Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumLipiec 17 2019 22:39:44
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 7
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
7
7
Irak
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
gjw - Kaczyński zarzucił Niemcom imperializm i przegrał

Z przyjemnością przedstawiamy PT Czytelnikom kolejny tekst naszego znakomitego Kolegi Pana gjw. Jak zwykle, zapraszamy do lektury i do dyskusji!

Kaczyński zarzucił Niemcom imperializm i przegrał

Prawo i Sprawiedliwość - partia wodzowska Jarosława Kaczyńskiego, przegrała wybory do Sejmu. Moim skromnym zdaniem niemałą rolę odegrały w tym poglądy PiS-u na politykę zagraniczną. Podburzać na inne narody to ani rzecz rozsądna ani też nie jest to po chrześcijańsku. Podburzanie na państwa mocniejsze od naszego, a na dodatek naszych sąsiadów było rzeczą niepolityczną.

Prawo i Sprawiedliwość określa się jako partię narodowo-konserwatywną. Nie odpowiada to prawdzie. Jej prawdziwy rodowód to rządy autorytarne Józefa Piłsudskiego i sanacja. Nieomylny wódz, przedmurze Europy ("Chrystus narodów"), antyrosyjskość, międzymorze, nadmierna pewność siebie... Jeszcze jedna ideologia szukająca doczesnego zbawienia dla świata zamiast celów zrozumiałych i osiągalnych. Polska idea narodowa natomiast stanowi określony zbiór poglądów na węzłowe zagadnienia polskiego bytu narodowego i opiera się na szukaniu skutecznych środków obrony interesów narodowych w warunkach wpływania na los Polski przez mocniejsze od nas siły zewnętrzne.


Temat "niemiecko-rosyjskiego kondominium"

4 października prezes PiS-u udzielił wywiadu dla prywatnej telewizji TVN. Tematem wywiadu była książka prezesa, którą opublikował w okresie kampanii wyborczej, a dokładniej jej rozdział poświęcony sprawom zagranicznym, a jeszcze dokładniej stosunkom z naszym wielkim zachodnim sąsiadem ("Rozdział 6; Angela Merkel. Specjalne sąsiedztwo"). W tym obszernym manifeście politycznym p. t. Polska naszych marzeń dziennikarze zwrócili uwagę zwłaszcza na następujące zdania: "Nie sądzę, żeby kanclerstwo Angeli Merkel było wynikiem czystego zbiegu okoliczności" (dał do zrozumienia, że pani Merkel zawdzięcza władzę wschodnioniemieckim służbom specjalnym), a nieco dalej: "Ważne jest, że od Polski Merkel chce przede wszystkim może miękkiego, ale jednak podporządkowania." Wreszcie zaś: "Pewnego dnia możemy się obudzić w mniejszej Polsce." Zaś to wszystko z powodu "strategicznej osi" Berlin-Moskwa. Zapytany czy pani kanclerz rzeczywiście jest tak nieprzyjazna wobec Polski odparł redaktorowi: Jestem zmuszony zapytać pana, czy pracuje pan dla redakcji polskiej czy niemieckiej.

Tyle tylko, że nie jest to nic nowego. Takie twierdzenia stanowią już od dawna chleb powszedni zwolenników "Kaczystanu". Można je w nieco innych słowach przeczytać albo usłyszeć w prowadzonych przez rozpolitykowanych polskich księży rzymsko-katolickich środkach masowego przekazu. Jest to co prawda tylko frakcja w ogromnej instytucji rzymskiego Kościoła, ale frakcja nadzwyczaj krzykliwa i nadmiernie pewna siebie. O tym jednak nieco dalej. Powiada się, że PiS w sprawach polityki zagranicznej uchodzi za ugrupowanie jednoznacznie proamerykańskie. To rzuca się w oczy, ale zarazem jest to dość powierzchowna uwaga. Prawda jest bardziej skomplikowana, a jednocześnie o wiele bardziej niepokojąca. W tym środowisku politycznym wzięli górę ideolodzy żyjący nienawiścią do Rosji, którą całkowicie i bez reszty utożsamiają z ZSRR, w tym zwłaszcza ze zbrodniami stalinowskimi. Wystarczy poczytać felietony Józefa Szaniawskiego w "Naszym Dzienniku", aby się o tym przekonać. Ich zdaniem Rosja to odwieczny wróg, a w najlepszym wypadku będzie nim aż do czasu, gdy Putin odda wreszcie władzę takim ludziom jak Chodorkowski względnie ten kraj przestanie być wielkim mocarstwem lub też rozpadnie się na wiele mniejszych państw. Fakt, że Niemcy pojednały się z Rosją i robią wskutek dzięki temu dobre interesy postrzegają jako zagrożenie: "Dostrzegając z rosnącym zaniepokojeniem używanie przez Rosję jej zasobów energetycznych jako broni politycznej oraz niemieckie roszczenia do własności przekazanej Polsce w roku 1945, a także ścisłe więzy łączące jej historycznych wrogów: Moskwę i Berlin, Warszawa musi podjąć walkę w obronie swoich interesów w ramach UE i sojuszu zachodniego - powiada Fotyga." (International Herald Tribune, 14 VIII 2007) [1]

Z tego punktu widzenia Unia Europejska jest narzędziem utrwalania rosyjskich wpływów w Europie oraz niemieckiej hegemonii i powinna zostać zniszczona względnie poważnie osłabiona. Kto ma tego dokonać? Sama Polska jest na to za słaba - przynajmniej tyle realizmu politycznego jeszcze tym ludziom pozostało. Na kogo zatem liczą? Na Stany Zjednoczone, w których interesie nie leży niemiecko-rosyjskie kondominium w Europie. Gdy tylko amerykańskie bazy wojskowe pojawią się w naszym kraju, będziemy mogli machnąć ręką na całą tę UE, Komisję Europejską, prawa do emisji dwutlenku węgla (spalać węgiel kamienny przez czas nieograniczony), stać się ulubionym krajem amerykańskich inwestycji produkcyjnych - twierdzą pożal się ludu znawcy na falach eteru Radia Maryja. Taki "drobny szczegół" jak to, że kraj pani Merkel wciąż jeszcze jest najważniejszą bazą wypadową amerykańskich przedsiębiorstw w skali światowej obok Chin (z której te przedsiębiorstwa prowadzą wszystkie swoje interesy w Europie) umknął ich uwadze.


Pouczające reakcje czytelników "Die Welt"

Już następnego dnia na rewelacje przywódcy polskiej "prawicy narodowej" odpowiedziały niemieckie środki masowego przekazu. Zdaniem jednego z dziennikarzy zatrudnionych przez owych rozpolitykowanych księży była to gra znaczonymi kartami. [2] Prorokiem okazał się komentator dziennika "Die Welt", który napisał: "Obserwatorzy oceniają to jako ostatni gwóźdź do trumny jego zwycięstwa w tych wyborach." Moje własne doświadczenie nauczyło mnie jednak, że najciekawsze są dyskusje czytelników tej jedynie konsekwentnie prawicowej gazety codziennej Republiki Federalnej. Są oni niejako pionierami nastrojów niemieckiego społeczeństwa:

"Już znowu to: «Padamy bez przerwy ofiarą obcych mocarstw». Istna religia narodowa Polaków :) Zmanierowane romantyczne przecenianie własnego znaczenia w połączeniu z hurrapatriotyzmem i wmawianiem sobie roli wiecznej ofiary naznaczyły polski stan świadomości. Przywódca opozycji Jarosław Kaczyński nie mógł przedstawić wyraźniej tego toku myślenia. Niestety głosów Polaków myślących w ten sposób mu nie zabraknie." (Skar) Z drugiej strony: "To, że nie brak Polaków, którzy wierzą w takie kosmiczne bzdury, jest dla mnie bardzo dziwne. Czasy, w których Niemcy mogły sobie pozwolić na wielkomocarstwowe plany należą do bezpowrotnie minionej przeszłości, ponieważ przesądziła o tym demografia. Zaś ubytek ludności w Polsce jest jeszcze bardziej drastyczny niż u nas. Osiedlają się tam raczej Arabowie i Romowie niż my." (Mitdenkender) Nie zabrakło również i takich głosów: "Koniec końców to Niemcy są odpowiedzialni za to, że w czasie wojny co piąty Polak stracił życie i że ten kraj został zupełnie zrujnowany, a uwieńczeniem tego było narzucenie mu 50 lat komunizmu. Zaś o tych wszystkich osobach opiekujących się starszymi ludźmi, bo Niemcy zrobili się na to zbyt delikatni, też nie należy zapominać. [...] Przy tym Niemcy są jednym z największych inwestorów w Polsce, co umożliwia osiąganie dobrych wyników finansowych [naszym] funduszom emerytalnym. Tak wyglądają te zmiany demograficzne!" (Hans) [3]


Spór, w którym żadna z dwóch stron nie ma racji

Księża z Radia Maryja głoszą rzeczy, od których włos jeży się na głowie: pastorzy nie mają prawa sprawować urzędu duszpasterskiego z powodu braku sukcesji apostolskiej; protestantyzm wyznaje Boga, który w rzeczywistości jest szatanem; świat będzie katolicki albo przestanie istnieć; rodacy "Jana Pawła II Wielkiego" są narodem wybranym, aby go nawrócić. Teraz już wiemy, kto zajmuje podobne stanowisko. Wyborcy, którzy wyrazili w ten sposób zgodę na taki sposób prowadzenia polskiej polityki zapewnili PiS 28,9 % oddanych głosów (oznacza to spadek wpływów tej partii w porównaniu z rokiem 2007 - 32,11 %). Trwale bezrobotni, którzy bezskutecznie szlifują chodniki i otrzymujący co miesiąc marne grosze emeryci są niezadowoleni z tego, że Zachód nie wynagrodził po królewsku ich walki z komunizmem. Kaczyński może zdobyć ich głosy bez szczególnego wysiłku. Oni po prostu nie zdają sobie sprawy z tego, że na tym świecie nie ma nic za darmo. To, że energicznie występował przeciw 'niemiecko-rosyjskiemu kondominium" podoba się ludziom starszym, którzy wiele wycierpieli przez hitlerowców i Sowietów. Młodsi na ogół rozumieją, że jego polityka nie leży również w interesie Polski. Zaczynają też rozumieć, że żyją na świecie, który stoi na głowie, ale odpowiedzialność za to spoczywa wyłącznie na wielkich oszustach, spekulantach finansowych i ludziach opanowanych ambicją naprawiania świata, w tym na rozpolitykowanych księżach, a nie na innych narodach. Z tej świadomości powstała partia protestu - Ruch Palikota (około 10 % głosów). Zwolennicy Kaczystanu na próżno żywią nadzieję, że ich idol będzie znowu sprawował rządy w Warszawie. Rządził tylko dwa lata i sam oddał władzę. Zaczynam podejrzewać, że rola wiecznego opozycjonisty, który bez przerwy krytykuje zamiast ponosić odpowiedzialność i ciężko pracować dla ojczyzny jest jego ulubioną rolą.

