Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumWrzesień 17 2019 22:35:55
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 11
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
Tablica ku czci pomordowanych Polaków 2
Tablica ku czci pomordowanych Polaków 2
VI Dzień Kultury Kresowej w Kędzierzynie-Koźlu 6.06.2009 r.
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Propozycja Rosji - test dla PO
Jednodniówka Narodowa

Agencje i prasa rosyjska donoszą, że Rosja zaproponowała Polsce udział w budowie elektrowni atomowej w obwodzie kaliningradzkim - Bałtyckiej Elektrowni Atomowej. Minister transportu Rosji Igor Lewitin w piątek 21 maja podczas moskiewskiego posiedzenia polsko-rosyjskiej Komisji Międzyrządowej ds. Współpracy Gospodarczej z udziałem ministra Cezarego Grabarczyka, powiedział, że Rosja nie tylko zaproponowała Polsce udział w budowie elektrowni w obwodzie kaliningradzkim, ale także wspólne wykorzystanie polskich możliwości przesyłu energii elektrycznej i jej wspólną sprzedaż w Europie. Zaproponowała także swoje usługi w budowie elektrowni w Polsce. Eksploatacja elektrowni rozpoczęłaby się w 2016 roku. Rosja jest gotowa udostępnić do 49 procent akcji elektrowni. Obiekt będzie miał nadmiar mocy i zakłada się, że część energii będzie sprzedawana za granicę. "Izwiestia" pisze, że Polska nie musi obowiązkowo przejmować 49 procent akcji - może to być na przykład 5 lub 10 procent. Gazeta nie podaje, ile pieniędzy nasz kraj musiałby zainwestować w projekt. Przypomina, że budowa standardowego bloku energetycznego kosztuje około dwóch miliardów euro, a pod Kaliningradem mają powstać dwa bloki. Z kolei "Kommiersant" informuje, że Polsce zaproponowano dwa warianty współpracy. Pierwszy to bezpośredni udział w budowie elektrowni. Drugi miałby polegać na budowie linii energetycznej łączącej elektrownię z Polską. Gazeta pisze, że dotychczas jako potencjalnego udziałowca w budowie elektrowni pod Kaliningradem rozpatrywano tylko włoski koncern "Enel". "Eksperci uważają, że rosyjska propozycja może być dla Polski interesująca, ale dla podjęcia decyzji potrzebna jest zgoda Unii Europejskiej" - pisze "Kommiersant". (za Onet-Biznes, IAR, PAP)

Jest to niezwykle istotna wiadomość dla Polski. O projekcie elektrowni atomowej w obwodzie kaliningradzkim mówiło się od kilku lat, teraz nastał czas konkretów. Pojawiły się już wypowiedzi "ekspertów" zmierzające do zdyskredytowania pomysłu. Nic dziwnego. Sprawa ma bowiem wymiar nie tylko gospodarczy, ale i polityczny. W praktyce współpraca taka będzie oznaczała pogrzeb romantycznych urojeń a'la Giedroyc. A tego nasi prometejczycy nie zdzierżą. Pytanie, czy PO wystarczy zdrowego rozsądku i woli w doprowadzeniu sprawy, jeśli nie do końca, to przynajmniej do etapu, na którym rezygnacja z projektu będzie już ekonomicznie nieopłacalna? Ta partia niby-pragmatyków ideowo tkwi przecież w polskiej tradycji romantycznej i żyje mitami prometejskimi na równi z PiS. Każde z jej działań na arenie międzynarodowej, które spotykało się z pochwałą z naszej strony było w istocie zaprzeczeniem tej spuścizny. O koalicyjne PSL raczej martwić się nie należy. Waldemar Pawlak dał niejednokrotnie wyraz pragmatycznemu podejściu do stosunków z Rosją, czy Białorusią. Ciekawe, co powiedzą na propozycję rosyjską rusofobi? Że to zmowa Rosji z Niemcami za naszymi plecami, powiedzieć nie mogą. Że propozycja nas marginalizuje, też. Ale coś tam na pewno wymyślą. To już taki typ ludzki, w którego mentalności współpraca z Rosją się nie mieści. Co innego dostać po grzbiecie, ponieść klęskę. Od razu jest im wtedy lepiej...

