Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumGrudzień 10 2018 09:52:18
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 7
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
Kwatery poległych za Polskę...
Kwatery poległych za Polskę...
Piękno pabianickiego cmentarza
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Nowa hucpa białoruska - bez zakończenia
Polityka Zagraniczna

Przyszedł czas, aby częściowo podsumować awanturę wokół Białorusi. Przyznam się szczerze, że to, co robią polskie władze w tej sprawie przekroczyło najbardziej negatywne oczekiwania. Jestem przygnębiony poziomem polskiej klasy politycznej o wiele bardziej w chwili obecnej niż miało to miejsce przed wywołaniem tej politycznej burdy. Trzeba stwierdzić z wielką przykrością, że upadek myślenia politycznego w Polsce jest znacznie większy niż nawet nam, zawsze bardzo krytycznym wobec niektórych aspektów polityki władz naszego państwa, się wydawało. Przyjrzyjmy się więc sytuacji.

Awantura na zagraniczne zamówienie

Nie ulega najmniejszej nawet wątpliwości, że cyrk wokół tzw. prześladowań Polaków na Białorusi stanowi element większego planu politycznego. Większego i realizowanego od lat, ale w tym momencie akurat ze szczególnym natężeniem przez władze Polski. Plan ten ma za swój cel dokonanie zmiany rządów w państwie białoruskim poprzez doprowadzenie, w ten, czy inny sposób, do obalenia władzy prezydenta Aleksandra Łukaszenki i jego obozu politycznego. Oczywiście, nie dla dobra ludu białoruskiego, ale wyłącznie po to, żeby uczynić z Białorusi marionetkę w rękach Zachodu, która służyć będzie przede wszystkim jako daleko wysunięty przyczółek przeciwko Rosji. Nadto - a dla ludzi o mentalności, powiedzmy, biznesowej, jest to istotne - łakomym kąskiem jest białoruska infrastruktura, nietknięta ręką prywatyzacji oraz, o czym nie wolno zapominać, potencjał tkwiący w tzw. własności żydowskiej (dotyczy głównie przedwojennej polskiej części obecnego państwa białoruskiego). Kto za tym stoi konkretnie? Bez wątpienia dwa ośrodki polityki amerykańskiej (w istocie żydowsko-amerykańskiej), jeden skupiony wokół George'a Sorosa, drugi, wokół neokonserwatystów. Jeden i drugi ośrodek działają obecnie niejako prywatnie, nie mając aktualnie bezpośredniego przełożenia na politykę administracji Baracka Obamy, która w sprawie Białorusi milczy. Wpływu nie mają, ale stymulują, podpowiadają itp., itd. Nie można wykluczyć również polityki Unii Europejskiej, bądź raczej niektórych nurtów narodowych w jej łonie. Co prawda reakcja UE jak takiej jest bardzo powściągliwa, i to i tak prawdopodobnie wymuszona faktem wysokiej pozycji zajmowanej przez Jerzego Buzka, znanego orędownika "demokratyzacji" Białorusi, jednak nie należy bagatelizować wpływów np. polityki niemieckiej, której tradycją jest zaangażowanie w tworzenie uzależnionych od siebie tworów państwowych na wschodzie. Paradoksalnie, dowodem na ciche zaangażowanie Niemiec (przeciwko władzom Białorusi; o wywiadzie niemieckim BND prawie nikt nie wie i o nim nie mówi, a to znaczy, że jest doskonały) może być milczenie Rosji, której, jak wiele na to wskazuje, nie do końca w smak jest samodzielny i nie ulegający wpływom przywódca jakim jest Aleksander Łukaszenka (takie są fakty, zupełnie nieprzyswajalne, nawiasem mówiąc, dla polskich politycznych analfabetów widzących w p. Łukaszence li-tylko bezwolne narzędzie w rękach Rosji). W Polsce wskazane siły zewnętrzne mają oparcie w środowisku Gazety Wyborczej (Andrzej Poczobut, dziennikarz GW, prawa ręka A. Borys jest spiritus movens wszystkich kolejnych "protestów") i Fundacji Batorego, a także we Wspólnocie Polskiej, Fundacji na Rzecz Pomocy Polakom na Wschodzie (pomaga np. Polakom…, przepraszam, Gruzinom w Gruzji) oraz w innych tego typu gremiach, których cechą charakterystyczną jest obecność w ich władzach wielu tych samych ludzi. W sensie ideologicznym (siły zewnętrzne) opierają się na szerokim polskim obozie prometejskim, którego emanacją są partie polityczne z Prawem i Sprawiedliwością i, w nieco mniejszym stopniu, Platformą Obywatelską na czele, co z kolei przekłada się na ośrodki władzy w Polsce - na ośrodek prezydencki oraz rząd. Niezależnie od istniejących wpływów, trzeba stwierdzić, że obecne przesilenie wygląda na rozpętane przez polskie władze i media z nadgorliwości, zaś ośrodki zewnętrzne wyraźnie nie wykazują entuzjazmu, realistycznie oceniając widoki (lub ich brak) powodzenia obecnej hucpy, przy okazji nie hamując jednak polskich działań w myśl zasady, że jeżeli Polska się pogrąży, to na swój rachunek.

