Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumWrzesień 17 2019 22:41:36
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 12
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
29
29
Irak
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Rocznica ważnego zwycięstwa
Jednodniówka Narodowa

Mija 90 lat od polskiego zwycięstwa nad Bolszewikami w sierpniu 1920 roku. Ktoś powie - znowu rocznica, znowu ponure miny, znowu opłakiwanie, znowu napuszona powaga. Byłoby w tym stwierdzeniu wiele racji, to fakt. Niestety, w Polsce, praktycznie od narodzenia nowoczesnej tradycji upamiętniania rocznic (zabory i zwłaszcza okres po 1918 r.), kontrolę nad ich organizacją przejęli ludzie niewłaściwi. Ludzie, których sposób myślenia można nazwać mentalnością obchodowo-rocznicową. Charakterystyczne dla nich jest (a pomijam tu cały aspekt polityczno-towarzyski, lokalnych koterii i układzików, tych, co chcą się pokazać w pierwszej ławce w kościele itd.) czczenie przede wszystkim tych wydarzeń, które związane są ściśle z klęskami Polski, ze zbrodniami popełnionymi na Polakach itd. Co więcej, także rocznicom zwycięstw nadawany jest rys martyrologiczny, poprzez chociażby wspominanie przy ich okazji klęsk... Uroczystości odbywają się w nieznośnej atmosferze patosu, przemówienia rażą, czasem wręcz odrzucają, nadętym hurrapatriotyzmem. I najważniejsze - przesycenie treści niby-narodową mitologią. Mity, legendy, konfabulacje to potężny problem polskiego życia, przede wszystkim negatywnie odbijający się na świadomości narodowej i historycznej każdego, choć w minimalnym stopniu, zainteresowanego historią własnego kraju Polaka. A nie jest to wyłącznie problem przeszłości. W sposób oczywisty, sposób widzenia i podawania społeczeństwu historii Polski wpływa na teraźniejszość i na przyszłość. Wiedzą o tym organizatorzy uroczystości i w ten sposób wpływają na swoich odbiorców. Skłamałbym, gdybym pragnął dowodzić, ze Ruch Narodowy wolny jest od takich ludzi, od takich zachowań. Bynajmniej. Szczególnie widać było panowanie zjawiska obrzędowo-rocznicowego na emigracji. Czy krytyka zjawiska i mentalności oznacza, że nowoczesny Ruch Narodowy powinien odrzucić w ogóle wspominanie rocznic? Bynajmniej. Pogląd Feliksa Konecznego, zniechęconego do jemu współczesnych, rozmaitych obchodów, a postulujący likwidację uroczystości finansowanych z publicznych pieniędzy i ograniczenie ich do prywatnej organizacji i sponsoringu, choć nie sposób odmówić mu słuszności, wydaje się być na chwilę obecną w Polsce nie do przeprowadzenia. Idzie więc o to, żeby zmienić mentalność, a przez to i metodę mówienia o historii. Zamiast swoistego "kanonizowania" klęsk* (których w konsekwencji nie wolno nawet krytykować jako wydarzeń historycznych!), powinniśmy zacząć mówić o nich spokojnie, zachęcać do myślenia, proponować własne wnioski i prowokować do ich wyciągania innych. Bez aksjomatów pseudopatriotycznego mistycyzmu, bez zacietrzewienia, bez drżących rąk. Nie oznacza to szargania świętości, ale oznacza, i to pragnę podkreślić ze stanowczością, brak zgody, sprzeciw wobec praktyki ustanawiania "świętościami" klęsk i mitów. Tytułem przykładu, nie może godzić się na kanonizowanie zbrodni dokonanej na Warszawie i jej ludności przez fatalnych polityków i wojskowych odpowiedzialnych za wzniecenie powstania warszawskiego, ale nie wolno też akceptować panowania bezrozumnych mitów, uwłaczających zdrowemu rozsądkowi idolatrii. Obecnie mamy do czynienia w Polsce z trzema kultami jednostki. Jeden, to przeżywający fazę wyciszenia kult Jana Pawła II, drugi, to budowany tu i teraz, na naszych oczach, kult Lecha Kaczyńskiego, wreszcie trzeci, najpotężniejszy i najgroźniejszy - kult i towarzyszący mu mit Józefa Piłsudskiego. Mitem Piłsudskiego żywi się, jak życiodajnym płynem rusofobiczna kasta polityczna w Polsce. Opatrznościowy mąż, wskrzesiciel Ojczyzny, wielki zwycięzca wojenny, organizator państwa - jednym słowem - wielki (nad)człowiek (jeden z przedwojennych, grafomańskich panegiryków nosi tytuł "Polski Betlejemie", sugerując... mesjański i boski charakter osoby Piłsudskiego), wymykający się ocenom zwykłych śmiertelników, ba, heros, którego oceniać nie wolno (vide przedwojenna ustawa o ochronie czci JP, którą po 89 r. chciał przywrócić KPN). Postać, której stopień wojskowy profesorowie zwyczajni piszą przez duże "M" (choć, dajmy na to, o Bolesławie Chrobrym, czy Władysławie Jagielle nie ma w zwyczaju pisać przez duże "K"). Jak wielokrotnie o tym pisaliśmy, mit Piłsudskiego zdominował polskie spojrzenie na historię po 89 r. Nie tylko powszechnie panuje w przekazie publicznym (uroczystości państwowe, samorządowe, media publiczne i prywatne), ale stał się też mitem własnym polskiej prawicy w ostatnim 20-leciu. Pomimo takiej skali zwycięstwa, będziemy z tym mitem walczyć - walczyć metodami pokojowymi, spokojnym wykładem prawdy, która z pewnością dotrze do umysłów otwartych na argumenty i chęć poznania.
Po co tak długi wstęp do upamiętnienia 90-tej rocznicy Bitwy Warszawskiej? Czy to potrzebne? Tak, zwłaszcza, gdy zauważymy jak wielką rolę pełni w micie Piłsudskiego Bitwa Warszawska i jak bardzo w tym elemencie mit rozchodzi się z prawdą, z rzeczywistością. Przecież to, co oficjalnie mówi się o roli Piłsudskiego w Bitwie, zwłaszcza zaś to, co na ten temat piszą jego wyznawcy, to najczystsza, kliniczna konfabulacja! Kłamstwo na kłamstwie i kłamstwem pogania. Dlatego trzeba pisać prawdę, choćby funkcjonowała ona jedynie na marginesie, gdyż nawet tam ma szansę zostać zauważona. Zwróćmy wobec tego uwagę na kilka ważnych spraw związanych z tematyką wojny 1920 r., które nie funkcjonują w powszechnej świadomości:

- wojna 1920 z Rosją bolszewicką została sprowokowana przez tzw. Wyprawę kijowską Piłsudskiego, która nie była niczym innym jak zaprzęgnięciem sił i środków ledwo co powstałego państwa polskiego w rydwan prywatnej polityki Piłsudskiego obliczonej na realizację jego tzw. Idei federacyjnej, czyli głównie dążenia do zbudowania niepodległej Ukrainy. Idea ta, oderwana od rzeczywistości i merytorycznie błędna, nie miała żadnych szans na realizację.

- bolszewicy jako śmiertelni wrogowie państwa polskiego to pośrednio wytwór polityki Piłsudskiego. Odmówił on udzielenia pomocy białemu gen. Denikinowi, jednocześnie zapewniając bolszewików o tym fakcie. W ten sposób mogli oni skoncentrować swoje siły na walce z Denikinem i pokonać go nie obawiając się polskiej pomocy dla białych. Piłsudski nienawidził białej Rosji bardziej niż czerwonej. Z jakichś powodów zwolennicy jego mitu twierdzą, że rzekomo biała Rosja stanowiłaby dla Polski większe zagrożenie (jest to teza nie do udowodnienia, przeciwnie, Denikin zwycięski borykałby się z tak potężnym chaosem i opozycja wewnętrzną, że spodziewanie się z jego strony realizacji pustych w istocie - wobec polskich faktów dokonanych - haseł o granicach Rosji).

- główna chwała za zwycięstwo należy się tej większości narodu i armii, która nie straciła ducha i stanęła do śmiertelnej walki pod Warszawą. Na indywidualne wyróżnienie zasługują: twórca planów Bitwy i ich wykonawca gen. Tadeusz Jordan-Rozwadowski, szef sztabu generalnego WP, jego sztabowcy, gen. gen. Władysław Sikorski i Józef Haller, premier Wincenty Witos z rządem i wielu innych.

- Piłsudski po klęskach na froncie załamał się. 6 sierpnia 1920 r. przyjął do wykonania plan bitwy przedstawiony przez gen. Rozwadowskiego, plan, którego założeń nie rozumiał i w którego powodzenie nie wierzył. Piłsudski nie podpisał się tym planie.