Komentarze
gjw dnia maj 24 2010 23:30:55
Turcy przyjęli już podobną ofertę (Akkuyu w Pamfilii, porozumeinie z Rosatomem z 12 V). Tam jednak najpierw dokonała się łagodna polityczna rewolucja w kierunku nabrania dystansu do Zachodu, z USA na czele. Czego i Polsce życzę. Turcja nawiązuje strategiczną współpracę z Rosją nie opuszczając NATO i nie zrywając układu stowarzyszeniowego z UE, z bazą amerykańską na swoim terenie. Pouczające, nieprawdaż?
gjw dnia maj 24 2010 23:44:16
Jest już pewne światło we właściwą stronę:

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Polska-poprosila-Rosje-o-pomoc.-Sasiad-odpowiedzial,wid,12300965,wiadomosc.html?ticaid=1a397
Adam Smiech dnia maj 25 2010 08:13:56
Pan gjw napisał:
"Turcja nawiązuje strategiczną współpracę z Rosją nie opuszczając NATO i nie zrywając układu stowarzyszeniowego z UE, z bazą amerykańską na swoim terenie."


Dokładnie o to chodzi. O tym mówimy, o tym piszemy. Tylko ludzie zerojedynkowi nie są w stanie zrozumieć, że życie pozwala na różnorakie formy pośrednie...
SecretLegionsPL dnia maj 29 2010 19:58:15
Gdyby Rosjanie zaproponowaliby nam o jeden procent więcej akcji to byłoby już super. smiley
gjw dnia maj 30 2010 10:29:42
Oni mają teraz nowy schemat; 51 % dla siebie (bo to oni budują), 49 % do podziału między innych; każdemu kto się zgłosi z kapitałem w każdej formie mającej zastosowanie w tym przedsięwzięciu. Na ten temat osobne umowy. To samo ma być w Turcji. Gdybyśmy my coś wybudowali to też chcielibyśmy zachować kontrolę nad tym, nieprawdaż? Ciekawe jednak, czy pozwolą komuś zdobyć 20 % (to umożliwia prawo veta).

Jak widać Rosja się konsekwentnie kapitalizuje, a UE (to widać gołym okiem) socjalizuje. smiley
SecretLegionsPL dnia maj 30 2010 13:09:15
"Gdybyśmy my coś wybudowali to też chcielibyśmy zachować kontrolę nad tym, nieprawdaż?"

Ale od Białorusi Rosjanie chcieli 50% akcji białoruskiego Biełtransgazu.
gjw dnia maj 30 2010 23:25:46
Urządzenia Biełtransgazu budowało przecież wspólne państwo obecnej Białorusi i Rosji. Podział pół na pół jest zatem sprawiedliwy i w pełni logiczny. Tak samo jak zapłacenie przez Rosję za swoją połowę dostawami gazu po cenie ulgowej (prawo ziemi).
polski blog ru dnia październik 25 2011 23:49:32
.
POLSKA MA SZANSĘ ODZYSKAĆ KRÓLEWIEC

Królewiec (do XVI w. także Królówgród), łac. Regiomontium, prus. Kunnegsgarbs, niem. Königsberg, lit. Karaliaucius, ros. Kenigsberg, a od 1946 r. Kaliningrad - stolica obwodu kaliningradzkiego Federacji Rosyjskiej, u ujścia Pregoły do Bałtyku, w historycznej krainie Sambii.

Rys. Krainy historyczne dawnych Prus http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/7/70/Prusy_historyczne.png