Jednak również premier Donald Tusk nie ma racji, kiedy powiada, że nie ma żadnego innego przywódcy europejskiego tak życzliwie nastawionego wobec naszego kraju jak pani Merkel, a w dobrosąsiedzkich stosunkach z Niemcami nie występują najmniejsze problemy. Podobnie zresztą jak korespondent pierwszego programu niemieckiej telewizji publicznej w Warszawie Ulrich Adrian: "Niemcy i Polacy są przyjaciółmi, Bogu dzięki i basta!" [4] To są bajki dla dorosłych. Jako przykład może posłużyć sytuacja w przemyśle cukrowniczym, gdzie trzy niemieckie koncerny cukrowe mają już prawie monopol. Nie tylko w Polsce, ale w Unii Europejskiej. Europejska Polityka Cukrowa stała się dla nich narzędziem osiągania olbrzymich zysków. W Polsce, kraju posiadającym rozwinięte rolnictwo, brakuje cukru. Jego cena poszybowała w górę, już po raz drugi od czasu przystąpienia do UE, a zwykli ludzie, którym nieraz brakuje pieniędzy na inne niezbędne wydatki płacą, płaczą i zgrzytają zębami.

Zwolennicy prawicy narodowej z prawdziwego zdarzenia, która broniłaby interesów Polski równie mądrze i skutecznie jak w swoim czasie de Gaulle bronił interesów Francji nie mają bogatego wyboru. Podjęcie tego wyzwania staje się sprawą konieczną i oczywistą, ponieważ podobne ruchy w Europie będą coraz silniejsze wskutek tego, że ideologia Paneuropy okazała się jedną wielką pomyłką. Z drugiej strony samymi tylko pięknymi słowami nic się nie zwojuje. Potrzebą chwili jest przypomnienie prawa narodów do samostanowienia, ale trzeba umieć rozpoznać właściwie jego przyjaciół i wrogów. Żyjemy w świecie ultranowoczesnych urządzeń i rosnącego umiędzynarodowienia wszystkich dziedzin życia. Należy mieć oczy i umysł otwarte. Wzburzone umysły mogą doprowadzić cały kraj do wrzenia, ale potem nie sprostają powstałej niebezpiecznej sytuacji. Moim skromnym zdaniem nowoczesne, odpowiedzialne ruchy narodowe mogą odrodzić Europę, ale ludzie żyjący wciąż jeszcze w latach trzydziestych mogą ją zgubić. Miejmy nadzieję, że tacy ludzie jak Jarosław Kaczyński przestaną nadawać ton.

Autor: gjw


Korzystałem:

[1] With growing concern over Russia’s use of its energy wealth as political weapon, German restitution claims for property ceded to Poland after 1945 and close ties between its historic enemies, Moscow and Berlin, Fotyga says, Warsaw has to fight to defend its interests inside the EU and the Western military alliance.

[2] Link

[3] Link

[4]
"Deutsche und Polen sind Freunde, Gott sei dank und damit basta!", codzienny program ogólnoinformacyjny „Die Tagesthemen“ z 9 X, 22.15


Komentarze
polski blog ru dnia październik 21 2011 19:17:38
Tak.

Krytyka Kaczyńskiego jest słuszna i potrzeba dogadania się z Rosją (a zatem i z Niemcami) też jest oczywista. Ale prawdą też pozostaje, że mamy narodowy obowiązek i narodowy interes, by

"Obronić zachodnie granice" http://polski.blog.ru/130174611.html

I zarówno Niemcom, jak i Rosji trzeba systematycznie przypominać, że nasza przyjaźń i współpraca z nimi właśnie temu musi służyć.
polski blog ru dnia październik 21 2011 19:56:54
Autor pisze:

"(Ludzie młodsi) Zaczynają rozumieć, że żyją na świecie, który stoi na głowie, ale odpowiedzialność za to spoczywa wyłącznie na wielkich oszustach, spekulantach finansowych i ludziach opanowanych ambicją naprawiania świata, w tym na rozpolitykowanych księżach, a nie na innych narodach. Z tej świadomości powstała partia protestu - Ruch Palikota (około 10 % głosów)."

Andrzej Turek, red. naczelny "Nowego Przeglądu Wszechpolskiego" widzi to inaczej:

"...w III RP występuje stosunkowo liczny, a przy tym niezwykle zdyscyplinowany elektorat, nazwijmy go tak, liberalno-kosmopolityczny. Jego rdzeniem są przede wszystkim wszelkie utajone mniejszości narodowe, ogół większych i mniejszych beneficjentów Magdalenki i Okrągłego Stołu, a także szerokie rzesze tzw. inteligencji (a właściwie ćwierćinteligencji). Ów elektorat liczył w punkcie wyjścia co najmniej jakieś 10-15 % i sytuował się początkowo głównie w UD, KLD, oraz w nieco mniejszym stopniu w SLD. W miarę upadku wspomnianych ugrupowań fluktuował zawsze ku tej sile, która w danym momencie najbardziej czytelnie prezentowała właśnie tą opcję, a więc np. ku UW, następnie zasilił głównie postkomunistów (w 2001 r.). Po drodze cały czas powiększał się, w największym uproszczeniu o tych, którym w III RP osobiście się powiodło, oraz o całe rzesze ćwierćinteligencji nowego chowu, wywodzącej się z lawinowo mnożącej się braci studenckiej. Ową brać celowo mnożono ponad wszelką miarę nie tylko w ramach swoiście pojętej walki z bezrobociem, ale i z myślą o dogłębnej indoktrynacji jak największej części polskiej młodzieży w duchu kosmopolityczno-unijnym.

Dzisiaj duża część tych ludzi, często o sztucznie zawyżonych życiowych aspiracjach, za to o bardzo pierwotnych pojęciach politycznych, bez głębszego zastanowienia się z zasady zawsze głosuje na główną partię prounijną, bo po prostu "tak wypada", w obawie przed popełnieniem "obciachu", wreszcie w imię swojej świetlanej przyszłości (tak naprawdę gotując sobie tym samym właśnie czarną przyszłość). Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że na chwilę obecną ten twardy elektorat PO dobiega liczby 20-25 % ogółu regularnie głosujących obywateli, zadowolonych z życia i ze swego osobistego w nim miejsca i pozycji, bądź spodziewających się osiągnąć taką w niedługim czasie, nie odczuwających przy tym praktycznie żadnego poczucia więzi narodowej (a jeśli nawet, to nie z narodem polskim).
(...)
Wynik Palikociarni, 800 tys. oddanych na nią głosów i pojawienie się w efekcie w czynnym życiu politycznym, i to w eksponowanym jego miejscu, a nie gdzieś na samym marginesie, formacji nawiązującej wprost do zachodniej tzw. Nowej Lewicy musi być rzeczywiście powodem do wielkiego niepokoju. To wyraźny sygnał, że przed nami ostra wojna duchowo-cywilizacyjna. Z drugiej jednak strony ten moment musiał kiedyś nieuchronnie nadejść. Musiał w tym sensie, że tego chcieli już od dawna "starsi i mądrzejsi". Nikt mnie nie przekona, że wypłynięcie Palikota na tak szerokie wody, to skutek jakiegoś spontanicznego rozwoju wydarzeń. Osobiście nie wierzę w to, że jego wyjście z PO i stworzenie przezeń osobnego bytu politycznego, w dodatku o tak specyficznym, szokującym wręcz jak na nasze warunki obliczu, jest kwestią przypadku, czy też konsekwencją i wypadkową wewnętrznych tarć w Platformie. Palikot nie wyszedł z PO bynajmniej tylko dlatego, że było mu tam już za ciasno, że członkostwo tamże krępowało mu możliwość uskuteczniania kolejnych skandalicznych wybryków. Można się domyśleć, że ten ruch był uzgodniony jeśli nie z całym kierownictwem Platformy, to przynajmniej z samym Tuskiem.

Cele całej tej operacji są dosyć łatwe do odgadnięcia. Cel doraźny - osłabienie i przechwycenie znacznej części dotychczasowego elektoratu SLD, co miało umożliwić utrzymanie dotychczasowej koalicji PO-PSL w niezmienionej formie, bez konieczności dobierania sobie trzeciego koalicjanta. Zarazem, jak już wspominałem, zabezpieczono się tym bardzo prostym sposobem przed hipotetyczną koalicją PiS-SLD. Celem długofalowym ma być z pewnością przecieranie dróg głębokiej rewolucji kulturowej w duchu radykalnie antychrześcijańskim i antynarodowym, dalsze niszczenie tkanki społecznej i jak najdalej posunięty rozkład moralny społeczeństwa, szczególnie młodzieży. Przy okazji Ruch Palikota bardzo się PO przyda jako nieformalny, cichy sojusznik, gotowy wspierać ją w kryzysowych sytuacjach dyskretnie swymi głosami, i przede wszystkim jako bardzo skuteczny straszak do dyscyplinowania PSL, gdyby ten usiłował być zbyt samodzielny albo za mało spolegliwy wobec "większego brata".

Że wypłynięcie Palikota to nie przypadek, najlepiej o tym świadczy całe rozległe zakulisowe grono jego sympatyków i protektorów. Skądinąd, jak wieść gminna niesie, ten ubierający się tak chętnie w błazeńskie szaty krezus jest w rzeczywistości niezmiernie poważną personą (członek Komisji Trójstronnej). Z różnych zaś enuncjacji prasowych można było wyczytać o wsparciu bądź sympatii dla jego poczynań ze strony takich tuzów rodzimego establishmentu, jak np. pp. Olechowski, Urban, a nawet ponoć Jaruzelski. Sam Palikot uznał zaś za stosowne wyrazić tuż po odtrąbieniu sukcesu wyborczego wyrazić oficjalnie swoją podziękę także m.in. pp. Frasyniukowi, Kutzowi i... Jolancie Kwaśniewskiej. Już sama ta wyliczanka zdaje się potwierdzać, że jego inicjatywa miała błogosławieństwo nie tylko PO, ale i całego głębokiego jej zaplecza medialno-oligarchicznego (również skrajnie lewackich kół na Zachodzie). Nie było zatem przypadkiem najpierw podebranie przez PO SLD Arłukowicza, a następnie dyskretne przesuniecie się jej na lewo. Kilka zaś ostatnich tygodni przed wyborami wszystkie media tzw. salonu niezmiernie pracowicie pompowały Palikota, jednocześnie ignorując, względnie pokazując w niezbyt ciekawym świetle Napieralskiego. Gdyby nie to potężne zakulisowe wsparcie medialne i polityczne, nic by nie dało samo wymachiwanie wibratorem ani najostrzejsza krytyka pod adresem "czarnych"." (A. Turek, Wrażenia z wyborczego teatru, 17.10.2011).

I mnie też się tak zdaje, że Ruch Palikota to nie jest żaden normalny odruch zdrowej i wyzwolonej z okowów "rozpolitykowanych księży" dziesiątej części głosujących wyborców (a dwudziestej części społeczeństwa ogółem), tylko coś sztucznego i nienormalnego. Można powiedzieć: "sekta smoleńska" a rebours.

