Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumMaj 24 2019 03:11:07
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 4
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
3
3
Protest w Lublinie 30.06.09 r.
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Apoteoza zbrodni
Jednodniówka Narodowa

Święty kucharz od Hipciego
Wszyscy święci, hej, do stołu!
W niebie uczta: polskie flaczki
wprost z rynsztoków
Kilińskiego!
Salcesonów misa pełna,
Świeże, chrupkie
Pachną trupkiem:
To z Przedmurza!
Do godów, święci, do godów,
Przegryźcie Chrystusem
Narodów!
(Tadeusz Gajcy; wiersz znaleziony
przy poecie po śmierci 16.VIII.44)


67 lat temu wybuchło powstanie warszawskie. Ktoś powie - skąd i dlaczego taki tytuł? Czyżby ktoś ośmielił się wychwalać rzeźników Dirlewangera czy Kamińskiego? Oczywiście, że nie. Są za to całe zastępy tych, począwszy od Prezydenta RP, poprzez partyjnych szefów, władze samorządowe, a skończywszy na rozmaitych historykach i publicystach, którzy rokrocznie dokonują apoteozy zbrodni na Polsce i Polakach jakim było to powstanie, stawiając nadto na piedestał tych, którzy do tej zbrodni doprowadzili i są za nią odpowiedzialni. Społeczeństwo polskie karmione jest jak zwykle dużą dawką kompletnie absurdalnych stwierdzeń, które zasadność tego katastrofalnego błędu polskiej polityki mają potwierdzać.

Podczas niedzielnych uroczystości oficjalnych w Warszawie można było usłyszeć m.in., że dzięki powstaniu mówimy po polsku, że udowodniliśmy nim światu, że patrioci gotowi są oddać życie za sprawę, że powstanie to praprzyczyna powstania Solidarności itd. Wcześniej, w tygodniu, słuchacz Radia Maryja, bez komentarza ze strony gospodarzy audycji, stwierdził, że dobrze się stało, że warszawiacy mogli zginąć z bronią w ręku, bo inaczej zostaliby spacyfikowani i wywiezieni przez Sowietów. Doprawdy ręce opadają… Nie sposób stwierdzić, w jaki sposób warszawska hekatomba wpłynęła na zdolność posługiwania się językiem polskim w, dajmy na to, Krakowie i Poznaniu, które zresztą także, razem z szeregiem innych polskich miast, nie zostały, choć nie wybuchły w nich powstania, spacyfikowane przez Sowietów a ludność ich nie została wywieziona. Oczywiście, pewną część mieszkańców tych miast poddano represjom stalinowskim, ale raz, trwały one przez lata, dwa, nie dotknęły ani całej ludności tych miast, ani nie zakończyły się śmiercią 200 tysięcy ludzi. Nadto, żeby oświecić słuchacza RM, cywilne ofiary broni w ręku nie miały, nie mieli jej też w dużym procencie, żołnierze. A co z dawaniem dowodów światu? Nic. Ani nie mieliśmy żadnego obowiązku, żeby dokonywać ofiary całopalnej na globalny pokaz, ani też świat od nas żadnej ofiary nie oczekiwał i w ogóle nic go to nie obchodziło.

Czym było więc w istocie powstanie warszawskie? Było zbrodnią dokonaną na narodzie polskim przez beznadziejnych polityków i wojskowych, wyznających destrukcyjną ideologię powstańczą wyrażającą się słowami "tryumf albo zgon", "wszystko albo nic". Było tej ideologii ostatecznym i najkrwawszym w historii wyrazem. Było też oddaniem Stolicy, Jej ludności, Jej wielosetletniego dorobku materialnego, na pastwę rozpasanych teutońskich zbrodniarzy.

Z punktu widzenia politycznego, było najczystszej wody szaleństwem, poddającym w wątpliwość zdolność Polski i Polaków do posiadania, i utrzymania własnego państwa. Jak dalece tkwiła w nas idea powstańcza, świadczy fakt, że powstanie warszawskie poparły różne siły polityczne, nie tylko klasyczni jej wyznawcy - piłsudczycy. Co więcej, wybitny przedstawiciel piłsudczyzny, ówczesny Naczelny Wódz, gen. K. Sosnkowski, był powstaniu zdecydowanie przeciwny. Powstańcza konspiracja w strukturach wojskowo-cywilnych rządu londyńskiego i na to znalazła sposób, przetrzymując właściwą depeszę NW.

Nie można wyobrazić sobie gorszej kalkulacji politycznej i wojskowej od tej, jaka kierowała sprawcami powstania. Powstanie miało być politycznym zwycięstwem nad Stalinem, co nie przeszkodziło autorom tej "myśli" oczekiwać od tegoż Stalina pomocy w pokonaniu Niemców! Nie jest dobrze, kiedy politycy decydujący o losach narodu traktują wrogów, naiwnie i lekkomyślnie, jak idiotów. Chyba dla makabrycznego "żartu" nie poinformowano też o powstaniu, tracących do nas gwałtownie cierpliwość już długo przed jego wybuchem, sojuszników. Powstanie warszawskie było ostatecznym ciosem dla polityki rządu londyńskiego, pozbawiło go ostatnich atutów w tragicznej konfrontacji ze Stalinem i w beznadziejnych próbach utrzymania dlań sympatii Anglosasów. Skutkiem, na gruncie londyńskim, była dymisja Mikołajczyka i powołanie ostatniego wojennego rządu na emigracji z Arciszewskim jako premierem. Rząd ten na początku miał rację i czysto już formalne uznanie mocarstw zachodnich. Wkrótce została mu tylko racja... To naturalnie imponuje zwolennikom i wyznawcom hasła "wszystko albo nic", ale nie niosło (i nie niesie) w ogóle, żadnej wartości pozytywnej dla narodu, który pozostał w Polsce, i którego o racje, legalistyczne mrzonki i wzniosłe hasła, nie pytano. Wojskowo, powstanie było zbrodnią dokonaną przez dowódców na własnych żołnierzach. Rzucono kwiat polskiej młodzieży w bój bez broni, którą słowami jednego z odpowiedzialnych za wybuch powstania, "zdobywa się na przeciwniku". I tacy ludzie otrzymywali później w Londynie, wbrew idei tego odznaczenia, Virtuti Militari...