W dniu 4 lutego 1454 roku Tajna Rada obejmującego także Królewiec Związku Pruskiego wysyłała z Torunia do Malborka poselstwo z listem, w którym formalnie wypowiedziała wielkiemu mistrzowi krzyżackiemu posłuszeństwo. Do Krakowa udał się z poselstwem Jan Bażyński, który w imieniu Związku Pruskiego zwrócił się do króla Kazimierza Jagiellończyka o przyłączenie Prus do Polski. W dniu 21 lutego 1454 roku Bażyński został przyjęty na posiedzeniu rady koronnej i wygłosił mowę z prośbą o inkorporację. Rada przegłosowała prośbę i król się do niej przychylił. Następnego dnia król wypowiedział Zakonowi wojnę. Akt inkorporacji został wystawiony 6 marca 1454 r., a kanclerz Jan z Koniecpola odebrał w imieniu króla hołd w Królewcu, który w czerwcu tegoż roku stał się stolicą nowoutworzonego przez Kazimierza Jagiellończyka województwa królewieckiego. Od tej chwili zaczęło się polskie zwierzchnictwo nad dzisiejszym obwodem kaliningradzkim i zacięta, długotrwała walka żywiołu germańskiego o jego odzyskanie.

Dzisiaj zaś - jak można się spodziewać - region ten ma okazję powrócić do Polski jako dowód przyjaźni narodu rosyjskiego i narodu polskiego, miejsce odzyskania utraconej polskiej ojczyzny przez setki tysięcy Polaków-kresowiaków żyjących na Wschodzie i Zachodzie, a także jako jednoznaczna deklaracja złożona wobec całej Słowiańszczyzny, że Polska nie zamierza rewindykować swoich utraconych ziem kresowych, i że Niemcy rezygnują z rewindykacji byłych Prus Wschodnich teraz i w przyszłości.

Ten akt sprawiedliwości dziejowej i pojednania mógłby być początkiem zgodnej i owocnej współpracy Niemiec, Słowiańszczyzny i Rosji w całym obecnym stuleciu.

Co z Polakami na Wschodzie?

Polacy na Wschodzie, to resztki dawnej polskiej populacji na ziemiach I i II Rzeczypospolitej i na terenach Imperium Rosyjskiego i b. ZSRR, dokąd rzuciły ich masowo złe i dobre losy. W sensie prawnomiędzynarodowym są to ci Polacy (i ich potomkowie), którzy nie zdecydowali się wyjechać do Polski po II wojnie światowej (duża część z nich po prostu nie zdołała, również z winy Sowietów). Nie ma tu nowej imigracji polskiej, jak w Niemczech czy Wielkiej Brytanii.

Polacy ci mają prawo do zachowania swej tożsamości, a nawet (gdyby Bóg zechciał im dać taką szansę, na co się jednak nie zanosi) do opowiedzenia się w tej, czy w innej formie za przynależnością zamieszkiwanych przez nich ziem do państwa polskiego, ale na codzień, dzisiaj, są obywatelami np. państwa białoruskiego czy ukraińskiego, zdominowanego przez ludność nie-polską i jeżeli państwa te połączą się w jakiś sposób z Rosją (czy Eurazją), to staną się, być może, obywatelami Rosji (tak samo, jak my jesteśmy obywatelami Polski, a jednocześnie, o zgrozo!, obywatelami UE).

I tak, jak Polska wychowuje (czytaj: jak powinna wychowywać) Polaków, a UE wychowuje sobie Europejczyków, tak samo Polacy na Białorusi i na Ukrainie ulegają rutenizacji, a w przyszłości, być może, podlegać będą rusyfikacji. Jest to, w sumie, tak naturalne, jak polonizacja dużych obszarów Białorusi czy Ukrainy w MINIONYM JUŻ okresie przewagi kultury polskiej i zatrzymywanie tego procesu środkami prywatnymi (składkowymi) jest po prostu "zawracaniem kijem Wisły", a skuteczne przeciwdziałanie temu środkami państwa polskiego może (i raczej musi) prowadzić do konfliktu z państwami naszych wschodnich sąsiadów, które przecież - podobnie jak Polska czy Litwa - mają prawo do prowadzenia własnej polityki narodowościowej na swoim terytorium. I NIC NAM DO TEGO. - Bo czy chcielibyśmy, żeby np. państwo niemieckie włączyło się pełną parą w budowę autonomii (dolecowo: w tworzenie warunków przyłączenia do Niemiec) Śląska?

