Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumKwiecień 24 2019 19:46:22
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 2
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
41
41
VI Dzień Kultury Kresowej w Kędzierzynie-Koźlu 6.06.2009 r.
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Witamy
Ostatnie Aktywne Tematy na Forum
Temat Odsłon Odpowiedzi Ostatni post
Wojna ekonomiczna USA 374 0 gjw
Ataki wrogów Narodowej Demo... 807 2 gjw
Pakt Ribbentrop-Beck-Ciano 1180 0 gjw
Reforma SN polityka PiS-u 1257 4 gjw
Wolna Polska narodowa 1072 0 gjw
Antyrosyjskiej paranoi ciąg dalszy
Polityka Zagraniczna

W ostatnich dniach zawitał do Polski znany hochsztapler międzynarodowy, a jak trzeba to amerykańska pacynka, były prezydent Gruzji, obywatel Ukrainy i nawet gubernator, później poszukiwany listem gończym przez swoich niedawnych kompanów, czyli Mikheil Saakaszwili (nie wiedzieć czemu często przedstawiany nawet w skrajnie rusofobicznych mediach, jako Michaił, w znienawidzonym języku okupantów). Zdaniem tego słynącego z niepoważnych zachowań i wypowiedzi "polityka", Putin zaatakuje wkrótce Zachód, aby skupić na tym uwagę Rosjan. Przy czym kraje bałtyckie, o których z tych samych mediów goszczących Saakaszwilego wiemy, że są wręcz na granicy inwazji rosyjskiej, która może nastąpić np. najbliższej nocy, nie są zagrożone, bo będą ich bronić nie tylko Amerykanie, ale i praworządni Niemcy.


Wobec tego krwawy Putin zaatakuje Finlandię bądź Szwecję, a może i jedno i drugie państwo na raz. Misio wyjaśnia jednak, że nie chodzi o okupację, ale o to, że "Rosjanie muszą zająć mały skrawek lądu, czy jakąś niewielką, niezamieszkałą wyspę. Dzięki temu Putin będzie mógł pokazać, że zaatakował rozwinięty kraj zachodni, który nie powstrzymał rosyjskiej presji. W takiej sytuacji Szwecja czy Finlandia będą protestować, ale nie zdobędą się na operację wojskową, nie mówiąc już o NATO". Nie wiem, czy ciemnowłosy Michaś mówił to wieczorem, ale wiem, że aż się prosi sięgnąć do barejowego "Bruneta...": to bardzo interesujące, co pan mówi, panie Saakaszwili. A co mówią lekarze?

Lekarze przydaliby się też sternikom naszej - pożal się Bożę! - polityki zagranicznej. Po kolejnym afroncie ze strony wielkiego sojusznika Polski Poroszenki i wyemitowaniu w państwowej telewizji ukraińskiej programu sławiącego Stepana Banderę ("za przewodzenie ruchowi, który walczył z polską okupacją") i "czyn niepodległościowy" UPA, nowy ambasador RP w Kijowie B. Cichocki wystąpił z jak najbardziej słusznym listem protestacyjnym przeciwko gloryfikacji zbrodniarzy. Powtarzam, bardzo dobrze, ale cóż to za sojusznik. Że taki ostry w stosunku do Rosji? A co, jak wygra z nim jednak artysta kabaretowy Zełeński, który już zapowiedział, że chce rozmawiać z Rosją na temat rozwiązania konfliktu? I tak źle i tak niedobrze dla Polski. W przypadku zwycięstwa Poroszenki pozostaniemy w sytuacji bezalternatywnej współpracy z człowiekiem popierającym banderowską wizję historii, opierającym się o środowiska neobanderowskie i przez nie popieranym. Z drugiej strony, jeżeli wygra Zełenski i podejmie próby dogadania się z Rosją, będzie to niezgodne ze stanowiskiem Polski, które jest jednoznaczne: żadnych rozmów z Rosją. W obu przypadkach polityka polska może pozostać w ślepej uliczce, do której sama się doprowadziła kategorycznymi i całkowicie nieprzemyślanymi wypowiedziami i działaniami.


Czytaj całość
Nie żyje Albin Siwak
Jednodniówka Narodowa

4 kwietnia 2019 r. zmarł w wieku 86 lat ś.p. Albin Siwak. W dniu dzisiejszym (piątek, 12 kwietnia) odbywa się Jego pogrzeb w Rembertowie, w Warszawie.



Kilka lat temu miałem okazję poznać Pana Albina. Prowadził On bardzo ciekawe i upowszechniające wiedzę wśród ludzi spotkania, gdzie odbywały się prelekcje i dyskusje o ważnych sprawach, o których niekoniecznie lub wcale nie mówią ani oficjalne media, ani oficjalna historiografia. Spotkania odbywały się w dworze w Woli Sękowej u wrót Bieszczadów(1). Miałem okazję tam występować z krótkimi referatami w latach 2015-17. Było coś niezwykłego w tych spotkaniach. Cieszyły się dużą popularnością wśród miejscowych, chociaż występujący, mówiąc delikatnie, nie głaskali PiS-u, a partia rządząca cieszy się na tych terenach dużym poparciem. Trwały od początku, gdzieś od wczesnego wieczoru aż do... końca, czyli czasem do drugiej-trzeciej w nocy! Można tam było spotkać barwną paletę postaci niegdyś i współcześnie parających się polityką i nie tylko. Księży i ateistów, ludzi twardo stąpających po ziemi i zwolenników teorii kosmicznych, Gabriela Janowskiego, byłego ministra w rządach Olszewskiego i Suchockiej oraz byłego senatora i posła a także pułkownika wywiadu PRL (znanego w czasach kiedy był kapitanem z akcji wywiadowczej w Wolnej Europie) Andrzeja Czechowicza. Tam też miałem przyjemność spotykać rzadko widywanego ze względu na odległość nas dzielącą człowieka o duszy anioła (jeśli przeczyta kiedykolwiek te słowa niech mi wybaczy, że ujawniam tę prawdę),byłego posła LPR Mariana Daszyka, w ligowych czasach bliskiego współpracownika Zygmunta Wrzodaka.