W kręgach decyzyjnych, wśród koryfeuszy londyńskiej polityki polskiej zwyciężyła XIX-wieczna tradycja krwawej ofiary, zwielokrotniona w swym tragizmie poprzez warunki II wojny światowej - zdziczenie obyczajów wojennych i postęp technologiczny. Jedną z wielu przyczyn takiego stanu rzeczy była także porażająca słabość Ruchu Narodowego, któremu zabrakło politycznej dojrzałości i przywództwa po śmierci Dmowskiego. Wyznacznikami tej słabości były bierność i sojusz z piłsudczykami o podłożu rusofobicznym. Jakże inaczej było w 1914 r., kiedy to jedyny raz, dzięki Dmowskiemu i Narodowym Demokratom, uratowano Polskę od klęskowego powstania, do którego dążył Piłsudski. Szczęściem w tym nieszczęściu było, że naród sam, bez udziału przywódców, zrozumiał jak wielkie zło przyniosło powstanie. Nikomu nie udało się wywołać powstania w Polsce po 1944 r., choć wielu tego pragnęło. Stąd dzisiaj, zawiedzeni w swych nadziejach i wściekli na rozsądek Polaków, wyznawcy ideologii powstańczej wymyślają sobie różne ersatze, typu powstanie czerwcowe 1956, czy powstanie grudniowe 1970. Nigdy nie rozumiałem tych ludzi, ale obserwacja ich zachowań wskazuje na to, że już samo użycie terminu "powstanie" wywołuje u nich nienaturalne podniecenie i sztubacką satysfakcję...

Dzisiaj znów sączy się powstańczy jad (ot, taka sobie wiadomość z 31.07 - Kilkuset szczecinian śpiewało na jednych z placów w centrum miasta pieśni patriotyczne - legionowe i powstańcze). Wszystkie oficjalne media przemawiają jednym głosem, który stanowi konglomerat naiwnych stwierdzeń i bezwzględnie budowanego mitu. Apoteoza powstania stała się również wyznacznikiem prawicowości, na równi z uwielbieniem dla Piłsudskiego i nienawiścią do Rosji. Naturalnie, przoduje w tym Prawo i Sprawiedliwość. Kiedy minister Radosław Sikorski na blogu użył w stosunku do powstania warszawskiego słów "narodowa katastrofa", powstańczycy (taki neologizm) z PiS zawyli. Najpierw radni warszawscy, później sam rzecznik PiS, Adam Hofman. Radni stwierdzili, że "Podważanie sensu heroicznego zrywu Powstańców Warszawskich, atak na ich dowódców, przywołuje w pamięci praktyki władz komunistycznych, które nie powinny mieć miejsca w Wolnej i Niepodległej Rzeczypospolitej", zaś Hofman, że "mentalność ministra Sikorskiego jest mentalnością ministra z PZPR", i że "pasuje dokładnie do systemu, który nazywał się komunizm". Pomijając absurdalną treść merytoryczną tych wypowiedzi, należy zwrócić uwagę na dwa ich aspekty. Pierwszy – w postaci trwającego procesu sprowadzania prawicy w Polsce do towarzystwa niepoczytalnych romantyków. Drugi – na zakamuflowaną chęć wprowadzenia cenzury historycznej odnośnie powstania warszawskiego, na wzór niesławnej pamięci ustawy o ochronie czci marszałka Piłsudskiego sprzed wojny i celowe obrażanie krytyków powstania porównaniami do komunistów (mała uwaga – co do zasady, nie jest ważne KTO mówi, ale CO mówi – nie przekreślam z góry historyków z PZPR, tak jak i historyków piłsudczykowskich; to dopiero treść decyduje o ocenie) itp. Heroizmu walczących i ofiar nikt nie kwestionuje. Chodzi o to, żeby ten heroizm nie był tarczą dla politycznej głupoty i nieodpowiedzialności. Dla politykierów żywiących się cudzym nieszczęściem. Jak ulał pasuje do tej sytuacji anegdota o dyskusji między emigrantami w Paryżu, kiedy Mickiewicz zarzucił wojskowym, że nie broniono do końca Warszawy "choćby miały z niej pozostać tylko gruzy i zgliszcza". Odpowiedziano mu: "po to byś Pan, Panie Mickiewicz mógł siąść na zgliszczach i opiewać ruiny". Otóż, to! Dzisiejsza prawica polska odwołująca się do tradycji powstańczej, karmi się opiewaniem klęsk, ich rozpamiętywaniem żyje. Mieliśmy tego najjaskrawszy przykład w postaci "zbrodni smoleńskiej". Jej "program" to połączenie negacji z kultem katastrof narodowych. Brak programu pozytywnego, brak myśli o wychowaniu narodu w "kulcie" politycznego racjonalizmu i realizmu.

Taka prawica może pełnić rolę wyłącznie destrukcyjną. Jej politycznej wizji, obejmującej także narodowe dzieje, należy się zdecydowanie przeciwstawić. Stąd m.in. taki a nie inny wybór wiersza stanowiącego motto powyższego tekstu. Ten "pośmiertny" utwór poległego w powstaniu Tadeusza Gajcego poraża swoją agresywną wymową, jest wręcz obrazoburczy, uderza w "uświęcone" hasła polskiej tradycji, nie tylko przecież romantycznej, nadto, kpi z sił niebieskich, do których przywiązanie jest również dla wielu, wyznacznikiem polskiej tożsamości... A jednak - miast nerwowych tików i odruchowego łapania za nieistniejąca szabelkę, miast zakazów i świętego oburzenia, usiądźmy raczej do poważnej dyskusji nad naszą historią, żeby zminimalizować ryzyko błędów w przyszłości. Czy można, wbrew nadziei, uwierzyć że tak się stanie?

Komentarze
polski blog ru dnia sierpień 01 2011 13:56:28
Niestety, oskarżenia o wybranie NAJGORSZEGO WARIANTU zakończenia okupacji hitlerowskiej przez AK i Rząd RP w Londynie SĄ SŁUSZNE. Akcja "Burza" i Powstanie Warszawskie TO BYŁ BŁĄD w ówczesnej sytuacji, a nie tylko katastrofa.

