Jednodniówka Narodowa :: jednodniowka.pl
Strona Główna Artykuły Galeria ForumGrudzień 10 2018 10:30:55
Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Galeria
Kategorie aktualności
Linki
Szukaj

Forum

Redakcja
Kontakt
Archiwalna wersja JN
Regulamin komentarzy
Użytkowników Online
Gości Online: 5
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 70
Najnowszy Użytkownik: carlos
Losowe zdjęcie
7
7
Protest w Lublinie 30.06.09 r.
Polecamy

Wątki na Forum
Najnowsze Tematy
Wojna ekonomiczna USA
Ataki wrogów Narodow...
Pakt Ribbentrop-Beck...
Reforma SN polityka ...
Wolna Polska narodowa
Najciekawsze Tematy
Uczmy się angiels... [50]
Kto pomoże mi sfo... [46]
Bałkany [35]
Klerykalna Partia... [33]
Mateusz Piskorski... [32]
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Adam Smiech
10/03/2014 10:21
No, ostrożnie ze słowami, panie anonimie! Może by tak zerwać przyłbicę i stanąć, jak mężczyzna, twarzą w twarz? Brak argumencików, to plujemy, co?

Yareck
04/03/2014 21:18
Jesteście ostoją... politycznej prostytucji. Więcej pisać nie trzeba!!!

Piotr Kolczynski
22/01/2012 21:55
Może być?

Marzena Zawodzinska
11/11/2011 22:18
Porządek by trzeba zrobić...

Marzena Zawodzinska
31/10/2011 07:55
Ten shoutbox jest za nisko, nie widać go.

Archiwum
Witamy
Ostatnie Aktywne Tematy na Forum
Temat Odsłon Odpowiedzi Ostatni post
Wojna ekonomiczna USA 246 0 gjw
Ataki wrogów Narodowej Demo... 668 2 gjw
Pakt Ribbentrop-Beck-Ciano 1143 0 gjw
Reforma SN polityka PiS-u 1163 4 gjw
Wolna Polska narodowa 995 0 gjw
Stan wojenny po czterech latach „otwartej wojny”
Tematyka ukraińska

Właśnie mamy do czynienia z kolejną odsłoną dziwnej wojny Zachodu z Rosją z wykorzystaniem pseudo-państwa jakim jest Ukraina(w istocie, to marionetkowy twór międzynarodowych lichwiarzy, istniejący tylko dzięki nim). Jaka jest przyczyna, że to właśnie teraz?
Po pierwsze – za długo było cicho na kierunku ukraińskim i pojękiwania pacynek od Poroszenki zaczęły być odbierane, jako żałosne zaklinanie rzeczywistości, nawet na Zachodzie. Przy okazji warto zbadać, czy nie ma jakiejś prawidłowości w cyklicznym podkręcaniu pod hasłem „agresywna polityka Rosji”. Trochę spokoju – Aleppo, trochę spokoju – Skripal, trochę spokoju – „atak chemiczny” wspieranego przez Rosję Asada, trochę spokoju – „dowody” na rosyjską odpowiedzialność w sprawie samolotu malezyjskiego, trochę spokoju – eskalacja przez Rosję (bo naturalnie wyłącznie Rosja może eskalować) konfliktu na Ukrainie. To wszystko dzieje się, bo nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonić go.
Po drugie – zbliżające się – 31 marca 2019 r. - wybory prezydenckie na Ukrainie. Poroszence strach zajrzał głęboko w oczy i albo – przedłużając stan wojennywprowadzony na razie do 25 stycznia 2019 r., odwoła wybory i będzie bezterminowym prezydentem czasu wojny, albo – chce zawładnąć notowaniami, jako obrońca ojczyzny. Wg sondażu z sierpnia 2018 r. Poroszenko cieszy się poparciem zaledwie 5,3% wszystkich uprawnionych do głosowania na Ukrainie, 6,8% tych, którzy zamierzają wziąć udział w wyborach zaś 8,3% tych, którzy zamierzają głosować i są zdecydowani odnośnie swego kandydata. Stawia to Poroszenkę na dopiero piątym miejscu pośród potencjalnych kandydatów za liderką Julią Tymoszenko (wartości odpowiednio – 11,1%, 14,4%, 17,7%) oraz Anatolijem Hrycenką, Jurijem Bojko (kandydat tzw. prorosyjski) i Ołehem Laszko. Ponadto Poroszenko miał w sierpniu najwyższy antyrating, czyli elektorat negatywny, na poziomie ponad 50%, co stawia go w bardzo trudnej sytuacji gdyby nawet wszedł do drugiej tury. Broszura Ośrodka Studiów Wschodnich Wybory prezydenckie na Ukrainie 2019, komentuje sytuację Poroszenki (przed incydentem kerczeńskim) następująco: „Obecne niskie poparcie społeczne dla prezydenta wynika częściowo z nadmiernie rozbudzonych po rewolucji godności oczekiwań społecznych, a częściowo z niezrealizowanych obietnic oraz skandali korupcyjnych, w które zamieszani są jego najbliżsi partnerzy biznesowi. Tym samym bez nowego, niezaprzeczalnego sukcesu szanse prezydenta na reelekcję będą niewielkie.(…) Choć Poroszenko stara się przekonać USA i UE, że jest najlepszym gwarantem utrzymania proreformatorskiego kursu, jego wiarygodność topnieje, a język zachodnich partnerów wobec Kijowa staje się coraz ostrzejszy. (…) Stąd, choć jest to teraz mało prawdopodobne, nie można wykluczyć, że naprzełomie 2018 i 2019 roku ogłosi on rezygnację ze startu w wyborach” .


Nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe
Polityka Wewnętrzna

Jedną z cech charakterystycznych (nie)porządku prawnego obowiązującego w Polsce po 1989 r. jest ogromna nadprodukcja i niestałość prawa oraz funkcjonowanie w nim w tym samym czasie (zatem, teoretycznie, również jednocześnie obowiązujących) przepisów ze sobą sprzecznych, wobec których wypracowane przez doktrynę reguły kolizyjne są na ogół bezradne.

Jednym z przykładów takiej niespójności sytemu prawa w Polsce jest spraw pomników Armii Czerwonej. Właśnie, tuż przed wyborami, w ekspresowy tempie zniszczono („zdemontowano”), zachowując 10 płyt-elementów, pomnik pamięci poległych na Pradze we wrześniu 1944 r. żołnierzy Armii Czerwonej (nazywany tez Pomnikiem Wdzięczności) znajdujący się w Parku Skaryszewskim. Oczywiście polska walka z pomnikami radzieckimi, to rzekome wstawanie z kolan, ma już długą historię i tak naprawdę w zniszczeniu kolejnego pomnika nie ma już posmaku sensacji, ale naturalnie nie o to chodzi. Chodzi o sprzeczności, brak precyzji i niespójność polskiego prawa. Pomnik praski został zbudowany na miejscu mogił żołnierzy radzieckich poległych w pobliżu Ronda Waszyngtona.

Po co ten wywiad?
Polityka Zagraniczna

Minister Spraw Zagranicznych Jacek Czaputowicz udzielił wywiadu rosyjskiej gazecie „Kommiersant” (w numerze 183 z 8.10.2018 r.). Chciałoby się krzyknąć „Nareszcie!”, z nadzieją na choćby jakiś wstęp do przełomu w zamrożonych przez Polskę stosunkach z Rosją. Tym bardziej, że media podjęły natychmiast słowa ministra, iż „Jesteśmy zainteresowani współpracą handlowo-przemysłową w sferze nieobjętej sankcjami”.

Natychmiast muszę jednak przeciąć Państwa nadzieje. Żadnej zmiany nie będzie. Żaden ruch mający poruszyć lodowiec istniejący pomiędzy Warszawa a Moskwą, nie został przez Czaputowicza wykonany. Cały wywiad sprawia wrażenie kompendium pretensji Polski do Rosji, podanych tym razem w jednym miejscu i w jednym czasie. Można wręcz odnieść wrażenie, że czytelnicy rosyjscy otrzymali w postaci tego wywiadu skondensowany elementarz polskiej rusofobii i odtąd nie będą musieli już sięgać do kilkunastu czy kilkudziesięciu źródeł na ogół kłopotliwie dla nich pisanych „łaciną”, bo w Kommiersancie wszystko będą mieli w jednym i do tego cyrylicą. Jeżeli nie wierzyli, nie mając zaufania do zachodnich ośrodków przekazu, że jest możliwe prowadzić taką politykę jak Polska, to teraz dostali dowód.