Myślę, że prawdziwa polska "partia protestu", to ci, którzy w poprzednich wyborach głosowali na PiS i LPR, a obecnie pozostali w domach, albo wręcz poszli do urn i zagłosowali na PSL czy PO, nie chcąc już popierać tych, którzy tak jawnie oszukali Polskę.

Jak do nich dotrzeć? Jak ich przekonać, że czas już porozumieć się z prawosławną Rosją i protestanckimi Niemcami?
gjw dnia październik 21 2011 22:52:26
Określiłem rzecz bardzo skrótowo, a to z reguły powoduje przekłamania. Zgadzam się, że RP to również coś w rodzaju Nowej Lewicy, ale... Ona może być użyteczna w walce z gobalizmem i na zachodzie jest tak już od ponad dziesięciu lat.

Pytanie mego szanownego przedmówcy jest w ostatecznym rachunku pytaniem o to, jak zbudować koncern medialny, a jednocześnie głośny ruch polityczny, bo inaczej do mas się nie dotrze. Ja na to pytanie na razie nie podejmuję się odpowiedzieć. W powieści naszego znakomitego twórcy Teodora Parnickiego Srebrne orły jest taka scena. Do Bolesława Chrobrego przychodzi jego synowa Rycheza i ponagla go, aby po śmierci Ottona III upomniał się o cesarski tron dla swoich potomków. Ten zaś odpowiada mniej więcej tak: Tego ciężaru nie udźwigniemy. Najpierw trzeba się starać, aby jak najwięcej Polaków z wyższych warstw społecznych umiało czytać i pisać = znało łacinę, abyśmy mieli murowane zamki, a nie tyko drewniane grody, a na początek jeszcze o wiee więcej rzemieślników... Więc ja określę rzecz wprost; do wspólnej rozbudowy słownictwa polsko-angielskiego w postaci zapisu elektronicznego nie mam żadnych chętnych, a mam uwierzyć, że moglibyśmy razem zacząć budować na początek np. wspónie internetową rozgłośnię radiową? Koledzy i koleżanki, zakaszcie rękawy i ruszcie głowami. Jam nie Konrad ani Kordian, abym cierpiał sam za miliony.
ricardopl77 dnia październik 22 2011 10:49:17
B. ciekawa analiza p. "gjw". Myślę że obie postsolidarnościowe partie wyrażają dwie skrajności: PiS "walenie pięścią w stół" naiwnie licząc na pomoc USA, zaś PO siedzi pod tym stołem naiwnie licząc na "przyjaźń polsko-niemiecką" i w jakieś tandetne "pojednanie".
W tej sytuacji coraz bardziej odczuwalny jest brak rozsądnej narodowej alternatywy. W wyborach przepadły pchełki takie jak Nowa Prawica z prawej , czy Polska Partia Pracy z lewej - nie mające szans stać się alternatywą wobec aktualnego układu sił. Antyniemieckość PiS jest pod publiczkę, wyrażana w taki sposób by pozyskać narodowy elektorat. Dlatego ludzie mimo wszystko wolą głosować na PO - której również nie cierpią ,ale daje ona jakieś gwarancje stabilizacji między smoleńszczyzną PiSu z jednej, a "postkomunistycznym" SLD i libertyństwem Palikociarni - z drugiej strony. smiley
Adam Smiech dnia październik 22 2011 14:09:55
Pan ricardopl77 ma rację. Nowa Prawica nie jest żadną alternatywą. Jedynym człowiekiem głoszącym tam sensowne poglądy był jednak JKM. Wystarczy spojrzeć na Najwyższy Czas. Jego poziom w ostatnich latach dołuje. Poza Wielomskim, Koprowskim, czasem Mazurem i JKM, jest tam antyrosyjski, smoleński, antyprlowski bełkot niczym nie różniący się od Gaz. Pol. i PiS. To już nie tylko razwiedczikowskie fobie Michalkiewicza, to wydźwięk pisma jako takiego. Dlatego Nowa Prawica była kompletnie niewiarygodna. Podobnie zresztą z resztąsmiley UPR, która poszła z Jurkiem.

Narodowa alternatywa nie powstanie dopóki w naszych wegetujących środowiskach dominować będzie egoistyczny talmudyzm Wielkich Oboźnych, Prezesów, Przewodniczących Kongresów i innych przekonanych o swojej wyjątkowości. Nie powstanie dopóki narodowcy nie wyzwolą się z dogmatyzmu lat 30-tych, ograniczonego bardziej do artefaktów z epoki niż do idei. Nie powstanie dopóki wszędzie będziemy widzieli Żydów, masonów, Niemców etc. Dopóki nie zrozumiemy, że nasza sytuacja jest gorsza od czasów sprzed powstania Ligi Polskiej i przez to mocarstwowa mentalność, także pochodząca z lat 30-tych, jest nie tylko kompletnym nieporozumieniem, ale i objawem zwyczajnej śmieszności. Dziś widać jak na dłoni, jak wielkim złem było dla polskiej Myśli Narodowej popadnięcie w ten specyficzny narodowy mesjanizm wspomnianego okresu, zachłyśnięcie się totalizmem europejskim itd. Zwichnęło to nasze myślenie i to zwichnięcie trwa do dnia dzisiejszego. Te wszystkie międzymorza, przedmurza, rozbijania Moskwy - o tym wszystkim wciąż śnią narodowcy, dla których czas zatrzymał się 31 sierpnia 1939 r. W istocie, poza pewną częścią retoryki, nie różnią się oni od piłsudczyzny.smiley
polski blog ru dnia październik 22 2011 18:52:16
@Śmiech
Zgoda. Ale akurat dzisiejsze "międzymorze" Słowiańszczyzny (Konfederacji Słowiańskiej) nie jest pomysłem wyrosłym z "mocarstwowej mentalności pochodzącej z lat 30-tych", tylko z poczucia własnej słabości i z odczytania wskazówek Dmowskiego, który w "Polityce polskiej i odbudowaniu państwa" radził przyszłym pokoleniom porozumieć się z narodem rosyjskim i nazywał to najważniejszym zadaniem polityki PROPOLSKIEJ.

Moim zdaniem, albo powstanie sprzymierzona z Rosją (i współpracująca też z Niemcami) Słowiańszczyzna (Konfederacja Słowiańska), która będzie trzecim filarem nowego ładu (obok UE i UE-2/Eurazji) w Europie, albo państwa słowiańskiego międzymorza (a także Węgry, Rumunia, Mołdawia) wykorzystane zostaną przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię tak, jak Polska w 1939 roku: jako kordon sanitarny, zapora z żywych ciał pomiędzy Niemcami i Rosją.

A przecież ta historia nie powinna się już powtórzyć.
kot dnia październik 23 2011 17:31:42
Pomysł sprzymierzenia się z Rosją jak najbardziej słuszny, z kolei wszelkie "wspolnoty słowiańskie", "międzymorza" "ABC" i podobne "giedroyciady" można sobie włożyć między bajki.
polski blog ru dnia październik 23 2011 18:48:00
@kot
"Giedroyciady" może Pan spokojnie zostawić na boku. Nie o to chodzi.

Komuniści zrobili w 1945 roku przymierze z Polską, a w 1955 r. coś na kształt "socjalistycznej wspólnoty słowiańskiej". Ale to było zrobione w utopijnym celu ideologicznym (budowa socjalizmu na świecie) i za pomocą siły.

Nie była to przecież konfederacja Słowian, bo konfederacja to porozumienie wolnych z wolnymi i równych z równymi, jak Unia Lubelska. A w bloku sowieckim państwa, a zwłaszcza narody słowiańskie były od siebie w praktyce odizolowane, wszystkich z osobna kontrolowała i wszystkim rozkazywała Moskwa. Ale i tak przetrwało to kilkadziesiąt lat.

Teraz niech Pan sobie wyobrazi dobrowolną budowę nowego "Układu Warszawskiego", bez komunistów i bez Rosji w składzie, ale z Rosją sprzymierzonego i nie przeszkadzającego jej w rozwijaniu współpracy z Niemcami.

Rozumiem, że tak pomyślana Konfederacja Słowiańska byłaby nie do strawienia dla Amerykanów, krzywili by się na nią Niemcy, ale Rosjanie musieliby uznać, że wygrali prawdziwy los szczęścia na dziejowej loterii.

Zamiast proamerykańskiego kordonu sanitarnego w poprzek Europy, mającego uniemożliwić swobodny rozwój stosunków Niemiec i Rosji - mieliby u swych zachodnich granic grupę państw suwerennych, ale przyjaźnie nastawionych zarówno do Rosji, jak i do Niemiec, a przy tym ożywionych w stosunkach z Niemcami niepodległym duchem słowiańskim, narodowym i gotowych do obrony zachodnich granic. Każdych granic.

Bez względu na to, czy Związek Europy (UE+UE-2/Eurazja), o którym pisze dziś Sykulski stanie się kiedyś faktem, czy nie, i bez względu na to, czy uda się Putinowi budowa UE-2/Unii Eurazjatyckiej, i czy dzisiejsza UE zdoła przetrwać - warto podjąć próbę podniesienia sztandaru Słowiańszczyzny i wysunąć postulat utworzenia Konfederacji Słowiańskiej, jako porozumienia suwerennych państw, chętnie z Białorusią i Ukrainą (ale także z Rumunią i Mołdawią) w składzie.

Myślę, że taka Konfederacja Słowiańska byłaby w interesie zarówno państw ją tworzących, jak i w interesie Rosji, ale także - gdy się głębiej zastanowić - w interesie narodu niemieckiego, umożliwiając mu wzrastanie w polityczną i gospodarczą siłę, ale uniemożliwiając
mu niesprawiedliwą, zaborczą ekspansję.