- 9/10 sierpnia Piłsudski przyjął do wiadomości (do wykonania; potwierdził to swoim podpisem) zmodyfikowany plan bitwy wydany jako rozkaz nr 10000.

- 12 sierpnia Piłsudski wręczył Witosowi akt dymisji ze stanowiska zarówno Naczelnika Państwa jak i Naczelnego Wodza po czym wyjechał z Warszawy. Akt dymisji był podyktowany chęcią uniknięcia odpowiedzialności za ewentualna klęskę, gdyby plan Rozwadowskiego nie wypalił. Do 15 sierpnia nie wydał żadnego rozkazu.

- w dniach 12-15 przebywał m.in. w Bobowej pod Tarnowem (gdzie w majątku Wieniawy-Długoszowskiego przebywała jego ówczesna kochanka i matka nieślubnych córek - Aleksandra Szczerbińska) oraz brał udział w uroczystościach Chrztu Św. w Puławach. W tym czasie nastąpiło przesilenie bitwy, w której Piłsudski w istocie nie uczestniczył, ani tym bardziej nią nie dowodził.

- Bitwa Warszawska rozstrzygnęła się na północy, którędy atakowały główne siły bolszewickie. Piłsudski opóźnił swoje uderzenie znad Wieprza, czym spowodował utratę szans przez Wojsko Polskie na całkowite oblężenie i zniszczenie armii bolszewickich.

- w późniejszej bitwie niemeńskiej Piłsudski przeforsował swój plan, utrudniając sytuację wojskom polskim, a chcąc uchronić Litwę przed zasłużoną karą za sojusz z bolszewikami i zabór polskiego Wilna

Tyle w telegraficznym skrócie. Już na pierwszy rzut oka widać jaka przepaść dzieli prawdę i mit. Tym bardziej przepaść tę należy zasypywać. Na korzyść prawdy oczywiście.


* - Ważne wyjaśnienie – ludobójstwo wołyńskie i małopolskie dokonane na Polakach przez banderowców z przypadłościami jest klęską. Nie należy jednak do kategorii, o której mówimy. Co więcej, jest z powodów politycznych wyrzucane poza nawias dyskursu historycznego w Polsce, poza nawias pamięci. Dzieje się tak w imię pryncypiów polityki prometejskiej oraz w interesie współczesnych banderowców, z których prometejczycy najchętniej uczyniliby „sojuszników” Polski. Z naszej strony nie chodzi tutaj więc o rozpamiętywanie masakry, ale o wiedzę, o właściwe, godne miejsce dla tej tragedii w narodowej pamięci oraz o bardzo teraźniejszą przestrogę przed podejmowaniem współpracy z bandą morderców.

Komentarze
ricardopl77 dnia sierpień 16 2010 23:16:52
90 rocznica Cudu nad Wisłą

Z okazji 90 rocznicy Cudu nad Wisłą, Liga Polskich Rodzin oddaje hołd bohaterom tamtego wiekopomnego wydarzenia:


- ludowi polskiemu wszystkich stanów gorąco modlącemu się w tych dniach o zwycięstwo,

- szarym żołnierzom, często nieletnim ochotnikom, którzy ruszyli odważnie w obronie świeżo odzyskanej niepodległości,

- oficerom zaprawionym w bojach czasu I wojny światowej, sprawnie dowodzących w tej potrzebie,

- głównym dowódcom liniowym, generałom: Józefowi Hallerowi, Władysławowi Sikorskiemu i Franciszkowi Latinikowi,

- pomagającym nam doradcom francuskim (wśród nich mjr. Charles de Gaulle) z generałem Maximem Weygandem na czele,

- dowódcy naczelnemu i autorowi planu bitwy, gen. Tadeuszowi Rozwadowskiemu, szefowi sztabu, a od chwili złożenia rezygnacji z funkcji Wodza Naczelnego (12.VIII.1920 r.) przez Józefa Piłsudskiego, faktycznemu Naczelnemu Wodzowi bezpośrednio sterującemu przebiegiem bitwy,

- premierowi Wincentemu Witosowi, który od chwili przyjęcia od Józefa Piłsudskiego rezygnacji z funkcji Naczelnika Państwa, sam faktycznie tę funkcję pełnił i gorliwie mobilizował lud do walki,

- historykom, którzy zgodnie z prawdą, a nie legendą, ukazują znaczenie tego zwycięstwa i jego faktycznych architektów.

Naszej Hetmance i Królowej, Najświętszej Maryi Pannie, z serca dziękujemy za wysłuchanie modłów Narodu polskiego i wstawiennictwo u Tronu Najwyższego w dniu Jej Wniebowzięcia.