Co do kontaktów gospodarczych, Czaputowicz, jako nowy minister spraw zagranicznych, nie doprowadził nawet (a byłby to ewidentnie gest dobrej woli) do przywrócenia zlikwidowanego przez Błaszczaka małego ruchu granicznego pomiędzy Obwodem Kaliningradzkim a województwem warmińsko-mazurskim, zmywając w ten sposób fatalny wydźwięk tej psychopatycznej decyzji, która miała nas uchronić przed straszliwymi agentami rosyjskimi, którzy z obwodu by do nas przyjeżdżali (przypominam, że Rosjanie z obwodu występują o wizy do innych niż Polska krajów strefy Schengen, otrzymują ją, a potem spokojnie wjeżdżają do Polski, jako członka tejże strefy, ale iluż „dumnych Polaków” poczuło się bezpieczniej po odważnej i bezkompromisowej decyzji ministra B.; de facto więc decyzja ta uderzyła głównie w Polaków z regionu objętego ruchem). Ale co tam gest, Czaputowicz nie tylko nie myśli o takowym, ale twierdzi, że słusznie się stało „ze względu na militaryzację Obwodu”.

Jak powiedziałem, wystąpienie Czaputowicza to litania pretensji do Rosji z postawionymi (a wielokrotnie wcześniej wyrażanymi gdzie indziej) wobec niej warunkami współpracy absolutnie nie do spełnienia. Rosja tych warunków nie spełni, gdyż nie spełniają one kryterium obiektywnego - Rosja ma łamać prawo międzynarodowe w sprawie Ukrainy, podczas gdy USA działające wbrew prawu międzynarodowemu np. wbrew lub bez rezolucji ONZ, nie jest o to samo oskarżane itp. itd. Po drugie, nie pozwoli sobie na rozstawianie po kątach przez kogoś, kto jak Polska wiernopoddańczo wisi u klamki USA oraz bagatelizuje i przymyka oko na banderowskie ekscesy na Ukrainie. To są tak proste i oczywiste zależności, że aż dziw bierze, że bądź co bądź profesor Jacek Czaputowicz tego nie rozumie.

Mógłbym analizować zdanie po zdaniu wywiad Czaputowicza, ale po pierwsze, wielokrotnie już to czyniłem ja i inni koledzy z „MP” (jako że jak powiedziałem, wywiad jest kompendium wielokrotnie wcześniej wyrażanych pretensji), a po drugie, uczynił to już celnie p. Marek Budzisz na swoim blogu na portalu salon24.pl. Jest to tym bardziej wartościowa analiza, że p. Budzisz jest jak najbardziej zwolennikiem polityki antyrosyjskiej, polityki sprowadzania obcych wojsk do Polski i polityki wspierania Ukrainy. Autor zwrócił uwagę, że rosyjscy czytelnicy wywiadu z Czaputowiczem na skutek – według Budzisza – niezręcznych sformułowań polskiego ministra, mogli odnieść wrażenie, że:

- Polska to samozwańczy rzecznik cudzych interesów, tj. interesów Ukrainy, realizowanych kosztem własnych.
- Polska jest w swej polityce wobec Rosji motywowana czynnikami irracjonalnymi, czyli rusofobią. Zależy jej głównie na dyskusji o trzeciorzędnych, z punktu widzenia współczesnej Europy kwestiach historycznych. Nie ma własnej agendy, lub nie jest w stanie jej sformułować. Co więcej stanowisko Warszawy, zdaniem Moskwy jest wyraźnie asymetryczne. Mamy skłonność do stosowania podwójnych standardów.
- Polacy na złość Moskwie będą kupowali drogi amerykański gaz ziemny
- Impresja, jaką czytelnik mieć może w związku z tzw. Fortem Trump w Polsce jest taka, że albo mamy do czynienia z przedwcześnie ogłoszoną inicjatywą, która znajduje się w fazie dalekiej od realizacji, albo, że niewiele w sumie od Polski w tej materii zależy, albo jedno i drugie.
- Polska jest krajem, którego nie stać na amerykańską bazę i który nie uprawia samodzielnej polityki, a jedynie co robi to wisi u amerykańskiej klamki.
Wrażenia jak najbardziej słuszne. Z jedną uwagą – to nie wrażenia – to rzeczywistość.