Nad gorącymi temperamentami prelegentów i widzów znakomicie panował Albin, który sam wygłaszał zagajenie dyskusji, czasem referat i później bardzo sprawnie prowadził spotkanie. Raz, następnego dnia po takim spotkaniu, odbyliśmy przejażdżkę po okolicy. Odwiedziliśmy m.in. Solinę, którą Albin budował i o czasach budowy miał wiele do powiedzenia, oraz pomnik gen. Świerczewskiego (zabitego w zasadzce przez UPA) w Jabłonkach, bardzo popularny wśród miejscowych (taki paradoks polskiej duszy), ale dziś już nie istniejący, bo "zdekomunizowany" przez IPN/PiS.

Pan Albin nie miał łatwego życia, ale nigdy nie usłyszałem od niego słów żalu o cokolwiek. Był przykładem człowieka dobrej roboty, autentycznym "robociarzem", murarzem, brygadzistą, który budował m.in. MDM i Nową Hutę. Ten czas pozostawił trwałe ślady na jego ciele. Był zwolennikiem Polski Ludowej, tych wielkich zmian jakie nastąpiły w konstrukcji społecznej i infrastrukturalnej Polski w latach powojennych. Wstąpił do PZPR i stał się tam bliski tzw. frakcji narodowej, za której przywódcę uważano Mieczysława Moczara. Nie podziela - niech to będzie metaforą - entuzjazmu dla "Solidarności". W latach 1980-81 opozycja wykreowała go na głównego wroga "S" i podjęła wyjątkowo chamską, bo uderzającą w skromne wykształcenie Siwaka, w Jego sposób mówienia itp., i.e. w cechy osobowe, wręcz nieprawdopodobnie wykpiwającą Go nagonkę, która, co trzeba przyznać z przykrością przyniosła skutek, choć przecież szeregowi członkowie 10-milionowej "Solidarności" nie byli ani retorami ani w swej masie ludźmi wybitnie wykształconymi. Przeciwnie, większość była bliska pod tymi względami Siwakowi. Nagonkę tę rozpętała "inteligencja" skupiona wokół "S", posiłkując się także artystami. Furorę w czasie I Festiwalu Piosenki Prawdziwej w Hali Olivii w Gdańsku zrobiła (trzeba powiedzieć, że wykonana brawurowo i atrakcyjnie dla odbiorcy - na znaną melodię) piosenka "Brygadzista Albin" w wykonaniu Macieja Zembatego. Czarną propagandę robiły Siwakowi RWE i Głos Ameryki. W kontekście potwierdzonych ostatnio przez Setha G. Jonesa w książce "A Covert Action" informacji o dofinansowywaniu "Solidarności" przez CIA aż do 1991 r. (operacja "QRHELPFUL") kwotą łącznie ok. 20 mln dolarów (ok. 40 mln na obecne dolary), można zadać pytanie, kto i z kogo powinien śmiać się ostatni. Choć w przypadku faktycznego zainstalowania nowej władzy w Polsce za pieniądze CIA, śmiać się doprawdy trudno.

W ostatnich dekadach Albin Siwak pisał książki, przede wszystkim wspomnieniowe, ale zawsze odnoszące się także do bieżących wydarzeń, do współczesnej polityki. Czynił to z pozycji głęboko patriotycznych. Był krytykiem i wielu tendencji w PZPR, i krytykiem polskiej rzeczywistości ostatnich trzydziestu lat. Napisał m.in. : "Od łopaty do dyplomaty", "Bez strachu. T. 1-3", "Syndrom gotowanej żaby". Jego książki należą do nurtu wspomnieniowo-sensacyjnego. Zawierają mnóstwo ciekawych informacji "zakulisowych". Albin Siwak, co warto podkreślić, był jednym z niewielu odważnych ludzi, który nie tylko znał prawdę o Piłsudskim, ale otwarcie ją głosił. Moim zdaniem, Jego książki byłyby lepsze i dużo bardziej wartościowe jako źródła, gdyby treść ich przed publikacją poddana została profesjonalnej redakcji i weryfikacji. Nie stałyby się wówczas celem współczesnej krytyki podnoszącej ich nieścisłości (2). Ale może na to nie pozwalał Panu Albinowi temperament bojownika słusznej sprawy i polemisty.

Sędziwy Pan Albin do pewnego momentu trzymał się doskonale. Niestety, w dziewiątej dekadzie życia załamanie może przyjść nagle i niespodziewanie. Tak też się stało. Choroby powaliły nawet tak twardego człowieka jak On.

Nigdy nie spodziewałem się, że poznam Albina Siwaka osobiście. W dzieciństwie był dla mnie postacią pod każdym względem odległą i nieosiągalną. Cieszę się, że los dał mi możliwość poznania Go, że miałem możliwość wystąpienia na organizowanych przez Niego spotkaniach i przekazania ludziom jakiejś cząstki wiedzy opartej o pogląd jak najbardziej racjonalny i zobiektywizowany.

Współczesne media polskojęzyczne praktycznie zbyły milczeniem informację o śmierci Albina Siwaka. Tym bardziej trzeba o Nim pamiętać. W moje dobrej pamięci Pan Albin pozostanie na pewno.