Z punktu widzenia polityki PROPOLSKIEJ jest to koncepcja słuszna i na czasie. Sztandar Słowiańszczyzny już jest:

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/6/6e/Pan-Slavic_flag.svg/800px-Pan-Slavic_flag.svg.png
kot dnia październik 23 2011 19:13:43
W polskim interesie narodowym jest raczej iżby niektóre wyżej wymienione kraje w ogóle znikły z mapy na rzecz Rosji, Polski i Rumunii, niżby miały dalej istnieć jako obiekt tak żałosnych giedroyciad jakimi była polska polityka zagraniczna w wydaniu Geremka, Kwaśniewskiego i Kaczyńskiego. Co to w ogóle za pomysł mniejszych i słabszych traktować jak równych sobie? Przecież przywołana unia lubelska była po prostu wchłonięciem słabego przez silnego. Może to błędne rozumienie własnych dziejów jest przyczyną powstawania takich chimer i absurdów jak banialuki Mieroszewskiego i Giedroycia.
polski blog ru dnia październik 23 2011 19:15:23
Polecam dla zrozumienia gdzie jesteśmy:

"Leszek Sykulski,
OD TRÓJKĄTA KALININGRADZKIEGO DO ZWIĄZKU EUROPY

16.10.2011

Integracja od Lizbony po Władywostok - wyzwanie XXI wieku

Artykuł wskazuje na główne - zdaniem autora - procesy geopolityczne, zachodzące na naszym kontynencie, stawia pytania o przyszłość i kształt Europy oraz miejsce Polski w nowym układzie sił. Postuluje odejście od szablonowego, konfrontacyjnego spojrzenia na relacje Polski z jej największymi sąsiadami. Kreśli wariant zacieśnienia relacji politycznych, gospodarczych i militarnych z Berlinem i Moskwą, a także - w przyszłości - rozszerzenie regionalnego sojuszu niemiecko-rosyjsko-polskiego o najważniejszych graczy południowo-wschodniej Europy - Rzym i Ankarę. Zdaniem autora wyzwaniem przyszłości jest konfederacja Unii Europejskiej i Unii Eurazjatyckiej - stworzenie Związku Europy, który pozwoli na bardziej efektywną integrację kontynentu - od Lizbony po Władywostok.
(...)
Integracja kontynentu europejskiego od Lizbony po Władywostok pozwoli na rozszerzanie strefy bezpieczeństwa, stabilizacji, wolności i dobrobytu. Stanie się gwarantem pokoju na olbrzymim obszarze ok. 25 mln km kw. i z populacją liczącą ok. 700 mln ludzi. Powstanie największy ośrodek siły na Ziemi zarówno pod względem terytorium, jak i potencjału gospodarczego oraz czołowy "technobiegun", wytyczający nowe drogi rozwoju cywilizacyjnego.

Podsumowanie

Autor jest przekonany, że młode pokolenie Polaków, wzrastające już w nowym otoczeniu geopolitycznym, jest wolne od dwudziestowiecznych przesądów i mitów. Potrafi myśleć samodzielnie, dalekie jest od demonizowania geopolityki, jak i zastępowania polityki realnej myśleniem życzeniowym, mitami, czy historycznymi uprzedzeniami. Pozwala to mieć nadzieję, że jako Polska, mamy olbrzymią szansą na odwrócenie dziejowej bessy. Czas rozpocząć nową drogę...

Leszek Sykulski - prezes Instytutu Geopolityki w Częstochowie (geopolityka.org.pl)

Artykuł został opublikowany w biuletynie "Geopolityka" nr 3/2011."

Źródło: http://konserwatyzm.pl/artykul/2157/od-trojkata-kaliningradzkiego-do-zwiazku-europy

Pełna wersja tego artykułu dostępna jest pod adresem:
http://www.geopolityka.org.pl/images/geopolityka_2011_nr_3.pdf

* * *

Moje wnioski:
1. Nie mamy wpływu na strategiczne decyzje i nie warto wkładać palca między drzwi (kłaść się pomiędzy Rosją i Niemcami).
2. USA to egzotyczny sojusznik, podobnie jak "demokracje zachodnie" w 1939 roku.
3. Jedyny sensowny dla nas pomysł, to budowa Słowiańszczyzny, jako osobnego członu (obok UE i UE2/Eurazji) przyszłego porządku między Lizboną i Władywostokiem.
4. W tym celu musimy dogadać się z Rosją (i Niemcami).

Zobacz:
O politykę propolską http://polski.blog.ru/121578435.html
Słowiańszczyzna i Rosja http://polski.blog.ru/126388051.html

Czy inicjatywa budowy Słowiańszczyzny (Konfederacji Słowiańskiej) może być realna? Co mogłoby spowodować zgodę Rosji (i Niemiec) na powstanie Słowiańszczyzny - trzeciego filara ewentualnego przyszłego Związku Europy?

SLAVIC CONFEDERATION - KONFEDERACJA SŁOWIAŃSKA (nazwa ta już z powodzeniem dzisiaj funkcjonuje), a dla swoich: SŁOWIAŃSZCZYZNA, SLAVIA, po rosyjsku: SŁOWIANSZCZINA, SŁOWIANSZCZIZNA.
kot dnia październik 23 2011 19:24:10
smiley To już gdzieś było wklejone. Bynajmniej Sykulski daleki jest od wszelkich mrzonek smiley
polski blog ru dnia październik 23 2011 19:27:01
@kot
Rozczarował mnie Pan, pisząc: "Co to w ogóle za pomysł mniejszych i słabszych traktować jak równych sobie?"

To nie jest, Proszę Pana, żaden "pomysł", to jest istota cywilizacji łacińskiej-personalistycznej.

Nie słyszał Pan o takiej?

Poza tym stanowczo protestuję przeciwko Pańskiemu stwierdzeniu, że w polskim interesie narodowym jest znikanie jakichś krajów z mapy Europy. Polacy powinni sobie życzyć czegoś zupełnie odwrotnego: utrzymania przez wszystkie narody europejskie swoich państwowości i zgodnej współpracy wszystkich krajów słowiańskich ze sobą.
kot dnia październik 23 2011 19:47:03
Skoro tak, to tę "cywilizację łacinsko-personalistyczną" śmiało można wrzucić do jednego worka z urojeniami Giedroycia, jako kolejny wykwit polskiego mesjanizmu, tym razem nie masońsko-wolnościowego lecz katolicko-"narodowego".

To już proszę zwrócić uwagę na całkiem rozsądną propozycję prez. Putina, iż obwody Białorusi mogłyby się przyłączyć do Rosji i tworzyć jedno państwo.
gjw dnia październik 24 2011 00:33:53
Zgadzam się (znowu!) z opinią p. Kol. polskiblog. Niemcom trzeba zacząć tłumaczyć, że polityka pod dyktando wielkiego kapitału (niszczenie konkurencji w Europie, a następnie brak możiwości zapłacenia przez innych, od Grecji po Irlandię, za niemieckie towary i usługi własnymi pieniędzmi i branie na ten cel niespłacalnych pożyczek w niemieckich bankach) to podrzynanie samym sobie gardła. Taka świadmość już się w Niemczech pojawia, natomiast trzeba jeszcze zacząć im tłumaczyć, że lepszym rozwiązaniem jest mniej więcej właśnie takie podejście konfederacyjno-kontynentalne. Ja to staram się robić po niemiecku (m. in. ten artykuł został przeze mnie przetłumaczony na język naszych zachodnich sąsiadów). Jeszcze raz powtarzam: bez języków obcych, bez nrządzi do dokładnego tłumaczenia na języki światowe się nie da. Naprawdę, wiele pracy trzeba do pieczenia chleba. smiley
polski blog ru dnia październik 24 2011 01:15:18
GERMANIA - SCLAVINIA - EURASIA

Eurasia - najwyższy wieżowiec Europy budowany w Moskwie o planowanej wysokości 309 m. Budynek posiadać będzie 70 kondygnacji, a jego planowane otwarcie ma nastąpić w 2011 roku.

Foto z 28 marca 2010 r.: http://www.pamag.ru/src/development-isstsd/img01-2.gif

WYGLĄDA NA TO, ŻE UE2/EURAZJA JEST CELEM PREZYDENTURY WŁODZIMIERZA PUTINA

Zob.: "Unia Euroazjatycka: od teorii do praktyki" (23.10.2011) http://polish.ruvr.ru/2011/10/23/59207703.html

Polacy powinni wyciągnąć wnioski.

GERMANY - SLAVIA - EURASIA
polski blog ru dnia październik 24 2011 18:26:26
Pytanie:
Kiedy nasi rusofobi przestaną pluć na Rosję i łasić się do Amerykanów?

STANY ZJEDNOCZONE BĘDĄ WSPÓŁPRACOWAĆ NA SZEROKĄ SKALĘ Z EURAZJĄ

"100-kilometrowy tunel pod Cieśniną Beringa na Dalekim Wschodzie

20.08.2011

Wielki projekt - budowa 100-kilometrowego tunelu pod Cieśniną Beringa na Dalekim Wschodzie - spotkał się z akceptacją. Podała to gazeta "Times" powołując się na przedstawiciela Rosyjsko-Brytyjskiej Izby Handlowej. Wyjaśnia ona, że tunel jest potrzebny dla połączenia ze sobą systemów transportowych Eurazji i Ameryki. Dla zrealizowania projektu, zakrojonego na olbrzymią wręcz skalę - jego koszty są szacowane na prawie 100 miliardów dolarów - Rosja ma wykopać część tunelu i zbudować przed 2030 rokiem około 5 tysięcy kilometrów torów kolejowych. Stany Zjednoczone także będą kopać tunel i zbudują 2 tysiące kilometrów kolei. Przewożenie ładunków trasą Eurazja - Stany Zjednoczone będzie mniej kosztowne, szybsze i bardziej bezpieczne, niż drogą morską, pisze "Times"." (polish.ruvr.ru).

Foto: Cieśnina Beringa w obiektywie amerykańskiego satelity http://polish.ruvr.ru/data/2011/08/20/1255167696/804px-BeringSt-close-VE.jpg
polski blog ru dnia październik 25 2011 23:15:45
POLSKA MA SZANSĘ ODZYSKAĆ KRÓLEWIEC

Królewiec (do XVI w. także Królówgród), łac. Regiomontium, prus. Kunnegsgarbs, niem. Königsberg, lit. Karaliaucius, ros. Kenigsberg, a od 1946 r. Kaliningrad - stolica obwodu kaliningradzkiego Federacji Rosyjskiej, u ujścia Pregoły do Bałtyku, w historycznej krainie Sambii.

Rys. Krainy historyczne dawnych Prus http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/7/70/Prusy_historyczne.png

W dniu 4 lutego 1454 roku Tajna Rada obejmującego także Królewiec Związku Pruskiego wysyłała z Torunia do Malborka poselstwo z listem, w którym formalnie wypowiedziała wielkiemu mistrzowi krzyżackiemu posłuszeństwo. Do Krakowa udał się z poselstwem Jan Bażyński, który w imieniu Związku Pruskiego zwrócił się do króla Kazimierza Jagiellończyka o przyłączenie Prus do Polski. W dniu 21 lutego 1454 roku Bażyński został przyjęty na posiedzeniu rady koronnej i wygłosił mowę z prośbą o inkorporację. Rada przegłosowała prośbę i król się do niej przychylił. Następnego dnia król wypowiedział Zakonowi wojnę. Akt inkorporacji został wystawiony 6 marca 1454 r., a kanclerz Jan z Koniecpola odebrał w imieniu króla hołd w Królewcu, który w czerwcu tegoż roku stał się stolicą nowoutworzonego przez Kazimierza Jagiellończyka województwa królewieckiego. Od tej chwili zaczęło się polskie zwierzchnictwo nad dzisiejszym obwodem kaliningradzkim i zacięta, długotrwała walka żywiołu germańskiego o jego odzyskanie.