Prezydent i rząd niektórych Polaków

Ze smutkiem należy stwierdzić, że zachowanie władz RP w trwającej awanturze budzi głębokie zażenowanie, powoduje, że każdego myślącego Polaka oblewa rumieniec wstydu. Tym co najbardziej uderza jest stosowanie podwójnych standardów, nieszczerość i natrętna propaganda w najgorszym stylu.

Podwójne standardy

Etyka sytuacyjna występuje na dwóch zasadniczych płaszczyznach. Po pierwsze, na płaszczyźnie ogólnej tj. stosunku państwa polskiego do warunków egzystencji polskiej mniejszości w innych krajach w porównaniu z Białorusią, zwłaszcza na Ukrainie i Litwie, a więc krajach, których części terytorium należały przed wojną do Polski i gdzie podobnie jak na Białorusi mniejszość polska ma charakter autochtoniczny. Podwójne standardy są tu widoczne w sposób wyjątkowo jaskrawy. Litwa, łamiąca prawa polskiej mniejszości, do przestrzegania których zobowiązała się podwójnie, bo w umowie z Polską, jak i wstępując do Unii Europejskiej, jest traktowana wspaniałomyślnie i z daleko idącym pobłażaniem. Władze Polski hołubią państwowość litewską wykonując jedynie pozorowane gesty w obronie Polaków. Na Ukrainie jest jeszcze gorzej. Nie ma nawet namiastek pozorów. Polacy żyją tam w narastającej atmosferze szowinizmu banderowskiego (mówimy o zachodniej części państwa ukraińskiego), obserwują bezsilnie hołdy składane mordercom Polaków, muszą akceptować popiersie prymitywnego mordercy, niemieckiego pachołka, dowódcy UPA Romana Szuchewycza na polskiej szkole we Lwowie, czy banderyzację polskiego cmentarza na Łyczakowie. Wszystko to dzieje się w imię prometejskich mrzonek, na których opiera się tzw. polska polityka wschodnia. Białoruś, nie poddająca się Rosji, ale też nie mająca zamiaru z Rosją walczyć w imię polskich obsesji, nie mieści w tym układzie. Dlatego trzeba zniszczyć jej suwerenne władze i zastąpić kukiełkami Zachodu. A że nie staje opozycji, wykorzystuje się do tej brudnej gry część polskiej mniejszości. I tu przechodzę do drugiej płaszczyzny - wewnętrznej, dotyczącej samych Polaków żyjących w państwie białoruskim. Tutaj mamy do czynienia z najbardziej oburzającym zastosowaniem podwójnych standardów przez państwo polskie. Oto wybrano sobie grupę (mniejszościową w stosunku do ogółu społeczności polskiej), która składa się z ludzi będących zawodowymi rewolucjonistami oraz z tych, którzy zbłądzili - omotanych różnymi obietnicami. Władz państwa polskiego nic nie obchodzi, co sobie myślą pozostali Polacy, co się z nimi stanie, jak będą dalej funkcjonować jako społeczność itd. Arbitralnie i brutalnie podzielono ich w zależności od przydatności w realizacji planów politycznych skierowanych przeciwko Białorusi. Czy niefrasobliwi politycy zastanowili się nad konsekwencjami swoich działań? Czy zastanowili się jaki obraz Polski otrzymują chociażby dzieci odrzuconych przez państwo polskie „niewłaściwych” Polaków od prezesa Siemaszki? Czy przyjmą oni w sercu za swoją ojczyznę Polskę, która odrzuca ich rodziców? Czy nie porzucą, w efekcie, polskości? No, ale przecież to wszystko nic nie obchodzi marnych koryfeuszy polskiej polityki. Dlatego właśnie, działania polskich władz wypełniają znamiona skandalu. Jest rzeczą absolutnie niedopuszczalną, aby Prezydent RP afiszował się ze swoim poparciem dla jednej grupy Polaków na Białorusi przeciwko innej. Jest rzeczą absolutnie niedopuszczalną, aby Minister Spraw Zagranicznych oraz jego wiceministrowie (Borkowski i Kremer; obaj poszli nawet dalej od samego R. Sikorskiego) publicznie zapowiadali segregację białoruskich Polaków i tworzenie czarnej listy, na której obecność wykluczy możliwość wjazdu do Polski. W tym miejscu należy wyraźnie podkreślić, że te zapowiedzi to tylko ewentualne usankcjonowanie procederu, który trwa od 2005 r. Tak, od 2005 r. na podstawie nieformalnie istniejącej czarnej listy, poddani przez Ojczyznę segregacji światopoglądowej, niewłaściwi Polacy z Białorusi, nie są do Polski wpuszczani! Brzmi to jak ponury żart, zwłaszcza w sytuacji, kiedy zakłamane media epatują nas bełkotem o „reżimie Łukaszenki”. Ośrodek prezydencki nie zaskakuje. Nie bacząc na całkowite załamanie się podstaw polityki, którą prowadzi (przejście Kazachstanu na stronę Rosji, wybór Janukowycza na prezydenta Ukrainy, utrata wpływów neokonserwatystów na politykę bieżąca USA), z niegodnym podziwu uporem brnie w błędy. Za chwilę Lech Kaczyński i PiS zostaną ze swoimi archaicznymi pomysłami rodem z XIX wieku i dwudziestolecia sami na scenie Europy Środkowo-Wschodniej. Nie mobilizuje ich to jednak do żadnej refleksji. Co najwyżej rzucą oskarżenia przeciwko Rosji i obrażą się na świat. Ich polityka to festiwal błędów, i to w większości błędów z przeszłości powtarzanych bez zastanowienia się nad przyczyną niepowodzeń, która nie tkwi gdzieś na zewnątrz, ale w samej istocie prowadzonej przez ten ośrodek polityki. Zwraca uwagę zwłaszcza seria konsultacji (?) i spotkań odbytych przez ministrów prezydenckich Stasiaka i Handzlika, i samego Prezydenta RP w okresie grudzień-luty, z politykami amerykańskimi, głównie neokonserwatystami z dalszych rzędów, ale także ze specjalnym wysłannikiem USA ds. energetyki w Euroazji Richardem Morningstarem i ostatnio z szefem Amerykańskiego Komitetu Żydowskiego, najpotężniejszej organizacji lobbystycznej w USA, Davidem A. Harrisem we własnej osobie. Dziwnym trafem, mówi się na tych spotkaniach m.in. o eksporcie demokracji i stabilizacji w regionie… Z kolei rząd miota się. Premier Tusk usunął się zupełnie w cień (zapewne nie wierzy mediom tworzącym wrażenie jednolitofrontowe albo zna rzeczywiste wyniki badań opinii publicznej i nie che się, swoim zwyczajem, narażać), natomiast resort spraw zagranicznych przyniósł swoim zachowaniem, w czasie eskalacji konfliktu, wielkie rozczarowanie. Wspomniane wystąpienia wiceministrów i ministra to zdecydowanie nadir polityki zagranicznej rządu PO. Najnowsze doniesienia znów przywracają jednakże ostrożną nadzieję, o czym niżej.