Adam Śmiech

(1) - Purystom językowym polecam ciekawą dyskusję nt. dopełniacza l.mn. wyrazu "Bieszczady" - Tutaj

(2) - patrz m.in. krytykę Ebenezera Rojta (Lecha Stępniewskiego) - Tutaj

Po konferencji - bez Polski w Izraelu?
Polityka Zagraniczna

Sytuacja związana z posiedzeniem Wyszehradu w Izraelu jest rozwojowa.
Po wypowiedziach Netanyahu (dementowanych przez Azari i wyjaśnionych! Ha, ha!) przyszła kolej na wypowiedź Israela Katza ("Pamiętasz Katz...", chciałoby się rzec), p.o. ministra SZ Izraela:

"- Nasz premier wyraził się jasno. Sam jestem synem ocalonych z Holokaustu. Jak każdy Izraelczyk i Żyd mogę powiedzieć: nie zapomnimy i nie przebaczymy. Byli Polacy, którzy kolaborowali z nazistami. O tym mówił też były premier Icchak Szamir, wspominając historię swojego zamordowanego ojca - powiedział w trakcie wywiad Katz. - Icchak Szamir, któremu Polacy zamordowali ojca, powiedział: "Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki". I nikt nie będzie nam mówił, jak mamy się wyrażać i jak pamiętać naszych poległych".(Całość)

Skutek może być taki, że nikt z Polski nie pojedzie na posiedzenie. A potem wszystko wróci do "normy", bo sojusz ze strażnikiem interesów Izraela na świecie - USA - jest dla PiS bezalternatywny.

Czytaj całość
Po konferencji - ciąg dalszy
Polityka Zagraniczna

Już po napisaniu tekstu "Po konferencji - Smutne widowisko" premier Morawiecki ogłosił, że nie pojedzie na szczyt Wyszehradu do... Izraela (geografia najwyraźniej podlega coraz bardziej zaskakującym zmianom w związku ze zmianami klimatu!). MM nie pojedzie, ale pojedzie inny tytan myśli politycznej - J. Czaputowicz. Niczego to nie zmieni. Po prostu Izrael i USA to nie są najlepsi kandydaci na sojuszników Polski. Mówiąc najdelikatniej.

Ponadto M. Morawiecki ujawnił, że tłumaczył Pence'owi, że "sprawa zwrotu mienia obywatelom amerykańskim pochodzenia żydowskiego jest zresztą całkowicie uregulowana - od lat mamy podpisaną w tej sprawie z Amerykanami umowę indemnizacyjną, która zwalnia nasz kraj z tej odpowiedzialności".

I tu właśnie dochodzimy do sedna problemu, jaki mają obecni rządzący i wszyscy radykalni antykomuniści nienawidzący PRL. Z wcześniejszych wypowiedzi MM, całej wierchuszki PiS i IPN z jego "polityką historyczną", wynika, że PRL to w istocie nie państwo polskie, lecz jedynie inna forma okupacji Polski przez ZSRR. MM zasłynął stwierdzeniem, że Polski w 1968 r. nie było. No, skoro tak, to nie było też ważnych i obowiązujących strony do dnia dzisiejszego umów indemnizacyjnych (podpisanych z 12 krajami, w tym z USA w 1960 r.), lecz jedynie umowy podpisane przez okupacyjną administrację sowiecką, uznawaną przez obecne władze Polski i samego M.Morawieckiego za nie-Polskę.Trzeba być konsekwentnym.

Oczywiście Polska współczesna nie ma wyjścia - musi trwać przy mocy prawnej tych umów bez żadnych wątpliwości i wyjątków. Były one wspaniałym osiągnięciem Władysława Gomułki, ale i wcześniejszych - stalinowskich władz. Taki jest paradoks historii. Nie można jednak mieć pretensji i podważać osiągnięć Polski Ludowej w jednych aspektach, tylko dlatego, że w innych aspektach mamy uzasadnioną negatywną opinię na temat tego państwa i działań jego władz.

Formalnie jest wszystko w porządku. Polska z 1945 r. była następcą prawnym II RP, a dzisiejsza Polska jest następcą prawnym PRL. Niemniej obłędna czarna propaganda Polski Ludowej odmawiająca jej prawa do bycia Polską i nazywająca ją okupacją sowiecką (a wg niektórych, nawet gorszą od niemieckiej!), robi nam fatalny PR i wręcz zachęca do kwestionowania naszych praw przez podmioty zewnętrzne. Niestety, nasi rządzący wciąż podchodzą do PRL i bloku problemów z lat 1945-89 wynikających, na sposób romantyczno-infantylny - odczuwają najpewniej sztubacką satysfakcję z publicznego "przyłożenia komunie".

Krótkotrwała satysfakcja przemija, a szkoda dla Polski pozostaje.

Adam Śmiech
niedziela 17.02.2019

Po konferencji - Smutne widowisko
Polityka Zagraniczna

Zakończyła się amerykańska konferencja ws. sytuacji na Bliskim Wschodzie. Gwiazdą był premier Izraela Beniamin Netanyahu, który jako jedyny skupił zainteresowanie kogokolwiek na przypomnieniu o polskim antysemityzmie. Wiceprezydent USA Mike Pence wypowiedział parę banałów. Przyjechały drugo-, trzeciorzędne delegacje pomniejszych wasali "imperium dobra". Aha, byli jacyś Polacy, podobno nawet przedstawiciele władz. No i najważniejsze - konferencja była w Warszawie! Nikt poważny nie przyjechał, nie było żadnych dyskusji wnoszących cokolwiek do sytuacji na Bliskim Wschodzie. Nie podano żadnych argumentów świadczących o egzystencjalnym zagrożeniu tandemu atomowych mocarstw USA-Izrael przez Iran, nikt nie pochylił się nad losem Palestyńczyków trzymanych w zamknięciu, w getcie Strefy Gazy przez obrońców zachodniej cywilizacji z Erec Izrael. Nie usłyszano też głosu znanego i wybitnego znawcy prawa międzynarodowego i jego naruszania przez Rosję - prezydenta Dudy. Ot, taki sobie cyrk "American-style". A smirnym gospodarzom nawet nie obiecano bazy amerykańskiej.

