Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumLipiec 16 2019 18:05:49
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 12
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
14
14
Marsz Pamięci w Warszawie - 11.07.2013
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
NIE dla nowego święta!
Historia Polski

- Aspekt militarny. Powstanie było z góry skazane na porażkę. Przerażające niedozbrojenie oddziałów i wynikająca z tego faktu niemożność osiągnięcia choćby na krótko inicjatywy strategicznej oraz brak jakichkolwiek uzgodnień nie tylko z Armią Czerwoną, ale i z sojusznikami zachodnimi przekreślały szanse Powstania od samego początku. Czarę goryczy dopełnia fakt zlikwidowania zbrojnej akcji powstańczej przez Niemców stworzonymi ad hoc drugorzędnymi siłami wojskowymi przy stosunkowo niedużych stratach własnych.

- Aspekt polityczny. Powstanie praktycznie okazało się końcem dla polityki polskiej prowadzonej przez rząd emigracyjny w Londynie. W drodze sabotażu (przetrzymywanie rozkazu) zignorowano negatywne stanowisko Naczelnego Wodza gen. Sosnkowskiego (którego trudno podejrzewać o postawę prorosyjską), który znając dane o losie AK na ziemiach, na których przeprowadzono Akcję Burza, zdecydowanie sprzeciwiał się wybuchowi powstania w Warszawie. Postawiono w katastrofalnej sytuacji rząd premiera Mikołajczyka, którego stanowisko wobec ZSRR stało się skrajnie beznadziejne, natomiast wobec sojuszników zachodnich ustawiało go w upokarzającej pozycji petenta błagającego o pomoc dla walczącej Stolicy. Ale najważniejsze jest coś innego, a mianowicie polityczny zamiar tych, którzy powstanie wywołali, ich polityczna kalkulacja związana z rozpętaniem insurekcji. To trzeba ludziom do znudzenia powtarzać, żeby ustrzec teraźniejsze i przyszłe pokolenia od popełnienia podobnej politycznej zbrodni. Otóż, powstanie miało zostać wsparte (zresztą bez wcześniejszych ustaleń z zainteresowanymi) przez Armię Czerwoną, co miało zagwarantować jego sukces, a wszystko to, po to , żeby rząd emigracyjny mógł wystąpić jako gospodarz Stolicy przeciwko planom Stalina wobec Polski! Innymi słowy, Stalin miał pomóc powstaniu, które w efekcie miało się politycznie obrócić przeciwko niemu! Cóż, Stalinowi można zarzucić wiele, ale na pewno nie to, że był idiotą. Jak mantrę powtarza się dziś w Polsce chwytliwe hasła o Armii Czerwonej stojącej z bronią u nogi wobec rzezi Warszawy, o Stalinie jako wspólniku Hitlera w masakrze Stolicy Polski. Powtarzanie podobnych opinii bez zrozumienia kontekstu ówczesnych wydarzeń jest oznaką braku rozsądku. Żukow i Rokossowski opracowali plan zdobycia Warszawy z marszu. Stalin odrzucił go oczywiście z powodów politycznych. Czy wolno jednak było zakładać stronie polskiej, że nie zorientuje się on w łatwej do rozszyfrowania dla laika grze politycznej prowadzonej przez słabnący rząd londyński? Czy wolno było wobec tego podejmować decyzję o klęskowym powstaniu ludziom dorosłym i inteligentnym, którzy do tego mieli pretensje do prowadzenia wielkiej polityki narodowej? Odpowiedź jest oczywista. Kwestią do dyskusji pozostaje odpowiedzialność polityczna Stalina za to , co się stało. Polska w 1919 r. miała trzy możliwości zachowania wobec konfliktu wewnętrznego w Rosji - mogła pomóc Białym, mogła podpisać rozejm z Czerwonymi na warunkach lepszych od granicy ryskiej, albo nie robić nic (w istocie pomagając wówczas Czerwonym). Wybraliśmy trzecie rozwiązanie. Nie mieliśmy jednak obowiązku pomagać ani jednym ani drugim. Wydaję się zbyt daleko idącą interpretacją wysuwanie w związku z tym zarzutu winy wobec Polski za zwycięstwo Bolszewików, co nie znaczy, że my sami nie możemy podjętego wówczas wyboru oceniać różnie. Wracając do meritum, światem także nie udało się wstrząsnąć. Najmocniej "poczuli" powstanie lotnicy amerykańscy i brytyjscy oraz ich dowództwa zirytowane koniecznością wysyłania na śmierć swoich pilotów. Brzmi to brutalnie wobec ofiary Stolicy, ale takie były fakty, takie były brutalne prawa tamtej wojny.