Polacy na Białorusi, na Ukrainie i na Litwie dostosują się w swej masie do warunków miejscowych. Jeśli interes ich rodzin będzie wymagał rusyfikacji, to zrusyfikują się. Tak samo, jak Polacy chcący przeżyć swe życie w Anglii, czy w Stanach, którzy w tym celu MUSZĄ upodobnić się do otoczenia i spełnić m.in. wymagania językowe i edukacyjne, a potem tracą polską tożsamość, a ich dzieci i wnuki są już faktycznie Amerykanami czy Australijczykami, a nie Polakami. Zresztą, większość Polaków w Polsce też nie robi nic innego, tylko chcąc-nie chcąc "dostosowuje się do Europy" (kosmopolitycznej i laickiej).

Co realnie możemy i powinniśmy dla Polaków na Białorusi, Ukrainie, na Litwie zrobić?

1. Ocalić polskość w samej Polsce. Jest już z tym bardzo źle! Polacy ulegają wynarodowieniu w przyspieszonym tempie, czego tutaj nie rozwinę, ale każdy świadomy krajowiec to dostrzega. Krzewienie polskości poza Polską przypomina w tych warunkach wyjazdy najlepszych polskich misjonarzy do Afryki, gdy tymczasem najbardziej są oni potrzebni na miejscu, w Polsce. Można to, oczywiście, z porywu serca indywidualnie czy w ramach stowarzyszeń robić, ale należy pamiętać, że mądre pszczoły chronią przede wszystkim własne gniazdo, a nie cudze. A w Polsce widać wielką praktyczną OBOJĘTNOŚĆ na los współrodaków z obecnych terenów RP, los materialny, moralny i duchowy.

2. Podnieść poziom gospodarki i zmienić myślenie o życiu na wsi - bez tego polskości się nie odbuduje, bo dynamiczny rozwój cywilizacji wielkomiejskiej prowadzić może tylko DO LIKWIDACJI POLSKOŚCI. Podniesienie poziomu gospodarki nie oznacza zwiększenia idywidualnych szans na zakup mercedesów, tylko lepsze jej służenie NARODOWI POLSKIEMU i jego autentycznie polskiej, a nie kosmopolitycznej KULTURZE. Kultura autentycznie polska, to przede wszystkim kultura polskiej prowincji, polskiego dworu i polskiej wsi. Trzeba ją odbudować. (Nawiasem pisząc, większość osób poczuwających się jeszcze do polskości na Białorusi i Ukrainie żyje na wsiach i w małych miasteczkach.)

3. Dogadać się z Rosją w sprawie Kaliningradu: należy przejąć ten okręg z rąk rosyjskich i dokonać wymiany ludności. Polacy z głębi Rosji, z Kazachstanu i z b. republik ZSRR powinni być środkami państwowymi przewiezieni na obszar Kaliningradu i osiedleni na sposób praktykowany u nas po II wojnie. Byłaby to akcja ocalenia polskości NA WIELKĄ SKALĘ, a jednocześnie zlikwidowalibyśmy możliwość restytucji wielowiekowego wrzodu - Prus Wschodnich.

4. Ułatwienia dla podtrzymywania tożsamości ludności polskiej, która ostatecznie pozostałaby na dawnych Kresach Wschodnich należy omawiać z rządami poszczególnych państw, gdyż akcja ta wymaga tzw. woli politycznej, a ta z kolei wymaga przyjaznych, a w każdym razie poprawnych stosunków, czyli jakiejś współpracy między krajami słowiańskimi. Ratowanie polskości za pomocą Żyda dostarczającego polską literaturę pod kresowe strzechy, to już XIX-wieczna przeszłość.

Odzyskajmy chociaż Królewiec

Szanse na przyłączenie Królewca były i będą, dopóki nie przejmą go Niemcy. Pamiętajmy, że to rząd Mazowieckiego jednostronnie ogłosił, że nie będzie z Rosją rozmawiał o żadnych korektach polskiej granicy wschodniej i że nie zamierzał nigdy takiej dyskusji w ogóle rozpoczynać.

"Przed dwudziestu laty Polska miała szansę odzyskać Kresy
Rozmowa z dr. Janem Ciechanowiczem

- Dr hab. Dora Kacnelson, wybitny filolog i historyk, nieżyjąca już polska Żydówka, która większość życia spędziła w ZSRR, twierdziła, że w momencie rozpadu Związku Radzieckiego istniała możliwość powrotu do Polski: Lwowa, Grodna, Stanisławowa, a nawet Tarnopola.