Po co to wszystko? Po co to przesuwanie żałoby po premierze Olszewskim, żeby nie wchodzić w amerykański Valentine's Day? Doprawdy żałosne było to widowisko. Czy przyniosło coś Polsce? Jeżeli tak, to nic pozytywnego. Przeciwnie. Netanyahu odstawił szopkę z udziałem "Jerusalem Post" i ambasador Azari pod hasłem "polskiej kolaboracji ze sprawcami Holocaustu", dementi, nie-dementi i ostatecznej konkluzji, że chodziło mu o to, że za stwierdzenie, że "Polacy kolaborowali z Nazistami nikt nie został pozwany". No, fakt. Taki prztyczek dla "gospodarzy" konferencji w związku z niewydarzoną nowelizacją ustawy o IPN. Operetkowe wzywania ambasador Azari do MSZ to oczywiście pozór. W świat poszło znowu to samo - Polacy kolaborowali z Nazistami w Holokauście! Nikt nie będzie zajmował sobie uwagi i czasu nad jakimiś tam wezwaniami MSZ całkowicie powolnego USA kraiku. Cel Izraela osiągnięty - po raz kolejny przypomniano o "odpowiedzialności" Polaków i tradycyjnie już w towarzystwie "Nazistów" o nieustalonej tożsamości narodowej. Dodatkowo sekretarz stanu Pompeo przypomniał o zobowiązaniach odszkodowawczych Polski wobec Żydów.


Czytaj całość
Rosja jako zagrożenie dla wasala
Jednodniówka Narodowa

Tytuł poniższego tekstu, przyznaję ostry i nie pozostawiający marginesu na odmienną interpretację, jest całkowicie zamierzony i przede wszystkim, odpowiada rzeczywistości, jaka nas otacza. Wasalizacja Polski wobec USA postępuje w szybkim tempie. Trudno już to, co się dzieje przesłonić coraz bardziej prymitywną propagandą frazesów patriotycznych, które nic nie znaczą wobec wymowy faktów. Zauważają to już nawet ludzie stojący generalnie po stronie rządu „dumnych Polaków”, co prawda „powstałych z kolan”, ale obecnie już tylko pełzających na czterech z podkulonym ogonem przed hegemonem zza Atlantyku. Piotr Lisicki w „Do Rzeczy” wskazał na całkowicie zamierzoną „bezalternatywną” politykę PiS doprowadzenia za wszelką cenę do zainstalowania stałej bazy USA w Polsce. Pyta, co się stanie, jeśli dalszym krokiem USA będzie żądanie spełnienia roszczeń organizacji żydowskich, lub jakiś nowy ambasador następnego prezydenta USA, np. lewicowego, będzie żądał upowszechnienia praw LGBT w Polsce. Takie pytania stawiały do tej pory jedynie media takie jak „Myśl Polska”, czy różne portale internetowe, których wspólnym mianownikiem jest stygmatyzowanie przez propagandę PiS mianem zdrajców i „agentów Kremla”. Naturalnie płaszczenie się przed USA w oparach żałosnej retoryki godnej ślepo wiernych kundelków, jest zapewne wyrazem wręcz pomnikowego patriotyzmu partii o kuriozalnej nazwie, która z prawem i sprawiedliwością dawno nie ma już nic wspólnego. Świadectwem tego szczególnego stosunku jest ostatnie wystąpienie premiera RP, z okazji 100-lecia nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Polską a USA. Zdaniem Morawieckiego przyjaźń między Polską a USA trwa „setki lat”(!) i jest ona „fundamentalna dla przyszłości świata”(!!!), ponadto premier pamięta, jak „w latach 80. i 90. (XX wieku) budowaliśmy pierwsze kroki ku naszej wolności, to Ameryka była dla nas zawsze wielkim, wspaniałym przyjacielem”. Znaczy się wolność nastąpiła dopiero w 2015 r.? Co prawda w latach 80-tych były sankcje, które uderzały w zwykłych Polaków, a co gorsza od lat 50-tych USA planowały zniszczenie Polski bombami atomowymi w ramach obrony przed ZSRR, ale nic to. My, Polacy jesteśmy bowiem zdolni do największych poświęceń, zwłaszcza w imię „eternal friendship”. PiS poszedł już drogą bezalternatywnej polityki wobec Ukrainy z fanatyzmem będącym ewenementem w historii polityki światowej. Drugim bezalternatywnym elementem jest poddanie się USA. Kiedy tę żałosną politykę porównamy do polityki Węgier lawirujących pomiędzy UE, NATO (Orban popiera pomysł armii europejskiej), a Rosją, czy obecną politykę Włoch, widać, że nie mamy czego szukać, pomiędzy narodami myślącymi kategoriami interesu własnego, a nie interesu innych. Morawiecki jest przekonany, że w osobie p. ambasador Georgette Mosbacher „mamy wielką przyjaciółkę, wielkiego przyjaciela Polski”. Tak, przyjaciela, który od początku swojego pobytu wtrąca się w sprawy wewnętrzne Polski i to z sukcesem w takich sprawach, jak media, PKP Energia, Uber itp., itd. O wymuszeniu na Polsce przez USA i Izrael zmiany ustawy o IPN też trzeba zawsze przypominać ślepcom żyjącym jedynie dniem dzisiejszym.