Dowódcy AK - jak aresztowany gen. Grot-Rowecki - mieli już w 1943 roku pełną świadomość, że Polska dostanie się w ręce Stalina i decydować o jej przyszłości będzie ZSRR. Zatem zdawali sobie również sprawę, że robienie powstania wymierzonego militarnie w Niemców, a politycznie w Stalina i jego marionetkowy PKWN - jest samobójstwem.

Prawda o Powstaniu:
Powstanie Warszawskie: narodowa tragedia Polaków http://polski.blog.ru/124054995.html
Adam Smiech dnia sierpień 01 2011 14:03:45
Następny salceson:

"Poseł Karol Karski (PiS) ocenił, że słowa Radosława Sikorskiego dotyczące powstania warszawskiego są "wpisywaniem się w rosyjską narrację historii Polski"
(za Onet.pl)
kot dnia sierpień 01 2011 17:35:16
Przekładając to wszystko na politykę, PiS jest w tym samobójczym kulcie odosobniony. Stanowisko PO jest bardziej wyważone, nie mówiąc o PSL i SLD. Odnoszę wrażenie, że ogólnie przypomina się o bohaterstwie Polaków bez gloryfikacji błędnej decyzji. Jak mawiał Tayllerand, błąd w polityce gorszy niż zbrodnia. Ale gwoli ścisłości, zbrodniarzem tym nie jest nim rząd londyński, postawiony przed faktem dokonanym przez lokalnych warszawskich dowódców AK m.in. Pełczyńskiego. Wina rządu londyńskiego jest inna - brak porozumienia ze Stalinem, nawet wtedy, gdy wiadomo już było, że to jego wojska wejdą na ziemie polskie. Również błąd! Rząd więc zaszkodził samemu sobie... Zamiast objąć władzę nad sporym krajem, tak jak rząd czechosłowacki, w istocie podarował ją nielicznym i słabym komunistom, a dziesiątki tysięcy żołnierzy podziemia swoją polityką wystawił na represje.
polski blog ru dnia sierpień 01 2011 18:51:57
@kot
Nie składajmy odpowiedzialności wyłącznie na grupę sanacyjnych oficerów z Warszawy, zbuntowanych w istocie przeciwko opinii Delegatury Rządu i opinii stronnictw konspiracyjnych, tudzież przeciwko opinii wielu dowódców podziemia (np. szefa tzw. dwójki AK, Iranka-Osmeckiego).

Odpowiedzialność ponosi Rząd RP, ponieważ Wódz Naczelny, Sosnkowski, członek tego rządu, był przeciwny powstaniu i NIE ZAKAZAŁ jego wywołania, a premier tego rządu, Mikołajczyk, naiwnie (?!) sądził, że powstanie będzie korzystne dla przebiegu jego rozmów ze Stalinem w Moskwie i też NIE ZAKAZAŁ jego wywołania.

Wiesław Chrzanowski tak mówi o tym w ubiegłorocznym wywiadzie udzielonym redaktorowi "Buntu", Zbigniewowi T. Wierzbickiemu:

"Dla mnie są dwie rzeczy istotne: pierwsza, wykazanie braku kompetencji w podjęciu decyzji od strony czysto wojskowej, w sytuacji, gdy nie ma żadnych szans; a druga, to strona polityczna - w końcu w tych warunkach to była decyzja polityczna! (...) Pamiętam, zginął jeden kolega, szukaliśmy księdza - to było na Woli - żeby był przy pogrzebie, i ten ksiądz mówi: "Trzymajcie się, radio mówi, że są postępy na Zachodzie, trzymajcie się, żeby oni wcześniej przyszli niż Rosjanie." Taka była wyobraźnia wśród ludzi będących w piwnicach: mamy się tak trzymać, żeby pierwsze weszły oddziały amerykańskie... [śmiech].

ZTW - To już trochę taka chorobliwa wyobraźnia...

WCh - No cóż, ludzie siedzą w piwnicach... Doskonale pamiętam tego księdza: "trzymajcie się, bo oni idą bardzo szybko"...

ZTW - No tak, taki ksiądz, nikt się nie dziwi, ale zawodowi wojskowi?... Pełczyński, Okulicki-Niedźwiadek i Bór-Komorowski - oni powinni orientować się w sytuacji, tym bardziej że mieli ostrzeżenie Nowaka-Jeziorańskiego, przypuszczam, że nie tylko jego. A jak Pan Profesor ocenia postawę emigracji, która też była chwiejna?

WCh - Sosnkowski był zdecydowanie przeciwny powstaniu, ale jako wódz naczelny nie miał odwagi wyraźnie wydać rozkazu, że nie. Wręcz przeciwnie, zrobił taki unik, że pojechał na wizytację armii Andersa na południe Włoch.

ZTW - To niewątpliwie go obciąża.

WCh - Tak, to go obciąża. Miał jasne rozeznanie, uważając, że będzie katastrofa, ale nie potrafił się sprzeciwić. Zresztą za to go później usunęli we wrześniu. Więc niewątpliwie on zawiódł. Natomiast rząd - Mikołajczyk zupełnie się nie spisał! Oni zostawili w depeszy decyzję władzom krajowym. Przecież rozeznanie ich, a rozeznanie kraju, to jest zupełnie co innego w ówczesnych warunkach! Jeśli chodzi o Mikołajczyka, to już była ustalona przez Edena jego podróż i spotkanie ze Stalinem, i on - ja tak tłumaczę - myślał, że to będzie argument w rokowaniach ze Stalinem.

ZTW - A było chyba przeciwnie.

WCh - Ależ oczywiście..."

Całość: W imię czego ta ofiara?, "Bunt Młodych Duchem" nr 5/2010 (wrzesień-październik)
http://www.bunt.com.pl/index.php?module=Pagesetter&func=viewpub&tid=2&pid=339

Warto przeczytać, podobnie jak stronę powstanie.pl - ale miejmy przy tym świadomość, że zafałszowywanie wniosków płynących z historii Polski zaczęło się od publikacji dzieła Ignacego Potockiego i Hugona Kołłątaja, sławiących faktyczne powstanie antyrosyjskie, jakim było przechwycenie władzy przez twórców przymierza polsko-pruskiego i Konstytucji 3 Maja (wraz z następstwami politycznymi i militarnymi tego faktu).