Kłamstwa i propaganda

To, co się dzieje w mediach wokół Białorusi, to kontynuacja najgorszych tradycji zakłamanej propagandy XX-wiecznych totalitaryzmów. Człowiek przeciera oczy ze zdumienia, że dzieje się to w Polsce, że można w naszym kraju po 20 latach tzw. wolności głosić w sposób zupełnie bezceremonialny jawne kłamstwa i podawać je bez zmrużenia okiem do wierzenia społeczeństwu traktowanemu jak bezrozumny tłum. Jakie to przykre, że w - nazwijmy je - pierwszoligowych mediach, tych najbardziej popularnych i docierających do największej liczby odbiorców, nie znalazł się choć jeden sprawiedliwy, który zaprotestowałby przeciwko tej hańbie. Media emanują widza starymi, zgranymi chwytami, które mają Polaków, skłonnych do sentymentalizmu i działania pod wpływem nagłego odruchu, ująć za serce, mają pomóc ustawić ich w jedynie słusznej postawie. A to p. Borys, z miną wyrażającą patos, na tle biało-czerwonej i z palcami ułożonymi w znak „V”. A to mobilizacja resztek białoruskiej opozycji „demokratycznej” pod hasłem „za wolność waszą i naszą”. A to nagle wywiadu w polskiej telewizji udziela p. Milinkiewicz. Brakowało tylko, żeby zaśpiewał nieśmiertelne strofy - „poszli nasi w bój bez broni”. Przecież gołym okiem widać, że u p. Borys i duch gra, i krew gra… Żałość ogarnia, kiedy obserwuje się ten bezmiar manipulacji. Zamiast konać w dybach albo u lawety działa, Milinkiewicz przemawia w TV (gdzie to KGB?), zamiast gnić w areszcie p. Borys jeździ sobie po Europie i to wcale nie z paszportem w jedną stronę. Zaiste, „reżim” białoruski to tyrania nad tyranie!
Szczególna przykrą, przy omawianiu medialnej hucpy wokół Białorusi, jest konstatacja, że ośrodek toruński, a zwłaszcza Nasz Dziennik przyczynił się wraz z GW do wywołania wciąż trwającej awantury. Więcej, można powiedzieć, że jest na tym polu szczególnie zasłużony. Jeśli GW jest związana z Sorosem, to ND staje się powoli tubą neokonserwatystów. Wywiad z neokonserwatystą-syjonistą Arielem Cohenem mówi w tej sytuacji bardzo wiele. O ile, co do GW złudzeń brak, to w przypadku ND chyba czas najwyższy, aby gremium decydenckie przerwało jego męczarnie nim będzie za późno.