- Miałem zaszczyt znać i wielokrotnie prowadzić długie rozmowy z panią Dorą Kacnelson. Nie znałem nikogo bardziej ideowego, propolskiego, szlachetnego, mądrego i rzetelnego. Jeżeli publicznie stawiała taką tezę, to jest oczywiste, że musiała mieć ku temu podstawy. Gdy w latach 1989-1990 odgórnie i z premedytacją Związek Radziecki był demontowany przez ekipę Gorbaczowa i KGB, wiele rzeczy było możliwych i wiele się wydarzyło. Nie tylko szereg narodów odzyskało niepodległość, ale też powstały liczne drobne republiki autonomiczne, jak żydowska w składzie Federacji Rosyjskiej czy Gagauzja w składzie Mołdawii. Niestety, żywot większości z nich był bardzo krótki.

- Anatolij Sobczak, polskiego pochodzenia mer Petersburga (jednym z jego urzędników był Władimir Putin), powiedział w radiu, że - zgodnie z prawem - jeżeli federacja kilkunastu państw się rozpada, to tereny włączone do niej siłą w 1939 roku mogą wrócić do stanu sprzed aneksji.

- Dobrze znałem Sobczaka i nie przypuszczam, że gdyby żył (zmarł w 2000 roku - przyp. autora) chciałby specjalnie interesować się polskimi sprawami, ale na pewno był życzliwym Polsce przyzwoitym człowiekiem. Odzyskanie ziem utraconych w 1939 roku było przez pewien czas możliwe. W grudniu 1989 roku zapytałem prezydenta Gorbaczowa o możliwość zwrotu Kresów. Gorbaczow był zakłopotany i zaskoczony, gdyż wcześniej nie rozważał tej kwestii. Odniosłem jednak wrażenie, że nie jest przeciwny omówieniu tego tematu. Moim zdaniem Gorbaczow popierał wówczas wszystko, co było antyimperialne i w jakiejś części antyrosyjskie. W tamtych latach w Radzie Najwyższej rozmawiałem też z wieloma wpływowymi rosyjskimi politykami i wiem, że ich reakcja na pomysł zwrotu Kresów nie była wroga. Wielu było jednak zaskoczonych, że na tych ziemiach żyją jeszcze Polacy. Podczas swojego wystąpienia na Kremlu mówiłem, że Związek Radziecki powinien uznać za nieważny pakt Ribbentrop-Mołotow oraz wypłacić państwu polskiemu 500 miliardów dolarów za Katyń, zagarnięte ziemie i inne zbrodnie. Postulowałem także inne rozwiązanie. Stworzenie z terenów zabranych Polsce w 1939 r. Republiki Wschodniej Polski, do której ściągnięto by Polaków z całej Federacji (przede wszystkim z Kazachstanu). Myślę, że gdyby wówczas władze Polski wystąpiły z takim żądaniem, to była szansa na odzyskanie chociaż części utraconych ziem. Było to jednak możliwe do momentu powstania niepodległej Białorusi, Litwy i Ukrainy.

- Czy ta Republika Wschodniej Polski miała być niepodległym krajem?

- Tego nie rozstrzygałem. Wówczas wydawało mi się, że mogłoby to być kondominium zależne od Rosji, Polski, a może także Ukrainy, Białorusi lub Litwy. Chciałem w ten sposób zwrócić uwagę na sprawę polskich Kresów, ale rząd Polski nigdy się tym nie zainteresował, a polska prasa najpierw milczała, a później zaczęła mnie zwalczać. (...)

- Dlaczego żaden z polskich polityków nawet nie podjął próby negocjacji z Moskwą?

- Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Może sprawa jest bardzo prosta. Czy chociaż jeden ze współczesnych polskich polityków może się równać z Piłsudskim, Dmowskim, Korfantym, Paderewskim? Nie. A może wytłumaczeniem jest to, że - według poważnych analiz - Związek Radziecki miał w tamtym czasie w Polsce około 24 tys. agentów ulokowanych w newralgicznych miejscach dla funkcjonowania państwa.