A nasz minister sugerował jeszcze bez finezji, że prawdziwymi odpowiedzialnymi za 200 tysięcy ofiar powstania warszawskiego są Stalin i Armia Czerwona. Aż dziwne, że Czaputowicz nie wspomniał o Skripalu. Władimir Putin nazwał go co prawda ostatnio zdrajcą narodu, podkreślając: „Wyobraźcie sobie – pojawia się u was człowiek, który zdradza swój kraj. Jaki będziecie mieć do tego stosunek? (...) On jest po prostu kanalią i tyle”, ale przecież można było dodatkowo wyjaśnić rosyjskim czytelnikom, że wg obowiązujących na Zachodzie (i w Polsce) zimnowojennych standardów, zdradzić można tylko kraje Zachodu, zaś zdrada Rosji jest dla rozmaitych kanalii chlubą, przyczynkiem do chwały, i wręcz obowiązkiem służących imperium zła. W Polsce, jakby taki Skripal był Polakiem, mógłby liczyć na awans generalski i co najmniej kilkanaście pomników i ulic.

Tymczasem w oparach naszego szaleństwa kłopoty może mieć inny interlokutor rosyjskich mediów, poseł Kornel Morawiecki – jedyny z szeroko rozumianego obozu władzy człowiek, który wykazuje się głosem rozsądku na kierunku rosyjskim. Uwaga – wina marszałka seniora to wg rusofobów tym razem z „Polityki” „otaczanie się ludźmi Władimira Putina”, zarzut, że „chce rozbroić dość jednolite stanowisko polskich elit wobec Rosji” oraz, że jego partię „kontrolują ludzie związani z oskarżonym o szpiegostwo na rzecz Rosji Mateuszem Piskorskim”, wreszcie najlepsze na koniec: „Na ostatniej konwencji wyborczej w Konstancinie u boku Morawieckiego seniora pojawił się Aleksander Jabłonowski.

Według ustaleń tygodnika wynika, że naprawdę mężczyzna nazywa się Wojciech Olszański i był oskarżany o bycie „rosyjskim agentem specjalizującym się w sianiu chaosu”. Nie wierzę po prostu! Wielki tygodnik „Polityka” ustalił, że Jabłonowski to Olszański. Chyba „Polityka” jest ostatnim medium, które tego nie wiedziało! I ta finezja słowa „był oskarżany o bycie rosyjskim agentem”. Aż strach pomyśleć o co mogli być oskarżani w przeszłości dziennikarze „Polityki”. Atak „Polityki” to pokaz bezradności i wyjątkowo niskich lotów dziennikarstwa głównego nurtu w Polsce.

Tymczasem na Ukrainie, która dobrze zna wypowiedzi Czaputowicza i w ogóle ślepe stanowisko Polski wobec siebie, właśnie wprowadzono, decyzją Rady Najwyższej, że hasło „Sława Ukrainie” oraz odpowiedź „Bohaterom sława” stały się oficjalnym powitaniem w ukraińskim wojsku i policji. To kolejny efekt polityki polskiej pielęgnowania i braku reakcji na neobanderyzm, którą minister Czaputowicz w „Kommiersancie” określił, jako „złożony proces, i potrzebny jest czas i cierpliwość, ale on postępuje”. Czy następna będzie odbudowa nielegalnych pomników UPA w Polsce?


Adam Śmiech
Myśl Polska, nr 43-44 (21-28.10.2018)
Znów powstanie warszawskie..., czy ostatnie?
Historia Polski

Motto:

Powstanie Warszawskie, które samo w sobie
(...) było zrywem tragicznie bezsensownym.
Koniec z tym szaleństwem! Raz na zawsze!
(Prof. Bogusław Wolniewicz, Powstania a patriotyzm,
kanał You Tube "Głos Racjonalny")



Jesteśmy po kolejnej rocznicy powstania warszawskiego. Pomimo tego, że to rocznica "tylko" siedemdziesiąta czwarta, przeprowadzono ją z potężnym zadęciem. Z rocznicy straszliwej klęski i tragedii w wymiarze nie tylko ludzkim (straty biologiczne), ale i historyczno-kulturowym (zniszczenie historycznej Warszawy, którą na szczęście w dużej mierze odbudowano, ale tego wszystkiego, co ukradli i spalili Niemcy, zarówno własności publicznej jak i prywatnej, nikt już nigdy nie odzyska) oraz politycznym (decyzja o powstaniu stała się końcem roli politycznej rządu na emigracji), uczyniono pożałowania godną zabawę, piknik ze skocznymi piosenkami, gdzie współcześni młodzi ludzie byli uczeni, że "mieć Visy na Tygrysy", to coś fajnego (nawiasem mówiąc, Tygrysy były niepotrzebne na nieuzbrojonych powstańców, Visów było tyle, co kot napłakał, a na zdławienie powstania wystarczyły ad hoc organizowane jednostki niemieckie z trzeciego rzędu). Nie oglądałem wszystkiego, więc nie wiem, ale w tym, co zobaczyłem nie usłyszałem choćby jednego rozsądnego głosu. Nawet nieliczni żyjący jeszcze weterani uwierzyli już chyba w mit stworzony po dziesiątkach lat. Polska jest pogrążona w szaleństwie.