Dzisiaj zaś - jak można się spodziewać - region ten ma okazję powrócić do Polski jako dowód przyjaźni narodu rosyjskiego i narodu polskiego, miejsce odzyskania utraconej polskiej ojczyzny przez setki tysięcy Polaków-kresowiaków żyjących na Wschodzie i Zachodzie, a także jako jednoznaczna deklaracja złożona wobec całej Słowiańszczyzny, że Polska nie zamierza rewindykować swoich utraconych ziem kresowych, i że Niemcy rezygnują z rewindykacji byłych Prus Wschodnich teraz i w przyszłości.

Ten akt sprawiedliwości dziejowej i pojednania mógłby być początkiem zgodnej i owocnej współpracy Niemiec, Słowiańszczyzny i Rosji w całym obecnym stuleciu.

Co z Polakami na Wschodzie?

Polacy na Wschodzie, to resztki dawnej polskiej populacji na ziemiach I i II Rzeczypospolitej i na terenach Imperium Rosyjskiego i b. ZSRR, dokąd rzuciły ich masowo złe i dobre losy. W sensie prawnomiędzynarodowym są to ci Polacy (i ich potomkowie), którzy nie zdecydowali się wyjechać do Polski po II wojnie światowej (duża część z nich po prostu nie zdołała, również z winy Sowietów). Nie ma tu nowej imigracji polskiej, jak w Niemczech czy Wielkiej Brytanii.

Polacy ci mają prawo do zachowania swej tożsamości, a nawet (gdyby Bóg zechciał im dać taką szansę, na co się jednak nie zanosi) do opowiedzenia się w tej, czy w innej formie za przynależnością zamieszkiwanych przez nich ziem do państwa polskiego, ale na codzień, dzisiaj, są obywatelami np. państwa białoruskiego czy ukraińskiego, zdominowanego przez ludność nie-polską i jeżeli państwa te połączą się w jakiś sposób z Rosją (czy Eurazją), to staną się, być może, obywatelami Rosji (tak samo, jak my jesteśmy obywatelami Polski, a jednocześnie, o zgrozo!, obywatelami UE).

I tak, jak Polska wychowuje (czytaj: jak powinna wychowywać) Polaków, a UE wychowuje sobie Europejczyków, tak samo Polacy na Białorusi i na Ukrainie ulegają rutenizacji, a w przyszłości, być może, podlegać będą rusyfikacji. Jest to, w sumie, tak naturalne, jak polonizacja dużych obszarów Białorusi czy Ukrainy w MINIONYM JUŻ okresie przewagi kultury polskiej i zatrzymywanie tego procesu środkami prywatnymi (składkowymi) jest po prostu "zawracaniem kijem Wisły", a skuteczne przeciwdziałanie temu środkami państwa polskiego może (i raczej musi) prowadzić do konfliktu z państwami naszych wschodnich sąsiadów, które przecież - podobnie jak Polska czy Litwa - mają prawo do prowadzenia własnej polityki narodowościowej na swoim terytorium. I NIC NAM DO TEGO. - Bo czy chcielibyśmy, żeby np. państwo niemieckie włączyło się pełną parą w budowę autonomii (dolecowo: w tworzenie warunków przyłączenia do Niemiec) Śląska?

Polacy na Białorusi, na Ukrainie i na Litwie dostosują się w swej masie do warunków miejscowych. Jeśli interes ich rodzin będzie wymagał rusyfikacji, to zrusyfikują się. Tak samo, jak Polacy chcący przeżyć swe życie w Anglii, czy w Stanach, którzy w tym celu MUSZĄ upodobnić się do otoczenia i spełnić m.in. wymagania językowe i edukacyjne, a potem tracą polską tożsamość, a ich dzieci i wnuki są już faktycznie Amerykanami czy Australijczykami, a nie Polakami. Zresztą, większość Polaków w Polsce też nie robi nic innego, tylko chcąc-nie chcąc "dostosowuje się do Europy" (kosmopolitycznej i laickiej).

Co realnie możemy i powinniśmy dla Polaków na Białorusi, Ukrainie, na Litwie zrobić?

1. Ocalić polskość w samej Polsce. Jest już z tym bardzo źle! Polacy ulegają wynarodowieniu w przyspieszonym tempie, czego tutaj nie rozwinę, ale każdy świadomy krajowiec to dostrzega. Krzewienie polskości poza Polską przypomina w tych warunkach wyjazdy najlepszych polskich misjonarzy do Afryki, gdy tymczasem najbardziej są oni potrzebni na miejscu, w Polsce. Można to, oczywiście, z porywu serca indywidualnie czy w ramach stowarzyszeń robić, ale należy pamiętać, że mądre pszczoły chronią przede wszystkim własne gniazdo, a nie cudze. A w Polsce widać wielką praktyczną OBOJĘTNOŚĆ na los współrodaków z obecnych terenów RP, los materialny, moralny i duchowy.

2. Podnieść poziom gospodarki i zmienić myślenie o życiu na wsi - bez tego polskości się nie odbuduje, bo dynamiczny rozwój cywilizacji wielkomiejskiej prowadzić może tylko DO LIKWIDACJI POLSKOŚCI. Podniesienie poziomu gospodarki nie oznacza zwiększenia idywidualnych szans na zakup mercedesów, tylko lepsze jej służenie NARODOWI POLSKIEMU i jego autentycznie polskiej, a nie kosmopolitycznej KULTURZE. Kultura autentycznie polska, to przede wszystkim kultura polskiej prowincji, polskiego dworu i polskiej wsi. Trzeba ją odbudować. (Nawiasem pisząc, większość osób poczuwających się jeszcze do polskości na Białorusi i Ukrainie żyje na wsiach i w małych miasteczkach.)

3. Dogadać się z Rosją w sprawie Kaliningradu: należy przejąć ten okręg z rąk rosyjskich i dokonać wymiany ludności. Polacy z głębi Rosji, z Kazachstanu i z b. republik ZSRR powinni być środkami państwowymi przewiezieni na obszar Kaliningradu i osiedleni na sposób praktykowany u nas po II wojnie. Byłaby to akcja ocalenia polskości NA WIELKĄ SKALĘ, a jednocześnie zlikwidowalibyśmy możliwość restytucji wielowiekowego wrzodu - Prus Wschodnich.

4. Ułatwienia dla podtrzymywania tożsamości ludności polskiej, która ostatecznie pozostałaby na dawnych Kresach Wschodnich należy omawiać z rządami poszczególnych państw, gdyż akcja ta wymaga tzw. woli politycznej, a ta z kolei wymaga przyjaznych, a w każdym razie poprawnych stosunków, czyli jakiejś współpracy między krajami słowiańskimi. Ratowanie polskości za pomocą Żyda dostarczającego polską literaturę pod kresowe strzechy, to już XIX-wieczna przeszłość.

Odzyskajmy chociaż Królewiec

Szanse na przyłączenie Królewca były i będą, dopóki nie przejmą go Niemcy. Pamiętajmy, że to rząd Mazowieckiego jednostronnie ogłosił, że nie będzie z Rosją rozmawiał o żadnych korektach polskiej granicy wschodniej i że nie zamierzał nigdy takiej dyskusji w ogóle rozpoczynać.

"Przed dwudziestu laty Polska miała szansę odzyskać Kresy
Rozmowa z dr. Janem Ciechanowiczem

- Dr hab. Dora Kacnelson, wybitny filolog i historyk, nieżyjąca już polska Żydówka, która większość życia spędziła w ZSRR, twierdziła, że w momencie rozpadu Związku Radzieckiego istniała możliwość powrotu do Polski: Lwowa, Grodna, Stanisławowa, a nawet Tarnopola.

- Miałem zaszczyt znać i wielokrotnie prowadzić długie rozmowy z panią Dorą Kacnelson. Nie znałem nikogo bardziej ideowego, propolskiego, szlachetnego, mądrego i rzetelnego. Jeżeli publicznie stawiała taką tezę, to jest oczywiste, że musiała mieć ku temu podstawy. Gdy w latach 1989-1990 odgórnie i z premedytacją Związek Radziecki był demontowany przez ekipę Gorbaczowa i KGB, wiele rzeczy było możliwych i wiele się wydarzyło. Nie tylko szereg narodów odzyskało niepodległość, ale też powstały liczne drobne republiki autonomiczne, jak żydowska w składzie Federacji Rosyjskiej czy Gagauzja w składzie Mołdawii. Niestety, żywot większości z nich był bardzo krótki.

- Anatolij Sobczak, polskiego pochodzenia mer Petersburga (jednym z jego urzędników był Władimir Putin), powiedział w radiu, że - zgodnie z prawem - jeżeli federacja kilkunastu państw się rozpada, to tereny włączone do niej siłą w 1939 roku mogą wrócić do stanu sprzed aneksji.

- Dobrze znałem Sobczaka i nie przypuszczam, że gdyby żył (zmarł w 2000 roku - przyp. autora) chciałby specjalnie interesować się polskimi sprawami, ale na pewno był życzliwym Polsce przyzwoitym człowiekiem. Odzyskanie ziem utraconych w 1939 roku było przez pewien czas możliwe. W grudniu 1989 roku zapytałem prezydenta Gorbaczowa o możliwość zwrotu Kresów. Gorbaczow był zakłopotany i zaskoczony, gdyż wcześniej nie rozważał tej kwestii. Odniosłem jednak wrażenie, że nie jest przeciwny omówieniu tego tematu. Moim zdaniem Gorbaczow popierał wówczas wszystko, co było antyimperialne i w jakiejś części antyrosyjskie. W tamtych latach w Radzie Najwyższej rozmawiałem też z wieloma wpływowymi rosyjskimi politykami i wiem, że ich reakcja na pomysł zwrotu Kresów nie była wroga. Wielu było jednak zaskoczonych, że na tych ziemiach żyją jeszcze Polacy. Podczas swojego wystąpienia na Kremlu mówiłem, że Związek Radziecki powinien uznać za nieważny pakt Ribbentrop-Mołotow oraz wypłacić państwu polskiemu 500 miliardów dolarów za Katyń, zagarnięte ziemie i inne zbrodnie. Postulowałem także inne rozwiązanie. Stworzenie z terenów zabranych Polsce w 1939 r. Republiki Wschodniej Polski, do której ściągnięto by Polaków z całej Federacji (przede wszystkim z Kazachstanu). Myślę, że gdyby wówczas władze Polski wystąpiły z takim żądaniem, to była szansa na odzyskanie chociaż części utraconych ziem. Było to jednak możliwe do momentu powstania niepodległej Białorusi, Litwy i Ukrainy.

- Czy ta Republika Wschodniej Polski miała być niepodległym krajem?

- Tego nie rozstrzygałem. Wówczas wydawało mi się, że mogłoby to być kondominium zależne od Rosji, Polski, a może także Ukrainy, Białorusi lub Litwy. Chciałem w ten sposób zwrócić uwagę na sprawę polskich Kresów, ale rząd Polski nigdy się tym nie zainteresował, a polska prasa najpierw milczała, a później zaczęła mnie zwalczać. (...)