- Czy to nie paradoks, że Jacek Kuroń, który uważał się za polskiego patriotę, w jednym z wywiadów stwierdził, że cieszy się, że jego rodzinny Lwów należy do Ukrainy? To zadziwiające stwierdzenie, gdyż w rozmowie ze mną Kuroń powiedział, że ma do Lwowa bardzo emocjonalny stosunek. Warto przy tym pamiętać, że Polska nie podbiła tego miasta siłą, a polski żywioł dominował we Lwowie ponad sześć wieków.

- Wspomniana przez pana Dora Kacnelson mówiła mi, że przed ogłoszeniem niepodległości Ukraińcy byli gotowi iść na bardzo dalekie ustępstwa. Gdyby Moskwa obiecała im samodzielność w zamian za oddanie Lwowa, z pewnością by się zgodzili. (...)

- Podobno istniała też możliwość odzyskania obwodu kaliningradzkiego (królewieckiego). Na mocy hołdu pruskiego z 1525 roku oraz traktatów welawsko-bydgoskich z 1657 roku po wygaśnięciu dynastii Hohenzollernów Prusy Książęce miały wrócić do Polski, a właściwie do Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Hohenzollernowie stracili koronę w 1918 roku i od tego czasu mogliśmy formalnie ubiegać się o zwrot tych ziem.

- O takiej propozycji słyszałem jedynie z drugiej ręki, sam na ten temat nic nie wiem. Uważam jednak, że te ziemie bardziej należą się Litwie. Jednak dziś, gdy rządy Miedwiediewa i Putina są nastawione bardzo narodowo, jest to już niemożliwe. Takie negocjacje trzeba było prowadzić w czasach Jelcyna i Gajdara.

- W przeciwieństwie do Polaków Niemcy mają z Rosją świetne stosunki i są coraz bardziej obecni w Królewcu. Co jakiś czas pojawiają się nawet sensacyjne doniesienia, że Moskwa jest gotowa oddać enklawę Niemcom.

- Niemcy są narodem o ogromnym potencjale i w przeciwieństwie do Polaków bardzo konsekwentnym. Zawsze prowadzili politykę obliczoną na stulecia. Nie mam żadnej wątpliwości, że będą dążyć do odzyskania zarówno Królewca, jak i naszych piastowskich Ziem Zachodnich."

("Tygodnik Angora" nr 4/2010 z dn. 24.01.2010. Całość: http://kresy.info.pl/menu-serwisu/publikacje/17-przed-dwudziestu-laty-polska-miaa-szans-odzyska-kresy ).

Nie chcąc dopuścić do takiej niepokojącej powtórki z historii, należy zwracać Rosji i Rosjanom uwagę, że "Państwo krzyżackie przekształciło się w państwo pruskie, realizujące tę samą strategię - i dokonało w XVIII wieku rozbioru Rzeczypospolitej. Państwo pruskie przekształciło się w państwo niemieckie, kontynuujące pruską strategię aż do II wojny światowej. Mylą się ci, którzy sądzą, że od tamtej pory pruska państwowość zniknęła. Istnieje ona nadal jako "obwód kaliningradzki", wbita między Polskę a Litwę, jak w czasach krzyżackich. Dziś jednak pozostaje własnością już nie Niemiec, lecz Rosji. Jest to ten sam pruski ośrodek siły; jego centrum, podobnie jak w XV wieku, mieści się w Królewcu. Zmieniło się tylko jedno: miastu temu nadano nową nazwę "Kaliningrad" - na cześć sowieckiego zbrodniarza Michaiła Kalinina, który podpisał się pod rozkazem katyńskim. (...)

Bitwa grunwaldzka zakończyła się zupełną militarną wygraną strony polskiej, a ta zakończyła się zupełną porażką polityczną. Z powodu opieszałości ówczesnych polskich elit politycznych i wojskowych państwo krzyżackie nie zostało dobite i zlikwidowane. Zdołało wymanewrować ze swego trudnego położenia, zawrzeć względnie korzystny dla siebie pokój, a później odrodzić swą potęgę i - po przekształceniu się w państwo pruskie - przynieść z czasem Polsce śmiertelne zagrożenie. Dalekosiężnym rezultatem nie wyzyskania zwycięstwa pod Grunwaldem były między innymi rozbiory Rzeczypospolitej." (A. Danek, Sens wiktorii grunwaldzkiej - wystąpienie pod Pomnikiem Grunwaldzkim w Krakowie, 15.07.2010, wicipolskie.org).

