruzelskiego (ograniczonego jakoby z przyczyn ideologicznych i nie widzącego powolnego upadku komunizmu), czy też - wbrew temu, co się teraz twierdzi - pragnął on pozytywnych zmian, ale nie miał (w obliczu walki, a potem porozumienia się Waszyngtonu i Moskwy) zbyt wielkiego pola manewru. Trzeba przy tym pamiętać, że Jaruzelski musiał zapewnić ludziom systemu gwarancje nietykalności, które potem istotnie otrzymał od opozycyjnych uczestników "okrągłego stołu". A przecież nie chodziło tu tylko o gwarancje w skali kraju i nie mógł mu ich udzielić ani prymas Glemp, ani stoczniowiec Wałęsa, ani nawet późniejszy członek Rady Konsultacyjnej, prof. Maciej Giertych.

Gdy Gorbaczow zaczął dogadywać się w drugiej połowie lat 80. z Reaganem, wówczas przyjechał do Polski i namówił Jaruzelskiego do "pieriestrojki". Można się tylko domyślać, że Gorbaczow nie mówił z Jaruzelskim wyłącznie w imieniu sowieckiej partii, ale także przekazał mu uzgodnienia czy zarysy współdziałania w sprawach Polski poczynione z prezydentem USA. I Jaruzelski, chcąc-nie chcąc, musiał się na te propozycje dwóch mocarstw zgodzić.

"Po owocach ich, poznacie ich." - Do władzy doszli w efekcie ci, którzy chcieli do niej dojść już w 1981 roku, "po plecach robotników", i nie zawahali się w tym celu storpedować proponowanego wówczas przez Jaruzelskiego, Glempa i Wałęsę porozumienia narodowego.

Kto wie, może gdyby ci Polacy usiedli w grudniu 1981 roku przy "okrągłym stole", to historia naszego umęczonego narodu potoczyłaby się inaczej? Mamy prawo tak myśleć.
RomanK dnia grudzień 26 2011 20:31:12
Bez puszczania dymu w oczy ... dosc i tak w nich lez"=___
Niestety nei moge sie z panem panie Polski ru blog( moze sie pan nazwac jakisc krocej::L0-))/// zgodzic! Nie moge zgodzic sie z panskimi gdybaniami,,gdyby, byc moze..pomimo to..etc...
Tam mielismy batdzi konkretne fakty,,zadnych gdyban! Tam byly konkretne decyzje do podjecia i konkretne wybory, ktore zmienilyby naqsza historie nie byc moze ..ale na pewno ..na 100%!
Reformy tzn parcie na dzialania refoemujace system i Polske nie tylko obejmowaly te fragmenty Narodu, na jakie miala wplyw Solidarnosc..ale i na te ktore byly autentycznie lewicowe i komunizujace.
Nie wiem, czy dzis juz komus mowi cos tzw pomysl sekretarza PZPR z Torunia sw,p.Zbyszka Iwanowa..tzw Struktur poziomych...
jako uzupelnienie pomyslow syndykalistycznych tze samorzadow pracowniczych...i zarzadzania pracowniczego panstwowym majatkiem poruczonym.
Obydwa te pomysly uzupelnialy sie i ..rozwalaly Nomenklature..oparta o tzw centralizm demokratyczny, czyli dyktat Czerwonego Kahalu. zamiast demokracji.
To dawalo nadzieje na zupelnie nowa forme i jakosc... mysle, ze to wzorowanie sie na pomysle Bochenskiego juz mialo swego poprzednika w postaci Kadafiego, ktory budowal Libie w oparciu o bardzo podobne rozwiazania...mniej wiecej.

Juz na emigracji mialem okazje wielokrotnie dyskutowac na te tematy ze Zbyszkiem i robliismy to w zupelnie prywatnej atmosferze- jako emigranci mieszkajacy w tym samym miescie....i spotykajacy sie towarzysko.
Ponadto do dzis nie za bardzo moge sie pogodzic, ze jego nagla i niespodziewana smierc w samolocie byla przypadkowa....