- Aspekt społeczny. Powstanie przyniosło straszliwą klęskę w wymiarze demograficznym i materialnym. To nie tylko kwestia wymordowanych i poległych 150-200 tys. Polaków. To także wielki cios psychiczny dla tych, którzy przeżyli. Świadomość klęski militarnej i politycznej, świadomość utraty bliskich i znajomych, świadomość zniszczenia Warszawy i wygnania w nieznane. Gigantyczne straty materialne, utrata dorobku wielu pokoleń, zniszczenie najcenniejszych zabytków kultury materialnej narodu, grabież majątku.

Nie szukajmy winnych tego wszystkiego tylko na zewnątrz, u wrogów i u nieskorych do pomocy sojuszników. Powstanie wywołali konkretni ludzie, nie mając ku temu żadnych podstaw wynikających z racjonalnej i logicznej oceny sytuacji w całym spektrum okoliczności. Dali się oni unieść polskiej sentymentalnej i romantycznej wizji polityki znaczonej nieśmiertelnymi strofami "ja z synowcem na przedzie i jakoś to będzie", czy "poszli nasi w bój bez broni". Uczucie wygrało u nich z rozsądkiem, zaś wizje roztaczane przez zaciekłych zwolenników walki zbrojnej o ulicach spływających krwią, które wstrząsną światem (autorstwa gen. Leopolda Okulickiego, postaci tragicznej, którego bohaterska śmierć w sowieckim więzieniu, a wcześniej godna i honorowa postawa, jako Polaka i oficera przed łże-sądem moskiewskim, całkowicie przesłoniły negatywną rolę w wywołaniu powstania), sprawiły, że zaczęli widzieć świat nie taki jakim był, ale przez pryzmat swoich pobożnych życzeń. Ponoszą za to ogromną odpowiedzialność przed narodem i historią. Nie wolno gloryfikować ich czynu, przeciwnie, należy go potępić oraz chronić Polskę i Polaków na przyszłość przed powtórzeniem podobnych katastrofalnych błędów. Naturalnie, to wszystko nie oznacza, że mamy wymazać Powstanie Warszawskie z pamięci. Są takie jego strony, których zapomnieć nie wolno. To przede wszystkim wspaniała postawa żołnierza, walczącego nadludzkim wysiłkiem niemal bez broni z doskonale wyposażonym wrogiem przez 63 długie dni. Tylko żołnierz polski jest zdolny do takiego poświęcenia. Nie sposób w tym momencie nie przypomnieć żenującego poddania Singapuru przez dobrze uzbrojone i przeważające liczebnie (!)oddziały brytyjskie Japończykom. To wspaniała postawa ludności cywilnej, najbardziej narażonej na śmierć podczas walk, najbardziej narażonej na dzikie mordy dokonywane przez "kulturalny" naród niemiecki z pomocą przestępców (brygada Oskara Dirlewangera) i kolaborantów różnej maści - brygady RONA Kamińskiego, ukraińskich tzw. legionów samoobrony, będących częścią SS Galizien, Łotyszy, Azjatów i innych. To także przykra nauka z Powstania - pogańskie, germańskie barbarzyństwo znalazło swoje najbardziej spektakularne ujście właśnie w dniach warszawskiej insurekcji i po niej. To, co Niemcy i ich pomocnicy zrobili w Warszawie i z Warszawą - mordy, grabieże i fizyczna likwidacja miasta - nie ma precedensu w historii świata. Do tego wszystkiego dochodzi znana polska choroba wspomniana na wstępie - kult klęsk, nieznany innym narodom. Czy rocznica Waterloo, Lipska, czy Sedanu albo Compiegne '40 może być świętem narodowym Francji? Czy Anglicy świętują 31 maja 1916 r., kiedy to jednego dnia bitwy jutlandzkiej stracili trzy ciężkie okręty z prawie 3300 marynarzami? Przykładów jest wiele. Ofiarom, ale także bohaterom i zwykłym ludziom, którym dane było przeżyć koszmar, należy się wieczna pamięć i wieczny hołd. Do tego jednak nie potrzeba święta narodowego, wystarczy, jak do tej pory, rocznica. Oni nic przez to nie ucierpią, unikniemy natomiast gloryfikowania powstań, jako metody walki politycznej oraz gloryfikowania tragicznie złych polityków i wojskowych, które je wywołali. To bardzo ważne, podkreślę to jeszcze raz, dla przyszłych pokoleń Polaków. A licho nie śpi. U epigonów tradycji powstańczej do dziś wyczuwa się nutę rozczarowania, a to z powodu, że Powstania Warszawskiego nie udało się zrobić przeciwko Rosji, a to z dlatego, że naród okazał się na tyle mądry, że za PRL nie udało się go popchnąć do akcji powstańczej (stąd tworzenie słownych namiastek w rodzaju "powstania poznańskiego", czy "grudniowego"). Dziś celem tych ludzi jest ustanowienie kultu powstań i wychowanie nowych pokoleń w tym kulcie, także po to, aby jakiekolwiek wystąpienie przeciw temu kultowi można było zakwalifikować, jako atak na narodową świętość. Tworzy się wrażenie, że istnieje tylko jedna, słuszna, interpretacja Powstania Warszawskiego i nikt poważny nie odważy się jej podważyć. W takim duchu wypowiedział się w ostatnich dniach znany reprezentant opcji powstańczej oraz skrajny ukrainofil, Paweł Kowal. To tylko po części prawda. Rzeczywiście odrębny głos jest słabo, czy w ogóle niesłyszalny w mediach szeroko dostępnych, ale w istocie ludzi myślących inaczej jest wielu. Niestety, ci, którzy coś znaczą, wolą milczeć wedle zasady "nie wychylania się" w obawie o własną karierę polityczną, czy naukową. To przykre, ale takie postawy są faktem w dzisiejszej Polsce. Stąd też zapewne, pomysł Pana Prezydenta zostanie w atmosferze powszechnej przyjaźni i zrozumienia przyjęty. A to uczyni powyższe uwagi tym bardziej aktualnymi.
Jeżeli zaś w ogóle mielibyśmy dyskutować o nowych świętach narodowych, to o wiele bardziej, nazwijmy to, pożytecznymi społecznie rocznicami są 15 lipca - rocznica wiktorii grunwaldzkiej, oraz 28 czerwca - rocznica podpisania Traktatu Wersalskiego, największego sukcesu politycznego Polski na przestrzeni ostatnich ponad 300 lat.