Prof. Witold Kieżun twierdzi, że do powstania musiało dojść, bo w innym wypadku 100 tys. warszawiaków, którzy nie zgłosili się do robót przy wznoszeniu umocnień, zostałoby zamordowanych. Problem w tym, że rozkaz nakazujący zgłoszenie się na kopanie umocnień mówił o 28 lipca. Władze niemieckie przez trzy ostatnie dni lipca i 1 sierpnia do godz. 17 nie podjęły jednak żadnych działań wobec mieszkańców stolicy. Furia władz III Rzeszy i tragiczne rzezie ludności cywilnej w pierwszym okresie powstania, to skutek właśnie jego wybuchu.

Czytaj całość
Po Helsinkach - Trump zmieszany z błotem
Polityka Zagraniczna

Niektórzy ludzie NIENAWIDZĄ tego, że dobrze
dogadywałem się z prezydentem Rosji Putinem.
Woleliby raczej iść na wojnę niż widzieć coś takiego.

(Donald Trump po spotkaniu w Helsinkach)

Długo oczekiwane spotkanie prezydentów USA - Donalda Trumpa i Rosji - Władymira Putina, doszło w końcu do skutku w Helsinkach, stolicy Finlandii, kraju zawieszonego pomiędzy wschodem a zachodem, i będącego zarazem pomostem łączącym te dwie rzeczywistości polityczne i cywilizacyjne. Helsinki to miejsce, w którym mogą funkcjonować obok siebie protestanci i prawosławni (i dwie górujące nad miastem katedry) a także pomniki, z jednej strony cara Aleksandra II, z drugiej, marszałka Mannerheima. Tutaj żaden instytut urzędowej pamięci nie ustala oficjalnie, co ma hańbić Finów, ich honor, historię, czy samą przestrzeń publiczną, a co nie. I chociaż historia samodzielnego bytu Finlandii jest znacznie krótsza od historii Polski, to jednak nie czuć tam wszechobecnej w Polsce mentalności zbuntowanego niewolnika, który znalazłszy sobie nowego pana, szczeka na starego. W każdym razie, choć pragnąłbym żyć w Polsce, która organizuje w stolicy spotkania na szczycie światowych przywódców, zdaje sobie sprawę ze smutnego faktu, że w przeciwieństwie do nas, poziom kultury politycznej w Finlandii predestynuje Finów a nie nas do organizacji takich spotkań.