Polska paranoja trwa
Jednodniówka Narodowa

Stanisław Żaryn, rzecznik koordynatora ds. służb specjalnych napisał tekst o
nieprawdopodobnym zagrożeniu rosyjskim dla całego tzw. wolnego świata, który został
zamieszczony na stronie amerykańskiego think tanku Washington Examiner.
Tekst ten to swoiste kuriozum i w istocie autodiagnoza najskrajniejszej rusofobii, która jest już tak
groteskowa, że przestaje śmieszyć. Przekaz pana Żaryna jest prosty jak jego wizja świata – za
całe zło drogi mlecznej odpowiada Rosja, wszystkie negatywne rzeczy, które dzieją się na
świecie są efektem tajnej, przebiegłej, groźnej, przerażającej, mającej ukryte złowieszcze
cele, polityki Rosji i Putina osobiście. Demonizacja posunięta jest do takiego stopnia, że w
gruncie rzeczy nie dowiadujemy się najważniejszego - dokąd ma owa polityka Rosji
prowadzić, jaki jest jej cel, co Rosja ma przez to osiągnąć? Nie dowiadujemy się nic o
kolejnym terminie zupełnie pewnej inwazji na Ukrainę (na której inwazja ta trwa już zresztą
pięć lat), po której i to już następnego dnia (dziś Kijów, jutro Warszawa) z pewnością (z
powołaniem na śp. L. Kaczyńskiego) nastąpi inwazja na nasz kraj skołatany i jęczący w
okowach sowieckiej agentury PiS-u i PO, w którym nawet dyskusje internetowe, te jeszcze
nie zlikwidowane (jak w Onecie), zostały przejęte przez tajnych trolli wyszkolonych jeszcze
tajniej w tajnym ośrodku KGB. Czy celem Rosji ma być okupacja całego wolnego świata?
Tego się nie dowiadujemy, bo przecież nie o to chodzi. P. Żaryn nie zastanawia się nad
swoimi bredniami, nie zastanawia się nad rzeczywistymi problemami tego świata. Kiedyś
zakodowano mu, że zło to wyłącznie Rosja i tak już mu zostało. Wg logiki niesławnej
pamięci J. Szaniawskiego i jego "zdradzić można tylko na rzecz Rosji -
Rosji carskiej, sowieckiej i Rosji w ogóle" (powiedział to dawnymi czasy w programie
K. Skowrońskiego, zdaje się na Polsacie; nie pamiętam dokładnych danych, ale słyszałem na własne uszy).

Po co ten wywiad?
Polityka Zagraniczna

Minister Spraw Zagranicznych Jacek Czaputowicz udzielił wywiadu rosyjskiej gazecie „Kommiersant” (w numerze 183 z 8.10.2018 r.). Chciałoby się krzyknąć „Nareszcie!”, z nadzieją na choćby jakiś wstęp do przełomu w zamrożonych przez Polskę stosunkach z Rosją. Tym bardziej, że media podjęły natychmiast słowa ministra, iż „Jesteśmy zainteresowani współpracą handlowo-przemysłową w sferze nieobjętej sankcjami”.

Natychmiast muszę jednak przeciąć Państwa nadzieje. Żadnej zmiany nie będzie. Żaden ruch mający poruszyć lodowiec istniejący pomiędzy Warszawa a Moskwą, nie został przez Czaputowicza wykonany. Cały wywiad sprawia wrażenie kompendium pretensji Polski do Rosji, podanych tym razem w jednym miejscu i w jednym czasie. Można wręcz odnieść wrażenie, że czytelnicy rosyjscy otrzymali w postaci tego wywiadu skondensowany elementarz polskiej rusofobii i odtąd nie będą musieli już sięgać do kilkunastu czy kilkudziesięciu źródeł na ogół kłopotliwie dla nich pisanych „łaciną”, bo w Kommiersancie wszystko będą mieli w jednym i do tego cyrylicą. Jeżeli nie wierzyli, nie mając zaufania do zachodnich ośrodków przekazu, że jest możliwe prowadzić taką politykę jak Polska, to teraz dostali dowód.

Co do kontaktów gospodarczych, Czaputowicz, jako nowy minister spraw zagranicznych, nie doprowadził nawet (a byłby to ewidentnie gest dobrej woli) do przywrócenia zlikwidowanego przez Błaszczaka małego ruchu granicznego pomiędzy Obwodem Kaliningradzkim a województwem warmińsko-mazurskim, zmywając w ten sposób fatalny wydźwięk tej psychopatycznej decyzji, która miała nas uchronić przed straszliwymi agentami rosyjskimi, którzy z obwodu by do nas przyjeżdżali (przypominam, że Rosjanie z obwodu występują o wizy do innych niż Polska krajów strefy Schengen, otrzymują ją, a potem spokojnie wjeżdżają do Polski, jako członka tejże strefy, ale iluż „dumnych Polaków” poczuło się bezpieczniej po odważnej i bezkompromisowej decyzji ministra B.; de facto więc decyzja ta uderzyła głównie w Polaków z regionu objętego ruchem). Ale co tam gest, Czaputowicz nie tylko nie myśli o takowym, ale twierdzi, że słusznie się stało „ze względu na militaryzację Obwodu”.

Jak powiedziałem, wystąpienie Czaputowicza to litania pretensji do Rosji z postawionymi (a wielokrotnie wcześniej wyrażanymi gdzie indziej) wobec niej warunkami współpracy absolutnie nie do spełnienia. Rosja tych warunków nie spełni, gdyż nie spełniają one kryterium obiektywnego - Rosja ma łamać prawo międzynarodowe w sprawie Ukrainy, podczas gdy USA działające wbrew prawu międzynarodowemu np. wbrew lub bez rezolucji ONZ, nie jest o to samo oskarżane itp. itd. Po drugie, nie pozwoli sobie na rozstawianie po kątach przez kogoś, kto jak Polska wiernopoddańczo wisi u klamki USA oraz bagatelizuje i przymyka oko na banderowskie ekscesy na Ukrainie. To są tak proste i oczywiste zależności, że aż dziw bierze, że bądź co bądź profesor Jacek Czaputowicz tego nie rozumie.