A zatem do odrobienia jest sporo lekcji.
kot dnia sierpień 01 2011 19:58:29
Rząd londyński nie popełnił błędu nie zakazując jakiejkolwiek walki. Rzecz w tym, że taka walka miała by sens tylko w jednym przypadku, gdyby Rosjanie okrążali Niemców, zamieniających miasto w twierdzę. W takim przypadku nawet samo wsparcie logistyczne i wywiadowcze udzielone wojskom sowieckim przez Polaków mogłoby skrócić tę walkę, zmienjszyć straty ludności cywilnej i straty materialne. Tak właśnie stało się w Poznaniu w styczniu i lutym 1945 , gdzie dzięki kilku tysiącom Polaków agonia Festung Posen trwała tylko miesiąc i ocalały całe fragmenty miasta , jak np. Jeżyce.
SecretLegionsPL dnia sierpień 01 2011 23:30:53
W mojej opinii głównym idpowiedzialnym za wybuch powstania był p. Mikołajczyk który wbrew opinii generalicji PSZ na zachodzie dał KG. AK de facto zielone światło do wywołania warszawskiego zrywu.
polski blog ru dnia sierpień 02 2011 15:40:56
Dziękuję.
Szczerze dziękuję Panu Redaktorowi Śmiechowi za powyższy tekst, który powinien być jak najszerzej rozkolportowany jako stanowisko propolskie wobec historii i współczesności. Tym cenniejsze, że sformułowane przez przedstawiciela młodego pokolenia. Polski.blog.ru zamieści link do Pańskiego artykułu, a jeżeli wyrazi Pan zgodę, to chętnie go opublikuje.

Co jeszcze warto w tym temacie podkreślić?

1. Formułowane są obecnie i podawane szeroko naszej młodzieży katolickiej myśli zupełnie przeciwstawne wnioskom płynącym z "Apoteozy zbrodni". Na przykład portal wicipolskie.org przedrukował dziś tekst Adama Kowalika z portalu piotrskarga.pl - uchodzącego za portal polski i katolicki - pt. "W rocznicę Powstania Warszawskiego". W tekście tym patrzymy na fotografię samotnej powstańczej mogiły z krzyżem w hełmie na tle morza ruin i czytamy:

"Oczywiście, można zarzucać oficerom podejmującym decyzję o powstaniu, że zrobili to w nieodpowiedniej chwili, o nieodpowiedniej porze, nawet na nieodpowiednim terenie. Można zbić argument o nieuniknioności wybuchu powstania, do którego mieli doprowadzić spragnieni walki szeregowi żołnierze Armii Krajowej, wskazując na karność tych ludzi, wykazaną choćby przed Akcją pod Arsenałem, kiedy Zośka zwinął gotowe do walki oddziały tylko dlatego, że nie dotarł rozkaz zezwalający na nią.

Można wskazywać na dobra kultury zniszczone bezpowrotnie w wyniku barbarzyństwa Niemców. Ale jaki to ma sens? Czy wróci komuś życie? Czy dzięki samokrytyce w cudowny sposób na półkach bibliotek i archiwów warszawskich pojawią się bezcenne rękopisy i dokumenty historyczne? Czy w miejsce bierutowskiej czy gomółkowskiej architektury wyrosną na nowo zabytkowe gmachy?

Oczywiście historycy, politolodzy niech rozdzielają włos na czworo, niech dochodzą prawdy, politycy niech uczą się na błędach przodków, ale całe społeczeństwo polskie niech robi co innego, niech kontynuuje budowę duchowego gmachu. Niech dba o dziedzictwo, które zostawili nam chłopcy i dziewczęta w biało-czerwonych opaskach na przedramieniu.

Są szczęśliwe narody, które mogą z dumą oprowadzać obcokrajowców i pokazywać liczne zabytki kultury i sztuki. Mogą chwalić się licznymi bibliotekami, pełnymi opasłych tomów. Niestety położenie geograficzne Polski i okoliczności dziejowe spowodowały, że Polak gdzie indziej lokował cały swój wysiłek.

Duma Polaków mieści się nie w materialnych dobrach, lecz w kształtowaniu kolejnych pokoleń na wiernych synów Kościoła i Ojczyzny, którzy w razie potrzeby nie zawahają się podjąć trudu w obronie ideałów." [1]

Trudno to nawet komentować, to chyba jakiś rodzaj nihilizmu egzystencjalnego, niewiary w to, że państwo, religia i materia są dla ludzi, a ludzie nie są zwierzętami do składania na ołtarzach ofiarnych.

2. Kto powyższe propaguje? Zarówno wicipolskie.org, jak i piotrskarga.pl zaliczyć chyba można do mediów sympatyzujących czy reprezentujących opcję proamerykańską ("proatlantycką"). Tak, jak m.in. Radio Maryja, Nasz Dziennik i rozmaite organy "smoleńskie", media tej opcji podtrzymują wizję historii, w której "polski Duch" (patriotyczny i katolicki, rzecz jasna) zwycięsko wznosi się nad oceanami spalonych ruin i stosami okrwawionych trupów, co ma być dla następnych pokoleń jedynie słusznym powodem do dumy i ewentualnym wzorem do naśladowania.

3. Dlaczego się powyższe propaguje? - Bo to walka z Rosją, naszym odwiecznym i podstępnym wrogiem, z którym nie można, nie da się i nie wolno w żadnym wypadku się dogadywać, chyba że Rosjanie zgodzą się zmienić swój kraj, naród, rząd, preferencje wyznaniowe, system obrony, politykę zagraniczną i zrobić parę innych istotnych ustępstw oraz zadośćuczynień, a wówczas rozważymy możliwość porozumienia się z nimi. Na naszych warunkach.

