Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumLipiec 20 2019 20:46:53
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 9
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
12
12
Mordy UPA
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Przestroga sprzed lat
Jednodniówka Narodowa

Poniżej zamieszczamy interesujący tekst z Przeglądu Lwowskiego z 1 lutego 1877 r. (zeszyt trzeci, rok siódmy, pismo dwutygodniowe) napisany w związku z 14-tą rocznicą powstania styczniowego. Jest to artykuł niepodpisany, wyrażający poglądy redakcji pisma, które - warto wiedzieć - wychodziło w latach 1870-1883, zaś w roku 1884 zostało przejęte (na prośbę dotychczasowych wydawców) przez zakon Jezuitów i od tego momentu, aż do dnia dzisiejszego, z przerwami, wychodzi jako Przegląd Powszechny. Zachowaliśmy pisownię oryginału.

Na czternastą rocznicę 63 roku

Spory lat szereg przedziela nas od ostatniego powstania. Dorasta już pokolenie, dla którego dzieje 63 roku są tradycyą, a nie częścią, własnego życia. A przecież wspominać przychodzi o tym roku dziś z niemniejszą boleścią, jak nazajutrz po jego upłynieniu.

Wszystkie rany głębokie, które rok ten otworzył, do dziś dnia niezgojone i niezabliźnione. Wszystkich nieszczęść, klęsk, strat, które jego skutkiem były, czternastoletni przeciąg czasu ani nagrodził, ani uśmierzył. Przeciwnie. Coraz dalsze konsekwencje są coraz boleśniejsze i coraz straszniejsze, i wystarczy chyba przypomnieć, że właśnie w roku ubiegłym w Królestwie Polskiem zniesiono ostatnią polską instytucyę - sądownictwo, i wytępiono ostatnich wiernych Kościołowi Unitów. To w Królestwie, a na Litwie? Na Litwie, na tej nieszczęśliwej męczennicy, przed rokiem 1863 polskiej, zupełnie polskiej, na tej Litwie po latach czternastu za polszczyzną szukać trzeba. Są to rzeczy takie straszne, takie bolesne, że myśleć o nich jest torturą, a pisać chłodno, bez najgłębszego wzruszenia, bez tego uczucia, w którem żal, wstyd i boleść ciężką staczają walkę - mógłby chyba człowiek, w którym oddawna resztki polskiego wygasły uczucia.

Jakżeż wobec tego radować się w dniu tej rocznicy, jak oprócz serdecznej modlitwy żałobnej znaleźć powody do hymnu tryumfalnego? Mówią nam jednak, że można, że należy, że cieszyć się powinniśmy wielkiemi dodatniemi skutkami powstania z r. 1863, że smucąc się tylko i potępiając ten rok 63, działamy jak wyrodni synowie i najzaciętsi wrogowie ojczyzny.

Przedewszystkiem raz jeszcze wytłómaczyć musimy, co potępiamy, a nad czem tylko bolejemy. Potępiamy wywołanie powstania, całą agitacyę, która je poprzedziła i przygotowała, potępiamy kierowników, do których głos rozwagi nie mógł trafić, a z pomiędzy których uczciwi zgrzeszyli lekkomyślnością bez granic, a daj im Boże, aby tylko taką lekkomyślność mieli sobie do wyrzucenia. To potępiamy, i potępiamy tem surowiej, że niewłaściwość powstania była bardzo widoczną, - że ją widzieli nietylko ludzie starsi, doświadczeńsi, ale widzieli tak samo młodzi, bardzo nawet młodzi, że od pierwszych chwil agitacyi r. 1861 po pierwsze czasy wybuchu powstania nie brakło nigdy głosów ostrzegających, nie brakło próśb i zaklęć najświętszych, nie brakło niczego, co do sumienia sprężyn działających przemówić było winno. Potępiamy więc czyn lekkomyślny a w skutkach okropny, potępiamy ludzi, którzy obok szczerej miłości ojczyzny mieli tak dużą miłość własną, tak dużo zarozumiałości, tak dużo niesłusznych uprzedzeń, że odrzucając z pogardą uwagi i prośby tych, którzy na wszelką ufność i względność zasługiwali, stawali się bezwiednem narzędziem najstraszniejszych wrogów własnego narodu. Bo jakkolwiek niełatwo dziś jeszcze dojść do źródeł, udowodnić, zkąd ta nieszczęsna dla nas myśl wyszła, to z dniem każdym widać coraz jaśniej i coraz pewniej, że nie wyszła z nas samych, z narodu, że tę truciznę podano nam gotową, podsunięto zdradliwie, żeśmy nie sobie i własnej sprawie, ale inszym celom, innym zamiarom służyli. Zrozpaczyćby trzeba już nie o rozumie, ale o instynkcie zachowawczym naszego narodu, gdyby przyszło uwierzyć, że z nas samych, i tylko z nas samych, z poczucia potrzeby ogólnej, jak to w nas chcą wmówić, wyszła myśl tego powstania.