Mógłbym analizować zdanie po zdaniu wywiad Czaputowicza, ale po pierwsze, wielokrotnie już to czyniłem ja i inni koledzy z „MP” (jako że jak powiedziałem, wywiad jest kompendium wielokrotnie wcześniej wyrażanych pretensji), a po drugie, uczynił to już celnie p. Marek Budzisz na swoim blogu na portalu salon24.pl. Jest to tym bardziej wartościowa analiza, że p. Budzisz jest jak najbardziej zwolennikiem polityki antyrosyjskiej, polityki sprowadzania obcych wojsk do Polski i polityki wspierania Ukrainy. Autor zwrócił uwagę, że rosyjscy czytelnicy wywiadu z Czaputowiczem na skutek – według Budzisza – niezręcznych sformułowań polskiego ministra, mogli odnieść wrażenie, że:

- Polska to samozwańczy rzecznik cudzych interesów, tj. interesów Ukrainy, realizowanych kosztem własnych.
- Polska jest w swej polityce wobec Rosji motywowana czynnikami irracjonalnymi, czyli rusofobią. Zależy jej głównie na dyskusji o trzeciorzędnych, z punktu widzenia współczesnej Europy kwestiach historycznych. Nie ma własnej agendy, lub nie jest w stanie jej sformułować. Co więcej stanowisko Warszawy, zdaniem Moskwy jest wyraźnie asymetryczne. Mamy skłonność do stosowania podwójnych standardów.
- Polacy na złość Moskwie będą kupowali drogi amerykański gaz ziemny
- Impresja, jaką czytelnik mieć może w związku z tzw. Fortem Trump w Polsce jest taka, że albo mamy do czynienia z przedwcześnie ogłoszoną inicjatywą, która znajduje się w fazie dalekiej od realizacji, albo, że niewiele w sumie od Polski w tej materii zależy, albo jedno i drugie.
- Polska jest krajem, którego nie stać na amerykańską bazę i który nie uprawia samodzielnej polityki, a jedynie co robi to wisi u amerykańskiej klamki.
Wrażenia jak najbardziej słuszne. Z jedną uwagą – to nie wrażenia – to rzeczywistość.

A nasz minister sugerował jeszcze bez finezji, że prawdziwymi odpowiedzialnymi za 200 tysięcy ofiar powstania warszawskiego są Stalin i Armia Czerwona. Aż dziwne, że Czaputowicz nie wspomniał o Skripalu. Władimir Putin nazwał go co prawda ostatnio zdrajcą narodu, podkreślając: „Wyobraźcie sobie – pojawia się u was człowiek, który zdradza swój kraj. Jaki będziecie mieć do tego stosunek? (...) On jest po prostu kanalią i tyle”, ale przecież można było dodatkowo wyjaśnić rosyjskim czytelnikom, że wg obowiązujących na Zachodzie (i w Polsce) zimnowojennych standardów, zdradzić można tylko kraje Zachodu, zaś zdrada Rosji jest dla rozmaitych kanalii chlubą, przyczynkiem do chwały, i wręcz obowiązkiem służących imperium zła. W Polsce, jakby taki Skripal był Polakiem, mógłby liczyć na awans generalski i co najmniej kilkanaście pomników i ulic.

Tymczasem w oparach naszego szaleństwa kłopoty może mieć inny interlokutor rosyjskich mediów, poseł Kornel Morawiecki – jedyny z szeroko rozumianego obozu władzy człowiek, który wykazuje się głosem rozsądku na kierunku rosyjskim. Uwaga – wina marszałka seniora to wg rusofobów tym razem z „Polityki” „otaczanie się ludźmi Władimira Putina”, zarzut, że „chce rozbroić dość jednolite stanowisko polskich elit wobec Rosji” oraz, że jego partię „kontrolują ludzie związani z oskarżonym o szpiegostwo na rzecz Rosji Mateuszem Piskorskim”, wreszcie najlepsze na koniec: „Na ostatniej konwencji wyborczej w Konstancinie u boku Morawieckiego seniora pojawił się Aleksander Jabłonowski.

Według ustaleń tygodnika wynika, że naprawdę mężczyzna nazywa się Wojciech Olszański i był oskarżany o bycie „rosyjskim agentem specjalizującym się w sianiu chaosu”. Nie wierzę po prostu! Wielki tygodnik „Polityka” ustalił, że Jabłonowski to Olszański. Chyba „Polityka” jest ostatnim medium, które tego nie wiedziało! I ta finezja słowa „był oskarżany o bycie rosyjskim agentem”. Aż strach pomyśleć o co mogli być oskarżani w przeszłości dziennikarze „Polityki”. Atak „Polityki” to pokaz bezradności i wyjątkowo niskich lotów dziennikarstwa głównego nurtu w Polsce.

Tymczasem na Ukrainie, która dobrze zna wypowiedzi Czaputowicza i w ogóle ślepe stanowisko Polski wobec siebie, właśnie wprowadzono, decyzją Rady Najwyższej, że hasło „Sława Ukrainie” oraz odpowiedź „Bohaterom sława” stały się oficjalnym powitaniem w ukraińskim wojsku i policji. To kolejny efekt polityki polskiej pielęgnowania i braku reakcji na neobanderyzm, którą minister Czaputowicz w „Kommiersancie” określił, jako „złożony proces, i potrzebny jest czas i cierpliwość, ale on postępuje”. Czy następna będzie odbudowa nielegalnych pomników UPA w Polsce?