Zarząd Główny Ligi Polskich Rodzin

15. VIII. 2010 r. smiley
gjw dnia sierpień 17 2010 05:36:14
Kika słów o tym, czym jest wojna. Wojna to nie są rocznicowe parady i wypinanie piersi do orderów. Wojna to niewygody, brud, zmęczenie, strach, ból, rany, a w końcu śmierć. Jeśli jeszcze żołnierz ma tyle mydła co na lekarstwo i nie ma butów (jak było w roku 1920), to trzeba nadludzkiej wprost wytrwałości i męstwa, aby to wszystko znieść, zaś aby znieść to z własnej, nieprzymuszonej woli, trzeba byś najprawdziwszym bohaterem. Tylko należy jeszcze pamiętać o tym, że największymi bohaterami zdaniem ich kolegów, co przeżyli, byli ci, co zginęli.

W obliczu tych podstawowych faktów o wojnach, które dzielimy (czy ktoś o tym wie, czy nie, czyni to za św. Augustynem) na sprawiedliwe (wojną sprawiedliwą była również wojna białych Rosjan w obronie własnego kraju, gwałconego i mordowanego przez miądzynarodowych awanturników) i niesprawiedliwe, palącą obrazą pamięci tych, co walczyli jest nadęta pompa, pełna wesołych piosenek żołnierskich itp. rzeczy. Dwie minuty ciszy co najmniej w całym kraju w samo południe dla wszystkich patriotów to byłoby po stokroć bardziej właściwe.

Nie pamięta się też o tym, że walka tych wytrwałych, mężnych ludzi została w dużej mierze zmarnowana. Tak samo jak (uwzględniając nierówne proporcje męczeństwa) walka pierwszej "Solidarności". Nasz naród został oszukany i sprzedany w nędzę i niewolę obcemu kapitałowi, który za uratowanie skóry zachodnich kapitalistów odpłacił mu masowym bezrobociem, biedą, niedożywieniem i rolą popychadeł bezmyślnych pracodawców. Dokonali tego najpierw piłsudczycy, a następnie ich epigoni.

Doprowadzenie do sytuacji, w której o mały włos powtórzyłaby się tragedia sierpnia i września 1831, tyle że o wiele bardziej bestialsko (zaborca przy wszystkich swoich zbrodniach nie był tak bezbożny i nieludzki jak bolszewicy) to była faktyczna miara "geniuszu" Komendanta. Sytuacja, w której niektórzy ludzie kradli z głodu, to była miara zdolności jego samego i wyznaczonych przezeń następców. Nie napiszę, że faszyzm był rzeczą dobrą, bo nie był, ale inny dyktator - Mussolini, nie pozwolił, aby zawiniony przez wiadomo kogo Wielki Kryzys strącił jego własny naród na dno nędzy i poniżenia. Wręcz przeciwnie. Przy tym "Ziuk" miał niepełne wykształcenie wyższe, a Benito nie ukończył nawet szkoły średniej.

Wreszcie kilka słów na temat komunikatu LPR. Nie zgadzam się z jego zakończeniem. Dowodzenie jeszcze i dziś narodowi, że to był Cud nad Wisłą, a nie zwyciąstwo jego samego to wspieranie politycznego zdziecinnienia, podczas gdy albo nasz naród stanie się wreszcie normalny (jak to ujmował Dmowski w Myślach nowoczesnego Polaka) albo niedługo może nawet nie będzie go wcale. Poza tym jest to dzielenie narodu, bo co mają na to odpowiedzieć np. potomkowie ewangelickich generałów, oficerów niższej szarży i szeregowych żołnierzy, którzy stanęli wtedy ramię w ramię z innymi wyznaniami przeciw niszczącej wszystkie religie czerwonej zarazie?
ricardopl77 dnia sierpień 17 2010 12:38:58
Mnie też nie odpowiada to ostatnie zdanie...smiley
ricardopl77 dnia sierpień 17 2010 12:40:52
ale "Cud nad Wisłą " (podobny do "Cudu nad Marną" w 1914 r. który ocalił Paryż przed niemieckim najeźdźca ze Wschodu...) to eNDecja wymyśliła przeciwko Piłsudskiemu a potem to sanacja przejęła. Paradox...smiley
Gotar dnia sierpień 18 2010 10:53:52
Panie GJW, nie było mnie nawet na Świcie podczas tej pierwszej "Solidarności", ale czy nie jest tak, że ta tzw. działalność, nie była wynikiem tego, że na zakładowych stołówkach nie było kotletów czy coś... Ja jestem sceptycznie nastawiony do związków zawodowych, czy tych z lewa, czy tych z prawa... A Solidarność chciała Socjalizmu z ludzką twarzą, znaczy się z pełnym żołądkiem... Jak by mieli "żarcia" pod dostatkiem to pewnie wszystko by inaczej wyglądało. Oczywiście nie mówię tu o mniejszościowej frakcji "niepodległościowej" w "Solidarności".
gjw dnia sierpień 18 2010 11:26:15
Tylko częściowo mogą się zgodzić z przedmówcą. Weźmy taką Joannę d'Arc. Złamanie przez nią kręgosłupa angielskim najeźdzcom w kilku walnych bitwach było czymś kompletnie niespodziewanym. Anglicy od dawna palili francuskim chłopom chałupy, uprowadzali bydło, gwałcili żony itd. I co? I nic. Ludzie w najlepszym wypadku starali się uciec z tym, co mieli. Nagle zajwia się osoboa otoczona nimbem świętości i ci sami ludzie przestają bać się śmierci i ratować tylko siebie.