W ocenie szczytu Trump-Putin pomińmy wszystko to, co jest trzeciorzędnym dodatkiem - jakieś protesty, futbolówkę, czy żarty oraz banalne wpadki obu przywódców. Znacznie ważniejsze są: rzeczywiste ustalenia szczytu i reakcja na nie. Co do pierwszego elementu, naprawdę trudno mówić o jakichś konkretnych ustaleniach - treść merytoryczna szczytu zawiera się w prostym, ale bardzo ważnym zdaniu wypowiedzianym przez Trumpa kilka godzin po spotkaniu z Putinem - "mieliśmy najgorsze stosunki z Rosja w historii, cztery godziny temu stały się one najlepsze". Innymi słowy, cel spotkania był oczywisty dla obu stron i wszystkich ludzi myślących kategoriami pokoju i stabilizacji stosunków międzynarodowych na świecie - chodziło o odprężenie między USA a Rosją. Stosunki te obciążone są nie tylko i nie przede wszystkim dziedzictwem Zimnej Wojny i konfrontacji USA z ZSRR, ale od czasu przemian w tzw. bloku wschodnim, w tym od rozwiązania ZSRR i upodmiotowienia Rosji, a zwłaszcza po wyjściu Rosji z jelcynowskiej smuty po objęciu władzy przez Władymira Putina, cierpią ze względu na kompleks wyższości USA, które poczuły się hegemonem świata i rozpoczęły szereg działań, które miały im w praktyce taką hegemonię zapewnić. W tej sytuacji odradzające się supermocarstwo - Rosja - było niechcianym partnerem, a jednocześnie stawało się coraz bardziej znienawidzonym konkurentem. Stany Zjednoczone nie przyjęły i nie przyjmują nadal do wiadomości, że Rosja mogłaby być ich równorzędnym partnerem. Koncyliaryzm drugiej połowy lat 80-tych rozpłynął się w niebycie, na wierzch wyszły siły myślące kategoriami zgniecenia osłabionego wroga. Dodatkowo, po latach okazało się, że kto raz posmakował przywilejów hegemona, z trudem będzie dochodził do konkluzji, że dla dobra całego świata należy się z tej pozycji wycofać. Dzisiaj, po dwudziestu siedmiu latach od rozwiązania ZSRR mamy do czynienia ze swoistym paradoksem. Oto Rosja jest nowoczesnym państwem narodowym, które prowadzi zupełnie odmienną od ZSRR politykę międzynarodową, występuje z nowoczesnymi propozycjami ułożenia stosunków międzynarodowych, zaś w stosunkach wewnętrznych poddaje się własną decyzją ewolucji konserwatywnej, podczas gdy w tym samym czasie Zachód ulega degeneracji, w ciągu zaledwie 50 lat dokonując autodestrukcji wewnętrznej poprzez porzucenie niemal wszystkich dotychczasowych fundamentów moralno-cywilizacyjnych i wprowadzenie na ich miejsce fundamentów w najgorszym tego słowa znaczeniu, progresywnych, zaś w polityce międzynarodowej, poprzez uparte trzymanie się archaicznych pozycji zimnowojennych i postrzeganie świata jedynie w kategoriach agresji, obrony oblężonej twierdzy itd. Szczególnym przykładem potwornego anachronizmu Zachodu jest dalsze funkcjonowanie NATO. Realny wymiar zimnowojennego zabobonu Zachodu w stosunku do Rosji, to jej demonizowanie (z demonizowaniem prezydenta Putina w szczególności), tworzenie jednego wielkiego fake newsa w postaci obrazu Rosji, jako permanentnego agresora, jeśli jakimś cudem nie będącego w trakcie inwazji jakiegoś państwa, to w każdym razie przyczajonego do kolejnego najazdu, który może nastąpić jutro, pojutrze, albo za tydzień. Buduje się w ten sposób atmosferę wielkiego, nieustającego zagrożenia, byle tylko ktoś nie pomyślał inaczej.

Czytaj całość
Suwerenni inaczej
Polityka Zagraniczna

Suwerenność to bardzo piękne hasło, postulat i stan, rzecz w tym, że jako stan - jeżeli rozumiemy przez suwerenność całkowitą swobodę decydowania o sobie, ograniczoną jedynie słusznymi prawami innych - występuje niezwykle rzadko, zwłaszcza we współczesnym świecie, gdzie dotyczy w zasadzie jedynie światowych potęg (które dodatkowo - w szczególności USA w ostatnich już prawie trzech dekadach - nagminnie nadużywają swojej suwerenności kosztem słusznych praw innych) oraz państw - nazwijmy to - peryferyjnych, których suwerenne działania nie naruszają interesów potęg. Pozostałe państwa, ze szczególnym naciskiem na państwa należące do wielkich bloków militarnych i politycznych, jak NATO czy Unia Europejska, dawno już nie są suwerenne w sensie politycznej, militarnej i ekonomicznej samodzielności. Polska niewątpliwie do 1 września 1939 r. była politycznie i militarnie suwerenna, aby suwerenność w wyniku wybuchu i przebiegu wojny stracić. Rząd emigracyjny był głęboko niesuwerenny, zachowując jedynie "suwerenność" werbalnego sprzeciwu, władza powstała w 1944 r. z łaski Stalina była również wysoce niesuwerenna. Polska z lat 1944-89 przechodziła proces pozyskiwania suwerenności od stanu niemal zerowego po całkiem pokaźny uzyskany po 1956 r., i już z mniejszą dynamiką, ale jednak stale poszerzany aż do 1989 r. Nasze państwo z całą pewnością było suwerenne po 1989 r., samoograniczając własną suwerenność dopiero decyzją o wstąpieniu do NATO, zwłaszcza zaś decyzją o wstąpieniu do Unii Europejskiej. Do dziś jednak, szczególnie środowiska uważające się za prawicowe, szermują hasłem suwerenności na prawo i lewo, tak jakby dobrowolne wstąpienie Polski do NATO i UE nie miało miejsca. Można odnieść wrażenie, że ich zdaniem, po pierwsze, Polska suwerenna jest zawsze wtedy, gdy jest suwerenna w stosunku do Rosji (warunek wystarczający), po drugie, z jakichś powodów większa część z nich uważa, że jeżeli podjęliśmy suwerenne decyzje o ograniczeniu suwerenności poprzez wstąpienie do wymienionych organizacji, to nie straciliśmy suwerenności, gdyż takowa utrata występuje tylko w przypadkach decyzji podjętych pod przymusem, wreszcie po trzecie, mniejsza część uważa, że co prawda formalnie utraciliśmy część suwerenności będąc członkiem owych ciał, jednak możemy przejść nad tym do porządku i zachowywać się dalej, jakbyśmy byli suwerenni.

