Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona G?ówna Artyku?y Galeria ForumLipiec 09 2020 23:36:41
Nawigacja
Strona G?ówna
Artyku?y
Galeria
Kategorie aktualno?ci
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 5
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
51
51
SS-Galizien
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy si? angiels... [50]
Kto pomo?e mi sfo... [46]
Ba?kany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostro?nie ze s?owami, panie anonimie! Mo?e by tak zerwa? przy?bic? i stan??, jak m??czyzna, twarz? w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jeste?cie ostoj?... politycznej prostytucji. Wi?cej pisa? nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Mo?e by??

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porz?dek by trzeba zrobi?...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie wida? go.

Archiwum
Co si? dzieje z kultur??
JednodniĂłwka Narodowa

Wystarczy si? przyjrze? niektórym osobom wyst?puj?cym w telewizji. Mo?na odnie?? wra?enie, ?e przed kamery wpuszcza si? dzi? ludzi, którzy dawniej mogliby co najwy?ej pod nimi zamiata?. "Wyluzowani", pewni siebie - "uprawiaj? kultur?", bo graj? rap albo maluj? graffiti. To, ?e s? pokazywani, promowani, nagradzani, tylko utrzymuje ich, oraz nie?wiadomych telewidzów, w przekonaniu, ?e maj? do czynienia z prawdziw? sztuk?. Tymczasem nawet najsilniejsze przekonania nie maj? ?adnego znaczenia, je?li nie odzwierciedlaj? rzeczywisto?ci! A w rzeczywisto?ci rap, techno i tym podobne wynaturzenia nie tylko nie maj? nic wspólnego z muzyk?, ale s? niebezpieczne: zabijaj? wra?liwo??, og?uszaj?, cz?sto budz? agresj?. Jak?e ?atwo potem powiedzie?, ?e muzyka klasyczna jest nudna i niczego nie wyra?a. Jak ?atwo wykr?ci? si? znanym powiedzeniem, i? "o gustach si? nie dyskutuje". To prawda, tylko ?e gust mo?na mie? wyrobiony albo spaczony. Podobnie w przypadku graffiti - nie ma ono nic wspólnego z malarstwem. To bohomazy ra??ce ostrymi kolorami i matrycuj?ce wyobra?ni?. Tylko w takim razie dlaczego si? je toleruje, a nawet akceptuje i promuje?

?ród?a takiej postawy tkwi? bardzo g??boko w okre?lonym ?wiatopogl?dzie. Jednym z jego przejawów jest pozornie niewinne stwierdzenie: "Niech czyta cokolwiek, byle czyta?". Osoby, które je powtarzaj?, zapewne nie zdaj? sobie sprawy z jego szkodliwo?ci, poniewa? maj? na uwadze wy??cznie pozytywny aspekt czytelnictwa. Komu?, kto czyta, nie grozi "analfabetyzm funkcjonalny". I do tego celu rzeczywi?cie wystarczy czyta? cokolwiek. Ale czy cz?owiek naprawd? mo?e i powinien wyznacza? sobie tylko taki cel? Zwolennicy "czytania czegokolwiek" twierdz?, ?e nie ka?dy przecie? musi obcowa? z wielk? literatur? b?d? wielk? muzyk?, i to jest prawda. Niektórzy nigdy nie wyjd? poza Harlekiny, brukowe krymina?y, disco polo b?d? rap. Ale czy to znaczy, ?e mamy tego naucza? w szko?ach i traktowa? na równi z prawdziw? kultur? tylko dlatego, ?e "nie powinno si? zmusza?", bo m?odzie? "i tak nie b?dzie chcia?a czyta?/s?ucha?" czego? innego, na poziomie?

W ksi??ce "Z m?odzie?? spokojnie o wolno?ci" ks. Piotr Pawlukiewicz opowiada o swojej przygodzie z muzyk? powa?n?. Od swojej nauczycielki gry na fortepianie otrzyma? kiedy? bilet do filharmonii, na koncert Musorgskiego. Poszed?, cho? nie mia? ochoty i bardzo si? m?czy?, podobnie zreszt? jak na kolejnych koncertach. Dopiero za siódmym czy ósmym razem go "chwyci?o" i od tej pory sam dopytywa? si? o bilety. Ca?? opowie?? podsumowa? w taki sposób: I tak sobie my?l?, ?e gdyby nie ta kobieta i jej swoisty pedagogiczny przymus, to mo?e do dzi? muzyka powa?na by?aby dla mnie czym? zupe?nie obcym. (...) nale?y stwierdzi?, ?e robienie pewnych rzeczy na si?? mo?e nas doprowadzi? do odkrycia czego?, czego nigdy by?my inaczej nie docenili. (3) A zatem rezygnacja z przymusu, redukcja obowi?zkowych lektur ("bo i tak nie czytaj?"), zgoda na rapowanie w szkole ("bo nic innego do nich nie trafia") to w gruncie rzeczy wielka krzywda dla m?odych ludzi i ?wiadome zubo?anie ich ?wiata! Kryje si? w tym równie? sugestia, i? m?odzie? jest, delikatnie mówi?c, ma?o inteligentna, bo skoro trzeba si? zni?a? do jej poziomu, aby co? "trafi?o"...