- Dlaczego żaden z polskich polityków nawet nie podjął próby negocjacji z Moskwą?

- Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Może sprawa jest bardzo prosta. Czy chociaż jeden ze współczesnych polskich polityków może się równać z Piłsudskim, Dmowskim, Korfantym, Paderewskim? Nie. A może wytłumaczeniem jest to, że - według poważnych analiz - Związek Radziecki miał w tamtym czasie w Polsce około 24 tys. agentów ulokowanych w newralgicznych miejscach dla funkcjonowania państwa.

- Czy to nie paradoks, że Jacek Kuroń, który uważał się za polskiego patriotę, w jednym z wywiadów stwierdził, że cieszy się, że jego rodzinny Lwów należy do Ukrainy? To zadziwiające stwierdzenie, gdyż w rozmowie ze mną Kuroń powiedział, że ma do Lwowa bardzo emocjonalny stosunek. Warto przy tym pamiętać, że Polska nie podbiła tego miasta siłą, a polski żywioł dominował we Lwowie ponad sześć wieków.

- Wspomniana przez pana Dora Kacnelson mówiła mi, że przed ogłoszeniem niepodległości Ukraińcy byli gotowi iść na bardzo dalekie ustępstwa. Gdyby Moskwa obiecała im samodzielność w zamian za oddanie Lwowa, z pewnością by się zgodzili. (...)

- Podobno istniała też możliwość odzyskania obwodu kaliningradzkiego (królewieckiego). Na mocy hołdu pruskiego z 1525 roku oraz traktatów welawsko-bydgoskich z 1657 roku po wygaśnięciu dynastii Hohenzollernów Prusy Książęce miały wrócić do Polski, a właściwie do Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Hohenzollernowie stracili koronę w 1918 roku i od tego czasu mogliśmy formalnie ubiegać się o zwrot tych ziem.

- O takiej propozycji słyszałem jedynie z drugiej ręki, sam na ten temat nic nie wiem. Uważam jednak, że te ziemie bardziej należą się Litwie. Jednak dziś, gdy rządy Miedwiediewa i Putina są nastawione bardzo narodowo, jest to już niemożliwe. Takie negocjacje trzeba było prowadzić w czasach Jelcyna i Gajdara.

- W przeciwieństwie do Polaków Niemcy mają z Rosją świetne stosunki i są coraz bardziej obecni w Królewcu. Co jakiś czas pojawiają się nawet sensacyjne doniesienia, że Moskwa jest gotowa oddać enklawę Niemcom.

- Niemcy są narodem o ogromnym potencjale i w przeciwieństwie do Polaków bardzo konsekwentnym. Zawsze prowadzili politykę obliczoną na stulecia. Nie mam żadnej wątpliwości, że będą dążyć do odzyskania zarówno Królewca, jak i naszych piastowskich Ziem Zachodnich."

("Tygodnik Angora" nr 4/2010 z dn. 24.01.2010. Całość: http://kresy.info.pl/menu-serwisu/publikacje/17-przed-dwudziestu-laty-polska-miaa-szans-odzyska-kresy ).

Nie chcąc dopuścić do takiej niepokojącej powtórki z historii, należy zwracać Rosji i Rosjanom uwagę, że "Państwo krzyżackie przekształciło się w państwo pruskie, realizujące tę samą strategię - i dokonało w XVIII wieku rozbioru Rzeczypospolitej. Państwo pruskie przekształciło się w państwo niemieckie, kontynuujące pruską strategię aż do II wojny światowej. Mylą się ci, którzy sądzą, że od tamtej pory pruska państwowość zniknęła. Istnieje ona nadal jako "obwód kaliningradzki", wbita między Polskę a Litwę, jak w czasach krzyżackich. Dziś jednak pozostaje własnością już nie Niemiec, lecz Rosji. Jest to ten sam pruski ośrodek siły; jego centrum, podobnie jak w XV wieku, mieści się w Królewcu. Zmieniło się tylko jedno: miastu temu nadano nową nazwę "Kaliningrad" - na cześć sowieckiego zbrodniarza Michaiła Kalinina, który podpisał się pod rozkazem katyńskim. (...)

Bitwa grunwaldzka zakończyła się zupełną militarną wygraną strony polskiej, a ta zakończyła się zupełną porażką polityczną. Z powodu opieszałości ówczesnych polskich elit politycznych i wojskowych państwo krzyżackie nie zostało dobite i zlikwidowane. Zdołało wymanewrować ze swego trudnego położenia, zawrzeć względnie korzystny dla siebie pokój, a później odrodzić swą potęgę i - po przekształceniu się w państwo pruskie - przynieść z czasem Polsce śmiertelne zagrożenie. Dalekosiężnym rezultatem nie wyzyskania zwycięstwa pod Grunwaldem były między innymi rozbiory Rzeczypospolitej." (A. Danek, Sens wiktorii grunwaldzkiej - wystąpienie pod Pomnikiem Grunwaldzkim w Krakowie, 15.07.2010, wicipolskie.org).

Należy w związku z tym argumentować, że enklawa królewiecka jest jeszcze większym potencjalnym zagrożeniem dla Polski, niż byłaby np. enklawa "kronsztadzka" w rękach Niemców dla Rosji, a włączenie okręgu kaliningradzkiego do Polski byłoby podobnym aktem sprawiedliwości dziejowej, jak powrót historycznych ziem ruskich pod władzę Rosjan, Białorusinów i Ukraińców. Nie mówiąc już o umocnieniu w ten sposób podstaw bezpieczeństwa i pokoju w Europie oraz przesłanek przyjaznej współpracy pomiędzy słowiańskimi narodami, czego wyrazem mogłoby być natychmiastowe przesiedlenie chętnych Polaków ze Wschodu do Kaliningradu oraz pozostawienie tu rosyjskiej bazy marynarki wojennej na 99 lat.

Dlaczego nie mielibyśmy potraktować sprawy Królewca/Kaliningradu jako "papierka lakmusowego" wartości rosyjskich deklaracji pojednania i dobrosąsiedzkiej współpracy z Polską?

Kierunek: Kaliningrad!

Zgodnie ze spisem ludności przeprowadzonym w 2008 roku, obwód kaliningradzki zamieszkuje 937,4 tys. osób, co stanowi ok. 0,7 % ogółu ludności Federacji Rosyjskiej. Z tego 717,4 tys. (76,5 %) osób mieszka w miastach i osiedlach typu miejskiego, a 421,6 tys. (45 %) osób mieszka w samym Kaliningradzie.

Według danych szacunkowych w roku 2008 poza terytorium Polski mieszkało do 21 milionów Polaków i osób pochodzenia polskiego, a w tym:
Armenia 1.200
Azerbejdżan 1.000
Białoruś 900.000
Estonia 5.000
Finlandia 5.000
Gruzja 6.000
Kazachstan 100.000
Kirgistan 1.400
Litwa 300.000
Łotwa 75.000
Mołdawia 10.000
Rosja 300.000
Tadżykistan 2.000
Turkmenistan 5.000
Ukraina 900.000
Uzbekistan 5.000
Razem: 2.636.600

Nie można zatem mówić, że "gra jest niewarta świeczki". Byłoby znacznie lepiej przejąć dzisiaj Kaliningrad i przesiedlić tu tylu ocalałych na Kresach i w głębi byłego ZSRR Polaków, ilu się tylko da, niż czekać (prawdopodobnie bezskutecznie), aż kiedyś, w bliżej nieokreślonej przyszłości, uda nam się powalczyć o Wilno czy Lwów. Hasło odzyskiwania Kresów Wschodnich - abstrahując od jego realności - jest nam w tej chwili najmniej potrzebne. Polakom potrzeba dzisiaj szczerego porozumienia z narodami słowiańskimi, w tym z narodem rosyjskim. Kaliningrad zasiedlony przez Polaków ze Wschodu usunąłby wyrażane niejednokrotnie, również ostatnio przez prezydenta Łukaszenkę, obawy Białorusinów, a także obawy Litwinów i Ukraińców, że wzrosnąwszy (daj Boże!) w siłę zechcemy kiedyś rozpocząć rewindykacje terytorialne. Powiedzmy więcej: Kaliningrad mógłby stać się kluczem do bramy, za którą czeka zniecierpliwiona Konfederacja Słowiańska.

A może - jak spytają wątpiący - nie będzie chętnych do osiedlenia się w Kaliningradzie ani wśród Polaków na Wschodzie, ani wśród polskich uchodźców różnego typu żyjących w innych częściach świata? - Wolne żarty! Program osadnictwa w okręgu królewieckim, to byłaby piękna akcja jednocząca Polaków ze Wschodu i z Zachodu i przywracająca wielu z nich w granice Rzeczypospolitej. A zarazem poważne przedsięwzięcie biznesowe, marketingowe. logistyczne. Chińczycy przejęli kwitnący Hong-Kong, w którym niewiele można było zmienić, a Polacy mieliby w Królewcu pełne pole do popisu i urzeczywistniania swoich twórczych fantazji.

Zamiast bezsensownych kłótni politycznych o Smoleńsk, zrobilibyśmy coś naprawdę pożytecznego dla Polski i polskości, i to za zgodą Rosji, a pewnie i z jej pomocą.

Doświadczenie historyczne uczy, że Polacy stracili Polskę, bo nie zabiegali o poszerzanie jej granic, lecz "spoczywali na laurach", a w efekcie posiadane terytorium stale tracili. Dlaczego - wobec tych doświadczeń - mamy dziś uważać, że "od przybytku" rozboli nas głowa?

Odczytać wskazania Dmowskiego

Przed laty Roman Dmowski pisał na łamach "Przeglądu Wszechpolskiego", że "najważniejsze dla naszego bytu, a niewątpliwie najtrudniejsze zadanie" - to zadanie "zorganizowania po naszej stronie i wywołania po stronie rosyjskiej jedynej polityki, mogącej i nam, i Rosji zapewnić samodzielność gospodarczą i polityczną oraz rolę w świecie, odpowiadającą siłom i położeniu każdego z dwóch narodów. Pierwszym warunkiem tej polityki jest, żeby Polska nie dawała się używać za narzędzie przeciw Rosji, a Rosja przeciw Polsce. Pierwsze zależy w całości od nas; na drugie możemy mieć mniej lub więcej wpływu w zależności od tego, ile dobrej woli, energji i rozumienia rzeczy w pracę na tem polu włożymy."

To właśnie zadanie, organizowania "jedynej polityki, mogącej i nam, i Rosji zapewnić samodzielność gospodarczą i polityczną oraz rolę w świecie, odpowiadającą siłom i położeniu" wraz z podstawowym warunkiem jego powodzenia: "żeby Polska nie dawała się używać za narzędzie przeciw Rosji" - widzę jako możliwe i pożądane do zrealizowania także w odniesieniu do Ukrainy, Białorusi i innych państw słowiańskich.