Adam Śmiech
Myśl Polska, nr 43-44 (21-28.10.2018)
Znów powstanie warszawskie..., czy ostatnie?
Historia Polski

Motto:

Powstanie Warszawskie, które samo w sobie
(...) było zrywem tragicznie bezsensownym.
Koniec z tym szaleństwem! Raz na zawsze!
(Prof. Bogusław Wolniewicz, Powstania a patriotyzm,
kanał You Tube "Głos Racjonalny")



Jesteśmy po kolejnej rocznicy powstania warszawskiego. Pomimo tego, że to rocznica "tylko" siedemdziesiąta czwarta, przeprowadzono ją z potężnym zadęciem. Z rocznicy straszliwej klęski i tragedii w wymiarze nie tylko ludzkim (straty biologiczne), ale i historyczno-kulturowym (zniszczenie historycznej Warszawy, którą na szczęście w dużej mierze odbudowano, ale tego wszystkiego, co ukradli i spalili Niemcy, zarówno własności publicznej jak i prywatnej, nikt już nigdy nie odzyska) oraz politycznym (decyzja o powstaniu stała się końcem roli politycznej rządu na emigracji), uczyniono pożałowania godną zabawę, piknik ze skocznymi piosenkami, gdzie współcześni młodzi ludzie byli uczeni, że "mieć Visy na Tygrysy", to coś fajnego (nawiasem mówiąc, Tygrysy były niepotrzebne na nieuzbrojonych powstańców, Visów było tyle, co kot napłakał, a na zdławienie powstania wystarczyły ad hoc organizowane jednostki niemieckie z trzeciego rzędu). Nie oglądałem wszystkiego, więc nie wiem, ale w tym, co zobaczyłem nie usłyszałem choćby jednego rozsądnego głosu. Nawet nieliczni żyjący jeszcze weterani uwierzyli już chyba w mit stworzony po dziesiątkach lat. Polska jest pogrążona w szaleństwie.

Prof. Witold Kieżun twierdzi, że do powstania musiało dojść, bo w innym wypadku 100 tys. warszawiaków, którzy nie zgłosili się do robót przy wznoszeniu umocnień, zostałoby zamordowanych. Problem w tym, że rozkaz nakazujący zgłoszenie się na kopanie umocnień mówił o 28 lipca. Władze niemieckie przez trzy ostatnie dni lipca i 1 sierpnia do godz. 17 nie podjęły jednak żadnych działań wobec mieszkańców stolicy. Furia władz III Rzeszy i tragiczne rzezie ludności cywilnej w pierwszym okresie powstania, to skutek właśnie jego wybuchu.

Czytaj całość
Po Helsinkach - Trump zmieszany z błotem
Polityka Zagraniczna

Niektórzy ludzie NIENAWIDZĄ tego, że dobrze
dogadywałem się z prezydentem Rosji Putinem.
Woleliby raczej iść na wojnę niż widzieć coś takiego.

(Donald Trump po spotkaniu w Helsinkach)

Długo oczekiwane spotkanie prezydentów USA - Donalda Trumpa i Rosji - Władymira Putina, doszło w końcu do skutku w Helsinkach, stolicy Finlandii, kraju zawieszonego pomiędzy wschodem a zachodem, i będącego zarazem pomostem łączącym te dwie rzeczywistości polityczne i cywilizacyjne. Helsinki to miejsce, w którym mogą funkcjonować obok siebie protestanci i prawosławni (i dwie górujące nad miastem katedry) a także pomniki, z jednej strony cara Aleksandra II, z drugiej, marszałka Mannerheima. Tutaj żaden instytut urzędowej pamięci nie ustala oficjalnie, co ma hańbić Finów, ich honor, historię, czy samą przestrzeń publiczną, a co nie. I chociaż historia samodzielnego bytu Finlandii jest znacznie krótsza od historii Polski, to jednak nie czuć tam wszechobecnej w Polsce mentalności zbuntowanego niewolnika, który znalazłszy sobie nowego pana, szczeka na starego. W każdym razie, choć pragnąłbym żyć w Polsce, która organizuje w stolicy spotkania na szczycie światowych przywódców, zdaje sobie sprawę ze smutnego faktu, że w przeciwieństwie do nas, poziom kultury politycznej w Finlandii predestynuje Finów a nie nas do organizacji takich spotkań.