Tymczasem prawda jest taka, że jako państwo członkowskie Unii Europejskiej jesteśmy w o wiele większym stopniu pozbawieni suwerenności w polityce społecznej, gospodarczej i ekonomicznej, niż byliśmy kiedykolwiek za czasów tzw. Polski Ludowej. Paradoksem historii ale i meandrów myślenia współczesnych szermierzy suwerenności jest, że ciągle nadużywający tych pojęć Prezydent RP zapragnął wpisać ograniczające suwerenność Polski członkostwo w NATO i UE do konstytucji!


Czytaj całość
Nie chcemy się uczyć od Orbana
Polityka Zagraniczna

Wystąpienie premiera Węgier Wiktora Orbana podczas majowego Zgromadzenia Parlamentarnego NATO w Warszawie z memorandum do rządów państw Paktu w sprawie Ukrainy, jest bez wątpienia jednym z najważniejszych posunięć tego polityka, które pokazuje czym są Węgry Orbana, jakim jest on politykiem, a pośrednio także rzutuje na postrzeganie polityki polskiej, nie tylko na podnoszonym przez premiera naszych bratanków, kierunku ukraińskim.


Powiedzmy sobie od razu, że refleksji krótkoterminowej po polskiej klasie politycznej spodziewać się nie należy. Zgodnie odrzuciła ona tezy Orbana, jednocześnie oskarżając go o „retorykę kremlowską”. Widoki na jakąkolwiek refleksję w dłuższej perspektywie czasu także oceniam jako wyjątkowo marne. Czy jednak można było oczekiwać refleksji od obsesjonatów żyjących kilkoma zgranymi aksjomatami z przeszłości, których stosunek do Rosji warunkuje głębokie uczucie nienawiści do niej, mistycyzm i poczucie misji, u źródeł którego leży z kolei świadomość dziejowej porażki na Wschodzie i chęć odegrania się za wszelką cenę?

Polityka polska na kierunku wschodnim stała się po drugim Majdanie i w oparach Smoleńska bardziej prosta od konstrukcji cepa i bardziej przewidywalna od reakcji psa na kota. Występy polskich, kh…, kh…, polityków na arenie międzynarodowej są najzwyklejszą stratą czasu dla odbiorców. Równie dobrze mogliby oni sobie w notesach pozaznaczać, że teraz miał przemawiać przedstawiciel Polski, ale „wiadomo, więc poprosiliśmy o przekazanie tez na piśmie, żeby nie tracić cennego czasu przerwy obiadowej”. Nic więc dziwnego, że również ukraińskie memorandum Orbana spotkało się z nie tyle prostą, co raczej prostacką reakcją o wpisywaniu się Węgier w propagandę Kremla. Ale po kolei.


Kooperatywy lekiem na (prawie) całe zło globalizacji
Jednodniówka Narodowa
Zapraszamy do lektury artykułu poświęconego odradzającemu się w Polsce oddolnemu ruchowi spółdzielczości spożywczej.

Link
Patrioty w cieniu paranoi
Obronność

Bojkot MŚ w Rosji chyba nam na razie nie grozi. Minister Boris Johnson łaskawie oznajmił, że "reprezentacja Anglii w piłce nożnej nie zbojkotuje mistrzostw świata w Rosji", potwierdzając, że "w Rosji nie pojawią się jednak członkowie rodziny królewskiej i rządu". Do mistrzostw jeszcze trochę czasu, a "sprawa Skripala" zastygła bez wyjaśnienia czegokolwiek, z odgórnie "stwierdzoną" odpowiedzialnością Rosji, i nie możemy być pewni, że nie nastąpi jednak ponowne rozniecenie ognia. Bojkot pozostaje więc jako straszak, natomiast niezależnie od tego czy nastąpi, już widzę to serdeczne przyjęcie reprezentacji Anglii i jej kibiców (bez względu na to, czy podzielają, czy nie szaleństwa swojego rządu) w Rosji...