To widzi pan- calkowicie zmiatalo Nomenklature w calosci! Dlatego- ze nowa jakosc zakladala a priori oparcie sie o zdolnosci i cechy osobiste i osobiste, a kwalifikacje bylyby oceniane przez szerokie gremia zainteresowane. Ocena publiczna bylaby jedyna ..odwrotnei niz w Nomenklaturze gdzie tajnosc, dyspozycyjnosc i lojalnosc bossom nomenklatury byla jakoscia promujaca..stanowiac podstawe selekcji negatywnej.
Prof Giertych plecie bzdury! Nie bylo go w Solidarnosci..on tak samo jak KORowcy chcial i uzywal Solidarnosc do montowania swojego wlasnego narodowego in specie ruchu- kosztem i silami i materialami Zwiazku. Te powszechne dzialania roznych odcieni (KPN, PPS. PSL etc...)zaklocaly prace Solidarnosci zwiazanej i bazujacej na syndykalizmie...i upolitycznialy Zwiazek..ale nie byly one czyms co decydowalo o czymkolwiek!
Poparcie pana Giertycah dla Stanu Wojennego...bylo takim samym- jak parcie dzialaczy KORu..ktore to trafnie ocenil w liscie do towarzyszy i szefow NRD St. Ciosek...ze wywolali zjawiska ,ktore ich przerosly i wyrzucily z nurtu gdzie wyrastaal im konkurencja w Solidarnosciowym nurcie innych ruchowe politycznych. z ktorymi zaczeli przegrywac poczawszy od regionow peryferyjnych i wiedzieli czym to sie skonczy..szczegolniebolesnie wtedy przegrywali z KPN em.... i w obronie wlasnej skory zazadali likwidacji Solidarnosci...Niech sie pan zastanowi.[rosze////.dlaczego KOR przez Geremka i Mazowieckiego.. poprosil o likwidacje Naszej Polskiej Niezaleznej Solidarnosci??? i podsunal pmoysl Geremka- zeby ja odrestaurowac z Walesa i innymi spolegliwymi i lasymi na benefity dupkami....co zresta zrobiono stawiajac ich od razu na jej czele???
Czego sie bali... to determinacji Solidarnosci spotkania nad Urna...widzi pan oni ni ebyli gotowi do utraty wladzy w demokratycznym procesie i na oczach Calego Swiata!!!!
BO to oznaczaloby ich doslowne wyladowanie na smietniku historii raz i na zawsze...
I wiedzieli ze zblizajce sie wybory do Rad Narodowych moga calkowicie uczynic jakiekolwiek negocjacje..dla Solidarnosci bezuzytecznymi!
Bo po wygraniu Wyborow co do czego nikt nie mial najmniejszej watpliwosci..z kim i po co mialaby dyskutowac Solidarnosc????
To rozwiazanie rozniez wykluczalo od wplywu na przyszle losy Polakow i Moskwe i Waszyngton...stawali wobec tylu zatem niewiadomych..ze odetchneli na rozwiazanie jakie nakazano Jaruzelowi.
Na rozmowy braklo czasu..wybrano Stan Wojenny..na przygotowanie Rozmow z Przebranymi Wybierancami musieli stracic nastepne 7 lat...
NI dlaej boja sie ,,zeby Polacy nei zebrali sie na Urna:-)))
Ale wiedza zeby sie zebrali , najpierw musza zebrac sie i wykazac Druga Solidarnoscia....stad takie zabiegi rozwalania wszystkiego co sie pojawi....
polski blog ru dnia grudzień 27 2011 01:05:51
Panie Romanie, przecenia Pan najwyraźniej moc kartki wyborczej. Ani za sanacji, ani za komuny nie można było zmienić ustroju, ani tym bardziej sytuacji geopolitycznej państwa za pomocą zwycięstwa w wyborach municypalnych. Prezes Mikołajczyk przekonał się o tym boleśnie w 1947 roku, i to na poziomie wyborów do najwyższej władzy ustawodawczej.

Hasło demokratyzacji życia politycznego mogło być w 1981 roku co najwyżej propagandowym taranem Zachodu, ale i tak wszyscy wiedzieli, że nie zmieni się sytuacji w Polsce za pomocą kartki wyborczej. Potrzebna była zgoda władzy, czyli - jak się potem okazało - porozumienie mocarstw.
RomanK dnia grudzień 27 2011 05:16:54
Przeceniam??? Nooop..wlasnei chcieli uniknac kompromitacji jak z Mikolajczykiem!
Ponadto,,procesy Pieriestrojki juz byly uruchamiane...i mialy miec swoja kontrolowalna forme. To co staoi sie ze Solidarnoscia w Polsce, przezlo wszelakie oczekiwania..wyrwalo kierownice...
I dlatego Trzeba bylo reagowac awaryjnei Stanem Wiojennym.
Jak pan widzi nauczono sie duzo,,kolorowe rewoluce roni sie juz zupelnei profesjonalnei bez dopuszczania tzw szarych mass:-))))
BO jak sie okazalo w Polsce czasmi te szere masy uzyja szrych komorek i ..zaczynaja sie schody...
Jak sie panu wydaje obnizenie poziomow nauczania w Polsce na wszystkich szczeblach szkolnictwa czemu ma sluzyc????
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014