4. Czym powyższe może skutkować? - Oprócz zwodzenia na manowce myśli politycznej (czy raczej nie-myślenia), zwolennicy "apoteozy zbrodni" wpychają kolejne pokolenia w psychologiczne objęcia Zachodu jako dobrego wujka, który zawsze pomoże polskiemu Czerwonemu Kapturkowi w zmaganiach ze strasznym rosyjskim Wilkiem. A to nieprawda. Zachód może nas tylko po raz kolejny cynicznie wykorzystać do własnych rozgrywek z Rosją.
Jednocześnie żaden rząd rosyjski nie zechce wiązać jakichkolwiek politycznych planów z tą częścią narodu polskiego, która jest wprawdzie polska i katolicka, ale jednocześnie naznaczona piętnem antyrosyjskości i obsesją insurekcyjną.
W tej sytuacji Rosja nie ma innego wyjścia, tylko zbierać, co się da do siebie (jak niegdyś Księstwo Moskiewskie zbierało ziemie ruskie) - na przykład Białoruś, a Polskę zostawić na uwięzi UE. No bo jak można marzyć o wspieraniu przez Rosję suwerennej Polski, jeśli państwem tym mieliby rządzić zwolennicy antyrosyjskich powstań i wypraw moskiewsko-kijowskich? Tu powtarza się po stronie polskiej sytuacja z czasów II RP i II wojny światowej, chociaż wojna dawno się skończyła, a II RP i ZSRR upadły.

5. Dojście do głosu opcji propolskiej, antyinsurekcyjnej to jedyna szansa na ocalenie suwerenności małych i średnich państw słowiańskich, gdyż do tego niezbędna jest rosyjska akceptacja koncepcji współpracy słowiańskiej i praktyczna pomoc Rosji.

-----
[1] - http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=4973&Itemid=56
Adam Smiech dnia sierpień 02 2011 21:38:51
Jak Pan sobie życzy. Zgadzam się na zamieszczenie tekstu bądź linku, co dla Pana lepsze, wygodniejsze. Przy okazji przypomnę zasadę ogólną - teksty redaktorów JN są dostępne dla każdego. Żadne skrajne interpretacje praw autorskich nie obowiązują. Jedyne warunki dotyczące korzystania z nich sprowadzają się w gruncie rzeczy do respektowania zasad kultury, dobrego wychowania, a to oznacza: wskazanie autora, strony (JN) i brak ingerencji w tekst. To wszystko. Co do gości na naszej stronie, o wykorzystaniu ich tekstów decydują oni sami. Jeśli nie stawiają dodatkowych warunków, podlegają powyższym zasadom.

Co do przytoczonego przez Pana tekstu, bardzo smutnego w swojej wymowie i głęboko niesłusznego, podzielam Pańskie obawy.

Nie chcę być źle zrozumiany, oskarżony o wyznawanie skrajnej formy teorii spiskowych, ale nie potrafię powstrzymać w sobie pytania o rozmach działalności tego ośrodka, rozmach rodzący określone implikacje. Nie chcę rozwijać tego tematu, bo mam za mało danych. Dzielę się jedynie wątpliwością.

Jedna uwaga do wypowiedzi pana Kowalika, który pisze: "Okazuje się że filmy na temat powstania, które w końcu, po blisko XX latach od upadku jawnej zależności od Rosji Sowieckiej, miały zostać nakręcone, pozostają nadal na etapie planów, gdyż państwo nie interesuje się nimi."

Całe szczęście, że filmy te nie powstały. Doświadczenia z kinem ostatnich lat wskazują, że byłyby to zapewne ideologiczne produkcyjniaki, w sposób łopatologiczny "wtłaczające" w głowy widzów jedynie słuszną wizję historii.
Dobre i bardzo dobre filmy o powstaniu już powstały - w złym, zależnym, komunistycznym PRL. To dwa ostatnie odcinki Kolumbów, to Godzina "W", Dzień czwarty, Urodziny młodego warszawiaka, także Kanał.
Kiedy patrzę dziś na trzecią serię Czasu honoru i widzę prymitywny stereotyp w przedstawianiu lewicowego ruchu oporu, przypomina mi się postać kpt. Mikołaja Arciszewskiego, przedwojennego lewicowca, wybranego przez NKWD spośród oficerów wziętych do niewoli w 1939 do grupy tzw. lewicy demokratycznej, przerzuconego do Polski samolotem w sierpniu 1941. Prowadził działalność wywiadowczą na rzecz ZSRR, ale współpracował w tym czasie z ZWZ jak i z... NOW, w której znalazło się wielu jego przedwojennych przyjaciół. Pojmany w obławie przez Niemców , poddany śledztwu, został zamordowany w maju 1943 r. Nie przyleciał do Polski sowieckim samolotem, aby, jak w Czasie honoru, likwidować patriotów i wydawać ich Niemcom...
Adam Smiech dnia sierpień 04 2011 10:29:48
Stefan Kisielewski - Porachunki narodowe, Tygodnik Powszechny rok I, nr 24 z 2 września 1945 r., s.2:

"(...)Powstanie Warszawskie nie było aktem dojrzałej męskości: było aktem zniecierpliwienia, młodzieńczej niepowściągliwości. I dlatego przyniosło szkodę podstawowemu aksjomatowi patriotyzmu, jakim jest istnienie narodu ponad wszystko. Walka o honor kosztem 30 proc. polskiego potencjału kulturalnego i gospodarczego była poniekąd aktem psychicznego egoizmu, krótkowzroczności, nieopanowania i - nieprzemyślenia.
Naród naprawdę męski nie walczy do ostatniej kropli krwi. Prawdziwy patriotyzm to patriotyzm obciążony instynktem życia. Instynkt życia nakazujący cierpliwość, ostrożność, powściągliwość, subtelność taktyczną w dążeniu do celu zasadniczego posiadają oprócz państw wielkich i takie narody, jak: Czesi, Szwedzi, Szwajcarzy. My natomiast mamy przedziwny instynkt życia à rebours, który w praktyce staje się instynktem śmierci. Polska zawsze jest żebrakiem i płaczką Europy, sprawa polska zawsze jest kłopotliwa, dwuznaczna, siejąca ferment, niecierpliwiąca. Historia Warszawy nie ma precedensów w dziejach Europy. Dlaczego? Jeśli odrzucimy koncepcje mesjanistyczne, że Polska cierpi za wszystkich i jest upostaciowanym "wyrzutem sumienia", to pozostaje jedna tylko odpowiedź - obok walorów, jak: odwaga, poświęcenie, bohaterstwo, brak nam - męskiego, opanowanego realizmu.

(...)