Oczywi?cie nie sposób wymaga? od innych, gdy jednocze?nie nie stawia si? wymaga? sobie. A nisko postawion? poprzeczk? da si? pokona? prawie bez wysi?ku, wi?c i o "sukces pedagogiczny" nietrudno. Wtedy taki "post?powy" nauczyciel mo?e si? pochwali? tym na przyk?ad, ?e jego uczniowie "Pana Tadeusza" co prawda nie przeczytali, ale za to jak ?adnie rapuj? "Litwo, Ojczyzno moja". Sukces!

Zwolennicy "czytania/s?uchania/ogl?dania czegokolwiek" nie bior? pod uwag? jeszcze jednej kwestii. Otó? przyswajane bez selekcji tre?ci mog? by? dla m?odego umys?u szkodliwe - nie tylko wypacza? wyobra?ni?, ale te? fa?szowa? wizj? ?wiata i obraz cz?owieka, manipulowa? my?lami i emocjami. Dla "nowoczesnego wychowawcy" to nie do pomy?lenia - je?li co? mo?e by? szkodliwe, to tylko "totalniackie my?lenie", "narzucanie" innym "jedynej s?usznej prawdy", od której przecie? trzeba si? uwolni?. I tu zbli?amy si? do sedna sprawy - postulowana "wolno??" ma by? wolno?ci? nie tylko od nakazów i zakazów (niektóre czasem si? przydaj?), ale przede wszystkim od prawdy, obiektywnej rzeczywisto?ci, tradycji, warto?ciowania, a ostatnio równie? historii i jej "upartych faktów". Wszystko, co nas ogranicza, ma przesta? istnie?, tak?e w kulturze i sztuce. W takiej sytuacji kiczem b?dzie ju? chyba tylko jele? na rykowisku, bo ró?ne cyferki, paski, "mazy", biegaj?cy goli faceci, wyd?ubane oczy to "artystyczne instalacje" (4). A kto si? z tym nie zgadza, z pewno?ci? jest g?upi i nie nadaje si? na swoje stanowisko, zupe?nie jak w ba?ni "Nowe szaty cesarza". Tam równie? nikt nie mia? odwagi publicznie zawo?a?, ?e "król jest nagi". Ale kiedy zrobi?o to dziecko, wszyscy pos?uchali. Dzisiaj g?os wo?aj?cych jest zag?uszany i wy?miewany. A wspó?czesna kultura osi?ga ju? dno i nie wiadomo, czy mo?e jeszcze spa?? ni?ej. Podobnie jak kiedy? Freud na podstawie wyników bada? psychicznie chorych wyci?ga? wnioski dotycz?ce równie? ludzi zdrowych, tak dzisiaj „twórcy” obserwuj? margines, aby przekazywa? prawdy (?), które maj? by? uniwersalne. To ju? nie tylko unowocze?nianie na si?? klasyki, to wulgaryzacja sztuki, nazywana nie wiadomo dlaczego „odwag?”. Wszystko ju? by?o, wi?c trzeba si?gn?? w jakie? nowe miejsce, np. do... kloaki. Czy w takiej sytuacji mo?na jeszcze mówi? o jakiej? wra?liwo?ci?