Otóż to potępiamy: fakt i sprężyny działające, nietylko główne, z rozmysłem, w złej wierze, ale i te działające naprzekór własnym braciom rozważniejszym w dobrej wierze, choć w obłędzie i lekkomyślnie.

Po za tymi jednak, mniej licznymi, idzie długi, bardzo długi szereg ofiar najczystszych, najszlachetniejszych i najnieszczęśliwszych. Powiadacie, że my konserwatyści i klerykały nie umiemy szanować krwi przelanej. Tak! a gdzież to i kiedy nie umieliśmy uszanować szlachetnych ofiar? Już w tem, że rozumiemy dobrze, jak one wielkie i jak ciężkie, już w tem, że tych strat odboleć nie możemy, już w tem przecież więcej jest szacunku i więcej uznania, jak w waszem twierdzeniu, że ofiar nie było za mało, i że powstania, które je pochłonęło, nie ma co żałować. I któż dostarczył najliczniejszych i najzacniejszych ofiar? Ci właśnie, którzy do ostatniej chwili wszelkiemi siłami opierali się powstaniu, którzy po jego wybuchu poszli na rzeź - jak ofiary, w przekonaniu, że muszą być tylko ofiarami, i niemi zostali.

Niech Bóg i potomność osądzą ten rodzaj abnegacyi, zaparcia się; niech historya oceni, co w niej przeważa, czy szlachetność poświęcenia się, czy słabość, ta prawdziwie polska słabość, dla której niczem są śmierć i największe ofiary, oprócz jednej tylko: poświęcenia uczucia rozwadze, wiernej służby przekonaniu, wbrew hałasom wichrzycieli. My nie mamy prawa wydawać sądu, bo nikt własnym nie może być sędzią, bo i myśmy tu winni.

Ale kiedyśmy jeszcze żywi, to za siebie i za nich w ekspiacyę wołać nie przestaniemy, że nieszczęście roku 63 tak było wielkie, iż nawet te wielkie ofiary okupić go nie mogły, i że właśnie temi ofiarami samo nieszczęście było większem. I nigdy ostrzegać nie przestaniemy, że ta droga, którą przebyliśmy, była zgubną, i zaklinać na wszystko: niechże już nikt więcej nią nie chodzi.

I dla tego też nie możemy nigdy zgodzić się na taktykę pociechy z tego, co tylko do smutku daje powody. Apoteozowanie mniemanych skutków powstania z 63 r. jest po prostu okłamywaniem siebie samych. Aż dziwno się robi, czytając, że ono dodatnie wydało owoce. Jakie?

W tym roku szczególniej ogłasza się światu długi rejestr: najpierw uwłaszczenie włościan, dokonane przez Aleksandra II; dalej rozbudzenie w narodzie rossyjskim poczucia wolności; dalej wyjście z polityki złudzeń; dalej "że naród nasz nabył wielkiej, dawniej mu nieznanej, cnoty wytrwałości, posłuszeństwa dla własnego rządu i umiejętności państwowego organizowania".