W naszym żywotnym interesie jest utrzymać granicę na Odrze i Nysie Łużyckiej oraz przyłączyć okręg Kaliningradu. Przypomnijmy, że "pod koniec lipca (2011) Komisja Europejska poparła rozszerzenie małego ruchu granicznego na obszar obejmujący cały Obwód Kaliningradzki oraz porównywalny teren po stronie polskiej. O taki zapis zabiegała zarówno Polska, jak i Rosja. Teraz sprawa jest dyskutowana m.in. na forum Parlamentu Europejskiego. W swojej propozycji KE wymienia proporcjonalny obszar przygraniczny po stronie polskiej, na Pomorzu: Sopot, Gdańsk, Gdynię oraz powiaty pucki, gdański, nowodworski i malborski, a w województwie warmińsko-mazurskim: Elbląg, Olsztyn oraz powiaty elbląski, braniewski, lidzbarski, bartoszycki, olsztyński, kętrzyński, mrągowski, węgorzewski, giżycki, gołdapski, olecki. Obecne regulacje europejskie pozwalają na ustanowienie małego ruchu granicznego w pasie 30, maksymalnie 50 kilometrów po obu stronach granicy. (...) Rosja jest gotowa znieść wizy dla obywateli UE pod warunkiem, że będzie to na zasadzie wzajemności." (onet.pl, 20.09.2011).

I chociaż obie strony rządowe deklarują, że celem tych działań jest "rozwój Kaliningradu jako integralnej części Rosji oraz jako regionu bałtyckiego", a także "zapewnienie sprawnego przepływu towarów, usług i osób między Obwodem Kaliningradzkim, a krajami Wspólnoty" (UE), to jednak nie ulega wątpliwości, że wpływy polskie w Kaliningradzie mogą się znacznie umocnić, a w następstwie region ten będzie coraz bardziej ciążył ku Polsce i Polakom.

Teraz tylko wypada nie dać wyprzedzić się Niemcom! Czy Polacy na Wschodzie i Zachodzie w tym pomogą?
kot dnia październik 26 2011 19:58:56
Życzyć raczej trzeba, żeby żaden szaleniec z Polski podobnych rzeczy (mowa o Kaliningradzie) nigdy nie zażądał od Rosji - najpotężniejszego mocarstwa w Europie, z którym utrzymanie jak najlepszych stosunków przyniesie o wiele większe korzyści niż niczym nie uzasadnione roszczenia i konflikty.
polski blog ru dnia październik 26 2011 22:42:45
@kot
Pan tu nie pierwszy raz wyraża proniemiecki punkt widzenia. Jednakże z punktu widzenia polityki PROPOLSKIEJ trudno jest nazwać postulat włączenia Królewca do Polski żądaniem "szaleńczym". Zwłaszcza, że Rosja może go spełnić tylko dobrowolnie.

Proście, a będzie wam dane; szukajcie,a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam (Mt 7, 7).

"JANUSZ RABSKI, ROZMOWA Z ROMANEM DMOWSKIM
O PRACACH NA KONFERENCJI POKOJOWEJ W WERSALU
(artykuł z 1939 r.)
Wśród dokumentów, związanych z osobą Prezesa Romana Dmowskiego, posiadam możliwie wierne streszczenie długiej rozmowy, odbytej z Nim w Jego mieszkaniu 9 października 1935 r. Spisałem ją bezpośrednio po powrocie do domu. Poniżej podaję jej fragment.

Prezes Dmowski w pewnej chwili powiedział:
(...)
Chciałem, aby Królewiec z dużym zapleczem stanowił wolne miasto, i jedynym delegatem, który mnie poparł na Komisji, był Anglik, lord Tyrell. Został za to wyrzucony przez Lloyd Georga.

Przez chwilę Prezes zamyślił się.

- Dziwnymi drogami - mówił dalej - chodzi, proszę pana, dusza ludzka. Teść Tyrella, członek Izby Gmin, był serdecznym przyjacielem Władysława Zamoyskiego..."

Źródło: http://www.romandmowski.pl/default.php?dzial=odmowskim&id=13

Prof. Iwo Cyprian Pogonowski:

"W lipcu 1917 Roman Dmowski sformułował rProblem Centralnej i Wschodniej Europyr1; i proponował granice Polski zawierające całą Litwę i całe Prusy Wschodnie, z wyjątkiem małego okręgu przy mieście Królewcu, który miał być wolnym miastem pod opieką Polski, bez żadnych praw tranzytu do tego miasta z Niemiec przez tereny polskie. (...) Traktat paryski nakazywał referendum na Warmii, Mazurach i Górnym Śląsku. Brytyjczycy narzucili Wolne Miasto Gdańsk, zamiast Wolnego Miasta Królewca, jak tego żądał Dmowski z poparciem Francji. Wówczas marszałek Ferdynand Foch wskazał na mapę i przepowiedział, że Wolne Miasto Gdańsk będzie pretekstem do Drugiej Wojny Światowej."

Źródło: http://www.pogonowski.com/?p=1058

W innym miejscu prof. Pogonowski pisze, że w storpedowaniu planu Dmowskiego, przewidującego włączenie do Polski Prus Wschodnich i oddanie nam całkowitej kontroli nad Królewcem pomagał Lloydowi George'owi "Żyd z Polski, agent wywiadu brytyjskiego, który póżniej był działaczem syjonistycznym i profesorem historii w Anglii, pod nazwiskiem Lewis Bernstein Namier (1888-1960), były student uniwersytetu lwowskiego.

Namier ogłaszał się jako "ofiara antysemityzmu' Romana Dmowskiego, kiedy pracował w "politycznym wywiadzie" angielskim i pomagał Lloyd Georger17;owi zniszczyć plan Dmowskiego, który w imieniu Polski, na konferencji pokojowej w Paryżu, żądał przyłączenia do Polski Prus Wschodnich, z wyjątkiem wolnego miasta Królewca. Namier pomagał Lloyd Georger17;owi przeforsować na miejsce wolnego miasta Królewca, wolne miasto Gdańsk."

Źródło: http://www.pogonowski.com/display_pl.php?textid=1003

Wydaje się dziś oczywiste, że w roku 1919 naturalnym rozwiązaniem problemu polskiego dostępu do Bałtyku i zabezpieczenia Polsce sprawiedliwych granic była królewiecka koncepcja Dmowskiego.

Gdyby wówczas ją zrealizowano, to i tak po klęsce Niemiec w II wojnie światowej żądalibyśmy Gdańska i Szczecina, a zatem i dzisiaj nie może być mowy ani o wymianie Szczecina na Królewiec, ani o zrzeczeniu się przez naród polski pretensji do eklawy królewieckiej na rzecz Niemiec.

A Rosjanie - jeśli naprawdę chcą z nami dialogu i pojednania - powinni to nasze stanowisko zrozumieć, albowiem "W dialogu - mówił Jan Paweł II - trzeba jasno mówić, kim ja jestem, żebym mógł rozmawiać z kimś drugim, który jest inny. Trzeba bardzo jasno to mówić, bardzo stanowczo: kim ja jestem, kim ja chcę być i kim chcę pozostać."

Nie chcemy reaktywacji Prus Wschodnich i niemieckiego Królewca. Musimy zlikwidować takie zagrożenie i powinno to być dla Polaków (i Rosjan) oczywiste.
kot dnia październik 28 2011 18:33:01
A Rosjanie - jeśli naprawdę chcą z nami dialogu i pojednania - powinni to nasze stanowisko zrozumieć, albowiem "W dialogu - mówił Jan Paweł II


Rosjanie mają dosadne określenie na takie wywody: jezuicka obłuda! smiley
polski blog ru dnia listopad 16 2011 14:55:15
.
Na początku tej dyskusji wyraziłem opinię:

"Moim zdaniem, albo powstanie sprzymierzona z Rosją (i współpracująca też z Niemcami) Słowiańszczyzna (Konfederacja Słowiańska), która będzie trzecim filarem nowego ładu (obok UE i UE2/Eurazji) w Europie, albo państwa słowiańskiego międzymorza (a także Węgry, Rumunia, Mołdawia) wykorzystane zostaną przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię tak, jak Polska w 1939 roku: jako kordon sanitarny, zapora z żywych ciał pomiędzy Niemcami i Rosją. A przecież ta historia nie powinna się już powtórzyć."

Dzisiejszej nocy Jarosław Gugała przepytywał w TV4 p. Andrzeja Olechowskiego: świat Zachodu chwieje się, Europa w kryzysie, Stany Zjednoczone są poza wszelką kontrolą i zachowują się nieodpowiedzialnie - co będzie dalej?

W odpowiedzi Olechowskiego uderzyły mnie dwa stwierdzenia:
1. że niedobry jest pomysł Putina/Rosji, by utworzyć Unię Eurazjatycką (czyli UE2/Eurazję);
2. że niedobry jest pomysł podziału Unii Europejskiej na dwie grupy państw, gdyż na kontynencie Euroazjatyckim powstał by w ten sposób trzeci element - oprócz UE i UE2/Eurazji - co umożliwiłoby powrót do polityki, w której Rosja i Zachód chciałyby przyciągnąć ten trzeci człon do siebie.

Wypowiedź tą uważam za najlepszą REKOMENDACJĘ dla pomysłu tworzenia Słowiańszczyzny, czyli Konfederacji Słowiańskiej (bez Rosji w składzie, ale z Białorusią, Ukrainą, Mołdawią, Rumunią i Węgrami, a może i z państwami bałtyckimi). Konfederacja ta powinna zawrzeć sojusz z Rosją (i szerzej: z UE2/Eurazją oraz państwami BRICS) i jednocześnie ustalić zasady przyjaznej współpracy z Niemcami i ich Unią Europejską, z której Słowianie natychmiast powinni wyjść. Warunek wstępny przyjaznej współpracy: niemieckie gwarancje dla naszych granic zachodnich i wyrzeczenie się przez Niemców powrotu do Królewca.

Zamiast działania w tym właśnie kierunku, widzimy postępującą "amerykanizację" Ruchu Narodowego i kierowanie jego energii w ślepy zaułek antyniemieckich i antyrosyjskich ekscesów na tzw. marszach niepodległości i na innych propagandowych imprezach, które z polityką PROPOLSKĄ i pomysłem na niepodległość niewiele mają wspólnego.
kot dnia listopad 20 2011 16:01:20
Wypowiedź tą uważam za najlepszą REKOMENDACJĘ dla pomysłu tworzenia Słowiańszczyzny, czyli Konfederacji Słowiańskiej (bez Rosji w składzie, ale z Białorusią, Ukrainą, Mołdawią, Rumunią i Węgrami, a może i z państwami bałtyckimi).