Należy w związku z tym argumentować, że enklawa królewiecka jest jeszcze większym potencjalnym zagrożeniem dla Polski, niż byłaby np. enklawa "kronsztadzka" w rękach Niemców dla Rosji, a włączenie okręgu kaliningradzkiego do Polski byłoby podobnym aktem sprawiedliwości dziejowej, jak powrót historycznych ziem ruskich pod władzę Rosjan, Białorusinów i Ukraińców. Nie mówiąc już o umocnieniu w ten sposób podstaw bezpieczeństwa i pokoju w Europie oraz przesłanek przyjaznej współpracy pomiędzy słowiańskimi narodami, czego wyrazem mogłoby być natychmiastowe przesiedlenie chętnych Polaków ze Wschodu do Kaliningradu oraz pozostawienie tu rosyjskiej bazy marynarki wojennej na 99 lat.

Dlaczego nie mielibyśmy potraktować sprawy Królewca/Kaliningradu jako "papierka lakmusowego" wartości rosyjskich deklaracji pojednania i dobrosąsiedzkiej współpracy z Polską?

Kierunek: Kaliningrad!

Zgodnie ze spisem ludności przeprowadzonym w 2008 roku, obwód kaliningradzki zamieszkuje 937,4 tys. osób, co stanowi ok. 0,7 % ogółu ludności Federacji Rosyjskiej. Z tego 717,4 tys. (76,5 %) osób mieszka w miastach i osiedlach typu miejskiego, a 421,6 tys. (45 %) osób mieszka w samym Kaliningradzie.

Według danych szacunkowych w roku 2008 poza terytorium Polski mieszkało do 21 milionów Polaków i osób pochodzenia polskiego, a w tym:
Armenia 1.200
Azerbejdżan 1.000
Białoruś 900.000
Estonia 5.000
Finlandia 5.000
Gruzja 6.000
Kazachstan 100.000
Kirgistan 1.400
Litwa 300.000
Łotwa 75.000
Mołdawia 10.000
Rosja 300.000
Tadżykistan 2.000
Turkmenistan 5.000
Ukraina 900.000
Uzbekistan 5.000
Razem: 2.636.600

Nie można zatem mówić, że "gra jest niewarta świeczki". Byłoby znacznie lepiej przejąć dzisiaj Kaliningrad i przesiedlić tu tylu ocalałych na Kresach i w głębi byłego ZSRR Polaków, ilu się tylko da, niż czekać (prawdopodobnie bezskutecznie), aż kiedyś, w bliżej nieokreślonej przyszłości, uda nam się powalczyć o Wilno czy Lwów. Hasło odzyskiwania Kresów Wschodnich - abstrahując od jego realności - jest nam w tej chwili najmniej potrzebne. Polakom potrzeba dzisiaj szczerego porozumienia z narodami słowiańskimi, w tym z narodem rosyjskim. Kaliningrad zasiedlony przez Polaków ze Wschodu usunąłby wyrażane niejednokrotnie, również ostatnio przez prezydenta Łukaszenkę, obawy Białorusinów, a także obawy Litwinów i Ukraińców, że wzrosnąwszy (daj Boże!) w siłę zechcemy kiedyś rozpocząć rewindykacje terytorialne. Powiedzmy więcej: Kaliningrad mógłby stać się kluczem do bramy, za którą czeka zniecierpliwiona Konfederacja Słowiańska.

A może - jak spytają wątpiący - nie będzie chętnych do osiedlenia się w Kaliningradzie ani wśród Polaków na Wschodzie, ani wśród polskich uchodźców różnego typu żyjących w innych częściach świata? - Wolne żarty! Program osadnictwa w okręgu królewieckim, to byłaby piękna akcja jednocząca Polaków ze Wschodu i z Zachodu i przywracająca wielu z nich w granice Rzeczypospolitej. A zarazem poważne przedsięwzięcie biznesowe, marketingowe. logistyczne. Chińczycy przejęli kwitnący Hong-Kong, w którym niewiele można było zmienić, a Polacy mieliby w Królewcu pełne pole do popisu i urzeczywistniania swoich twórczych fantazji.