Najważniejszą informacją ostatnich dni jest, wbrew tytułowi tekstu, nie zakup Patriotów przez MON, ale list 59 senatorów USA do premiera Morawieckiego w ciągle tej samej sprawie "odszkodowań" za mienie ofiar holokaustu, jakie ma zapłacić Polska. Tu już nawet nie potrzeba wymieniać tych senatorów - wszak to zasadnicza większość spośród 100 osobowej wyższej izby Kongresu. Dlaczego jest to sprawa najważniejsza? Bo dotyczy nas wszystkich, nie tylko obecnie żyjących, ale i naszych dzieci. Jest wielką naiwnością myślenie, że strona amerykańsko-żydowska odpuści tę sprawę w ogóle, a zwłaszcza na skutek np. nowelizacji ustawy o IPN. Nie ma takiej opcji. Sprawa będzie powracać jak nowotwór, do skutku, oby nie z finałem typowym dla tej nieuleczalnej choroby. Polska, co należy jeszcze raz podkreślić, sama pogarsza swoją sytuację, negując legalność PRL i w sposób ocierający się o groteskę podkreślając swoje szczere oddanie USA i bezalternatywność sojuszu z Jankesami. Tak, jak należało się spodziewać, awantura sprowokowana nowelizacją ustawy o IPN, która pokazała nam miejsce jakie zajmujemy w świecie anglosasko-żydowskim, w niczym nie zmieniła spojrzenia polskiej klasy rządzącej na ten sojusz i jego głębokość. Przeciwnie, nastąpiło głośne propagandowe poparcie brytyjskiej prowokacji ze Skripalem oraz poświadczenie pełnego oddania USA, m.in. poprzez podpisanie umowy o zakup dwóch baterii Patriotów. A im głębszy sojusz z USA, im większe swego rodzaju uzależnienie od Amerykanów także w dziedzinie technologii wojskowej, tym prostsza droga dla lobby żydowskiego w USA do szantażowania Polski i ostatecznego wymuszenia zapłaty odszkodowań ofiarom (a raczej głównie "ofiarom" na zasadzie krwi) przez faktycznie największą ofiarę II wojny światowej, czyli państwo polskie. Jednak dla PiS, dla którego najważniejszych ideologów USA jest przedmiotem swoistego kultu, wykonanie koniecznych z polskiego punktu widzenia w tej sytuacji działań, jest całkowicie nie do pomyślenia. I nie mówię tu o jakimś zrywaniu czy zamrażaniu sojuszu z USA, bo to byłoby podejściem skrajnie nierealistycznym, wręcz fantastycznym, lecz o dodaniu do niego mocnych akcentów w postaci umów z innymi uczestnikami NATO. Oczywiście ideałem byłoby odbudowanie i postawienie w znacznie wyższym stopniu niż dotychczas, na polską myśl techniczno-wojskową, ale wobec degrengolady przemysłu zbrojeniowego nie da się tego osiągnąć od razu. Ale można "zdywersyfikować" nasz udział w NATO. O wiele rozsądniejszym od ślepego brnięcia w uzależnienie od USA, byłoby dokonywanie zakupów zasadniczego uzbrojenia w różnych krajach, we Francji, Szwecji itp. W tym kontekście należy widzieć przede wszystkim sprawę Patriotów.

Czytaj całość
Ile to już lat!
Jednodniówka Narodowa

Przedstawiam dziś PT Czytelnikom skan tekstu z Biuletynu Stronnictwa Narodowego nr 2 z 1990 r. traktującego o odrodzeniu Stronnictwa Narodowego w Łodzi. Kto chce zobaczyć stronę w wielkości pozwalającej przeczytać tekst, niech kliknie na zdjęcie.



Pamiętam ten zjazd. A może nie ten? Do tej pory łączyłem to wydarzenie w pamięci z rokiem 1990, ale może to było jednak w listopadzie 1989 r. albo w 1990 r. był drugi zjazd łódzki z udziałem tych samych władz.

Czytaj calość
Nicpoń o Piłsudskim i Rozwadowskim
Strona 1 z 59 1 2 3 4 > >>
W naszym serwisie

POST NA FORUM SERWISU ANTY ORANGE

ARTYKUŁY PROF. WIKTORA POLISZCZUKA...

ARTYKUŁY L. KULIŃSKIEJ
Tłumaczenia JN






















Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Copyright © 2006, 2007, 2008, 2009, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014