Adam Śmiech

Komentarze
gjw dnia sierpień 03 2009 20:57:44
We wszystkich znanych mi krajach cywilizowanych głównym świętemn narodowym jest rocznica jakiegoś wielkiego zwycięstwa. U nas są dwa święta - jedno jako rocznica jednak zwycięstwa (11 XI), drugie klęski (absolutnie przedwczesnej, napisanej na wyrost konstytucji, która doporwadziła do ostatecznej likwidacji państwa w II i III rozbiorze, podczas gdy trzeba było z podobnymi posunięciami czekać co najmniej na śmierć Katarzyny Wielkiej).

Terza szalę ma przeważyć trzecia klęska. Najgorsza ze wszystkich, w porównaniu z którą powstanie styczniowe to było małe piwo.

Z jednym się jednak nie zgodzę. Dla mnie hitleryzm i jego wyczyny to największa aberracja, nie zaś kwintesencja niemieckiej historii i charakteru narodowego. Aberracja, o przyczynach której najpełniej wypowiedział się chyba Feliks Koneczny w ostatnim rozdziale Cywilizacji żydowskiej.
gjw dnia sierpień 08 2009 12:39:48
Znowu się dowiaduję, że powstanie było portzebne. Było mądre. Przewidujące... To dzięki niemu mamy teraz wolność i niepodległość (gdyby polegli w powstaniach zobaczyli taką wolność i niezawisłość, to chyba chwyciliby znowu za broń). W takim razie przychodzi mi do głowy już tylko jedno. Nasuwa mi się porównanie do Palestyńczyków. Też chcieli i chcą wciąż od nowa zwrócić uwagę świata, pokazać światu, udowodnić, że jest problem... No i co im z tego przyszło? No ale to się nie powtórzy. Niech Szanowny Pan Kolega pochodzi po podwórkach, popyta nastolatków, co oni myślą o własnym kraju. Porozmawiajmy z ich starszymi o parę lat siostrami i braćmi. Trzy czwarte siedzi w duchu swoim na walizkach, wyobrażając sobie, jak to im niby będzie za parę lat dobrze gdzieś na Zachodzie. To też jest pokłosie tamtego powstania. Kto miał wychować patriotów, skoro młodzi patrioci wyginęli nie wydawszy na świat dzieci? A zwykły człowiek? Nie jest ani ostatnim tchórzem ani bohaterem gotowym na śmierć. Chce po prostu żyć. Wyciąga wnioski. Wniosek był prosty i tego wniosku uczono potem dzieci; trzeba płynąć z prądem, nie pod prąd. Naprawdę, żadne huczne obchody tego nie zmienią. Zaś całe to pokazywanie bez przerwy klęsk, rzezi jako powodów do dumy i wzoru do naśladowania... Czy młodzi ludzie, którzy z natury rzeczy myślą o życiu, a nie śmierci, zostaną tym przyciągnięci do patriotyzmu? Dlaczego nie obchodzi się rocznic zwycięstw, osiągnięć. O powstaniu wielkopolskim z 1919 cicho sza. O unii lubelskiej cicho sza. Odbudowa stolicy z morza gruzów po 1944, oj be, nie wolno, to przecież był PRL - nowa okupacja! Zupełnie jak gdyby W-wę odbudowali Minc z Bierutem. smiley
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014