W ocenie szczytu Trump-Putin pomińmy wszystko to, co jest trzeciorzędnym dodatkiem - jakieś protesty, futbolówkę, czy żarty oraz banalne wpadki obu przywódców. Znacznie ważniejsze są: rzeczywiste ustalenia szczytu i reakcja na nie. Co do pierwszego elementu, naprawdę trudno mówić o jakichś konkretnych ustaleniach - treść merytoryczna szczytu zawiera się w prostym, ale bardzo ważnym zdaniu wypowiedzianym przez Trumpa kilka godzin po spotkaniu z Putinem - "mieliśmy najgorsze stosunki z Rosja w historii, cztery godziny temu stały się one najlepsze". Innymi słowy, cel spotkania był oczywisty dla obu stron i wszystkich ludzi myślących kategoriami pokoju i stabilizacji stosunków międzynarodowych na świecie - chodziło o odprężenie między USA a Rosją. Stosunki te obciążone są nie tylko i nie przede wszystkim dziedzictwem Zimnej Wojny i konfrontacji USA z ZSRR, ale od czasu przemian w tzw. bloku wschodnim, w tym od rozwiązania ZSRR i upodmiotowienia Rosji, a zwłaszcza po wyjściu Rosji z jelcynowskiej smuty po objęciu władzy przez Władymira Putina, cierpią ze względu na kompleks wyższości USA, które poczuły się hegemonem świata i rozpoczęły szereg działań, które miały im w praktyce taką hegemonię zapewnić. W tej sytuacji odradzające się supermocarstwo - Rosja - było niechcianym partnerem, a jednocześnie stawało się coraz bardziej znienawidzonym konkurentem. Stany Zjednoczone nie przyjęły i nie przyjmują nadal do wiadomości, że Rosja mogłaby być ich równorzędnym partnerem. Koncyliaryzm drugiej połowy lat 80-tych rozpłynął się w niebycie, na wierzch wyszły siły myślące kategoriami zgniecenia osłabionego wroga. Dodatkowo, po latach okazało się, że kto raz posmakował przywilejów hegemona, z trudem będzie dochodził do konkluzji, że dla dobra całego świata należy się z tej pozycji wycofać. Dzisiaj, po dwudziestu siedmiu latach od rozwiązania ZSRR mamy do czynienia ze swoistym paradoksem. Oto Rosja jest nowoczesnym państwem narodowym, które prowadzi zupełnie odmienną od ZSRR politykę międzynarodową, występuje z nowoczesnymi propozycjami ułożenia stosunków międzynarodowych, zaś w stosunkach wewnętrznych poddaje się własną decyzją ewolucji konserwatywnej, podczas gdy w tym samym czasie Zachód ulega degeneracji, w ciągu zaledwie 50 lat dokonując autodestrukcji wewnętrznej poprzez porzucenie niemal wszystkich dotychczasowych fundamentów moralno-cywilizacyjnych i wprowadzenie na ich miejsce fundamentów w najgorszym tego słowa znaczeniu, progresywnych, zaś w polityce międzynarodowej, poprzez uparte trzymanie się archaicznych pozycji zimnowojennych i postrzeganie świata jedynie w kategoriach agresji, obrony oblężonej twierdzy itd. Szczególnym przykładem potwornego anachronizmu Zachodu jest dalsze funkcjonowanie NATO. Realny wymiar zimnowojennego zabobonu Zachodu w stosunku do Rosji, to jej demonizowanie (z demonizowaniem prezydenta Putina w szczególności), tworzenie jednego wielkiego fake newsa w postaci obrazu Rosji, jako permanentnego agresora, jeśli jakimś cudem nie będącego w trakcie inwazji jakiegoś państwa, to w każdym razie przyczajonego do kolejnego najazdu, który może nastąpić jutro, pojutrze, albo za tydzień. Buduje się w ten sposób atmosferę wielkiego, nieustającego zagrożenia, byle tylko ktoś nie pomyślał inaczej.

Czytaj całość
Suwerenni inaczej
Polityka Zagraniczna

Suwerenność to bardzo piękne hasło, postulat i stan, rzecz w tym, że jako stan - jeżeli rozumiemy przez suwerenność całkowitą swobodę decydowania o sobie, ograniczoną jedynie słusznymi prawami innych - występuje niezwykle rzadko, zwłaszcza we współczesnym świecie, gdzie dotyczy w zasadzie jedynie światowych potęg (które dodatkowo - w szczególności USA w ostatnich już prawie trzech dekadach - nagminnie nadużywają swojej suwerenności kosztem słusznych praw innych) oraz państw - nazwijmy to - peryferyjnych, których suwerenne działania nie naruszają interesów potęg. Pozostałe państwa, ze szczególnym naciskiem na państwa należące do wielkich bloków militarnych i politycznych, jak NATO czy Unia Europejska, dawno już nie są suwerenne w sensie politycznej, militarnej i ekonomicznej samodzielności. Polska niewątpliwie do 1 września 1939 r. była politycznie i militarnie suwerenna, aby suwerenność w wyniku wybuchu i przebiegu wojny stracić. Rząd emigracyjny był głęboko niesuwerenny, zachowując jedynie "suwerenność" werbalnego sprzeciwu, władza powstała w 1944 r. z łaski Stalina była również wysoce niesuwerenna. Polska z lat 1944-89 przechodziła proces pozyskiwania suwerenności od stanu niemal zerowego po całkiem pokaźny uzyskany po 1956 r., i już z mniejszą dynamiką, ale jednak stale poszerzany aż do 1989 r. Nasze państwo z całą pewnością było suwerenne po 1989 r., samoograniczając własną suwerenność dopiero decyzją o wstąpieniu do NATO, zwłaszcza zaś decyzją o wstąpieniu do Unii Europejskiej. Do dziś jednak, szczególnie środowiska uważające się za prawicowe, szermują hasłem suwerenności na prawo i lewo, tak jakby dobrowolne wstąpienie Polski do NATO i UE nie miało miejsca. Można odnieść wrażenie, że ich zdaniem, po pierwsze, Polska suwerenna jest zawsze wtedy, gdy jest suwerenna w stosunku do Rosji (warunek wystarczający), po drugie, z jakichś powodów większa część z nich uważa, że jeżeli podjęliśmy suwerenne decyzje o ograniczeniu suwerenności poprzez wstąpienie do wymienionych organizacji, to nie straciliśmy suwerenności, gdyż takowa utrata występuje tylko w przypadkach decyzji podjętych pod przymusem, wreszcie po trzecie, mniejsza część uważa, że co prawda formalnie utraciliśmy część suwerenności będąc członkiem owych ciał, jednak możemy przejść nad tym do porządku i zachowywać się dalej, jakbyśmy byli suwerenni.

Tymczasem prawda jest taka, że jako państwo członkowskie Unii Europejskiej jesteśmy w o wiele większym stopniu pozbawieni suwerenności w polityce społecznej, gospodarczej i ekonomicznej, niż byliśmy kiedykolwiek za czasów tzw. Polski Ludowej. Paradoksem historii ale i meandrów myślenia współczesnych szermierzy suwerenności jest, że ciągle nadużywający tych pojęć Prezydent RP zapragnął wpisać ograniczające suwerenność Polski członkostwo w NATO i UE do konstytucji!


Czytaj całość
Strona 1 z 59 1 2 3 4 > >>
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014