Dla Anglika sprawa Imperium Brytyjskiego jest zarazem sprawą jego dobrobytu, wolności i szczęścia; tak samo dla Francuza, Amerykanina lub Czecha sprawa patriotyzmu pokrywa się ze sprawą szczęścia osobistego. Inaczej było zawsze u nas: tragiczny dylemat - prywatne szczęście albo Ojczyzna, konieczność wyrzeczenia się i ofiary sprawiał, że szczytowe akty patriotycznego uniesienia, jak np. powstania, były w gruncie rzeczy - szkodliwe dla normalnego rozwoju narodu jako organizmu gospodarczego i cywilizacyjnego. Nie jest to nowość - pisali o tym i pozytywiści i Świętochowski i Bobrzyński i Studnicki i wreszcie Roman Dmowski, wielki propagator patriotyzmu realistycznego na naszym terenie. Niewątpliwie wpływ tych polityków i wpływ sugestii nowoczesnej epoki "tempa i przemysłu" w okresie dwudziestolecia - zrobiły swoje. Społeczeństwo warszawskie było w roku 1944 społeczeństwem o ambicjach i upodobaniach realistycznych. Pozbawione jednak informacji z zewnątrz, pozbawione trzeźwej oceny sytuacji ogólnej, uległo "psychologicznej konieczności" narzuconej przez młodzież. Tu tkwi właśnie tragiczny paradoks powstania - mniejszość narzuciła swoje kompleksy, swoje urazy psychiczne, swoją niecierpliwość i swój temperament - większości. Dziś, gdy młodzież warszawska zapłaciła za swój czyn hekatombą krwi, wszyscy mieszkańcy Warszawy ruiną całego życia, zaś Polska - utratą stolicy a wraz z nią wielkiej części swych sił żywotnych i intelektualnych - warto by poddać pewnej rewizji sprawę w y ł ą c z n e g o i jednostronnego kultu bohaterstwa, jaki propaguje młodzież polska wzrosła w okresie okupacji. Ten ślepy i bezkrytyczny kult bohaterstwa i czynu zbrojnego (kult, który można w pewnym stopniu traktować jako rezultat a rebours obcowania z uznającą tylko gwałt psychiką niemiecką) pozbawił nas stolicy, ten kult, stosowany dalej przez popędliwą, politycznie niewyrobioną a spragnioną czynu młodzież, może pozbawić nas - egzystencji narodowej.(...)"


Dedykuję ten fragment wszystkim wyznawcom idei "żołnierzy wyklętych", zwłaszcza zaś tym, którzy nazywają siebie narodowcami, nacjonalistami, narodowymi radykałami et cetera, et cetera...
SecretLegionsPL dnia sierpień 04 2011 13:10:58
Pozwolę sobie nie zgodzić się z p. Adamem w kwestii tzw. "lewicowego ruchu oporu" (oczywiście jeśli ma pan na myśli AL/GL). Współczesny obraz tych bandyckich grup jest mniej więcej zgodny z rzeczywistością. Rabunki, gwałty, współpraca z Gestapo wymierzona przeciw partyzantom NSZ/AK itp. to główne "zasługi" tych przestępców.
Adam Smiech dnia sierpień 04 2011 15:05:18
Nie jest zgodny. Nie neguję przez to, że wśród lewicowego ruchu oporu nie było elementów bandyckich, dokonujących gwałtów itd. Ale sprowadzanie tego ruchu tylko i wyłącznie do negatywnych aspektów jest tym samym, co robili najgorsi komuniści z AK/NSZ, PSZ na zachodzie itd. O tym, że nie byli to sami bandyci świadczy chociażby bitwa w Lasach Janowskich, czy działalność Czwartaków (nie będę bynajmniej tutaj dyskutował o sensowności niektórych zamachów na władze niemieckie, powodujących represje, bo o zamachach AK można powiedzieć to samo). Z tych "bandytów" wyrósł kawaler VM Edwin Rozłubirski, czy prof. Lech Kobyliński, do dzisiaj żyjący. Polecam książkę T.Strzembosza Akcje zbrojne podziemnej Warszawy : 1939-1944. Nie chodzi o przecenianie działalności AL, chodzi o sprawiedliwość. To, co proponują panowie Żebrowski, Gontarczyk etc., a na ich dziełach Kolega zapewne bazuje, ze sprawiedliwością nie ma nic wspólnego. Jeśli jest się bowiem, jak oni, entuzjastą NSZ/ONR, to trudno z taką nieskrywaną wyższością zarzucać AL, że nie uznawała rządu londyńskiego, bo oni też de facto nie uznawali i byli poza AK. Także wskazywanie na współpracę AL z Gestapo jest dość dziwne, biorąc pod uwagę notoryczną współpracę niektórych ONR-ców z tą samą instytucją i mordowanie narodowców jak np. Pacholczyk, czy Żaba. Nawiasem mówiąc, dowody - dokumenty, relacje, wskazują, że tej złej współpracy po stronie NSZ/ONR było znacznie więcej.
Zachęcam Kolegę do poszerzenia bazy źródłowej w tym temacie. Proponuję w związku z tym zapoznanie się z poglądem Jędrzeja Giertycha (skrajnie negatywnym dla NSZ/ONR), stanowiskiem dowódcy NOW Józefa Rokickiego, zawartym w jego wspomnieniach, stanowiskiem Jerzego Pilacińskiego w jego książce o NSZ (książka została niemiłosiernie opluta przez NSZ/ONR; tymczasem nie chodzi o to, że Pilaciński pomylił się w datach, stopniach wojskowych, miejscowościach; to w istocie bez znaczenia; chodzi o to, że uderzył ONR-ców w czułe punkty pod względem merytorycznym), z Szańcem gdańskim wydawanym przez Pana Wiesława Barańskiego itd. Proszę również poczytać, dokładnie, niemal między wierszami np. rozkazy Brygady Świętokrzyskiej, album Sierchuły i Żebrowskiego poświęcony tejże, czy omówienia w publikacjach IPN dotyczące marszu BŚ i współpracy z Niemcami - na pewno Pamięć i Sprawiedliwość, nie pamiętam numeru, ale jest do ściągnięcia w pdf na stronie IPN i wydawnictwo zbiorowe o RN, tytuł też do sprawdzenia na stronie IPN. Badając przeszłość i starając się wyciągnąć z niej wnioski musimy docierać do prawdy o niej. Aby do prawdy dotrzeć musimy mieć z kolei jak najwięcej danych. Proste, stereotypowe, zerojedynkowe sądy, często wynikające z politycznego zacietrzewienia, temu nie służą.
Adam Smiech dnia sierpień 04 2011 15:38:06
Już uściślam:

- Pamięć i Sprawiedliwość nr 1 (5)/2004: prof. dr hab. Czesław Brzoza - Od Miechowa do Coburga. Brygada Świętokrzyska Narodowych Sił Zbrojnych w marszu na zachód

- Obóz narodowy w obliczu dwóch totalitaryzmów: Roman Paul Smolorz - Kontekst międzynarodowy przejścia Brygady Świętokrzyskiej na zachód Europy w 1945 r. przez Śląsk i Czechy do Ratyzbony

Dodam, że Stronnictwo Narodowe Ojczyzna (m.in. Rybicki, Jeznach) brało udział w uroczystościach rocznicowych AL.
RomanK dnia sierpień 06 2011 17:13:53
Dzieki panie Adami i gratulacje!
Text panski powinno sie kolportowac jako odtrutka na wselakie emm pstrem bzdremmm...
polski blog ru dnia sierpień 08 2011 14:20:12
Powtórzmy: akcja "Burza" i Powstanie Warszawskie TO BYŁ BŁĄD w ówczesnej sytuacji, a nie tylko katastrofa. Nie zmienią tego faktu propagandowe wystąpienia "radiomaryjnych" profesorów: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=26815

Swoją drogą, warto się z tym zapoznać, by przekonać się o ewidentnej słabości stosowanej w Radio Maryja argumentacji proinsurekcyjnej.

Panu prof. Jaroszyńskiemu i innym obrońcom insurekcyjnego mitu Powstania Warszawskiego należałoby przypomnieć słowa największego polskiego męża stanu XX wieku, Romana Dmowskiego, którego myśl i czyn, a przede wszystkim praktyczna współpraca z Rosją i sformułowane już w niepodległej Polsce zalecenie trwałego pogodzenia się Polaków z narodem rosyjskim są owym pozytywnym wzorem do naśladowania, jakiego Jaroszyńskiemu brakuje, lecz upatruje go niesłusznie w tragicznej decyzji wywołania Powstania i w bohaterskiej, a jednocześnie niszczącej tak wiele walce powstańców.

W przedmowie do I wydania "Polityki polskiej i odbudowania państwa" (1925) Roman Dmowski napisał: "...mówię szczerze, z wyraźnym celem wpojenia w Czytelnika przekonania mego, że działania porozbiorowe w Polsce, sprzeniewierzające się pod obcymi wpływami owym niezmiennym, wiekowym nakazom polityki polskiej wynikającym z położenia kraju, gubiły Polskę i sprowadzały sprawę polską na coraz niższy poziom, że jeżeliśmy weszli w końcu na właściwą drogę, to dlatego, że znaleźliśmy w sobie siłę do przeciwstawienia się całej porozbiorowej przeszłości politycznej, żeśmy czerpali natchnienie z czasów odległych, kiedyśmy mieli państwo wielkie i wielką politykę polską.

Wpojenie tego przekonania w rodaków uważam za jedną z rzeczy najważniejszych zarówno dla polityki polskiej, jak dla sprawy wychowania młodych pokoleń. Jest to tym ważniejsze, że dziś w dalszym ciągu trwa u nas zorganizowana praca rozdmuchująca, w młodych zwłaszcza pokoleniach, kult powstań i tkwiącej w nich bezmyślności politycznej, starająca się uwięzić myśl polską w tym bolesnym naszych dziejów okresie, w którym Polska była w niejednym znaczeniu służebnicą cudzą, i w którym nie ma nic, co by mogło wykarmić twórczą myśl państwową.r1;

Czas już zerwać z tą całą przeszłością polityczną, w której nie ma nic, co by nam pomogło powrócić na właściwą drogę. Czas szukać przyajciół blisko, a wrogów daleko. Czas budować, a nie burzyć. Czas pojednać się z Rosjanami i tworzyć politykę propolską.
gjw dnia sierpień 09 2011 22:10:35
to: northfaces

What you say?! smiley
polski blog ru dnia sierpień 10 2011 12:21:25
c.d.
Czas już zerwać z tą całą przeszłością polityczną, w której nie ma nic, co by nam pomogło powrócić na właściwą drogę. Czas odczytać na nowo przesłanie Dmowskiego. Czas szukać przyjaciół blisko, a wrogów daleko. Czas budować, a nie burzyć. Czas pojednać się z Rosjanami i tworzyć politykę propolską.

I nie chodzi tu o przedwyborczą sensację, czy - jak twierdzi prof. Jaroszyński - o pisanie wciąż nowych akapitów destrukcyjnej, rozbrajającej naród moralnie "antyhistorii". Wręcz przeciwnie, chodzi przede wszystkim o to, by myśl polska wyzwoliła się z okowów antyrosyjskości i dała narodowi polskiemu szansę, by żył, a nie umierał.

* * *

W internecie spotykamy informację:

"Stalowa Wola. Dojdzie do historycznego procesu nad dowódcami przegranego Powstania Warszawskiego

To będzie sensacja na cały kraj!
W Stalowej Woli dojdzie na tydzień przed wyborami parlamentarnymi do sądu nad Powstaniem Warszawskim. Oskarżycielami dowódców zbrojnego zrywu zakończonego klęską będą prezydent Andrzej Szlęzak i Janusz Korwin-Mikke z Kongresu Nowej Prawicy. (...)

- Przed dwoma laty sprzeciwiłem się administracyjnemu nakazowi włączenia syren w rocznicę wybuchu powstania. Uważam, że trzeba to kontynuować - powiedział prezydent Szlęzak. (...)
- Kuriozalne jest tłumaczenie Telewizji Trwam, gdzie w materiale o powstaniu jest wypowiedź pani mecenas, że w Konzentration Lager Warschau w ciągu dwóch lat Niemcy zamordowali dwieście tysięcy ludzi, a wybuch powstania uratował resztę przed takim losem. Zapomniano dodać, że w ciągu dwóch miesięcy powstania Niemcy zabili dwieście tysięcy cywilów. Tu widać skalę absurdu - ocenia prezydent Szlęzak.