I to wszystko mówi się na seryo! Jakie piękne poczucie wolności rozbudziło się w Rossyanach, tego dowiedli oni w czasie powstania i do dziś dnia dowodzą w Królestwie, i ten chyba, co ani zaznał tych dowodów, ani o nich zasłyszał, może mówić coś podobnego. Jeżeli takiem jest to wyjście z polityki złudzeń, to doprawdy lepsze chyba samo złudzenie. A co się tyczy cnoty wytrwałości i waleczności, to należałoby pamiętać, że dopiero to powstanie dało u nas początek legionom - uciekinierów.

Nie! Żarty to? Przecież żartować się z tego nie godzi. Więc cóż? Czy na seryo? Co to ma znaczyć? Do czego służyć mają te kłamstwa oburzające, te przechwałki, które zdają się naigrawać z mogił zarosłych wprawdzie, ale dla nas zawsze świeżych, i z tych ran niezagojonych, i z tych klęsk, które ciężą całem, świeżem, coraz wzrastającem brzemieniem? Godziż się mówić takie rzeczy wobec tego, co się dzieje na placu nieszczęśliwej walki, wobec ruszczenia Litwy, wobec ucisku Kongresowej Polski, ucisku wiary, języka, każdego objawu myśli polskiej i uczucia polskiego, ucisku, który dla cudzoziemców wydaje się nieprawdopodną baśnią, a w dziejach równa się najstraszniejszym martyrologiom?

Jeżeli na chlebie swobody galicyjskiej zapomina się tak prędko o tern, co boleć powinno, to przecież o jednem należałoby pamiętać. A tem jest: że o dobroczynnych skutkach powstania mają prawo mówić tylko ci, którzy je znoszą, że dla nich takie naciąganie jest urąganiem się z tego, czem żyją i co cierpią. Mogą oni słusznie odpowiedzieć: szanujcie przynajmniej nasze plecy sknutowane i nasze boki obszarpane, a młodemu pokoleniu, które wzrasta w innych warunkach, nie podszeptujcie, że lekkomyślność, blisko pokrewna zbrodni, może uchodzić za zasługę i chwałę.

Umarłym spokój, cierpiącym ulgę, a zbłąkanym i samowiednie błądzącym opamiętanie, o! racz dać Boże!

Artykuł odredakcyjny
Przegląd Lwowski z 1 lutego 1877 r., zeszyt trzeci, rok siódmy, pismo dwutygodniowe

Komentarze
Adam Smiech dnia październik 20 2010 20:41:24
Przyznaję, że jestem rozczarowany ilością czytań tego tekstu i brakiem komentarzy. Oczywiście, nie mówię o Czytelnikach, którzy zazwyczaj na naszej stronie się wypowiadają, a czynią to przeważnie rozumnie i rozsądnie. Spodziewałem się jakiejś reakcji ze strony tych, którzy powstania wielbią, którzy stawiają nawet najbardziej tragiczne z nich - powstanie warszawskie - na piedestał i organizują na ich rocznice spotkania rodzin. Zapewne nie mają nic do powiedzenia, zaślepieni ubogim w treści zestawem aksjomatów, które wyznają. A przecież tekst ten jest wyjątkowo mocnym oskarżeniem powstańczego obłędu i takąż przestrogą na przyszłość. I ten dzisiejszy brak reakcji jest też jakimś tam maleńkim odbiciem dużo poważniejszego braku reakcji, który miał miejsce w 1944 r. Gloryfikowanie dziś, stawianie za wzór młodzieży, zbrodni politycznej i społecznej o wymiarze przekraczającym rok 1944 i cały wiek XX, jest wyrazem nie tylko ideologicznego obłędu, ale i kompletnego braku odpowiedzialności i elementarnego, wydawać by się mogło, instynktu samozachowawczego. I jeszcze jedno - autorzy powyższego tekstu piszą o sobie jako o klerykałach i konserwatystach. Ach, gdybyż dożyli dzisiejszych czasów! Z odrazą spostrzegliby, że dzisiejsi klerykałowie i spora grupa konserwatystów to fanatyczni gloryfikatorzy i wyznawcy powstań!
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014