Zamiast bezsensownych kłótni politycznych o Smoleńsk, zrobilibyśmy coś naprawdę pożytecznego dla Polski i polskości, i to za zgodą Rosji, a pewnie i z jej pomocą.

Doświadczenie historyczne uczy, że Polacy stracili Polskę, bo nie zabiegali o poszerzanie jej granic, lecz "spoczywali na laurach", a w efekcie posiadane terytorium stale tracili. Dlaczego - wobec tych doświadczeń - mamy dziś uważać, że "od przybytku" rozboli nas głowa?

Odczytać wskazania Dmowskiego

Przed laty Roman Dmowski pisał na łamach "Przeglądu Wszechpolskiego", że "najważniejsze dla naszego bytu, a niewątpliwie najtrudniejsze zadanie" - to zadanie "zorganizowania po naszej stronie i wywołania po stronie rosyjskiej jedynej polityki, mogącej i nam, i Rosji zapewnić samodzielność gospodarczą i polityczną oraz rolę w świecie, odpowiadającą siłom i położeniu każdego z dwóch narodów. Pierwszym warunkiem tej polityki jest, żeby Polska nie dawała się używać za narzędzie przeciw Rosji, a Rosja przeciw Polsce. Pierwsze zależy w całości od nas; na drugie możemy mieć mniej lub więcej wpływu w zależności od tego, ile dobrej woli, energji i rozumienia rzeczy w pracę na tem polu włożymy."

To właśnie zadanie, organizowania "jedynej polityki, mogącej i nam, i Rosji zapewnić samodzielność gospodarczą i polityczną oraz rolę w świecie, odpowiadającą siłom i położeniu" wraz z podstawowym warunkiem jego powodzenia: "żeby Polska nie dawała się używać za narzędzie przeciw Rosji" - widzę jako możliwe i pożądane do zrealizowania także w odniesieniu do Ukrainy, Białorusi i innych państw słowiańskich.

W naszym żywotnym interesie jest utrzymać granicę na Odrze i Nysie Łużyckiej oraz przyłączyć okręg Kaliningradu. Przypomnijmy, że "pod koniec lipca (2011) Komisja Europejska poparła rozszerzenie małego ruchu granicznego na obszar obejmujący cały Obwód Kaliningradzki oraz porównywalny teren po stronie polskiej. O taki zapis zabiegała zarówno Polska, jak i Rosja. Teraz sprawa jest dyskutowana m.in. na forum Parlamentu Europejskiego. W swojej propozycji KE wymienia proporcjonalny obszar przygraniczny po stronie polskiej, na Pomorzu: Sopot, Gdańsk, Gdynię oraz powiaty pucki, gdański, nowodworski i malborski, a w województwie warmińsko-mazurskim: Elbląg, Olsztyn oraz powiaty elbląski, braniewski, lidzbarski, bartoszycki, olsztyński, kętrzyński, mrągowski, węgorzewski, giżycki, gołdapski, olecki. Obecne regulacje europejskie pozwalają na ustanowienie małego ruchu granicznego w pasie 30, maksymalnie 50 kilometrów po obu stronach granicy. (...) Rosja jest gotowa znieść wizy dla obywateli UE pod warunkiem, że będzie to na zasadzie wzajemności." (onet.pl, 20.09.2011).

I chociaż obie strony rządowe deklarują, że celem tych działań jest "rozwój Kaliningradu jako integralnej części Rosji oraz jako regionu bałtyckiego", a także "zapewnienie sprawnego przepływu towarów, usług i osób między Obwodem Kaliningradzkim, a krajami Wspólnoty" (UE), to jednak nie ulega wątpliwości, że wpływy polskie w Kaliningradzie mogą się znacznie umocnić, a w następstwie region ten będzie coraz bardziej ciążył ku Polsce i Polakom.

Teraz tylko wypada nie dać wyprzedzić się Niemcom! Czy Polacy na Wschodzie i Zachodzie w tym pomogą?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014