Zdaniem prezydenta, w Muzeum Powstania Warszawskiego zrobiono jak w Disneylandzie fragment kanalizacji, którymi przechodzili powstańcy i mieszkańcy. - Mogli przynajmniej parę gówien podrzucić, żeby było czuć to, co czuli wówczas ludzie, zabijani potem przez zezwierzęconych Niemców - stwierdził dosadnie Andrzej Szlęzak." (07.08.2011).

http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110807/POWIAT0303/279529198

Czy uwaga narodu polskiego, uwaga Polaków-katolików powinna się dziś koncentrować na takich sporach?...

Dwieście pięćdziesiąt milionów Słowian czeka tej chwili, gdy myśl o współpracy zajmie miejsce dawnych konfliktów.

* * *

I jeszcze jedno: prof. Jaroszyński użył w swojej wypowiedzi na temat Powstania Warszawskiego charakterystycznych określeń "ŚWIĘTY ZRYW" i "ŚWIĘTA PAMIĘĆ", a to przecież "Jarosław Kaczyński komentując wypowiedź ministra Sikorskiego o Powstaniu Warszawskim powiedział, że są rzeczy święte. I że taką świętością dla Polski było właśnie Powstanie. (...) To swoista sakralizacja państwa i jego historii. Znana praktyka, ale raczej na wschód od naszych granic. (...) Refleksja druga: z medialnych relacji dowiadujemy się, że w rocznicę Powstania przybyciu Prezesa PiS na Powązki towarzyszył aplauz. Kiedy przybył premier Tusk panowała cisza. Burzliwymi oklaskami przywitano za to Antoniego Macierewicza. (Czy) Trudno zaiste zgadnąć, na czym polega niezwykłość tej sytuacji?" (J. F. Libicki, konserwatyzm.pl).

Nietrudno - jest to instrumentalne traktowanie naszej historii dla celów politycznych jednej opcji geopolitycznej: proamerykańskiej/prozachodniej/antyrosyjskiej.

Przyczyny dzisiejszej "sakralizacji" Powstania Warszawskiego i narzucania młodym pokoleniom kultu właśnie tego, ale także i innych powstań i kampanii przeciwrosyjskich (np. kultu Konstytucji 3 Maja i jej skutków militarnych) pomaga nam zrozumieć ś.p. Jędrzej Giertych, który w maju 1982 roku pisał tak:

"W ostatnich kilku latach propaganda na rzecz Piłsudskiego ogromnie się w Polsce wzmogła, w wyniku poczynań agitacyjnych i wydawniczych bez cenzury, niby nielegalnych, a w istocie tolerowanych. A towarzyszyła tym poczynaniom kampania na rzecz Piłsudskiego, prowadzona zza granicy, mająca źródło w inspiracji niemieckiej, angielskiej i amerykańskiej i oczywiście także w ośrodkach obozu piłsudczyków na emigracji, dobrze usadowionych i korzystających z potężnego poparcia.

Celem tych wszystkich kampanii jest dopomożenie do umieszczenia Polski w sposób nieodwołalny w politycznym obozie antyrosyjskim, do popchnięcia Polski - jeśli to możliwe - do zbrojnego konfliktu z Rosją i do przeciwstawienia się wszelkim próbom zorganizowania się niezależnej opinii publicznej polskiej, świadomej rzeczywistych, grożących Polsce niebezpieczeństw.

Dla tych poczynań, ze swej istoty wrogich Polsce i mających źródło w ośrodkach politycznych i propagandowych antypolskich, osoba Piłsudskiego jest znakomitym hasłem i sztandarem. Dobrze zamaskowana i kryjąca się za pozorami dążeń patriotycznych propaganda antypolska posługuje się Piłsudskim do rozszerzenia w Polsce błędnych wyobrażeń o tym, co Polacy powinni teraz [w dobie stanu wojennego] robić, a przede wszystkim dla uzasadnienia poglądu, że Polska koniecznie powinna wdać się w nową, samobójczą wojnę z Rosją poprzedzoną nowym powstaniem, równie klęskowym, jak powstania 1830, 1863 i warszawskie 1944 r., ale równie bohaterskim.

Piłsudski jest tu traktowany jako wzór i przykład, którego trzeba wychwalać i za którym trzeba iść. Piłsudski jest więc propagowany i podnoszony jako prorok polityki, która ma poprowadzić Polskę ku nowym katastrofom i ku unicestwieniu, a za to w interesie Niemiec i potęg anglosaskich.

Przeciwstawianie się więc propagandzie na rzecz legendy Piłsudskiego nie jest tylko akademicką walką o historyczną prawdę, ale jest koniecznym postulatem politycznym, mianowicie postulatem zwalczenia niebezpiecznego elementu destrukcyjnej, niszczącej Polskę propagandy, wiodącej ku szkodliwym politycznym działaniom." [1]

A zatem - skonkludujmy - również i pamięć o Powstaniu Warszawskim musi mieć dwa oblicza: jedno - autentycznie polskie, pełne żalu, bólu i dumy, ale także w pełni zdolne do wyciągania konstruktywnych wniosków z przeszłości i uczenia się na wyraźnie nazwanych i osądzonych błędach, no i to drugie - obce, propagandowe, destrukcyjne, nastawiające bez końca Polaków przeciwko Rosjanom i Rosji, nie wahające się przed instrumentalnym wykorzystywaniem naszej historii.

Dwie orientacje, dwie pamięci, dwie polityki.

Antypolska i propolska.

Czy prof. Jaroszyński tego nie rozumie?

Nie łudźmy się.

[1] - J. Giertych, Co robić? List otwarty do społeczeństwa polskiego w Kraju., "Opoka" nr 17/1982, s. 73.
Adam Smiech dnia sierpień 11 2011 19:40:04
Prof. Jaroszyński tego nie rozumie i nie zrozumie. Wyznaje kult powstań, a co za tym idzie, również rusofobia u niego jest na dość wysokim poziomie.smiley
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014