Czyżby zmiana w dobrym kierunku?

Najnowsze fakty budzą jednak nadzieję na opamiętanie. Na razie tylko rządu, ale to bądź co bądź najważniejszy podmiot w państwie. Mizerny, żeby nie powiedzieć żaden, odzew Unii Europejskiej, p. Borys mówiąca na forum Parlamentu Europejskiego o konieczności zniesienia utrudnień wizowych dla obywateli Białorusi (!), miast o straszliwych prześladowaniach jej kolegów, wreszcie zerowe zainteresowanie administracji prezydenta Obamy i chyba również świadomość, że w Polsce prymitywna propaganda nie przynosi oczekiwanych skutków (co stwierdzili nawet blogerzy poprawnego politycznie Onetu), zmobilizowały ministra Sikorskiego do podjęcia na nowo inicjatywy jakiegoś polubownego rozwiązania problemu, któremu w istocie na imię Andżelika Borys. Stąd spotkanie z prezydentem Łukaszenką w Kijowie, zaaranżowane na prośbę polskiego ministra. Sikorski zaproponował powołanie wspólnej komisji mającej istniejące problemy rozwiązać. Propozycja została z uśmiechem przyjęta przez Łukaszenkę, który wie, że – jak mówi – „jego Polacy” są również jego wyborcami i w większości odcinają się od awanturnictwa pani B. Jakieś rozwiązanie musi nastąpić. Jeżeli grupa p. Borys zostałaby zalegalizowana przez władze Białorusi, to z polskiej strony musiałyby także nastąpić niezbędne w nowej sytuacji kroki, a więc np. koniec dyskryminacji związku p. Stanisława Siemaszki, sprawiedliwy podział środków z kraju, rzeczywista likwidacja czarnej listy i wyciszenie pohukiwaczy z p. Romaszewską (TV Biełsat) i p. Bućką (Kresy 24) na czele. Jest to warunkiem koniecznym do sprawdzenia czystości intencji władz państwa polskiego. Jego spełnienie oznaczać jednak będzie również porzucenie planów „demokratycznego podboju” Białorusi. Pozostaje pytanie, czy ten trudny test, będący także testem politycznej dojrzałości, polskie władze zdadzą? Zwłaszcza, że opór prometejczyków różnej maści będzie bez wątpienia potężny.

Komentarze
gjw dnia luty 28 2010 22:39:17
Znakomity tekst. Zgadzam się na trzy czwarte i dodaję "małą" poprawkę. Tak jak ja to widzę (a znając języki wszystkich naszych sąsiadów z wyjątkiem litewskiego, co zresztą przy dzisiejszej technice - darmowe autotranslatory - nie stanowi wielkiego problemu, widzę szeroko) platformersi nie są zdolni do jakiegoś prometeizmu. To dla nich za wysoka półka. No może z wyjątkiem ministra każącego na siebie wołać Radek oraz jego żony pracującej w gazecie o bardzo bogatej, ale niezbyt ciekawej tradycji...

PO jest po prostu pasem trasmisyjnym polityki niemieckiej i powiązanej z nią na jakiś czas taktycznie rosyjskiej. Rosjanie, zwłaszcza grupa Putina, starają się wspólnie z Zachodem strącić bat'kę z jego wygodnego fotela w Mińsku. Jak trafnie zauważył nasz drogi spiritus movens tej strony, pan Łukaszenko zbytnio się usamodzielnił. Poza tym Rosja naprawdę nie ma ochoty go utrzymywać. Nogi fotela piłuje mu się zatem z dwóch stron naraz wspólnym wysiłkiem. W takiej sytuacji jego upadek wydaje sią pewny. Pytanie już tylko: jak i kiedy? Drugie, ważniejsze, czy zastąpi go ktoś od strony rosyjskiej (pewien jegomość o rosyjskim nazwisku szlacheckim) czy też sługa Zachodu (noszący szlacheckie nazwisko litewskie)? Stawiam na Rosjan. Ich dyplomacja rozgrywa cały świat, więc czemu by nie Polskę, Niemcy i Białoruś jednocześnie? Mój wniosek końcowy; głowa do góry. Globaliści znowu przegrają.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014