Kuroń napisał całą książkę o tym jak to rzekomo w okresie 1948-89 polski robotnik walczył o kiełbasę na kanapki itd. itp. (Krótkie wprowadzenie do historii PRL-u). Jasne, że o to też chodziło, ale przede wszystkim ludzie uwierzyli, że można pokonać bez użycia siły zbrojnej komunistyczne imperium (niczym św. Franciszek sułtana al-Kamila), przywrócić Polsce należną jej rangę, a ludziom pracy podmiotowość i godność. To były idee częściowo socjalistyczne (w znaczeniu tego lepszego, opartego na fundamentach wiecznego Rzymu i Jerozolimy proroków i apostołów, socjalizmu a raczej socjaldemokracji), częściowo narodowe. Zdławienie tego marzenia przez dwulicowość i brutalną przemoc to jedna z głównych przyczyn obecnej demoralizacji, a zwłaszcza niechęci zwykłego człowieka w naszym kraju do polityki.
RomanK dnia sierpień 20 2010 22:09:50
Gotar..nie bylo cie na swiecie...zatem poucz mnie- jak to bylo. bo widze -ze lepiej wiesz niz ja, ktory w tym uczestniczylem.
Sprobuj popracowac z pustym zoladkiem...pisze popracowac..nie pomondrowac na forum...i zobaczysz wyzszosc biologizmu nad debilizmem:-))))

Panie Adamie sygnalizuje pan bardzo wazne elementy wojny 20 roku...ktore pomijane sa od tamtego czasu wszedzie.
Wielkakonna Budionnego schlana w trupa i najczesciej dowodzona przez konia raczej niz przez dowodce zostala zatrzymana pod Lwowem przez wojska Atamana Petlury...
Powrot Polakow na Wschod mial paskudne incydenty, a opisywal je moj wlasny dziadek Antoni ,ktory byl pierwszym, jednym z pierwszych z zolnierza zaminionych w policjantow w wojewodztwie Tarnopola, najdalej na wschod wysunietym wojewodztwie enklai polskich wsi w zalewie ukraainskiej ludnosci.
Sarmacka buta, chamstwo i zwykla glupota polskich oficerow i urzednikow dokonujacych tzw pacyfikacji, ktore byly niczym innym tylko zwyklymi gwaltami popelnianymi na chlopach ukrainskich. Sprowadzani z Polski centralnej zolnierze nie czuli miejscowych spraw i nei znali stiosunkow dla nich wszystko bylo obce , wrogie i barbarzynskie i czujac sie w misji wyzszej cywlilizacji- ktora daje im prawo do naduzyc!
Dziadek wtedy powiedzial:
Za to -co te glupie butze wyprawiaja tu na Kresach zaplaca predzej czy pozniej niewinni Polacy morzem krwi! Mowil to w 1921 roku...za to- ze mowil to i po tym roku nazywajac ludzi po nazwisku,,po przewrocie majowym musial opuscic PP.
Rzezie Wolynia i Podola przyjal jako cos -co musialo sie stac,,,,i bylo nieuniknione wlasnie dlatego! Akcja nawracania Helmszczyzny z rozwalaniem cerkwi i biciem ludnosci dopelnilo czary glupoty i goryczy...wojewoda lubelski byl tylko jednym z calej plejady glupich butzow- jak nazywal ich dziadek ,w rece ktorych oddano Kresy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014