Warto na koniec zasygnalizowa? chocia? jeszcze jeden problem, jakim jest "ekonomizacja", a co za tym idzie, komercjalizacja kultury. W "Tygodniku Powszechnym" z 2007 r. czytamy: ?rodki europejskie mog? pomóc w ekonomizacji kultury i jej w??czeniu w krwiobieg gospodarczy. (5) Co kryje si? za t? liberaln? retoryk?? Przede wszystkim ca?kowite odwrócenie hierarchii warto?ci. Zdaje si? jednak, - czytamy dalej - ?e niektórzy myl? ?rodki europejskie z dofinansowaniem ochrony zabytków i instytucji kulturalnych przez pa?stwo (to tylko inna, „zast?pcza" kiesze?) i uwa?aj?, ?e hierarchia wydawania pieni?dzy unijnych winna by? zgodna ze znaczeniem poszczególnych obiektów dla kultury narodowej, nie za? z jako?ci? sk?adanych projektów i potrzebami lokalnymi. Wystarczy wspomnie? oburzenie w?adz jednego z najwa?niejszych polskich muzeów, które nie rozumia?y, dlaczego ich cenna placówka ma konkurowa? z.... Centrum Bajki w Pacanowie! Dla nich wa?ny nie by? pomys?, ale ranga placówki i jej zbiory. Argument zapewne trafny, jednak nie w przypadku funduszy europejskich. Jak podkre?la Pawe? Jaskanis, dyrektor Muzeum Pa?acu w Wilanowie, zadaniem funduszy europejskich nie jest jedynie ochrona czy konserwacja, lecz tak?e wsparcie spo?ecznej roli obiektu. (6) Czyli Unia daje nam pieni?dze na kultur?, ale rozdzielaj?c je, mamy stosowa? unijn? pokr?con? i postawion? na g?owie hierarchi?! Oczywi?cie trudno si? dziwi?, ?e euroko?chozowi nie zale?y na wspieraniu polskiego dziedzictwa narodowego. Tylko w konsekwencji ka?e nam si? przyj?? jako równorz?dne dwie ró?ne hierarchie, które równorz?dne nie s?, bo w tym przypadku obiektywnie ?adna "spo?eczna rola" nie jest wa?niejsza od rangi placówki i jej zbiorów. Zw?aszcza "spo?eczna rola" w ocenie wspó?czesnych libera?ów. Dlatego ?adne z najwa?niejszych polskich muzeów z Centrum Bajki konkurowa? nie powinno. Autor artyku?u ubolewa równie?, ?e kultura nie zosta?a do tej pory poddana transformacji - jako jedyny du?y sektor publiczny. "Wi?kszo?? ministrów kultury po roku 1989 broni?a kultury w Polsce przed rynkiem, zamiast kreowa? rynek dla kultury. To, ?e kultura postrzegana jest ci?gle jako sektor nieprodukcyjny, w jaki? sposób pot?guje konflikt pomi?dzy tym, co rozumiemy pod poj?ciem dziedzictwa, a tym, co okre?lamy jako rozwój" - pisa? przed kilkoma laty Jacek Purchla. (7) Lektura tego typu liberalnego be?kotu sk?ania do postawienia kilku wa?nych pyta?. Po pierwsze, dlaczego rozwój kultury mia?by si? wi?za? z "produkcj?"? Produkuje si? towary - ta?mowo, masowo, czyli na du?? skal?, a zatem coraz bardziej tandetnie. Zw?aszcza, ?e towar trzeba przecie? sprzeda?, i to z zyskiem. Do tego ma zmierza? kultura i na tym ma polega? "rozwój"? Po drugie, czy to, co "rozumiemy pod poj?ciem dziedzictwa", równie? powinno by? postrzegane jako "sektor produkcyjny", a je?li tak, to w jakim zakresie? I po trzecie, có? to znaczy "kreowa? rynek dla kultury"?

A zatem, gdy przygl?damy si? wspó?czesnym losom polskiej kultury, widzimy, ?e zacytowana na wst?pie opinia jest dzi? zbyt ?agodna. Trudno si? dziwi? - pochodzi z roku 2000, kiedy a? takie wynaturzenia nie mia?y miejsca, bo wtedy jeszcze nie mog?y. Zabijanie wra?liwo?ci nast?puje stopniowo, ma?ymi krokami - od pojedynczych wulgaryzmów do "sztuki fekalnej". Odbiorca si? przyzwyczaja i mo?na posun?? si? dalej. Nie bez powodu Katarzyna Kozyra, rze?biarka, "etatowa skandalistka", powiedzia?a kiedy? w wywiadzie, i? w g?owie jej si? nie mie?ci, ?e to, co robi, mo?e kogo? szokowa?. Ale skoro jeszcze szokuje, to mo?e nic straconego - wszak ka?da moda kiedy? przemija. Historycy sztuki, literatury wiedz?, ?e w ka?dej epoce byli tacy, co próbowali "tworzy?", a teraz prawie nikt nie pami?ta ich nazwisk. Mo?na mie? nadziej?, ?e i wspó?cze?ni "twórcy" ze swoimi "dzie?ami" trafi? kiedy? tam, gdzie ich miejsce, to znaczy na ?mietnik historii. ?eby jeszcze mo?na by?o naprawi? szkody, jakie wyrz?dzili...


Marzena Zawodzi?ska

Przypisy:
1.Kr?piec M.A., O chrze?cija?sk? kultur?, Lublin 2000, s. 39
2.Ibidem, s. 41
3.Pawlukiewicz P., Z m?odzie?? spokojnie o wolno?ci, Warszawa 1995, s. 97-98
4.Przyk?ady zosta?y opisane w artykule Jana Bodakowskiego „Sztuka nowoczesna” - niszczyciel kultury narodowej. ?ród?o: „My?l Polska” 2009, nr 47, s. 13
5.Kosiewski P., Lata t?uste, „Tygodnik Powszechny” 2007, nr 7, s. 25
(Kosiewski P., Lata t?uste [online]. Tygodnik Powszechny [dost?p 07.12.2009]. Dost?pny w World Wide Web: Link)
6.Ibidem
7.Ibidem

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKU?Y PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKU?Y L. KULI?SKIEJ
T?umaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014