To jest właśnie coś czemu polscy patrioci powinni się w stanowczy sposób przeciwstawić!
Jest to niemożliwe wobec naszych skromnych możliwości.
Jest to wbrew woli państw o których mowa wyżej, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie wybrazi sobiue żeby np, Czechy lub Węgry miały z rezygnować z UE dla takich mrzonek.
Przede wszytskim jest to krok absolutnie wrogi wobec Rosji jako próba oderwania od niej Ukrainy i Białorusi. Pzrzez ostatnie 20 lat różne rządy polskie tego właśnie próbowały, ponosząc ciągle dotkliwe porażki i nieustannie przyprawiając sobie na Kremlu gębę wroga, zarazem popychając Rosję do współdziałania z bardziej pragmatycznymi Niemcami. Szkoda że nie zrozumiał pan jeszcze takich podstawowych rzeczy. Już nie chcę mi się znów wypominać beznadziejnej głupoty jaką jest plan przejęcia Kaliningradu od Rosji i przymusowego wysiedlenia stamtąd ludności rosyjskiej.... Jest to obecnie rdzennie rosyjska ziemia i Rosja ma do niej takie takie same prawo jak my do Gdańska, Szczecina i Wrocławia, zasiedlonych przez ludność polską po 1945 r. Jak już chcemy szukać sprawiedliwości dziejowej, to spojrzałbym raczej w kierunku Grodna, Mińska i Żytomierza zamiast fiksować się na czymś tak małym, obcym i nieprzydatnym jak Kaliningrad.
gjw dnia listopad 20 2011 16:40:33
Po doświadczeniach UE nadejdzie pora na dobrowolne zrzeszenia państw w formach konfederacyjnych i tu przyznaję słuszność Kol. polskiblog. Przynjamniem moim zdaniem, a od czasu do czasu coś udaje mi się przewidzieć. Włączanie do takiej konfederacji Europy Wschodniej bez Rosji Białorusi i Ukrainy... Tu przychylam się raczej do zdania Kol. kota.
SecretLegionsPL dnia listopad 20 2011 21:26:13
Wypowiedź tą uważam za najlepszą REKOMENDACJĘ dla pomysłu tworzenia Słowiańszczyzny, czyli Konfederacji Słowiańskiej (bez Rosji w składzie, ale z Białorusią, Ukrainą, Mołdawią, Rumunią i Węgrami, a może i z państwami bałtyckimi)


Konfederacja ta powinna zawrzeć sojusz z Rosją (i szerzej: z UE2/Eurazją oraz państwami BRICS)




Póki co jednak mamy zbiurokratyzowaną, socjalistyczną UE dążącą do ostatecznego przekształcenia się w federację pan-europejską. W mojej ocenie snucie teorii na temat nowego porządku kontynentalnego jest zdecydowanie przedwczesne. Niemcy, Francja a także niemal cała lewica europejska (przy cichym wsparciu USA) będzie za wszelką cenę ratować ten neo-bolszewicki twór. Przypomnę że gdy w 1942 wojska niemieckie podchodziły pod Moskwę również wydawało się że Związek Sowiecki lada dzień padnie... rzeczywistość okazała się zgoła odmienna.
gjw dnia listopad 22 2011 23:59:13
Cena będzie wysoka i nie wystarczy im odwagi, aby ją zapłacić. Właśnie rujmują państwo powszechnego dobrobytu w Europie Zachodniej, a przyzwyczajone doń społeczeństwa zaczynają sięgać po broń (Brejvik, zabójstwa nieprzypadkowo wybranych imigrantów w Niemczech) i po kamienie (a kamera nadzoru miejsc publicznych to delikatne narzędzie). Najciekawsze (mimo że bardzo w sumie smutne i godne ubolewania) jeszcze przed nami. Odnośnie podanego przykładu; Hitler bez trudu pokonałby Stalina gdyby tylko nakazał swoim wojskom i administracji konsekwentne granie roli wyzwolicieli i gdyby utworzył na wschodzie armię wyzwoleńczą pod wodzą Własowa. Zamiast tego toczył wojnę z narodami Rosji i taką wojnę musiał przegrać.
polski blog ru dnia listopad 23 2011 16:38:10
.
Odpowiem krótko:
SecretLegionsPL: Niektórzy panslawiści chcą jednoczyć Słowian z Rosją, a ja uważam, że Rosja powinna się oprzeć na takich SUWERENNYCH państwach jak Ukraina i Polska, które powinny utworzyć (wraz z innymi) niezależną Konfederację Słowiańską, zaś Rosja powinna pełnić większą (i zaszczytną) rolę "żandarma suwerenności narodów" w Europie i w Azji.
Natomiast nie rozumiem w jaki sposób "snucie teorii na temat nowego porządku" może być "przedwczesne"? Przecież w planowych zamierzeniach najpierw jest teoria, a potem praktyka.

Kot: Konfederacja Słowiańska to nie jest krok wrogi wobec Rosji i nie jest to "próba oderwania od niej Ukrainy i Białorusi". Przypominam, że Białoruś i Ukraina nie są częściami składowymi Rosji i po nastaniu Unii Euroazjatyckiej też nimi nie będą. Zaś Unia ta nie jest jeszcze utworzona, jak powiedział w sobotę Łukaszenko. Janukowycz zaś na razie nie chce o niej w ogóle rozmawiać.
Rosja "zbiera ziemie ruskie" w obliczu zagrożenia zewnętrznego, natomiast wcześniej czy później (o ile nie będzie wojny światowej) musi stanąć na porządku dziennym problem Słowiańszczyzny jako grupy narodów, które nie chcą być nikomu podległe i chcą zachować swoją tożsamość. Jeśli Rosja nie utworzy Konfederacji Słowiańskiej, to, być może, uczynią to wrogowie Rosji i chyba dobrze zdaje ona sobie z tego sprawę. Wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby nie ambicje trzeciego gracza - Niemiec, ale i to - w obliczu światowego kryzysu - jest dzisiaj, moim zdaniem, do przezwyciężenia.
Plan przejęcia Kaliningradu (plan Dmowskiego, nazwijmy go) jest bardzo dobry i przyjazny wobec Rosji i Niemiec. To klucz do Konfederacji Słowiańskiej i trójczłonowego pokojowego porządku od Lizbony po Władywostok. Papierek lakmusowy intencji naszych sąsiadów. Wiele problemów i znaków zapytania ustępuje po objęciu przez Polskę Królewca za zgodą Rosji i Niemiec. Rosjan nikt przymusowo nie będzie wysiedlał. Gdy już niedługo UE i UE2/Eurazja zniosą wzajemnie wizy, to Rosjanie ci w dużej mierze wyjadą na zachód Europy, a także w głąb Polski. Nam brakuje pracowników, więc przyjmiemy z chęcią tych Rosjan, zamiast np. Libijczyków czy Egipcjan, a nawet damy im obywatelstwo (co przecież do życia i szczęścia wcale nie jest im potrzebne).
O rewindykacjach terytorialnych na kierunku wschodnim niech Pan raczej zapomni. Takie hasła są nierealne i bardzo dla Polaków i koncepcji współpracy słowiańskiej szkodliwe. Tłumaczyłem to już tutaj.

Gjw: Nie od razu Rzym zbudowano. Konfederacja Słowiańska nie musi być jednorazowym wytworem jakiegoś nowego Wersalu. Może to być wieloletni proces, podczas którego państwa Europy środkowo-wschodniej będą zachowywały prawo wyboru: być w UE (jeśli jeszcze będzie UE), być w Konfederacji, być w Eurazji, pozostać suwerennymi i niezrzeszonymi. Taki wybór powinien być niezbywalnym prawem państw narodowych, z jednym ograniczeniem: nie mogą one pełnić roli niezatapialnych lotniskowców pozaeuropejskich potencji. Takie ograniczenie suwerenności wydaje mi się do przyjęcia.
Czy Konfederacja Słowiańska ma sens w przypadku, gdyby Białoruś i Ukraina weszły w skład Eurazji? Po pierwsze, od kiedy to sens niezależności polityczno-gospodarczej i odrębności kulturowej zależy od wielkości terytorium, które chce ją utrzymać? Po drugie, jeżeli Eurazja będzie ostoją dla chrześcijaństwa (i islamu), a UE nadal nie, to może wszystkie państwa słowiańskie powinny przystąpić do Eurazji, a następnie w jej ramach utworzyć strefę chrześcijańską, katolicko-prawosławną, w której preferencje będzie miała kultura chrześcijańska i słowiańska?
Rozwiązania mogą być różne, ale jedno jest pewne: z taką Europą Zachodnią, jaka jest obecnie, Polacy i inni Słowianie-chrześcijanie NIE MAJĄ NIC WSPÓLNEGO. W przeciwieństwie do rechrystianizującej się i podtrzymującej swą narodową i słowiańską tożsamość Europy Wschodniej.

Wydaje mi się oczywiste, że "lepszy na wolności kąsek lada jaki, niźli w niewoli najlepsze przysmaki" - co wymaga zadbania o wolność Słowiańszczyzny. Tym bardziej, że i pod względem materialnym opcja prozachodnie przyniosła naszemu państwu i narodowi całkowitą klęskę.
gjw dnia listopad 23 2011 20:04:21
Pochwalam mądre i szlachetne idee, ale ich wykonalność w tym przedmiocie na razie równa się zeru, a na przyszłość będzie zależała od tego, na ile polityka rosyjska będzie w sprawach zagranicznych polityką gaullistowską. Nie będę tu wyjaśniał istoty gaullizmu w sprawach międzynarodowych. Od tego są przede wszystkim stare, mądre książki i gazety. Najkrócej ujął to Miedwiew jako dążenie do "sytuacji, w której wszyscy mają wpływy u wszystkich".
kuba18 dnia luty 23 2012 23:17:05
ad gjw
gjw dnia listopad 23 2011 20:04:21
"Pochwalam mądre i szlachetne idee, ale ich wykonalność w tym przedmiocie na razie równa się zeru, a na przyszłość będzie zależała od tego, na ile polityka rosyjska będzie w sprawach zagranicznych polityką gaullistowską. Nie będę tu wyjaśniał istoty gaullizmu w sprawach międzynarodowych. Od tego są przede wszystkim stare, mądre książki i gazety. Najkrócej ujął to Miedwiew jako dążenie do "sytuacji, w której wszyscy mają wpływy u wszystkich"
Kol. gjw ładnie ujął wszystkie te dywagacje "w tym temacie". Ma wiele racji. Jako stary i doświadczony człowiek zarzucam wam nadmiar chciejstwa. Co tam gadać o Słowiańszczyźnie. Ma to dyskretny urok panslawizmu, albo przeciwnie, jak inni podejrzewają - antyrosyjskiego kordonu sanitarnego. Rosja się Królewca nie wyrzeknie, bo to niezamarzający port. Rosja w ogóle nie lubi się niczego wyrzekać, a jest cierpliwa. Na razie nie mamy komfortowej sytuacji. Jak mówią niektórzy: jak się nie obrócisz, d... zawsze z tyłu. Jak nie będziemy dobrze i rozsądnie współżyli z sąsiadami (non PISo modo), to zawsze ktoś może nas w zadek kopnąć. Może za 20 lat (20 lat III RP +20 następnych = 40), jak już wymrą wszyscy pamiętający realsocjalizm, sytuacja będzie lepsza. A póki co (bez obrazy kogokolwiek): gospodarka, durniu!
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014